Polska ruletka

Lipiec 18, 2011

Poruszając się pojazdem mechanicznym po, prawda, niejednokrotnie pozbawionych nawierzchni, ale za to źle oznakowanych polskich gościńcach i traktach (przy założeniu, że nawierzchnia jest tworem płaskim, trwałym i przewidywalnym, a poza tym wszyscy przecież wiedzą jak dojechać), Józef K. oddaje się niewątpliwej przyjemności snucia rozważań nad specyficzną mentalnością polskiego kierowcy. Rozważania prowadzą go do łatwych uogólnień opierających się jednakże na zdobytej wiedzy empirycznej. Z czynionych po drodze obserwacji wynika, że polskiemu kierowcy nie jest obcy etos walki, a nawet, że koncepcja, w myśl której celem uczestnictwa w ruchu drogowym jest głównie bezpieczne dotarcie do celu, jest mu obrzydliwa i obca. Dla polskiego kierowcy najważniejsze jest odniesienie zwycięstwa nad innymi polskimi kierowcami. Stosunek polskiego kierowcy do ruchu drogowego nacechowany jest bezbrzeżną pogardą dla śmierci. Zarówno własnej, jak i rodaków-współuczestników nieustającej walki o bycie lepszym, a przynajmniej niebycie gorszym. Samochód, w przypadku wielu innych nacji jedynie trywialne narzędzie do przemieszczania się w przestrzeni, jest dla niego umiłowanym orężem. Uwielbianym fetyszem, ołtarzem na którym składana jest codziennie ofiara ze zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego.

Równie ciekawe są dla Józefa K. rozmowy toczone z polskimi kierowcami na rozlicznych popasach. Wynika z nich niedwuznacznie wysoka samoocena polskiego kierowcy, połączona z nader niskim mniemaniem o umiejętnościach i zachowaniu wszystkich innych polskich kierowców. Inni dzielą się zazwyczaj na niebezpiecznych wariatów (to ci, którzy polskiego kierowcę wyprzedzają) i blokujące ruch łamagi (to ci, którzy nie dają się wyprzedzić). Osobny problem stanowią według męskiego i znanego ze swej szarmanckiej rycerskości polskiego kierowcy kobiety, zwane przez niego pieszczotliwie babami za kierownicą. Są one – jeśli wierzyć jego zapewnieniom – zupełnie pozbawione fantazji i (zamiast jeździć, czyli walczyć) „najzwyczajniej się wloką“.

Poruszając się po polskich duktach i gościńcach, Józef K. mimowolnie przypomina sobie grę towarzyską zwaną rosyjską ruletką. Szybko jednak dochodzi do wniosku, że nazwa jest – ze zrozumiałych względów – zupełnie nieadekwatna.

Polska ruletka – myśli – w przeciwieństwie do rosyjskiej polega na tym, że pistolet się dodatkowo zacina. O ile się naturalnie przedtem gdzieś nie zawieruszył.

Odpowiedzi: 62 to “Polska ruletka”

  1. pak4 said

    Nie powiedziałbym, żeby to było jakieś baardzo charakterystyczne. Ale może po nazbyt dobrych drogach ostatnio jeździłem… (Podobno, czym lepsza droga, tym mniejsza motywacja do pośpiechu.)

  2. pak4 said

    PS.
    Reaguję, jak reaguję, bo postawa, którą Autor opisuje, bardziej przypomina mi ponadnarodowy wzorzec takiego Jeremy’ego Clarksona ;)

  3. andsol said

    Sugestia co do tagów: może mniej istotne są tu polskie drogi w porównaniu z kwestią gdzie Polak ma prawo.

  4. kwik said

    Bo my jesteśmy kultura końska, a nie żeglarska. Wiśta wio.

  5. dru' said

    Józef K. zapomniał o kierowcach tirów, którzy to z „Bogurodzicą” na ustach ruszają co rano nieść sprawiedliwość i porządek na drogach.

  6. Bo my jesteśmy kultura końska, a nie żeglarska. Wiśta wio.
    Nie Wiśta tylko Hetta. O lewactwie było w innym wpisie.

  7. pak4 said

    Podpisuję się pod zdaniem Andsola — o ile samo zjawisko uważam, za niezbyt wielkie, to czymś innym jest tolerancja dla łamania przepisów.
    (Rozmawiałem kiedyś ze znajomym:
    — Prawa należy przestrzegać.
    — Oczywiście! I egzekwować je z całą surowością!
    — A u nas się prawa nie przestrzega, weźmy takie dopuszczalne prędkości…
    — Co!?!? Prędkości są ustalone absurdalnie, prawo jest bez sensu, każdy rozsądny je łamie!!!!)

  8. Dobre i byłoby śmieszne, gdyby nie było jednocześnie straszne.

  9. dru' said

    Ja łamię nagminnie ograniczenia prędkości.

    Trzeba chwilę pokombinować, żeby pozbyć się dysonansu poznawczego i już można się cieszyć jazdą z sensowną prędkością i jednocześnie czystym sumieniem. A dowcip przestaje być dowcipem. :D
    Inteligencja czasem się przydaje.

  10. babilas said

    Przerażająca jest ilość szaleńców gnających ku zatraceniu po polskich drogach. Niekiedy wręcz trudno ich wyprzedzić.

  11. zeen said

    Brakuje tagu: gdzie polskie prawo ma Polaka (tam Polak ma polskie prawo)

  12. telemach said

    babilas:

    Przerażająca jest ilość szaleńców gnających ku zatraceniu po polskich drogach. Niekiedy wręcz trudno ich wyprzedzić.

    Eeech, wyprzedzić nie jest tak trudno. Ale utrzymać pozycję lidera jest, ze względu na brak wyraźnego i jednoznacznego początku peletonu, nadzwyczaj trudno.

  13. Torlin said

    Samochody to jest betka. Te jeżdżące motocykle pomiędzy światłami – to jest problem. I co ciekawe, nikt nie może sobie dać z tym rady.

  14. dru' said

    To prawda telemachu. Dlatego powinniśmy wprowadzić różne konkurencje. Np.
    – ilość przejechanych czerwonych świateł na godzinę
    – ilość wyprzedzonych aut w kilometrowym sznurze samochodów
    – ilość motocyklistów, którym otworzyłeś drzwi przed nosem podczas stania na światłach
    – ilość wypowiedzianych niecenzuralnych słów w jednym ciągu…

    Potem możemy zrobić wielobój.

  15. caddicus said

    Józef K. wydaje się zaskoczony tym, co go spotkało na polskich drogach. Tubylcy już do tego przywykli i jak w piosence Geppert nie dziwi nic tylko czasami smutno patrzeć na świeżo postawione krzyże przy drogach. Na początku są jak memento… później wtapiają się w krajobraz.

  16. „Tubylcy już do tego przywykli”
    Uczciwie muszę przyznać, że jako cyklista chętnie bym przywykł. Niestety codzienność, w ramach której występuję jako główny protagonista serialu pt. „Co dzień ryzykuję życiem” zupełnie mi nie pozwala.
    W tekście urzekł mnie pogodny i zdystansowany, z jednej strony fatalistyczny, z drugiej nieomal entomologiczny spokój podmiotu lirycznego.Sam bym tak nie umiał. Skłoniło mnie to do kliknięcia w kategorię. I zdziwienia się dotychczasowymi przypadkami Józefa K. Ciekawa postać.

  17. Tak mi się skojarzyło, gdy przeczytałam jeden z komentarzy (kultura końska, kultura żeglarska), że Joseph Conrad, do końca swych dni, jak powoził, to wykrzykiwał dziwne (dla Anglików) słowa: hetta i wiśta.

  18. Boni said

    Abstrahując od wyścigu drogowego – IIRC badania samooceny, to polscy kierowcy i tak są nieco niżej niż południowcy, Włosi, Hiszpanie (zresztą, tamtejszy wyścig drogowy to nieźle ilustruje…), to było coś rzędu w Polsce 55 czy 60% kierowców uważa się za ponadprzeciętnych, a tam 65-70%. Ale jak kiedyś zagłebiłem się w badania samooceny, to rozbawiło mnie co innego – najwyższe zaubrzenia samooceny mają nie kierowcy czy nauczyciele, ale profesorowie szkolnictwa wyższego – bodaj 95% uważa się za znacznie lepszych i kompetentniejszych niż przeciętny profesor…

  19. fren said

    To prawda, jazda po polskich drogach to ruletka, zwłaszcza wtedy, kiedy jest się babą (czytaj: zawalidrogą). Trzeba cały czas pamiętać, że męskie ego jest niezwykle delikatne, podatne na zranienie, jazdy za babą może nie przetrwać. Trzeba cały czas pamiętać, że ten wspaniały mężczyzna w swoim wspaniałym wehikule, wyprzedzający z fantazją babę-zawalidrogę, może zacząć gwałtownie hamować, bo 200 metrów dalej skręca. No ale jakże mógłby te 200 metrów jechać za babą – nie do pomyślenia.

  20. andsol said

    fren, męskie ego cierpi z wielu przyczyn. Jazda za samochodem niższym też przyprawia o ból. A za wyższym jeszcze większy.

  21. fren said

    Hi, hi, hi Andsolu, męskie ego to dla mnie tajemnica nie do zgłębienia:), tak łatwo przyprawić je o ból i to drobiazgami, które wydają mi się zupełnie bez znaczenia. Lepszy samochód, gorszy, grunt, że jedzie, że ma hamulce, w miarę niezawodny silnik. Czego trzeba więcej, żeby dojechać do celu?

  22. caddicus said

    Uczciwie muszę przyznać, że jako cyklista chętnie bym przywykł.

    Zarzuciłem przyjemność cylistowania na rzecz kijów trekingowych. Na duktach wiodących przez ostępy leśne jest i bezpieczniej i przyjemniej.

  23. caddicus said

    Uczciwie muszę przyznać, że jako cyklista chętnie bym przywykł.

    Zarzuciłem przyjemność cyklistowania na rzecz kijów trekingowych. Na duktach wiodących przez ostępy leśne jest i bezpieczniej i przyjemniej.

  24. Torlin said

    Fren!
    W sprawie samochodu masz rację, mnie to jest akurat całkowicie obce.
    Ale napisanie „męskie ego to dla mnie tajemnica nie do zgłębienia” jest dla mnie śmieszne. Mężczyzna – zdaniem kobiet – jest prosty jak konstrukcja cepa, i ja się z tym zgadzam. Psychika kobiet – to jest dopiero tajemnica, zmiany nastrojów, ciągłe niezdecydowanie, mówienie nie, kiedy się myśli tak.

  25. mona said

    @Torlin:
    „Psychika kobiet – to jest dopiero tajemnica, zmiany nastrojów, ciągłe niezdecydowanie, mówienie nie, kiedy się myśli tak.”

    Jakie śliczne. Takie niedzisiejsze, niewczorajsze nawet. Takie dwudziestowieczne.

  26. mona said

    @fren: z męskim ego to bywa różnie. Czasem przejawia się w sposób nieprzewidywalny. . I nie wiadomo co gorsze: misiu z łańcuchem, sercem na dłoni i wbudowanym instynktem współzawodnictwa, czy ponury, zapatrzony w otchłań swojego wnętrza, bezpłciowy buc, do bólu programowo słusznie i postępowo mędzący .
    Ten rodzaj męskiego ego jest dla mnie jeszcze straszniejszy

  27. andsol said

    mona, co do Jakie śliczne. Takie niedzisiejsze, to właściwie mam cholerne szczęście, że nie muszę słuchać podobnych rzeczy o moim niezdecydowaniu i o tym co myślę gdy mówię nie – a może jeszcze czegoś o moich drobnych rączkach i delikatnych uszkach. Wylew krwi do wkuwionego mózgu dawno by mnie przerzucił do grona aniołków.

  28. dru' said

    @mona: Są jeszcze inne opcje?

  29. mona said

    @andsol: no właśnie. Ale oni (ci panowie stworzenia ukształtowani przez XX wiek) już tak po części mają. Kobieta jako sfinks z małym rozumem, makijażem i słowotokiem. Łoj jaka zagadkowa, łoj jaka pikna jak obrazek, jak ona mondra prawie jak menszczyzna. Tak ją widzą, tak ją traktują nie dostrzegając nawet wielkiej smuty w której nieświadomie uczestniczą. . To w tej mentalności zakorzeniony jest smutny fakt niższych zarobków przy tych samych kwalifikacjach i parę innych nieładnych rzeczy. A wykluczenie ma charakter paternalistyczno-pobłażliwy.

  30. lisek said

    Fren! […] Ale napisanie „męskie ego to dla mnie tajemnica nie do zgłębienia” jest dla mnie śmieszne. Mężczyzna – zdaniem kobiet – jest prosty
    No widzisz, Fren, Ty po prostu nie wiesz co kobiety mysla o meskim ego (widocznie nie jestes w stanie myslec z powodu tych ciaglych zmian nastroju i niezdecydowania), ale Torlin Ci wyjasni co jako kobieta masz o tym myslec :)

    Boni, czy moglbys podac referencje do tych badan samooceny kadry akademickiej?

  31. mona said

    @dru’ :

    „są jeszcze inne opcje?”
    Cała masa opcji jest. Moja spostrzeżenie nie jest próbą redukcji, lecz wskazania na to, że istnieje „druga strona tego samego”. Męskie ego ma liczne oblicza, podobnie jak męski szowinizm. Trudno powiedzieć czy bardziej mnie brzydzi gdy primitivo traktuje mnie z góry, której nie ma (baba się nie zna, słodka idiotka itd.), czy też gdy oświecony yntelektualista ukrywa swoje pobłażanie za kotarką swojego pokręcenia i uważając się za feminstę nie potrafi na co dzień dostrzec we mnie partnerki w procesach decyzyjnych, bo „on wie lepiej”.
    Inna sprawa, że rzesza kobiet podtrzymujących ten system jest multum. To one wychowują w ramach pieczy nad ogiskiem domowym małych szowinistów, którzy potem będą dużymi szowinistami. To one dają przykład wygodnego moszczenia się w strukturach zależności (misiu, ty jesteś taki silny, pójdź po zakupy i napraw drzwi bo ja jako słaba kobieta zupełnie nie mam tego zmysłu technicznego). Do tego tańca potrzeba dwóch stron.
    Zwracać się chce.

  32. fren said

    Masz rację Lisku, powinnam być nieskończenie wdzięczna Torlinowi za wyjaśnienie mi, co naprawdę myślę. Zresztą nie tylko jemu, mam wokół siebie sporo takich, którzy objaśniają mi świat, którzy niby to rozmawiając, nie zwracają zupełnie uwagi, co do nich mówię, którzy na moje: czytałam, czytałam, już „wieki temu”, dalej monologują zasłuchani we własne słowa.
    Ma rację też Mona, że jest mnóstwo kobiet podtrzymujących ten system. Ale nie jestem w stosunku do nich aż tak bardzo krytyczna, próbują jakoś obłaskawić swoich misiów, czasem pochlebstwo i podziw jest skuteczniejsze niż „nie zwalaj wszystkiego na mnie”.
    A wracając do tematu, też mogłabym się ścigać z różnymi „zdobywcami szos” i nie byłabym bez szans, ale po co? Moje ego nie poniesie najmniejszej szkody, kiedy dojadę 5 minut później do celu podróży.

  33. Torlin said

    Im bardziej się rzucacie na mnie, tym bardziej jest to prawda. Stara zasada psychologiczna.
    Ps. Fascynuje mnie odpowiedź na jedno pytanie – co ma XX wiek do zmienności nastrojów kobiet (i to diametralnych) – bo mój ptasi móżdżek nie potrafi tego pojąć.

  34. andsol said

    Fiuuuu…. przecież to jest idu na wy w najczystszej formie! Odważnyś, Torlin. Napiszę na Twoją cześć elegię, ale przedtem z rozbawieniem pooglądam jak zrobią z Ciebie strogonoff. Aha, paciorek już zamówiony.

  35. Torlin said

    Andsolu!
    Po mojej aferze z Dorą i Basią wszystko inne to jest betka. Nie odzywają się do mnie do dzisiejszego dnia.
    Usiłuję Dziewczynom wtłoczyć chociaż odrobinę prawdy psychologicznej, nie mam zamiaru w żaden sposób Je obrażać (wręcz przeciwnie, w życiu prywatnym jestem dżentelmenem w każdym calu). Mnie chodzi o reakcję. Im bardziej ktoś protestuje, tym bardziej wychodzą własne kompleksy. Na Murzyna nie można powiedzieć „czarny”, bo to jest obraźliwe, o mnie każdy może powiedzieć „biały” – ja się nie obrażę. Jeżeli ktoś po każdym słowie usiłuje udowodnić, że to jest nieprawda, tym bardziej jest coś na rzeczy.
    Mężczyźni i kobiety są różni pod względem psychologicznym, zachowań, myślenia, postrzegania świata, w generalnej swojej masie. Doprowadzanie za wszelką cenę do ich unifikacji jest z góry skazane na porażkę, jest po prostu niemożliwe.

  36. andsol said

    Nie odzywają się do mnie do dzisiejszego dnia. Kobiety i taka stałość opinii?

  37. calmy said

    @Torlin:

    „Na Murzyna nie można powiedzieć „czarny”, bo to jest obraźliwe, o mnie każdy może powiedzieć „biały” – ja się nie obrażę. Jeżeli ktoś po każdym słowie usiłuje udowodnić, że to jest nieprawda, tym bardziej jest coś na rzeczy.”

    W tym wywodzie streszcza się wewzasadzie Twój sposób myślenia. Jaki on, ten sposób jest smutny. Jaki on żałosny.Ale może się mylę, może wytłumaczysz:
    1.Dżizass, czy ty poważnie nie dostrzegasz różnicy pomiędzy nazwaniem czarnoskórego przez Ciebie czarnym, a Ciebie przez czarnoskórego białym? Poważnie?
    2. Czy naprawdę sądzisz, że „tym bardzie jest coś na rzeczy” jest inteligentnym i wyrafinowanym chwytem erystycznym?j

  38. mona said

    @Torlin:

    „Usiłuję Dziewczynom wtłoczyć chociaż odrobinę prawdy psychologicznej, nie mam zamiaru w żaden sposób Je obrażać (wręcz przeciwnie, w życiu prywatnym jestem dżentelmenem w każdym calu).”

    Podejrzewam też sandały noszone na skarpety frotte.

  39. dru' said

    @mona:
    Jestem za, a nawet przeciw. Ogólnie to się z Tobą zgadzam.
    Jednak, patrząc z perspektywy czasu, za każdym razem gdy ktoś próbuje odnieść ogólną zasadę do indywidualnego związku to ja dostaję białej gorączki. Nie cierpię kaznodziei, opcja nie ma znaczenia. Rozumiem, że nie taka była twoja intencja. :)

  40. mona said

    Nie taka. Ale mimo wszystko, zastanów się jakbyś się poczuł, gdyby to twoją wypowiedź ktoś skwitował zdaniem: „usiłuję chłopaczkom wtłoczyć odrobinę prawdy psychologicznej”. Zakładam, że teoria andsola dotycząca poszukiwacza palmy męczeńskiej „ma coś na rzeczy”. Ale dalej nie wiem, za jaką wiarę męczennik chce ginąć.

  41. beatrix said

    mona:

    za wiare w to, ze swiat jest takim, jakim go widza dzentelmeni w sandalach na biale skarpety.

  42. telemach said

    Mona:

    Podejrzewam też sandały noszone na skarpety frotte

    skrót myślowy też (chyba) powinien mieć swoje granice.

  43. telemach said

    Beatrix:

    Wymagałoby to jednak stosownego i w miarę eleganckiego rozwinięcia. Bo inaczej magiel jest nieunikniony.

  44. Torlin said

    Mnie się znudziło.
    Pragnę jedynie zaznaczyć, że są dwie prawdy niepodważalne, chociażbyście nie wiem jak kombinowały:
    1. w większości wypadków poprawność polityczna jest bez sensu, bo zamazuje prawdę. Nie pamiętam, czy dawałem link w tym blogu do swojego wpisu (jeżeli tak – to przepraszam), gdzie zadaję konkretne pytania. I nikt nie potrafi mi na te pytania odpowiedzieć (odpowiedzi są, ale w stylu sandałów noszonych na skarpety frotte, czyli inaczej mówiąc zdecydowanie merytoryczne)
    http://torlin.wordpress.com/2009/08/17/kilka-kontrowersyjnych-pytan-bez-odpowiedzi/
    2. kobieta i mężczyzna różnią się od siebie nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. I nie jest tak, że jedni są lepsi od drugich, ale są różni. Większość współczesnych feministek usiłuje za wszelką cenę zniwelować (oczywiście tylko słownie) te różnice, jakoby to była dyskryminacja kobiet. Na moje oko to jest współcześnie dyskryminacja młodych mężczyzn przez kobiety.
    Mężczyźni w swojej masie nie mają podzielności uwagi. Ja to już jestem taki ewenement, że nie mogę naraz jeść i czytać, robię albo to, albo to. Pisanie na komputerze i rozmowa z córką – wykluczone. Albo nie będę pamiętał, co mi mówiła, albo będę pisał bzdury. Moja córka potrafi naraz karmić dziecko, rozmawiać przez telefon, rozwiązywać krzyżówkę i rozmawiać ze mną przykrywając dłonią słuchawkę.
    Mężczyźni nie zauważają szczegółów, co tak denerwuje kobiety. Ja po miesiącu dopiero zauważyłem, że moja lokatorka ścięła włosy i teraz ma krótkie.
    Ale największą radością, jak się chce dokuczyć dziewczynie, to jest dać jej plan miasta jadąc na południe, aby mówiła, w którą uliczkę trzeba skręcić, i czy to jest w lewo, czy w prawo.
    A teraz Torlinożerczynie, możecie się na mnie rzucić. Ja już odpowiadać nie będę.

  45. beatrix said

    cofam skarpety.
    za wiare w to, ze swiat jest takim, jakim go widzi potencjalny meczennik. rozwiniecie wstawil torlin.

  46. calmy said

    @Torlin:
    „Ja już odpowiadać nie będę.”

    Już? To by sugerowało, że przedtem odpowiadałeś, tak? Do mnie doszło tylko, srsly, tokowanie nastawionego na nadawanie swoich racji pana stworzenia. Dalej podajesz swoje lecące mychą banały na temat „jaktekobietysięod tychmężczyznróżnią”, jasno sformułowane pytania z Lipiec 22, 2011 @ 2:42 pm pozostawiając bez odpowiedzi. Jakie to znamienne, mnie nie dziwi, że nikt nie chce, bo jak tu chcieć, jak się nie da.

  47. Torlin said

    Miałem już nie odpowiadać, ale jak zwykle nie wytrzymałem. Bo może po wpisach typu bla, bla, bla wzięłybyście tak pytanie po pytaniu i odpowiedziały kolejno na nie?

  48. fren said

    „Pragnę jedynie zaznaczyć, że są dwie prawdy niepodważalne…”

    Prawdy niepodważalne, to się chyba dogmaty nazywają.

  49. telemach said

    fren:

    Prawdy niepodważalne, to się chyba dogmaty nazywają

    Faktycznie kłopot. Bo i jak tutaj rozmawiać z kimś, kto swoim (niekoniecznie podzielanym przez wszystkich, a na moim zdaniem również niekoniecznie jasno i spójnie przedstawionym) przekonaniom, wyobrażeniom i poglądom nadaje rangę dogmatów? Torlin wpada, jak się zdaje, w kolejne wilcze doły, które sam kopie. Zapytany, dlaczego tak robi, odpowiada zazwyczaj że taka jest prawda. Indagowany, dlaczego mu się wydaje, tak jak mu się wydaje – udziela odpowiedzi mnie osobiście rozbrajającej: bo tak przecież jest. Przerabialiśmy to już kilka razy do bólu. Ostatnio, o ile pamiętam, mieliśmy dyskusję ornitologiczną, w której – aby nie musieć się żegnać z ulubioną wykładnią rzeczywistości (do której przywykł) – zanegował uznane reguły taksonomii.
    Teraz też mamy wojnę pozycyjną w której Torlin wpierw (najwidoczniej nawet nie zdając sobie z tego sprawy) najpierw rozpoczął działania wojenne przeciw wyimaginowanemu (moim zdaniem) wrogowi, a potem się okopał, tyle że bez amunicji.A najbardziej zadziwiające jest jednak to, że domaga się od swych przeciwniczek w dyskusji odpowiedzi na postawione przez siebie w 2009 roku pytania nie bacząc, że już wówczas otrzymał odpowiedź, która – co wynika z jego kończącej wypowiedzi – nawet go zadowoliła. Niepojęte to czasem. Ale ja Torlina mimo to chętnie tutaj widuję, mimo że daleko mi do jego poglądów. Reprezentuje w dyskusjach rodzaj common sense, to co Niemcy zwykli też zwać „populäre Volksmeinung”. Jest dobrze dla rozwoju dyskusji (i nie tylko), gdy taki sposób widzenia świata zostaje przypomniany.

  50. dru' said

    Torlinie na twoje argumenty odpowiem tak:
    Zaczytuję się Jane Austen.
    Na argumenty w rodzaju: „ale laska” strzelam odpowiedziami w rodzaju: „ale z nią nie ma o czym pogadać” (na poważnie)
    Uwielbiam przytulanie i mówię „Kocham Cię!” mojej żonie zdecydowanie częściej niż ona mi.
    Miewam nastroje.
    Właśnie rozmawiam z synem o czymś, z żoną o czymś innym i piszę dla Ciebie odpowiedź.
    O! A wczoraj oglądałem ponownie „Lost in Translation”

    Co ty mi chciałeś powiedzieć? Czy to że mam GPS w głowie ma rzeczywiście, aż takie decydujące znaczenie?

  51. telemach said

    dru’: obawiam się, że chyba nie uzyskasz odpowiedzi.

  52. Zuza_M said

    Oj, sama prawda! Ja mam nadzieję niedługo dołączyć do grona kierowców (może nie polskich? ;) ), więc już zaczynam się bać.
    Musze przyznać, że początek wpisu mierził mnie ze względu na styl – przesadzony, jakby wybijający się przed treść. Ale po przeczytaniu całości – podoba mi się, pasuje!

  53. @Zza_M:
    „Musze przyznać, że początek wpisu mierził mnie ze względu na styl – przesadzony, jakby wybijający się przed treść.”

    Mnie też mierzi. Wszystkich mierzi. Telemacha, z tego co wiem, to dopiero mierzi. Wciąż mu tłumaczę żeby się nauczył wreszcie pisać krótko i z sensem. A on jakby głuchy, wciąż z tym stylem przesadzonym przesadza. Zamiast krótko, zwięźle, w dwóch słowach. Po żołniersku. Twittersku. Esemesku. Nic tylko wywija i wybija się przed treść. Co może dziwić, bo treści co kot nasikał.

    „Oj, sama prawda!”

    Z tym się nie mogę zgodzić. Wszystko można o telemachu powiedzieć, tylko nie to. Sam wciąż powtarza, że to wszystko wymyślone i zełgane.Nie rozpowszechniałabym tego w takiej formie, bo może się obrazić. Już raz się obraził i trzeba było miesiącami czekać, prosić, obiecywać.

  54. andsol said

    Już raz się obraził… – nie podsuwaj mu niedobrych pomysłów. Może jest kobietą o niestałych uczuciach.

  55. dru' said

    Andsolu, oczywiście, że nie jest kobietą. Kobiety nie interesują się tym co się dzieje na drodze, bo kiepsko jeżdżą i mają podzielną uwagę, ale oczywiście nie da drodze. Zdaje się, że nie rozumiesz prawd oczywistych.

    Od razu sam sobie posypuję głowę popiołem, ale „czasem człowiek musi…” jak śpiewał wieszcz mężczyzna.

  56. Zuza_M:

    W imieniu podmiotu lirycznego i własnym życzę Pani dużo sukcesów na drodze. Proszę nie dać się zabić.
    A co do stylu, to proszę nie zapominać: styl to człowiek.
    TW.

  57. […] kosmity, ale skoro Włodek nie linkuje, to ja też nie będę gorszy: Ogólna teoria wszystkiego Polska ruletka- Polska ruletka, w przeciwieństwie do rosyjskiej, polega na tym, że pistolet się dodatkowo […]

  58. mona said

    @theo:
    „A co do stylu, to proszę nie zapominać: styl to człowiek.”

    styl, proszę Pana, jest kobietą. Proszę zapytać dru’

  59. MaPaKi said

    Pozwolę sobie zwrócić uwagę na – jak mniemam – błąd. Otóż winno zostać napisane „niebycie gorszymi”. Pozdrawiam.

  60. telemach said

    Słusznie. Dziękuję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: