Noc Nr. 345. Do poduszki.

Listopad 24, 2009

Pewien przesławny król polecił ogłosić ludowi, że „każdemu, kto odważy się dać żebrakowi jałmużnę, obcięte zostaną obie dłonie”. Poddani, przejęci trwogą, przestali dawać jałmużnę i ku smutkowi Allaha nikt nikomu nie ważył się podarować nawet okruszków chleba.

Zdarzyło się jednak, że do pewnej niewiasty zbliżył się żebrak (a zaprawdę cierpiał dotkliwy głód i niedostatek) i powiedział: daj mi czcigodna niewiasto drobny datek, albowiem cierpię głód.

Tu Szeherezada przerwała opowieść, bo za oknem widoczna była jutrzenka i pokornie czekała na królewski wyrok. Król zaś, ciekaw dalszego ciągu, łaskawie pozostawił ją przy życiu aż do momentu gdy zapadła

noc trzysetna i czterdziesta i piąta.

a Szeherezada podjęła swą opowieść tam gdzie ją przerwała.

– Jakże bym mogła dać ci jałmużnę miły żebraku – rzekła kobieta – skoro nasz dobrotliwy władca zapowiedział, że każe mi wówczas obciąć dłonie?

– Błagam Cię o jałmużnę w imię Allaha sprawiedliwego – zaklinał ją żebrak.

– Allaha? W takim razie, to co innego – odparła niewiasta – w takim przypadku nie widzę problemu. Proszę oto dwa kawałki chleba. I smacznego życzę!

Gdy wieść o tym zdarzeniu dotarła do króla, ten wezwał niewiastę przed swoje oblicze i polecił uciąć jej obie dłonie. Tak się też stało, rach ciach i po sprawie. Pozbawiona rączek powróciła do domu rodzinnego. Król zaś, jak to bywa w zwyczaju orientalnych władców, rozesłał sługi w cztery strony świata w celu wzbogacenia swego haremu o nowe atrakcje. Dla odmiany życzył sobie żony nie tylko pięknej, ale również mądrej i obdarzonej łagodnym charakterem. W końcu, po długich poszukiwaniach, znaleziono odpowiednią kandydatkę. Nawet mamusi króla się spodobała.

– Jest tylko mały problem – powiedział Wielki Wezyr – ona ma pewien mały mankament.

– Jakiż to? – zainteresował się władca

– Nie ma obu rąk. Obcięte.

– Niech rzucę okiem – ożywił się król.

Przyprowadzono zatem niewiastę przed oblicze monarchy, a ten – olśniony jej wdziękiem i urodą – natychmiast ją poślubił. Radości było co niemiara. Oblubieńcy radowali się, drogie dzieci, do tego stopnia, że wkrótce kobieta bez rąk powiła synka. Nie pytajcie co to znaczy powiła, powiła i już. Szczęście małżonków nie trwało jednak zbyt długo, pozostałe żony króla, zazdrosne że aż strach,  oczerniły ją przed władcą, no przecież mówię, oczerniły. Król się strasznie zdenerwował i polecił wygnać kobietę bez rąk na pustynię. Dzieciątko mogła zabrać ze sobą. Szła przez tę straszną pustynię, szła – nie płacz gówniarzu – aż doszła do wielkiej rzeki. Ponieważ była spragniona, uklękła przy brzegu i pochyliła się, aby napić się wody, niestety przytwierdzone do jej grzbietu niemowlę wpadło – plusk – w odmęty. I tyle je widziała.

Dokąd uciekasz, natychmiast wracaj do łóżka. Natychmiast! Człowiek sobie żyły wypruwa, czyta bajki po nocach, a niewdzięczny bachor ni z tego ni z owego ucieka. Wracaj natychmiast!!!!

Osobom, które posądzą mnie o chorą wyobraźnię, pragnę polecić (ponowną) lekturę Baśni z 1000 i jednej nocy. Pierwowzór uroczej baśni do znalezienia np. tutaj.

 

Puchatek był w zasadzie za. Krzyś i Tygrysek też. Krzyś nawet bardzo.

Kłapouchy i Kangurzyca byli przeciw. To jednak nie powinno nikogo dziwić, Kłapouchy niemal zawsze był przeciw. Gdzieś coś słyszał i niepokoiło go to coś. Zapytany o szczegóły, wymruczał coś o wpływie planet na jakość szczepionki. Problemem była Kangurzyca. Ze względu na jej ośli upór, dyskusje ciągnęły się w nieskończoność. Kangurzyca przeczytała w gazecie, że szczepionka może zaszkodzić Maleństwu i domagała się gwarancji. Ponieważ zapomniała tytułu gazety, nikt nie rozumiał do końca o jakie gwarancje jej chodzi. Ona chyba też nie.

A potem Prosiaczek zachorował na grypę i żarty się skończyły.

– Umieram! –  oświadczy zebranym u wezgłowia przyjaciołom.

Krzysiu poczuł ulgę. Obóz zwolenników szczepień ochronnych rósł w siłę. Teraz należało tylko spokojnie poczekać na dalszy rozwój wypadków.

Dzisiaj bajka o nietrudnym do odgadnięcia morale.  A zatem: „Nowe szaty cesarza”

——

Dawno, dawno temu, na dwór cesarski przybyło dwóch tkaczy i zaprezentowało władcy cudowną tkaninę.  Jej cudowność polegała na tym,  że jedynie ewidentni głupcy nie byli w stanie jej zobaczyć. Tkanina spodobała się Najjaśniejszemu Panu nadzwyczaj.  Do tego stopnia, że zapragnął aby uszyto mu z niej nową szatę. Życzenie władcy było rozkazem – garderoba cesarska wzbogaciła się o nowy, lekki, praktyczny, a zarazem wzbudzający powszechny podziw strój.

Gdy cesarz prezentował swe nowe szaty ludowi, ten wpadł w zachwyt graniczący z euforią. Ochom i achom nie było końca. Jakiś mały gówniarz usiłował wprawdzie zakłócić uroczystość, ale – ku zadowoleniu ogółu – szczęśliwie udało się go skutecznie uciszyć.

Minęły lata. Z chwilą pojawienia się przemysłu, ubrania z cudownej tkaniny skierowano do masowej produkcji. Obecnie cieszą się szeroką popularnością i można je nabyć po przystępnej cenie.



Zaniedbywanie najmłodszych czytelników jest karygodne. Najwyższy czas to naprawić. Dzisiaj: „Pasikonik i Mrówka”.

——

Był sobie pewnego razu pasikonik, stworzenie wesołe i beztroskie. Całymi dniami radował się i oddawał rozmaitym przyjemnościom takim jak jedzenie, picie, śpiew i niepohamowany seks.

Nie uszło to uwadze zamieszkującej w bezpośrednim sąsiedztwie mrówki. Mrówka była pilna, pracowita i przewidująca. Krótko mówiąc: poukładana. Wiedziona miłością bliźniego, mrówka postanowiła zwrócić uwagę pasikonika na irracjonalność jego zachowania. I zwróciła.

– Oddal się ode mnie mrówko – powiedział pasikonik. Należy zaznaczyć, że pasikonik użył innego sformułowania, ale sens był zbliżony.

Mrówka, pełna chęci czynienia dobra, nie zamierzała zrezygnować. Włóczyła się za pasikonikiem zrzędząc i rozpościerając przed nim ponure wizje naznaczonej głodem i nędzą przyszłości. Jej poczucie misji było tak silne, że zaniedbała wszelkie inne obowiązki, w tym niestety również – gromadzenia zapasów na zimę.

Gdy nadeszły jesienne chłody, jej sytuacja stała się nie do pozazdroszczenia. Przed nadejściem mrozów nabawiła się grypy, a potem zapalenia płuc i umarła.

Nie wiemy co stało się z pasikonikiem. Podobno pożyczył pieniądze i wyjechał do ciepłych krajów. Ale czy można wierzyć wszystkiemu co ludzie wygadują?

 

 

Koszmar

Listopad 9, 2009

– Co się stało?
– Miałem koszmarny sen, brrrr…
– ???
– Byłem znów w zamierzchłej przeszłości. Wszyscy ubrani byli jakoś śmiesznie, zgodnie z obowiązującą w połowie lat siedemdziesiątych modą. Stałem przed okienkiem pocztowym. Coś mnie pokusiło, aby wysłać do redakcji telegram z wymówieniem. Treść była głupia, na formularzu widniały jedynie słowa: „Wypowiadam stosunek pracy ze skutkiem natychmiastowym. Jadę do Patagonii”
– Ależ Bruce!!
– Absurdalne, prawda? Ale to nie wszystko. Dalej śniło mi się, że idiotyzm tego telegramu dotarł do mnie dopiero po jego nadaniu. Urzędnik w okienku powiedział, że nic już nie da się zrobić i że muszę jechać do Patagonii. Byłem przerażony, chciałem się obudzić i nie mogłem.
– To był tylko sen.
– Wiem, Elisabeth, wiem. Ale to było takie realne. Urzędnik był nieubłagany. Kolejka za mną wydłużała się, a ja, kurczowo ściskając w dłoni oprawiony w  czarne płótno notatnik, stałem przed urzędnikiem i przypatrywałem się jego ustom. Nagle, sam nie wiedząc dlaczego, zapragnąłem go pocałować.
– Biedaku! Co za horror!

Elisabeth powoli podniosła się z posłania i pokuśtykała do kuchni. Bruce pozostał w łóżku czekając na swe poranne kakao. Za oknem powoli budziła się zamglona londyńska pogoda.. Życie emeryta, pomyślał, poza bólami reumatcznymi ma też swoje małe, codzienne przyjemności.

Walenrodyzm teutoński

Listopad 4, 2009

Nie, nie będzie śmiesznie. Będzie o tym jak jest, w zależności od tego jak się patrzy.Czasem jest tak, że nawet nie wiadomo jakie pytanie należałoby zadać.

Dwa życiorysy. Jakże odmienne. Chociaż są też zadziwiające zbieżności. Rok urodzenia: 1905, miejsce urodzenia: Münster w Nadrenii Pn. Westfalii. Zwolennicy prostolinijności przekazu mogą mieć z tymi biografiami pewne trudności. Niemniej jednak, a może właśnie dlatego, zasługują one na przypomnienie.

A zatem pierwszy z nich. Fakty, fakty, fakty. Przyszedł na świat w dobrze sytuowanej rodzinie prezydenta sądu krajowego, rodzice określali go jako najtrudniejsze z siedmiorga dzieci, potem uchodził za inteligentnego aczkolwiek krnąbrnego ucznia. Po zdanej w 1925 roku maturze studiował w Aachen, Marburgu i Berlinie na tamtejszych politechnikach, w 1931 roku uzyskał tytuł inżyniera. W trakcie studiów był członkiem Corps Teutonia Marburg, związku studentów o nader konserwatywno-narodowej orientacji. Karierę urzędniczą (inspektor d/s górnictwa tzw. Bergreferendar, potem Bergassessor) rozpoczyna wraz z dojściem do władzy Narodowych Socjalistów, w 1933 roku wstępuje również do NSDAP, rok później widzimy go w mundurze SA. W 1937 roku rozpoczyna studia medyczne.Fakt ten będzie miał decydujące znaczenie gdy w 1941 roku zgłosi swój akces do SS. Po przeszkoleniu w Arnheim i Oranienburgu zostaje skierowany do tzw. Hygiene-Institut der Waffen-SS, gdzie szybko awansuje zostając szefem oddziału „Techniczna Dezynfekcja”. Kierowana przez niego jednostka posiadała jasno i precyzyjnie sformułowane zadanie, polegało ono na zagwarantowaniu odpowiedniej jakości jak również ciągłości dostaw gazu o nazwie cyklon B do miejsc przeznaczenia. W 1942 roku zostaje odkomenderowany do obozu Bełżec, a następnie do Treblinki, gdzie bierze udział w pracach grupy ekspertów mających udoskonalić zainstalowane tam komory gazowe. Było to zadanie trudne, bo eksperymenty nie mogły kolidować z bieżącą pracą pracujących na granicy wytrzymałości urządzeń. Aresztowany przez francuską żandarmerię w kwietniu 1945 roku, spisuje dokładnie swe wspomnienia, nadając im formę szczegółowego raportu. Raport zostanie później wielokrotnie wykorzystany jako materiał dowodowy: w procesie przeciw szefom IG-Farben, w procesie Norymberskim, w procesie Eichmanna w Jerozolimie. Przeniesiony w lipcu 1945 roku do paryskiego więzienia wojskowego Cherche-Midi zostaje odnaleziony martwy w swej celi. Nie udało się wyjaśnić czy popełnił samobójstwo, czy powiesili go współwięźniowie.

Ponieważ w obliczu podanych powyżej, niewątpliwie prawdziwych faktów łatwo o oceny, spróbujmy raz jeszcze.

Urodził się w rodzinie wielodzietnej, jego dzieciństwo naznaczone było niekończącymi się konfliktami z przesadnie surowym ojcem. Nauczyciele podkreślają jego wrażliwość, inteligencję i ciągłą gotowość do wstawiania się za słabszymi i szykanowanymi kolegami. Z chwilą zdania matury angażuje się bez reszty w CVJM – niemieckim oddziale Związku Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej. Jest przeciwny wszelkiej przemocy, krytykuje nadużywanie alkoholu i tryb życia sprzeczny z wartościami chrześcijańskimi, które pojmuje dosłownie. W trakcie studiów doprowadzi to do nieuniknionych konfliktów i wykluczenia ze studenckiej korporacji. Po uzyskaniu dyplomu wybiera służbę urzędniczą, jako lojalny urzędnik wstępuje – podobnie jak miliony współobywateli – do demokratycznie wybranej partii rządzącej, rok później widzimy go, podobnie jak większość jego kolegów z pracy, w mundurze masowej organizacji bezgranicznie oddanej wodzowi, narodowi i ojczyźnie. W międzyczasie jest w lokalnych władzach CVJM i prowadzi tzw. Bibelkreis – dyskusyjne stowarzyszenie krzewiące ideały chrześcijańskie i propagujące gdzie się da Słowo Boże. Również wśród górników, co prowadzi do otwartego konfliktu z partią. Mimo że świadom jest ryzyka, nie zniechęca go to. W 1936 roku zostaje po raz pierwszy zaaresztowany , następnie zwolniony z aresztu ale również karnie wykluczony z partii. To zaś było równoznaczne z utratą urzędniczego stanowiska. Rozpoczyna studia medyczne, latem 1938 roku następuje ponowne aresztowanie, po dwóch miesiącach przesłuchań i tortur zostaje zwolniony. Wybucha wojna. Z zamkniętych ośrodków psychiatrycznych dobiegają niepokojące wieści: rozpoczęto wdrażanie programu eutanazji niedorozwiniętych i chorych psychicznie. Wiosną 1941 podejmuje brzemienną w skutki decyzję, którą później w swych wspomnieniach uzasadni w sposób następujący:

„Gdy dotarły do mnie informacje, że w Grafeneck i Hadamar i w innych ośrodkach rozpoczęto zabijanie chorych psychicznie, zdecydowałem się podjąć próbę aby tam dotrzeć i naocznie przekonać się co tam się dzieje”

Aby dotrzeć do miejsc kaźni ubrał mundur SS. Ku swemu przerażeniu – jak później twierdził –  przekonał się, że pogłoski nie dorównywały potwornej prawdzie. W hierarchii urzędniczej Instytutu Higieny SS robi szybką karierę i ku swemu zdumieniu zostaje mianowany szefem oddziału odpowiedzialnego za dostawy gazu do obozów zagłady. W swych kontaktach z przedstawicielami przemysłu chemicznego próbuje uświadomić swym partnerom, że gaz nie jest stosowany, jak się powszechnie twierdzi, do odwszawiania odzieży, lecz do masowego zabijania ludzi. Bez skutku. W Treblince i Bełżcu zostaje wyznaczony do uczestnictwa w pracach ,których celem miało być przebudowanie komór gazowych i zastąpienie spalin cyklonem B. Stara się zapamiętać to co widzi i słyszy. 20. sierpnia 1942, w pociągu z Warszawy do Berlina nawiązuje kontakt ze szwedzkim dyplomatą Göranem von Otter i zdaje mu relację z tego, czego był świadkiem w wizytowanych obozach zagłady. Prosi o przekazanie tej informacji aliantom. Von Otter napisze sprawozdanie, to zaś pokryje się kurzem w Sztokholmie, relacja dziwnego SS-mana zostanie uznana za histeryczną i niewiarygodną. Następują kolejne próby przekazania informacji, w lutym 1943 roku przez przyjaciela w Holandii (meldunek radiowy dociera do Londynu, pozostaje jednak bez konsekwencji), następnie przez nuncjusza papieskiego w Berlinie (ten odmawia spotkania, zgadza się jednak na przesłanie wiadomości do Watykanu). W międzyczasie próbuje pomagać ukrywającym się przed gestapo bliźnim i zdoła zadeklarować kolejny transport gazu jako „nie nadający się do użytku i podlegający natychmiastowemu zniszczeniu”. Pogrążony w coraz głębszej depresji i bliski szaleństwa dotrwa do końca wojny, w kwietniu 1945 roku zgłasza się na posterunek francuskiej żandarmerii polowej i prosi aby go zaaresztować. Zwolniony z aresztu spisuje swój raport i przekazuje go Amerykanom ścigającym zbrodniarzy wojennych. Aresztowany ponownie przez Francuzów zostaje przeniesiony do paryskiego więzienia w którym zginie w niewyjaśnionych okolicznościach.

Kurt Gerstein nie doczekał 40 roku życia. Obydwie biografie są prawdziwe i zawierają jedynie udokumentowane historycznie fakty.

%d blogerów lubi to: