Wigilijny symbol komunistyczny

Grudzień 22, 2011

W związku z wywodzącymi się z określonych kręgów postulatami legislacyjnymi, których celem jest zwalczanie i ostateczne usunięcie z przestrzeni publicznej symboli, dzieci nie słuchajcie, komunistycznych, wychodzimy naprzeciw społecznemu zapotrzebowaniu i wskazujemy usłużnie palcem gdzie i od czego można, a nawet niewykluczone, że należy, zacząć. Sztuka bezinteresownej denuncjacji jest kunsztem trudnym i wymagającym ciągłego doskonalenia. Inaczej można wyjść z wprawy.

Błędne przeświadczenie, że karp wigilijny to niezbywalna część rodzimej, staropolskiej tradycji jest nader rozpowszechnione. Wigilia bez karpia jest dla ogółu rodaków niewyobrażalna. Odpowiedzialny za taki stan rzeczy jest syn niejakiego Oskara Minca i Stefanii de domo Fajersztajn, urodzony dawno temu, a zmarły w 1974 roku Hilary. Również Minc, a poza tym minister gospodarki w pierwszym rządzie Cyrankiewicza Józefa, desygnowany tamże z ramienia partii komunistycznej, nazywanej wówczas żartobliwie Polską i Robotniczą.

Hilary Minc, mimo rozlicznych, późniejszych prób przedstawiania go jako tępego aparatczyka był chyba jednak postacią ciekawą i pełną sprzeczności. Zagorzały komunista, ale z drugiej strony z francuskim, przedwojennym doktoratem z ekonomii. Zrobiony majorem w Dywizji Kościuszkowskiej, zdegradowany za posiadanie własnego zdania do stopnia szeregowca, znów dosługuje się stopnia majora. Współtwórca niesławnego Związku Patriotów Polskich i współautor Manifestu PKWN, ale trzymający się przez cały czas twardo i konsekwentnie tego, na czym się jako tako, przynajmniej nominalnie, znał: gospodarki. Twórca – jeden z ważniejszych – PZPR, partii, z której go później wyrzucono. Zadziwiająca postać. Czupurna. I z pomysłami.

Jednym z takich pomysłów Minca był Karp. Bezpośrednio po wojnie sytuacja zaopatrzenia ludu pracującego miast i wsi w ryby była, łagodnie mówiąc, niezadowalająca, a mówiąc dosadnie – katastrofalna. Katastrofa polegała na tym, że ryb nie było. To znaczy może były, ale na pewno nie tam gdzie trzeba, czyli w sklepach. Flotę rybacką okupant zniszczył, większość stawów rybnych pozostała za Bugiem i nie dała się, w przeciwieństwie do ludności, repatriować. Jest rok 1948 i na arenę dziejów wkracza Minister Hilary Minc z atrakcyjnym hasłem „karp na każdym polskim wigilijnym stole“. Plan jest, czegóż innego można się po komuniście spodziewać, przewrotny. Kopanie i zarybianie stawów odpowiadało duchowi epoki i władzy miłującej się w zrywach, czynach  i akcjach. Tworzenie Państwowych Gospodarstw Rybnych mieściło się w stylistyce uchodzącej za postępową kolektywizacji. Ponieważ ciągłe zaopatrzenie było poza zasięgiem możliwości, wypunktowana została w sposób kokieteryjny wigilijność karpia. „Rzucanego” w stanie żywym i nieprzerobionym na rynek i rozprowadzanego przez zakłady pracy. I tu jesteśmy świadkami narodzin przedziwnego, niespotykanego poza Polską masowego rytuału: męczenia pochodzącej z Chin ryby, która masowo (przed świętami) odławiana i transportowana w niekarpich warunkach, nabywana zostaje przez ludność gdy i kiedy się uda. A następnie niesiona do domu, najlepiej  w duszącej ją plastikowej torbie. Po przybyciu na miejsce zwierzę umieszczane zostaje w wannie, w której oczekuje na egzekucję. W wigilię (lub ewentualnie w przeddzień) pan domu wkracza do łazienki uzbrojony w tasak, szmatę i młotek i zamienia się na chwilę w oprawcę dzikiej zwierzyny. Płynie krew. Proszę mi wierzyć, karpie są może wszędzie, ale powyżej opisane rytuały są powszechne jedynie w Polsce. A wszystko przez tego Minca i bezgraniczną ludzką łatwowierność. No i może powojenną biedę.

Nie sposób twierdzić, że przed Mincem karpia w Polsce nie było. Był. Już Cystersi trzymali go w XIII wieku w przyklasztornych stawach. Pojawiał się też od czasu do czasu na pańskim stole, tyle że nie hodowlany, ale rzeczny karp dziki. Do Polski karp przylazł kulinarnie z południa, z Czech, pojawiając się w XIX wieku na mieszczańskich, galicyjskich stołach. Wpłynął też w tym samym czasie od strony Śląska. Nie rozpowszechnił się jednak specjalnie, a o tym, aby traktować go jako zbiorowy wigilijny obowiązek nie mogło nawet być mowy. I owszem, była na wigilię ryba, przeważnie śledzie. Czasem też, w zamożniejszym domu, sandacz lub szczupak. Sporadycznie, w południowej, rzadziej jeszcze w centralnej Polsce karp. Masowość i obligatoryjność karpia zainicjował dopiero ojciec gospodarki planowej i scentralizowanej – Hilary Minc. Polski Żyd i komunista przekonał prawdziwych Polaków, że wigilijne spożywanie jakże popularnej w żydowskiej tradycyjnej kuchni ryby jest najlepszym sposobem obchodzenia urodzin innego Żyda, co do którego też można mieć wątpliwości, czy był zadeklarowanym zwolennikiem wolnego rynku. Wystarczy tylko wspomnieć te wszystkie podejrzane pomysły z wypędzaniem przekupniów ze świątyni, potępianiem lichwy i pochwałą dzielenia dóbr doczesnych z bliźnim połączone z konsekwentnym niedostrzeganiem w nim tego, czym naprawdę jest, czyli konsumenta. W tym kontekście używany tak często i lekkomyślnie termin „żydokomuna“ nabiera ciekawych właściwości. A może nawet i jednoznacznego posmaku.

Jeśli powstanie komisja d.s. usuwania z przestrzeni publicznej symboli komunistycznych to powinna się koniecznie zająć w pierwszym rzędzie z pozoru wigilijnym, a w gruncie rzeczy komunistycznym, karpiem. Wesołych świąt.

Odpowiedzi: 34 to “Wigilijny symbol komunistyczny”

  1. andsolbr said

    Powrót w wielkim stylu. Wesołego Święta Przesilenia i Wydłużenia (dnia, rzecz jasna). Aha, kiedyś prawie zepsułem rodzinie wigilię jak karp na mnie popatrzał a ja na niego i odłożyłem młotek i zwróciłem go stawowi czyli wannie.

  2. „Aha, kiedyś prawie zepsułem rodzinie wigilię jak karp na mnie popatrzał a ja na niego i odłożyłem młotek”
    Proszę Pana, to szlachetne, nie wiem jednak czy się liczy. Bo zapewne siedział Pan potem z bliskimi w towarzystwie drzewka zawleczonego do Polski po raz pierwszy przez pruskiego zaborcę i oczekiwał Pan na przybycie niemieckiego gwiazdora. Prawdziwy Polak w tym czasie wieszał czubek sosny, bądź jemiołę u powały i na nikogo nie czekał, bo dawanie prezentów było mu obce.

  3. monadelavoie said

    Wplatanie barbarzyńskich rytuałów w obyczajowość codzienną było od zawsze. We wszystkich kulturowych kręgach. Tyle tylko, że ich uczestnicy nie zdają sobie sprawy z tego jak to wygląda z zewnątrz, bo, odpowiednio uwarunkowani w dzieciństwie, nigdy nie byli emocjonalnie „na zewnątrz”. Może i lepiej, że tak jest?

  4. Pola Negri said

    A ja jestem, drodzy Panowie, zdania, że każdy przejaw współczucia się „liczy”. Wszystko, co tworzy nas ludźmi od środka jest ważne. Choć, przyznam, że sama ani karpia ani żywej choinki nie uważam, a ta sztuczna, która u moich rodziców jest w pokoju, ma tylko i wyłącznie znaczenie sentymentalne. I jak długo by na ten temat nie dywagować, Wesołych Świąt. Mamy wolne, to się cieszmy. :)

  5. sugadaddy said

    A to ci dopiero heca!!! (z tym karpiem)

  6. Waldi said

    Jak widać i komuniści wnieśli swój doniosły wkład w katolickie święto. Czy IPN i katoprawicowe oszołomstwo będzie je teraz dekomunizować ?

  7. Nefrateta said

    Dżizasss, nie wiedziałam. Jak już nadmienione dech zapiera. Proszę więcej.
    @sugadaddy: dzięki za wsadzenie linku na racjonalista.pl, w życiu bym nie znalazła i by mnie ominęło.

  8. dru' said

    Ach.Wam to się w tych gejoliberalnych głowach chyba zupełnie poprzewracało.
    Karp to jest tradycyjna polska ryba wigilijna i żadne przytaczanie faktów tego nie zmieni. A pan Jezus nie był żadnym żydem! Urodził się z najprawdziwszej matki polki dziewicy, i trząsł się z zimna w przypruszonej śniegiem stajence ze spadzistym dachem. Najprawdziwsi polscy górale przynosili mu do żłóbka oscypki, a jedynych trzech europejskich królów, którzy nie dali się omamić żydomasońskiej propagandzie, oddało mu pokłon i ofiarowało dary.
    Jeszcze zaraz napiszecie, że to nie żydzi ukrzyżowali Jezusa, syna najświętszej Panienki, tylko jacyś rzymianie. Ja was proszę, przejrzyjcie na oczy!

    Ciepłych i radosnych Świąt Wam życzę. Żebyście spędzili je z ludźmi, którzy są Wam bliscy. Jeśli zaś nie możecie pokonać dzielącego Was czasu i przestrzeni, niech nie towarzyszy Wam smutek, a radosna zaduma nad tym, że życie potrafi być piękne, pomimo tego, że płynie może trochę szybciej i inaczej, niż byśmy oczekiwali.

    Pozdrawiam.

  9. Drogi Panie Dru,

    pięknie dziękuję w imieniu własnym. Podziwiam Pana śmiałe poglądy, ale muszę się przyznać, że ja również podejrzewałem, że (Pan) Jezus jeździł na nartach i miał PESEL. Muszę Pana jednak ostrzec, że o ile zacznie Pan sugerować, że miał on również konto na tzw. fejsbuku, to ja zaprotestuję. Są, prawda, jakieś granice.
    Ukłony
    TW

  10. Teraz wiem dlaczego nie lubię karpia.

    Bo nie oszukujmy się – dobry to on nie jest, w „użyciu” utrzymuje go tylko tradycja wigilijna. Mnóstwo ości, wodnisty rybi smak (albo bez smaku) brutalny rytuał zabijania…

    Ech Hilary – chciałeś może i dobrze, wyszło jak zawsze.

  11. Hilary Minc wiecznie żywy w… karpiu!
    Niech żyje!!! Nie żyje??? A z resztą wszystko jedno. Karpia i tak nie lubię z tych samych powodów, które podałglobalnysmietnik, a widząc je w torbie foliowej odczuwam duszności.

  12. pedro said

    Ciekawe czy Hilary Minc jest rowniez autorem pomyslu na tradycje przechowywania w portfelu luski z wigilijnego karpia, co jakoby zapewnic ma posiadanie w tymze duzej ilosci srodkow platniczych przez caly rok? W koncu byl to obszar jego zainteresowan jako ministra gospodarki w pewnym sensie i dwa grzyby w barszczu jednoczesnie mogly byc jak raz dwa.

  13. Wimmer said

    Dawno temu, w latach 70., studiowałem na SGPiS i miałem przyjemność chodzić na wykłady profesora Bronisława Minca, rodzonego brata Hilarego, jak łatwo zgadnąć. Wykładał ekonomię polityczną socjalizmu, miałem też u niego dyskusje w ramach kółka naukowego ekonomii politycznej.
    Przemiły, przeuroczy człowiek, uwielbiany przez studenciaków. Potrafił pierwszy się ukłonić na korytarzu studentom, nic sobie nie robiąc ze swojej pozycji naukowej. Poglądy miał trzeźwe, zero fanatyzmu, nakłaniał do myślenia i dyskutowania.
    Dożył 91 lat, zmarł w 2004 roku, a więc obserwował pewnie z ciekawością kompletnie inny świat niż studiował przez całe życie. Ale chyba już z pozycji emeryta.

  14. […] ofiarą terroru żywieniowego. Ja rozumiem, że dla karpia to jeszcze bardziej nieprzyjemne (btw. polecam), to jednak wigilia kończyła się dla mnie przynajmniej mdłościami (ryby od zawsze były […]

  15. zoltazelaznalasica said

    Hmm, wydaje mi się, że wordpress mnie przechytrzył. Notkę chwalę i u siebie polecam.

  16. Torlin said

    Przesyłam Ci i Twoim komentatorom najserdeczniejsze życzenia świąteczne, spełnienia wszystkich marzeń. I zaręczam słowem, że Cię czytam.

  17. lisek said

    Gdy jestem w Warszawie ide do Lazienek z poczestunkiem dla ptakow, wiewiorek i karpi w rzeczce. Staje na mostku, rzucam kawalki bulki i patrze na ukazujace sie w wodzie rozwarte na okraglo pyszczki. Za te szabasowe kolacje …
    Wesolych Swiat.

  18. Wiedziałam! Wiedziałam, że coś jest nie tak z tym karpiem. Wydawało mi się jednak, że chodzi o tę krwawą ofiarę, że to jakieś przypomnienie dotyczące tych drugich świąt, żeby się tak głupio nie cieszyć – nie miałam pojęcia, że ten karp jest po prostu komunistyczny…

  19. […] skojarzeń i nie wiem, czy ten, który inspiracji dostarczył, będzie z tego zadowolony, dzisiejszą notką telemacha o karpiu.] 24.12.2011 | bez komentarza kategorie: jesień fetyszysty rysuje | tagi: języki obce i […]

  20. Bobik said

    Już po krwawych rybnych ofiarach, więc mogę teraz szczeknąć z czystym sumieniem – wesołej reszty Świąt. :-)

  21. Bobik said

    Dorzucę ciekawostkę – u Ćwierczakiewiczowej z 1911 roku, zgodnie z tym, co pisze Telemach, istotnie karp jest jeszcze całkiem marginalny. W jej propozycjach na Wigilję Bożego Narodzenia są następujące dania z ryb:
    Paszteciki z ryb we francuskim cieście
    Szczupak duszony z jarzynami
    Szczupak z pieczarkowym sosem lub pietruszkowym i garniturem
    Sandacz z jajami
    Karasie ze śmietaną
    Karp lub leszcz na szaro z rodzynkami
    Lin smażony z kapustą czerwoną lub białą
    Szczupak lub sandacz smażony

    O przechowywaniu wigilijnej ofiary w wannie niczego w poradach pani Lucyny nie ma, choć podaje ona nawet tak użyteczne szczegóły, jak np. to, że sardynki nie nadają się na tartinki, bo są za grube i ze skórą się nie jadają, a położone na bułce niezgrabnie i grubo wyglądają.

  22. telemach said

    @Bobik: ja podejrzewam, że ten numer się Mincowi udał ze względu na masową migrację wieś/miasto plus przesunięcie geograficzne kraju. Dzieci przesiedlonych spotkały się na blokowisku z dziećmi przeklasowanych z biedoty na proletariat – utrata dotychczasowej tożsamości połączyła się z podatnością na nowe wzorce. Nagle nie było ani powały pod którą można było wieszać jemiołę, ani składników na kutię, ani sklepu rybnego, gdzie pan subiekt mordował sandacza na oczach służącej. Była za to wanna w mieszkaniu w bloku lub poniemieckim przydziale. I karp z zakładu pracy. A potem (po 60-tym) nadszedł telewizyjny walec i wszystko utwardził. I tak już zostało. Podlane sosem telewizyjnej nowomowy bredzącej o „staropolskiej tradycji”. Ile musi być w wykorzenionej i na nowo ukorzenionej społeczności takich wkrętów, które uważamy za odwieczne, tradycyjne i prapolskie? Wszystko wskazuje, że dużo.

  23. lisek said

    Po przeczytaniu wpisu telemacha tez zagladalam do starych ksiazek kucharskich :) i rzeczywiscie, w „Poradniku dla Niewiast” Teresy Twarowskiej z 1873 nie ma w ogole przepisu na karpia.

  24. Wojtek said

    Nie dosyć, że pewne zapożyczone zwyczaje w naszej – nie naszej tradycji nazywa się staropolskimi to jeszcze, na dodatek wywodzi się je, te zwyczaje, z tradycji Słowian.

  25. cmss said

    Maria Disslowa po zdaniu hodowla karpi w naszym kraju jest bardzo rozpowszechniona podaje kilkanaście przepisów.

    A co do Hilarego Minca to mając w pamięci Komisję Bezpieczeństwa KC sądzę, że odnośnie Adolfa Eichmanna też się znajdzie dobre słowo.

  26. Panie CMSS!
    Porównywanie Minca z Eichmannem jest możliwe, prowadzi jednak w sposób nieunikniony do konkluzji, że Minc to jednak nie Eichmann. Chętnie Panu wyliczę różnice jeśli Pan przedtem przedstawi podobieństwa. Co nie powinno być trudne teraz, gdy już Pan umieścił ich w tej samej szufladzie.

  27. cmss said

    theo, jeżeli mogę coś sugerować…

  28. Proszę Pana!
    Czy może Pan sugerować na co Pan tylko ma ochotę to ja doprawdy nie wiem. Widzę jednakowoż, że Pan to robi. Pragnę jednak Panu przypomnieć, że sugestie nie poparte niczym poza Pańskim przekonaniem nazywają się inaczej.

  29. cmss said

    […] poinformować polski rząd, iż życzymy sobie wprowadzenia selekcji żydowskiej emigracji do Izraela, gdyż nie możemy dłużej przyjmować chorych i niepełnosprawnych osób, osoba ukryta pod nickiem theoweinberger jest przykładem, że koledzy Hilarego Minca życzenie pani Goldy Meir spełnili.

    Uzasadnienie elementarne wprost: niezdolność osobnika do rozumienia połączona z wiarą, że jednak potrafi, co już jest hucpą.

  30. Dzień dobry,

    podałam dalej :)

  31. lisek said

    Tu za to urywek wskazujacy na wigilijnego karpia na przelomie XVIII-XIX wieku. Niestety nie znalazlam calosci
    http://www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=6&NrIssue=1915&NrSection=1&NrArticle=218443

  32. telemach said

    lisek To ciekawe. Ale mało wiarygodne. Cytowany fragment pojawił się po raz pierwszy w internecie 1.02.2001 w scenariuszu przedstawienia wigilijnego dla uczniów.

    http://www.sciaga.pl/tekst/36303-37-scenariusz_wigilii_szkolnej

    Bez podania źródła, co dziwi, bo do prawie wszystkich innych cytatów źródła są podane. Od tego czasu co roku zostaje copypastowany do kolejnej fali artykulików, opracowań, wypracowań, wpisów. Nadal bez podania źródła ale za to (zawsze) z adnotacją, że pisarz był wybitny. Ja znalazłem w sieci ten cytat ponad 400 razy. Pochodzi prawdopodobnie z pamiętników Niemcewicza. W bibliotece są cyfrowej są ich 3 tomy – niestety rękopis!

    Interesujące jest jednak, że od czasu do czasu można znaleźć zupełnie odmienne wnioski dotyczące ryb na wigilijnym stole, również wysnute z Niemcewicza. Np. tutaj podane jest,

    http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111224/MAGAZYN/167739698

    że ryby zawsze były na pańskim, wigilijnym stole, zawsze rozmaite, przeważnie te, które udało się złapać, karp jednak zajmował pośród nich raczej poślednią pozycję. Porównywalną z pozycją ogona bobrzego (a jakże). O powszechności i obligatoryjności oraz rozpowszechnieniu karpia – ani słowa.

    Wiarygodność wynurzeń Niemcewicza jest jednak wątpliwa. Podaje on mianowiicie, że wigilia wyglądała (pod względem kulinarnym) tak samo w każdym polskim domu. Było to jednak przed narodzinami etnografii i każdy miał prawo nadawać swoim przypuszczeniom opartym o zasłyszane pogłoski charakter prawd uniwersalnych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: