Nie chcę by.

Grudzień 29, 2011

 
Chesterfield described dirt as matter out of place. Distracting is, similarly, desirable at the wrong time. And technology is continually being refined to produce more and more desirable things. Which means that as we learn to avoid one class of distractions, new ones constantly appear, like drug-resistant bacteria.

Paul Graham. Disconnecting distraction

Nie chcę, by okradano mnie z mojego życia.

Jan Zych. Kantata

Od wielu lat z całego Combray wszystko, co nie było sceną i dramatem mego układania się do snu, nie istniało już dla mnie, kiedy pewnego zimowego dnia, skoro wróciłem do domu, matka widząc, że jest mi zimno, namówiła mnie, abym się napił wbrew zwyczajowi trochę herbaty. Odmówiłem zrazu; potem, nie wiem czemu, namyśliłem się. Posłała po owe kruche i pulchne ciasteczka zwane magdalenkami, które wyglądają, jak odlane w prążkowanej skorupie muszli. I niebawem, przytłoczony ponurym dniem i widokami smutnego jutra, machinalnie podniosłem do ust łyżeczkę herbaty, w której rozmoczyłem kawałek magdalenki. Ale w tej samej chwili, kiedy łyk pomieszany z okruchami ciasta dotknął mego podniebienia, zadrżałem czując, że się we mnie czuje coś niezwykłego. Owładnęła mną rozkoszna słodycz, odosobniona, nieumotywowana. Sprawiła, że w jednej chwili koleje życia stały mi się obojętne, klęski jego błahe, krótkość złudna; działała w ten sam sposób, w jaki działa miłość, wypełniając mnie kosztowną esencją; lub raczej ta esencja nie była we mnie, była mną. Przestałem czuć się miernym, przypadkowym, śmiertelnym. Skąd mogła mi spłynąć ta potężna radość? Czułem, że jest złączona ze smakiem herbaty i ciasta, ale że go przekracza nieskończenie, że nie musi być tej samej natury. Skąd pochodzi? Co znaczy? Gdzie ją chwytać? Piję drugi łyk, w którym nie znajduję nic więcej niż w pierwszym; trzeci, który przynosi mi nieco mniej niż drugi. Jasne jest, że prawda, której szukam nie jest w nim, ale we mnie. Napój obudził ją we mnie, lecz jej nie zna i może jedynie powtarzać bez końca, ale z coraz mniejszą siłą, to samo świadectwo, którego nie umiem sobie wyłożyć i którego chcę bodaj móc żądać od niego i odnajdywać je nietknięte, wedle swojej ochoty, natychmiast, dla ostatecznego wyjaśnienia. Stawiam filiżankę i zwracam się do swojej inteligencji. Do niej należy odkryć prawdę. Ale jak?
Wiedziony ciekawością usiadłem przed monitorem i wpisałem w zachęcające swą pustką pole wyszukiwarki słowo „herbata“. Wyszukiwarka zasugerowała, że odpowiedź może się ukrywać pośród dwunastu milionów możliwych wyników. Na czele widniały hasło wikipedii i anons sklepu próbującego mi zaoferować herbatę po cenie arbitralnie uznanej przez oferenta za atrakcyjną. A może „magdalenka“? Dwieścieosiemnaście tysięcy wyników. Na samej górze znów wikipedia z odpowiednim hasłem, tuż za nim informator internetowy rady sołeckiej. Nie, nie ustąpię tak łatwo. Próbuję kombinacji „herbata + magdalenka“. Dziewięćset tysięcy wyników. Na początku triumfalny komunikat popularnego portalu: „Znaleziono herbata w Magdalenka. Zobacz firmy na mapie i zdjęciach satelitarnych. Obejrzyj galerię zdjęć, filmy. Sprawdź telefon i zadzwoń!“ Wieńczący zdanie wykrzyknik nie przekonał mnie zupełnie. Ale też ostatecznie nie zniechęcił. Mogę sprawdzić najnowsze wiadomości serwisu informacyjnego. Mogę, a zatem sprawdzam. Są nieistotne i jutro zostaną zastąpione przez inne nieistotne wiadomości wymyślone przez ich producentów. Zniecierpliwiony postanowiłem sprawdzić maile. Nic ważnego. Dostrzegłem łatwy i wygodny sposób przeskoczenia do prognozy pogody. Jutro będzie taka sama jak dziś. Pojutrze trochę inna, ale pojutrze już zapewne nie będę pamiętał jaka miała być. Znów wiadomości. Nadal nic ważnego się nie wydarzyło. I jeszcze tylko maile. Nadal nikt nie napisał.

Powoli nadciągało nieuniknione znużenie. Czego szukałem? Co odnalazłem?

Herbata wystygła. Znów poczułem się miernym, przypadkowym, śmiertelnym.

Tekst niebieski: tłumaczenie Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

Esej (bardzo krótki) Paula Grahama – tu.

Odpowiedzi: 33 to “Nie chcę by.”

  1. cmss said

    W google: magdalenka przepis
    To nie była herbata lipowa? Kto pamięta?

  2. telemach said

    @cmss: była. Ale już chyba nikt nie pamięta.

  3. cmss said

    @telemach: czasem nie kuzyn lub powinowaty? kompromitacje.blogspot.com

  4. Mnie zaś u Grahama spodobały się uwagi, które skierował do wszystkich, którzy chcieliby napisać doń e-maila:
    http://www.paulgraham.com/info.html

    Telemachu, do czegóż to może doprowadzić lektura opisująca kosztowanie herbaty:-)))

  5. mona said

    @cmss: całkowicie zdumiewające. Też mnie od pewnego czasu drąży pytanie, kto to jest. Chyba jednak żyjemy w haniebnych czasach skoro takie teksty poniewierają się jako anonimowa darmocha na sieciowym śmietnisku, a w czasopismach mainstreamu ulotne badziewie idiotycznie się szczerzy.

    Pod tym względem faktycznie powinowaty jakiś.

  6. Andrzej Bieńkowski said

    Faktycznie, Proust nie jest kompatybilny z naszymi czasami i niewyobrażalny na ajpedzie lub innym kindlu. Bardzo smutna notka i niewesołe wnioski. Wszystkiego dobrego w nadchodzącym nowym roku Telemachu!

  7. lisek said

    And suddenly the memory returns. The taste was that of the little crumb of madeleine which on Sunday mornings at Combray (because on those mornings I did not go out before church-time), when I went to say good day to her in her bedroom, my aunt Léonie used to give me, dipping it first in her own cup of real or of lime-flower tea. […] And once I had recognized the taste of the crumb of madeleine soaked in her decoction of lime-flowers which my aunt used to give me (although I did not yet know and must long postpone the discovery of why this memory made me so happy) immediately the old grey house upon the street, where her room was, rose up like the scenery of a theatre […] and with the house the town, from morning to night and in all weathers, […]. And just as the Japanese amuse themselves by filling a porcelain bowl with water and steeping in it little crumbs of paper which until then are without character or form, but, the moment they become wet, stretch themselves and bend, take on colour and distinctive shape, become flowers or houses or people, permanent and recognisable, so in that moment all the flowers in our garden and in M. Swann’s park, and the water-lilies on the Vivonne and the good folk of the village and their little dwellings and the parish church and the whole of Combray and of its surroundings, taking their proper shapes and growing solid, sprang into being, town and gardens alike, from my cup of tea.

  8. telemach said

    lisek: tak było istotnie – do niedawna – dla wszystkich, którzy nie przestraszyli się sześciu tomów stworzonych przez ekscentrycznego gruźlika i udali w podróż. Podróż, która będzie dla nadchodzących pokoleń, o ile nic się nie zmieni, zupełnie niewyobrażalnym doświadczeniem.

    Otwartym pozostaje pytanie, co tracimy. I czy przypadkiem te pokolenia już nie nadeszły. Podejrzenie, że „distraction age” jest nie tyle ponurą wizją, co realnością, nie powinno być (póki jeszcze pamiętamy czas sprzed) lekceważone.

  9. cyncynat said

    Paul Graham to ciekawy przypadek. Inteligente i ciekawe eseje laczy ( w proporcji 1:4) z zasadniczo glupimi i malostkowymi ego-tripami. Cala ego-tripowa ksiazke napisal: http://www.amazon.com/exec/obidos/ISBN=0596006624
    A w swojej biografii chwali sie w trzeciej osobie: ” In 1995 he developed with Robert Morris the first web-based application”. Link prowadzi tu: http://www.paulgraham.com/first.html , gdzie nieco kokieteryjnie tlumaczy „At the time, as far as we knew, it was a new kind of software. But I don’t want to be saying something that isn’t true, so if anyone knows of any web-based applications before that, please drop me a line.” Od lat ludzie mu mowia, ze pierwsza – i bardzo wazna web aplikacja byla wiki Warda Cunningham (http://en.wikipedia.org/wiki/Ward_Cunningham ). Byla to aplikacja nie tylko pierwsza, ale bardzo nowatorska. Ale Graham pozostaje gluchy na glosy swoich, distractors – tak bardzo-bardzo-bardzo chce byc pierwszy w czymkolwiek. Wiadomo: hacker&painter.

  10. cyncynat said

    przepraszam: walnalem kilka bledow. ide po kawe

  11. lisek said

    Telemachu, poruszasz ogromny temat. Dostepnosc narzedzi latwego i halasliwego mordowania czasu napewno zmiejsza motywacje do zajec wymagajacych dluzszego skupienia, dyscypliny i cichego (!) otoczenia, jak czytanie, granie na instrumencie czy sluchanie trudniejszej muzyki, oraz wplywa na kontakty miedzyludzkie. Dla mnie najdziwniejsze byly sposob w ktory telewizor zmienil uklad pokoi goscinnych – w niektorych domach wszystkie fotele i kanapy byly frontem do ekranu, tak ze ludzie nie siedzieli twarzami do siebie nawet gdy byl wylaczony, oraz popularnosc klipow telewizyjnych, migawkowych podkladow do piosenek w ktorych oderwane od siebie obrazy i sceny zmienialy sie tak szybko i bezsensownie jakby byly obliczone na wywolanie ataku epileptycznego. Telewizor byl u mnie uzywany malo i bardzo dawno go wyrzucilam (teraz z powodu mezzo i arte znow sie zastanawiam). Co do internetu, mimo swojego niewatpliwego uzaleznienia widze bardziej jego zalety – ogromna dostepnosc materialu zawodowego i innego oraz to ze wyszukiwanie jest jednak zajeciem aktywnym. Paul Graham pisze wlasnie o tym drugim etapie – dystrakcja nie jako nawal oglupiaczy, lecz jako necaca dostepnosc pozytywnych mozliwosci, odciagajaca od innych dzialan (“desirable [but] at the wrong time”). Jak to wplywa, nie wiem. Mam wrazenie ze czytanie i wszystko co z niego wynika (skupienie, wyobraznia, jezyk literacki, cisza) cierpi nie tylko z tego powodu, lecz takze dlatego ze uzytkowa technologia jest nastawiona na wizje i dzwiek, cala kultura robi sie bardziej audiowizualna. Pociesza mnie to ze ksiazki z dlugim oddechem nadal sie nie tylko czyta, ale i pisze. I dla tych ktorzy to lubia sa amazony, ksiazki online itd. Tablety, nastawione na tekst, bardzo chwycily. Dziwi mnie tylko ze nikt nie napisal jeszcze ksiazki zlozonej calkowicie z emaili i sms-ow (czy moze jest i tylko ja nie znam?).

  12. Hoko said

    Chyba astma, nie gruźlica. A tomów, przynajmniej u mnie, jest siedem.

    I o co chodzi panu G.? Przecież domy, drogi, aleje są ulotne, niestety, jak lata.

  13. telemach said

    Hoko ma (zwyczajowo już) rację. Tomów jest zasadniczo siedem. Winien jest – w tym konkretnym przypadku – oszczędny introligator, który wsadził moje „Nie ma Albertyny” i „Czas odnaleziony” w jedną okładkę. Pewnie bo cieńsze.

    Z astmą Prousta (powszechnie znaną i udokumentowaną) ma się sprawa natomiast trochę inaczej. Naturalnie, że od dziecka miał. Nie ona go jednak zabiła, zmarł na skutek powikłań gruźliczego zapalenia płuc. Tak twierdził przynajmniej Roland Barthes. A ja przeczytałem w:

    Roland Barthes: Die Vorbereitung des Romans. Vorlesung am Collège de France 1978-1979 und 1979-1980. Übers. von Horst Brühmann. Frankfurt am Main 2008

  14. telemach said

    lisek
    „A la recherche du” na tablecie jest dla mnie wizją przerażającą. Do napisania powyższego skłoniła mnie obserwacja, że wymagająca skupienia refleksja „rozgrywająca się” wzdłuż linearnie uporządkowanej treści wymaga (jednak, jednak) analogowej formy dzieła, medium które wspiera adekwatny rodzaj percepcji. Cyfryzacja treści, jej wielowymiarowe uporządkowanie i wynikające z niej przekleństwo „permanentnej dostępności wszystkiego, co dziełem nie jest” wzmacniane jeszcze przez nawyki użytkownika ery cyfrowej – wszystko to sprawia, że ten rodzaj skupienia, który jest warunkiem koniecznym przyswojenia dzieła literackiego z długim oddechem staje się coraz bardziej egzotyczną fanaberią.
    Informacja może być nie tylko błogosławieństwem, lecz również zaśmieceniem/zanieczyszczeniem mentalnego środowiska.Szumem oddalającym nas od poznania. Graham (będący przecież jednym z współtwórców tego co na nas naskakuje) jest dla mnie wiarygodny.

  15. telemach said

    cynycynat

    przepraszam: walnalem kilka bledow. ide po kawe

    Musisz już sam wyjaśnić jakich.
    PS: filtr atyspamowy ustawiony jest tak, że dopuszcza maksymalnie dwa linki/komentarz. Resztę zatrzymuje i kieruje do moderacji.

  16. lisek said

    Telemachu, Ty jestes przyzwyczajony do formy analogicznej i nie mozesz sie skupic przy innej, ale nie wszyscy musza tak miec. Myslalam ze mowimy o tresciach, nie o formie. W tablecie czyta sie strone po stronie. W ksiazce mozna wertowac (gdy napiecie jest za duze zawsze zerkam na koniec. Nie widze problemu.

  17. telemach said

    lisek:

    Grand Theft Auto III wreszcie w wersji na tablety!
    http://www.tablety.pl/apple_ios/gry-na-ipada/grand-theft-auto-iii-na-ios-i-androida-juz-15-grudnia/

    To takie krzepiące, że czytanie Prousta można sobie umilać innymi zajęciami. ;-)

    A poważnie: sądzę, że wielofunkcyjność i gadżetowatość medium, wpływa na jakość percepcji. Sorry, ale nie wierzę, że przeczytanie Prousta na tablecie (przechodzącym w sposób nieunikniony błyskawiczną transformację w kierunku omnipotentnego odbiornika treści typu infotainment) zaowocuje tą samą jakością refleksji i zbliżonym rodzajem popamięci jak przeczytanie na papierze. Gdzie miejsce, do którego dotarliśmy w trakcie lektury, istnieje w świecie dotykalnym i rzeczywistym.
    Podobnie, jak nie wierzę w siłę przekazu szekspirowskich dramatów pokazywanych pomiędzy reklamami w prywatnej telewizji.Lub opery słuchanej przez telefon.
    Mam też spore wątpliwości dotyczące sensu spowiedzi dokonanej za pośrednictwem SMSa wysłanego kapłanowi. Jest to zapewne (jedyny) punkt, w którym zupełnie się zgadzam z filipińskimi biskupami.

    http://edition.cnn.com/2003/WORLD/asiapcf/southeast/03/03/offbeat.phil.sms/index.html

    Ale tutaj odbiegamy chyba od tematu.

  18. lisek said

    Telemachu, czy uzywales kiedys tabletu lub znasz studentow ktorzy go uzywaja? Argument ze mozna go uzywac takze inaczej brzmi dla mnie jak twierdzenie ze Prousta (na papierze) nie mozna czytac w pokoju w ktorym jest radio. I nie, nie jest to opera przez telefon. Od wielu lat uzywam komputera do pisania bardzo roznych rzeczy, takze osobistych, i fakt ze mozna na nim takze ogladac filmy nie wplywa moim zdaniem na jakosc tego co pisze, ani na moje zaangazowanie.

  19. lisek said

    (dla jasnosci: wylaczone radio. Ale zawsze mozna je wlaczyc…)

  20. Hoko said

    Ja też gdzieś czytałem, że Proust zmarł na skutek powikłań – ale właśnie astmatycznych, które zaowocowały niewydolnością krążenia. Tylko gdzie to było, to nie pomnę. Mniejsza.

    Z tym biadoleniem nowotechnologicznym to bez przesady. Podstawową wadą tabletu jest to, że męczy oczy. Cała ta „magia książek” mało do mnie przemawia, mimo że czytam od zawsze i dużo. Proust to Proust, gdziekolwiek by nie był. Zaś magdalenki nie ma co szukać w internecie – bo nonsensem jest szukać w realnym świecie obrazów pamięci.

  21. lisek said

    Hoko, internet jako swiat realny? :) (zartuje, mysle ze rozumiem co miales na mysli)

    Gdy mowa o dystrakcji, nie mozna pominac telefonow komorkowych. Nie znosze…

  22. cyncynat said

    Bledy – 1 interpunkcja i 1 ortografia.

    Domyslilem sie, ze za linki polecialem. Spamolapy sa rownie glupie co spam-generatory.

    A dokladnie wspoltworca czego jest Graham? Jesli szumu informacyjnego w Internecie, to nawet by sie zgadzalo, choc byloby odrobine niesprawiedliwe dla niego.

  23. telemach said

    lisek
    cyncynat
    pomyślę, odpowiem

  24. telemach said

    cyncynat

    A dokladnie wspoltworca czego jest Graham?

    Istotne pytanie. Doszedłem do wniosku, że jest współtwórcą „tego w czym coraz bardziej się zanurzamy” ze względu na przedziwną i mało typową kombinację cech, aspiracji, uzdolnień i działań. A wszystko to w połączeniu z konsekwentnym pompowaniem pieniędzy w rozwój. Poza tym zawierzyłem bloombergowi

    A czego dotyczą Twoje wątpliwości? O ile masz.

  25. telemach said

    lisek
    odpowiem jednak w osobnym tekście, niezadługo. mam nadzieję.
    Zależności i związki pomiędzy ewolucją medium a koniecznością przesuwania granic indywidualnej percepcji to jednak zbyt obszerny temat na komentarz. Sam się zdziwiłem. I nie chodzi jedynie o kulturpesymizm i jojczenie. Technologia zmienia nas. I nie tylko rozszerza, ale również (o czym łatwo zapominamy) zawęża nasze możliwości eliminując określony rodzaj twórcy i tworząc nowy typ odbiorcy niezdolnego do percepcji w takim samym wymiarze jak jego pozbawiony „dostępu do zdobyczy” poprzednik. Faktycznie temat rzeka i dlatego będzie więcej. Ale kiedy indziej.

  26. cyncynat said

    Ja nie wiem czy ja mam jakies watpliwosci, bo niespecjalnie sprecyzowales „to w czym coraz bardziej się zanurzamy”. Chodzi o pozytywne ksztaltowanie Internetu? Brzmi tez malo precyzyjnie, ale od czegos trzeba zaczac.
    Skupie sie na widocznosci i na dzialaniach.
    Graham jest dosc widoczny w Internecie nie z powodu swoich zaslug (jakich?), ale z powodu tej czesci swojej publicystyki, w ktorej sprzedaje mlodym mrowkom z IT latwy sposob na wyjatkowosc. Mit glupi i – wierze – szkodliwy, ale bardzo atrakcyjny dla sporej czesci biedakow w IT. Graham nie jest w tym zlosliwy, on sam swiecie wierzy w ten mit. To stad jego widocznosc w Internecie, Bloomberg got it wrong (bynajmniej nie chodzi o startupy, chodzi o: hackers&painters, o Lisp i o Bluby).
    Teraz o dzialaniach. Jesli chodzi o propagowanie jego pogladow (tej czesci, ktora przyniosla mu status celebrity), to jak napisalem, sa to szkodliwe majaczenia. Na szczescie Graham sam je osmiesza: przez chyba kilkanascie lat pisal wlasna odmiane Lispa (http://en.wikipedia.org/wiki/Arc_(programming_language) ), przekonany o slusznosci swoich pogladow; po tym jak juz swoja wersje Lispa upublicznil, Internet parskl smiechem.
    Jesli chodzi o jego dzialania w YCombinator, to moze to jest kwestia uznania, ale zupelnie podobnie jak i w przypadku wiekszosci innych podobnych firm, glownych wynikiem dzialan jest nadprodukcja szumu – masy generycznych web-aplikacji. Te aplikacje i startupy tak samo ulepszaja Internet, jak coraz to nowsze odmiany soft drinks ulepszaja nasze odzywianie.

    Re Bloomberg. Troche rece opadaja, jakosc mainstreamowej prasy o IT jest tak niska, ze lepszym jest czytanie zupelnie losowych blogow. Ja nie przesadzam, mainstreamowa prasa o IT jest porazajaco niekompetentna.

    Swoja droga, korporacje juz od jakiegos czasu zauwazyly popularnosc majaczen Grahama (niekoniecznie wiedzac o ich zwiazkach z Grahamem) i czesciowo adaptowaly je na wlasne potrzeby: najlatwiej sie motywuje spragnionych uznania i waznosci mrowek poprzez wmowienie im wyjatkowosci i waznosci ich pracy. To nie jest wyjatkowe dla IT, ale IT ma wlasne smaczki i wabiki.

  27. telemach said

    @cyncynat: Dziękuję. Wiem więcej niż przedtem. O ile wiem.

  28. cyncynat said

    Zweryfikowac tego co napisalem tak prosto sie nie bez wglebiania sie, stad wiedzy moze nie masz wiecej, ale spokojnie mozesz zalozyc, ze zapoznales sie w skrocie z jeszcze jedna opinia. To o Grahamie, natomiast o mainstreamowej prasie IT moglbys mi uwierzyc na slowo.

  29. cyncynat said

    BTW, telemachu. Czasu na wglebianie sie w pisanine Grahama pewnie nie masz, ale byc moze znajdziesz 15 minut na jeden esej: http://paulgraham.com/wealth.html

  30. cyncynat said

    Kurde, przepraszam, juz zapomnialem ile tego Graham naplodzil – to na wiecej niz na 15 minut. W takim razie jeden cytat:

    „This is why so many of the best programmers are libertarians. In our world, you sink or swim, and there are no excuses. When those far removed from the creation of wealth– undergraduates, reporters, politicians– hear that the richest 5% of the people have half the total wealth, they tend to think injustice! An experienced programmer would be more likely to think is that all? The top 5% of programmers probably write 99% of the good software.”

  31. telemach said

    cyncynat faktycznie, Grahama muszę chyba przesunąć „na później”. Mnie zafascynowała jego wszechstronność, jakości tworzonego (?) przez niego dialektu LISPa nie jestem w stanie ocenić. Ale jak programista umie jeszcze robić zdjęcia, malować i napisać sensowny esej w przerwie w robieniu sporej fortuny i głaskania kilkuset startup-ów – to trudno uważać go za nikogo.

    A teraz wracam do Solomona Lefschetza. Co za człowiek, co za człowiek.

  32. b. said

    Autorowi bloga na kolejny rok – ciekawych ludzi i mniej szumu oddalającego od poznania. A także ogólnie – dobrego.

    Ukłony

    B.

  33. cyncynat said

    Graham jest inteligentny i uzdolniony, temu nie przeczylem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: