Propedeutyka łatwych uogólnień

Maj 12, 2011

Pojmujemy się (my, czyli żyjący w Polsce Polacy) jako byt zbiorowy umiejscowiony pomiędzy Wschodem (do którego nie chcemy należeć), a Zachodem (za którego część pragniemy uchodzić). Znamiennym jest, że nigdy nie uważaliśmy się za część Północy, ani Południa. Uciekając (niegdyś) z realnosocjalistycznego raju, Polak rejterował „na Zachód“, nawet gdy udawał się do Szwecji, bądź Norwegii. Albo pozostawał „na Zachodzie“, mimo że była to Austria, lub Grecja.

Nasze emocje uporządkowane są zgodnie z busolą, która wskazuje jedynie dwie strony świata. Sięgając do francuskiej encyklopedii (w tym wypadku Larousse), ze zdumieniem czytamy, że „la Pologne, (…) est un pays d’Europe orientale“. Jak tak można! Bycie przedmurzem chrześcijaństwa nie jest ani łatwe, ani (najwidoczniej) powszechnie doceniane.

Nasza optyka nie zawsze pokrywa się z optyką innych. W „Tako rzecze Bellavista“ Luciano De Crescenzo dokonał w latach 80tych podziału Europy na południową (przeważnie katolicką) i północną (przeważnie protestancką) posługując się, jako kryterium, dominującym wyposażeniem łazienek w wanny bądź prysznice. Wanna była według niego urządzeniem typowo katolickim, prysznic natomiast wynalazkiem protestanckim. Dzielący oba subkontynenty równoleżnik wannowo-prysznicowy wyznaczał granicę pomiędzy intymnym wylegiwaniem się w ciepłej wodzie, a szybkim oblaniem się wodą pozostającym w zgodzie z protestanckim etosem pracy. Wprowadzony przez De Crescenzo podział wydaje się ostatnimi czasy zacierać, co jest najprawdopodobniej skutkiem rozpowszechniania się wzornictwa i obyczajowości proweniencji protestanckiej również w krajach katolickich. Choćby taka IKEA.

Różnice (pomiędzy krajami katolickimi i protestanckimi) jednak pozostają i dotyczą nie tylko kultu świętych, obyczaju obchodzenia imienin (Happy name day to you, happy name day to you brzmi co najmniej śmiesznie), świętowania karnawału i chodzenia z procesjami. Uwidaczniają się one w zupełnie odmiennym pojmowaniu estetyki (czyli tego co jest powszechnie uznawane za ładne lub brzydkie) i nie dotyczy to wyłącznie wystroju wnętrz obiektów sakralnych. Ogólnie rzecz biorąc, świat katolicki jest bardziej kolorowy i (z punktu widzenia protestanta) pstrokaty. W krajach katolickich obywatel nie lubi pustki (co by tu jeszcze powiesić na ścianie, ona taka pusta) i lubi rzeźbić. Szansa, że przerzeźbi, jest spora. Konia z rzędem (lub ekwiwalent) temu, kto np. w skandynawskiej wiosce napotka chałupę krytą kanarkową blachodachówką i otoczoną okrutnie zdobionym ogrodzeniem, którego immanentną cechą jest imperatyw odróżniania się od sąsiada (bo po co ma być równo). Kobiety w krajach katolickich kultywują bliżej niesprecyzowaną „kobiecość“ i noszą więcej (przeważnie złotej) biżuterii, mężczyźni ubierają się (do pracy) w sposób bardziej konserwatywny. Świat katolicki jest nie tylko światem ozdób i ornamentów, lecz również firan, zasłon, zazdrostek. Protestant, widząc ukrywającego za firaną swe życie katolika, zastanawia się, co ten w zaciszu domowym wyrabia, że tak mu na tym zależy, aby to ukryć.

Uważny obserwator zauważy jeszcze jedną, małą, ale istotną różnicę. Przeniesiony w obszar nowego budownictwa mieszkaniowego w jednym z miast europejskich, natychmiast może stwierdzić jakie wyznanie jest dominujące i urzędowe. W krajach protestanckich rowery stoją przed domami. W katolickich natomiast stoją one (o ile nie są zamknięte w piwnicach i komórkach) na balkonach.
Protestancki rower na balkonie jest trudny do wyobrażenia. Pytanie, czy fenomen ten pozostaje w jakimkolwiek związku z przynoszącym rozgrzeszenie sakramentem spowiedzi, pozostaje (nadal) otwarte.

Odpowiedzi: 49 to “Propedeutyka łatwych uogólnień”

  1. Bobik said

    Bezsenna noc przede mną. Będę się długo i głęboko zastanawiał, co oznacza posiadanie przeze mnie i wanny, i prysznica.
    Pewną teorię już mam, ale nie będę jej ujawniał, bo a nuż ktoś mi podrzuci jeszcze lepszą. ;)

  2. blogali said

    Łatwe ruchy, zaiste. ;)

    Czy fakt, że Herr Vincent Priessnitz pochodził ze Śląska i karierę zrobił w katolickiej Austrii (sam cysorz go za to agrodził) nie myli tych łatwych ruchów? ;)

    W tym podziale papistowsko-heretyckim jakoś zupełnie zabrakło miejsca na prawosławnych. Wygląda, jakbyś ich wykopał poza obręb Europy all together. A to jednak – poza tymi, których my Polacy z trudem uważamy za Europejczyków – np. Grecy! I co z tym fantem zrobić? Czy Grecja to część Europy, a kultura grecka – część etosu europejskiego – czy może nie? I jak to było z higieną u Greków? Prysznic? Wanna? A może nacieranie się oliwą i zeskrobywanie? I jak tam u nich z tymi firankami w oknach… o rowerach nie wspomnę. ;)

    I o Żydach też nie wspomnę … bo i po co?

  3. Bobik said

    Blogali, czy każdy naród musi się załapać na każdy podział? Grekom niech wystarczy, że są – jak to południowcy – radośni, otwarci i kochają życie, w przeciwieństwie do tych północnych mruków, co to jedno słowo na godzinę i depresyjne nastroje przez 11 miesięcy w roku (w tym 12 miesiącu jadą na urlop do Grecji i depresja im przechodzi). ;)

  4. Mnie się bardzo podoba tytuł notki. Czy będą kolejne odcinki tej propedeutyki?

    A co do rowerów, to aż westchnęłam. Swój trzymam w piwnicy (nie mam balkonu) i to strasznie upierdliwe jest, całe to wyciąganie rano i chowanie wieczorem. A moja landlady Eulalia wózek dziecka parkuje wprawdzie na klatce schodowej, ale przypięty rowerową zapinką do rury w ścianie (poprzedniego nie przypinała i wiadomo).

  5. zeen said

    Bawaria jest katolicka, zwiedzałem wzdłuż i wszerz natrafiając na otwarte domy, garaże – często bez domowników w środku. Byłem mile zaskoczony. Wszelako któregoś pięknego dnia postawiłem rower oparty o wspierającą go nóżkę i obszedłem teren. Po powrocie patrzę: gwizdnęli, nie ma roweru!
    Nerwowo obleciałem okolicę, ruchu żadnego, ludzi nie ma – kto do licha?. Po pół godziny krążenia tafiłem na rower, stał ca 500 m od miejsca, gdzie go zostawiłem. Stał oparty o tę samą nóżkę.
    Czy fenomen ten pozostaje w jakimkolwiek związku z przynoszącym rozgrzeszenie sakramentem spowiedzi pozostaje otwarte :-))

  6. telemach said

    Moi drodzy komentatorzy,
    może kilka słów o genezie tego wpisu. Przebywam sobie czasowo w Polsce, po raz pierwszy (od wieków) zamieszkując w tzw. nowym budownictwie z widokiem (pochwalę się: m.in. na morze i sąsiednią, bogatą w balkony, blokowiskową fasadę). Przyglądam się tym rozlicznym balkonom, w zasadzie to są piękne miejsca, powinny (przyzwyczajony jestem) zdobić je kwiaty i meble wypoczynkowe. Miast tego są one (te balkony) małymi rupieciarniami pełnymi sprzętów, które zazwyczaj – przynajmniej w znanych mi krajach protestanckich – stoją na zewnątrz budynku. No bo kto to widzial, aby targać rower na piąte piętro. I chciałem sobie już pomyśleć coś nieładnego o naszym charakterze narodowym, ale w porę przypomniałem sobie przedmieścia Barcelony (rowery na balkonach), podparyskie banlieus (rowery na balkonach) i neapolitańskie blokowiska (rowery, skutery, a nawet ciężkie motocykle na balkonach). Obok pralek i lodówek, na które brak miejsca w mieszkanku. A potem próbowałem sobie przypomnieć, czy widziałem kiedykolwiek rower na balkonie w którymś z protestanckich krajów i nie mogłem, i naszła mnie eureka. Jak również podejrzenie, że być może istnieje jakiś (być może odległy) związek pomiędzy wyznaniem, a stosunkiem do własności prywatnej sąsiada-pobratymca. Przyznaję, że nie dysponuję statystykami i nie prowadziłem rozległych badań terenowych.
    @bobik: wytłumaczenie jest proste. :) Ale czy prawdziwe?
    @blogali: pewnie, że tak. Pominięcie kultury heleńskiej jest karygodne, ale proszę kieruj Swoje zażalenia do tego pana:
    Jakby popatrzeć dokładnie (ze względu na wmogi badawczej rzetelności) – to (obok prawosławnych) trzeba by jeszcze się przyjrzeć łazienkom słowiańskich muzułmanów (np. w Bośni), Karaimów i mniejszości niemieckiej w Polsce. Wpełni świadom, że nie sprostam, zaasekurowałem się tytułem.

    @zeen: ja wiedziałem, że zgłosi się ktoś, komu rower ukradli nie tam gdzie trzeba, jestem również pewien, że odnajdzie się wnet komentator, który zoczył rower na balkonie w kalwińskiej Genewie. Taki już los tych którzy łatwo uogólniają.

  7. telemach said

    @JF:

    Czy będą kolejne odcinki tej propedeutyki?

    Mam dobre chęci.

  8. zeen said

    Telemachu,
    kiedy ja raczej mało o rowerze, zresztą, dokładnie jak Ty… :-)
    Że nie wspomnę, iż rower świśnięto jak najbardziej tam, gdzie trzeba ;-)

  9. blogali said

    Cóż byśmy zrobili bez stereotypów? Zanudzilibyśmy się na śmierć (albo poszli kraść cudze rowery).

  10. rysberlin said

    zeen 8:06

    „Czy fenomen ten pozostaje w jakimkolwiek związku z przynoszącym rozgrzeszenie sakramentem spowiedzi pozostaje otwarte”

    watpisz? uwazaj to cecha protestancka, odbiora Ci wanne ;)

  11. @ Telemach:
    To dwuznaczna odpowiedź :-)

  12. Bobik said

    Trochę powtórzę po Autorze, ale nie całkiem: terminy Wschód i Zachód (jako obszary przynależności kulturowych z dużej litery, w odróżnieniu od stron świata z małej) zaczęły funkcjonować już w starożytności . Na przykład wspomniani tu Grecy uważali wojny perskie za starcie barbarzyńskiego Wschodu z cywilizowanym Zachodem. Potem granice się jakoś dziwnie poprzesuwały i Bizancjum zrobiło się Wschodem a Rzym z przyległościami Zachodem. A potem weszły takie różne koncepcje, że Zachód to będzie tzw. pierwszy świat, albo tzw. cywilizacja euroatlantycka, jeszcze potem ktoś odkrył Północ i Południe, akademicy się zaczęli wykłócać i się zrobiło okropne zamieszanie.
    W tym wszystkim Polacy zachowali przytomność umysłu i w porę ukuli zręczną, nieskomplikowaną definicję. Zachód to było wszystko poza Paktem Warszawskim. Znaczy, jak słusznie zauważył Telemach, do Turcji, Libii, czy Japonii jeździło się na Zachód, ale do NRD na Wschód. Tylko Jugosławia się tej definicji trochę się wymykała i nie bardzo było wiadomo, dokąd tam się jeździło. No i Chiny, ale tam się z kolei w ogóle nie jeździło, chyba że z delegacją państwową, która miała na głowie sprawy ważniejsze niż definicje.
    Po co to wszystko przypominam? No bo niby słusznie Telemach prawi, że w ramach naszej, swojskiej definicji, nie ma miejsca na Północ i Południe jako równorzędne Zachodowi byty. To sobie mogą być najwyżej podsystemy, podzbiory, czy jakieś inne pod-, ale nie poważna konkurencja dla podziału świata na Wschód i Zachód. Ale ja chcę podkreślić, że to wielkie osiągnięcie narodowej myśli jest. Inni kombinują, komplikują i grzęzną, a my swoje wiemy. I tak trzymać! Nie damy sobie zawrócić w głowach wannami i rowerami! :)

  13. cosiek said

    Ludzie to mieli kiedyś problemy…
    A masturbacja to jaka cecha? Protestancka czy satanistyczna?

  14. Torlin said

    Przypomina mi się znakomity dowcip – powiedzenie, zdaje się niemieckie:
    „Gdzie zaczyna się Azja?
    Dla Francuzów na Renie.
    Dla Niemców na Odrze i Nysie.
    (W pierwotnej wersji na Łabie, i to jest pogląd o wiele starszy od Enerdowa)
    Dla Polaków na granicy z Ukrainą.
    Dla Ukraińców na granicy z Rosją.
    Dla Rosjan na granicy z Kazachstanem.
    Dla Kazachów na granicy z Chinami.
    Tylko Chińczycy nic nie mówią, bo są Azją.

  15. @blogali:

    „Cóż byśmy zrobili bez stereotypów?”

    Proszę Pani, kradzież rowerów nie jest doprawdy jedyną alternatywą. Bez stereotypów nie powstałaby ani cywilizacja, ani kultura. Neurofizjolodzy przeświadczeni są, że w złożonym nad wyraz świecie, to właśnie stereotypy pomagają nam przeżyć i nie utracić podstawowej orientacji. Nasz mózg nie jest w stanie przetworzyć atakującej go ilości informacji. Musi dokonywać wyborów, wybory te są tym łatwiejsze i skuteczniejsze, im mniej elementów obejmuje zbiór stojących do dyspozycji alternatyw (będących uproszczonymi modelami fragmentów realnie istniejącej rzeczywistości).
    Niestety jakże często zapominamy, że zdolność do pozytywnego stereotypingu jest niezbędna do przeżycia, obarczając ten termin jednoznacznie negatywną konotacją. To błąd. Bez umiejętności tworzenia i korzystania ze stereotypów nie jesteśmy w stanie przeżyć nawet 24 godzin.

    Korzystając z nadarzającej się okazji, pragnę zwrócić uwagę zainteresowanych tematyką stereotypów i tzw. charakteru narodowego Szanownych P.T. czytelników i komentatorów na poniższą pracę:
    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2775052/?tool=pmcentrez

    Naprawdę warto się zapoznać przed ewentualnym rozpoczęciem dyskusji.

  16. calmy said

    @cosiek:

    „A masturbacja to jaka cecha? Protestancka czy satanistyczna?”

    Nie bądź taki, podziel się wiedzą na temat, w którym najwidoczniej jesteś kompetentny!

  17. telemach said

    JF:

    @ Telemach:
    To dwuznaczna odpowiedź :-)

    Tak.

  18. kwik said

    @ Theodore Weinberger – ale akurat to, czy ukradną ci rower bardzo słabo wynika z przeważających w danej okolicy cech osobowości, bo zapierdolić rower równie skutecznie potrafi introwertyk co ekstrawertyk, pozostałe cztery czynniki osobowości (patrz Wielka piątka) mają na to równie znikomy wpływ.

    @ telemach – a w Bawarii też trzymają rowery na balkonach? Mnie się zdaje, że katolicy chętniej kradną rowery, bo kraje katolickie to były państwa tradycyjnie słabe albo dyktatury, gdzie policjant to twój wróg.

  19. Bobik said

    Kwiku, na pierwszą fazę zapierdalania roweru ekstra- bądź introwertyczność istotnie nie ma żadnego wpływu. Ale w drugiej fazie, czyli w fazie satysfakcji z udanej roboty, może być różnie. Ekstrawertyk może swoją satysfakcję tak ekstrawertycznie okazywać, że zwróci to uwagę stróżów porządku i cały pogrzeb na nic.

  20. kwik said

    @ Bobik – tak, zakładając dużą sumienność owych stróżów porządku. Więc jeśli już, to raczej ich dominujące cechy osobowości mogłyby wpływać na zachowanie się rowerów.

  21. telemach said

    kwik:

    „Mnie się zdaje, że katolicy chętniej kradną rowery, bo kraje katolickie to były państwa tradycyjnie słabe albo dyktatury, gdzie policjant to twój wróg.”

    Tekst był (po części i przynajmniej w zamierzeniu) o hipotetycznym związku wyznania ze stosunkowo niskim poziomem społecznego zaufania. Katolik odpowiada za swoje czyny (przewinienia) wobec bliźnich przed Bogiem reprezentowanym przez wybaczającego kapłana zadającego zdrowaśki. Protestant nie ma szansy na łatwe rozgrzeszenie, po którym może zacząć sobie z lekkim sumieniem grzeszyć od początku z lekkim sercem. On wlecze za sobą konto złych uczynków i musi „czynić dobro swoim bliźnim” aby mu się zgadzał bilans na sądzie ostatecznym. Oznacza to dla mnie zupełnie inne uwarunkowania i warunki ramowe socjalizacji, jest trudno wyobrażalne, aby (po upływie kilku wieków) nie odcisnęło się to w jakiś sposób na mentalności i stosunku do otoczenia/współwyznawców. Do (kompletnej) demoralizacji robotnika budowlanego wystarczyło półwiecze realsocjalizmu. Podpierdozabranie worka cementu z budowy utraciło moralny wymiar kradzieży i uzyskało rangę (wręcz) obowiązku. Przez analogię: katolik, wiedząc, że Bóg nie tylko jemu, ale również jego sąsiadowi i przypadkowemu przechodniowi ustami spowiednika wybaczy, woli przenieść swój rower na balkon. Protestant dokonuje raczej projekcji własnych strachów i wyobrażeń na przechodnia (ach jaki byłby wstyd gdyby mnie złapano, co by powiedzieli inni) i pozostawia swój rower przed domem. Gdyby wtachał na balkon, oznaczałoby, że nie ma do swych braci w Chrystusie zaufania. Po co mu to?

  22. telemach said

    @Theodore Weinberger:
    Czy jesteś na pewno pewien, że publikacja w „Science” ma jakiś związek z tematem tego postu. Ja (jakiegoś bliższego) nie dostrzegam. Proszę o pomoc.

  23. telemach said

    To co napisał Theodore o roli stereotypów można znaleźć (w dużej ilości) m.in. w pracach Hamiltona i Shermanna:

    „More recently, researchers have argued that stereotypes exist to help the mind navigate through a complex and often contradictory environment. Without stereotypes, people might have a more difficult time making sense of the world and can often find an ambiguous situation time-consuming or confusing to understand. When people are in these situations, they usually rely on stereotypes to help them evaluate ambiguities and bring deliberations to closure.”

    I tak dalej.

  24. kwik said

    Aha, a najgorsze skurwysyny to ateiści i to oni kradną najwięcej rowerów, bo nie mają żadnych hamulców.

  25. telemach said

    kwik:

    „Aha, a najgorsze skurwysyny to ateiści i to oni kradną najwięcej rowerów, bo nie mają żadnych hamulców.”

    You made a point :)

    jesień fetyszysty:

    kwik, niewykluczone że pod wpływem, podebrał mi puentę następnej notki. I zdemotywował. Jeśli nie będzie kontynuacji cyklu PŁU, to proszę z pretensjami do kwika. Mieszka na Mazowszu, więc znaleźć go nie powinno być trudno.

  26. Bobik said

    Skoro ateistom brak hamulców, to raczej nie powinni narzekać, kiedy mają pod górkę, a nie z górki.

  27. cmss said

    Prostolinijnie myśląc uważam, że osobnik kradnąc rower wierzy głęboko w powodzenie kradzieży.

  28. staruszek said

    Andsolu! Na pomoc!
    Czy gdy się obmierzy Kwika po krzywej gładkiej, to stwierdzi się osobliwość, zero, czy poszukiwany przez maniaków przykład niemerzalności?

    Jestem obojętnikiem.
    Czy wystarczy mi hamulec ręczny, czy mogę zrezygnować z językowego?

    Telemachu!
    Jakieś prologomena do propeudeutyki emisji głosu?

  29. @ Telemach:
    Kurczę. A odcinek PŁU o ateistach (albo taki, gdzie się niechby i pobocznie pojawiali) tak chętnie bym przeczytała!

    @ Kwik:
    Długo Cię znajdę?!
    [Odezwanie dresiarskie autentyczne.]

  30. kwik said

    @ jesień fetyszysty – Zdzisio?

  31. Mona said

    @kwik: skąd wiesz jak mam na imię?

  32. kwik said

    @ Mona – no cóż, Zdzisio też ładnie.

  33. andsol said

    Ktoś mię woła? Napróżno-ż, bo rower właśnie kradnę.

  34. staruszek said

    Andsolu! Tandem? Wodoodporny? Hamulce hydrauliczne?

    A balkon masz? Nie ma przesłanek do odrzucenia hipotezy, że będzie potrzeba trzymać rower w wannie.
    Jeśli odskorupimy Kwikowe pytanie, to pozostaje miękka tkanka pytania o przywiązywanie się ateistów do balkonów. Wiem, że me pytania to promieniujące zło, ale czuję się rozczarowany. Gdybyś Andsolu skutecznie ukradł platformę wydobywczą na polu naftowym, to z pozostałych domowników rozczarowany byłby chyba tylko pies.

    Od 1/2 wieku nie ukradłem karety. Brak talentu.
    Luter to kradł całkiem duże odpusty.

  35. Caddicus said

    No cóż! W krajach postprotestanckich nie mieli Radia Erewań.

  36. gunther said

    „On wlecze za sobą konto złych uczynków i musi „czynić dobro swoim bliźnim” aby mu się zgadzał bilans na sądzie ostatecznym.”
    Och – jako protestant zgodzić się nie mogę! Reformacji głównym punktem było (oprócz kilku innych, równie głównych): sola gratia – tylko łaska. Zbawienie jest zgodnie z tym zawołaniem rolą wyłączną Boga i efektem łaski, całkowicie dla człowieka niezasłużonej.
    W tym świetle protestant powinien kraść rowery w dużych ilościach licząc przecież na łaskę Boga. Dlaczegóż więc tego nie robi?
    Teologicznie, jako dobry protestant powinienem odpowiedzieć, że dlatego, iż doświadczywszy Bożej łaski (Amazing Grace) do końca swego żywota pozostaje wdzięczny Bogu nie nie chce Go niczym zasmucić. Niestety nie jestem chyba dobrym protestantem. Sądzę, że kluczem jest to o czym tutaj wspomniano: „ukradnę ten rower i będzie wstyd – po co mi to?”
    W kraju katolickim o nijakim wstydzie mowy nie ma, bo kradzież roweru (zwłaszcza niepilnowanego i nie zamkniętego w komórce) jest przejawem zapobiegliwości, zdrowego rozsądku i umiejętności wykorzystanie dobrej okazji. Nazywając niewinny ten wybryk kradzieżą postępuję w końcu jak dobry protestant (!!!), w naszym katolickim kraju nazywa się to zwykle „załatwieniem”, ewentualnie „skombinowaniem”.

  37. gunther said

    No i Hindusowi rower też ukradli. Jak tu nie wierzyć w stereotypy??? http://polskanarowery.sport.pl/msrowery/1,105126,9607606,Rower_dla_Somena.html

  38. kwik said

    @ gunther – a sam sobie ten Hindus winien, nim się pojedzie do dzikiego europejskiego kraju warto zrobić choć minimalny risercz.

  39. telemach said

    kwik, ja nie wiem.Bardzo chciałbym podzielać Twoje poczucie humoru, ale nie wiem czy zdołam. Problem w tym, że on już przedtem był w 60 innych krajach, w tym wielu europejskich.
    Mnie coż takiego potrafi zdołować na całe dni.

  40. telemach said

    gunther:

    On wlecze za sobą konto złych uczynków i musi „czynić dobro swoim bliźnim” aby mu się zgadzał bilans (…)

    Ja tego nie wymyśliłem, znajome Lutry się ze mną podzieliły. Protestant jest kategorią (z przymuyu) uproszczoną. Potrafię sobie wyobrazić, że pomiędzy Anababtystą, luteraninem, anglikaninem i Adwentystą Dnia 7go mogą być różnice, już sam fakt martyrologii anababtystów doznanej z jak najbardziej protestanckiej ręki mówi wiele.

  41. gunther said

    @telemach
    A to się w dzisiejszych czasach z tymi lutrami porobiło. Marcin się w grobie przewraca.
    Rożnicę są – a jakże! – ale właściwie wszyscy zgodnie przyjmują: sola gratia, sola fide, sola scriptura, solus Christus, soli Deo gloria.

  42. @ kwik, Telemach:
    Z tym Hindusem to jest bardzo przygnębiające. Bardzo :-(

  43. kwik said

    Owszem, przygnębiające. Ale mnie też kiedyś ukradli wierny rower (z piwnicy) i jakoś to przeżyłem, choć jestem dupkiem i niedołęgą. Dzielny Hindus poradzi sobie bez trudu.

    A nie będziemy się przecież przygnębiać tym, jacy jesteśmy beznadziejni, bo staniemy się jeszcze bardziej beznadziejni. Uszy do góry.
    Jak to będzie po niemiecku?

  44. kwik said

    Policja już ma złoczyńców.

    „Obaj zatrzymani są świetnie znani lokalnym policjantom właśnie z tzw. przestępczości przeciwko mieniu. – Nie dalej jak tydzień temu jeden z nich był zatrzymany z powodu kradzieży innego roweru – mówią funkcjonariusze”

  45. calmy said

    @kwik: jest gorzej niż źle. Nie tylko złodzieje, ale jeszcze w dodatku nieudolni. O bosz ;)

    A roweru jak nie ma, tak nie ma.

  46. kwik said

    @ calmy – nie tacy nieudolni, ukradli, sprzedali, mają swoje 5 minut w mediach, ich ksywki poznała cała Polska.

    Przy okazji stąd:
    „This is not the first incident of its kind in Poland. In 2009 a Norwegian couple, who had been traveling the globe on foot for 28 years, had one of their companion donkeys shot in Golub-Dobrzyń, when an illegal hunter is believed to have mistaken the animal for a deer.”

  47. Wie ktoś z Państwa może, jak się skończyła historia z tym hinduskim rowerem?

  48. IKEŁA online said

    Tego nie wie chyba nikt ;-)

  49. Markedly well executed blog post!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: