10 kwietnia. Nie zapomnimy nigdy.

Kwiecień 10, 2011

„La più grande tragedia del nostro paese“ – łkali jednym głosem politycy i dziennikarze. „Non dobbiamo mai dimenticare!“ – obiecywały nagłówki gazet, które ukazały się następnego dnia. Do dzisiaj nie wiadomo dokładnie jak doszło do katastrofy. Wiadomo jedynie, że nieszczęście i masowa histeria mogą spowodować kolektywną utratę rozumu. Po kolei.

Jest późny wieczór 10 kwietnia 1991. Godzina 22.20. Całe Włochy przed telewizorami: w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów AC Milan walczy z FC Barcelona. Prom pasażersko-towarowy Moby Prince odbija od nadbrzeża w Livorno. Port przeznaczenia: Olbia na Sardynii. Niewiele minut później prom stoi w płomieniach. Prawdopodobnie po kolizji ze stojącym na redzie, wypełnionym kuwejcką ropą tankowcem Agip Abruzzo. Prawdopodobnie, bo kapitan tego ostatniego jest przekonany, że jego statek kolidował z portową barką. Z uszkodzonego tankowca tryska ropa zamieniając zatokę w morze płomieni. Wysłany przez telegrafistę promu sygnał o pomoc zostaje zignorowany. W końcu zostaje wysłana pomoc, ale los (a może niekompetencja odpowiedzialnych) chce, że nie tym, którzy jej potrzebują. Ze 141 pasażerów uratuje się jeden członek załogi, życie zawdzięcza nałogowi, wyszedł na papierosa na pokład. Mimo jego zapewnień, że we wnętrzu ogarniętej pożarem jednostki załoga i pasażerowie oczekują na ratunek, nie zostają podjęte stosowne środki. Później sekcja wykaże, że większość ofiar się udusiła nie doczekawszy pomocy.

Prawdziwy dramat rozpocznie się później i trwa do dzisiaj. Obradujące bezustannie coraz to nowe komisje, których zadaniem jest wyjaśnienie przyczyn katastrofy, oskarżane są o ukrywanie prawdy, korupcję, współpracę ze światem przestępczym, obcymi wywiadami i w zasadzie wszystkimi wrogimi siłami z wyjątkiem może Marsjan. Niewyjaśniona pozostaje rola jaką w katastrofie odgrywała (oskarżona zaraz pierwszego dnia) gęsta mgła. Mgła, jak widać na amatorskich filmach, jeśli się pojawiła, to natychmiast tajemniczo znikła. Nikt nie potrafi sobie wytłumaczyć, dlaczego zainstalowane na promie nowoczesne systemy ostrzegania przed kolizją nie zadziałały. Co kilka miesięcy formułowane są nowe teorie spiskowe, próbujący zbić polityczny kapitał politycy opozycji, (niektóre) media i rodziny ofiar tworzą zgrany zespół nakręcając spiralę podejrzliwości, paranoi i strachu. Wciąż pojawiają się nowi świadkowie z nowymi rewelacjami ,które okazują się być niemożliwe do udowodnienia. Podejrzenia kierują się w stronę mafii, terrorystów, włoskiego ministerstwa spraw wewnętrznych oraz amerykańskich imperialistów usiłujących zatuszować (niewątpliwy zdaniem formułujących podejrzenia) udział wojskowych okrętów amerykańskich stacjonujących wówczas w Livorno. Przepychanki dotyczące sposobu upamiętnienia ofiar zakłócają okres żałoby. Rodziny ofiar i zwolennicy teorii spiskowych tworzą Ruch 10 Kwietnia, organizacja jest aktywna do dzisiaj i tłumaczy konieczność swego istnienia brakiem suwerennego włoskiego państwa, bo tylko takie mogłoby być zainteresowane wyjaśnieniem prawdziwych przyczyn narodowej tragedii.

Rozgrywany 10 kwietnia 1991 roku mecz piłkarski został (ku utrapieniu włoskich kibiców) wygrany przez FC Barcelona. Wynik 3:2. Trywialne, ale wysoce prawdopodobne wyjaśnienie, że do tragedii doszło ponieważ wszyscy (odpowiedzialni za to za co byli odpowiedzialni) wpatrywali się zamiast w instrumenty w ekran telewizora zostało w międzyczasie nieomal powszechnie, aczkolwiek bez medialnego cyrku, zaakceptowane. Nieomal, ponieważ Assoziacione 10 Aprile nadal walczy o prawdę. Front jest szeroki, coraz szerszy, od Twittera, poprzez Youtube po Facebook. Zainteresowani nie tracą nadziei przekonani, że świat nadal czeka na wyjaśnienie okoliczności spisku i przyczyn zbrodni.

Nie bez skutku. Strona na fejsbooku ma już 194 fanów, a pod zamieszczonym na Youtube.com filmikiem pojawił się ostatnio jeden nowy komentarz.

Odpowiedzi: 40 to “10 kwietnia. Nie zapomnimy nigdy.”

  1. esse said

    @do tragedii doszło ponieważ wszyscy (odpowiedzialni za to za co byli odpowiedzialni) wpatrywali się zamiast w instrumenty w ekran telewizora

    http://archiwum.polityka.pl/art/ulan-na-widecie,366302.html

  2. appyweek said

    masz rację jest nas więcej i chyba musimy się policzyć – http://www.smolensktshirts.com

  3. patryjota said

    Skul bym ci morde ty prowokatorze, Polak w taki dzien wie co robic. Zydokomuna strikes back

  4. Nachasz said

    Do mnie jakoś trolle nie chcą ostatnio przychodzić. Pożyczyłbyś mi tych dwóch, Telemachu?

  5. caddicus said

    Piękna i na czasie ilustracja tego, co miało miejsce w Sali Kongresowej.
    Ciekawe, jak i czy w ogóle będzie COŚ z tego wszystkiego za 20 lat?

  6. Zbyszek said

    Nihil novi sub sole.
    To pocieszające:)

  7. Takie coś się przybłąkało. Chciałem usunąć (spam też trzeba umieć pisać) – ale po zastanowieniu, nie, nie usunę. To może być nawet interesująca rozmowa. Albo pretekst do tego by się wspólnie pośmiać.
    ————-

    Publikuj swoje teksty w wirtualnym Czasopiśmie tworzonym przez wszystkich Czytelników.

    Promuj swój blog lub pisz anonimowo.

    IRRTULANDIA.pl – czytamy, publikujemy, komentujemy – docieramy do wszystkich.

    Tematyka dowolna.

    Zapraszamy do wzięcia udziału w nowym projekcie.

  8. cyncynat said

    Nachaszu, a ty napisz moze ze trzy zdania skladnie i z sensem w jednej notce, to i trolle przyjda. Ja w roli trolla moze i chcialbym tam zagladac, ale tam niczego nie ma.

  9. telemach said

    @Wirtulandia:

    co to znaczy „Promuj swój blog?
    Jeśli mam umyć zęby, to biorę szczoteczkę, pastę i kubeczek z wodą. I szoruję.
    Jeśli mam upiec ciasto – to też wiem co i jak. A przede wszystkim po co. Ale po co (dlaczego?) mam promować swój blog? Komu i do czego jest to potrzebne? Fakt, że Wirtulandia znalazła moje pisanie, jest dowodem, że znaleźć można jeśli się chce. W przeciwieństwie do Wirtulandii, której zupełnie nie wiedziałbym gdzie szukać.
    Dziwny jest ten świat. Promować. Dżizassss.

  10. babilas said

    Zmienia się też znaczenie słowa promotor / promotorka. Dla większości współczesnych Polaków to nie jest już opiekun pracy naukowej (ang: thesis advisor), tylko taki ktoś, kto stoi w supermarkecie i mówi: „A może spróbowałby Pan/Pani naszego nowego batonika?” (ang: sales promoter). Jedyny element wspólny starego i nowego znaczenia – student.

  11. caddicus said

    @babilas
    Zmiana zakresu znaczenia słów, przesuwanie tego znaczenia, czy rozszerzanie i przenoszenie na całkiem inne pola nie jest nowym zjawiskiem.
    – zamek: budowla, zamknięcie drzwi, suwak w spodniach itp.
    – w czasach niesłusznych minionych uchodziło za coś normalnego i było przyzwolenie, by zorganizować coś z zakładu pracy i godzono się by nie nazywać tego kradzieżą (chyba zadziałało tu socjalistyczne poczucie własności: twoje, moje, nasze);
    – prawda, święta prawda, gówno prawda.
    Przykłady można mnożyć. Choć najbardziej podoba mi się ten autorstwa Majakowskiego:

    Mówimy partia – myślimy Lenin
    Mówimy Lenin – myślimy partia

  12. telemach said

    babilas: ja wiem, że język się zmienia i nie mam zamiaru zawracać Warty kijem do krykieta. Ale obrzydliwe jest (dla mnie, mimo wszystko) w jaki sposób się zmienia i kto jest siłą napędową tych zmian. Promotor włoszczyzny na straganie jest jeszcze zabawny.
    Problem zaczyna się dla mnie, gdy ktoś (jak w powyższym przypadku) formułuje przy pomocy nieudolnego naśladownictwa marketingowej nowomowy przekaz, którego sens jawi mi się tak: ja Cię wydymam, a ty będziesz wydawał jęki rozkoszy udając, że nie zauważasz co ja z Tobą robię, bo tak teraz trzeba i a poza tym to jest dla nas dobry interes.

    Nie, żeby reszta marketingowego badziewia funkcjonowała inaczej, ale być dymanym przez praktykantkę/praktykanta (w pierwszym tygodniu praktyki) to więcej niż ja mogę dzisiaj znieść.
    Taki dzień.

  13. Bobik said

    Sam nie wiem, czy ten wpis jest pocieszający, czy wręcz przeciwnie. Czy 194 fanów na FB po 20 latach to jest „tylko” czy „aż”? Czy widzieć to jako pretekst do radosnej konstatacji, że wszystko mija, nawet najdłuższa żmija, czy do zasępionego spostrzeżenia, że niektóre żmije mają wyjątkowo długie, choć coraz cieńsze ogony.
    No, ale to chyba już przez kogoś zostało odgórnie ustalone, że jak ten Telemach pisze, to nigdy nie wiadomo, co chciał przez to powiedzieć. :-)

  14. Katon said

    Interesujące.

  15. Theodore Weinberger said

    Szanowny Bobiku,
    wpis jest bez wątpienia pocieszający. Wnioskuję to z tego, że mnie osobiście wczoraj pocieszył i pocieszenie trwało do późnych godzin wieczornych. Dzisiaj po śniadaniu zaaplikowałem sobie raz jeszcze, również doustnie. I znów pomogło, chociaż tym razem na na krócej.

  16. Nachasz said

    @Cyncynat

    Naści, malkontencie Jak dobrze pójdzie, to będziesz miał okazję poflejmować z Prawdziwym Sarmatą.

  17. Bobik said

    Serdecznie dziękuję, Theodore. Twoje wyjaśnienie szalenie pozytywnie na mnie wpłynęło. Skorzystałem z dobrej rady, przyjąłem wpis doustnie i rzeczywiście zaraz się zrobiło jakby bardziej jednoznacznie. W ten sposób zbliżyłem się nieco do patriotycznego ideału – jednoznacznie, jednomyślnie, jednogłośnie.
    A jak już mi się wskaźniki patriotyzmu lekko poprawiły, to postanowiłem pójść za ciosem i natychmiast przestałem śpiewać na dwa głosy, ograniczając się do jednego. Otoczenie zareagowało na tę zmianę z dużym zadowoleniem.
    Jutro w ramach dalszej pracy nad sobą postaram się mieć tylko jedną myśl. Nie będę szczędził trudów i nie poddam się łatwo. Widzę przed sobą realne szanse zostania prawdziwym patriotą.

  18. zeen said

    Powiedzmy sobie szczerze: to kwestia smaku.
    Ja bym tego nie puścił teraz i do tego z pozorem uzasadnienia. Powiedzmy sobie szczerze: mądrość, to nie wiedza, w każdym razie nie przede wszystkim i nie najważniejsza ona jest w mądrości…

  19. mona said

    @Zeen:

    „Ja bym tego nie puścił teraz i do tego z pozorem uzasadnienia.”

    Ale jeśli nie taraz, to kiedy? Ja sądzę, że trzeba właśnie teraz. Teraz najpotrzebniejsze, bo tylko teraz zastanowi i zaboli. Utraciliśmy miarę rzeczy. Utraciliśmy dystans do siebie i wszelką perspektywę. Dajemy sobą manipulować nawet gdy odmawiamy udziału w manipulacji. Trzeba teraz.

  20. Jubal said

    @Zeen: Mona ma rację; kiedy, jeśli nie teraz? Na litość, obrzydza mnie to celebrowanie boleści, to publiczne rozszarpywanie ran, sypanie popiołu i rytualne wydrapywanie sobie oczu.

    Od roku wmusza się się nam nieustający spektakl, w którym wciska się ludziom, że niektóre śmierci są bardziej istotne, bardziej symboliczne, bardziej nasze i w ogóle bardziej.

    Popatrz na ostatnie naprawdę istotne wydarzenia: w krajach arabskich dzieją się rzeczy, które zmieniają rzeczywistość mniej więcej tak, jak u nas 1989, tylko bardziej krwawo, bo strzela się do demonstrantów. W Japonii trzęsienie ziemi, jakiego tam jeszcze nie było, straszna tragedia, pokaz doskonałej organizacji społeczeństwa.

    A w Polsce? W Polsce przez cały rok najważniejszym tematem jest poczucie krzywdy jednego starszego faceta z coraz bardziej zaostrzającą się paranoją i żądzą odegrania się na wszystkich, którzy kiedykolwiek weszli mu w drogę…

  21. Bobik said

    Szopkę z żałoby zrobił sobie przecież nie Telemach, a ktoś całkiem inny. A tekst Telemacha nie dotyczy rzeczywistej żałoby czy rzeczywistego smutku, tylko raczej właśnie tej szopki. I dla mnie to ona była niesmaczna, zwłaszcza 10 kwietnia.
    Czy na tle czegoś w rodzaju zbiorowej histerii zobaczenie rzeczy we właściwych proporcjach jest niemądre? Chyba przeciwnie. Nietrudno widzieć te proporcje po czasie, kiedy wzburzone emocje opadną. Trudniej – ale mądrzej – dostrzec je w porę.
    Nie ma to nic wspólnego z uczuciami tych, którzy żałobę przeżywają poważnie i osobiście. Im powinno się dać ją przeżyć w spokoju, oszczędzając im tego całego „patriotycznego” zgiełku. Ale wpis nie był o osobistych dramatach ludzkich, tylko o niepotrzebnych, niesmacznych i niemądrych próbach osadzania ich w pompatycznych i zafałszowanych kontekstach. Oczywiście znowu, na wszelki wypadek, zaznaczam – tak ja to zrozumiałem.

  22. Theodore Weinberger said

    Panie Zeenie,
    cóż, wiem, a raczej przypuszczam, że każdy z nas odczuwa inaczej.
    Ale czy można było delikatniej zwrócić uwagę na patologię społecznego odchylenia, niż zrobił to gospodarz? Piszę odchylenia, bo z żałobą i wypadkiem komunikacyjnym, to czegośmy świadkami, już dawno nie ma nic wspólnego. To, co zrobiono z żałoby, to odrażający spektakl. Czy winne lustro, że – przepraszam za wyrażenie – ryj wykrzywiony wściekłością, a w oczach obłęd?

    Chyba, że dla Pana nie jest to żałoba lecz narodowe misterium, a wypadek komunikacyjny „największą tragedią jaka spotkała naszą ojczyznę w minionym tysiącleciu”. Cytat oryginalny znaleziony na podłodze dwudziestegoczwartego salonu. Takie lekarstwa nam się serwuje. Czy sądzi Pan, że naszym obowiązkiem jest te pigułki przez kolejny rok w milczeniu połykać?

  23. zeen said

    Jak napisałem, to kwestia smaku.
    Tekst dobry na 19 lipca, 23 września czy na 17 lutego. Na wiele innych dni, nie na ten.
    Oczekując szacunku, uszanuj innego. Innego w znaczeniu inaczej myślącego. Tłumacz, przekonuj, walcz z nim, ale metod czystych domagając się, sam pozostań czysty.
    Jeśli na głośne pierdnięcia i stawiane kupy Jarosława K. należy puszczać ciche wiatry – proszę bardzo, wolnoć Tomku… Tylko powtarzam, kwestia smaku.
    Zwrócę szanownych uwagę, że dostrzegacie głównie Jarka z jego ekstremą, pomijając całkowicie resztę czyli większość, czyli wiele odcieni szarości. To oczywiście wolno, tak, jak patrzeć na świat jednym okiem.
    Drogi Theodore, łykam pigułki przepisane przez medyków. Podzielając wiele z wyrażonych tu opinii uważam, że dramatyczny krzyk nie wydaje się najlepszą metodą na zwalczenie opisywanego zjawiska.
    Sprowadzenie rzeczy do właściwych proporcji, O.K.
    A gdyby tak: niech sobie gada, ujada, szaleje, a my mamy zwyczajnie w nosie, zajmujemy się rzeczami ważniejszymi, czyli tym, co nam gotuje na obiad władza, bo to ona ma decydujący wpływ na nasze życie. Gdyby tak licznie nie komentowano Jarka, nie byłby taką gwiazdą.
    Jubal wycelował we mnie Japonią i krajami arabskimi. Ręce trzymam w górze w geście poddania, pozwól opuścić, cóż poradzę, że bliższa koszula ciału, czyli bardziej martwię się o los bliższego mi Jarosława, któremu życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia.
    Ograniczyłem swoją obecność na forach, bo gdzie nie wejdę, tam jedna melodia, często niestety fałszywie grana. Nuda.
    Z moich obserwacji wynika, że zainteresowanie Jarosławem K. oraz innymi gryzoniami sceny politycznej raczej maleje. Ludzie żyją drożyzną i rodziną.
    Tu podam przykład wpisu na 10.04, który wyrazi chyba lepiej o co chodzi, niż moja nieudolna pisanina:

    http://romskey.wordpress.com/2011/04/10/zderzak-kolejnictwo/

    Reakcja na moje nieśmiałe i chyba niezbyt agresywne wyznanie jest dowodem najlepszym, że żre Państwa choroba Jarosława, najlepszym lekarstwem jest proza życia, czyli czytanie wierszy ;)
    Niektórzy stąd wiedzą, że sam się wyzłośliwiałem niejednokrotnie na Jarku i Leszku, bywało, że na innych też, zatem proszę nie robić ze mnie zwolennika ich stronnictwa. Staram się zachować zdrowy dystans, unikam tryskania żółcią. Owszem, trysnę czasem ale szybko wtedy wychodzę na ulicę przywalić jakiejś staruszce, kopnąć psa, porysować gwoździem kilka karoserii, wybić kilka szyb, by już uspokojony wrócić na salony i oddychać tą elegancją
    No i puścić cichacza…

  24. Theodore Weinberger said

    Panie Zeenie prawda, nie znamy się zbyt dobrze. Ja, bywając w niewielu miejscach, mam pewne problemy z koordynatami. Ale Pańską uwagę dotyczącą smaku odebrałem (akurat na tym blogu) jako nieuzasadnioną. Ani gospodarz nie zajmuje się piętnowaniem kaczyzmu, ani goście – z małymi może wyjątkami – nie włączają się w polityczny chocholi taniec wydarzeń doraźnych. Autora, o ile zdążyłem się zorientować w ostatnim półroczu, interesuje tożsamość i to co ją kształtuje. A że tożsamość przejawia się w częstokroć od strony nieciekawej, to pytanie o źródła takiego stanu rzeczy jest w moich oczach niezbędne. Warto się wspólnie zastanowić dlaczego jest jak jest. Albo też można uznać stan obecny za zadowalający, odwieczny i niereformowalny, za prawo natury. I zająć się czymś innym.
    Gospodarz – tak interpretuję te wpisy – jest przekonany, że pomiędzy bezmyślną akceptacją zmitologizowanej przeszłości, zastępowaniem krytycznej refleksji uwielbieniem do rekwizytów, a tożsamością nie dającą sobie rady z nękającymi nas wszystkich problemami istnieje bezpośredni związek. I tak tłumaczę sobie też wybór konwencji, w którą wpisana jest też łagodna prowokacja.Prowokacja, której zadaniem jest zmusić do wspólnego, tytułowego zadania ponownie zupełnie zasadniczych pytań. Mimo że odpowiedzi uchodzą za powszechnie znane, przy czym „powszechnie znane” nie musi być równoznaczne z „nadal aktualne”.

    Ale czy jest to od razu jednoznaczne z „morbus jaroslavi”? Przecież wpisy na tym blogu nie są wymierzone przeciw żadnej formacji politycznej, lecz przeciw mentalności i postawom, przeciwko sposobowi postrzegania siebie i świata spotykanych w każdym ugrupowaniu. Przypisując temu blogowi i jego autorowi chęć brania udziału w politycznej aktualności, posługuje się Pan kompasem, którego wskazania nie pokrywają się z moimi odczuciami.
    A reakcje na Pana niewinną uwagę wynikają chyba nie tyle z poczucia solidarności żołnierzy frontowych, co z przeświadczenia, że właśnie tą niewinną uwagą wciąga Pan ten tekst w kontekst aktualnej szarpaniny. ;)
    Choć może się mylę. Ale w którym miejscu, w którym miejscu?

    Serdecznie pozdrawiam
    TW

  25. cmss said

    Kwestia smaku. Fakt, w środowiskach uważających się za kulturalne standardem są pogawędki, które mają upewnić rozmówców, że mają te same obiekty pogardy i że znajdują potwierdzenie swej wartości w poniżaniu i zniesławianiu tych samych osób ale kwestią smaku jest sposób prowadzenia tychże pogawędek, co prowadzi do stratyfikacji, zaryzykowałbym(?) nawet stwierdzenie, że genetycznej wprost.

    BTW, jakimś przepisem na kurczaka lub wieprzowinę ktoś się pochwali?

  26. staruszek said

    @cmss
    Odwagi! Kulturalni nie przywiązują do pręgierza.
    Pdnieś swoje członki, weź głeboki oddech i wejdź na Salon24. Oderwiesz się w ten sposób od kultury i będziesz mógł poczuć bezdyskusyjną pogardę szlachty.
    Po co się tu męczysz? Pokuta za ubicie brata?

  27. cmss said

    staruszku, Omega 3-6-9 dostroją Ci synapsy do Gabisia, mniemam.
    Sugerujesz, teksty gospodarza męczące są? Nie uważam tak.

  28. telemach said

    cmss:
    „w środowiskach uważających się za kulturalne standardem są pogawędki, które mają upewnić rozmówców, że mają te same obiekty pogardy i że znajdują potwierdzenie swej wartości w poniżaniu i zniesławianiu tych samych osób”

    Ciekawy i zasługujący na rozmowę pogląd. (Ale obawiam się że) nie wyraziłeś się wystarczająco jasno. Wrażenie, że szukasz, a potem wygodnie ustawiasz sobie przeciwnika jest takie, że trudno mu się oprzeć. Aby nie iść samemu tą ścieżką, wyjaśnię w punktach.
    1. Niejasny kontekst. Nie wiadomo (bo nie powiedziałeś) do czego (konkretnie) odnosi się powyższa uwaga. Brak jasno sprecyzowanego kontekstu sprawia, że nie wiadomo gdzie uderzone i nie wiadomo które nożyce wezmą to do siebie. A jak wezmą, to do czego właściwie? „Siebie” jest bez wektora.
    2. Brak sprecyzowanego adresata. Autor? Komentatorzy? Wszyscy? Niektórzy? Adresat kolektywny? To nadaje uwadze specyficzny posmak pomówienia rzuconego w stronę „wiadomo już kogo”. Więc niestety: nie wiadomo. W okresie środkowego PRLu, jak władza chciała komuś przypierdopiec bez ponoszenia konsekwencji w postaci konieczności ustosunkowania się do problemu, to używała pojęcia „wiadome siły”. Siły przeważnie „knuły”. Przypomniało mi się.
    3. A to już tylko na marginesie: to co upuściłeś na temat „środowisk uważających się za kulturalne” jest tak uniwersalne, że aż rozmyte. Z moich obserwacji wynika, że ta smutna przypadłość dotyczy wszystkich – bez wyjątku – środowisk. Od kierownictwa komunistycznej jaczejki, poprzez ligę humanistyczną i sztab generalny, aż po frakcję episkopatu. Nie podzielasz? Pokaż mi proszę gdzie tak nie jest. Chętnie poznam.

    A swoją drogą (o ile komentarz dotyczył wpisu) to jestem ciekaw czy możesz wskazać (blockquote) fragment, z którego wynika dla Ciebie „poniżanie i zniesławiane osób”. Lubię wybrzeże liguryjskie i nie chciałbym tam (przy okazji następnej wizyty) dostać po pysku.

  29. staruszek said

    Jedna z dostępnych w moim odbiorniku telewizyjnym stacji TV całkiem niedawno emitowała „Misję”. Zawiązująca fabułę uwertura to opowieść o porywczym człeku, który zabił brata. Rywalizacja braci jest wielokrotnie opisana i pozostanie źródłem dramatycznych napięć. Mieć brata to znana trudność przywoływana gdy chcemy ciekawie opisać trudność powszechniejszą: mieć bliźniego.
    Aby wątku obocznego niepotrzebnie rozbudowywać napiszę krótko: spotkałem na tym blogu osoby mające talent, wdzięk, wiedzę, mądrość i pomysły. I prawie codziennie szlag mnie trafia, że oni to mają a ja wcale lub mniej. I uczę sie od nic wciąż. I bawią mnie, prowokują i tolerują gdy przynudzę.

    Ale myślą przewodnią tego blogu jest według mnie budzenie w sobie wątpliwości.

    Zwalczam w sobie chęć do wycieczek osobistych.
    Z trudem podzielam Telemachową postawę: nie odrzucajmy człowieka kierując się tylko wygodą.

    Skomentowałem komentarz cmss bo dostrzegłem przewagę pewności nad zwątpieniem. Gotów byłbym to w milczeniu przełknąć. Ale końcowa propozycja pytajna wskazała mi słabość cmss. On chyba nie wie, że ponad miliard ludzi na świecie nie je wieprzowiny. Ci ludzie nie istnieją. To jaką rację bytu ma cmss?

    Kurczaka to ja sobie mogę smacznego zamówić i otrzymać w kwadrans. Towarzystwo też. Ale to nie ten smak. Ja tu zaglądam dla pytań: czy cmss to omam, bezzałogowy próbnik mych morderczch instynktów?
    Czy tylko dziecko krzyczące z niedostatku miłości?

    Opodal w Warszawie, zaledwie kilometry niecałe 100 h temu rozgrywał się spektakl nienawiści i pogardy.
    I docierały do mnie przez media słowa wytrychy.
    Gdy pytasz cmss czy jutro będzie wasze, to wyłamując się z Telemachowej powściągliwości odpowiem: po moim trupie. Taką mam misję.

  30. cmss said

    telemachu, potwierdzając(3) prawdziwość inkryminowanego zdania czynisz stąd zarzut, że prawdziwe?

    Ja rzucam myśl a wy go łapcie. To sugerujesz(2)?

    Jednak chyba tak(1), to właśnie to: …a serce bije jedno.

    A swoją drogą, możesz przyjąć, że nikt nic nie czyta, jeżeli czyta to …. stąd obawy stanowczo przesadzone. No chyba, że na starego van Wordena trafisz…

  31. cmss said

    Zaprawdę powiadam Wam
    pojeb na pojebie pojebem po muniu jebie.
    eot

  32. telemach said

    „telemachu, potwierdzając(3) prawdziwość inkryminowanego zdania czynisz stąd zarzut, że prawdziwe?”

    .

    Nie wiem czy prawdziwe. Raczej zgodne z moją optyką, tak.
    Zakładanie, że jesteśmy wolni od aberracji dostrzeganych u innych nie jest uczciwe intelektualnie. Pod tym mógłbym się (ewentualnie podpisać). Wąska kładka, ale zawsze.

  33. Bobik said

    W bieżącą dyskusję będę się mógł włączyć dopiero wtedy, kiedy będę miał szczere przekonanie, że zrozumiałem, o co cmss chodzi. Niestety, dotąd mi się to chyba jeszcze nigdy nie udało.
    Wrócę natomiast do cichaczy zarzucanych salonowi. Otóż problem polega na tym, że cokolwiek by ten salon zrobił czy nie zrobił – zawsze i tak będzie bity.
    Tysiąc wierszy o sadzeniu grochu? W mordę salona, bo niezaangażowany! Pięćset wierszy o Jarosławie Katastrofalnym? Kopa salonowi, bo zbyt zaangażowany. Sto wierszy o Dodzie? W nery, bo upadek i prymityw. Dziesięć wierszy o Lacanie czy Lacoffie? W łeb, bo elitarność i kość słoniowa. Jakiś tekst o tożsamości? No, jakże można tak równocześnie obalać mity, kreować mity i puszczać przy tym wiatry? We dwa kije dziada, niech się nauczy!
    Nie twierdzę, że to akurat zeen lata po salonach i sam robi takie pobojowisko. ;) Zauważam tylko, że jeszcze się taki salon nie narodził, co by każdemu dogodził. A ponieważ mnie też nie każdy salon dogadza, zadałem sobie praktyczne pytanie, co ma więcej sensu: włazić na te salony, w których szybko mnie zaczyna mdlić i opowiadać im, jakie są odrzucające, czy też odwiedzać te, z których mogę coś wynieść (sztućce, kandelabry, kawałek pasztetówki, złotą myśl, cenną inspirację, etc.), albo gdzie mogę przynajmniej posłuchać ładnej fhancuszczyzny.
    Wyszło mi na to, że ta druga opcja jest zdecydowanie bardziej opłacalna. Toteż nie zapuszczam się np. do salonu24, bo co mi to niby da, że tam język pokażę. A jak udaję się z wizytą np. do Telemacha, to się przede wszystkim rozglądam za tym czymś do wyniesienia, a nie sprawdzam, czy ktoś tu przypadkiem butów nie ma lekko zabłoconych. Bo nawet jeśli się okaże, że ma, to znowu – co mi to da? A co znajdę i wyniosę, to już moje.
    No, ale ja nigdy nie ukrywałem, że praktyczny pies jestem. :)

  34. cmss said

    Telemachu, uczciwość intelektualna wymusza stwierdzenie, że ewentualne aberracje uczestników nie mają z tematem nic wspólnego. Zdanie zdaje się być prawdziwe z powodów biologicznych, jako że seks za mięsko czyli takie wczesne Delikatessen przeformatowało umysł i odcisnęło wzorzec (pattern) zachowania podczas polowania. Jako że innego sita nie było(?), patters zdaje się być jedynym stąd czkawką Chomsky nawet się pojawia.

    Bobiku, gdy nadejdzie czas sądu to wtedy będzie o coś chodziło, np. gdzie ta pasztetówka? Teraz jest czas komentarzy, czyli bezinteresownego zachwytu nad urodą świata, np. pasztetówki. Dalej Eklezjastą …

  35. zeen said

    Bobik nie twierdzi, ale grzecznie podsuwa myśl.
    Ja natomiast i owszem, bywam i czasem mam za złe. Bo sposób bywania tu i tam jest sprawą indywidualną, każdy ma swój. Przebija z bobikowego sposobu elegancja i grzeczność, to chyba dobrze, gorzej już z sugestią, że inny sposób jest bezsensowny.
    Można wszakże i taki wniosek wyciągnąć: dobrze, gdy gość wchodzi i jeśli się odzywa, to zgodnie z kierunkiem nadanym przez gospodarza i niech nie wyskakuje z uwagami, bo po co? Jak się nie podoba, to droga wolna, znajdziesz blog, gdzie sądzą jak ty. Mile widziana jednomyśl, pełna zgoda i ogólne picie z dzióbków. No i najważniejsze: wynoszenie. A jeżeli wnoszenie, to wiadomo: to co lubi gospodarz.
    Bywać, czytać, i się nie zgadzać czasem a może i często? Po co… Wynieść po cichu i udać się, gdzie pasuje.
    To chyba oczywiste, że gra w salonowca nie jest dla każdego.
    Aby jasność rozproszyła wątpliwości: gospodarz ma prawo prowadzić blog jak chce, nie kwestionuję tego prawa. Chcę powiedzieć, że czytanie głosów odmiennie myślących i czasem odezwanie się ze swoim zdaniem, różnym od gospodarskiego nie jest niczym bezsensownym wbrew sugestiom Bobika.
    Ale opowiadać o tym już nie będę ;)

  36. Bobik said

    Zeen, my się akurat znamy dość długo, więc nieco mnie zdziwiło, że zinterpretowałeś mój komentarz tak, jakbyśmy się znali od dzisiaj lub najwyżej wczoraj. ;) A przecież mogłeś na pewno zauważyć, że nie od dziś upominam się – no, fakt, o trochę elegancji w necie, co z jednomyślnością nie ma nic wspólnego. Różnić można się na różne sposoby. Czym innym jest fraza „nie zgadzam się ze zdaniem mojego szanownego przedmówcy”, czy złośliwe, ale dowcipne docinki, a czym innym wejścia z buta typu „jak śmie ten … (tu wstawić dowolne obelgi lub wyrazy obrzydzenia) pisać takie rzeczy”, albo ostentacyjne pociąganie nosem „oj, niby taki salon, a coś tu pośmierduje”.
    Napisałem, że dla mnie – i chyba dosyć wyraźnie zaznaczyłem, że chodzi o pewien mój osobisty wybór, a nie receptę dla ludzkości – więcej sensu ma rozmawianie z ludźmi, których cenię, lubię, poważam, uważam za interesujących, etc., niż z takimi, z którymi nie mam o czym gadać, bo ich nie poważam, albo wiem, że i tak rozmowa skończy się pyskówką. Prawda, nie jestem w tym całkiem konsekwentny, bo czasem daję się sprowokować, czy też za późno orientuję się, z kim mam do czynienia, ale usiłuję mieć jakieś zasady, nawet jeżeli nie do końca ich przestrzegam. ;) A skoro kogoś poważam, cenię, lubię, etc., to chyba nic dziwnego, że raczej nie zgodzę się z jego zdaniem, niż zawiadomię go, że jest głupim palantem, a w dodatku kurze niedokładnie pościerał.
    Twoja uwaga o cichaczach była dla mnie w gruncie rzeczy pretekstem do wyrażenia zdziwienia tym, ile osób wchodzi na różne blogi nie dlatego, że znajdują w nich coś ciekawego, inspirującego, zabawnego, pouczającego, etc., tylko po prostu po to, żeby dokopać gospodarzowi i powiedzieć mu, jaki jego blog jest do de. Nieraz sobie wtedy myślę „jak taki do de, to po cóż tu, kurczę, przychodzisz? Nie szkoda ci czasu?”.
    Podkreśliłem, że to nie Ty robisz to pobojowisko, właśnie dlatego, że się znamy i wiem, że nie chodzi Ci tylko o to, żeby dokopać. Chciałem tylko tak dyskretnie dać do zrozumienia, że czasem formuły, których używasz, stawiają Cię po stronie dokopujących, nawet jeżeli to nie było Twoją intencją. No, trudno – teraz się już zrobiło niedyskretnie. Ale może po starej znajomości zdołasz mi tę niedyskrecję wybaczyć. ;)

  37. Bobik said

    cmss, tym razem zrozumiałem świetnie i z radością: tak czy owak – pasztetówka.
    Niech Pan B. da zdrówko temu Eklezjaście. :)

  38. porcelanka said

    Telemachu, wartościując, wszystko wygląda lepiej z perspektywy. Problem zdaje się leży w tym, że będąc w środku, lub precyzując, będąc pępkiem, perspektywy się nie ma. Za to ma się lustereczka :). A może lustereczka są na standardowym wyposażeniu pępków? Trudno orzec. Powstaje też pytanie, czy pępek pragnie perspektywy?

    Bobiku, a oświeciłbyś mnie, na jaki salon się przybłąkałam, bo bardzom nieuczona w tych kwestiach. :P Może być ogólnie – prawo, lewo, środek? Nieco mnie dezorientuje, że nie łapię niuansu a zgłębiać go za nic nie starcza czasu.

    Cmss-owi chodzi przypuszczalnie o to, w co się nie zagłębiam, ze wstydem przyznaję, bo nie wiem, czy warto. Takie już skrzywienie percepcyjne. Być może jednak należy wiedzieć. Nie przeczę.
    Tylko po co?
    Kafka np. na tym poległ. Poza tym również chciał czegoś więcej. I cmss skoro tu jest, też przecież.
    Po swojemu rzecz jasna, po swojemu.

  39. no, i juz bede wracala na ten blog od dzis!

  40. Sylvester said

    Thank you for the good writeup. It in fact was a amusement account it.

    Look advanced to far added agreeable from you! However,
    how could we communicate?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: