Wróżba. Swoboda interpretacji (2)

21 października, 2009

Wczoraj jej jeszcze nie było. Dzisiaj była. Obok szyldu informującego o repasacji pończoch (tanio, szybko, sprawnie). Pod notariuszem. Nad urologiem. Mała mosiężna tabliczka. To nie było złudzenie.

Madame Woroncowa.
Medium. Wróżka
III piętro. Pukać 2 razy.

Kropotkin, dumny ze swego sceptycyzmu, postanowił zignorować. W sieni pachniało myszami i zupą grzybową. W jaki sposób znalazł się na podeście trzeciego piętra – było dlań niepojęte. Zapukał. Madame Woroncowa ubrana była w surdut z pagonami. Na szyi miała sznur korali, w lewym oczodole monokl z pękniętym szkłem, a na kolanach kota. Wzrok rozmarzony, głos cichy, łagodny.

-Jest pan zainteresowany swą przyszłością – szepnęła.

Kropotkin, zdumiony trafnością spostrzeżenia, przytaknął.

– Życzy pan sobie przepowiedni zadowalającej, czy też zgodnej z prawdą?

– Nie rozumiem – wybąkał Kropotkin. I zamilkł. Pytanie, w przeciwieństwie do odpowiedzi, nie było zbyt trudne.

– No, chyba zgodnie z prawdą – odparł po krótkim ale intensywnym namyśle – chciałbym wiedzieć co mnie spotka.

– W takim razie muszę prosić o uregulowanie należności z góry.

Kropotkin uregulował, a Madame Woroncowa rozłożyła karty. Mag leżał pomiędzy wisielcem a wizerunkiem słońca.

– Niepotrzebnie się pan martwi –powiedziała – żona nie zdradza pana z tenorem Taszewskim. Już nie. Na Pana miejscu zainteresowałabym się raczej Szlomą Szwarzbardem. Chociaż – chwileczkę – nie ma powodów do paniki. Szczęśliwym trafem nie ma Pan na imię Szymon. Kłopoty finansowe są przejściowe. Znajdą swe rozwiązanie pod koniec października. Proszę jednak uważać na automobile. Pański wspólnik, co za człowiek, co za człowiek, umrze w niedługim czasie na apopleksję. Jak Pan zatem widzi – same dobre nowiny. Pańskie zdrowie nie powinno stanowić powodu do niepokoju, ból w kolanie minie z nastaniem mrozów. Proszę trzymać się z daleka od gier hazardowych i pożyczek skarbowych. Dolegliwości Jelizawiety Hektorownej nie miną. Będą się nasilać w miarę upływu czasu i będzie miała dla Pana coraz mniej czasu. Na pańskim miejscu zakończyłabym tę znajomość.

Kropotkin wstał i bez słowa pożegnania skierował się ku wyjściu. W przedpokoju ubrał palto i kapelusz, po czym opuścił mieszkanie. Na podeście pierwszego piętra potknął się i spadł z hukiem ze schodów tłukąc binokle, a następnie łamiąc prawą nogę, nadgarstek i dwa żebra. Leżał na kamiennej posadzce sieni. Nie czuł bólu. Spoza drzwi pobliskiego mieszkania dobiegał dźwięk patefonu, a potem zachrypnięty męski głos powiedział głośno i wyraźnie: „A z Kairu znów dzwonił Agardi Metrowitch, coś tam z dzieciakiem, czy ktoś może przekazać Helenie tę wiadomość?”.

A potem już była tylko ciemność i cisza.

%d blogerów lubi to: