Winnetou i początki cynizmu.

Kwiecień 1, 2011

Kiedy Kropotkin, wówczas jeszcze całkiem mały, po raz pierwszy zobaczył Winnetou, nie wiedział jeszcze, że były francuski komandos, doświadczony w mordowaniu wieśniaków w Indochinach i strzelaniu do tłumu w Algerii pędzi na niemieckim koniu poprzez chorwacki krajobraz. W peruce. Winnetou pojawił się w życiu małego Kropotkina jeszcze dwa razy, aby wreszcie, osłaniając własną piersią sympatycznego, amerykańskiego alkoholika (z zamiłowaniem do bardzo małych dziewczynek), umrzeć bohaterską śmiercią w istniejącej jeszcze wówczas Jugosławii. Tego wieczoru, wstrząśnięty do głębi, mały Kropotkin płakał. Ale tak, aby nikt nie widział.

Wkrótce po tym tragicznym wydarzeniu Winnetou pojawił się na ekranie i w życiu małego Kropotkina ponownie. W kolejnym filmie. Jakby nigdy nic. Mały Kropotkin był wpierw wstrząśnięty, a potem ogarnął go niesmak. Jeszcze nie wiedział, że to co wówczas odczuwał, to początek cynizmu.

Ot, przypadek jakich wiele. Les illusiones perdues.

Potem nadeszły inne książki i inne filmy. Ale nigdy nie miało już być tak jak za pierwszym razem. Nigdy. Gdy Kropotkin przygotowywał się do matury, Old Shatterhand, który trzy dni wcześniej ukończył 54 lata, przewrócił się na rogu Lexington Avenue i 61 Ulicy, aby już nigdy nie powstać. Był osamotniony, zapomniany i zadłużony, a ponieważ nie miał przy sobie żadnego dowodu tożsamości, jego zwłoki wylądowały w kostnicy dla niezidentyfikowanych bezdomnych. Kropotkin, wówczas świeżo upieczony maturzysta, nawet się o tym nie dowiedział. Gdyby się dowiedział, specjalnie by go to pewnie nie poruszyło. Był już gdzie indziej.

Kilka lat później okazało się, że na rogu Lexington Avenue i 61 Ulicy nie ma nic ciekawego do zobaczenia. Jedynie kilka kroków od przytłaczającego luksusu 5th, Madison i Park Avenue, rzut beretem od Central Park – a zabudowa nieomal jak w Rzeszowie lub Kielcach.

Les illusiones perdues.  Nie, „Zamek“ Franza Kafki nie jest podręcznikiem ślusarstwa.

Odpowiedzi: 47 to “Winnetou i początki cynizmu.”

  1. kwik said

    Też oczywiście płakałem po Winnetou, był taki ładny. I też mam go dziś w dupie. Bardziej mnie rusza, że Szarik stoi wypchany w jednostce szkolenia psów policyjnych:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Szarik

  2. caddicus said

    Iluzja ekranu w tamtych czasach nie była odróżniana ani przez młodego Kropotkina i innych młodzianków, którzy w naturalny sposób przyjmowali, że ma się jedno życie. Wzruszały przygody ludzi i zwierząt, nawet kreskówki były prawdziwe.

    Dziś każdy nastolatek wie, że żyć można mieć wiele… wystarczy zresetować grę lub na początku zabukować sobie kilka wcieleń.

  3. telemach said

    Szarik?
    To straszne!

  4. telemach said

    Kwik:
    „oblał egzamin z tropienia i miał być wycofany ze służby ze względu na niskie wskaźniki agresji”

    Co za sympatyczne zwierzę!

  5. calmy said

    @caddicus: moją pierwszą reakcją też było westchnienie i „achtadzisiejszamłodzież”. Własna reakcja mnie przestraszyła ;)

  6. Bobik said

    Czy wchodząc na temat Szarika zastanowiliście się jak na mnie, niewinne szczenię, mogą podziałać takie informacje?
    W dziejącej się nad syberyjską rzeką Ussuri części pierwszego odcinka „Załoga” Szarik jest jeszcze szczeniakiem. W scenie z tygrysem jego rolę gra szczeniak jamnika szorstkowłosego lub spaniela. W scenie w chacie myśliwskiej Szarikiem jest inny pies – nie jest to ani szczeniak owczarka niemieckiego, ani jamnika, ani spaniela.
    Do zmartwychwstawania ukochanego bohatera mógłbym się jakoś przyzwyczaić. Może nawet wręcz mógłbym to polubić. Ale kompletny brak pewności, kim był Szarik i czy w ogóle był Szarikiem…
    Jak ja po tym nie scyniczeję do cna, będzie to niewątpliwy cud nad Renem.

  7. calmy said

    Szarik jest według redaktora Wildsteina i IPN-u zupełnie niesłuszny ideologicznie. Lustracja Szarika wykazała niezbicie, że Szarik się wysługiwał.
    Szarik był odpowiedzią żydokomuny na zawołanie ludu polskiego, które brzmiało: Lessie, wróć. To Lessie walczyła pod Lenino oraz zdobyła Berlin. Używanie Szarika 20 lat po odzyskaniu niepodległości jest skandalem i zakłamywaniem historii.

  8. Bobik said

    Słyszałem coś o tej Lassie, która spod Lenino wróciła z kilkunastoma szczeniakami, każdy od tatusia z innej republiki związkowej. Za prowadzenie się wywaloną ją z Polskiego Związku Psów Rasowych, a nie za poglądy. To dopiero potem dorobiła sobie legendę, że niby całe życie była anty.
    Szarik owszem, wysługiwał się, ale nie więcej i nie mniej niż inni. Chciał po prostu mieć budę, michę i święty spokój. Jak prawie wszystkie psy…

  9. Torlin said

    Znowu pewnie narozrabiam. Ale jest to temat – konik, poruszałem go kiedyś u Amicusa. To jest to ciągłe powtarzanie, że to nie było kręcone w autentycznych plenerach, że nie grali ci odpowiedniej narodowości, że w tych czasach żołnierze mieli inne guziki, w czasach Janosika nie nosili wyszywanych nogawic, albo że bohater miał na pieńku z IPN. Jakie to ma znaczenie, że chorąży Słotwina był Estończykiem. Film jest iluzją doskonałą i te wszystkie rzeczy nie mają najmniejszego znaczenia. Liczy się tylko jedno – odbiór widza, jego zafascynowanie, zaciekawienie, uległość wobec reżysera – mistrza iluzji. Co z tego, że „Pamiętnik znaleziony w Saragossie” nie był kręcony pod Madrytem, tylko w Jurze Krakowsko – Częstochowskiej, co z tego, że we wszystkich bitwach niemieckich walczą oni „Tygrysami”, jak ich w rzeczywistości mieli bardzo mało, co z tego, że w „W pustyni i puszczy” słonia afrykańskiego gra słoń indyjski, co z tego, że to Anna Austriaczka była zdrajczynią Francji, a Kardynał Richelieu fanatycznym patriotą.
    Co z tego. To nie ma najmniejszego znaczenia.
    Odczepić się proszę od Winnetou.

  10. caddicus said

    Popieram Torlina,
    Winnetou naszym bohaterem jest i basta:-)

    Calmy,
    Nie rozumiem:-) ale może to i dobrze.

  11. telemach said

    Torlinie, wcale nie narozrabiałeś. Jest dokładnie tak, jak napisałeś. Liczy się iluzja. Z drugiej strony jednak, warto (czasem) wiedzieć, że to jest iluzja. Warto też sobie zdawać sprawę, kto i w jakim celu z tej iluzji robił pożytek. I jaki. Warto np. wiedzieć, że Winnetou miał największy okres świetności w czasie II wojny światowej. Był wówczas taki dobry niemiecki zwyczaj, że z okazji przysięgi wojskowej żołnierze dostawali w prezencie książkę. Mogli sobie nawet wybrać. Rozdano wówczas młodym germańskim rycerzom 2 miliony egzemplarzy przygód szlachetnego wodza Apaczów i jego białego, głęboko wierzącego przyjaciela O. Shatterhanda. Dla mnie był to pewnego swoisty szok, gdy zadałem sobie sprawę, że (zapewne) w co drugim plecaku przetaczającej się w 1939 roku przez Polskę lawiny nadludzi spoczywało pod zmianą bielizny kieszonkowe wydanie tej uroczej opowiastki. I o ile nie mam wątpliwości, że umundurowany czytelnik identyfikował się z białym bohaterem w świecie dzikich i (jeszcze) nie całkiem ucywilizowanych podludzi, to ogarnia mnie pewien niepokój, czy przypadkiem mój dziadek nie był dla niego zdradzieckim Komanczem, lub podstępnym Kiowa.

    Co nie oznacza naturalnie, że winę za ten stan rzeczy ponosi Winnetou. ;) Ale wiedzieć warto.

  12. Bobik said

    Gdybym na temat telemachowego tekstu miał napisać zadanie do mojej psiej szkoły, to bym pewnie napisał coś takiego: Autor próbuje uchwycić moment, w którym złudzenie (wiara?) dostaje od rzeczywistości kopniaka wystarczająco mocnego, żeby deziluzjonistyczna kropla zaczęła drążyć skałę. Odtąd bohater zacznie się nieuchronnie staczać w dojrzałość, którą z czasem trudno będzie odróżnić od cynizmu. To staczanie się będzie niekoniecznie przyjemne, czasem wręcz okropnie nieprzyjemne, ale czy bohater miał wybór? Czy mógł po prostu udać, że nie wie tego, co wie? Powiedzieć sobie, że „Zamek” jest podręcznikiem ślusarstwa, życie jest nieskomplikowane i czarno-białe, a kondycja ludzka wcale nie musi zawierać elementów goryczy i zdrady?
    Obawiam się, że Autor swojemu bohaterowi wyboru nie pozostawił, wskutek czego jego utwór nie ma optymistycznej wymowy i nie jest dobrą lekturą dla szczeniąt, ponieważ może u nich wywołać zmartwiony wyraz pyska oraz nagłe napady skowytu.

    Na szczęście istnieje jeszcze taka możliwość, że ja nic z tego wpisu nie zrozumiałem i z wypracowania dostałbym dwóję, ale za to mógłbym odzyskać optymistyczne spojrzenie na życie. ;)

  13. mona said

    Szanowny Torlinie, obrona Winnetou przed zakusami Telen
    macha jest zupełnie zbyteczna ponieważ telemach nie zajmuje się wtym tekście Winnetou mimo, że ten ostatni w nim występuje. Tekst jest, przynajmiej dla mnie, o nieprzystawalności niewinnego świata dziecięcych wyobrażeń do tego co otacza później nas, dorosłych.O tym, że chociaż żyjemy z dziećmi, wsiowymi idiotami, pątnikami bożymi i ludami pierwotnymi na tym samym świecie, to w rzeczywistości dzieli nas od nich szklana szyba dzieląca ich piękny świat od naszego.Szyba, przez którą przechodzi się raz i tylko w jedną stronę. Smutny tekst.A najsmutniejsze to ostatnie zdanie.

    Ja wyczytuję tutaj żal i rodzaj nostalgii za tym co minęło, za utraconym. I trochę zazdroszczę Ci umiejętności brania tego co telemach pisze dosłownie.

  14. Torlin said

    Mona!
    Kocham Cię za to. To już kolejny tekst Szanownego Telemacha, z którego każdy wyczytuje coś innego. Czytam ten tekst i za nic nie mogę dostrzec tego, co Ty, jestem jak Bobik, „że ja nic z tego tekstu nie zrozumiałem”, bo i o Germańcach dowiedziałem się dopiero z komentarza.
    Dalej Telemachu nie rozumiem, jaki związek ma posiadanie w plecaku 1 egzemplarza przez żołnierza niemieckiego szturmującego Polskę z miłością dzieciaków do szlachetnego Apacza ze szklanego ekranu. Wracamy do tego, co pisałem – należy ten mit zburzyć koniecznie, trzeba napisać, że May w życiu nie był na kontynencie amerykańskim, że to wszystko wymyślił w więzieniu. A przecież książki Maya były tłumaczone na co najmniej 33 języki i wydane w łącznej ilości ponad 200 mln egzemplarzy. I do dzisiaj są czytane (i oglądane po cichu jak nikt nie widzi)

  15. Bobik said

    Torlinie, drobne sprostowanie – mnie się wciąż jeszcze wydaje, że trochę z tego tekstu zrozumiałem. Ale tak myśli każdy szczeniak przed odpytywaniem czy klasówką, a potem nieraz słyszy „siadaj, dwója!”. Więc ja się wolę nie zarzekać, że świetnie kapuję, a już tym bardziej, że kapuję „obiektywnie”, tylko zaznaczam, że piszę o swoim wyobrażeniu tego, co poeta chciał przez to powiedzieć. I stale liczę się z tym, że mogę usłyszeć „oj, Bobik, nie przygotowałeś się dzisiaj”. Bo to zresztą prawda, że najczęściej przychodzę nieprzygotowany do tekstu i dopiero na bieżąco kombinuję, co ja o nim myślę.
    Ale oczywiście Telemach dobrze wie, że to odbiorca tworzy dzieło i – jak sądzę – potrafi ze stoickim spokojem przyjąć to, że napisał nie to, co napisał, jak również nie napisał tego, co napisał. I że interpretacji będzie tyle, ilu odbiorców, co bynajmniej nie musi świadczyć o niedostatkach tekstu i autora. Dzięki takiej opanowanej i godnej postawie twórców nawet tak notorycznie nieprzygotowany szczeniak jak ja ma szanse szkołę skończyć. :-))

  16. Jubal said

    Torlinie – chcesz powiedzieć, że potrafisz w wieku dorosłym czytać „Trzech Muszkieterów” bez potężnego obrzydzenia? To musi być miłe; ja niestety – kiedy ostatnio zaglądałem do tej książki – musiałem ją odłożyć; bohaterowie «pozytywni» w T.M. wywołują u mnie (bez wyjątku) odruch wymiotny.

  17. mona said

    Torlinie, uczucie jest wzajemne!!! ;)

    Ja to widzę tak w sposób następujący: nie twierdzę, że telemach jest Gogolem ale ponieważ napisał u Ciebie, że chciałby (!!!) to załóżmy na chwilę, że jest. I gdyby opublikował na tym blogu opowiastę pt. „Płaszcz”, to bezzasadną byłyby dyskusja na temat właściwości płaszcza, modnego lub niemodnego kroju, stosunków w przędzalni, ceny materiału lub ilości i kształtu guzików. Bo „Płaszcz”, przynajmniej ten gogolowski, jest parabolą podłej ludzkiej kondycji, chodzi w nim powierzchownie o to jak nas postrzegają inni i my innych w tej naszej carskiej Rosji postrzegamy. Pod tą warstwą ukrywa się następna, bo w gruncie rzeczy chodzi o stosunki, które wytwarzają niewolniczy tryb mentalności, o służalczość, o samoupodlenie którego doznajemy poddając się dyktatowi rzeczywistości, w której zewnętrzene znamiona interpretowane są bezrefleksyjnie jako wartości.

    Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że gdyby telemachogogol napisał i opublikował to opowiadanie (Płaszcz) na blogu, to pojawiłyby się zaraz komentarz dotyczący jakości jesionek. Zgłosiłby się chwilę potem ktoś kto wziąłby w obronę petersburską policję, której zadaniem nie jest pilnowanie okryć zwierzchnich obywateli (każdy powinien sam uważać na swoje rzeczy), następny komentator wytknął by autorowi, że niewystarczająco uwypuklił rolę naszych, słynnych na cały świat, petersburskich krojczych. Na koniec pojawiłby się komentator nieunikniony i poinformował zebranych, że on, Logos Amicus też uważa za cynizm i manipulację pisanie o płaszczu, gdy chodzi o stosunki i upodlenie, on tego tutaj nie widzi, a zatem rzecz jest o płaszczu, a telemachogogol jest manipulatorem, bo jak by mu chodziło o stosunki to by nie pisał o płaszczu, tylko o tych stosunkach napisał.

    Bieda polega na tym, że telemach nie napisał, wcale a wcale, tekstu o Winnetou, tylko, według mnie, o ewolucji (naszego? jego?) stosunku do jakże potrzebnej dzieciom iluzji. I posługując się aluzją postawił dostrzegalne dla mnie pytanie, czy przemiana z niewiedzącego w wiedzącego jest czymś dobrym i pożądanym. Bo ten cynizm widzę też nie dosłownie. Ale mogę się naturalnie mylić. Podobnie jak Bobikowi wydaje mi się tylko, że swoje rozumiem.

  18. mona said

    Torlin:
    „jestem jak Bobik, „że ja nic z tego tekstu nie zrozumiałem”,”

    W ramach zabawy w głuchy telefon Bobik podzielił tutaj chyba los telemacha. Nie tylko gospodarzowi, również komentującym może się przydarzyć, że zostaną zrozumiani zgodnie z intencjami, tyle że nie własnymi. Bo wypowiedź Bobika była głównie o tym, że właśnie zrozumiał i jak zrozumiał.

  19. Torlin said

    Nie, Mona, tego wszystkiego tam nie ma. Piszesz: „Bieda polega na tym, że telemach nie napisał, wcale a wcale, tekstu o Winnetou, tylko, według mnie, o ewolucji (naszego? jego?) stosunku do jakże potrzebnej dzieciom iluzji”. Gdzie to masz? Cały wpis jest właściwie dla mnie tekstem IPNowskim, rozliczającym. Co ma Winnetou do strzelania w Algierii i Indochinach, małych dziewczynek, umierania w samotności? Ja nie mówię, czy to jest prawda, i nie neguję, że Telemach ma prawo na ten temat pisać. Ale co to ma do iluzji dziecięcych?
    Dla mnie właściwie jedyną możliwością pozbawienia dzieci iluzji jest przedstawienie prawdziwej historii Apaczów, a nie „czepianie” się wykonawców i pisarza.

  20. mona said

    Torlinie, to ja już nie wiem. Pozostanę przy swoim. Może autor się sam wypowie?

  21. kwik said

    A może wystarczy rzucić okiem na życiorys:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Pierre_Brice

  22. Torlin said

    A co ma życiorys Brice’a do filmu o Winnetou?

  23. kwik said

    @ Torlin – do tej pory myślałem, że chodzi o to, że Brice (były francuski komandos) występował jako Winnetou. Ale zasiałeś we mnie tylko wątpliwości, że już sam nie wiem.

  24. kwik said

    errata: tyle wątpliwości

  25. Bobik said

    Mona – wprawdzie bycie właściwie zrozumianym nie jest konieczne do życia, ale nie ukrywam, że sprawia pewną przyjemność. :-)

  26. telemach said

    Kwiku, z polskim hasłem w wikipedii byłbym ostrożny. Jest skąpe i hagiograficzne. Jak zresztą większość tego co można o nim znaleźć w sieci. Takie są już skutki redagowania haseł, na podstawie obcojęzycznych haseł, które są tworzone na podstawie autobiografii.
    To, co ja wspominam o PB wynika z dwóch źródeł: w 2000 r. pojawiły się zarzuty wobec Jean-Marie Le Pena, że w czasie wojny algierskiej brał udział torturowaniu schwytanych aktywistów FLN. Broniąc się Le Pen powiedział dziennikarzom, że nie rozumie czego od niego chcą. Po pierwsze była wojna, po drugie wszyscy to robili (uczestniczyli w torturach i egzekucjach), a po trzecie, to jeśli chcą się już do kogoś przyczepiać, to dlaczego nie spytają Pierre Bricea co robił w czasie tej wojny? Briece nigdy tego nie skomentował, ani niczego nie dementował, co jest co najmniej dziwne.

    A o swojej ochotniczej działalności w Indochinach napisał Briece sam w swojej autobiografii „że były wstrętne momenty i że nie ma się czym chwalić”

    Nic z tego nie znajdziesz w polskiej wiki.

    A Torlinowi nie chodzi o aktora, on (o ile go zrozumiałem) nie chce, aby mu zabierano miłe wspomnienia dotyczące Winnetou. O aktorze nie chce wcale nawet słyszeć i jest mu zupełnie obojętne co robił, a czego nie robił. O Winnetou natomiast nie da Torlin złego słowa powiedzieć. Co rozumiem. Tyle tylko, że ja nie mam nawet zamiaru.

  27. kwik said

    Brak reakcji na insynuację to zwykle najmądrzejsze, co można zrobić. Co najmniej dziwne byłoby natomiast, gdyby zareagował na Twój paszkwil. Le Pen (jedno n) na razie chyba jeszcze nie przyznał się do torturowania nikogo, Twoje „wszyscy to robili” sugeruje inaczej.

  28. telemach said

    @kwik:
    „Le Pen (jedno n) na razie chyba jeszcze nie przyznał się do torturowania nikogo, Twoje „wszyscy to robili” sugeruje inaczej.”

    Dziękuję. Za jedno n. Już poprawiam.

    Le Pen chyba jednak przyznał się:

    « Je n’ai rien à cacher. J’ai tor­turé parce qu’il fal­lait le faire. Quand on vous amène quelqu’un qui vient de poser vingt bombes qui peu­vent explo­ser d’un moment à l’autre et qu’il ne veut pas parler, il faut employer des moyens excep­tion­nels pour l’y contrain­dre. C’est celui qui s’y refuse qui est le cri­mi­nel car il a sur les mains le sang de dizai­nes de vic­ti­mes dont la mort aurait pu être évitée ».
    To jest jego własna wypowiedź, wywiad który ukazał się w „Combat” 9.11.1962 w którym usprawiedliwiał się dlaczego „nie chciał, ale musiał”. Przedtem, w 1957 roku, wygłaszał pochwały tortur z parlamentarnej mównicy.Le Pen próbował co prawda (w trakcie kampanii wyborczej 1999/2000) zabronić sądownie rozmaitym czasopismom (m.in. Le Monde) przypominania zeznań licznych świadków i jego własnych słów – najwyższy sąd kasacyjny zabronił mu tego zabraniania.

    Paszkwil?

  29. kwik said

    Dzięki, już zmieniłem zdanie.

    Natomiast nadal uważam, że przy okazji napisałeś bardzo udany paszkwil na Winnetou. Stąd tak żywe reakcje, nawet jeśli to nie o niego tu chodziło.

  30. telemach said

    Kwik: Ałtorytet twierdzi:
    „Paszkwil (wł. pasquillo) – utwór literacki, często anonimowy, skierowany przeciw konkretnej osobie, ośmieszający ją w sposób oszczerczy i obelżywy.”

    Nie wiem czy udany. Na pewno nie anonimowy. Gdybyś mi wskazał miejsca świadczące o obelżywym lub oszczerczym stosunku do Winnetou – to ja się (niechętnie) zgodzę. Niechętnie, bo ani takich intencji nie miałem, ani nie wiem po co to miałoby być dobre. Winnetou (którego nie było) był sympatyczną postacią literacką, przyjaźń, prostolinijność, dobrze strzelał, samo dobro i w ogóle. Wtedy, gdy jeszcze dzieci czytały takie książki.

  31. telemach said

    Torlin:

    „Dla mnie właściwie jedyną możliwością pozbawienia dzieci iluzji jest przedstawienie prawdziwej historii Apaczów, a nie „czepianie” się wykonawców i pisarza.”

    Zapytaj dzieci, może nie wszystkie są takie same? Dla mnie (osobiście) było coś bardzo smutnego i rozczarowującego w tym przedziwnym dysonansie pomiędzy pewnymi aspektami życiorysu aktora i postacią, którą przedstawiał. Bo bycie ochotniczym najemnikiem w dwóch brudnych wojnach kolonialnych nie jest najlepszą rekomendacją do zagoszczenia w masowej wyobraźni jako „szlachetny dziki”.
    Co jest spostrzeżeniem, a nie osądem.

  32. Bobik said

    Nie tylko dzieci są różne, dorośli też. Jedni z rezygnacją dochodzą do wniosku, że takie rzeczy jak dysonans poznawczy, odkrycie innej strony medalu czy dostrzeżenie paradoksu, zdarzają się w najporządniejszych rodzinach, więc nie ma co udawać, że ich samych to nie dotyczy. A inni uznają, że takim negatywnym zjawiskom należy się aktywnie przeciwstawić, więc albo dekretują, że ich nie ma, albo postanawiają ukarać posłańca z wieścią o ich istnieniu. I nie ma im się co dziwić, bo od takiego dysonansu poznawczego wszystko swędzi i nawet wysypki połączonej z gorączką można dostać. A kysz!

  33. kwik said

    Mordowanie wietnamskich wieśniaków przez Brice’a/Winnetou to oszczerstwo. Dzielny chłopak zgłosił się na ochotnika walczyć z komunizmem, chwała mu za to. To między innymi dzięki niemu żyjemy dziś w wolnej Polsce. Udział Brice’a w wojnie algierskiej oceniam całkiem negatywnie, nie usprawiedliwia go już ani młodość ani cel tej wojny. Ale przecież nie musiał zaraz strzelać do tłumu. Ani nikogo torturować – mam wierzyć Le Penowi, który łże jak pies?

  34. telemach said

    kwik:
    „Dzielny chłopak zgłosił się na ochotnika walczyć z komunizmem, chwała mu za to. To między innymi dzięki niemu żyjemy dziś w wolnej Polsce.”

    Najwyraźniej mamy zupełnie inne informacje na temat przyczyn i przebiegu 1. Wojny Indochińskiej. Jest dla mnie nową i nieznaną sytuacją, że w 1948 roku (gdy Brice zgłosił się na ochotnika do komandosów jadących do Indochin) udał się on tam aby walczyć z komunizmem = o wolną Polskę. Proponuję, żeby sprawdził przyczyny i przebieg I Wojny Indochińskiej. Szczególnie rolę USA w proklamacji niepodległego Wietnamu w 1945, kiedy nastąpiła ideologizacja kolonialnego konfliktu (według moich danych począwszy od 1950) i kiedy HSM zwrócił się w stronę Moskwy i dlaczego.
    Twierdzenie, że Bierce w 1948 roku pognał do Indochin aby walczyć z komunizmem (= o wolną Polskę) plasuje naszą rozmowę na poziomie, do którego (w Twoim przypadku) nie jestem przyzwyczajony.

    Jeśli nie masz czasu i ochoty grzebać w genezie i przebiegu dawno zapomnianej wojny, daj znać. Możemy przełożyć na kiedy indziej. Ale proszę, nie spierajmy się „obok” uznanych historycznych faktów i interpretacji. Szkoda życia a szansa aby się ośmieszyć potężna.

  35. kwik said

    Po co Brice pognał do Indochin to chyba on sam wie najlepiej i może się nawet wypowiedział (pewnie nieszczerze). Geneza i przebieg I wojny indochińskiej jakkolwiek pasjonujące w ogóle nie dotyczą tematu, wystarczy że Ho Chi Minh był szczerym komunistą z długim moskiewskim stażem więc od początku było przesądzone, jaki ustrój zaprowadzi po zwycięstwie; wiadomo było również, że jego zwycięstwo wzmocni morale komunistów na całym świecie. Dlatego zaproponowałem jedyną słuszną interpretację, która ma jeszcze walor prawdziwie winnetuański. Choć oczywiście dopuszczam możliwość, że młody Brice pojechał postrzelać sobie do ruchliwych wietnamskich wieśniaków z całkiem innych powodów.

  36. telemach said

    Kwik:
    „Dlatego zaproponowałem jedyną słuszną interpretację, która ma jeszcze walor prawdziwie winnetuański.”

    Nie lubię używać tych małych śmiejących się mordek, ale przed chwilą o mało co bym nie użył.

  37. Bobik said

    Myślę, że pewne pojęcie o motywacjach Brice’a i poziomie jego refleksji nad sobą tudzież wydarzeniami, w których brał udział, daje wywiad udzielony przez niego w wieku lat 82, kiedy już to i owo miało się czas przetrawić. Fragmenty w szybkim tłumaczeniu:
    Kluczowe słowo mego życia brzmi: odwaga. W okresie niemieckiej okupacji odwagi wymagało wyciąganie rannych spod gruzów podczas bombardowań.(…) Odwagi wymagało ochotnicze pójście w wieku lat 19 na wojnę w Indochinach, a potem w Algierii. Wydaje mi się, że ja się urodziłem już odważny. (…) W czasie tych 6 lat spędzonych jako zawodowy żołnierz nauczyłem się wielu rzeczy, które mnie uformowały. I w duszy pozostałem na zawsze żołnierzem.
    Jako żołnierz nauczyłem się kochać ludzi, ponieważ doświadczyłem tego, że oddawali swoje życie, żeby ratować innych ludzi W wietnamskiej dżungli umarł w moich ramionach porucznik, który zajął moje miejsce jako zwiadowca.

    I konkluzja: Winnetou i ja walczyliśmy o te same wartości: sprawiedliwość i wolność.
    Nie chce mi się tego zbyt wydajnie komentować, zauważę tylko tak mimochodem, że francuski Apacz nie robi żadnego rozróżnienia między swoim udziałem w WWII, w wojnie indochińskiej i algierskiej. Wszystkie te wojny zostały zresztą najwyraźniej wywołane tylko po to, żeby mógł w nich zaprezentować swój szlachetny profil. W dżungli wietnamskiej (a zapewne i w piaskach Algierii) umierali w sposób warty zauważenia tylko ci, którzy kręcili się gdzieś koło Brice’a. No i oczywiście nie ma wątpliwości, że te wojny, które on zaszczycił swoją obecnością, były wojnami o wolność i sprawiedliwość.
    Aż by się prosiło, żeby na koniec dzielny wojak wygłosił adekwatną frazę „my z Winnetou po pijanemu nie takie rzeczy robili”.

    Wywiad z Brice’m (po niemiecku) jest tu:
    http://www.zeit.de/2011/13/Traum-Pierre-Brice

  38. Bobik said

    A mordki w blogosferze zdecydowanie popieram, bo wielu nieporozumień pozwalają uniknąć. Zwłaszcza w przypadku bardzo cienkiej ironii, kiedy tylko z tonu wypowiedzi można odgadnąć intencje wypowiadającego. Widząc emotikon mogę od razu, w momencie, w którym zaczynam czytać post, ten ton sobie dośpiewać.

  39. mona said

    @Bobik: mordy są troszkę problematyczne ze względów na nadużywanie, a poza tym estety i komunika. Estety, bo zamieniają obraz słowa pisanego w łączkę dla brykających i pobekujących i puszczających do siebie oczka azali też pokazujących języczki. Komunika, bo sztuka zwięzłej ironii, co ona wynika z kontekstu, umiera. Zamiast tego każdy może napisać każde byleco zmieniając lub osłabiając wymowę emotą.
    Dobrze, że Shakespeare ich nie znał:
    A horse, a horse, my kingdom for a horse. (-_-)
    Albo Martin Luther King:
    I have a dream (ô_o)

  40. Bobik said

    Rozumiem, Mona, ale ja jestem pies praktyczny, a zarazem byczek spokojny. Wiele już razy widziałem w blogosferze kosmiczne awantury wynikające z niezłapania lub niewłaściwego zinterpretowania czyjegoś tonu. Dyskusja na tym zwykle nie zyskiwała, raczej wręcz przeciwnie. A ja musiałem włazić pod łóżko, bo okropnie się boję awantur.
    Ale zauważyłem też, że kiedy te osoby, które notorycznie bywały oskarżane o wredne intencje, zaczynały stosować mordki, liczba zarzutów wobec nich zaraz spadała, czasem niemal do zera. Co z kolei powodowało zdecydowaną redukcję liczby i rozmiaru awantur i dawało mi możliwość wyjścia spod łóżka. No i właśnie pod wpływem tych obserwacji zacząłem popierać mordki. ;)

  41. Torlin said

    Ludzie! Napiszę to po raz szósty – co to wszystko wspólnego z Winnetou?

  42. kwik said

    @ Torlin – oglądałeś filmy czy tylko czytałeś książki? Dla każdego oglądającego filmy Winnetou już na zawsze wygląda jak Brice, sympatyczny psychopata. Brice został wybrany do roli mimo nieznajomości niemieckiego (potem się nauczył) i był to szczał w dziesiątkie. Naprawdę pasował.

  43. zeen said

    Dziki sukinsyn ze skalpem w dłoni
    ekserminacji chciał bladych twarzy
    słusznie mu kota biały pogonił
    szkoda, że drugi raz się nie zdarzy

    Okrutna czerwień jego oblicza
    mówi nam wszystko: to kawał drania
    żadnych on nie miał prawdziwych przyczyn
    by szkodzić w ziemiach tych zdobywaniu

    Z Bogiem na ustach szli osadnicy
    księża ginęli od strzał zdradzieckich
    z jakich to pytam jeszcze raz przyczyn
    wygrać miał dziki, do tego świecki?

    Hę?!

  44. calmy said

    @Torlin:
    „Ludzie! Napiszę to po raz szósty – co to wszystko wspólnego z Winnetou?”
    A ja Ci odpowiem po raz pierwszy i na pewno ostatni. Nic i zupełnie nic.

    BO TEN WPIS NIE JEST O WINNETOU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    I dyskusja też nie. To jest nawet dla niewidomego widoczne.

  45. Bobik said

    Telemach zawinił. Dlaczego do opisu rozstawania się z czasem niewinności nie wybrał np. klasycznego motywu odkrycia, że święty Mikołaj to bujda, a prezenty podkładają mama z tatą? To by było jasne i zrozumiałe. No i miałoby jakieś odniesienie do własnego doświadczenia wszystkich komentatorów. Bo ze świętym Mikołajem praktycznie już każdy się rozstał (i jakoś to przebolał), a z orlim profilem Winnetou nie każdy.
    Gdyby to mój ideał Telemach sobie wybrał do swoich skomplikowanych egzemplifikacji, też bym pewnie uznał, że te wszystkie jego metafory są nietrafione. No, ale ja tym razem miałem łatwiej, bo Autor nie tylko nie zatakował podstępnie Szarika, udając, że to niby nie o niego chodzi, ale nawet wyraził się pochlebnie o odtwórcy jego roli. Dzięki temu nie musiałem walczyć w obronie ideałów, tylko mogłem się spokojnie skoncentrować na próbie zrozumienia tekstu.
    Ale jak Telemach się kiedyś czepi wiernego Rusłana i zacznie mu wyciągać, kim naprawdę był i co robił, to nie daję gwarancji, że z moją dobrą wolą wobec tekstu nie wygra gatunkowa solidarność.

  46. porcelanka said

    Zgodzić się na tragizm, to byłoby zbyt łatwe. Istnieje przecież przyjemność odkrywania prawd na nowo z dobrodziejstwem iluzji lub sauté. To przecież ciekawe. Zwłaszcza potencjalny błąd wnioskowania, a może bardziej, oczekiwań, to wyborny posiłek. A cynizmem, jak wiadomo, nie można się najeść.

    Zamek oczywiście jest podręcznikiem, jak ślusarstwa n i e uprawiać, choć zawiera wiele cennych wskazówek, delikatnie przez autora muśniętych…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: