Gdyby B. był tutaj, na pewno by mnie uratował!

Maj 22, 2011

Przez całe życie gromadził długi i przedmioty. Długi były nieuniknione, zadłużony był nieomal od dziecka. Wpierw – jako nastolatek –  u rodziny, potem u wydawców, potem u wszystkich. Zarabiał krocie, wydawał zawsze więcej niż zarabiał. Pieniądze  były nieodzowne do finansowania przepychu: coraz większych apartamentów, wykwintnych mebli, niezliczonych strojów, dzieł sztuki, służby, loży w teatrze, przyjęć, powozów. Wiąże się zazwyczaj z kobietami zamożniejszymi od siebie; będąc plebejuszem i wnukiem wieśniaka, umieszcza przed swym nazwiskiem arystokratyczne „de”, co wystawia go na śmieszność.  Karetę zdobi wyimaginowanym herbem. Czterokrotnie przemierza polskie ziemie, pozostawione świadectwo nie jest raczej pochlebne, szczególnie ostatnia podróż, podjęta z żoną daje mu się we znaki. Z Drezna napisze potem do matki:

„Potrzebowaliśmy przeszło miesiąca czasu na odbycie drogi, która zwykle trwa sześć dni. Nie raz, ale sto razy życie nasze było w niebezpieczeństwie. Czasem piętnastu, szesnastu ludzi musiało lewarami wyciągać nas z grzęzawiska, w które zapadaliśmy się po szyby karety. W końcu przybyliśmy tutaj – żywi, choć bardzo zmęczeni i chorzy”

Po przybyciu do miejsca zamieszkania, chory i wyczerpany rani się w nogę zahaczając o jeden z niezliczonych i niepotrzebnych mebli-bibelotów. Wkrótce potem umrze. Trudno powiedzieć co go zabiło. Czy tylko  polskie gościńce, czy własna mania gromadzenia przedmiotów, czy obojętność kobiety, którą kochał?  Być może wszystko na raz?   Umierając w otoczeniu najbliższych, nie chce zaakceptować odmiany losu nawet na łożu śmierci. Uporczywie domaga się wezwania  doktora Horacego B., jedynego lekarza do którego ma zaufanie. Ten nie przybywa. Dlaczego?

Odpowiedzi: 71 to “Gdyby B. był tutaj, na pewno by mnie uratował!”

  1. Może istniał tylko jako twór wyobraźni chorego? :-)

  2. telemach said

    @JF: nader dyskretne!

  3. Nie chcę psuć zabawy.

  4. Miranda said

    „trudno powiedziec, co go zabilo”. Moze tez i to co koniecznie chcial oglosic swiatu niejaki O. Mirbeau?
    Swoja droga wydaje sie niezwyczajne popadanie w dlugi u czlowieka, ktory sam oswiadcza:”J’avais entrepris une lutte insensée ! Je combattais la misère avec ma plume.”
    Zadluzony u wydawcow ale i tez przez niektorych okradany po prostu.

  5. telemach said

    Miranda:
    Pas mal. Pas mal. Plv: On dit qu’il est beaucoup plus important de comprendre les circonstances, que de savoir faits bruts. ;)

  6. mona said

    Nie do wiary, czy już tylko kobiety czytają?

  7. cmss said

    Nie, jak sądzę, co prawda biblioteki podobno nie zawsze przetrwały.
    Balzaka przeczytałem w ogólniaku, Pan A. wyczyścił pamięć o Horacym B. stąd jak mysz pod miotłą…

  8. Bobik said

    A gdzie tam tylko kobiety. Psy też trochę czytają, tylko czasem z opóźnieniem, bo dużo czasu zajmuje im walka o pasztetówkę przy pomocy… no, przy pomocy wszelkich dostępnych środków.
    Przy okazji: ostatnie (nie własne, ale bardzo zbliżone) doświadczenia z polską służbą zdrowia pozwoliły mi odkryć, dlaczego doktor nie przybył. Doktor nie przybył, ponieważ pacjent nie dostał na ten dzień numerka.
    Było się, psiakrew, nie wylegiwać na łożu śmierci, tylko od piątej rano tkwić w kolejce w przychodni!

  9. mona said

    @cmss: W ogólniaku? No proszę. Wiedziałam, że jesteś kobietą! Dobranoc. Idę spać!

  10. Caddicus said

    Nie jestem kobietą, więc zwrócę uwagę PT. Komentatorów na drobny szczegół, który w istocie przyczynił się (tak sądzę) do zejścia Horacego B.:

    …szczególnie ostatnia podróż, podjęta z żoną daje mu się we znaki.

    Mogę się mylić, ale teksty Telemacha są niczym palimpsest, a sensy i znaczenia nie jawią się jednoznacznie. Wszystko zależy, od której warstwy zaczniemy smakować.

  11. Caddicus said

    W przytoczonym tekście kładę akcent na: PODJĘTA Z ŻONĄ.

  12. Miranda said

    Znany nam, Théophile G. powiedzial o B.: „Bref, chez B., même les portières, a du génie. Toutes les âmes sont des armes chargées à volonté jusqu’a la gueule. C´est bien B . lui-même”.
    A skoro tak, to Horacy B. powinien pojawic sie u boku H. de B. skoro pojawial sie ponad 50 razy na kazde zawolanie niemalze, wziawszy pod uwage, ze byl miedzy innymi specjalista od malade d´amour ( bylby jak najbardziej just in time), jak w przypadku pana F. de N. ( tym razem témoignage véridique de H. „de” B., ze F. de N. jest naprawde „de”). Powtorzmy za epoka: „Vous, ô H. de B. ( quand-même!), vous le plus héroïque, le plus singulier, le plus romantique et le plus poétique parmi tous les personnages que vous avez tirés de votre sein!
    Nie przesadzam?

  13. telemach said

    Miranda:
    Exagération? Pas du tout! Pas du tout!

    A swoją drogą – jakże mi żal człowieka. Wymyślił tego Bianchona tak przekonywująco, że sam w niego (i jego zdolności) uwierzył. A ten nie przyszedł.

    Na marginesie: reakcje na ten wpis (a w zasadzie nieomal zupełny ich brak) potwierdzają moje najczarniejsze obawy. Klasyka (ta XiX-wieczna) mego dzieciństwa opuściła nas nieodwołalnie i nie pozostawiwszy (nieomal) śladów na masowej wyobraźni. Bezpowrotnie zniknęli (bądź umarli) ci wszyscy, których edukacja sentymentalna obejmowała półtora metra bieżącego HdB. Jaka szkoda, jaka szkoda. Obcowanie z tym światem związane było przecież niebywałą przyjemnością.

  14. W mojej wyobraźni/pamięci nazwisko H(d)B odcisnęło się także jako nazwa bardzo konkretnego przedmiotu – grubej książki, którą podczas obiadów u babci kładło się pod pupę dzieciom zbyt małym, żeby siedząc na dorosłym krześle, dosięgały do stołu. Najmłodszy zawsze „siedział na balzaku” :-)

  15. telemach said

    JF: a tytuł się może wrył w, hm, pamięć?

  16. mona said

    „szczegół, który w istocie przyczynił się (tak sądzę) do zejścia Horacego B.”

    Caddicusie, to nie Horacy B. zeszedł był, lecz Honoriusz de B. Horacy B. nie przyszedł, mimo że przez schodzącego Honoriusza de B. wzywany.

  17. Pewnie :-) Stracone złudzenia.

  18. Caddicus said

    @Mona
    Rzeczywiście jest jak napisałaś. Dziękuję za korektę. Mój błąd zrzuć to na wczesną porę mego komentarza. Zmieniając imiona na właściwe swój zapis podtrzymuję.

  19. telemach said

    Prawie 900 stron, gruby papier, ho, ho.

  20. Andrzej Bieńkowski said

    Mnie osobiście, od zwyczajowego i odwiecznego utyskiwania na dzieci co się nie garną do czytania, o wiele bardziej interesuje wątek drogowy. Zapadanie się pojazdu w błoto po okna, nie było za czasów Balzaka, co wynika z tonu listu, uważane w reszcie Europy za coś normalnego. Okazuje się, że już wtedy drogi były stosunkowo beznadziejne. Zastanawiające kto był temu winien w czasach, gdy jeszcze nie było ani Tuska, ani PISu, ani nawet niedobrych komunistów. Ponieważ zaborca też miał jeszcze za mało czasu, żeby tak te drogi zepsuć, to wśród podejrzanych o spowodowanie naszego odwiecznego cywilizacyjnego zapóźnienia pozostają tylko szwedzki podtopitiel i Tatarzy w XIII wieku. Powinien się nimi zająć IPN, ponieważ jedyną alternatywą jest uznanie, że my się jako naród najzwyczajniej do budowania dróg nie nadajemy. Co nie może być prawdą, bo sugeruje albo odwieczną, notoryczną głupotę naszych przodków, albo ich ślepotę, albo nieudolność do zorganizowania się w sprawie bardziej błahej niż „los ojczyzny”.

  21. Caddicus said

    @Andzrej Bienkowski
    Zatem nihil novi sub sole.
    „Polskie drogi” to nasza specjalność tak samo niemalże, jak bigos i schabowy.

  22. Miranda said

    Telemach:

    pewnie, ze szkoda. Wziawszy pod uwage fakt, ze mamy znakomite, chyba nie do przebicia tlumaczenia literatury francuskiej Boya-Zelenskiego. Nie wiem ile utworow Balzaca zostalo przetlumaczonych na polski, ale wszystko mozna znalezc w oryginale w swietnie zorganizowanej http://gallica.bnf.fr/?&lang=FR. Tego Francuzom szczerze zazdroszcze. Nasze internetowe biblioteki narodowe wypadaja na jej tle bardzo mizernie.

    W zasadzie rzadko komentuje; tym razem mialam ochote na zabawe, majac nadzieje, ze czytelnicy pociagna watek w stylu Twojego wpisu. A zapowiadalo sie tak dobrze….

  23. telemach said

    Miranda

    W zasadzie rzadko komentuje; tym razem mialam ochote na zabawe, majac nadzieje, ze czytelnicy pociagna watek w stylu Twojego wpisu. A zapowiadalo sie tak dobrze….

    Czasem tak bywa. Czytelnik jest istotą kapryśną i często nieobliczalną. Co czyni zabawę (na dłuższą metę) ciekawszą. Ten wpis przeczytało do tej pory ponad 500 osób, najwyraźniej nie posiadających bliższych związków emocjonalnych z XIX wieczną literaturą francuską. Lub potrzeby wypowiadania się na poboczne tematy z nią związane. Trzeba z tym żyć :)

  24. Miranda said

    Wybieram zatem opcje: trzeba zyc mimo to ;).

  25. Pistacjowy Kosmita said

    Są tacy co przeczytali, ale nie komentują, bo nie potrafią nic mądrego napisać (ja na przykład). Tacy też się przydają, jako czytelnicy. Aby aktorzy na scenie nie grali dla pustej widowni.

  26. Torlin said

    To tak jak ja ;)

  27. Bobik said

    Nie byłbym tak szybki w wyciąganiu z niewielu komentarzy wniosku, że nikt nie czyta(ł) Balzaka. Mógł przecież przeczytać (bo kanon, bo wypada, bo jest w domowej biblioteczce) i nie dodać do ulubionych. Mógł przeczytać nawet z przyjemnością, ale bez takiej namiętności, która pobudziłby do rozległej refleksji. Mógł być do przeczytania zmuszony i nabrał niechęci. Bycie klasykiem ma w końcu swoje splendeurs et misères. ;) Mógł przeczytać w tłumaczeniu i spłoszyć się nieco na widok francuskich cytatów, pomyślawszy sobie „o kurczę, jak tu trzeba komentować w oryginale, to ja odpadam”. Itp, itd.
    A całkiem niezależnie od tego, czytelników mogą dopadać tzw. okoliczności życiowe, wskutek czego w ogóle komentują mniej niż zwykle.
    Piszę to w celu podsunięcia myśli, że powodów ospałego komentowania może być znacznie więcej, niż kompletna nieznajomość tematu. I że nawet niektóre z nich mogą się akurat zbiec. :)

  28. calmy said

    Jako prawdziwa córka mojej ojczyzny muszę dać Bobikowi odpór. Bobik błądzi. jest niewyobrażalne, żeby dla czytelnika tego blogu/bloga/wtf, mogły istnieć rzeczy ważniejsze, niż komentowanie na temat Balzaka. Prawdopodobnie, jak wskazał telemach, chodzi tu o spisek.

  29. cmss said

    chomikuj.pl/Sarmatian/02+-+eBooks/Honore+de++Balzac

  30. fren said

    Masz rację Bobiku, są tacy, którzy Balzaka czytali…kiedyś. Kiedyś, kiedy byli piękni i młodzi czytali, bo wypada znać, bo kanon, bo klasyk, bo jest w domu, ale teraz, kiedy im już tylko uroda pozostała, czytają (i komentują) tylko to, co ich w jakiś sposób dotknie, zainteresuje, nie przejmując się zupełnie tym, co wypada znać.
    Ale na pocieszenie dodam, że są tacy, sama takich znam, piękni i młodzi (mój Boże, kiedy zdążyli się oni porodzić i wychować), którzy czytają zawzięcie, bo wypada znać, bo kanon, bo klasyk, bo jest w domu. Nie jestem co prawda pewna czy czytają akurat Balzaka, ale bądźmy sprawiedliwi, trochę czasu upłynęło, trochę książek przybyło, odkładają go pewnie na później, przecież zdążą przeczytać wszystko, co jest warte przeczytania. Minie pewnie kilkadziesiąt lat, kiedy zrozumieją, że nie zdążą i zaczną czytać (i komentować) tylko to co ich w jakiś sposób dotknie, zainteresuje, nie przejmując się zupełnie tym, co wypada znać.

  31. Caddicus said

    Jest coś na rzeczy Bobiku w tym, co napisałeś i zgadzam się w pełni z tym, co wyrażone zostało we wisie Fren, ale….
    Właśnie to, ale. Przecież, że ze znajomością literatury jest tak, jak jest, czyli kiepsko, a to, co było kanonem przed laty dziś niekoniecznie jest tym dzisiaj. Nie przeszkadza to jednak, by Telemach (chwała mu za to) stawiał nam pytania-do-znanych-odpowiedzi.
    Okazuje się, że nie zawsze jest nam miło stanąć przed lustrem i przyznać się, że jednak coś utraciliśmy w ferworze codzienności. Może dzięki tym pytaniom (jakie, by one nie były) z zawstydzeniem odkurzymy stare książki.

  32. Szanowny/szanowna Fren,
    to są interesujące pytania, czy wypada Balzaka czytać, bo Balzaka wypada znać, czy też może należy go czytać, bo jest piękny, bo jest emocjonalnie przebogaty, bo zawiera dużo przystępnie podanej prawdy o ludziach i panujących pomiędzy nimi stosunkach, prawdy, która jest uniwersalna i się wcale – wbrew pozorom – nie zdezaktualizowała.
    To są pytania, które sobie również stawiam, gdy myślę o Stendhalu, o Flaubercie, o Zoli. Ale także o Dostojewskim, Turgieniewie, obu Tołstojach. O wszystkich trzech Mannach i Musilu, o Kafce i obu Zweigach. O tzw. wielkim kanonie literatury europejskiej powstałym głównie w XIX wieku.
    Nasi dziadkowie i niejednokrotnie również rodzice (jeśli chcieli uchodzić za wykształconych) – jeszcze czytali. I sprawiało im to przeważnie wielką przyjemność. Uczyło i bawiło poprawiając samopoczucie. Wzbogacając język. Zbliżając do ideału człowieka wszechstronnie wykształconego.

    Staliśmy się społeczeństwem pozbawionym bibliotek domowych. I co gorsza, nie wstydzącym się własnej ignorancji. Mając wybór pomiędzy refleksją i uczestnictwem w nic nie znaczącym medialnym szumie – wybieramy, jako zbiorowość, szum.

  33. I jeszcze jedno – powszechnie akceptowana rezygnacja z uczestnictwa w literackim kanonie jest moim zdaniem główną przyczyną degeneracji naszego potocznego języka, języka zawierającego coraz mniej słów, coraz prostsze konstrukcje zdaniowe i niosącego w coraz wulgarniejszej formie, coraz bardziej miałkie komunikaty.

    Nie, nie jesteśmy wnukami Boya, ani Szulca, ani Gombrowicza, ani Witkacego. Ani nawet Wańkowicza. Ani Mrożka. Wydaje nam się, że jesteśmy, ale nie jesteśmy. Jesteśmy – kulturowo ujmując – jako zbiorowość potomkami plebejusza, fornala, chłopa pańszczyźnianego, a w najlepszym wypadku niedokształconego szlachciury.

  34. Droga Pani Mirando,
    dziękuję za linkę. Przeczytałem zadane Boyowi pytanie i jego odpowiedź:

    „”
    – Czy pan trwa w swoim zamiarze wydania całej „Komedji ludzkiej” po polsku?
    – Oczywiście że trwam. Nie mogę inaczej. Widzi pan, – mówi Boy ze swoim uśmiechem, – ja nie mógłbym żyć w społeczeństwie, które nie zna Balzaca. Musiałbym się ekspatrjować.

    „”

    Z tego wynika dla mnie jednoznacznie, że Boy, gdyby natura obdarzyła go matuzalemowym wiekiem, lub gdyby naukowcom udało się go wskrzesić – rozejrzałby się wokół i niechybnie zrzekłby się natychmiast polskiego obywatelstwa.
    I miałby rację. Nie zasłużyliśmy na Boya.

  35. Bobik said

    O kilku sprawach chcę szczeknąć, więc ujmę je w punkty, żeby się nie pomieszały.
    1. Moja wypowiedź odnosiła się nie tyle do samego Balzaka, co do różnorodności powodów, dla których jeden wpis budzi więcej emocji i chęci odzewu, a drugi mniej, a przy okazji do tego, że rozmowa o klasykach niekoniecznie musi przebiegać tylko po linii „znajomość-nieznajomość”.
    2. Ja akurat bardzo popieram kanony (nie tylko literackie), bo dzięki nim może powstawać coś takiego, jak intelektualna wspólnota – europejska, kultury Zachodu, w niektórych przypadkach nawet światowa. Zapewne wszyscy to znamy: łatwiej nieraz dogadać się z cudzoziemcem, który czytał to samo, co my, niż z rodakiem, który nie czytał. Ta wspólnototwórcza rola kanonów jest nie do przecenienia.
    3. Równocześnie byłbym jednak za odróżnianiem znajomości pozycji z kanonu od „emocjonalnego związku” z nimi. W planie indywidualnym zawsze będzie tak, że jedno uznane za kanoniczne dzieło zachwyca, a drugie nie zachwyca. Bywa też tak, jak napisała Fren – w jednym okresie życia zachwyca, w innym nie, a potem może znowu zachwycić… Nie ma co tego wartościować, bo gdzie jest powiedziane, że uwielbienie dla, powiedzmy, Balzaka jest lepsze od uwielbienia dla Manna albo na odwrót. Zresztą, zachwytu i tak wymusić się nie da. Można go za to podzielać w „klubach miłośników”, w gronie osób, które się zwykle jakimś psim swędem nawzajem odnajdują. ;)
    4. Kanony – na co już Caddicus zwrócił uwagę – nie są rzeczą niewzruszoną. Ulegają modyfikacjom zarówno ze względu na zmiany w języku, wrażliwości, itp., jak i dlatego, że nowych dzieł stale przybywa i gdybyśmy do kanonu chcieli stale tylko dokładać, to zwyczajnie zabrakłoby życia na poznanie go. Więc od czasu do czasu coś musi z niego wypaść, żeby mogło wejść coś nowego. Ten proces nie obchodzi się bez tarć, bo zawsze jedni są bardziej przywiązani do tego, a drudzy do owego, ale na dłuższą metę zwykle jakieś porozumienie się osiąga, albo po prostu czas weryfikuje sprawę. A te tarcia po drodze są również bardzo istotną częścią dyskursu kulturowego, więc dobrze, że są. ;)
    5. W związku ze wspomnianymi modyfikacjami kanony są przynajmniej w jakimś stopniu generacyjne (można by tu nawet wprowadzić rozróżnienie na „twardy” i „miękki” kanon). Ja zwykle członków swojej generacji wcześniej czy później rozpoznaję w sieci właśnie po tym, co czytali, czego słuchali, jakie wydarzenia kulturowe są im znajome, etc. Więc choć sam czasem rozdzieram futro z rozpaczy, że jeszcze młodsza ode mnie młodzież tego czy tamtego nie zna, to jednak staram się nie stracić całkiem z oczu tego, że nade mną starsi (a nawet starożytni) też załamywali ręce.
    6. Czy jesteśmy społeczeństwem nieczytającym i potomkami „niewykształceńców”? Pewnie w dużej mierze tak, ale nie zaszkodzi zadać sobie pewne pytania. Czy w liczbach bezwzględnych czytających jest więcej, czy mniej niż np. sto lat temu? Czy procent czytających w stosunku do populacji jest większy, czy mniejszy? Czy to źle, że potomek fornala, który nie tylko nie znał Balzaka, ale nawet nie umiał się podpisać, wprawdzie Balzaka też nie czyta, ale po sieci surfować potrafi?
    To przecież wcale nie było tak, że „przed wojną wszyscy czytali”. A teraz nie jest tak, że „nikt niczego nie czyta” (a jak czyta, to nie rozumie). Być może jest tak, że Szekspira znają już tylko absolwenci niektórych filologii, ale kto wie, czy tych absolwentów nie jest więcej niż całej przedwojennej inteligencji?
    Nie twierdzę, że na pewno tak jest, bo nie liczyłem. ;) Ale co sobie mam nie zapytać? :-)

  36. @Bobik:
    „Nie twierdzę, że na pewno tak jest, bo nie liczyłem. ;) Ale co sobie mam nie zapytać? :-)”

    Szanowny Bobiku,
    rozpocznę trawersacją cytatu z klasyka: pytać każdy może, jeden lepiej drugi gorzej. W ten sposób moje dobre samopoczucie jest podwójnie dobre, bo nie tylko pokazałem, że znam takie słowo jak trawersacja, ale zaznaczyłem też w sposób niedwuznaczny swą przynależność pokoleniową, nieprawdaż?

    Postawione przez Pana pytania są istotne, ale tendencyjne, co sprawia że są dla mnie szczególnie ciekawe. Pytania poprzedzone są stwierdzeniami, np. takim:

    „Więc od czasu do czasu coś musi z niego (kanonu przp. mój) wypaść, żeby mogło wejść coś nowego.”

    Jak najbardziej, jak najbardziej, słusznie i prawdziwie. Coś. Ja zaryzykuję ze swojej strony twierdzenie, że polskiemu społeczeństwu wypadł kanon. W całości. Przestał istnieć. I wcale, zupełnie nie chodzi mi tutaj o odwieczne, każdego pokolenia „biadanie”, że „drzewiej to ho, ho, inaczej bywało”. W ostatnich 20 latach stało się pod względem czytelnictwa w Polsce coś bardzo złego, coś, czego skutków, jak sądzę, jeszcze nie ogarniamy, a co każe patrzeć z przerażeniem w przyszłość. Zresztą nie chcę być gołosłowny:
    http://wyborcza.pl/1,76842,9120184,Trzy_strony_to_za_duzo__56_proc__Polakow_nie_czyta.html

    Ponieważ nie chciałbym wpaść ze względu na nadmiar linków do spamołapu, przerwę, aby kontynuować.

  37. Naturalnie, łatwo sobie możemy wytłumaczyć, że „teraz takie czasy”, że media, że internet. I że tak musi być, bo tak jest wszędzie. Nie nie musi. Wskazuje na to przykład pozostałych państw UE. Jesteśmy w smutnym ogonie. A tym, którzy chcą podrzucić czarnego Piotrusia „komunie, która spustoszyła umysły” polecam informację o tym jak czytają Czesi:
    http://wyborcza.pl/1,75475,9246691,Jak_czytaja_Czechy.html

    Panie Bobiku, w Polsce nie należy i nie powinno się w obliczu zaistniałej sytuacji powoływać na „starożytnych, którzy też załamywali ręce”. To, co się dzieje, to jest kulturowy maximum credible accident (MCA). Polecam raport Biblioteki Narodowej, z którego wynika, że 20% studiujących nie czyta praktycznie nic. Zupełnie nic, nawet podręczników. Lekarze nie czytają literatury fachowej. Inżynierowie też nie. Proszę mi to wytłumaczyć. Ja tego nie mogę pojąć. Ja, proszę Pana, nie chcę być leczony przez lekarza analfabetę. Ani jeździć po moście, którego architekt ćwiczył swą wyobraźnię na telewizyjnej audycji „Big Brother”
    Zaczęliśmy może od pobłażliwości dla nieznajomości Balzaka, kończy się to jednak czymś o wiele groźniejszym, ogólną umysłową gnuśnością Polaków, ignorancją i dyktaturą matołów. Nowym czasem obskurantyzmu. Powtarzamy nasz XVII wieczny zjazd w ciemnotę, zabobon i brak wyobraźni. Wiemy co przyniósł wiek XVIII. Ciekawe, czy w XXII wieku będziemy się dziwić własnemu cywilizacyjnemu zacofaniu, słabości, niekonkurencyjności naszego kraju.

    Oburzony jestem. W nadziei, że nie trafię do koszyka ze spamem, przesyłam Państwu linkę do wyżej wzmiankowanego raportu:
    http://www.bn.org.pl/aktualnosci/230-z-czytelnictwem-nadal-zle—raport-z-badan-biblioteki-narodowej.html

  38. Miranda said

    Theodore Weinberger:

    podeslalam linka majac na mysli inny fragment jego wypowiedzi:
    „„Komedja ludzka” czekała w Polsce blisko wiek na swego człowieka, tak jak po kilka wieków czekali Rabelais, Montaigne, Pascal, Moljer i t. d…. Ktoś to musiał zrobić. Powiedziałem panu, że nie mogę żyć w społeczeństwie nie znającem pewnych rzeczy.”

    Tym czlowiekiem jest Boy. Czy zasluzylismy czy nie, nie mnie to oceniac. Ja ze swej strony czytajac literature francuska w jego przekladzie doceniam, zachwycam sie mistrzostwem przekladu.
    Ale jakaz szkoda, ze nastapilo to dopiero w prawie sto lat pozniej. Podczas gdy za zycia, Balzac byl wydawany nielegalnie , tzn. wydawano go masowo np. w Belgii nie placac Balzacowi ani grosza z tytulu praw autorskich. Warto przy tej okazji dodac, ze to Balzac wlasnie przyczynia sie do realizacji obrony praw autorskich o czym pisze Frédéric Pollaud-Dulian: „BALZAC ET LA PROPRIÉTÉ LITTÉRAIRE”
    Odpowiednie porozumienie miedzy Belgia a Francja zostaje zawarte, ale juz po smierci Balzaca.

  39. cmss said

    Dlatego się w lakonizm zawrzeć nie umieją,
    Iż wzdychają za p r z y s z ł y c h, łkając jako źrodła

    http://www.niniwa2.cba.pl/nie_mysl_ze_ksiazki_znikna.htm

  40. Torlin said

    ccms!
    Ale trafiłeś. Jest to książka, którą akurat czytam właśnie.

  41. calmy said

    @cmss:
    ale nikt przecież nie twierdził, że znikną!

  42. staruszek said

    Szanowni Kanonicy!

    Kto z Was potrafi wymienić najważniejsze biblioteki otrzymujące egzemplarz obowiązkowy?

    Czy używacie Cil?

    Kto i gdzie podał najważniejszą definicję ekonomii:

    Bogaty to ktoś kogo można okraść nie wyrządzając krzywdy?

    Pozdrawiam czytających.

    Kręcimy się w kółko wokół kultury salonu, a rzadko kto potrafi określić człowieka mądrego.

    Ja zapamiętałem takie określenie: mądry to ktoś udzielający skutecznych rad.

    Co jest kanonem? Co nie jest kanonem? Wstawiać nowe motywy czy katarynkowo na wielogłosy wołać „Panie Janie! Pora wstać!”?

    A co robić po wstaniu? Po prostu wreszcie przeczytać instrukcję?

    Może ktoś z Was popełni nietakt towarzyski i podana odpowiedź nieznaną na znane pytanie:
    co zrobić z nieczytaniem?

    Narzekać to ja już umiałem w przedszkolu.
    A Iliady Homerowi nie chciał nikt drukiem wydać.

    Z radością czytam Telemacha i Wasze komentarze.
    Ale są na świecie nieznane duety pytań i odpowiedzi.
    Może te setki milczących czytelników jest rozczarowanych choćby szerszą dyskusją, którą zasadził w tym ogrodzie myśli Bobik?

    Z głośników dobiega potok bredni.
    Czy Wasza powściągliwość w salonowej zabawie nie chce do uszu dopuścić przerażenia tonięciem w wrzasku bredni? To jest szum? To jest wrzask zgłodniałych mądrości dusz!

    Gdy celebryta nie odróżnia cyfry od liczby jutro jego dzieci będą odróżniały tylko emotikony.

    I nikt nie będzie rozumiał po co uczono się Odyseji na pamięć.

    Być może narażam się tym tekstem elicie, którą cenię.

    Ja jestem zmęczony kanonem: winni są inni.

  43. cmss said

    Bezpowrotnie zniknęli (bądź umarli) ci wszyscy, których edukacja sentymentalna obejmowała półtora metra bieżącego HdB.

    Jeszcze nie wszyscy. Winni są stolarze. Zamiast produkować blaty, takie jak za czasów Kaisera, produkowali stoły. W klasie, na lekcji, uczeń był bezbronny, widocznym było co czytał, jeżeli czytał.

  44. staruszek said

    Swym zlepkiem niepamięci „Cil” to trafiłem w mrok.

    Miałem na mysli „CIP data”.

  45. babilas said

    staruszek:

    Swym zlepkiem niepamięci „Cil” to trafiłem w mrok.
    Miałem na mysli „CIP data”.

    Nie szkodzi. Tak czy tak, niezrozumiałe.

  46. mona said

    @babilas:

    „Nie szkodzi. Tak czy tak, niezrozumiałe.”

    Staruszek (o ile moje próby odszukania sensu w słowach idą we właściwym kierunku), chciałby się narazić. Daremne próby, aby się narazić, trzeba wpierw umieć jasno sformułować zaczepkę ;)

    @Staruszek:
    O ile Staruszka pojmuję, staruszek jojczy. Narzeka, że inni narzekają. Zamiast coś z tym zrobić. Ja to widzę jednak tak, że domaganie się od autora i komentatorów sformułowania programu reedukacji narodowej to chyba jednak wymaganie trochę za dużo.
    Nieźle jest, jeśli zgodzimy się co do diagnozy. Zaryzykuję: jest źle. I dodam od razu zupełnie niefrasobliwe pytanie: jest źle, bo tak nam się wydaje, czy jest źle, bo jest źle? A może najzwyczajniej w świecie tępą i niefrasobliwą nacją jesteśmy? I dobrze nam z tym? Okazało się (ło jezu), że niewidzialna ręka rynku nie wytarga ulegającego urokom matołowatości kandydata na obywatela za uszy a niewidzialna noga rynku nie da kopa w motywację w celu zapędzenia do nauki, lektury i refleksji. A sam to on nie chce się targać. Zamiast Balzaka poczytać, Stendhala zacytować i rzucić cytat z Turgieniewa, czy innego Gogola, kandydat na obywatela beknie po piwku, którym zapija grilla i pójdzie oglądać w skrzynce z ruchomymi obrazkami dla odmóżdżonych ruchome obrazki dla odmóżdżonych.
    A może on (ten kandydat na obywatela) na nic innego nie zasłużył?

  47. mona said

    Dzieci wrzesińskie, jakby dożyły, domagałby się od zaborcy Bigbrodzera w języku polskim ;)

  48. staruszek said

    @Mona

    Ten kandydat na obywatela bez zasług zasługuje na „anihilację”. Tak odczytuję (i nie tylko ja) sugestie Wielkiego Projektu.
    Czy teraz jaśniej? Nie? To jaśniej.
    Reedukacja w obozach lub motyką w potylicę.

    Bobik wskazał, że „czytanie książek” a „czytanie” to nie to samo. Nie powrócimy do wielotomowych bibliotek domowych. Nie wrócimy do papieru.
    Pragnąłem wskazać głównie na to, że wskazywane relacje z badań nie są relacjami z badań znajomości literatury. Liczyłem na pogłębienie sugestii Bobika.

    Nie zamierzałem nakładać na Telemacha nowych zadań.
    Nie było moim celem narażanie się.
    Nie ja będę naprawiał edukację w Polsce.

    Gdy zapłoną stosy książek przed Namiestnikowskim jaśniejszą moja wypowiedź się nie stanie. Nie ja będę je palił. Nie będę też komentował cudzego przerażenia/zdziwienia/zaskoczenia.

  49. cmss said

    ….co to jest literatura? Co to za dziwna tradycja, która zawiera w sobie jednocześnie i historyczną ciągłość i roszczenie do oryginalności, czyli w pewnym sensie moźliwości zaczynania na nowo? Jak jest możliwe tak paradoksalne zwierzę?

  50. beatrix said

    „Zamiast Balzaka poczytać, Stendhala zacytować i rzucić cytat z Turgieniewa, czy innego Gogola, kandydat na obywatela beknie po piwku, którym zapija grilla i pójdzie oglądać w skrzynce z ruchomymi obrazkami dla odmóżdżonych ruchome obrazki dla odmóżdżonych.”

    Wydaje mi się, że jest również dość spora i nawet zamieszkała przestrzeń pomiędzy.

    „A może on (ten kandydat na obywatela) na nic innego nie zasłużył?”

    A jak by to miało wyglądać, to zasługiwanie?

  51. mona said

    @Beatrix:
    „Wydaje mi się, że jest również dość spora i nawet zamieszkała przestrzeń pomiędzy”

    Zamieszkała przez kogo? Bo, że nie przez polskich czytelników wynika dość jednoznacznie z podrzuconych przez Theodore linek.

    A jak by to miało wyglądać, to zasługiwanie?

    Nie wiem. Ale wiem, że większość żyje z poczuciem dumy, z tego, że są kim są. Władającymi językiem, który wyznacza ich przynależność.

    Może powinni zacząć ten dar szanować? Nie tylko w wypracowaniach szkolnych, lecz również w praktyce? Np. podejmując starania w kierunku częstszego używania zgodnie z przeznaczeniem?

  52. telemach said

    Wszystkim narzekającym na upadek czytelnictwa kanonu: myślę, że nie ma co rozpaczać. Jest, jak jest. Mnie (osobiście) zdziwiło tylko, że ilość chętnych do rozwiązania tej niewinnej (i co tu mówić, dla przeciętnego maturzysty z okresu międzywojnia jeszcze dziecinnie prostej) zagadki literackiej, jest odwrotnie proporcjonalna do ilości utyskujących na upadek czytelnictwa. Nie ma co – tak myślę – płakać nad rozlanym mlekiem. Książka przestała być już kilka dekad temu tym, czym była przedtem: w pierwszej linii nośnikiem kultury, w drugiej medium przez które kanalizują się zbiorowe emocje, a w trzecim (rzędzie) sposobem na ulżenie ego tfurcy lub tfurczyni. Zniknęli wydawcy z misją, podobnie zresztą jak znikają ostatni księgarze (w Polsce już dawno temu zniknęli). Pozostały pomniki po świetlanej przeszłości i (będące coraz częściej, mimo widniejącego na okładce pojedynczego nazwiska, produktem kolektywnego wysiłku) produkty przemysłu wydawniczego kreowane przez działy marketingu na okres kolejnych 6 tygodni. Czytelnicy ustąpili miejsca konsumentom, przy czym czym ci ostatni przeważnie nie zauważyli, że stali się manipulowanym targetem. Jedzącym nie to co odnajdują, lecz to, co im podano.

    Na osobną uwagę zasługuje jednak widoczny zanik dominacji treści uporządkowanej linearnie (linear narrative). Hipoteza, że linearnie uporządkowana treść sprzyja bardziej refleksji niż konsumpcji jest godna uwagi. I coś ma w sobie. Kwestia, jakie konsekwencje (dla naszej zdolności postrzegania świata i panujących w nim determinant, związków i przyczyn) będzie miała rezygnacja z linear narrative pozostaje otwarta. Jesteśmy (jako zwierzę ucywilizowane i obdarzające się – w wyniku ewolucji procesu postrzegania – kulturą) produktem linearnego przedstawiania ciągu myślowego. To, jacy jesteśmy (i czym możemy się stać) jest wynikiem dotychczasowego przebiegu procesu, od którego odchodzimy (dajemy się odwieść). Nie jest to zjawisko nowe. Wpierw – gdy pojawił się druk i możliwość petryfikacji dzieła – utraciliśmy (powszechną) umiejętność opowiadania i przekazywania dalej złożonych historii. Teraz (na skutek postępującej dominacji technologicznie możliwego (możliwość łatwej interakcji i „skakania” w przestrzennie zorganizowanej strukturze), tracimy powszechną jeszcze niedawno umiejętność koncentracji na rozwijanym wzdłuż długiego sznurka wątku.
    Zmieniamy się jako gatunek.
    Ale czy to musi być smutne? Aby mogło przyjść nowe, wszystko musi (kiedyś) odejść. Wszystko.

  53. cmss said

    jak łzy w deszczu

  54. Bobik said

    Przyznaję, że ja jestem trochę jako ta sosna rozdarta, bo z jednej strony coraz wyraźniejsze odchodzenie książki (przynajmniej w formie drukowanej) do historii też mnie przejmuje dreszczem i żałością, a z drugiej strony tak na rozum zdaję sobie sprawę, że nie jest to wcale koniec świata, co najwyżej koniec mojego (no, dobra, niech będzie naszego) świata. Ale takiego rodzaju końce już bywały i świat je jakoś przetrzymał. ;) Wejście w galaktykę Gutenberga też wcale nie było bezbolesne – na dłuższą metę oznaczało przecież koniec świata ułożonego według boskiego planu: zhierarchizowanego, uporządkowanego, takiego, w którym każdy miał swoje raz na zawsze ustalone miejsce i nie szukał innego.Odkąd każdy prostaczek mógł mieć dostęp do słowa bożego (a przy okazji i ludzkiego), to „naturalne uporządkowanie” zaczęło się coraz bardziej chwiać, aż się całkiem rozchwiało. Niektórych to strasznie martwiło, ale bo ja wiem, czy rzeczywiście był do tego powód? ;)
    Galaktyka internetu, jak już widać, zapewne też wniesie jakąś nową jakość. spowoduje przełom w kulturze i rozumieniu rzeczywistości, ale wcale nie musi się to okazać katastrofą. Nie sądzę zresztą, żeby linearność kompletnie w internecie zanikła, bo w końcu sam język jest zjawiskiem linearnym. Ona może będzie „posiekana na mniejsze odcinki”, uproszczona, ale jakoś tam się ostanie. Nawet powrót do kultury obrazkowej jej nie wyeliminuje, bo obrazki w dziesiejszych czasach są ruchome, czyli też linearne. ;)
    I na pewno zdarzą się też różne rzeczy, których jeszcze nie potrafimy przewidzieć. Kto wie, czy na przykład pod wpływem e-booków, czy jakiejś innej formy, czytanie dłuższych tekstów nie wejdzie znowu w modę? W tej chwili czytanie w papierze jest wśród młodzieży często uncool i stawia poza grupą rówieśniczą, ale już przeczytanie tego samego na ekranie żadnych szkód towarzyskich nie powoduje. Więc może nie wpadajmy w panikę, bo podobno – że też zacytuję klasyka, nawet bez żadnej trawestacji – nie ma takiej rury, której nie można odetkać. ;)

  55. Bobik said

    Telemachu, mam pewne podejrzenie, dlaczego liczba osob zastanawiających się, dlaczego doktor nie przyszedł, była stosunkowo niewielka. Dość oczywistej, wręcz narzucającej się ;) odpowiedzi na postawione w tytule pytanie udzieliła już w pierwszym komentarzu Jesień Fetyszysty. Myślę, że niejeden czytelnik pomyślał sobie w tym momencie „no dobra, zagadka rozwiązana, to w jakim kierunku powinna teraz pójść rozmowa?” Jedni próbowali coś kombinować „na marginesie” pytania, inni może czekali na jakąś wskazówkę Autora, jeszcze inni się całkiem wyłączyli.
    Gdyby Autor rzucił coś w rodzaju „okej, rozwiązanie JF jest wprawdzie prawidłowe, ale nie o to mi chodziło, szukajcie dalej”, albo „właściwie nie tyle chodziło mi o poszukiwanie odpowiedzi na tytułowe pytanie, co w ogóle o pogadanie o Balzaku”, czytelnicza niepewność zostałaby zredukowana i rzecz mogłaby się potoczyć inaczej. ;)
    Poza tym, tutejszy czytelnik jest przyzwyczajony, że Autor nie oczekuje od niego rozwiązywania prostych zagadek, tylko szukania piątego albo i dalszego dna. Może czytelnicy nie komentowali, bo byli zajęci się szukaniem tego kolejnego dna, którego tym razem – na przekór – nie było? :-)

  56. cmss said

    Ten nie przybywa. Dlaczego? Bo wybrańcy bogów umierają młodo, co jest wyrazem sympatii.

  57. telemach said

    Bobik: obszerny komentarz do komentarza właśnie mi wordpress zżarł. Ponowne podejście jutro.

    cmss: Plaut jest podejrzany. Proszę (o ile można) nie cytować Plauta. Jest podejrzany o idiotyzm. Bo co można dobrego powiedzieć o człowieku, który przeszedł do historii jako autor niebywale głupiego i w dodatku krzywdzącego dla wilków powiedzenia?

    Staszny człowiek z tego Pauta był.

  58. telemach said

    Dobranoc wszystkim.

  59. cmss said

    Sądzę, nie o wilkach było to stwierdzenie, a jeżeli to pośrednio.
    Możliwe, ściągał od jakichś co też, co od naprutych winem i palących jakieś zioła, co to nihil novi twierdzili.

    Chremata, Chremata Aner jednakże zdaje się być pierwotne, jako że moneta młody to był wynalazek?

  60. Bobik said

    Krzywdzące dla wilków, ale za to jakie pochlebne dla ludzi. :-)

  61. beatrix said

    Mona;
    prze te czterdziesci kilka procent, ktore jednak deklaruje, ze czyta. Czy czyta naprawde i co, to ejst inna sprawa.

    Ale, wybacz, jesli sie myle, w Twojej wypowiedzi (ale i nie tylko Twojej) zabrzmiala mi drwina. A ta zachecajaca do czytania nie jest. Bo w takich smutnych kwestiach zawsze sie zastanawiam, skad to sie bierze. Bo jest smutne, nieprawdaz? Ale czy kandydat na obywatela, uczony tak jak jest uczony w szkole (czyli marnie), a nastepnie faszerowany zewszad jezykiem, w ktorym brak szacunku, nie tylko do samego jezyka, ale do czegokolwiek w ogole, ma szanse? Gdzie jest poczatek tego motka, ktorego rozmotac nie mozna?
    Kapuscinski napisal kiedys, ze spoleczenstwo obywatelskie ptrzebuje 50, moze 60 lat, aby zaczac powstawac. My mamy za soba dwadziescia.
    Bede razem z Toba twierdzic, ze czytanie (w tym Balzaka) moze tylko w tym procesie pomoc i w ogole wplywa dobrze. Ale zanim zadrwie, zastanowie sie czy mogl byl. Czy mial szanse i ja odrzucil, a jesli tak, dlaczego?

  62. telemach said

    beatrix:
    „Ale zanim zadrwie, zastanowie sie czy mogl byl. Czy mial szanse i ja odrzucil, a jesli tak, dlaczego?”

    Widzę to podobnie. Chociaż w przypadku Mony (o ile się orientuję) jest to najprawdopodobniej uzasadniona gorycz.

    A jeśli się okaże, że miał szansę i ją odrzucił, to co proponujesz? Umorzenie ze względu na małą szkodliwość społeczną?

  63. beatrix said

    Proponuje nie sadzic, abysmy nie byli sadzeni.

    Kto wie dlaczego odrzucil? Moze inaczej nie umial.

  64. telemach said

    @beatrix:
    „może inaczej nie umiał”
    No tak. Ale co z tym zrobić? Pochwalić? Pogodzić się? Uznać za „normalne”? Spojrzeć w innym kierunku? Wyrazić żal?

    A z tym sądzeniem to wcale nie takie proste. Zasadniczo nikt nie lubi być sądzony, nic dobrego z tego wyniknąć nie może. W tym kontekście ciekawym jest nadzwyczaj, że doktryna chrześcijańska jest niewyobrażalna bez strachu przed sądem ostatecznym . Sądzeni mają być wszyscy bez wyjątku. Niewyobrażalny tłok.

  65. beatrix said

    „No tak. Ale co z tym zrobić?”

    To pytanie, wydaje mi sie, nalezy ubogacic o adresata. Do kogo je kierujesz? Do siebie, do pojedynczego czlowieka? Do instytucji, ktore przynajmniej teoretycznie, sa powolane do tego, aby zagadnieniem sie zajac? Do Ministra Kultury? Do Naczelnika Wydzialu Oswiaty w Urzędzie Gminy? Do wojta, burmistrza, prezydenta miasta? Do dyrektora szkoly osiedlowej, do kierowniczki biblioteki miejskiej?

    W kazdym przypadku odpowiedz, czy raczej jej proba, bedzie inna. Ale kazdy z nas tez moze cos zrobic, bo ma takich „nieczytaczy” wokol siebie, jesli sie tylko rozejrzy,to moze wpadnie na pomysl co zrobic.

    A jesli idzie o doktryne chcrzesciajnska, to nie rozni sie ona od innych doktryn. Interpretacja szlachetnych zamiarow pewnie gdzies po drodze zrobila z nich absurdalne haselka, bez znaczenia.
    Samo zas przeslanie „nie sadzcie”, szczegolnie stosowane w drobnych chwilach codziennosci, wydaje mi sie byc przyzwoite i warte stosowania.

  66. fren said

    No właśnie Beatrix, zastanawiam się ilu z nas coś zrobiło. To znaczy ile godzin tygodniowo poświęcamy na czytanie własnym dzieciom, nawet tym umiejącym już czytać, ale dla których książka gruba i nieco trudniejsza jest przeszkodą trudną do przebycia. Albo ilu z nas zaprosiło kolegów swoich dzieci na tę codzienną godzinę czytania. Albo na przykład ile czasu poświęciliśmy na to, żeby poznać zainteresowania naszych młodszych przyjaciół, pożyczyć im odpowiednią książkę, a potem o niej porozmawiać. I to nie od razu traktat filozoficzny, ale na początek coś lżejszego, choć nie bezwartościowego. Mam takie doświadczenia i muszą powiedzieć, że uczniowie często potem prześcigają „mistrza”, a „mistrz” musi włożyć sporo wysiłku, żeby dotrzymać kroku, nie jest to wprawdzie Balzac, raczej McCarthy, McEwan, albo Pynchon, ale przecież nie o to chodzi, żebyśmy czytali to samo,

    Beatrix, choć jestem niepoprawnym bezbożnikiem, to akurat z tym się zgadzam i to nie tylko w „drobnych chwilach codzienności”, „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”.

  67. jestem z lekkim poslizgiem – z odsylacza poczytalni. czytam. moja progenitura czyta. balzaca lubie, ale nie serwowalabym go na przekaske maloczytajacemu. mam wrazenie, ze w PL wylewa sie dziecko z kapiela: mianem kultury okresla sie wylacznie tzw.kulture wysoka. mysle, ze jak ktos czyta, to niech czyta to, co mu sprawia przyjemnosc (niekoniecznie HdeB). natomiast jak nie bedzie bibliotek i panstwowego programu czytelnictwa, to trudno liczyc na literackich janków muzykantów. wolny rynek w zadnym kraju niczego jeszcze nie zalatwil (skutecznosc wolnego rynku w wywozeniu odpadów najlepiej widac w polskich lasach).

    mieszkam w SE, gdzie istnieja wspaniale biblioteki i ludzie nadal czytaja. w bibliotece moge pozyczyc ksiazke do sluchania z krazka badz z pliku w komórce. nie ma co wiescic smierci ksiazki papierowej – tanie pockety zachecaja ludzi do czytania np.w podrózy. w PL j katastrofalna oferta czytelnicza – d’apres moi (widze, ze obowiazuje francuski). w SE czytaja glównie kobiety, najwiecej autorów rodzimych i czesto kryminaly. balzaca nie ma w spisie lektur szkolnych

  68. telemach said

    @szwedzkie: wszędzie czytają już tylko (z małymi wyjątkami) kobiety. I coraz częściej to, co piszą kobiety dla kobiet. Które czytają.

    HdeB był tylko pretekstem :)

  69. to tylko moja kolezanka w szkocji uwaza, ze ksiazki czytaja mezczyzni, a kobiety ogladaja w czasopismach instrukcje do robótek recznych ;-)

    z jedna rzecza joanna ma racje: do czytania (ze zrozumieniem) potrzeba czasu. pani profesor w lundu ukula kiedys pojecie: TTT (tankar tar tid), co mozna przelozyc na MWC (myslenie wymaga czasu)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: