Będzie dla odmiany długo i wyczerpująco. Ale ciekawie. Znużenie historiami niebyłymi skłania nas do poświęcenia dla odmiany naszej uwagi faktom na pozór nieprawdopodobnym – choć starannie udokumentowanym . Tym razem chodzi o wielkiego człowieka, człowieka którego wielkość nie sprostała próbie czasu. Ale co tam.

Zdumiewająca doprawdy to postać i nie sposób zająć się wszelkimi aspektami życia i działalności tego giganta myśli i czynu. Dla nas powinno być ważne, że otrzymał wszystkie nieomal najwyższe polskie odznaczenia. Czy zasłużył, nie ma sensu dziś dociekać. Nie ma się zresztą czego wstydzić, inne narody nie były pod tym względem lepsze i wiedząc o jego słabości, obwieszały go bez umiaru. W ojczyźnie miłowano go do tego stopnia, że nazwano jego imieniem osiem miast, jedną górę i jedną wyspę. Tylko jedną i to dziwi, bo wysp w ojczyźnie ojca narodu był przecież dostatek. Gdy zmarł, za jego trumną szły trzy bataliony królów, prezydentów i dyktatorów. W pierwszym rzędzie konduktu pogrzebowego dojrzeć można było zgodnie pogrążonych w smutku Helmuta Schmidta, Saddama Husseina, Jassira Arafata, Leonida Breżniewa i Margareth Thatcher. Tak odprowadza się prawdziwych bohaterów. Ale po koleji.

Nasz tytan urodził się 7 maja 1892 roku, zadekretował jednak, by poddani obchodzili jego urodziny 25 maja. Składanie hołdów wymagało odpowiedniej meteorologicznej oprawy, a takowa 7 maja była raczej niepewna.

W 1912, jako dwudziestoletni młodzian, przebywa akurat w miejscowości Cenkovo na terenie dzisiejszych Czech. Będąc z zawodu bezrobotnym dołącza się na niejasnych zasadach do strajku miejscowych robotników domagających się wyższych zarobków. W trakcie strajku poznaje Marusę Novakovą, niepełnoletnią córkę miejscowego lekarza. Utrzymując się z pożyczanych i nie oddawanych pieniędzy, składa dziewczynie kilka interesujących ofert, między innymi propozycję okradzenia zamożnego tatusia i zbliżenia o charakterze intymnym. Marusa ustosunkowuje się pozytywnie, zaznacza jednak, że wolałaby wpierw udać się do ołtarza. Gdy nasz bohater dowiaduje się że Marusa jest w ciąży, deklaruje natychmiast, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, gotowość zawarcia małżeństwa i przyjęcia posady załatwionej przez teścia. W dniu ślubu wsiada do pociągu z krótko przedtem poznaną Lizą Spunner i wyjeżdża do Wiednia. Syn Leopard Novakov przychodzi na świat w 1913 roku w Pradze Czeskiej.

Jest rok 1913. Liza Spunner kocha naszego bohatera miłością prawdziwą i bezkompromisową. Przychodzi jej to tym łatwiej, że jest od niego o 10 lat starsza. W Wiedniu zajmują mały apartament, którego ciasnota staje się uciążliwa po tym jak wprowadza się doń dodatkowo Lizy najnowszy kochanek. Jak przystało na kochającą kobietę, Liza Spunner podczas rozlicznych miłosnych zmagań drapie naszego bohatera a nawet namiętnie gryzie, ten zdradza jednak coraz większą irytację. W tym czasie bohater nasz udziela się od czasu do czasu lirycznie pisząc dla Lizy wiersze, a gdy nie pisze okrada ją regularnie z oszczędności aby mieć pieniądze na przygody natury damsko-męskiej. Pewnego dnia Liza oświadcza mu że jest w ciąży. Nasz bohater nie daje temu wiary, udaje się w podróż związaną z interesami i już więcej z niej nie powraca. Syn, Hans Spunner rodzi się w Wiedniu w 1914 roku, zostaje austriackim inżynierem, aby zostawszy wiele lat później powołany do Wehrmachtu, zginąć w 1943 roku w Jugosławii, w trakcie walk z miejscowymi partyzantami.

W 1914 roku widzimy naszego bohatera w Zagrzebiu w towarzystwie Teresy Stazner, młodej damy z lepszego towarzystwa. Poznali się przypadkowo w Wiedniu na wyścigach konnych i tak zawiązała się nić sympatii. Teresa stara się pomóc naszemu bohaterowi uniknąć służby wojskowej – bez skutku. Ten, ze swojej strony, stojąc przed komisją poborową usiłuje symulować głuchotę, sprawa kończy się nieomal przed plutonem egzekucyjnym. Z twierdzy wyciąga go wreszcie ustosunkowany ojciec panny Stazner, niestety nie oznacza to zwolnienia od służby wojskowej. W trakcie służby bohater nasz uczy się strzelać i osiąga w tej dyscyplinie zdumiewająco dobre wyniki zdobywając trzecie miejsce w konkursie strzeleckim Cesarskiej i Królewskiej Armii. W końcu zostaje wysłany na front rosyjski i już z niego nie powraca. Z początkiem roku 1915 Tersa Stazner powije bliźniaki, Gabrielę i Paula. Gabriela umiera w kołysce, Paul zostaje później inżynierem.

W 1915 roku możemy spotkać naszego bohatera w Rosji, w okolicy przysiółka Korutowo, dokąd udało mu się akurat szczęśliwie zdezerterować. Spotyka się tutaj z całym szeregiem atrakcyjnych rosyjskich dziewcząt, jak również z młodymi, równie atrakcyjnymi mężatkami. Jedną z nich jest Lusia Sedlowska, kobieta wykształcona i obdarzona wszechstronnymi talentami. Nasz ulubieniec proponuje jej wspólną ucieczkę do Ameryki, Lusia nie reflektuje, bo się boi męża. I słusznie, ten bowiem zastając zakochaną parę w sypialni, tłucze żonę a do uciekającego amanta wali z dubeltówki. Lusia błaga, aby nie bił zbyt mocno, bo jest w ciąży. Syn, Kirył Sedlowski rodzi się jeszcze w 1915 roku, aby później zostać radzieckim weterynarzem.

Poważnie postrzelony, trafia nasz protagonista do lazaretu, gdzie opiekuje się nim pielęgniarka Ira Gligoriewa, z którą już uprzednio łączyły go zażyłe stosunki. Stanąwszy jako tako na nogi, poślubia ją w pobliskim Swiazeńsku. Ira jest zazdrosna o będącą w zaawansowanej ciąży Lusię, co doprowadza do niesnasek, jak również do nawiązania bliższych stosunków z niejaką Darią Andirelową, uroczą lekarką z arystokratycznym rodowodem, gotową dzielić z nim nie tylko łoże lecz również wprowadzić go do lepszego towarzystwa. Ira Gligoriewa umiera w trakcie przedwczesnego porodu. Syn, Sierjoża Gligoriew zostaje później działaczem partyjnym w radzieckim Briamsku.

Po śmierci żony nasz bohater wprowadza się do willi Darii, gdzie obejmuje opiekę nad stajniami. Wkrótce przeprowadzają się oboje do Moskwy, w domu rodziców swej nowej oblubienicy poznaje Olę Kutinę, uroczą studentkę nauk ekonomicznych. Daria Andirelowa pragnie zalegalizowania związku, Ola w zasadzie też, ale się boi tatusia. Z Darią porozumienie jest trudne, źródłem niesnasek są wygórowane żądania finasowe kandydata na męża. W końcu Daria wyrzuca go z domu. Syn, Josip Andrilow przychodzi na świat w 1916 roku. Ginie zestrzelony w 1944 roku nad Berlinem jako pilot radzieckiego bombowca.

Z Moskwy udaje się nasz bohater do St. Petersburga aby odwiedzić Ninę Bazan, najlepszą przyjaciółkę wspomnianej już pobieżnie Oli. Nina ma siostrę bliźniaczkę o imieniu Swietłana, po upływie trzech miesięcy obie zachodzą w ciążę co jest kłopotliwe, ponieważ nasz bohater zaręczony jest z Niną ale zakochał się w międzyczasie w niejakiej Newie o której niestety niewiele wiadomo. Bliźniaczki, aby uniknąć skandalu postanawiają obciążyć odpowiedzialnością za brzemienny stan Swietłany jednego z jej nauczycieli. Sytuacja robi się nieprzyjemna gdy z sejfu rodziny Bazanów giną w niewyjaśnionych okolicznościach kosztowności. Obrażony niesłusznymi jego zdaniem podejrzniami, bohater naszej opowieści wyprowadza się z niegościnnego domu, niestety nie zauważywszy, że w międzyczasie wybuchła rewolucja październikowa. Za brak papierów zostaje zaaresztowany i wysłany na Sybir. Syn, Wladimir Bazan przychodzi na świat w 1918 roku. Zostanie lekarzem w Leningradzie.

W drodze na Syberię udaje się naszemu dobremu znajomemu wyskoczyć z pociągu w okolicach Omska. Otaczają go opieką miejscowi Kirgizi, schronienie znajduje ostatecznie w jurcie zamożnego posiadacza ogromnych stad bydła, niejakiego Zalida Badahura. Badahur ma córke niezwykłej urody o imieniu Zuhra. Nasz bohater zostaje pasterzem i obiecuje Zuhrze ożenek. 18. marca 1918 roku stają na ślubnym kobiercu. Zuhra zachodzi w ciążę. W zorganizowanym przez zwycięską Armię Czerwoną konkursie jeździeckim Zuhra, mimo błogosławionego stanu, zdobywa główną nagrodę: szczerozłotą podkowę. Następnego ranka nasz bohater, z podkową w bagażu podręcznym dosiada konia i udaje się do Omska. Syn Kadi Badahur rodzi się w 1918 roku. Zostanie później inżynierem petrochemikiem w Baku.

Czasy były niebezpieczne. W drodze do Omska nasz jeździec zostaje zaaresztowany, na nic próby tłumaczenia że jest Kirgizem. W trakcie rozlicznych przesłuchań dostrzega nagle urocze dziewczę w mundurze i stwierdza, że chyba się znają. Pelagija Biełołusowa, pseudonim rewolucyjny Polka, też sobie coś przypomina. To ona po raz pierwszy pokazuje mu przechowywaną na piersi fotografię wodza rewolucji Włodzimierza Iliicza. Mimo pewnych nieporozumień wynikłych z przelotnej znajomości naszego bohatera z mieszkającą w sąsiedztwie nauczycielką, niejaką Anną Iwanowicz, wszystko kończy się dobrze. Związek małżeński zostaje zawarty 19 czerwca 1919 roku. Syn Zarko Broz przychodzi na świat tego samego roku, zostaje zawodowym wojskowym i żyje po wojnie w Jugosławii.

Czasy były nadal niebezpieczne, ale też nad wyraz ciekawe. Na pewien czas tracimy naszego bohatera z oczu. W 1934 roku widzimy jak opuszcza więzienie w Omsku i zamieszkuje u prawosławnego biskupa o nazwisku Rozman. Przedstawia się jako inżynier Rudi, Austryjak. W ogrodach biskupich poznaje dziewczę o imieniu Vida. Odkrywają, że łączy ich wspólne umiłowanie muzyki, Vida pragnie udać się do Wiednia aby studiować grę na fortepianie w tamtejszym konserwatorium. W przebraniu uciekają wspólnie przez zieloną granicę. Vida Kogej zostaje studentką, bohater nasz natomiast nawiązuje bliższe kontakty z miejscowymi komunistami. Przyprowadza nawet do domu rozmaite kobiety przedstawiając je Vidzie jako aktywistki i działaczki. Vida zachodzi w ciążę a nasz ulubieniec postanawia ją poślubić. Dochodzi jednak do wniosku, że jego miejsce jest jednak gdzie indziej i opuszcza Wiedeń. Syn, Dymitr Kogej przychodzi na świat w 1935 roku w Wiedniu. Zostanie potem profesorem muzyki.

W 1935 roku widzimy go znów w Moskwie jako pracownika Kominternu. Tym razem występuje pod pseudonimem Walter. Biuro obok zajmuje Elsa Gerlach, pseudonim Rider. Prawdziwa, oddana sprawie komunistka. Zauważywszy, że w jego pokoju pali się światło do późnych godzin wieczornych, Elsa oskarża Waltera o uleganie burżuazyjnym nawykom i zużywanie zbyt dużej ilości energii elektrycznej. Sprawa kończy się na szczęście samokrytyką. Walter zwraca się do Komitetu Wykonawczego Kominternu o pozwolenie poślubienia towarzyszki Rider i pozwolenie otrzymuje. Oboje wprowadzają się do luksusowego jednoizbowego apartamentu z niszą kuchenną wyposażonego nawet w radio. Elsa Gerlach, będąc czujną komunistką nie spuszcza oka ze swego Waltera, przeważnie ku jego niezadowoleniu. W międzyczasie rozpoczął on mianowicie romans z obiecującą aktorką Wasylissą Kowesznikową. Zupełnie nieuzasadniona nieufność Elsy denerwuje go do tego stopnia, że zmuszony jest poinformować organa bezpieczeństwa o jej rzekomych kontaktach z amerykańskimi szpiegami. Jest rok 1937. Elsa znika bez śladu, zdążywszy jeszcze w areszcie urodzić syna Wiktora Gerlacha, dalsze losy nieznane.

Zmiana dekoracji. W 1937 roku widzimy naszego bohatera jak wysiada z pociągu na paryskim dworcu. Na ulicy spotyka kobietę z córeczką. Jeanne Coitier jest młodą wdową, córeczka ma na imię Danielle. Rozmawiają ze sobą po rosyjsku bo tak się składa, że ona zna ten język. Gdyby nie znała, raczej nie mogli by się ze sobą porozumieć.  Ale zna. Jeanne zgadza się udzielać naszemu bohaterowi lekcji francuskiego. Gdy zachodzi w ciążę, nasz pieszczoch dochodzi do wniosku,  że chyba jednak nie lubi dzieci. Kłótnia i rozstanie. Syn, Oliver Coitier ur. 1938 żyje w Paryżu jako fizyk jądrowy.

Zuhra Reuf-Anadolka jest kobietą bajecznie bogatą. Nasz bohater,zajęty konspitracją lecz utrzymujący się z hazardu, postanawia poświęcić jej zatem jak najwięcej szczerego zainteresowania. Jej powszechnie znany i raczej swobodny stosunek do spraw damsko-męskich bynajmniej go nie odstręcza. Za pośrednictwem przyjaciół wynajmuje za pożyczone pieniądze pałac hiszpańskiego markiza  i zdradza  wybrance swego serca, że jest właścicielem kopalni złota w Jugosławii. Nasz nowo wykreowany krezus oświadcza się, oświadczyny zostają przyjęte. Razem udają się do Turcji aby uzyskać zgodę tatusia. Tatuś zgodę wyraża i ślub zostaje zawarty w Paryżu. Lipiec 1937 roku para spędza w podróży poślubnej w Turcji. Po powrocie do Francji, nasz bohater pragnie zamieszkać u żony, ona woli jednak mieszkać w jego pałacu. Na to on oddaje klucze do zamku, oświadczając jednocześnie małżonce, że obiekt sprzedał aby pokryć długi, posiadana zaś przezeń kopalnia złota najzwyczajniej zbankrutowała. Udaje się następnie w podróż do Chorwacji, a gdy wraca musi stwierdzić, że żona w międzyczasie nie tylko nie dochowała mu wierności lecz chyba wprost wręcz przeciwnie. Jest oburzony, dochodzi do kłótni. Zuhra nakazuje służącym wyrzucić go za drzwi. Wspólny syn, Izet Reuf przychodzi na świat w Paryżu w 1938 roku. Zyje później w Stambule jako zamożny turecki kupiec.

W 1940 roku widzimy go ukrywającego się przed Gestapo w wiedeńskim mieszkaniu Herthy Haas, poznanej jeszcze w 1937 roku w Paryżu znajomej. Hertha jest aktywistką działającej w podziemiu partii komunistycznej a poza tym w zaawansowanej ciąży. Z naszym bohaterem oczywiście, który w nie cierpiących zwłoki sprawach musi udać się do okupowanej przez Niemców Jugosławii. Syn, Aleksander Misza Broz , ur. 1941, zostaje oddany do przytułku, miejsce kobiety jest przy boku walczącego z okupantem oblubieńca. Gdy przybywa jednak na miejsce, dowiaduje się, że ten związał się w międzyczasie z jakąś Daworjanką. Taki pech.

W 1941 roku nasz ulubieniec piastuje już stanowisko sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Jugosławii. Jego towarzyszką życia i walki jest oficjalnie niejaka Ljubimka Djodjevic-Buba. Oficjalnie. Daworjanka Paunowic-Zdenka jest jedynie sekretarką. Prawdziwe uczucie nie zna jednak przeszkód i Daworjanka, mimo gwałtownego sprzeciwu Komitetu Centralnego, zajmuje szybko jej miejsce. Po czym zachodzi w ciążę a krótko potem dostaje gruźlicy. Syn, Slawisza Paunowic zostaje umieszczony u serbskich dziadków w miejscowości Foca, a Daworjanka udaje się do ZSSR na leczenie. Zamiast dbać o zdrowie, wygłasza tam płomienne mowy na rozlicznych manifestacjach i wiecach. W 1945 roku bohater nasz wprowadza się – tym razem już na stałe – do prawdziwego pałacu, Dworjankę umieszcza zaś w sanatorium, w którym umrze ona 1 maja 1948 roku. Po jej śmierci oświadczy zgromadzonym towarzyszom, że była to największa miłość jego życia.

Dręczony przez kamicę żółciową i depresję, bohater nasz zamienia się w miarę upływu lat w introwertyka, traci na pewien czas zainteresowanie nowymi związkami i oddaje się nowemu hobby – sprawowaniu niepodzielnej władzy. Jednym z jego pierwszych darów dla miłującego go narodu jest stworzenie obozu pracy dla przeciwników politycznych, w związku z czym, z czasem przeciwników ubywa, a miłujących go poddanych wciąż przybywa. Jovanka Budisavljević (Stevo) umieszczona zostaje w pałacu już w 1945 roku, w jakim charakterze trudno dociec bo Davorjanka jeszcze żyje a nasz ulubieniec interesuje się głównie śpiewaczką operową Zinką Kunc, Ta jednak, jest bardziej zainteresowna rozwojem własnej kariery i daje naszemu bohaterowi, noszącemu teraz na co dzień skromny mundur marszałka, najzwyklejszego kosza. Co gorsza, odmawia wysłuchania jego argumentów, woląc zamieszkiwać sobie z dala od stron rodzinnych w obcym kulturowo Paryżu. Slub z Jovanką odbywa się w 1959 roku. Razem zamieszkują w 40 pałacach, które wdzięczny naród podarował swemu ukochanemu przywódcy. Razem hodują konie wyścigowe, kolekcjonują biżuterię i oddają się wspólnemu hobby jakim jest czyszczenie jego nieprzeliczonych odznaczeń, jedzenie ostryg, podróże po kraju prywatnym pociągiem i spędzanie czasu na rozlicznych luksusowo wyposażonych jachtach. Szczęśliwa codzienność zostanie przerwana raz tylko, gdy małżonka umieszczona zostaje w areszcie domowym pod zarzutem przygotowywania spisku. W tym czasie, w międzyczasie sędziwy już nasz bohater poświęca swój czas śpiewaczce operowej Gertrudzie Munitic. Gdy się z nią rozstanie, Jovanka przywrócona zostanie do łask, a mąż wyda dekret przyznający jej po jego śmierci dożywotnie bajeczne apanaże i przywileje prezydenckiej wdowy.

Wesołe lata siedemdziesiąte XX wieku zbliżają się jednak nieuchronnie ku końcowi. Gospodarka spoczywa w ruinach, w kraju wybuchają pierwsze zamieszki. Latem 1980 roku, mimo wysiłków lekarzy, nasz Casanova umiera w stosunkowo młodym wieku 88 lat. Natychmiast po pogrzebie ojca narodu, wdzięczny naród pozbawia wdowę wszelkich przywilejów i umieszcza ją w areszcie domowym.

Rozpoczyna się czas wielkiego zamętu.

Josip Broz Tito, ulubieniec zachodnich demokratów i twórca Ruchu Państw Niezaangażowanych, kawaler nieomal wszystkich znanych i całego szeregu mniej znanych Krzyży, Gwiazd i Orderów, niepodzielny władca swego kraju przez okres 35 lat zniknął w mrokach historii, z których się uprzednio wyłonił, i mało kto dziś o nim pamięta. Niesłusznie. Gdyby ktoś wpadł na pomysł napisania scenariusza filmowego, którego fikcyjny bohater przypomina postać opisaną powyżej,  uznano by go bez wątpienia za obdarzonego rozpasaną wyobraźnią i skłonnego do niebotycznej przesady fantastę.

Reklamy

Czy należy kochać kobiety?

Listopad 14, 2008

Judeo-greckie badź łacińskie fundamenty naszej cywilizacji tak bardzo nam się spodobały, że przyznając się do dziedzictwa, wypinamy z dumą pierś, mamroczemy kilka nazwiski filozofów, wspominamy kolumnę jońską, twierdzenie Pitagorasa lub jeszcze ewentualnie rzymskie Akwedukty i chętnie przechodzimy do porządku dziennego nad najokrutniejszymi żartami i szyderczym rechotem historii odziedziczonym z dobrodziejstwem inwentarza.

Dzisiaj będzie o kwestii kobiecej.
Kwestia kobieca zostaje dokładnie naświetlona już w Dekalogu. W zależności od tego czy zaufamy Księdze Wyjścia czy też raczej Księdze Powtórzonego Prawa, możemy sobie wybrać jedną z dwóch równie zabawnych wersji 10-ego Przykazania.
Wg Księgi Wyjścia brzmi to tak:
“Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Ani żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej innej RZECZY, która należy do bliźniego twego.”
Miłośnicy Księgi Powtórzonego Prawa obarczeni zostają dodatkowo nakazem pozbycia się żądz, których obiektem było by pole bliźniego. Błędną jednak wydaje się interpretacja, iż kobiety bez konieczności posiadania wyrzutów sumienia mogą sobie dowoli pożądać męża bliźniej swojej. Zrównanie kobiety z wołem, osłem i innymi dobrami doczesnymi nie pozostawia zbyt wiele miejsca na liberalną wykładnię.
W Biblii doszukać możemy się również początków myśli leżącej u podstaw nowoczesnego prawa rozwodowego: obok ukamieniowania cudzołożnicy przewidywane były inne, łagodniejsze formy jak np. wypędzenie małżonki na pustynię. Wobec istniejącej wówczas infrastruktury rezultat był jadnak łatwy do przewidzenia.
Z łagodnych obyczajów kultury helleńskiej wybierzemy sobie tendencyjnie okres demokracji ateńskiej bo pojawia się tutaj pewna nowatorska ciekawostka. Powodem do odtrącenia żony, oprócz jej złośliwej bezdzietności, był również fakt że dała się zgwałcić lub uwieść. Wówczas dzieci pozostawały przy mężu i przeważnie stojąc z tatką na progu domostwa ciskały kamieniami, starając się trafić szybko oddalającą się mamusię.
Studiując rzymskie Prawo XII Tablic możemy natomiast być mimowolnymi świadkami cywilizacyjnego postępu. Romulus pozwolił mężowi odtrącić żonę, o ile “popełniła cudzołóstwo, chciała go otruć lub sporządziła fałszywy klucz” Zapomniał jednakże dać żonie prawo odtrącenia męża i to niezależnie od tego co mąż sporządził albo czego zaniechał. Odtrącona żona miała jednakże prawo odwołać się do niezależnego sądu składającego się z kolegów męża, który to sąd, po wysłuchaniu oświadczenia pragnącego się pozbyć ciężaru małżonka wydawał sprawiedliwy wyrok.
Czy należy kochać kobiety? Tak, za niebotyczną, niewyobrażalną cierpliwość, którą wykazały w ciągu ostatnich 6000 lat.

Historia pewnej znajomości

Wrzesień 4, 2008

M. zawsze była kobietą niezależna.. Pierwszą naprawdę niezależną, którą miałem okazję poznać. Było to przed laty. Od tej pory śledzę jej fascynujące losy.
Nasze drogi krzyżowały się nieczęsto ale z zadziwiającą konsekwencją. Poznałem ją w Berlinie, wówczas jeszcze zachodnim, szukając schronienia przed gwałtowną czerwcową ulewą. Elegancki sklep okazał się być salonem kuśnierskim. Stała za ladą czekając najwidoczniej na jakże rzadkich o tej porze roku gości. Zamieniliśmy kilka zdań, zanim nasza rozmowa przerwana została poprzez pojawienie się groźnie wyglądającego właściciela, który wyłonił się z zaplecza poprawiając kamizelkę opinającą opasły brzuch.
Po paru latach spotkałem ją ponownie. Był styczeń, na sztokholmskich ulicach szalała zadymka, Stała za kontuarem jasno oświetlonej lecz wyludnionej kafejki. Co było zrozumiałe biorąc pod uwagę, że można tam było nabyć jedynie lody. Gelati italiani. Wyraziłem zdziwienie i przez chwilę rozmawialiśmy. Podstarzały włoski właściciel o wyglądzie zakurzonego amanta przyglądał mi się nieufnie, jakby oczekując że opuszczę jego lokal.
Ostatnio słyszałem że. przebywa w Atenach i związała się z dyrektorem pewnej rozgłośni radiowej. Nie porzuciła jednak swej niezależności. Otrzymała w radiu etat jako striptizerka.

Słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę. Szczególnie, jeśli można to uczynić parokrotnie. I tu lądujemy przy Ordonie, Julianie Konstantym, dowódcy słynnej Reduty, który po długiej i wyczerpującej obronie, wobec braku lepszej alternatywy, bohatersko wysadził się w powietrze wraz z wyżej wspomnianymi fortyfikacjami w celu pogrzebania sie pod gruzami.

Wiedzę tę zawdzięczamy Mickiewiczowi Adamowi zwanemu dalej Wieszczem. Każde polskie dziecko poznało (i nierzadko  nauczyło sie na pamięć)  utwór zaczynający się od słów „Nam strzelać nie kazano”. Ale nie rozdrabniajmy się

Według Wieszcza, heroiczną decyzję o wysadzeniu umocnień podjął Ordon Julian Konstanty po wnikliwym przeanalizowaniu sytuacji oraz uwzglądnieniu stosunku strat własnych do strat szturmującego wroga, który też miał być pogrzebany, dobrze mu tak. I dlatego czcimy jako dobrzy patrioci Ordona Juliana jako bohatera narodowego i dlatego nazwaliśmy jego imieniem nawet szkaradny przystanek Warszawskiej Koleji Dojazdowej oraz prawdziwe Centrum Handlowe.

Tyle bajki, teraz będzie historia. Podporucznik Ordon nigdy nie dowodził nazwaną później na jego cześć Redutą nr. 54, szczerze mówiąc nie dowodził też żadną inną. Powierzono mu jedynie opiekę nad dwoma starymi działami austryjackiego pochodzenia, innymi słowy archaicznym złomem, który w trakcie krótkich potyczek poprzedzających upadek reduty ani razu, wbrew temu co twierdził Wieszcz , nie wystrzelił bo nie mógł. Ordonowska reduta zapisała się w historii (w przeciwieństwie do reduty nr. 57) raczej niechlubnie, bo jakiś łamaga w ostatniej chwili zapruszył ogień, przez co doszło do wybuchu, w którym zginęło więcej obrońców niż wrażych Moskali. Całość widział, ponoć na własne oczy Gaszyński Konstanty, opisał potem barwnie Wieszczowi, powinien zainteresować się nim okulista, choć najprawdopodobniej był to zwykły łgarz.

Tyle smutnych faktów, teraz będzie śmiesznie. Ordon, lekko poparzony, przeżył i udał się na tułaczkę po świecie. Próbował nawet wstąpić parokrotnie do razmaitych formacji zbrojnych tworzonych przez Wieszcza i otaczających go genetycznych patriotów ale za każdym razem skutecznie był odpędzany jako zombie. Raz nawet, w 1855 roku zdołał się wreszcie dostać przed oblicze tego, który go tak skutecznie uśmiercił, brakuje jednak sprawdzonych informacji czy pomiędzy obu panami doszło do rękoczynów. Zostaje wolnomularzem, co oznacza dla niego drugą śmierć, tym razem cywilną, bo Polak-Katolik masonowi, a w dodatku ewangelikowi przecież ręki nie poda. Wielokroć odtrącony przez rodaków, walczy u boku Garibaldiego o wolność Włoch, wreszcie osiada we Florencji, aby w wieku lat 77, zadręczony przez wierzycieli, popaść w alkoholizm jak również depresję i popełnić samobójstwo.

Jedyną ogólnie znaną pozostałością reduty jest obelisk stojący w zupełnie innym miejscu niż powinien. Tam też od czasu do czasu odbywają się rozmaite uroczystoćci. W 1937 roku wdzięczni rodacy w ramach pielągnacji tradycji narodowej ponownie pomylili reduty i umieścili tablicę pamiątkową nie tam gdzie trzeba tylko jeszcze gdzie indziej. W tę tradycje wpisuje się również Centrum Handlowe Reduta i przystanek WKD Reduta Ordona, oba niecały kilometr dalej niż wykopaliska reduty. Reduta, gdyby to kogoś przypadkiem interesowało, znajdowała sie na pograniczu Woli i Ochoty.

Dajmy na to taki Bolesław Chrobry. Ciekawy przypadek. Dwie daty koronacji, żadna nie potwierdzona jednoznacznie przez współczesnych dziejopisów, ale nie bądźmy drobiazgowi. Współczesny (Bolesławowi) kronikarz Ademar de Chabannes  wspomina jedynie, że cesarz Otto dał mu potrzymać swą włócznię, ale nie czepiajmy się szczegółów i uznajmy, że Długosz, z perspektywy czasu, widział sprawy lepiej, a przede wszystkim bezstronniej, czyli słuszniej.  Chrobrym nazwany dopiero przez potomnych, przeżył życie bez świadomości swego przydomka.  Bolesław zatem, na razie bez nazwiska ale z ambicjami natury terytorialnej, udał sie w otoczeniu podwładnych na Ruś, gdzie – o czym wie każde polskie dziecko – stępił swój miecz uderzając nim o Bramę Kijowską. Stąd też nazwa miecza: SZCZERBIEC. Dziecko się myli. Brama Kijowska została wybudowana 19 lat po wyprawie Bolesława (jeszcze nie całkiem Chrobrego) na Kijów ale, jak się zdaje, nikomu to po dziś dzień nie przeszkadza. Znamienne jest jednak, że do wyszczerbienia na nieistniejącej bramie, wybrał sobie Bolesław nie byle jaki miecz, lecz całkiem przyzwoity kawałek oręża, którego rękojeść wykonana jest w technice niello. Co do tej natomiast, wszyscy znawcy są zgodni, to pojawiła się ona w XIII wieku. Aby było całkiem zabawnie, rękojeść zdobią rozmaite napisy m. in. w języku hebrajskim, co sprawia, że ochota faszyzujących bojówkarzy z okresu międzywojennego, aby udając się na pogrom, wpinać sobie miniaturkę szczerbca w klapę marynarki, nabiera surrealistycznego posmaku.

I tak sobie ten nienazwany Chrobry, niewykluczone że król, szczerbi nieistniejący miecz na nieistniejącej bramie. Od stuleci. U Siemiradzkiego, u Matejki. W podręcznikach historii. W głowach i sercach rodaków. Ku pokrzepieniu serc. Dobranoc Państwu.

%d blogerów lubi to: