Modlitwa i mordobicie

Wrzesień 11, 2011

Witaj pielgrzymie!

Z faktu, że zawitałeś w te skromne progi wnioskuję, że nie kierowałeś się modlitwą. Tak, modlitwą. Nie chcąc być gołosłownym, cytuję w całości:

Modlitwa przed zalogowaniem się do Internetu

Wszechmogący i wieczny Boże, który stworzyłeś nas na Swój obraz i podobieństwo i nakazałeś nam poszukiwać dobra, prawdy i piękna, zwłaszcza w świętej osobie Twego Jednorodzonego Syna, naszego Pana, Jezusa Chrystusa Ciebie prosimy, racz sprawić za wstawiennictwem Świętego Izydora, biskupa i doktora, abyśmy w naszych podróżach po Internecie kierowali się tylko do stron zgodnych z Twoją wolą. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Nie, to nie jest żart. Ja tego naprawdę nie wymyśliłem. To jest naprawdę. Do znalezienia tu.

Dygresja

Teraz można naturalnie wpaść w rozpacz i zacząć się zastanawiać nad sensem życia pośród osobników wierzących głęboko i niezłomnie w skuteczność wstawiennictwa kogoś, kto dawno zmarł, u kogoś, kogo najprawdopodobniej nie ma. Ale tylko wówczas, jeśli się jest pozbawionym łaski wiary bezbożnym ateistą. Nie pójdziemy tą ścieżką. Nie wnikając w trudne spory światopoglądowe powiemy otwarcie, że jest to droga łatwa. Zamiast tego wykorzystamy nadarzającą się okazję, aby zastanowić się nad fenomenem zjawiska zwanego modlitwą. Literatura przedmiotu jest ogromna. My, z konieczności, aczkolwiek niechętnie, będziemy upraszczać.

Koniec dygresji

Zacznijmy od taksonomii. Modlitwy dają się (z grubsza) podzielić na błagalne i dziękczynne.
Modlitwa błagalna jest – w dużym uproszczeniu – środkiem, do którego ucieka się wierzący, aby sobie coś u obiektu swej wiary załatwić. Modlący się, zdając sobie najwidoczniej sprawę ze słabości swej pozycji przetargowej w obliczu bytu nieogarnionego i wszechmogącego – ucieka się do próśb, błagań, a nawet suplik. U źródeł aktu modlitewnego leży przeświadczenie, że nic się wprawdzie modlącemu nie należy, ale jeśli ładnie poprosi, to jego szanse na urzeczywistnienie zamierzeń lub pragnień w znaczący sposób wzrosną. Ponieważ wierzący z jednej strony pragnie się ze swymi sprawami przypomnieć, z drugiej jednak nie chce się naprzykrzać, utartym zwyczajem stało się korzystanie z pośredników. Tutaj zaczyna się robić trochę mętnie, bo w rozlicznych doktrynach chrześcijańskich nie ma zgody co do tego, kto jest dobrym, a kto złym pośrednikiem. O ile katolicy i prawosławni rozkładają ciężar pośrednictwa na barki Jezusa, jego rodzicielki i rozlicznych świętych, to protestanci trwają niezłomnie przy zasadzie „solus Christus“. W skrócie oznacza to, że zdaniem protestantów, wszelkie modlitwy za innym niż chrystusowe pośrednictwem to śmieszny zabobon i można je sobie, kolokwialnie mówiąc, o kant. Taka np. „Modlitwa o dobrą śmierć“, skierowana zgodnie z katolickim kanonem do odpowiedniej instancji czyli św. Józefa, takiemu np. anglikaninowi, najzwyczajniej lekceważącemu możliwości św. Józefa, zupełnie nie pomoże. Zejdzie cierpiąc. Nie oznacza to jednak, że „modły za wstawiennictwem“ są przez protestantów lekceważone. Na szczególną uwagę zasługują pionierskie wysiłki amerykańskich born again Christians. Co pewien czas pojawiają się nawet wywodzący się z wymienionych kręgów naukowcy, próbując (w sposób jak najbardziej naukowy) wykazać, że modlitwa za wstawiennictwem (intercessory prayer) jest skuteczną metodą wpływania na rzeczywistość. Czasem wychodzi im, że tak. Szkoda, że zaraz pojawiają się ich koledzy i wszystko psują nie pozostawiając na pięknych i budujących wynikach suchej nitki.

Dla sceptyków, wątpiących w skuteczność modlitwy, teolodzy wszelkich wyznań mają łatwe, lecz nie pozbawione pewnej elegancji wytłumaczenie. Otóż pomaga (pomóc może) jedynie modlitwa skuteczna. Po czym poznajemy, czy modlitwa jest skuteczna? To proste. Modlitwa skuteczna to taka, która została wysłuchana. Dlaczego nie zostały (ewentualnie) wysłuchane prośby o deszcz, władzę w nogach, milion w totolotka, pokój na ziemi i nagły zgon krowy sąsiada – na to pytanie każdy wierzący musi sobie już sam odpowiedzieć. Nie ma łatwo.

W przypadku, gdyby jednak to co miało się ziścić, ziściło się, wierzący może przejść do modlitwy dziękczynnej. Modlitwa dziękczynna jest prostsza od błagalnej i jej skuteczność bywa rzadko (co po zastanowieniu raczej nie dziwi) przedmiotem rozważań.

Co jednak ma modlitwa wspólnego z mordobiciem? Dużo ma. Pewien bokser światowej sławy znany głównie w kraju swego pochodzenia zapragnął zostać mistrzem świata. Droga, którą wybrał, była nieortodoksyjna. W celu poprawienia swych szans na obicie mordy konkurentowi do tytułu postanowił uciec się do żarliwej modlitwy. O zwycięstwo. Wbrew pozorom nie było to wcale aż takie irracjonalne jak się z pozoru wydaje. Konkurent był ateistą. nie był przesadnie religijny. Gdyby nie był i modlił się równie żarliwie – postawiłoby to istotę najwyższą w obliczu kłopotliwego dylematu. Ale nie był. Więc co?
Ano nic. Walczący o tytuł mistrza świata w biciu bliźniego pięściami po głowie Tomasz Adamek dostał od swego niezbyt głęboko wierzącego przeciwnika straszliwy łomot. Na temat, czy po tym jak przyszedł do siebie odmówił modlitwę dziękczynną –  media milczą. Szkoda. Bo przecież otrzymał cenną lekcję pokory. I gdyby tylko wybrał odpowiednią modlitwę, na pewno byłaby skuteczna.

Pielgrzymie, nie wiem czy zaspokoiłem Twoją ciekawość. Wiara i wiedza nie wykluczają się, lecz chyba nie lubią się też nawzajem. Kończę słowem wymawianym przez miliony wiele razy dziennie. Tak naprawdę to nikt nie wie co ono oznacza. Z pozoru niewiarygodne, bo wszyscy twierdzą, że mają na własność i dlatego wiedzą. Ale tak naprawdę to chyba nie wiedzą. Bo okazuje się,  że jest nagle inaczej gdy tylko zapytać starożytnego Asyryjczyka, lub współczesnego  Muzułmanina bądź Żyda. Mnogość i niejednoznaczność  interpretacji nakazywałaby ostrożność w szafowaniu. Ale czy ktoś się jeszcze  nad tym zastanawia? Amen.

Odpowiedzi: 58 to “Modlitwa i mordobicie”

  1. fren said

    Taak, modlitwa, a już szczególnie modlitewna prośba, to jest coś, co mnie też stale zadziwia. Bo jeżeli pan B. jest dobrym ojcem, który wie wszystko, po co go błagać, on najlepiej wie co jest dla nas najlepsze i jak dobry ojciec zadecyduje bez błagań i próśb.
    Mam 2 synów i nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy musieliby prosić na kolanach o pomoc, nie mówiąc już o wstawiennictwie osób trzecich, w prawdzie doskonałych i świętych, ale obcych.
    Kiedy umarła moja matka, jedna z jej przyjaciółek, zamiast kwiatów na grób, przyniosła mi certyfikat świadczący, że w jakimś klasztorze do końca świata będą się odbywały modły o zbawienie jej, mojego ojca i całej naszej rodziny. A ja sobie myślę: a gdyby tak nie znalazł się nikt, kto wpłaciłby na tę intencję, to czy my wszyscy bylibyśmy potępieni?

    „Wiara i wiedza nie wykluczają się, lecz chyba nie lubią się też nawzajem.”

    W tym się nie zgadzam, wiedza potrzebuje dowodów, każde jej twierdzenie może być obalone, albo uzupełnione, a wiara to doktryny, o których się nie dyskutuje. Gdzie tu punkt styczny?

  2. andsol said

    Jak wiesz, moja rodzina składa się w 75% z protestantów (o, właśnie teraz w domu taka jest doszczypliwa samotność, tylko ja i ciastko, które świeżo upieczono, że zapewne całe 75% poszło na jakiś kult nazywający się chyba consagração i dzięki temu coś mi z tematu o ucho się obija. Na przykład wiem, że w naszej rodzinie nie ma pojęcia rezar, bo to śmieszny katolicki pomysł, z wypraszaniem czegoś od Boga jak upustu na targu; oni coś bezgłośnie mruczą w czynności opisanej czasownikiem orar. Podejrzewam, że chodzi o wyrażanie Bogu podziękowań za to, że jest, ale nie mam pewności. Nie zapytam, bo może być to zinterpretowane jako zachęta do dalszych nauk, a nie jestem godzien (od czasownika godzić się ich otrzymania. Gdybyś więc miał rzetelne wiadomości, to jak ateista ateiście, albo jeszcze lepiej, jak ateista swojej ulubionej krowie, wytłumacz mi co oni takiego robią.

  3. telemach said

    fren

    Gdzie tu punkt styczny?

    Dla mnie (osobiście) nie ma. Ale z drugiej strony, gdy patrzę sobie na ostatnie pozycje tej wyliczanki:
    http://www.godandscience.org/apologetics/sciencefaith.html
    to ogarnia mnie zdumienie. Jeszcze dziwniej wygląda to tutaj:
    http://www.adherents.com/people/100_Nobel.html

  4. andsol said

    W piątej części listy z ostatniego linku (boć nie wyłącznie noblistów tam w szeregu ustawiają) jest Giordano Bruno, co dziwi mnie cokolwiek. Nie tym, czy do końca był katolikiem, bo rak gotowany w garnku może różnorodne pojęcia o Kosmosie przyjmować, ale tym, że ktoś uważa za cenne dla sprawy wiary w tym kontekście imię jego przywoływać.

  5. telemach said

    andsol: pewnie, niektóre nazwiska, głównie z czasów zamierzchłych, budzą rozbawienie. Ze względu (głównie) na to, że do czasów oświecenia przyznanie się do ateizmu lub agnostycyzmu było równoznaczne z pokazaniem na siebie palcem i uznanie się za Bin Ladena plus Landru. Czyli niejednokrotnie czapa w męczarniach. A i potem (wiek XIX) agnostycyzm ujawniony oznaczał przynajmniej towarzyski i społeczny ostracyzm czyli finansową ruinę na początek. Zapominamy, że dla naszych przodków „nie wierzenie w nic” było niewyobrażalne.

    Ale co począć z Einsteinami, Bohrami, Schroedingerami itede? Myślę, że zacznę sprawdzać po kolei..

  6. dru' said

    Telemachu,
    zrobiłeś z wierzących interesownych cyników. Modlitwa to najogólniej rozmowa z Bogiem, czyli w zależności od (za)światopoglądu gadanie do siebie albo dyskusja z Absolutem.
    Jeśli ktoś mówi, że Bóg jest jego przyjacielem, czyli na ateistyczne, że ma w swojej głowie wymyślonego kumpla (niekoniecznie groźna choroba psychiczna) to zredukowanie całej wewnętrznej dyskusji do błagania i dziękowania wypaczy zupełnie sens relacji.

    Idąc dalej, i tu musimy zagłębić się w mój szczególny przypadek, bo nie wiem co inni na ten temat myślą, czy też czują. Gdybyś zapytał się mnie co to znaczy, że wierzę i czy się modlę to po wiem tak:
    Nie umiem wytłumaczyć co to znaczy, że wierzę. Jak bym miał to do czegokolwiek porównać to do oddychania, ale ta metafora i tak jest raczej do bani, a ja jestem bezradny. Czy się modlę? Często klepię jedną formułkę, żeby uspokoić umysł po trudnym wydarzeniu z przeszłości. Używanie słów poza tym uważam za średnio sensowne, bo po co tłumaczyć coś komuś kto i tak wie wszystko (czy to Absolut, czy też wymyślony przyjaciel). Czasem słowa się przydają, aby coś uporządkować, ale na pewno cała relacja nie ogranicza się do nich.
    Czy moja niekomunikatywność jest gorsza od „nie ma o czym gadać” ateisty? Nie widzę przewagi.

    I teraz, przyjmując perspektywę autora, czyli chyba Twoją, jestem dla Ciebie wariatem, bo stwarzam sobie wyimaginowanego przyjaciela, aby zachować stabilność psychiczną. I to jest ok, to rozumiem. Ale ty, w moim odczuciu robisz sobie publicznie jaja z mojego wariactwa. Dowcip jest trafny i zabawny, ale sytuacja zostaje nazwana w sposób niekoniecznie dla mnie komfortowy, bo trafiłem do worka z ludźmi, których nie poważam i którzy w moim rozumieniu się kompromitują, bo nie zadają (nie chcą zadać) sobie trudu, aby chwilę pomyśleć.
    W prawdzie siedzę na widowni i mógłbym się nie wychylać, ale nie widzę powodu, by nie poprosić Cię o większą ostrożność. W końcu to nie kazanie. :)

  7. telemach said

    dru

    zrobiłeś z wierzących interesownych cyników.

    O nie. Nie. Możesz mi wierzyć, albo nie, ale nie było to (i nie jest) moją intencją. Potrzeba modlitwy jest (póki co) odwieczna i powszechna. Wobec uniwersalności zjawiska byłoby idiotyzmem twierdzić, że jest wynikiem umysłowej aberracji. Chociaż kusi – ale co to za aberracja, której ofiarą pada większość? Aberracja to odchylenie od normy, a jaka jest (nadal) norma każdy widzi. Dlatego też, ani nie mam (wbrew pozorom) zamiaru modlących wyśmiewać, ani też nie przyłączę się zgrabnie (jakże kusi) do ateistycznego mainstreamu. Ale: warto spojrzeć z boku, pozastanawiać się i (może nawet) porozmawiać.
    BTW: Osobiście sądzę, że głównym powodem, dla którego nie tylko bezmyślni, klepiący z przyzwyczajenia pacierze dewoci lecz również ludzie otwarci i poszukający szukają ukojenia w modlitwie jest strach. Egzystencjalny strach przed samotnością. Myśl, że jesteśmy sami i że (tak naprawdę) nikt nas nigdy nie wysłucha, nikt nas nie uspokoi, nikt nas nie pocieszy i/lub nikt nam nie przebaczy – jest dla ogromnej większości z nas przerażająca. Dlatego wielu wybiera pragmatyczną drogę, którą swego czasu wybrał Blaise Pascal. Pewnie wiesz i znasz.
    A poza tym: bilans emocjonalny jest pozytywny. Myślę również, że większość niewierzących nadal poszukuje (często nieświadomie i na oślep) świeckiego substytutu modlitwy. Najwidoczniej rozmowa z absolutem jest nam (do czegoś) potrzebna.
    To nie zmienia jednak wcale faktu, że w przypadku – jak sądzę – większości wiernych wszelkich religii i obrządków – modlitwa nie jest dialogiem z absolutem lecz powtarzalnym i przewidywalnym, wynikającym z socjalizacji aktem „robienia co wszyscy, czyli co wypada”. Przyznasz chyba, że odmawianiu zdrowasiek i ojczenaszów niekoniecznie musi towarzyszyć głęboka refleksja. Z moich obserwacji polskiej religijności wiejskiej wynika, że nie towarzyszy.

    Powyższy tekst napisałem nie w celu robienia z wierzących idiotów. Powstał on w rezultacie bezsilnego oburzenia i smutku. W katolickim kraju jakim jest Polska nie znalazł się wzdłuż i wszerz wśród wierzących nikt, kto na żenujący i eksces Adamka zareagowałby (z pozycji chrześcijańskich ofkors) z należytym oburzeniem. Nikt, kogo raziłoby wykorzystywanie rozmowy ze stwórcą w celu poprawienia swej szansy na obicie ryja bliźniemu. Albo – w najlepszym wypadku – pobicie go do nieprzytomności. To w języku barbarzyńców nazywa się knock out. Najwidoczniej proszenie Matki Boskiej o przewagę w czasie serwowanego bliźniemu mordobicia postrzegane jest jako godna pochwały norma. Akceptacja (powszechna niestety) takiego pojmowania modlitwy usprawiedliwia (moim zdaniem) moje sięgnięcie do kpiny. W moim przypadku nie jest to metoda walki. To samoobrona.

    I – drogi Dru – gdzież tu jest adamkowa rozmowa z absolutem? Ja nie robię sobie publicznie jaj z Twego wariactwa. Ja pozwalam sobie publicznie drwić z perwersyjnego i niestety powszechnego pojmowania religii jako swoistego naiwnego geszeftu. Będę brał udział w rytuałach większości – będę miał święty spokój. Ja się pomodlę – ty mi dasz zbawienie. Ja się ukorzę i podporządkuję – otrzymam pochówek na poświęconej ziemi i akceptację gromady. Pojmowanie modlitwy jako okazji do proszenia o to czy tamto (a tym przecież zawsze jest modlitwa za wstawiennictwem ) zawiera (dla mnie) niebywale irracjonalny ładunek i jest często – jak w przypadku Adamka – nie tylko absurdalna lecz po prostu moralnie nieładne. Brzydkie. Jeszcze brzydsze jest to, że wspólnota wierzących nie widzi w tym nic zdrożnego. A jeśli widzi – to swej dezaprobaty nie artykułuje. Trudno powiedzieć co gorsze.
    Moja teza faktycznie brzmi: zdumiewająca większość „modlących się o coś” zachowuje się nie tylko absurdalnie, lecz bardziej blasfemicznie niż spokojnie stojący z boku agnostyk. Jestem gotów jej bronić. Póki co – ograniczam się do wypunktowania szczególnie rażących nonsensów. To nie ja robię z wierzących cyników. To oni (wielu z nich) „zachowuje się jak”.

  8. Ejczbibi said

    W temacie Einsteina:

    „It was, of course, a lie what you read about my religious convictions, a lie which is being systematically repeated. I do not believe in a personal God and I have never denied this but have expressed it clearly.”

  9. telemach said

    Ejczbibi

    Ładnie. I jeszcze źródło. Please. Bo inaczej wpadający tutaj (a że wpadną, to pewne) spróbują ignorować jako nieistotny przyczynek.

  10. ztrewq said

    @telemach:

    Dużo, i jeszcze piękniejszych cytatów: po prostu http://en.wikipedia.org/wiki/Albert_Einstein's_religious_views

  11. Tomasz said

    Źródło
    Bezpośrednio: http://en.wikipedia.org/wiki/Albert_Einstein%27s_religious_views
    Pośrednio: The Human Side (1982) edited by Helen Dukas and Banesh Hoffman, p. 43

  12. mona said

    @Ejczbibi: One down. Naprawdę trzeba sprawdzić resztę. Nie zdziwię się, gdy do niewierzących żydów dołączą niewierzący katolicy i protestanci.

  13. babilas said

    „We must respect the other fellow’s religion, but only in the sense and to the extent that we respect his theory that his wife is beautiful and his children smart.”

    H. L. Mencken

  14. ztrewq said

    @mona:

    Pah, a Mullis wierzy w UFO.

  15. Iżyk said

    http://gosc.pl/doc/809356.Chce-do-nieba
    no i co?! rozmawia z ojcem i bratem i nie owija, że nie obija. bo to jest szermiesz! tylko taki nie w białych rajstopach. jakby bóg nie lubił boksu, to by go nie wymyślał

  16. Losowy lurker said

    Nie przychodzę tu jako „pielgrzym” (czytuję tego zacnego bloga już od pewnego czasu), ale byłbym wdzięczny za źródło informacji o ateizmie Kliczki. Szukałem informacji na ten temat i znajdowałem jedynie opinie stron trzecich (opisujące go jako prawosławnego) lub wypowiedzi jego brata:

    „I believe in God and in myself,” he said. „During the Soviet era people didn’t have much chance to practice religion. Life without belief is meaningless. To me it does not matter if you are Buddhist, Muslim or Christian, or whatever you put your faith in, a man needs to have beliefs, hopes, dreams.”

  17. telemach said

    Losowy lurker

    Szukałem informacji na ten temat i znajdowałem jedynie opinie stron trzecich (opisujące go jako prawosławnego)

    Zgadza się. Istotnie, gdzieniegdzie jest (za ukraińską wersją wiki) podawane, że jest prawosławny. Moje wnioski dotyczące nieszczególnej religijności Kliczki wyciągnąłem:

    Po pierwsze z opisu sporu przedstawionego tutaj:

    http://www2.stetson.edu/~psteeves/relnews/0901b.html

    „This is connected also to Vitaly Klichko, who promised to take away from the „Embassy of God” the athletic arena in the Beresniaki district and to turn it over for children’s games.”

    /Osobiście chciałbym poznać polskiego polityka, który by postulował wydarcie jakichś terenów kościołowi (lub innej wspólnocie religijnej) pod śmiesznym pretekstem, że bardziej są one potrzebne dzieciom. /

    Po drugie ze szczegółowego opisu zadań fundacji braci K. z którego wynika (jako jeden z priorytetów, obok propagowania zdrowego stylu życia, równości szans dla dzieci) również szerzenie idei neutralnego światopoglądowo społeczeństwa obywatelskiego. W ścisłej współpracy z szeregiem NGO.

    /Jakoś trudno mi porównywać ten rodzaj aktywności z „regularnym dzwonieniem do Radia Maryja w celu wspólnych modłów”./

    Jest to jednak – jak trafnie wskazałeś – zbyt mało, aby robić z niego ateistę. Nie znalazłem na to dowodów, moje wnioski były zbyt pośpieszne. Dziękuję i poprawiam..

  18. Tutaj sporo powiedziano o modlitwie (z różnych perspektyw):

    http://wizjalokalna.wordpress.com/2010/04/30/pod-dlonia-boga/

    stb

  19. grzes said

    Modlitwa mogłaby być sprawą prywatną każdego z nas. W końcu kogo może obchodzić z kim i jak rozmawiam w myślach płynąc przez może albo jadąc samochodem we mgle. Niemniej jednak modlitwa nie jest prywatną sprawą jednostki, ponieważ jej skuteczność podnosi lub gwarantuje jakaś instytucja. W Polsce Kościół Katolicki bez żenady i na każdym kroku wmawia wszystkim, że opłacana modlitwa (dawanie na mszę) skutecznie poprawia żywot ziemski i pozaziemski beneficjanta.
    Jeżeli więc (jeszcze) wolno robić sobie jaja z producenta butów, który w reklamie twierdzi, że bez jego wyrobów nie da się chodzić, to dlaczego nie robić sobie jaj z modlitwy, która jest towarem zachwalanym przez KK, bez której podobno nie da się żyć?

  20. calmy said

    „Jeżeli więc (jeszcze) wolno robić sobie jaja z producenta butów, który w reklamie twierdzi, że bez jego wyrobów nie da się chodzić, to dlaczego nie robić sobie jaj z modlitwy, która jest towarem zachwalanym przez KK, bez której podobno nie da się żyć?”

    Komu się nie da? Trzeba by uprecyzyjnić. Bo może są tacy, którzy nie mogą bez.

  21. babilas said

    Iżyk: Wobec całkiem poważnie (?) składanej deklaracji, że bóg (Bóg?) wymyślił boks, bo ów znalazł upodobanie w oczach jego, próby rozmowy są dość utrudnione. Pozostaje tylko próba puenty.

  22. Panie LA, Pan to naprawdę wstydu nie ma.

  23. dru' said

    „Możesz mi wierzyć, albo nie”.
    Ależ oczywiście wierzę. Ja się z Twoimi uwagami zgadzam. Przeszkadzało mi nieco przemilczenie tego co dopisałeś w komentarzu.

    „BTW: Osobiście sądzę, że głównym powodem […] jest strach przed samotnością.”
    Może, ale mi na samotność Bóg chyba nie pomaga. Modlę się (chyba), bo to jest dla mnie jakiś rodzaj moralnej refleksji.

    „Przyznasz chyba, że odmawianiu zdrowasiek i ojczenaszów niekoniecznie musi towarzyszyć głęboka refleksja.”
    No to jest właśnie zdumiewające. Jako bardzo religijny nastolatek regularnie uczestniczyłem w październikowych różańcach i przez długi czas starałem się w naiwności swojej zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Dwie dekady minęły i dalej nie mogę pojąć czemu ostatecznie rozgarnięty gość jakim jest Wojtyła zachęca masy ludzkie do klepania 50 razy jednej modlitwy.
    Piszesz, że „niekoniecznie musi towarzyszyć”. Problem w tym, że albo jest jakaś korzyść z 50-krotnego świadomego powtórzenia modlitwy, a powiem szczerze jest to potworny wysiłek zostać przez taki czas w skupieniu nad tym co się mówi. Tyle, że ja nie wiem jaki.
    Albo też chodzi o to, żeby klepać, a w tym samym czasie rozważać problemy religijne (myśleć o czymś innym). Tyle, że skoro trzeba rozważać, to nie lepiej w ciszy, albo w grupie tematycznej jak to robią protestanci?
    Może też ktoś uważa że takie zadręczanie się służy chwale Bożej. Powiem, że chwale Bożej służy też opieka nad samotnymi dziećmi i to z pewnością bardziej niż klepanie.

  24. babilas said

    dru’: (Modlę się […], bo to jest dla mnie jakiś rodzaj moralnej refleksji.)

    A „moralna refleksja” bez orientowania się na zewnętrzne punkty odniesienia jest możliwa?

  25. „Dwie dekady minęły i dalej nie mogę pojąć czemu ostatecznie rozgarnięty gość jakim jest Wojtyła zachęca masy ludzkie do klepania 50 razy jednej modlitwy.”

    A wystarczy poczytać sobie o wpływie medytacji na ludzki mózg (a tym samym i ciało), postudiować trochę buddyzm, dowiedzieć się jak na ludzką psychikę działa mantra…

  26. Niech Pan nam koniecznie opowie o wpływie medytacji na ludzki mózg. A potem o swoich studiach nad buddyzmem. I ewentualnie, o ile ktoś nie zdoła uciec, może Pan poinformować ze szczegółami jak na ludzką psychikę działa mantra. To ładnie z Pana strony, że nie chce Pan zatrzymać tej wiedzy dla siebie.

  27. Panie theoweinberger ,
    nie mam wcale obowiązku opowiadania o wpływie medytacji na ludzki mózg. Tudzież nie mam wpływu na odruch uciekania przed wiedzą. To nie jest wiedza, którą chcę „zatrzymać dla siebie”.
    Wystarczy po nią sięgnąć – ona jest ogólnie dostępna.

    A wyrażanie się o człowieku formatu Karola Wojtyłły per „rozgarnięty gość” uważam nie tyle za impertynencję, co za szarpanie przez kundla nogawki kogoś, kto przerasta nas niepomiernie zarówno intelektem, jak i zwykłą ludzką dobrocią.

    Jesteście jak ślepe płotki nurzające się w błocie bezsensu.

  28. caddicus said

    Telemach podjął wątek modlitwy w kontekście mordobicia, jak był łaskaw się wyrazić.
    Cały problem modlitwy w przypadku Adamka i jemu podobnych sprowadza się do mniemania, że Najwyższy jest zawsze po słusznej stronie, czyli po… naszej.
    Jahwe, którego teraz nazywamy Panem B., u zarania opieki nad narodem wybranym, był bogiem wyłącznie plemiennym i oczywistym było, że wspiera jedno plemię przeciw innym. Pozostałe nacje korzystały ze wsparcia swoich wspomożycieli. Wszystko wtedy było wiadome oraz kto z kim i przeciw komu.
    Problem zaczął się w momencie, gdy rola Jahwe uległa zuniwersalizowaniu – najpierw na gruncie teologii żydowskiej (np. opis aktu stworzenia), później przez ekspansję chrześcijaństwa na obszar basenu Morza Śródziemnego. I tu zaczął się prawdziwy dramat w relacjach między narodami.

    Wspólna wiara i ten sam Pan B. nie sprawiły, że napięcia i konflikty interesów zostały zniwelowane. Wojny nadal były (i są) na porządku dziennym, a supliki zanoszone do Pana B. przez strony sporu sprzeczne. Modlitwa była i jest formą negocjacji i wymiany: ja ci to, ty mi tamto (upraszczam pomijając inne wymienione we wpisie formy).
    I wreszcie w tym wszystkim Adamek. Ostentacyjnie okazywaną religijnością pokazał, że Pana B. traktuje, jak bożka plemiennego i usługodawcę, który w ostatecznym rozrachunku okazał się bezsilny wobec mięśni Witalija Kliczki.

    Dru,
    …czemu ostatecznie rozgarnięty gość jakim jest Wojtyła zachęca masy ludzkie do klepania 50 razy jednej modlitwy

    A mnie dziwi, że deklarując się jako osoba religijna – choć chyba mająca jakieś szczególnie osobiste podejście do swej religii – nie rozumiesz tej formy modlitwy.
    Może warto zastanowić się nad tym, co wskazał LA?

    PS.
    Można lubić bądź nie LA. Czasami wydaje się zarozumiały – to fakt. Czasami nudzi swymi przydługimi tekstami. To też fakt.
    Czasami palnie coś ni z gruszki ni z pietruszki. To też fakt.
    Nie można mu jednak odmówić wiedzy i otwartości wobec inaczej myślących i chęci dyskusji.

    Nie we wszystkim trzeba się zgadzać. Dziwi mnie jednak z jaką bezinteresowną zjadliwością niektórzy odnoszą się do każdej jego wypowiedzi.
    Zapiekła i pielęgnowana niechęć zatyka oczy i uszy.

  29. babilas said

    Caddicus, grzeszysz przeciwko XI przykazaniu.

    Wracał Mojżesz z góry Horeb, niosąc po spotkaniu z Wszechmogącym kamienne tablice, na których spisane były przykazania. A niósł je uniesione, trzymając przed sobą, tak, aby lud wybrany z oddali widział, że nie wraca z pustymi rękami ze spotkania na szczycie. I zdarzyło się, że potknął się Mojżesz, przewrócił, zaklął szpetnie i otrzepawszy się wstał i ruszył dalej, nie zauważając wcale, ze przy upadku z tablic odłamał się mały fragment. A na fragmencie tym napisane było: „XI. Nie rób z siebie idioty.”

  30. andsol said

    Na temat ps-u, caddicusie, ani mi w głowie odmówić czegokolwiek w kwestii wiedzy LA, zdumiewa mnie tylko ile jej można w głowie zgromadzić bez przetworzenia na myśli. I jak można wypychać nią pierś, choć niby utrzymywana jest w głowie.

    Więc: moje myszki marek bright oraz pleomax też tę wiedzę mają a się nie nadymają.

  31. babilas said

    telemach: Gdy idzie o teologiczne aspekty walenia w oba policzki, to jesteśmy daleko za Filipinami.

  32. beatrix said

    A mnie ciekawi jaką mantrę sobie LA powtarza. Ciekawi mnie, bo boję się, żebym sobie przez przypadek nie powtórzyła.

    babilas:

    no faktycznie, daleko jesteśmy. W dniu rzeczonym jechałam przez miasto, a właściwie aglomerację milionową nad Bałtykiem. Co i rusz natykałam się na grupy odzianych w barwy biało czerwone i pomalowanych osobników, ryczących głosem wskazującym na znaczne spożycie (pomimo wczesnej pory) POLSKA, POLSKA. Udawali się do miejsc, w których płatna telewizja kablowa umożliwiała im wspólne przeżycie mordobicia. Przerażające to było.Tak że nie tylko teologicznie jesteśmy daleko. W ogóle daleko.

  33. babilas said

    beatrix (re: znaczne spożycie pomimo wczesnej pory): Mała dygresja, dywagacja w zasadzie. W kościele anglikańskim do późnego XIX wieku utrzymał się, stopniowo rozluźniany, zwyczaj, w myśl którego udzielano ślubów tylko rano. Chodziło o wymuszenie trzeźwości nupturientów. Stąd anglosaski obyczaj wedding breakfast, zaczem państwo młodzi wyruszają w podróż poślubną, a rodzina bawi się dalej.

  34. calmy said

    @cadicus:
    „Nie można mu jednak odmówić wiedzy i otwartości”.
    To ktoś mu odmawia wiedzy i otwartości? Kto? Gdzie? W którym miejscu?
    Niechęć, przynajmniej u mnie, wypływa z bezradności. Wobec namolnego nudziarstwa, bezinteresownej i trudno skrywanej zawiści,jak również skłonności do prawienia z protekcjonalnym zadęciem tanich komunałów. No i braku słowności. Już co najmniej z 5 razy obiecał, że pozostawi nas na zawsze w spokoju. ;)

  35. caddicus said

    Andsol,
    Lubię zwierzęta, a najbardziej psy, które towarzyszą mi od dzieciństwa. Myszki też spotykam na swej drodze , ale wydaje mi się, że zestawienie LA z Twoim myszkami (choćby najmilszymi) jest wypowiedzią poniżej pewnego poziomu, jakiego akurat od Ciebie zawsze wyczekuję.
    Powyżej ps-u było merytorycznie, ale jak widzę personalia i złośliwości są chyba bardziej nośne.

    A Babilas???
    Cóż nic nowego i zdziwiłbym się, gdyby było inaczej: Koń jaki jest każdy widzi</em.

  36. „Przed samym odjazdem do wagonu, w którym mieścił się sztab, wtargnął wzburzony podporucznik Dub i domagał się od kapitana Sangera, aby natychmiast kazał aresztować Szwejka. Podporucznik Dub, stary znany denuncjant mieszkańców miasta, w którym pracował jako nauczyciel gimnazjum, bardzo lubił wdawać się w rozmowy z żołnierzami, przy czym badał ich sposób myślenia, a jednocześnie korzystał ze sposobności, aby każdego z nich pouczać, dlaczego walczy i o co walczy.”

    Drogi Panie Caddicusie,
    mam szczerą nadzieję, że zna Pan tę popularną pozycję, z której trzeciego tomu pozwoliłem sobie powyżej zacytować. Ja, gdy napotykam na pewnego blogera, zawsze muszę myśleć o podporuczniku. Tak mi się kojarzy. Nie ma to nic wspólnego z niechęcią. Raczej z wdzięcznością, bo mi się klasyk przypomina.
    Moja wdzięczność jest tym większa, że dyskusji z podporucznikiem zawdzięczam iluminację dotyczącą niezasłużonej pozycji malarza Opałki na firnamencie sztuki współczesnej. W przeciwieństwie do ambitnej twórczości podporucznika (a jakże), Opałka – zamiast pięknie malować – nie tylko bazgrolił bez sensu jakieś numery, ale także sprytnie umarł unikając zasłużonej krytyki podporucznika. Który w chwilach wolnych od twórczości jest także krytykiem. Od czasu tej dyskusji tak mi się kojarzy. Odruchowo. I co ja mogę począć?

    Link do wpisu podporucznika z dyskusją:
    http://wizjalokalna.wordpress.com/2011/08/07/zachwyt-nad-bezsensem-cyfry-romana-opalki/
    Link do dzieł własnych podporucznika:
    http://logosamicus.bloog.pl/id,4738193,title,OLOWEK,index.html

  37. babilas said

    Caddicus, nie napinaj się i nie przenoś wszystkiego na płaszczyznę osobistą – zupełnie nie ma powodu. Każdy ma potencjał na co najmniej kilka (kilkanaście?) dobrych tekstów, parę głębokich przemyśleń, jeden czy dwa celne bon-moty. Naprawdę każdy. Więc mam wciąż wiarę w Ciebie. Czytam i czekam, czekam i czytam. A że od czasu do czasu dam znać, że to wciąż jeszcze nie to, na co czekam – doprawdy nie ma powodu się obrażać. Mieć mi za złe to może najwyżej Gospodarz, boć przecie na blogu słynącym z dekonstrukcji stereotypów taki nieuświadomiony co do własnej śmieszności komentator, strzelający fajerwerkami klisz i komunałów to prawdziwy, zasługujący na ochronę skarb. Ale przecież Cię lubię – i tylko dlatego reaguję czasami na to, co piszesz. I obiecuję, gdy zdarzy Ci się napisać coś, od czego amalgamaty potoczą mi się po podłodze i będę musiał wziąć pół dnia urlopu, żeby to przemyśleć – skwapliwie się tym zachwytem z PT Publicznością podzielę.

    Serdecznie,

    Michał Babilas

  38. mona said

    @LA: dru’ dzieląc się z nami tym czym się podzielił zachował się odważnie i ufnie. Odważnie, bo są to jednak sprawy osobiste o których trudno mówić. Ufnie, bo zaufał, że na tym blogu nikt nie będzie mu odpłacał za okazane zaufanie porównywaniem do kundli i ślepych płotek.
    Nie przewidział ciebie.

  39. caddicus said

    theoweinberger,
    Przywołałeś przykłady, dla których warto się cieszyć obecnością blogera LA. Nie sztuką jest zgadzać się ze wszystkimi, ale pięknie różnić.
    Skojarzenia masz przedniej jakości, nadzieja natomiast to przypadłość optymistów, do których i ja się zaliczam.

  40. Andrzej Bieńkowski said

    @caddicus: theowienberger ma też formę zadziwiającą komentowania. Niby pochwali, niby pogłaszcze, kulturalne się ukłoni, a potem lecz człowieku rany po kiju od bejsbola. Na miejscu Logosa sprawdziłbym w słowniku znaczenie słowa walkower. :)

    Wracając do tematu dziwię się, że Kościół współczesny nie jest zainteresowany obiektywnymi metodami pomiaru skuteczności modlitwy. Szczególnie tej za wstawiennictwem. To by dopiero było, gdyby się udało. Pozwoliłoby to uporządkować finanse i wprowadzić jasny i zrozumiały system opłat. Deszcz w gminie: 1.000 PZN. Deszcz ulewny po ponad dwutygodniowym okresie suszy: 1.500 PZN. Uniknięcie przymrozków gruntowych: 500 PZN, ugaszenie pożaru lasu: 4000 PZN. wyleczenie chromego: 10.000 PZN. jazda bezwypadkowa w okresie kwartalnym: 200 PZN.
    Dziwi mnie to, bo z innych źródeł dochodu Kościół skwapliwie korzysta. Kościół powinien być zainteresowany, a nie jest. Dziwne i niezrozumiałe.

  41. Torlin said

    Widzę, że agresywność ludzi z zapuszczonymi korzeniami w tym blogu się nie zmniejszyła. Czytając Wasze komentarze czuję się jak w latach, w których trzeba było uważać na każde słowo i wiedzieć, co można powiedzieć, a co nie. Szczególnie żal mi Logosa, bo jest to jeden z najbardziej interesujących blogerów i rozmówców. Ja dałem sobie siana w tym blogu (nie lekceważąc w najmniejszym stopniu Telemacha), ponieważ nie chcę być poklepywany przez „ślepe płotki nurzające się w błocie bezsensu”.

  42. Al.Manzor said

    „żal mi Logosa, bo jest to jeden z najbardziej interesujących blogerów i rozmówców”

    A nie można tej miłości praktykować bardziej dyskretnie? U siebie na blogu? U oblubieńca na blogu?

    ” Ja dałem sobie siana w tym blogu”

    To co tu jeszcze robisz?

  43. andsol said

    caddicus, mówisz: zestawienie LA z Twoim myszkami (choćby najmilszymi) jest wypowiedzią poniżej pewnego poziomu, jakiego akurat od Ciebie zawsze wyczekuję. Lejce z kiełznem delikatnie posypanym cukrem? Dziękuję, odłóż na inną okazję.

    Coś mi przypomniało stary dowcip, masochista błaga: „bij mnie, dręcz mnie!”, a sadysta z zimnym okrucieństwem powtarza: „nie będę, nie będę…” Nie wdam się więc w rozmowę o LA. Nastaję jednak, że w zestawieniu to moje myszki wychodzą ze starcia z honorem, bo nie powtarzają obowiązujących prowincjonalnych commonplaces o „człowieku formatu Karola Wojtyłły”. Ale nie zarzaskuję drzwi: jeśli u cenionego przez Ciebie blogera znajdziesz kiedyś warte powtórzenia jego własne przemyślenia, powiadom mnie, proszę.

    A mamy jakieś nowinki na temat modlenia się, żeby NMP pomogła nakłaść przeciwnikowi po mordzie?

  44. dru' said

    Drogi Logosie,
    Najpierw w kwestii kundla: Nie wiem co chciałeś powiedzieć dokładnie ale „przerasta nas niepomiernie” to raczej zlepek mało sensowny. Jeśli coś nie daje się zmierzyć, i tu przyznam Ci rację, w przypadku dobroci i intelektu problemy będą spore (a rozwiązanie niedoskonałe), to skąd wiadomo, że przerasta? Możesz spróbować argumentu, że różnica jest tak wielka, że nie poddaje się pomiarowi, ale to po głębszym zastanowieniu również nie daje się utrzymać.
    Popraw jakoś swoją inwektywę, jeśli możesz.

    Co do różańca, to rozumiem, że chcesz mnie zachęcić do poznania jakieś Teorii Różańca. Uczciwie przyznam, nie czytałem opracowania wpływu buddyzmu i mantr na formowanie się tego rodzaju modlitwy. Z tego co ja wiem, zachęcała do niej mocno Matka Boża, Maryja. Czy argumentowała to buddyzmem i pozytywnymi skutkami medytacji, nie wiem, ale wątpię. Słucham uważnie kazań lat 20 i tam również nie słyszałem nic o pozytywach buddyzmu w tym obszarze. Tajemnica to musi jakaś być.
    Dla mnie istnienie medytacji w odniesieniu do różańca jest sprawą wątpliwą. Różaniec jest modlitwą powszechną i zachęca się (lub nawet bardziej niż zachęca) do niej nawet ośmioletnie dzieci. Ja nie medytowałem podczas różańca. Nikt kogo znam również się tym nie pochwalił, a rozmawiałem o różańcu nie raz. Czy ośmioletnie dzieci są zdolne do medytacji? Szczerze wątpię. Natomiast wielokrotnie słyszałem >boję się stale żeby mi się zdrowaśki nie pomyliły i żebym na cały głos nie powiedział(a) „Zdrowaś” zamiast „Ojcze”<, no po prostu skupienie medytacyjne jak ta lala. Pewnie chodzisz w październiku regularnie na różaniec. Nie zauważyłeś pod koniec dziesiątek tego powszechnego "zawiasu" przy pierwszym słowie? Albo szeptów "jedenaście było"? Gdzie tu skupienie, to ja nie wiem.
    Domyślam się, że ty medytujesz podczas tej modlitwy. Opowiedz coś, jeśli da się opowiedzieć.

    Poza tym, jeśli to ma być modlitwa medytacyjna, to jestem zbulwersowany "bezsensownym" (w znaczeniu mówienia czegoś bez każdorazowego zastanowienia się nad sensem) wykorzystywaniem takiej modlitwy jak Ojcze Nasz. To grozi tym, że niektórzy ludzie zaczną ją bezmyślnie klepać… Jakiś znany zakonnik modlił się podobno powtarzając w kółko "Jezu kocham Ciebie." Uważam, że te trzy słowa nadają się znacznie lepiej do medytowania, niż słowa "przyjdź Królestwo Twoje" lub "jako i my odpuszczamy"…
    TO MUSI BYĆ AKT DZIAŁANIA! Mówiąc "my odpuszczamy" musisz być zdecydowany (w tym momencie), że odpuściłeś! Inaczej robisz sobie z gęby wiadro z pomyjami, albo kłamiesz. Dla mnie to jest wstrząsające. Oczywiście ta uwaga jest ogólna, a nie do Ciebie.

    @caddicus
    "szczególnie osobiste podejście"
    A jest jakieś inne? A jeśli tak, to czy na to inne można sobie pozwolić, w tak ważnej sprawie jakiej dotyka religia?
    Co do uwag o Logosie, to przepraszam, ale nie rozmawiam o innych w ich obecności, jak o "onych". Bez ich obecności też staram się nie.

  45. caddicus said

    Andsol,
    A mamy jakieś nowinki na temat modlenia się, żeby NMP pomogła nakłaść przeciwnikowi po mordzie?
    Przednie pytanie… Nie wiem tylko, czy przywołany przez Telemacha Adamek zdradził do kogo zwracał się o pomoc w obiciu rywala.

  46. Hanna said

    Dla mnie nie jest ważne czy Adamek się modlił czy medytował (niektórzy jak Prezes byli tym zachwyceni). Dla mnie ważne jest, że zdecydował się, świadomie, na to żeby mu ktoś rozkwasił buzię, odebrał trochę zdrowia, co można było przewidzieć przed tą „walką”.

  47. mona said

    @AlManzor:
    ” „Ja dałem sobie siana w tym blogu”

    To co tu jeszcze robisz?”

    genius loci. to jest taka specyfika tego bloga(u?), że przyciąga również osobników, którzy mają regularnie potrzebę zaznaczyć swą nieobecność. Albo powiedzieć, że już nic nie powiedzą. Znam nawet jednego, który pięć razy wpadał żeby przypomnieć, że się obraził i już nigdy tutaj nie wróci. Jedyne takie miejsce.

  48. andsol said

    Przy okazji uwagi mony, wrzucam otwarte dla wszystkich środowe ćwicznie z wyobraźni: z kim kojarzy ci się troll #9 z tej klasyfikacji?

  49. andsol said

    W zasadzie mona już to ładnie powiedziała, spróbuję odmiennego wysłowienia: czytając refleksje dru’ z tego wątku cieszę się, że u telemacha nie ma ustaleń jakie światopoglądy mają wstęp i że można czytać o biegu myśli ludzi jednocześnie wierzących i myślących. Nie żebym sądził, że są nieliczni, ale nie tak często otwierają się – i to używając języka, który niewierzący potrafi zrozumieć.

  50. telemach said

    Hanna

    Dla mnie nie jest ważne czy Adamek się modlił czy medytował

    Bo to istotnie nie jest ważne. Jego sprawa. Ale wpis też (wcale) nie o tym. Tylko o kondycji umysłowej i emocjonalnej katolickiego (nominalnie) ogółu nie dostrzegającego sprzeczności pomiędzy tym co głoszone, a tym co praktykowane. Modlenie się „o coś dla siebie” jest już w zasadzie (jak by poszperać głębiej w doktrynie) ładnym bluźnierstwem. Proszenie Matki B. o pomoc w pobiciu i (jak się da) okaleczeniu bliźniego sprowadza chrześcijański ideał do poziomu wieśniaczego aztectwa. Dla mnie jest to śliczny przykład protobarbarzyństwa z krzyżem. A najpiękniejsze, że nikomu to nie przeszkadza. To chyba przeszkadza mi najbardziej.

  51. beatrix said

    Czyżbyś zainspirował do nowego spojrzenia na modlitwę?:

    http://wyborcza.pl/1,75478,10289895,Msze_od_PiS_w_wybory.html

  52. andsol said

    beatrix, miłe złego początki, ale przed następnymi wyborami parafie będą wysyłały politykom faktury pro forma.

  53. dru' said

    @andsol, mona
    Dzięki za docenienie komunikatywności. Rzadko się zdarza. Bardzo.

  54. caddicus said

    Telemach,

    Dla mnie jest to śliczny przykład protobarbarzyństwa z krzyżem. A najpiękniejsze, że nikomu to nie przeszkadza. To chyba przeszkadza mi najbardziej.

    .

    To chyba jeden ze znaków czasów, o jakich pisał Jan XXIII zwołując sobór watykański II, gdy czystości doktryny chrześcijańskiej strzegą ludzie sytuujący extra ecclesiam.
    Przyznam Telemachu, że jest to przedziwne i zaskakujące, gdy sam będąc poza tą instytucją dostrzegam niekonsekwencje i niespójności pomiędzy doktryną (jej źródłami) a praktyką. Wierzący nie widzą w tym dysonansie nic zdrożnego. Może dlatego, ze tak naprawdę nie wgłębiają się w istotę rzeczy.

  55. telemach said

    caddicus:
    (…)jest to przedziwne i zaskakujące, gdy sam będąc poza tą instytucją dostrzegam niekonsekwencje i niespójności pomiędzy doktryną (jej źródłami) a praktyką. Wierzący nie widzą w tym dysonansie nic zdrożnego. Może dlatego, ze tak naprawdę nie wgłębiają się w istotę rzeczy.>/blockquote>

    I tu jest chyba pies pochowany. Krytycy (krytyka nie musi być jednoznaczna z potępieniem) religii rozmaitego autoramentu pomijają przeważnie aspekt hipokryzji i wynikający z niej problem braku wiarygodności. Jest to jednak problem, który powinien jawić się w całej swojej jaskrawości również (a może przede wszystkim) wierzącym. I jawi się, ale nie w Polsce, w której katolicki mainstream coraz bardziej ucieka w stronę przaśnego, wieśniackiego pogaństwa ukrytego pod bezrefleksyjnym, powierzchownym kultem.
    Temat rzeka, nie uprzedzajmy wydarzeń.

  56. Bobik said

    Nigdzie nie jestem pochowany, tylko stale ostatnio nie mam albo czasu, albo atłasu.

    Ponieważ teraz też nie bardzo mam, a na dodatek szczekałem niedawno u siebie i o mordobiciu, i o tzw. ludowym katolicyzmie, który czasem szodzi religii bardziej niż jej przeciwnicy, i o tym, że krytyka religijnych instytucji lub form nie oznacza wrogości wobec wiary jako takiej, a wszystko w duchu bardzo podobnym do telemachowego, to nie będę się tutaj powtarzał. ;) Tylko w niejakim nawiązaniu do komentarzy Dru zlinkuję post osoby głęboko wierzącej, która na moim blogu, w odpowiedzi na krytykę swojego kościoła napisała tak:
    http://www.blog-bobika.eu/?p=720&cpage=7#comment-82463
    Czyli – niechaj żywi nie tracą nadziei. Poza pogańskim mainstreamem jest jeszcze w polskim katolicyzmie jasna strona mocy.

  57. raj said

    @Logos Amicus: „A wystarczy poczytać sobie o wpływie medytacji na ludzki mózg…”
    Tylko ze medytacja a modlitwa – w takiej postaci w jakiej zazwyczaj wyglada modlitwa w katolicyzmie czy innych religiach chrześcijańskich – to sa dwie CAŁKOWICIE rózne rzeczy.
    Zwłaszcza że istnieje równiez medytacja chrześcijańska i nikt nie nazywa jej modlitwą, jest to wyraźnie rozrózniane. Wiec po co mieszasz jedno z drugim?

  58. caddicus said

    POSTRCIPTUM – różaniec na szyi Grzegorza Proksy, który w Neubrandenburgu zmasakrował Sebastiana Sylvestra i został mistrzem Europy (EBU)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: