Starej Majchrzakowej ukazał się we śnie Adolf Hitler. Stał na kładce przerzuconej nad strumieniem oddzielającym pole starego Serwety od łąk książęcych i taki blask od niego bił, że aż czy bolały. Ubrany był w damski szlafrok w kwiaty, na bosych stopach miał kąpielowe klapki koloru lila. Stara Majchrzakowa chciała się we śnie przeżegnać, albo chociaż splunąć na ziemię i powiedzieć: idź precz maro nieczysta, ale nie mogła. Stali więc tak naprzeciw siebie przez dłuższą chwilę, Majchrzakowa wpatrywała się w Hitlera, Hitler wpatrywał się w Majchrzakową, w porastającym brzegi strumienia tataraku słychać było kumkanie żab. W końcu Hitler przełknął ślinę, wciągnął ze świstem powietrze, machnął prawą dłonią w kierunku widniejącego na horyzoncie elewatora i wyszeptał: pójdź dziecię, ja cię uczyć każę.

Tego już było starej Majchrzakowej za dużo i postanowiła się bezzwłocznie obudzić.

Reklamy
%d blogerów lubi to: