Święty Jerzy jest świętym niebywale popularnym i powszechnie znanym, ba, większość świętych może Jerzemu niesamowitej kariery pozazdrościć. Popularność święty Jerzy zawdzięcza smokowi. Szkoda, że podobnie jak smok, najprawdopodobniej nigdy nie istniał. Ale po kolei.

Święty Jerzy pojawia się po raz pierwszy pośród rozlicznych męczenników u Euzebiusza z Cezarei. Wzmianka jest skromna, liczy dwie linijki i dotyczy niejakiego Georgiosa, ściętego w Nikomedii w 303 roku. Akurat wówczas, wobec – powiedzmy to sobie otwarcie – mało tolerancyjnej polityki Dioklecjana, męczenników było na pęczki. Konstantyn miał to wkrótce zmienić, można zatem powiedzieć, że Georgios załapał się na męczeństwo w ostatnim momencie. Na temat rozlicznych bohaterskich czynów Jerzego i jego rzekomego zatargu z Dioklecjanem Euzebiusz milczy.

W miarę upływu czasu, cudów przypisywanych św. Jerzemu zaczyna przybywać. Jego kult upowszechnia się w Egipcie i Azji Mniejszej w V i VI wieku, aby przybrać cechy groteskowego, powszechnego uwielbienia w okresie wojen krzyżowych. Wpierw, z anonimowej nieomal ofiary masowych prześladowań, Jerzy przeistacza się w szlachetnego rzymskiego rycerza, który miał odwagę przeciwstawić się cesarzowi doprowadzając go do wściekłości. Rozliczne miasta rozpoczynają współzawodnictwo o tytuł oficjalnego miejsca męczeństwa, zwycięso wychodzi Lida, aczkolwiek mieszkańcy Nikomedii nie przyjmują tego do wiadomości. Jakby tego było mało, z czasem pojawia się legenda, jakoby miał swój występ na dworze cesarskim poprzedzić rozdaniem dóbr doczesnych pomiędzy biednych i potrzebujących. Z każdym następnym opisem żywot Jerzego staje się barwniejszy, wspanialszy i obfitujący w coraz bardziej spektakularne czyny. Święty Jerzy obrasta w życiorys i cuda z dynamiką wywołującą zdumienie nawet u hierarchów ówczesnego kościoła. Zaczyna nadal przybywać miejsc, w których rzekomo miał mieszkać i ponieść śmierć męczeńską, nieomal co druga budowana we wczesnym średniowieczu świątynia nosi jego imię. Do świętego zaczynają się przyznawać nie tylko miasta i kraje, w których jak możemy założyć nigdy nie był, ale również te, w których nigdy być nie mógł. Jednocześnie rozpoczyna się cudowne rozmnożenie relikwii, na szczególną wzmiankę zasługuje tu dokonanie biskupa Moguncji Hatto, który w 896 roku z wyprawy turystycznej do Ziemi świętej powrócił z doskonale zachowaną głową świętego.

W okresie wojen krzyżowych Jerzomania jest już tak rozpowszechniona, że święty, mimo że oficjalnie od 700 lat uznany za zmarłego, zaczyna się znów pojawiać. Szczególnie krzyżowcom. Na przykład wedle świadectw uczestników bitwy pod zamkiem Montgisard, św. Jerzy miał walczyć ramię w ramię z rycerzami Baldwinem i Balianem z Trewiru oraz Rajmundem, Hugonem i Wilhelmem z Galilei. Wszyscy go widzieli i poświadczyli pod przysięgą, trudno więc wątpić aby tylu znakomitych mężów mogło się mylić.

W trakcie synodu w Oksfordzie w 1222 roku, święty Jerzy zostaje oficjalnie uznany za Anglika, jego miejsce urodzenia zostaje przeniesione z Kapadocji do Coventry. Teraz już spokojnie może zostać patronem swej nowej ojczyzny. I zostaje. Krzyż św. Jerzego nie od parady zdobi do dziś brytyjską flagę. Dobrze, że nie istniały wówczas media, udało się dzięki temu uniknąć międzynarodowego konfliktu z Gruzją, Maltą, Portugalią, Abisynią i Bułgarią (które już wcześniej sobie świętego zarezerwowały) jak również z Litwą, Rosją, Tyrolem, Katalonią i Serbią (które dołączyły później).

Gdy wreszcie Jakub de Vorgaine w połowie XIII wieku w swej „Legenda Aurea” próbował zmontować z setek krążących, sprzecznych ze sobą fantastycznych opowieści i mitów w miarę spójną historię – napotkał na nie lada problem. Wybrnął mistrzowsko, ignorując konsekwentnie zasady chronologii i logiki. Smok też się załapał.

W 1969 roku, Jego Świątobliwość Papież Paweł VI traci nerwy i nakazuje usunięcie dynamicznego świętego z kalendarza liturgicznego. Decyzję swą motywuje w sposób śmieszny i mało wiarygodny, a mianowicie tym, że takiego świętego nigdy nie było. Święty okazuje się być jednak jednak oporny, w roku 1975, mimo oficjalnego dekretu papieskiego skazującego go na nieistnienie, pojawia się, jak Feniks z Popiołów, w rzeczonym kalendarzu ponownie.

Święty Jerzy opiekuje się szczególnie zakonami rycerskimi, harcerzami, wędrowcami, górnikami i żołnierzami. Jest też patronem rolników, kowali, bednarzy, artystów i więźniów.
Modlitwa do Św. Jerzego pomaga bez wyjątku wszystkim i na wszystko.

Odpowiedzi: 17 do “Hagiografia: Święty Jerzy. Historia oszałamiającej kariery”

  1. Aspik powiedział/a

    To są jakieś podejrzane sofizmaty. A obiektywnie można wywieść istnienie Św. Jerzego z:
    1. nieistnienia smoka, (smoka nie ma, więc kto go zabił ? Św. Aleksy ?)
    2. istnienia artystów, którzy bez opieki patrona dawno powinni sczeznąć.

    I tyle.

    • monades powiedział/a

      Aspiku, oświetlisz może zbłąkaną duszyczkę?
      1. O co są podejrzane te sofizmaty?
      2. Czy sugerujesz, że autor powinien posługiwać się sofizmatami poza wszelkim podejrzeniem?
      3. W którym miejscu je znalazłeś? Ja szukam i szukam. Bezskutecznie. A też bym chciała.

      Pomóż!!!

      • Aspik powiedział/a

        Już pomagam.
        1. Sofizmaty z zasady są podejrzane o wprowadzanie w błąd organów i osób fizycznych.
        2. Niezła myśl. Popieram.
        3. Autor przeprowadza zadeklarowaną w pierwszym akapicie tezę, jakoby Św. Jerzy najprawdopodobniej nigdy nie istniał. Ponieważ zgłosiłem tezę przeciwną i przedstawiłem Mocne Dowody, więc wszystkie argumenty Autora zyskują automatycznie status sofizmatów.

        Nie zapominajmy wszakże, że wszystko jest względne i Szanowny Telemach może mieć w tej kwestii zupełnie inne poglądy.

        Mam nadzieję, że pomogłem.
        Ukłony.

      • monades powiedział/a

        Ale teza też jakaś taka względna. Mało tezowata. Zauważ, że autor pisze, że “prawdopodobnie” nigdy nie istniał. Wobec przedstawionego ciągu zdarzeń i faktów to specjalnie się nie wychylił. Mógł mocniej. A nie wychylił się. Zrobienie zatem z trybu suppozycyjnego tezy trąci o nie wiem co. Może Ty wiesz?

        A tak zupełnie poważnie: z faktu że smoka nie ma nie musi wynikać automatycznie nieistnienie Macieja Giertycha. Więc jak?

      • Aspik powiedział/a

        Asekuruje się nam Telemach po onegdajszym flircie z rachunkiem prawdopodobieństwa. Tak czy inaczej, najprawdopodobniej oznacza dokładnie to samo, co prawie na pewno. Ja się raczej zastanawiam, czemu nie napisał prawie nigdy nie istniał ? Byłoby i ostrożniej i ciekawiej.

        Nieistnienie jest w ogóle trudne do udowodnienia. I zawsze z zastrzeżeniami. Poza tym, o prawdziwości zdania jeżeli P, to Q decyduje tylko Q. Więc, choćby nie wiem ile przesłanek Telemach zgromadził, to i tak Św. Jerzy go wyśmieje i jeszcze smokiem poszczuje.

  2. flamenco powiedział/a

    Gdyby nie ostatnie zdanie, całość mogłabym zawrzeć w:

    To nie dorośli mówią dzieciom, że smoki są na świecie. Dzieci o tym wiedzą. Dorośli mówią dzieciom, że smoki można zabić. (za dosłowność nie ręczę – chyba, że parafrazą)

    Ostatnie zdanie zaś wbiło mnie w zgoła dziecięce zdumienie – które uwielbiam, a coraz rzadziej rejestruję..

    Jeśli Kowalska modli się o zdrowe cielę, a Nowakowa o to, żeby przy rozwiązaniu padła i krowa Kowalskich, i przychówek, to.. Jerzyk ma zdajsie więcej roboty niż ze smokiem, żeby dogodzić obu pobożnym rozmodlonym. ? Może to cena za świętość ? Coś, jakby.. pokuta (:

  3. andsol powiedział/a

    Równolegle do wiekowego cyklu Słoń a sprawa polska biegnie Smok św. Jerzego a Brazylia i tu wchodzę ja. Otóż po pierwsze jest bardzo popularna piosenka Se (Jeśli), śpiewa Djavam, dziewczyna jest oporna i on prosi: São Jorge por favor me empresta o dragão – prośba o pożyczenie smoka. Żeby, oczywiście, móc ocalić dziewczynę wykazując się bohaterstwem. A po drugie, katolicy mogą go nawet skasować (świętego, nie smoka), a on i tak będzie w umbandzie, synkretycznym tworze watykańsko – nigeryjskim i stapia się tam z Bóstwem Ogum. I jest bardzo, bardzo silny.

  4. Sadoq powiedział/a

    Jak zwykle, Telemachu, wynajdujesz smakowite kąski.
    Z tym św. Jerzym tak naprawdę najmniej ważna jest prawda, ważniejsza jest opowiedziana piękna historyjka.
    Pozdrawiam

  5. Jacek Jarecki powiedział/a

    Każdemu życzę takiego nieistnienia. Już samo to, że jego nieistnienie jest powiązane z nieistnieniem smoka budzi we mnie zawiść.
    Albowiem można się zachłysnąć pijąc piwo wprost z puszki a można pijąc wino z nieistniejącego Graala.

  6. andsol powiedział/a

    Niesamowite. Komentarz Jacka Jareckiego jest czytelny w moim gmail-u a tu go jeszcze nie widzę. Do czego prowadzi omawianie nieistnienia.

    Ale ja do uwagi Aspika o nieistnieniu M.G. Oczywiście nie istniał nim go Borges nie wymyślił. Ale przez nieuwagę autora wymknął się z papieru i miast do książki o bytach wyimaginowanych wszedł do Kórnika i tam robił co mógł, żeby zaistnieć.

  7. Igła powiedział/a

    Ratuj Św. Jerzy, JJ robi promocję Telemacha.

  8. Torlin powiedział/a

    Wielka Encyklopedia Powszechna, której w tych sprawach naprawdę wierzę, napisała w początku notki: “św., postać legendarna, której istnienie jest sporne”.

  9. porcelanka powiedział/a

    Św Jerzy jest zatem stuprocentowy, czystym mitem :) Jak widać nadal jest zapotrzebowanie na obrońców przed smokami, dzielnych i wspaniałomyślnych rycerzy :D Dziękuję Telemachu za uświadomienie :D

  10. telemach powiedział/a

    Przyznaję Panu rację. Istotnie asekuruję się. Będę się dzisiaj asekurował do późnych godzin wieczornych. Kwestia zasad. Pozdrawiam. A Jerzy (święty) nie mógł zostać pominięty. Po prostu nie mógł.

  11. Aspik powiedział/a

    Widać nie mógł. Normalna rzecz, bo święci nie są wszechmogący.
    Z tym czasowym usunięciem z kalendarza, to jakkolwiek nie jestem biegłym watykanistą, mam swoja hipotezę, że chodziło o dialog z zielonymi i obrońcami ginących gatunków. Polityka, polityka… Bo hipotezę kary kościelnej odrzucam jako zbyt ekstrawagancką.

  12. monades powiedział/a

    Z zielonymi? Dialogu? W 1969 roku? Aspiku, Ty się opamiętaj!

  13. Aspik powiedział/a

    Podróże po blogosferze nauczyły mnie, że w świecie spekulacji politycznych nie ma tezy tak durnej, żeby nie dała się uzasadnić odpowiednią kombinacją zwrotów “na użytek opinii publicznej”, “oficjalnie”, “zakulisowo” i “antycypował”. Ale niech będzie – opamiętam się.
    W zamian pozwolę sobie uzupełnić wątek istnienia/nieistnienia Macieja Giertycha. Otóż nikt nie zaprzeczy, że choćby tylko w perspektywie historii objętej źródłami pisanymi rzeczony Maciej Giertych prawie nigdy nie istniał.

    Pozdrowienia.

Dodaj komentarz