Wieczny tułacz

30 marca, 2009

„C’est l’antisémite qui fait le juif”
J-P. Sartre, „Réflexions sur la question juive”

Antysemita, przybywszy w okolice bliżej mu dotąd nie znane, rozgląda się uważnie. Choć znużony wędrówką, stara się mimo skrajnego wyczerpania nie utracić tak potrzebnej czujności. Poszukiwania nie są łatwe, a wróg może się czaić wszędzie. Na szczególną nieufność zasługują zamożni lub wykazujący się starannym wykształceniem. Obdarzeni nieprzeciętnymi talentami bądź znajomością języków innych niż własny. Pewną wskazówkę stanowić może również brak agresji, lub pełen poświęcenia, lecz jakże pozorny i niesłuszny patriotyzm.

Wbrew popularnemu mniemaniu, porównywanie kształtu nosów i zaglądanie do gaci nie jest jego specjalnością. Już nie.

Poszukiwanie Żyda w bliźnim jest misją niemożliwą do spełnienia bez wytrwałości i wyrzeczeń. Zajęciem znojnym, żmudnym i wymagającym poświęceń. Nie zawsze uwieńczone bywa ono sukcesem.

Nie zdoławszy Żyda odnaleźć, antysemita niezwłocznie rusza w dalszą drogę. I tak już od tysiącleci. Pokryty kurzem minionych wędrówek, spragniony zrozumienia i narażony na wytykiwanie palcami przez prześmiewców, przenosi się z miejsca na miejsce, wierząc głęboko, że kiedyś wreszcie modlitwy jego zostaną wysłuchane. Że kiedyś musi się udać. Nie zazna spokoju aż nie dopełni się misja. Antysemita. Wieczny tułacz.

Sen Antysemity

9 lutego, 2009

«Si le juif n’existait pas, l’antisémite l’inventerait.»

J-P. Sartre, „Réflexions sur la question juive”

Antysemita, tłumiąc w sobie okrzyk przerażenia i rozpaczy, budzi się w środku nocy z koszmarnego snu. Snu, w którym okazało się, że Zydów nie ma, nigdy nie było i nigdy nie będzie. Zlany zimnym potem, siada na brzegu łóżka i sięga roztrzęsionymi dłońmi po papierosa. Po chwili namysłu postanawia nie budzić śpiącej obok, nieświadomej grozy sytuacji żony, wsuwa kapcie i udaje się do kuchni. Tam, nad szklanką ciepłego mleka powoli wraca do siebie. Stwierdziwszy z ogromną ulgą że był to jedynie zły sen, postanawia przy najbliższej okazji ponownie przemyśleć wysokość datku dziękczynnego, który przecież powinien być adekwatny do groźby unikniętego cudem niebezpieczeństwa.

%d blogerów lubi to: