Starej Majchrzakowej ukazał się we śnie Adolf Hitler. Stał na kładce przerzuconej nad strumieniem oddzielającym pole starego Serwety od łąk książęcych i taki blask od niego bił, że aż czy bolały. Ubrany był w damski szlafrok w kwiaty, na bosych stopach miał kąpielowe klapki koloru lila. Stara Majchrzakowa chciała się we śnie przeżegnać, albo chociaż splunąć na ziemię i powiedzieć: idź precz maro nieczysta, ale nie mogła. Stali więc tak naprzeciw siebie przez dłuższą chwilę, Majchrzakowa wpatrywała się w Hitlera, Hitler wpatrywał się w Majchrzakową, w porastającym brzegi strumienia tataraku słychać było kumkanie żab. W końcu Hitler przełknął ślinę, wciągnął ze świstem powietrze, machnął prawą dłonią w kierunku widniejącego na horyzoncie elewatora i wyszeptał: pójdź dziecię, ja cię uczyć każę.

Tego już było starej Majchrzakowej za dużo i postanowiła się bezzwłocznie obudzić.

Reklamy

Z notatek Doktora Jetzingera

Kwiecień 3, 2009

12 października 1888 roku
Wczoraj ponownie była u mnie Klara Plötzl. Znów powtórzyły się dantejskie sceny z zeszłego czwartku. Tak jak za pierwszym razem, przyszła wieczorem, gdy za ostatnim pacjentem zamknęły się drzwi gabinetu. Praktyka  opustoszała , a Frau Bloch, jak co wieczór opróżniwszy autoklaw, uporządkowawszy narzędzia i zamknąwszy szafę z kartotekami, zakładała palto szykując się do wyjścia. Mimo późnej pory zgodziłem się zostać dłużej, wiedząc z góry, że oczekująca mnie rozmowa, znów do niczego nie doprowadzi. Atmosfera była ciężka, na twarzy Plötzl widać było ślady bezsennej nocy. Zaklinała mnie ponownie bym podjął się zabiegu. Tłumionym przez łzy głosem opowiadała o nocnych koszmarach. O trójce dzieci, które pochowała przed ponad rokiem i dwójce z poprzedniego małżeństwa, którą musi się przecież opiekować, o codziennej bezsilności, rozpaczy, o niewyobrażalnym znużeniu i ciążącym nad jej związkiem z Aloisem przekleństwie. O pijaństwie i brutalności męża. A gdy wyczerpały się wszystkie inne argumenty, o dręczących ją złych przeczuciach. Zapytałem, czy mąż już wie, ale nie odpowiedziała, odwróciła tylko głowę zagryzając wargi. Nie wiedziałem co mogę jeszcze powiedzieć, do jakich argumentów się uciec. Nie mieści mi się nadal w głowie, dlaczego tak bardzo chce się pozbyć tej ciąży. Na koniec rzuciła się na kolana i zagroziła, że się zabije jeśli jej nie pomogę. Wskazałem na wiszący na ścianie krucyfiks i zapytałem, czy jako katoliczka będzie mogła żyć dalej z myślą, że pozwoliła zabić bezbronną i niewinną istotę, najcenniejszy dar Pana naszego. Nie wyglądała na przekonaną. W końcu udało mi się ją wreszcie trochę uspokoić mówiąc, że potrzebuję czasu do namysłu i ostatecznej odpowiedzi udzielę jej następnego dnia. Wyszła bez słowa, a chwilę później ja również mogłem pogasić światła i udać się wreszcie do domu. To niewiarygodne jak wyczerpująca może być praca lekarza.
– – –
Jetzinger westchnął, odłożył pióro, osuszył ostatnie linijki kawałkiem świeżej bibuły i zamknął oprawiony w czarne płótno notatnik. Za wychodzącym na Spitalgasse balkonowym oknem zapalały się kolejno gazowe latarnie. Powoli wstał zza biurka, założył palto, kapelusz, owinął szyję szalem i postukując o deski podłogi szpicem wielkiego czarnego parasola opuścił gabinet zamykając za sobą drzwi. Frau Bloch siedziała w wiodącym do gabinetu pomieszczeniu, porządkując cierpliwie rozłożone w świetle rzucanym przez osłoniętą zielonym kloszem lampę kartoteki.
– Wychodzę dzisiaj wcześniej – powiedział – i będę miał do pani małą prośbę.

Bloch uniosła w milczeniu głowę. Pytające spojrzenie znad krawędzi drucianych oprawek okularów sprawiło, że poczuł się nagle nieswojo.

– Za godzinę może przyjść pacjentka –ciągnął Jetzinger – ta sama co wczoraj, Klara Plötzl. Proszę jej powiedzieć, że nic nie będę mógł dla niej zrobić.
– Najwyższy czas – powiedziała Frau Bloch – najwyższy czas panie doktorze, aby pan przestał używać jej panieńskiego nazwiska. Ona się teraz nazywa po mężu Hitler.
– Słusznie, słusznie – mruknął Jetzinger – przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka.

Wyszedł. Schodząc po schodach otulił się jeszcze szczelniej płaszczem przygotowując się na wilgotny podmuch jesiennego wiatru. Zanosiło się na deszcz.

%d blogerów lubi to: