0, 1, 1, 2, 3, 5, 8, 13, 1, 1.

28 października, 2009

– Tak dłużej być nie może – powiedziała pełnym irytacji głosem – musisz coś z tym zrobić!

Od czasu gdy Gulielmo podarował mu parkę królików, mały Leonardo spędzał całe dnie przed klatką. Sytuacja stała się dramatyczna w momencie gdy pojawiło się liczne potomstwo. Usłyszawszy, że szczęśliwi rodzice mają skończyć w garnku, mały dostał ataku histerii. Wyrok został chwilowo odroczony. A teraz, gdy królica znów była kotna, mały klęczał godzinami z nosem pomiędzy prętami i tyle było z niego pożytku.

Gulielmo podniósł głowę sponad papierzysk i rozejrzał się nieprzytomnie.

– Mały całkiem zgłupiał na punkcie tych królików – dodała – stoi od tygodnia przed klatką i coś mruczy pod nosem. Zeby się z nimi chociaż bawił, ale nie, tylko stoi, patrzy i kombinuje jak koń pod górkę.

Jutro będzie potrawka z królika – Gulielmo uśmiechnął się do żony – a na pocieszenie kupię małemu parkę żółwi. I nie martw się, wyjdzie na ludzi.

Dziecko, aby się prawidłowo rozwijać,  powinno mieć jakieś zwierzątko, pomyślał.

Dbałość o właściwe wychowanie potomstwa miała w końcu w rodzinie Bonaccich długą tradycję.

%d blogerów lubi to: