Czy palenie jest szkodliwe?

Maj 6, 2011

Beznadziejnie głupie pytanie, prawda? Nikt przy zdrowych zmysłach nie spróbuje przecież upierać się że jest inaczej. Dlaczego? No bo, hm, prawda, naukowcy udowodnili. Jacy naukowcy? No, przecież wszyscy, medycyna twierdzi, prawda, jednoznacznie. Twierdzi? Twierdzi. Od kiedy? Tu proszę państwa zaczyna się robić ciekawie. Medycyna twierdzi tak od niedawna. Przedtem, przez wieki całe, ustami swych najsłynniejszych i najbardziej światłych przedstawicieli twierdziła, że wręcz odwrotnie. Teraz będzie to co najbardziej lubimy, czyli krecia robota.

Szamanistyczne praktyki ostatnich 5000 lat, jak również terapeutyczne zastosowanie palonych (przez Scytów i Traków) nasion konopi nie będą nas tu zupełnie interesować. Potraktujemy pobłażliwie Hipokratesa (tak, to ten, na którego przysięgają tegoroczni absolwenci wydziałów lekarskich) – nie wiemy ilu pacjentkom zaszkodził zalecając wdychanie dymu jako panaceum na „schorzenia kobiece“. Co on mógł wiedzieć? Ciekawszy już był Piliniusz Starszy ze swoją wypróbowaną metodą leczenia (również dymem) uporczywego kaszlu. Ale co tam – dawno i nieprawda, zapomniane i wybaczone.

Przeskoczmy zatem do czasów nowożytnych, w których (po mrokach średniowiecza) zaczyna rządzić rozum, a uczeni, aby móc zasługiwać na to określenie, muszą – jak się powszechnie uważa – coś umieć. Jest wiek XVI, na scenę wkracza Jean Nicot, co prawda nie lekarz, ale jak najbardziej poważny uczony zwany (też) ojcem francuskiej leksykografii. Jakże niesprawiedliwie. Jego bezsprzecznie największym osiągnięciem było spopularyzowanie „nowej rośliny leczniczej“, a był skuteczniejszym popularyzatorem (tego na czym się nie znał) niż leksykografem (na leksykografii znał się). Nicot był człowiekiem obdarzonym poczuciem misji. Niestrudzenie pisał listy do głów koronowanych, egzotyczna (już niedługo) roślina miała pomagać wszystkim na wszystko. Cierpiącą na uporczywe migreny Katarzynę Medycejską wyleczył nowym zielem o nazwie tabah szybko i skutecznie. Owrzodzony kardynał Franciszek Lotaryński pozbył się dzięki tytoniowi wrzodów. Entuzjazm wyleczonych rodzi wyznawców. Na pierwszego koryfeusza nauk medycznych, który był gotów podeprzeć istniejący entuzjazm własnym autorytetem nie trzeba było długo czekać. Współczesny Nicotowi ojciec hiszpańskiej medycyny Nicolás Monardes odkrywa cudowne właściwości lecznicze tytoniu i zaczyna stosować zielsko (z pewnym powodzeniem i jeszcze głębszym przekonaniem) jako lek z wyboru na „bóle głowy, raka, choroby układu oddechowego, owrzodzenie skóry, choroby kobiece (wpływ Hipokratesa?) jak również – mówiąc kolokwialnie – robale. Są to najważniejsze zastosowania, pełna lista jest dłuższa i obejmuje 36 pozycji. Monardes – jak na uczonego przystało – nie tylko leczył, ale również pisał, a co gorsza napisane potem publikował. Pozostawił po sobie nieznaną liczbę ofiar i znaną liczbę uczonych ksiąg, w których zawarł to co zawarł. Ponieważ siła rażenia wiedzy jest nieporównanie większa, niż siła rażenia zabobonu (m.in. dlatego, że uczeni od siebie odpisują) – tytoń rozpoczął swój zwycięski (ponad) 300-letni pochód jako panaceum na wszelkie schorzenia. Kontynentalny wyczyn Nicota powtarza na Wyspach Brytyjskich Sir Walter Raleigh, również on znajduje swego Monardesa w osobie niejakiego Anthony’ego Chute, który nie bacząc na formalne braki w wykształceniu publikuje dzieło o znamiennym tytule „Tobaco“. Autor ogłasza rewolucję w medycynie, zalecane jest (terapeutyczne i profilaktyczne) palenie cudownego ziela w fajce. Obyczaj palenia upowszechnia się tak szybko (wszyscy chcą być zdrowi), że król Jakub I (Stuart) pisze pamflet i próbuje zakazać. Bezskutecznie, tytoń to już nie tylko nałóg, lecz również duże pieniądze. Również dla korony brytyjskiej ze względu na nałożone podatki.

W XVII wieku zaczyna się robić naprawdę dziwnie. Tytoniowi zaczyna się przypisywać cudowne właściwości – ze zdolnością przywracania życia zmarłym włącznie. Kto nie wierzy niech poczyta sobie o cudownym zmartwychwstaniu Anne Green powieszonej w 1650 roku za dzieciobójstwo i przywróconej do życia m.in. przy pomocy dymu tytoniowego. Lekarze zalecają żucie tytoniu (jako środek na m.in. ból zębów), picie nalewek tytoniowych (na wzmocnienie), łykanie pigułek (na imbecylizm i konwulsje) palenie fajki (na schorzenia płuc i oskrzeli). Damom zaleca się regularne używanie tabaki. Mazidła tytoniowe wcierane są w skórę, dym używany do inhalacji. Wiek XVIII przynosi szereg nowych, interesujących terapeutycznych pomysłów. Szczególnie zasłużył się tutaj (naprawdę słynny i szanowany) doktor i prekursor intensywnej terapii o nazwisku Richard Mead. Z jednej strony zasłużył się, z drugiej jednak (prosimy dzieci i osoby wrażliwe o chwilowe odejście od odbiorników) jego pomysły były, hm, do dupy. Dosłownie. Mead, zauważywszy że wtłaczanie dymu do płuc osób nieprzytomnych jest trudne i nieprzyjemne, postanowił znaleźć inną drogę podania życiodajnego specyfiku i przeszedł do historii jako wynalazca aparatu do lewatywy dymem tytoniowym. Doodbytnicze pompowanie dymu do wnętrza (przeważnie nieprzytomnego) pacjenta, było terapią z wyboru przez następne 150 lat w przypadku omdleń i utonięć (a w zasadzie podtopień). To nie są jakieś przesądy, w każdym przyzwoitym podręczniku medycyny znajdował się odpowiedni rozdział. Przeświadczenie o skuteczności metody było tak powszechne, że Royal Human Society (ówczesny brytyjski odpowiednik dzisiejszego WOPRu) uznał je w 1780 roku (na wniosek królewskiego stowarzyszenia medycznego) oficjalnie za ważniejsze od sztucznego oddychania i zainstalował wzdłuż brzegów Tamizy skrzynki z „zestawem do ratowania tonących“. W zestawie, a jakże, znajdował się aparat do lewatywy dymem tytoniowym. Pierwsze, nieśmiałe sugestie dotyczące ewentualnej szkodliwości metody pojawiły się w 1811 (Benjamin Brodie stwierdza niekorzystny wpływ nikotyny na pracę serca) – nie przeszkodziło to jednak jego uczonym kolegom przez cały XIX wiek poszukiwać coraz to nowych terapeutycznych zastosowań podawanego doodbytniczo tytoniowego dymu. Leczono (a jakże, z powodzeniem) zaparcia, przepukliny, anemię ba nawet cholerę.
W sanatoriach dla (jakże licznych wówczas) chorych na gruźlicę, lekarze zalecali chorym palenie papierosów i staranne zaciąganie się aromatycznym dymem. Chorzy krztusili się, kaszleli, ale nie było litości, czego się zresztą nie robi dla zdrowia, szczególnie gdy lekarz zaleca. Ostatnie doniesienia o korzystnym wpływie dymu tytoniowego na przebieg gruźlicy płuc można znaleźć w pulmonologicznych żurnalach z okresu bezpośrednio poprzedzającego wojnę światową.
Gdy zatem lekarz próbuje nakłonić nas do porzucenia zgubnego nałogu, warto pamiętać, że przedtem, przez jakieś 300 lat z okładem, jego uczeni koledzy usilnie nas do niego przekonywali.

Autor nie zaleca palenia tytoniu w żadnej postaci, ani też nie twierdzi, że palenie jest nieszkodliwe.

Odpowiedzi: 50 to “Czy palenie jest szkodliwe?”

  1. mona said

    @telemach:
    Przeraziłeś długością. Czytelnik współczesny jest przyzwyczajony do puenty. Najlepiej, gdy utwór składa się tylko z puenty i z tytułu.

  2. Lusia said

    Podobnie opowiadałam swojemu doktorowi i zostało u niego na mruczeniu u mnie na paleniu.

  3. andsol said

    No właśnie, Mono, gdzie puenta? Czuję się osierocony i nie wiem co mam teraz myśleć. Co gorsza, nie wiem co mam robić. Chyba na wszelki wypadek kupię, ale nie będę się zaciągał, a tylko zostawię w szufladzie.

  4. mona said

    „Czuję się osierocony i nie wiem co mam teraz myśleć.”

    A co gorsza Andsolu, nie wiadomo zupełnie o co telemachowi chodzi. Jak zwykle. Brak instrukcji w postaci wyjaśnienia „co autor miał na myśli” sprawia, że młodzież może wyciągnąć nieodpowiednie wnioski ;-)

  5. kwik said

    Trochę aromatycznego dymu w odbycie na pewno jeszcze nikomu nie zaszkodziło, bywało gorzej: Rectal Impaction With Epoxy Resin: A Case Report (z obrazkami).

  6. Jedną z wielu powtarzanych w mojej rodzinie anegdot jest ta o prababci Kazi. Ponieważ nastoletnia Kazia była słaba i chorowita, lekarz zalecił specyficzną kurację wzmacniającą – codziennie po obiedzie setka wódki i papieros. Wódkę prababcia jeszcze jakoś znosiła, ale z papierosami z początku jej nie szło. Szacowna matka jednak nie odpuszczała: „Pal, Kaziu, pal, to dla zdrowia”. Prababcia paliła aż do śmierci (żyła zresztą długo, około dziewięćdziesięciu lat), ale zawsze odstawiała papierosy na czas wielkiego postu, bo była bardzo religijna.

  7. telemach said

    kwik:
    czy masz tego więcej? Jeśli tak to porcjuj, doniesienia na temat materiałów budowlanych w jelicie prostym są obiecujące, ale ja wolę nie przed śniadaniem. Wrażliwy się chyba zrobiłem.

  8. telemach said

    JF: kiedy szanowna prababcia doznała łaski tej intrygującej terapii? Tzn. kiedy ona była nastoletnia?

  9. kwik said

    Och, nie musisz przecież kompulsywnie klikać we wszystkie linki. Ja tylko wzorem Teresy Stachurskiej – może się przyda.

  10. babilas said

    jesien fetyszysty:
    A z kolei babcia Mojej Ślubnej (nie prababcia, my trochę nadrabiamy własnym wiekiem brak pra-, więc tam najwyżej pół pokolenia różnicy), również słaba i chorowita, skierowana została przez lekarza do rzeźni celem picia krwi (w ilości kubek dziennie), która z jakichś nieodgadnionych już dzisiaj względów musiała koniecznie być tak świeża, że aż ciepła.

    Uspokajam, że babcia umarła skutecznie i – przynajmniej chwilowo – nieodwołalnie.

    Skoro już jesteśmy w tematyce gore, pospamuję bez związku z czymkolwiek: odpisy aktów stanu cywilnego ważne są w Polsce przez okres trzech miesięcy. Czas już jakiś temu przeprowadzałem postepowanie spadkowe po swoim teściu. Postepowanie, z różnych względów, nabrało charakteru przewlekle – chronicznego i sąd, w majestacie Rzeczpospolitej, za pomocą listow poleconych domagał się co trzy miesiące „świeżego” odpisu aktu zgonu pod rygorem oddalenia wniosku o stwierdzenie nabycia spadku. Fakt, że instytucja Państwa, jakby nie było, neutralnego światopoglądowo, tak poważnie liczyła się z możliwością zmartwychwstania teścia, że domagała się wciąż nowych dowodów na to, że nie żyje, napełnił mnie, osobę w końcu oziębłą religijnie, sporym podziwem.

  11. @ Telemach:
    Żeby w miarę precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie, zadzwoniłam do mamy, która mi uświadomiła, że się pomyliłam o jedno pra. To była praprababcia. A nastoletnia była tak mniej więcej w latach osiemdziesiątych-dziewięćdziesiątych XIX wieku; obstawiam drugą połowę osiemdziesiątych.

  12. @ babilas:
    Przerażające. Zwłaszcza, że ta krew tak prosto rzeźni. Brr.

  13. telemach said

    kwik:

    Ja tylko wzorem

    No właśnie.

  14. telemach said

    babilas:

    Fakt, że instytucja Państwa, jakby nie było, neutralnego światopoglądowo, tak poważnie liczyła się z możliwością zmartwychwstania teścia, że domagała się wciąż nowych dowodów na to, że nie żyje, napełnił mnie, osobę w końcu oziębłą religijnie, sporym podziwem.

    Och, to jedynie jeden z przejawów egzotyki biurokratycznej tak typowej dla naszego kraju.
    Ja ostatnio opuszczając główną autostradę Rzeczpospolitej (arterię komunikacyjną łączącą Stryków z Nowym Tomyślem) zostałem posądzony o poważne przekroczenie szybkości dozwolonej i zatrzymany. Mandat (bo legitymowałem się paszportem w którym nie ma adresu) opiewał na kwotę, którą miałem przy sobie, a ustaloną z funkcjonariuszem drogą negocjacji. Problem rozpoczął się w momencie wypisywania mandatu, bo funkcjonariusz potrzebował (ku temu) nazwisko panieńskie mojej mamy. Zdziwiłem się i chciałem się dowiedzieć po co, ale nie wiedział. Zapytałem, czy jeśli podam że mama była z domu Cwierciakiewiczówna, to będzie dobrze? Odparł, że to nie ma żadnego znaczenia, bo tego tak czy tak nikt nie sprawdza. Podałem.

  15. kwik said

    O, jeszcze jeden celebryta popisujący się łamaniem przepisów drogowych.

  16. telemach said

    @kwik: nie ma czym. Najzwyczajniej przeoczyłem sprytnie schowany radiowóz.

  17. andsol said

    Czuję się upośledzony. W takiej samiutkiej sytuacji mnie tylko pytali ile mam przy sobie a nie jak mama miała jak mnie nie było. Za co do dziś mam kłopoty z wrocławskim przyjacielem, który mówi, że to ja skorumpowałem polską policję drogową i że powinienem był odsiedzieć. Na cholerę mu opowiedziałem… Aha, bo prawdomówność jest mym zawołaniem. Wiesz, lektura z Zawiszą Czarnym zbyt wcześnie czytana.

  18. beatrix said

    Ho ho, Autor na powaznie zajal sie zdrowiem. Trzeci raz z rzedu. Co myslec?

    A w ogole to Autor moglby zadbac o Andsola, jak taki zdrowiem przejety. Dwa razy poczul sie tu jakos tak -a to osierocony, a to uposledzony. NIby o zdrowiu pisze i w ogole, a tu prosze…

  19. mona said

    @kwik:

    „O, jeszcze jeden celebryta popisujący się łamaniem przepisów drogowych.”

    Exactly. Pirat udający blogera. Przyjeżdżają tacy z zagranicy, bigos im już nie smakuje, łamią przepisy i nawet nazwiska panieńskiego własnej matki nie znają. Nieoświetlona furmanka na autostradzie, z nawalonym woźnicą z wadą wzroku pewnie im też przeszkadza! Jewrokołchoz!!!

  20. babilas said

    andsol, telemach:

    Krótki poradnik technik negocjacyjnych dla wchodzących w interakcję z załogami zamaskowanych radiowozów.

    Podobnie jak w brydżu, podstawową odzywką konwencyjną jest inwit ze strony naszego partnera. W wersji klasycznej przyjmuje on formę nagłego spoufalenia się funkcjonariusza z legitymowanym (I co mam teraz z panem zrobić, panie Michale?). Na inwit nie odpowiadamy, broń boże, forcingiem (Ch… wie, panie Władku, ma tu pan pięć dych i proszę mi nie zawracać głowy więcej), wręcz przeciwnie, jest teraz czas i miejsce na konwencyjną odzywkę transferową (Trzeba będzie udzielić pouczenia), świadczącą o naszej gotowości do przyjęcia inwitu. Transfer kwitowany jest przez silniejszą rękę cue-bidem (No tak, ale przecież wiedza kosztuje…), zaczem możemy już przejść do pytania o ilość asów (No ba! A śniadanie/obiad/kolację panowie już jedli?) i szczęśliwie dobić targu.

    Oczywiście zawsze możemy trafić na tępego służbistę, który nie zna zaawansowanych technik licytacyjnych, wtedy jedynym naszym ratunkiem jest wysoki blok. Przykładowo, funkcjonariusz pokazuje nam na ręcznym urządzeniu pomiarowym naszą prędkość: 96km/h. Delikatnie odwracamy urządzenie i triumfalnie wskazujemy funkcjonariuszowi 69. Albo: funkcjonariusz opisuje nam nasze wykroczenie (Wyprzedzał pan na podwójnej ciągłej), na co z oburzeniem odpowiadamy Ależ skąd, to ten pirat w maluchu wyprzedzał mnie od prawej i zepchnął mnie na przeciwny pas ruchu. Należy pamiętać, że blok jest odzywką ryzykowną i w żadnym razie nie zastępuje licytacji dwustronnej.

    Bez względu na wynik spotkania nie należy zapominać, że na drogach spotykamy się z dwoma kategoriami kierowców. Pierdoły to ci, którzy jeżdżą wolniej od nas. A kretyni to ci, którzy jeżdżą szybciej.

  21. telemach said

    babilas:
    „Przykładowo, funkcjonariusz pokazuje nam na ręcznym urządzeniu pomiarowym naszą prędkość: 96km/h. Delikatnie odwracamy urządzenie i triumfalnie wskazujemy funkcjonariuszowi 69.”

    Oj. Teraz to ani chybi ktoś życzliwy naciśnie przycisk denuncjacyjny łordpressa i blog się zrobi dla dorosłych.

  22. kwik said

    Gospodarz jak mniemam już po śniadaniu? Skoro już o policji mowa: An unexpected benefit of pre-emptive rectal analgesic administration: the “key” to postoperative analgesia (bibliografia tego doniesienia to prawdziwy skarbczyk).

  23. andsol said

    kwik, żona pracowała na dyżurach w klinice uniwersyteckiej działającej też jako pogotowie ratunkowe dla dzielnicy – a że opowiadała, to mało co w tej dziedzinie mnie zdziwi.

    Ciekaw jestem czy byłby poprawny przekład tytułu z bibliografii na „odpieprzanie marchewki”.

  24. staruszek said

    @mona
    Popieram kolejność: puenta przed tytułem, ale …
    Po co tytuł po puencie? For dummies?
    Wszak krzak my bystrzachy. Okrojenie tylko do daty oraz godziny też by dawało szanse do komentarzy.
    Pamiętacie niedawny czas gdy Telemach nie mógł się przez swą bramkę blogową przedrzeć. Ile to naszego zmartwienia było! A to mogło być tak: Telemach popadwszy w sceptycyzm w kwestii dogadania się z sobą rozpoczął studia nad:

    Technologiczna osobliwość (lub po prostu Osobliwość, z ang. Singularity) – hipotetyczny punkt w przyszłym rozwoju cywilizacji, w którym postęp techniczny stanie się tak szybki, że wszelkie ludzkie przewidywania staną się nieaktualne.

    I być może, postęp dogonił Telemacha. I zanim wpisał puentę to stało się jutro. A więc okrojenie do samej daty zgłupiało. Zniesmaczony Telemach odwrócił się, a że wzrok mu naprawili przez tygodnie nieobecności na platformie literowej i cyfrowej, to dostrzegł, że widmo poddane FFT wyprowadziło go poza długość słowa maszynowego. Przestał się zachłystywać pochwałami „Fajny Felieton Telemacha” tych co myśli przewodniej skomentować nie porafili
    Więc przyciął do FF i wyszło: For False. Z nowym, lepszym spojrzeniem wrócił do dziedziny zwątpienia.

    Ja mu wierzę: zdanie rozpoczęte od Czy trzeba zapytajnikować.

    Dziękuję Ci Telemachu!
    Gdy stworzę jakiś idiotyzm, to mi nie bałakną:
    „Ale to już było!” (vide Maryla z bzowej kępy).

  25. kwik said

    @ andsol – częściowo poprawne, ten przetłumaczono już jako „Wykręcanie marchewki z odbytu” (jest tu, na końcu). Zwyczaj nakazuje jednak cytować wyłącznie tytuły oryginalne.

  26. Panie Kwiku,
    niech Pan to koniecznie zbierze w jakąś,dajmy na to, antologię. I udostępni z indeksem rzeczowym i alfabetycznym. Ludzkość spragniona a nawet być może złakniona prawdy czeka i czeka. Jak duża musi być być lość osób wprowadzających sobie „tam” różne przedmioty i jak wiele takich czynów wynika ze zwykłej niewiedzy, że ktoś przedtem już sobie wprowadził.

    Rynek widzę ogromny!

  27. kwik said

    @ Theodore Weinberger – e tam, jak kto ciekawy to sobie wygugla, choćby przez „sprytnie schowany radiowóz”.

  28. zeen said

    Ja bym postawiłm inne pytanie: czy wprowadzanie zakazu palenia jest szkodliwe?

  29. Bobik said

    Ja jestem skłonny wierzyć raczej doświadczonym praktykom, niż najzmyślniejszym choćby teoriom. Nie wiem ilu lat zdołał dożyć Szanowny Autor Telemach, ale pamiętam, że Deng Xiao Ping, wybitny praktyk palenia, jeszcze w wieku 93 lat twierdził, że papierosy są super. Fakt, że rok później umarł, ale co się napraktykował, to jego i nikt mu nie odbierze.
    Niestety, praktyki doodbytnicze Deng Xiao Pinga są mi całkowicie nieznane. A szkoda, bo może mógłbym się szeroko wypowiedzieć.
    Jak chodzi o licytację drogową chyba będę od dziś wierzył Babilasowi. Wygląda na bardzo doświadczonego w tej materii. Na tyle, że chyba nawet niezłym teoretykiem mógłby zostać. ;)

  30. mona said

    Zeen:
    „Ja bym postawiłm inne pytanie: czy wprowadzanie zakazu palenia jest szkodliwe?”

    Ponieważ światy palaczy i niepalących nie są kompatybilne (jedni zamieszkują inną rzeczywistość niż drudzy), a powietrze jest wspólne, to kolizja jest nieunikniona, a szanse na konsensus zerowe. . Na pytanie Zeena odpowiadam twierdząco z punktu widzenia namiętnego palacza, którym byłam i przecząco z pozycji obecnej. Nie ma uniwersalnej odpowiedzi, są tylko punkty widzenia. Marlena Dietrich bez papierosa żyłaby może troszkę dłużej, ale czy byłoby to równie intensywne i barwne życie?

  31. mona said

    Ostatnio śniło mi się, że znów paliłam Gitanes bez filtra. Był to piękny sen!

  32. andsol said

    Mono, a czemu we śnie nie poszłaś na maksa, na albańskie Arberie? Albo węgierskie Kossuthy?

  33. blogali said

    Na złość lekarzom zapalę papierosa?

  34. cmss said

    Gitanes bez filtra. Lecz gdzie są niegdysiejsze śniegi?

  35. cmss said

    A Gauloises…
    news.bbc.co.uk/2/hi/business/4204206.stm

  36. Bobik said

    Z góry uprzedzam, że żadnej interpretacji nie uznam za słuszną. Ha! :)
    Tu mordka mimo wszystko. :twisted:

    Ach, gdzież są niegdysiejsze śniegi,
    sporty bez filtra i gitany,
    i szept gardłowy do kolegi:
    no, nie bądź świnia, daj, o rany!

    Czegoś się dowiesz, w coś uwierzysz,
    za pewne uznasz TE przebiegi…
    a czemu ząb ku TEMU szczerzysz…
    Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi?

  37. Super wpis. Pozdrawiam :)

  38. mona said

    @andsol: węgierskie Kossuthy? Albańskie what? Zdumiewa mnie Twoja wiedza, ja, chyba ze względu na miejsca zamieszkania, nie spotkałam się. Czy jest to kwestia wieku? Luka poznawcza.

    @blogali: na złość lekarzom? Nawet bez przyjemności? W ramach odwetu palaczy na lekarzach i sprawiedliwości dziejowej? ;)

  39. monadelavoie said

    @cmss: ten Aznavour z Gitanem w buzi.
    Lurkając tutaj:
    http://www.charlesaznavour-lesite.fr/
    znajdziesz, że „nowe, wielkie tournee” zaczyna się we wrześniu tego roku. Za trzy lata będzie obchodził 90 urodziny. I jak tu sobie radzić?

  40. andsol said

    mona: nie tylko wieku, ale i niezdrowych obyczajów.Ale od lat przeszedłem na jogurty.

  41. zeen said

    mona:
    na co dzień mam do czynienia z ludźmi palącymi i niepalącymi i zauważyłem, że kwestią kultury jest, czy dochodzi do kolizji, czy nie. Konsensus osiągany jest częściej, niż przy sporach o miedzę i pana Boga czy aborcję.
    A Ty nic o wolności.

  42. telemach said

    „A Ty nic o wolności”

    Zeenie, przepraszam, że (skoro Mona nie odpowiada) się wtrącę: nic o czyjej wolności? Bo wolność zawsze jest czyjaś.

    A poza tym dziwię się, że doskonale wiedząc dokąd nas to pytanie zaprowadzi, mimo to pytasz.

  43. blogali said

    Mona,
    są różne dialektyki oporu. ;)

  44. andsol said

    Wy tu sobie gadu gadu a ja czekam na nazwę marki, którą warto kupować. Bo wypadłem z praktyki i nie chce mi się znowu ćwiczyć robienia skrętów, a szczególnie oszczędnego ślinienia bibułki.

  45. zeen said

    telemachu,
    czyli moja wolność należy do Ciebie? :-)
    Z dużym zainteresowaniem śledzę dokąd ta rozmowa zmierza i owszem, zainteresowany byłbym jej kierunkiem po moim pytaniu, ale widzę, że Ty wiesz, inni też sprawiają wrażenie, że wiedzą, czyli zadałem pytanie raczej sobie samemu.
    Będę ostrożniej pytał w przyszłości.

  46. telemach said

    andsol:
    „a ja czekam na nazwę marki, którą warto kupować. Bo wypadłem z praktyki i nie chce mi się znowu ćwiczyć robienia skrętów, a szczególnie oszczędnego ślinienia bibułki.”
    Oj, poczekasz ;)

  47. telemach said

    zeen:
    „czyli moja wolność należy do Ciebie? :-)”

    Och nie, nie sądzę. I na odwrót. Co nie przeszkadza, że wielu, nie czyniąc tego nieodzownego rozróżnienia, powiększa (w imię dobra i bliżej niesprecyzowanej wolności) bezmiar nieszczęścia na naszej małej planecie. Nie sądzisz?

  48. staruszek said

    Źródło: wykop
    Papierosy znikną ze sklepów
    Europarlament przygotowuje prawo, które zakaże uprawy tytoniu i handlu nim. Palacze już są przerażeni: do 2025 roku papierosy mają zniknąć ze sklepów i kiosków w całej Unii Europejskiej. Krytycy przekonują, że zamiast ograniczyć palenie, zakaz spowoduje powstanie tytoniowego podziemia.

    Źródło: kampanie społeczne.pl

    Odfajkowane dni
    Kalendarz stworzony z myślą o konsumentach nikotyny: każdy miniony dzień palacza zostawia po sobie wypaloną papierosem, tlącą się dziurę. Oszczędzony został 31 maja, którego to przypada Światowy Dzień Bez Papierosa. Hasło brazylijskiej reklamy z taką propozycją dla osób uzależnionych od nikotyny przypomina: “Today is the World No Tobacco Day. But it shouldn’t just be today” („Dzisiaj jest Światowy Dzień Bez Nikotyny. Ale nie powinien być tylko dziś”).

    Brazilian Institute of Geography and Statistics podaje, że ponad jedna trzecia palących Brazylijczyków wypala około 20 papierosów dziennie, a ponad połowa palących deklaruje chęć rzucenia nałogu. To może być trudne, zwłaszcza że cena papierosów w Brazylii jest jedną z najniższych na świecie.

    Kampania niesie konkretny przekaz: nie trzeba czekać do ostatniego dnia maja by zaprzestać palenia wraz z całym światem. Każdy kolejny dzień może być pierwszym dniem bez papierosa, a z pewnością 31 maja nie powinien być jedynym takim dniem. Czas odmierzany nikotyną jest okrutny: 1 papieros skraca życie o 30 minut*.

    Od 1988 roku Światowa Organizacja Zdrowia organizuje Światowy Dzień bez Tytoniu. W tym roku tematem przewodnim było hasło „Gender and tobacco” („Płeć i tytoń”), a nacisk położono na relację między kulturowo przypisanymi poszczególnym płciom zachowaniami a nałogiem nikotynowym.
    M. Danielewicz

    Źródło: Wikipedia

    Andropauza (gr. andros = mężczyzna, człowiek; gr. pausis, łac. pausa = przerwa) – w ujęciu biopsychospołecznym definiowana jako okres w życiu mężczyzny (najczęściej po 50 roku życia), zapowiadający zbliżające się wejście w okres starości z początkiem wystąpienia szeregu dolegliwości w różnych sferach funkcjonowania jednostki, zarówno somatycznej, psychologicznej jak i seksualnej o podłożu wielonarządowych zmian w organizmie, w tym zmian hormonalnych, wywołanych starzeniem się.

    Andsolu!

    Nie kokietuj! Bartosz Arłukowicz (lekarz medycyny) ma większe kłopoty niż nienadążanie Twojej pensji za inflacją oraz nagła sympatia do dymnych wampów.

  49. MaPaKi said

    W niewypowiedziany sposób brakuje mi przecinków przed i po wyrazie „ba”. Swoista konieczność.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: