Leksykon intersujących schorzeń: Choroba Parkinsona

Maj 1, 2011

Nie możemy narzekać na brak poradników i leksykonów. Jest rzeczą drugorzędną, czy pragniemy nauczyć się grać w tenisa w weekend, języka Suahili w dwa tygodnie, zostać znawcami grzybów, ekspertami w zakresie fizyki kwantowej, szamanizmu, homeopatii lub psychoanalizy – odpowiedni poradnik, bądź samouczek wyskoczy nam naprzeciw obiecując surogat wiedzy i złudzenie łatwo osiągalnej kompetencji. Kto jednak myśli o potrzebach jakże licznych hipochondryków? W poszukiwaniu objawów interesujących i zarazem groźnych schorzeń grupa ta pozostawiona zostaje (bezlitośnie) samej sobie. Zdani na przypadkowe i często niezrozumiałe informacje, hipochondrycy błądzą bezradnie, narażając się niejednokrotnie na śmieszność i drwiny. Wychodząc naprzeciw trudnemu do zakwestionowania zapotrzebowaniu, przedstawiamy dziś pierwszy odcinek i serwujemy chorobę Parkinsona.

Ogólnie.

Nie jest prawdą, że choroba Parkinsona (Parkison’s Disease, PD) jest schorzeniem urojonym. Istnieje ona naprawdę. Została po raz pierwszy opisana przez angielskiego zbieracza skamielin, który parał się w chwilach wolnych od publicystyki politycznej również medycyną. Szansa, że będziemy na nią (chorobę, nie medycynę) cierpieć, wynosi około 0,3%, jeśli jednak uda nam się przekroczyć 60 rok życia, zwiększa się ona w sposób znaczący, osiągając (w zależności od źródła) nawet do 1,65%. Chociaż PD uchodzi za chorobę ludzi starszych, znana jest również postać młodzieńcza. Może nas trafić w każdym wieku, a zatem młodzi hipochondrycy nie powinni tracić nadziei. Choroba Parkinsona jest często mylona z parkinsonizmem, czyli zespołem objawów przypominających PD i pojawiającym się w przebiegu innych intrygujących chorób. To nie jest to samo.

Objawy.

Objawów jest mnóstwo i każdy może znaleźć wśród nich coś dla siebie. Cztery z nich uznane zostały za tzw. objawy centralne. Są to: drżenie spoczynkowe, sztywność mięśniowa, spowolnienie i zubożenie ruchów oraz niestabilność postawy. Jeśli wstając rano mamy wrażenie, że jesteśmy sztywni jak kołek, znowu nie dogonimy tramwaju, chociaż innym się to udało, znajomi dziwią się, że się ostatnio garbimy, a podnosząc do ust kieliszek zauważymy nieznaczne drżenie – to nie jest jeszcze całkiem pewne, że cierpimy na chorobę Parkinsona. Z drugiej strony nie da się tego, prawda, całkiem wykluczyć.
Choroba zaczyna się podstępnie. Objawy poprzedzające (prodromalne) łatwo przeoczyć lub zignorować. Pojawiają się (lub nie) przeważnie powoli i w różnej, zupełnie nieprzewidywalnej kolejności. Pewna (początkowo trudno zauważalna) niezręczność ruchów, psychiczne spowolnienie, trudności koncentracji lub (nieznaczne) kłopoty z pamięcią, skłonność do zaparć lub pisania maczkiem, przygnębienie, a nawet łojotokowy trądzik dopiero w późniejszym okresie bywają kojarzone z początkiem choroby. Przy odrobinie dobrej woli, każdy hipochondryk dostrzeże niektóre z nich u siebie.

Etiologia (skąd się to bierze)

Tak naprawdę, to nikt nie wie. W śródmózgowiu znajduje się tkanka zwana substancją czarną (substantia nigra), a w niej komórki produkujące (ważny neurotransmiter) dopaminę. W pewnym momencie zaczynają one obumierać i dopaminy nie ma kto produkować, czyli, używając kolokwializmu, nie wychodzi to nam na zdrowie. Ponieważ mózg jest organem o sporych możliwościach kompensacyjnych, trochę potrwa,  zanim rozwinie się pełen obraz schorzenia. Przeważnie około 15 lat, ale jest zawsze szansa, że o wiele szybciej. Dopamina odpowiedzialna jest (głównie) za przewodzenie bodźców regulujących napięcie mięśni, koordynację ruchów nieświadomych i szereg innych czynności. Jej braku nie da się wyrównać jedzeniem (lub podawaniem inną drogą) dopaminy, okazuje się bowiem, że nie wystarczy, aby była wewnątrz pacjenta, musi jeszcze być tam, gdzie jest potrzebna. A tym miejscem niekoniecznie jest układ pokarmowy lub krwiobieg.

Rozpoznanie (po czym lekarz poznaje, lub sądzi, że poznaje)

Lekarz stawia rozpoznanie na podstawie tego co widzi (jeśli ma czas, ochotę i umiejętności, aby dobrze popatrzeć), co opowiada mu chory i co wyczytał w podręczniku napisanym przez innych lekarzy. Nie ma żadnych obiektywnych, jednoznacznych testów ani laboratoryjnych markerów charakterystycznych jedynie dla Choroby Parkinsona. Jednoznaczne rozpoznanie jest jednak możliwe, dokonuje go anatomopatolog w czasie sekcji. Zadowolenie pacjenta z uzyskanej wreszcie pewnej i jednoznacznej diagnozy utrzymuje się jednak (z przyczyn łatwych do zrozumienia) w rozsądnych granicach.

Leczenie (tak zwane).

Choroba Parkinsona jest (piszemy to w maju 2011 roku) schorzeniem uznawanym powszechnie za nieuleczalne. Co naturalnie nie przeszkadza armii neurologów leczyć dotkniętych nią pacjentów. Ponieważ jednak leczenie, którego skutkiem nie może być wyleczenie (uzdrowienie) pacjenta mogłoby doprowadzić do (na przykład semantycznych) nieporozumień, medycyna wymyśliła pojęcie leczenia paliatywnego. Leczenie paliatywne polega na stosowaniu rozmaitych metod, co do których panuje (aktualne) przekonanie, że może mogą złagodzić postęp lub przebieg nieuleczalnego schorzenia. Nie gniewajmy się jednak na lekarzy: robią co mogą (nawet gdy mogą mało) nie starając się szczególnie– co nie powinno dziwić – o nagłośnienie tej smutnej prawdy. Metod jest kilka.
I. Leczenie farmakologiczne
Leczenie farmakologiczne choroby Parkinsona polega głównie na podawaniu pacjentom prekursora dopaminy (L-DOPA) w nadziei, że coraz to nowe objawy będą pojawiać się z pewnym opóźnieniem. Innymi słowy, że pacjent będzie dłużej chory. Rezultatem jest przeważnie pojawienie się, obok objawów schorzenia, również ich przeciwieństwa (nie zaś braku), co też nie musi być zabawne. Oprócz tego, ze zmiennym szczęściem i bez gwarancji pewnej skuteczności, stosowane są inne środki, takie jak antagoniści dopaminy, inhibitory monoaminooksydazy B, środki antycholinergiczne i kilka innych medykamentów.
II. Leczenie neurochirurgiczne
Zabieg zwany talamotomią (prawda, że ładniej się słyszy niż chirurgiczne zniszczenie części tkanki mózgowej) pozwala (u niepodatnych na leki pacjentów) na ograniczenie irytującego i trudnego do opanowania drżenia. W większości przypadków zamiast drżenia pojawiają się mało zabawne porażenia, ale nie szukajmy od razu przysłowiowego włosa w zupie.
III. Wszczepianie komórek macierzystych
Bardzo obiecujące. Niestety, raczej w przyszłości. Szczury nie podzielają entuzjazmu (u większości ogoniastych pacjentów co prawda ustąpiły objawy eksperymentalnie wywołanego parkinsonizmu, niestety pojawiły się teratomy, dla niezorientowanych: to takie nowotwory). Pewne nadzieje wiąże się obecnie z komórkami macierzystymi substancji czarnej, entuzjazm terapeutów nie jest jednak dotychczas poparty danymi  statystycznymi, uzyskanymi w ramach (odpowiednio)  szeroko zakrojonych badań.
IV. Co jeszcze pomaga lub szkodzi?
Pomagają (ponoć) dobre geny, a w zasadzie brak niedobrych mutacji. Ponieważ jednak nie mamy na to (te geny) żadnego wpływu, to pomijamy. Dobre podobno (poważne dane statystyczne) jest intensywne palenie tytoniu i picie morza kawy. Ale niewykluczone też, że miłośnicy używek żyją krócej i mają w związku z tym mniejszą szansę na dożycie wieku, w którym zwykło się chorować. Pewną uzasadnioną nadzieję budzi zastosowana przez niejaką Marie Simon-Pierre metoda terapeutyczna polegająca na intensywnych modłach skierowanych do mężczyzny imieniem Karol. Wystarczyło kilka modlitw i proszę, jak ręką odjął. Po raz kolejny okazało się, że również proste i mało kosztowne metody mogą przynieść zdumiewające rezultaty. Zazdrość i brak zrozumienia ze strony środowiska medycznego nie powinny w związku z tym nikogo dziwić.

Hipochondryków (i wszystkich, którzy pragną nimi zostać) pragniemy pocieszyć. Doświadczenie uczy, że od pierwszych prób klinicznych do rozpowszechnienia się nowej terapii mijają dekady. Jakże przydatne i łatwo dostrzegalne objawy choroby Parkinsona mogą nam służyć jeszcze lata całe.

Odpowiedzi: 27 to “Leksykon intersujących schorzeń: Choroba Parkinsona”

  1. Bobik said

    Uff, czuję się w 50 procentach zabezpieczony. W sprawie pozostałych 50% nie zamierzam być bierny: zaraz się rzucam do picia morza kawy.

  2. telemach said

    Bobik: Miłe aspekty, nieprawdaż?

  3. Bobik said

    Prawdę mówiąc, ja o tych pierwszych 50 procentach już wcześniej słyszałem. I doszedłem do wniosku, że skoro i tak coś za coś, to ja wolę coś.

  4. staruszek said

    Nie tylko ptaszki swe ogonki chwalą.
    Oto informacja o podręczniku hipochondryka.
    Telemachowy zapewne zdrowszy, ale …
    http://wysylkowa.pl/ks995719.html

  5. kwik said

    Sam sobie przeczysz pisząc o „intensywnych modłach”, a zaraz potem „wystarczyło kilka modlitw”, ale mniejsza z tym. Jeśli pomaga kofeina i nikotyna, to może modlitwa też.
    http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=104310443

  6. telemach said

    Kwik: nie ma najmniejszej sprzeczności. Było kilka, ale nader intensywnych. Cały konwent dopomagał.

  7. telemach said

    kwik:
    „Jeśli pomaga kofeina i nikotyna, to może modlitwa też.”

    Widzę to dokładnie tak samo. Prawdopodobnie alkohol (w małych dawkach) też. A jeśli nawet nie, to zawsze możemy uznać za profilaktykę.
    A z (u)tworów Bradley-Hagerty (pamiętam jak słuchałem w drodze do/z pracy, to jednak luksus móc mieszkać w mieście, w którym można słuchać NPR „on air”) to o wiele bardziej podobał mi się ten tu:
    http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=104351710

  8. kwik said

    Chodzi Ci o badania opisane w części „The Love Study”? Mnie przekona dopiero telepatyczny orgazm.

  9. Szanowna Pani Mona,
    czy Pani sugeruje to, co ja myślę, że Pani sugeruje? Pojmowanie schorzeń jako rynków na których można zarobić (In this report, Datamonitor has estimated that there were a total of 1.5 million cases of Parkinson’s disease (PD) in 2010 in the seven major markets), gdzie trzeźwa ocena (Incidence rates are expected to remain constant) miesza się z nieukrywaną radością, że rynek się powiększa (while total prevalence rates will increase.
    Jest to naturalnie, bo jakżeby inaczej, dla posiadaczy pakietów większościowych akcji koncernów farmaceutycznych bardzo dobra i radosna nowina.
    Całość jest na pewno jeszcze bardziej interesująca, sam nie wiem co powstrzymało mnie przed wydaniem 5.700 USD za kolejne 25 stron.
    To są przecież tylko 228 dolary za stronę, całkiem przyzwoita wierszówka. A mówią, że z pisania nie można wyżyć.
    Ukłony
    TW

  10. Torlin said

    Tak szczerze mówiąc, że „podnosząc do ust kieliszek zauważymy nieznaczne drżenie” – to znaczy że za dużo wczoraj wypiłem. Więc jak widzisz może to być objaw najrozmaitszych schorzeń :)

  11. beatrix said

    Hm. Wiara w cuda powszechna jest nie tylko u wyznawcow. Niektorzy np. uparcie unikaja leczenia, jakby na cud czekali. I co? Czasem cud nastepuje, ale trzymanie sie tej idei jest dosc ryzykowne. A jak tym razem nie nastapi? Nikt nie zbadal od czego zalezy przychylnosc swietych i blogoslawionych. Bo przeciez nie jedna Marie prosila. Ale jedna zostala wysluchana. Dlaczego?

  12. telemach said

    @beatrix:
    „Wiara w cuda powszechna jest nie tylko u wyznawcow.”
    Oczywiście, że nie tylko. Niezależnie od tego, co nam się wydaje. Ale widać to (zawsze?) lepiej u innych. Co też jest zrozumiałe. Rzeczy, które inni powinni zrobić, wydają się znacznie prostsze, niż te które powinniśmy zrobić sami. Dlatego kocioł i garnek nie powinni sobie nawzajem.

    „Niektorzy np. uparcie unikaja leczenia, jakby na cud czekali. I co? Czasem cud nastepuje, ale trzymanie sie tej idei jest dosc ryzykowne.”

    Podzielam ten pogląd. Chociaż są też przykłady zmuszające do zastanowienia i niewyrażania poglądów ogólnych. W latach 60-tych i 70-tych państwo radzieckie starało się zapewnić bezpłatne leczenie psychiatryczne osobom, które nie dostrzegały pozytywnych stron rzeczywistości i popadły w depresyjne malkontenctwo. A one nie chciały i nie chciały. Niewdzięczność.
    Tak, że może lepiej ostrożnie?

  13. Lusia said

    Z której strony by nie patrzeć na sprawę pozostaje podstawowy problem -chora+lekarz=dobry lekarz i dobra diagnoza , ponieważ jak człek wie to żyje wprawdzie w innym tempie ale ma czas na wyszukanie miejsca w takim życiu.
    Farmacja i pieniądze? było jest i będzie , a że zmienić tego się już nie da to tylko pozostaje nadzieja że będą szukać leku aby mieć co sprzedać. Życzę zdrowia i posiadania dobrego doktora w razie czego. Ja jestem na etapie poszukiwania przysłowiowego dr Hausa.

  14. beatrix said

    Prosze Pana Telemacha,

    porownanie jest efektowne, ale nieco przesadzone, nie sadzi Pan?

    A ostroznie – przewaznie lepiej, ale nie zawsze?

    Co Pan sadzi?

  15. cmss said

    O Alzheimerze też coś będzie?

  16. telemach said

    cmss: tak, o ile nie zapomnę

  17. tamok said

    A jest jeszcze jeden lek na Parkinsona – dawno temu pisali o tym w Time’ie – MDMA czyli XTC czyli ecstasy czyli można by to ująć jako: „Aktywny clubbing w profilaktyce choroby Parkinsona” :)
    A tu linka: http://www.time.com/time/magazine/article/0,9171,99059,00.html

  18. staruszek said

    @cmss
    Nic natenczas wróg nie trąbi, że Telemach nie pamięta gdzie naczynie postawił. Ależ to będzie cud, gdy naczynie potrąciwszy w takie drgania dziwne wprowadzi, że się z niego wylać puste nie zdoła.
    Bo jak prawił Parkinson, co ma się nie wylać, to go wyleją w balii nie umoczywszy.

  19. telemach said

    @tamok: a pewnie, że jest. Zasada jest taka, że im mniejsze szanse na wyleczenie schorzenia, tym dłuższa lista doniesień dotyczących środków „z którymi ostatnio nauka wiąże duże nadzieje”. W tym świetle należy też postrzegać stosowanie amfetaminy w PD. Z jednej strony bardzo duże (już znane) objawy uboczne które potrafią dokuczyć bardziej niż PD, z drugiej nowe badania takie jak to:

    Zastanowiłbym się nad przedwczesnym entuzjazmem.

  20. zeen said

    No to powie ktoś w końcu na co chorował ten Parkinson?

  21. telemach said

    zeen:
    Parkinson był (w miarę) zdrowy. Spłodził szóstkę dzieci, narobił politycznego bałaganu, napisał rozprawę na temat choroby, która się nazywała wówczas shaking palsy i zmarł w wieku 69 lat na samniewiemco. A chorobę nazwał na jego cześć niejaki Charcot, też lekarz. I tak zostało.

  22. zeen said

    No dziękuję jak nie wiem co. Mam wciąż niejasność: piszesz, że zmarł na chorobę samniewiemco, którą później ktoś przemianował na cześć. Nie słyszałem ani jednej nazwy ani drugiej, a przecież czytam rózne takie…
    Czy pan Charcot nie miał kłopotów z gardłem?

  23. telemach said

    zeen:

    „Mam wciąż niejasność”
    Niejasność (obawiam się) pozostanie do momentu zapoznania się z urozmaiconym życiorysem Jamesa Parkinsona. Do znalezienia (również) w sieci.
    A poza tym jesteś tak czy tak w lepszej sytuacji niż ja. Ja nawet niejasności nie mam ;)

    „Czy pan Charcot nie miał kłopotów z gardłem?”
    Też nie wiem. Ale nie dziwiłoby mnie. Biorąc jednak pod uwagę frąsuzką fonetykę, to (gdyby tak było) musielibyśmy dzisiaj szarczeć albo szarkotać. Czego jednak nie robimy.

  24. MaPaKi said

    Pozwolę sobie zadać pytanie: w jakimże to przysłowiu występuje „włos w zupie”?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: