Spiskowa teoria przebudzeń

Marzec 11, 2011

Pewnego poranka Kropotkin obudził się jako ktoś inny. A w zasadzie odwrotnie: ktoś inny obudził się jako Kropotkin. To znaczy, Kropotkin wiedział co prawda, że obudził się jako Kropotkin, ale z drugiej strony wiedział również, że nie zasnął jako Kropotkin. Nie miał pojęcia jako kto zasnął, ale jako Kropotkin na pewno nie.

Sytuacja była kłopotliwa. Kropotkin, wiedząc, że ludzie znajdujący się w kłopotliwej sytuacji rozglądają się niepewnie, rozejrzał się niepewnie. Otaczające go mieszkanie było mieszkaniem Kropotkina, nad komodą wisiało zdjęcie przedstawiające chłopczyka w ciemnym ubranku: ani chybi mały Kropotkin. Na poręczy spoczywały spodnie Kropotkina, obok, na podłodze, leżała niedbale rzucona kamizelka.

Wiedziony niedobrym przeczuciem wstał i zbliżył się na palcach do komody. Wziął do ręki portfel i zajrzał do środka. Paszport. W paszporcie wystawionym na nazwisko Kropotkina dostrzegł własne zdjęcie. Jak oni to zrobili, pomyślał gorączkowo, jak oni to zrobili?

Kropotkin, przeświadczony że beznadziejna w zasadzie sytuacja wymaga komentarza, rozpaczliwie szukał w głowie odpowiednich słów.

– Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie – wyszeptał.

    Nie trzeba było nawet długo czekać. Przypuszczenie, że to chyba nie są odpowiednie słowa, szybko zamieniło się w pewność.

    Zza ściany, dzielącej mieszkanie od tego co było za ścianą, dobiegał odgłos tykającego zegara.

    Odpowiedzi: 77 to “Spiskowa teoria przebudzeń”

    1. caddicus said

      Od dobrych kilkunastu dni mam podobne odczucie, jak Kropotkin… Dobrze, że jeszcze wina starcza:-)

    2. porcelanka said

      Byli sprytni, tresowali wytrwale i dobrze karmili. No i dawali coś w zamian, żeby nie było. ;)
      Ale wcale nie jest tak, że w piekielnej dżungli tylko głos wołającego w puszczy. Czasem trzeba po prostu wspiąć się na drzewo, dostrzec, że w tym szaleństwie jest metoda, a pośród plątaniny można znaleźć przejście.
      No i zawsze jest czas. ^ ^

    3. telemach said

      @caddicus: najgłębsze wyrazy
      @porcelanka: chyba tak. Z naciskiem, póki co, na „chyba”.

    4. Bobik said

      Szukanie odpowiednich słów jest sprawą z góry przegraną i dziwię się, że taki stary wyjadacz jak Kropotkin znowu się dał na to nabrać. Przecież takie słowo, nawet jak przypadkiem jest odpowiednie z jednej strony, to na pewno będzie nieodpowiednie z drugiej, albo na odwrót. Ja bym najpierw poszukał, czy miska stoi na swoim miejscu, bo jeśli stoi, to kwestia, jako kto się budzę, robi się jakby mniej dolegliwa.
      Ale inne z kropotkinowych pytań też by mi nie dawało spokoju: jak oni to zrobili? ;)

    5. Andrzej Bieńkowski said

      To jest wbrew pozorom niebywale smutny i przejmujący tekst.Mam nadzieję, że nie będzie, przynajmniej dla autora, dalszego ciągu. W zasadzie dość wierny opis klinicznego przypadku zaburzeń zdolności rozpoznawania własnej tożsamości.

      A w zasadzie, to skąd wiemy kim jesteśmy? I czy my to napewno my? O. Sachs pisał o przypadkach całkowitej utraty „świadomości własnego ja” na skutek urazów głowy, coraz częściej pojawiają się głosy, że możliwa jest inteligencja w oderwaniu od ego. To ostatnie jest wytworem samoświadomości, która podobno jest mitem (http://www.amazon.com/Ego-Tunnel-Science-Mind-Myth/dp/0465020690/ref=ntt_at_ep_dpi_1)
      Wynika z tego: tak really-really to nie ma mnie.
      Jest tylko złudzenie. W ten sposób Platon znów powraca z hukiem tylnimi drzwiami.

    6. calmy said

      @andrzej b.

      „Wynika z tego: tak really-really to nie ma mnie.”

      Dla mnie myśl, że mnie nie ma jest dosyć dołująca. Pociesza mnie jednak, że nie ma również tej żałosnej cipy, która jest aktualnie moją szefową.
      Nie ma jej, a ona nawet o tym nie wie! ;-)

    7. porcelanka said

      Platon był tchórzem i wolał złudzenia. Co samo w sobie (tchórzostwo) nie musi mieć wydźwięku pejoratywnego. W końcu niełatwo wziąć na klatę, że można skończyć jak Sokrates. Wysilał się chłopak, kombinował, no jakby tutaj… i stworzył wygodny światek, milutko poukładany aby było mu w nim dobrze. Nazwał go p a ń s t w o. Prześlicznie i brzmi dumnie. W tym utopijnym, lecz z rozmachem stworzonym światku (wizja po dziś mami salony) bez reszty nurzał się w splendorze. Władza to wszak miseczka zawsze pełna, a jak ma się pełną miseczkę to o so chozi? Więc zadbał, by mu nikt wizji nie kwestionował. Poeci zatem byli njewskazani. ;P

      Jestem rzecz jasna niesprawiedliwa i uprzedzona, jak wszyscy stronnicy Sokratesa. ;P

    8. miziol said

      A ja sie chcialem niesmialo zapytac, gdzie w tym czasie byla zona Kropotkina?!

    9. mona said

      Miziolu:

      Pytanie: „gdzie w tym czasie byla zona Kropotkina?!” jest bezzasadne. Ona po tym wydarzeniu
      https://pytania.wordpress.com/2011/01/05/bez-dogmata/
      przeprowadziła się do hotelu i przebywa tam po dzień dzisiejszy. Odwiedza ją regularnie artysta cyrkowy Gołubiew i wspólnie medytują ku utrapieniu gości zajmujących sąsiednie pokoje ;)

    10. Bobik said

      Czy artysta cyrkowy Gołubiew przychodzi na medytacje z tygrysem?
      To wcale nie jest takie bez znaczenia. Już nieraz widziałem, że obecność tygrysa potrafi zasadniczo wpłynąć na postawy uczestników medytacji, a nawet na ich samoświadomość.
      Wydaje mi się, że kiedyś nawet w takiej sytuacji widziałem Platona i Sokratesa chowających się za jednym materacem, ale nie będę się upierał, że nie było to tylko złudzenie.

    11. cmss said

      Ta ****** smuga cienia…
      Poręcz, łóżka jak sądzę, błyszcząca mosiądzem?

    12. porcelanka said

      Pociągnę wątek, bo interesuje mnie ten materac. ;) Może być przydatny.
      Tygrys, zaprzeczyć nie sposób, istotnie wpływa. Zwłaszcza teoretycznie, bo praktycznie to tylko wtedy, kiedy Gołubiew go przyprowadza, lub szuka się Gołubiewa z tygrysem. Wszak tygrysy się poza cyrkiem już nie włóczą.

    13. Bobik said

      Porcelanko, rzeczywistość oferuje czasem taki wybór opcji, że po prostu nie wiadomo, czto diełat’. Szuka się Gołubiewa, znajduje się Chrobrego, wsiada się więc na tygrysa, żeby poszczuć Sokratesa, a tam materac…
      No, niech mi nikt nie powie, że w życiu z czymś takim się nie spotkał.

    14. andsol said

      Gdy Kropotkin intensywnie wahał się które z dwóch wyjść, pat czy powrót do snu, szybciej by przyniosło ulgę, z drugiej strony sytuacja była bardziej naprężona. Do nich dotarło, że rozwój sytuacji był zastojem w pre-Popperowym wydaniu i nieuchronność powtórnej podmiany wisiała nad nimi jak proza Chardina de T. Drugi z nich pojął, że hałas tykającego zegara redukował pojęcie wolnej woli do jej cząstki. Jestem przecinkiem losu pomyślał, ale Kropotkin tego nie usłyszał.

    15. Torlin said

      A po co mu paszport? Toż jest Schengen.

    16. beatrix said

      Nadmierne przywiązanie do własneggo ja (nawet jeśli jest wyimaginowane i nie do końca wiadomo z czego się składa) bywa niebezpieczne i jest szkodliwe. Kropotkin wyjdzie z tego doświadczenia wzbogacony, jak sądzę. I suchą nogą, mam nadzieję :)

      p.s. doczekałeś się Autorze, jak widzę, godnych naśladowców. Coś mają w sobie Twoje historie,że chce się je kontunuować we własnym zakresie. Ukłony, Andsolu :)

    17. beatrix said

      @Torlin

      a reszta świata, poza Schengen?

    18. porcelanka said

      Bobiku- no tak, gdzie się nie obrócisz, finta wewnątrz finty w fincie…tygrys wprawdzie nieco wszystko upraszcza, no ale ileż można z tym tygrysem. Dlatego materac był ciekawy. Jeśli go dobrze zrozumiałam (a pewnie nie), sprężynuje w absurdalne poczucie humoru. Nawet jeśli to moje wishful thinking, od razu robi się lepiej. ;)

    19. staruszek said

      Czy Kropotkinowie są po rozwodzie?
      Czy Kropotkin jest desygnatem modulo nazwisko?
      Czy Kropotnik jest migawką procesu?
      Czy Kropotkin żałuje wejścia w lustro?
      Dlaczego fotograf notorycznie odwraca mnie z prawa na lewo?

    20. nameste said

      „To nie ja”, myślał zdezorientowany Kropotkin. „A kto?”, odezwał się czyjś wewnętrzny głos.

    21. andsol said

      beatrix: młody czeladnik na starych mistrzach ćwiczy…

    22. miziol said

      @ Mona. Czy to sa wiadomosci z pierwszej, ze tak sie wyraze, reki?

    23. Bobik said

      Porcelanko, wydaje mi się, że Twoje domysły co do sprężynowania idą w słusznym kierunku. Jak chcesz, to mogę sprawę doładniej obwąchać i potem zdać relację. ;)

    24. porcelanka said

      Pewnie, że chcę! :)

    25. Bobik said

      Po obwąchaniu okazało się, że sprawa jest dość zamotana, gdzieś między pytaniem „jak oni to zrobili?”, a wątkiem wprowadzonym przez andsola. A ponieważ jestem akurat w fazie pisania kryminałów ;), postanowiłem rzecz zrelacjonować kryminalnie.

      „Nie powinienem zostawiać śladów” – pomyślał Chardin de T. i założył na ręce maritenki, zerkając przy tym dyskretnie na Omegę, punktualnie tykającą na jego przegubie. Przetarł spirytusem uchwyt szuflady, w której znajdował się paszport Kropotkina, spróbował ją wysunąć i zaklął pod nosem.
      – Ciężkie draństwo! Nie ma mowy, żebym sam to wyciągnął. Gdzie się, do cholery, podziewa ten Popper? Już dawno powinien tu być.
      W tym właśnie momencie rozległo się pukanie do drzwi.
      – Otwarte! – krzyknęło społeczeństwo, starając się nie obudzić śpiącego Kropotkina.
      Do pokoju wszedł Popper w zmiętym, wyranżerowanym platoniku. Przyczajony tygrys mruknął ostrzegawczo, ale jedno pełne wyrzutu spojrzenie Chardina wystarczyło, żeby groźny zwierz złagodniał i grzecznie położył się pod stołem.
      – Oż, ty, Karol! – sapnął Chardin i znaczącym gestem wskazał na oporną szufladę. Popper przesunął palcem po szorpatym drewnie i skrzywił się z wyraźnym niesmakiem.
      – Źle oheglowane – mruknął. – Ale to nic, jakoś sobie poradzimy. Wziąłeś jakieś narzędzia?
      – Psiakrew, o tym nie pomyślałem – szepnął zawstydzony Chardin. – Mam tylko duszę od żelazka.
      – No, tym wiele nie zwojujemy- przyznał Popper i rozejrzał się po pokoju. Jego wzrok padł na beztrosko spoczywający pod Kropotkinem materac. Wydobywająca się z niego smużka absurdu wydawała się idealnie wprost nadawać do otwarcia szuflady.
      – Ja ciągnę, a ty pchasz – polecił Chardinowi. – Trzy… cztery!
      Trącona absurdem szuflada wystrzeliła jak z procy, rozsypując wokół paszport Kropotkina, jego przybory do golenia i samoświadomość wraz z przyległościami.
      – Feyerabend! – obwieścił zadowolony Popper. – Zadanie wykonane. Z dalszym ciągiem niech Kropotkin już sam się męczy.

    26. porcelanka said

      Dobre! :D Najbardziej podziałała mi na wyobraźnię rozrzucona świadomość wraz z przyległościami! Smakowite, zwłaszcza jako zwiastun! ;D
      A co powiedziałbyś na to, by krzyczące społeczeństwo w celu zwiększenia dramatyzmu dwukrotnie okrążyło materac, plus nieco cheironomii zwiększającej gęstość i stan skupienia smużki absurdu? ;) Wiem, że to niekryminalne ale trudno mi się powstrzymać… ;)

    27. Bobik said

      Przy odrobinie dobrej woli wszystko może być kryminalne…

      Społeczeństwo już drugą godzinę krążyło wokół materaca, a Kropotkin nadal nie wstawał.
      – Słuchajcie – zaniepokoił się w końcu Sokrates – czy nie trzeba by coś z tym zrobić? Może po lekarza zadzwonić?
      – Lepiej sprowadzić policję – zaoponował Platon. – Państwo wiedzą, z policją jakoś zaraz wszystko lepiej działa. Różni tacy przestają niepotrzebnie pyszczyć i w ogóle…
      – Dobrze już, dobrze, nie uczta nas stale, co mamy robić – przerwało mu społeczeństwo i wykręciło numer.
      Komisarz Cheironomia z ulgą odsunęła na bok piętrzący się na biurku stos neum i pospieszyła na wezwanie. Dotarcie do pokoju Kropotkina nie zajęło jej wiele czasu. Umiejętnie sforsowała drzwi i służbowym krokiem podeszła do materaca. Jeden rzut wprawnym okiem wystarczył jej dla oszacowania sytuacji.
      – Trup – stwierdziła rzeczowo. – Znaczy, nieboszczyk. Ciało. Zwłoki. Dość świeże. Prawdopodobnie zatrute oparami absurdu.
      – Absurd to poważna sprawa – spróbował wtrącić się Kropotkin.
      – Milczeć! – huknęła monofonicznie Cheironomia. – Nie dopuszczę, żeby w moim rewirze zwłoki samowolnie naruszały porządek rzeczy!
      Kropotkin znieruchomiał. Społeczeństwo zachichotało nerwowo. Wyglądało na to, że Platon jednak miał rację. W obecności policji rzeczywiście różni tacy definitywnie przestawali pyszczyć.

    28. czerwo said

      Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie. – swego czasu ten cytat zdobił drzwi do mojego mieszkania…

      p.s.
      wybacz, proszę, ten jakże prosty komentarz…

    29. porcelanka said

      – Chwileczkę – powiedział Sokrates, na którym huknięcie komisarz Cheironomii nie zrobiło wrażenia. – To nie jest trup- rzekł patrząc wymownie na potulnie leżącego Kropotkina, który mrugał oczami nic nie rozumiejąc.
      – Jak to nie trup?! – groźnie naparła na niego komisarz.
      – Każdy trup milczy. Kropotkin nie milczy. A zatem Kropotkin nie jest trupem – rzekł.
      Społeczeństwo przestało dramatycznie okrążać materac i drapiąc się po głowach powędrowało na proscenium, skąd wszystko lepiej widać.
      – Ja protestuję! – wtrącił się pospiesznie Platon. – To są nieuprawnione insynuacje podważające wiedzę, doświadczenie oraz – podkreślił obniżając sprawnie głos o oktawę – uprawnienia przysługujące stróżowi porządku!
      – Platon, chłopcze, pozwól na stronę – rzekł Sokrates, ciągnąc go za togę. – Mój drogi- rzekł ściszając głos- chyba zdajesz sobie sprawę jak dochodzenie w sprawie trupa może wpłynąć na twoją reputację!
      Platon pobladł i zadrgały mu nozdrza. Spojrzał z trwogą w kierunku przestępującego z nogi na nogę i nadstawiającego uszu Społeczeństwa.
      – Masz rację, Mistrzu, musimy działać natychmiast! Ja to załatwię!
      – Obywatel Sokrates ma rację- rzekł tonem nie znoszącym sprzeciwu. Pani wie, kim ja jestem?- zwrócił się do komisarz Cheironomii. – Jestem przełożonym wszystkich Pani przełożonych! W dodatku mam tu znakomitego eksperta, który poświadczy prawdziwość moich słów.
      – Co Pan o tym sądzi, Panie Popper?
      W miarę trwania wywodów Poppera, zniecierpliwione Społeczeństwo zaczęło rzucać papierki po cukierkach i zagłuszać argumentację coraz głośniejszymi rozmowami. Chardin de T. ofiarnie usiłował je uciszyć.
      – Cisza! Wrzasnęła wreszcie Cheironomia bo była nie w ciemię bita i z niejednego pieca chleb jadła. Panie Platon- wycedziła ze złym uśmiechem- czy to nie Pan czasem wzywał Policję do trupa, który nie jest trupem?
      – Ja- odpowiedział godnie Platon, poprawiając fałdy togi.
      – Zgodnie z art. 66 Kodeksu Wykroczeń- zimno wyrecytowała Cheironomia- kto wywołuje niepotrzebną czynność fałszywym alarmem wprowadzając w błąd organ ochrony bezpieczeństwa podlega karze aresztu, ograniczenia wolności… albo – dodała ciszej – grzywny. I już wyciągała kajdanki.
      – Ja mam immunitet, ja mam immunitet!- piskliwie zawołał Platon.
      Społeczeństwo zabuczało głośno, wyciągając ręce z kciukami skierowanymi ku ziemi i z niezadowoleniem, przytupując. Sytuację uratował tygrys, który rozdrażniony harmidrem zaryczał potężnie spod stołu.
      – Tygrys poza cyrkiem! Odsunąć się! Prędko!- komisarz Cheironomia nie straciła głowy. Cofając się, otwarła drzwi. Panowie- na prawo. Wypłoszymy zwierza, aby tędy uciekł. Korzystając z zamieszania, Platon, podwijając wysoko togę, czmychnął przez otwarte drzwi.
      Akcja zakończyła się sukcesem. Tygrys pobiegł śladem Platona, za nim rzuciła się w pogoń niezawodna komisarz Cheironomia. Za nimi pospieszyło żądne sensacji Społeczeństwo, unosząc ze sobą Chardina de T i Poppera. Zapadła cisza. Tylko zegar miarowo tykał.
      Sokrates z troską spojrzał na mrugającego nadal nerwowo Kropotkina. Chwilę stał nad nim szarpiąc brodę. Po czym pozbierał świadomość z przyległościami, wprawnym ruchem otworzył mu usta i za pomocą smużki absurdu wepchnął do gardła. Głęboko. Kropotkin zakrztusił się i byłby zwymiotował gdyby Sokrates nie rąbnął go kilka razy przyjacielsko po plecach, po czym ułożył w pozycji bocznej. Kropotkin zasnął.
      Sokrates popatrzył chwilę na śpiącego, po czym zawinął togę i wyszedł. Na ustach błąkał mu się zagadkowy uśmiech.

    30. Bobik said

      Telemach z rozpaczą spojrzał na swój blog.
      – Wandale! – jęknął, chwytając się za głowę. – Kryminaliści! Że też kary boskiej na takich nie ma!
      Sokrates chrząknął znacząco.
      – Ja bym uważał z zaprzeczaniem istnieniu kary boskiej – poradził życzliwie. – Z własnego doświadczenia wiem, że może się to źle skończyć.
      Telemach nie zwrócił na niego uwagi. Z wysiłkiem, posapując, przeciągnął na miejsce materac z Kropotkinem, poprawił tykanie zegara i zaczął rozglądać się za miotłą. Wpatrzone w niego społeczeństwo wstrzymało oddech. Był to jeden z tych brzemiennych w skutki momentów, kiedy mogło nastąpić Cokolwiek…

    31. mona said

      @Miziol: wiadomości są o tyle z pierwszej ręki, że autor bywa efemeryczny i trzeba pomóc pchać jakoś ten wózek. Sporadyczne popychanie odbywa się z użyciem pierwszej i drugiej ręki.
      @Andsol: medal i puchar za Chardina de T. Strach pomyśleć co pocznie młodzież próbująca go wywikipediować!
      @Bobik: a może by tak wspólnie wydzierżawić ten blog od Telemacha? Szkoda, żeby taki dobry blog marnował się z winy autora leniwego, który pisze kiedy ma ochotę i co mu ślina na język przyniesie. Zamiast wychodzić na/przeciw szerokiemu zapotrzebowaniu, niegdyś mas, a teraz to chyba narodu. Albo przynajmniej tej części narodu, która umie czytać i z umiejętności tej regularnie korzysta.

      Po wydzierżawieniu (nacjonalizacji?) blogu, dyrekcja może przyznać Telemachowi status komentatora i dozorcy.

    32. andsol said

      mona, pomysł z przejęciem zarządu jest rewela i rewolu cyjny, jedynym bardziej radykalnym przewrotem by było spirandellowanie telemacha przez Kropotkina, ale pomysł, że dyrekcja może przyznać Telemachowi status komentatora i dozorcy jest dużo lepszy. Tym bardziej, że kto jak kto, ale Bobik zna się na trzymaniu na krótkiej smyczy. Może kontrakty trzymiesięczne, niechętnie odnawiane?

    33. cmss said

      Andsolu, spirandellowanie Telemacha jak najbardziej tak po przywróceniu stanu przed, znaczy po wymianie dusz między kukułką a Kropotkinem, która to roszada wywołała przecież całe zamieszanie.

    34. Bobik said

      A nie dałoby się połączyć spirandellowania z nacjonalizacją, żeby się żaden dobry pomysł nie zmarnował? W szczegółach mogłoby to wyglądać tak, że Telemach w nocy byłby dozorcą, a w dzień autorem, którego poszukiwaliby jego komentatorzy. I wszyscy mieliby udział.

    35. cmss said

      Spirandellowanie polegałoby na tym, że postacie wymyślone przez autora z tymże autorem dyskutują, jeżeli go dorwą, ofcourse.
      Zauważ proszę, po nacjonalizacji autor będzie miał argument, że mu tacy jedni pedikurzyści kazali i co on biedny mógł.
      Trudnawe, chyba?

    36. calmy said

      Jezuniu, co się tu porobiło, festiwal purenonsensu jakiś się zrobił. Ciekawe gdzie jest beztroski ałtor. Ale konwencja, konwencją, a ja muszę zrobić „coming out”

      Pytanie, a w pewnym sensie też prośba o pomoc skierowana do wszystkich: czy ja jedyna jestem tak głupia, że nie rozumiem NIGDY ANI SŁOWA z tego co pisze CMSS, czy jest odwrotnie, czyli że przyczyna leży nie we mnie ale w tzw. naturze rzeczy?

    37. telemach said

      Wandale! Kryminaliści! Że też kary boskiej na takich nie ma!

      Człowiek nie może nawet na chwilę wstać i odejść na bok. Wróci – to nawet krzesła nie ma!

    38. Bobik said

      Do różnych rzeczy mogę się przyznać, ale to krzesło to naprawdę nie moja sprawka. Radziłbym raczej przycisnąć Ostapa Bendera. Choć na to, że odda, przesadnie bym nie liczył.
      Ale do należytego wykonywania obowiązków nocnego dozorcy jakaś leżanka chyba bardziej by się przydała niż krzesło?

    39. telemach said

      @calmy: nadmierne oczekiwania są jak kamienie na dnie głębokiego strumienia.
      Lao Tse

    40. telemach said

      @Bobik: tak już jest, jak przychodzi do omawiania konkretów (gdzie jest krzesło!?) to nikogo nie ma i Ostap Bender winien. Typowe.

    41. Bobik said

      Ja jestem, a przynajmniej mogę być, ale Bender i tak winien. I to jest w sumie bardzo dobra wiadomość dla ludzi, bowiem jak naucza historyk, magister Witek, ludzkie społeczności często wolą wytypować winnego, niż ustalić konkrety. W odróżnieniu od psów, które do konkretów bywają bardzo mocno przywiązane.

    42. porcelanka said

      A czy krzesło to czasem nie nadmierne oczekiwania? ;) Kryminaliści i wandale, którzy zostawiają krzesła to d* a nie profesjonaliści. ;)

    43. acerra said

      dlaczego Kropotkin? Czy dobre wrażenie można dziś zrobić wyłącznie używając sobie na Rosjanach? Czy może prozaiczny Kowalski za głupi do takich rzeczy?

    44. staruszek said

      Rozprułem i porąbałem. W tym krześle była tylko bibuła w suahili. Gdzie pozostałe?
      @acerra
      Czy poeta grafoman znad Bz(d)ury będzie mógł robić rzeczy odmienne od nakazanych przez kondominium nazakazującego aptekom bezpłatne dostarczanie tabletek przeciw bólom głów żonom i kochankom?

    45. staruszek said

      miało być „nakazującego”, pszszszepraszszszszammmm

    46. calmy said

      @acerra: słusznie! Dobra uwaga ! Telemach robi tutaj dobre wrażenie używając sobie na Rosjanach. Dyrekcja powinna mu, po upaństwowieniu tego miejsca, kategorycznie zabronić. Kropotkin powinien zostać przemianowany na Kowalskiego.

    47. Trochę szkoda, że uszła para z telemachowego Towarzystwa.

      Jeszcze raz przeczytałem sobie rozwinięcie opowiastki filozoficzno-kryminalnej autorstwa Bobika i Porcelanki.

      No, no… świetne, nie powiem!

    48. andsol said

      A najważniejsze to przypomnieć o swoim wybornym, superiornym i ekskluzywiornym statusie. Towarzystwo powinno czuć się zaszczycone gdy je uduchowiony duch przelotnie muśnie. A muśnąć musi, taka jego łaska.

      Możeta bawić się, ludek. Spocznij.

    49. andsolu… ależ nie trzeba, nie trzeba… :)

      PS. Chyba jednak uduchowiony duch wzbije się w górę aby upoić się swoim statusem ;)

      (O którym zresztą dotąd nie miał zielonego pojęcia.)

      I żeby tak od razu identyfikować się z „ludkiem”? ;)

      PS2. Nie pochwalić – źle.
      Pochwalić – jeszcze gorzej.
      Wygląda na to, że „ludkowi” nigdy nie można dogodzić.

    50. andsol said

      Rzecz, Zacny Nicku, nie w „gorzej czy lepiej”, a w Twym nienegowalnym talencie (intensywnie rozwijanym, przyznam to) zstępowania, a nie wchodzenia. Ubogacasz.

    51. andsolu, ależ ja nie tylko „zstępuję”, również „wchodzę” (nie wspominając już o zachodzeniu telemachowi za skórę ;) )

    52. calmy said

      „Trochę szkoda, że uszła para z telemachowego Towarzystwa.”

      Dobry człowiek z Seczuanu. Nie mogę.

    53. Tupa-Maro said

      Autor! Autor!
      Długo trzeba autora prosić, żeby coś znów napisał? Na kolanach?
      Wygląda na to, że autor ma nas w poważaniu.

    54. caddicus said

      Pełnia w pełnej krasie, sypiam znakomicie, a budzę się znacznie lepiej i w lepszym nastroju niźli Kropotkin. Nie budzę się w środku nocy i nie pytam z przerażeniem Koleżanki Małżonki Kim Pani jest? i mam poczucie że nie ma we mnie tego drugiego lub lub mnie w tym drugim… uffff!

      Zastanawiające jest jednak co się przydarzyło Telemachowi? Zagadnienia,które ostatnio poruszał, a zwłaszcza pytania stawiane znanym odpowiedziom mogły naruszyć czyjeś interesy. Czy coś wam wiadomo w tej sprawie?

    55. ogórkowa said

      Polacy na Bliskim wschodzie – łączmy blogosferę

      Powstał blog-bramka dla polskich blogerów z Bliskiego Wschodu, i dla tych, którzy przeczytawszy już ulubiony blog egipski czy dubajski chętnie zajrzeliby do rodaków w Jordanii, Izraelu czy Katarze.interesują się regionem w którym mieszkamy. Ułatwi dotarcie do naszych indywidualnych blogów. Umożliwi szybkie odnalezienie regionów i krajów.

      Żyjemy w fascynujących miejscach, kochamy je lub nienawidzimy. Nie rozumiemy, poszukujemy, irytujemy się i przede wszystkim – opisujemy nasze życie w egzotyce.

      Proszę o zgłaszanie blogów!

      polacybloguja.blox.pl/html

    56. staruszek said

      Czy jest odpowiednik klatki Faradaya przeciwduchowy?
      Czy takie klatki mają furtki do wymiany mniemań?
      Czy unikanie pstrych pomaga?

    57. referent said

      Dzień wcześniej musiał oglądać ostatni skok Adama Małysza. Po czymś takim nikt nie jest już taki sam.

    58. caddicus said

      Referencie,
      Kropotkin musiałby antycypować dzień zakończenia kariery Małysza i to z wielodniowym wyprzedzeniem.

      Nie wiem, czy kropotkinowi znane są specyfiki wywołujące taki stan świadomości, która jest w stanie postrzegać przyszłość:-))))

    59. Bobik said

      Zastanawiam się, czy prosta podmiana Kropotkina na Kowalskiego załatwiłaby sprawę. I mam wątpliwości. Co my właściwie wiemy o tym całym Kropotkinie? Z kim chodził do szkoły? Na kogo głosuje? Spał na styropianie, czy nie spał? Księdza po kolędzie wpuszcza, czy nie wpuszcza?
      Taki brak najistotniejszych informacji można jeszcze zaakceptować w przypadku jakiegoś Ruskiego. Ale Kowalski? Jak żyć, nie wiedząc tego wszystkiego o Kowalskim?
      Żeby tak sobie, ot, po prostu, wyjąć Kropotkina i wsadzić Kowalskiego musielibyśmy mieć do dyspozycji całkiem inny tekst. A może nawet, o zgrozo, całkiem innego Telemacha? ;)

    60. telemach said

      Znalazłem się. Byłem w drodze, jestem w drodze i z tego co widzę przed sobą, droga się wcale nie kończy. Wszystkim serdecznie dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa zainteresowania i otuchy. Szczególnie dziękuję bytowi wirtualnemu o nazwie Logosamicus. Zbliża on się wielkimi krokami do nagrody specjalnej, jaką jest statuetka „Gipsowe usta”. Zadziwił mnie i niebywale pokrzepił głos z Dubaju (polacyblogująitede). Jakie to miłe. Dziękuję również panu Referentowi za informację dotyczącą skoku niejakiego Małysza, człowiek całe życie się uczy.
      Wszystkim bez wyjątku dziękuję. Lwy ryczą,konie rżą. Orły skrzeczą. Karawana rusza dalej.

    61. telemach said

      @Bobik: proszę uprzejmie o zaniechanie sugerowania, jakoby Kropotkin chodził do szkoły.

    62. Szczególnie dziękuję bytowi wirtualnemu o nazwie Logosamicus. Zbliża on się wielkimi krokami do nagrody specjalnej, jaką jest statuetka „Gipsowe usta”.

      No cóż, u mnie byt (par excellence tym razem) wirtualny o nazwie telmach statuetkę „Gipsoweusta” zdobył już dawno.
      Co prawda blada i krucha ona, bo – no cóż – gipsowa ona przecie jest. Ale jest.

    63. telemach said

      LA: liczyłem, że wymyślisz coś własnego. Nie musiało nawet być sympatyczne, życzliwe, albo na temat.

    64. babilas said

      telemach:
      Od czasu, gdy Trust Mózgów Prawdziwej Prawicy Polskiej odrzucił jego zgłoszenie, LA już nigdy nie wymyślił nic własnego.

    65. kwik said

      @ babilas – to takie niewymownie smutne. Chcieć wejść w kupę i zostać przez nią odepchniętym.

    66. porcelanka said

      Staruszku:
      Być może. Ale kim staje się człowiek wewnątrz takiej klatki?
      Być może. Lecz mniemań jakiego rodzaju i dlaczego akurat tych a innych nie?
      Być może. Czy praktykowanie szarości nie czyni bezbronnym wobec kolorów?

    67. caddicus said

      Ojjj, cosik mi się zdaje, że między LA a Telemachem nastąpiło krótkie spięcie:-)

      Może panowie po kieliszeczku białej żubróweczki na zgodę? Nie??? No, nie dajcie się prosić.

    68. t. – po prostu wpisałem się w Twój (jakże sympatyczny życzliwy i na temat) ton.

      Jednym zdaniem: kto nie jest z nami – ten przeciwko nam.
      Więc go upupić, a nawet zgnoić (ale już w kupie o innej konsystencji)
      To takie… biało – czerwone.

      PS. A ten Twój wyskok z jakimś „Gipsowymi ustami” był taki ni przypiął ni przyłatał – niezbyt mądry, jednak.

    69. telemach said

      LA: wpadłeś, zaczepiłeś (raczej) bez sensu i uskarżasz się, gdy spotkasz się z reakcją, Czego się spodziewałeś?

    70. andsol said

      telemachu, nie do mnie pytanie, ale odpowiem Ci zagadką:

      Co to takiego:
      Po blogach wyniośle brodzi, mądrość własną głosi,
      Mimochodem o respekt i o miłość prosi.

    71. Telemachu, napisałem:
      „Trochę szkoda, że uszła para z telemachowego Towarzystwa.

      Jeszcze raz przeczytałem sobie rozwinięcie opowiastki filozoficzno-kryminalnej autorstwa Bobika i Porcelanki.

      No, no… świetne, nie powiem!

      Czy uważasz to za zaczepkę (i to „bez sensu”?)

      Czy ja się uskarżam na „rekację”?
      Nie, jeśli już, to się uskarżam na głupawe insynuacje i inwektywy, które mnie tu czasami spotykają.
      A właściwie to się nie uskarżam, tylko stwierdzam.

      Andsolu,
      raczysz żartować!
      Szukać „miłości” na blogowych forach?
      Tej miłości (uwagi, towarzystwa) szuka tu pozbawiony jej Telemach (a cała – niemal – reszta?: szuka zabicia nudy i pustki jakiej doświadcza w realnym świecie. Ot, co. I na nic tu ataki na LA sie nie zdadza).

    72. calmy said

      @Logos: a ja na marginesie twojego komentarza nabazgrzę sobie pytanie: są jakieś granice śmieszności? Naprawdę nie potrafisz dostrzec, że twoje protekcjonalne uwagi „od czapy” nic nie wnoszą, ale za to drażnią? I że z faktu łaskawego pominięcia przez Ciebie głupawej uwagi-zaczepki o „zachodzeniu za skórę” nie wynika, że ona zniknie?

    73. caddicus said

      Ojjoj!
      Znajcież proporcyje Mocium Panowie

      Nie chodzi o to, by zawsze się zgadzać, ale nie są konieczne odniesienia ad personam. Jesteśmy tu i tam i gdziekolwiek z jakiś powodów i wewnętrznej potrzeby. Każdy z nas jest inny i patrzmy na te różnice bez zacietrzewienia. Każdy z nas ma krąg bliższych i dalszych komentatorów, niektórzy z nich jak LA, pojawiają się incydentalnie. Czy ich obecność musi budzić w nas agresję?

      Przyznam Telemachu, że w żaden sposób nie wyczytałem w komentarzu LA niczego, co wywołało taką agresję.

      Andsol, którego szanuje za erudycję i umiejętność merytorycznej dyskusji, w wierszyku przeszedł samego siebie. Pokazał się, jako inny niż dotąd znałem.
      Wiem, czasami budzą się w nas demony… i każde słowo wywołuje w nas irytację, ale czy to powód, by walić w kogoś na oślep?

    74. telemach said

      @caddicus: Nikt z obecnych nie pragnie walić na oślep. LA jest tutaj istotnie (przez stałych bywalców) jakoś nieszczególnie lubiany. Ma to pewne uwarunkowania historyczne, ot pewnie z dwa lata wstecz to już sięga i jest trudne do zrozumienia bez znajomości zamierzchłych incydentów. Cóż, nie wszyscy muszą wszystkich lubić, naturalna w takiej sytuacji reakcja polega (w moim mniemaniu, naturalnie) na zachowaniu pewnego dystansu i ograniczeniu się do warstwy czysto merytorycznej.
      Problem w tym, że LA jest człowiekiem (trudno, tak go postrzegam) o najwyraźniej dużych potrzebach emocjonalnych i sporej potrzebie akceptacji, co nadaje czasem jego posunięciom natury marketingowej wymiar szaleństwa (patrz np. zlinkowane powyżej przez Babilasa nieodwzajemnione (ku jego zdziwieniu) umizgi do frontu walki z judeopolonią). Zresztą ten portal był ostatnim w długim szeregu miejsc, w których LA usiłował (ku uciesze reszty uczestników zabawy) permanentnie zaistnieć.

      Mnie to już nie dziwi. Pewne rozbawienie wywołuje we mnie jednak tradycyjne już obrażanie się LA i opuszczanie tego miejsca „po wsze czasy i na zawsze”. Po to jedynie, aby po paru miesiącach powrócić – przeważnie z komentarzem, którego intelektualny i treściowy potencjał z dużą dozą prawdopodobieństwa sprowokuje resztę komentatorów do tradycyjnej już reakcji.

      Jest to zatem już (znów w moich oczach) rytuał. Rytuały mają to do siebie, że trwają tak długo jak długo zaspokajają potrzeby uczestników, lub przemieniając się w miejscowy folklor wiodący byt samoistny. Ja LA stąd nigdy nie wypraszałem, mając pewność, że jeśli pozwolę dyskusji potoczyć się dalej, to sam się (pałając świętym oburzeniem) stąd wyprosi. Patrzę na to jak na zjawisko natury. ;)

    75. andsol said

      caddicus: przez chwilę zastanawiałem się czy najpierw bronić się przed pochwałami, a potem przed atakami. Później przemyśliwałem czy przypominać, że narcyzm od wieków jest uważany za śmieszną i niewiele wartą cechę. Aż doszedłem do smutniejszych refleksji typu sf, co by było, gdyby miast odrzucić, Kupa hałaśliwie i radośnie człowieka była przygarnęła – i pysznić się zaczęła, że coraz więcej wysublimowanych intelektualistów o artystycznych talentach rozsławia ich głębię i pogłębia ich sławę. No i przypomniały mi się różne niekwestionowalne talenty, którym łatwiej rozbłysło się w niewysławialnych otoczeniach i doszedłem do wniosku, że może Pan nas miał w swojej opiece i Zapoznany Geniusz wrócił błyszczeć tam, gdzie kiedyś.

      Nie mówię, że Kupa osierocona została, bo każda kupa swych bardów znajdzie, ale może dzięki rozwojowi sytuacji bohater opowiastki miast nad sobą, nad rozumianymi przez siebie tematami rozwodzić się zacznie – i wszyscy (poza Kupą) na tym skorzystają. Bo przecież talentów i wiedzy nikt mu nie odmawia, tylko nadmierne przywiązanie do zaimków „ja, mnie, mój, mną” przeszkadza. A na temat „ja, mnie, mój” znawców w Sieci jest nadmiar.

    Skomentuj

    Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

    Logo WordPress.com

    Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

    Zdjęcie z Twittera

    Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

    Facebook photo

    Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

    Google+ photo

    Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

    Connecting to %s

    %d bloggers like this: