SWIPPZIN

Sierpień 26, 2010

Jeśli prawdą (prawdą?) jest, że (wszystko) to, co wydaje nam się, że wiemy, może dziać się jedynie w obrębie granic wyznaczanych przez język, to język, rozumiany jako tworzywo wszelkiego dyskursu, zasługuje na więcej uczciwości. I uwagi. Uczciwej uwagi. Uważnej uczciwości.

Ileż jest takich pojęć, którym na skutek determinacji garstki bojowników o jedynie słuszną wykładnię rzeczywistości odebrano (za naszym milczącym przyzwoleniem) w ostatnich dwóch dekadach i na naszych oczach ich powszechnie akceptowane znaczenie? Ile określeń wypędzono z językowej codzienności zastępując je semantycznymi potworami o zabarwieniu (przeważnie) ideolo? Próba bilansu potrafi przerazić. Kto zrobił z relatywizmu obelgę? Z politycznej poprawności przedmiot kpin? Kto pierwszy postawił koślawy znak równości pomiędzy liberalizmem, a libertarianizmem w wydaniu wulgarnym? Kto zastąpił przyzwoity polski przymiotnik “lewicowy” leninowskim nowotworem “lewacki”? Kto wymyślił “dzieci nienarodzone”, które wyparły z komunikacyjnej rzeczywistości zarodki i płody? Gdzie się podziała ciąża – zastąpiona niepostrzeżenie “życiem poczętym”? (O ile możliwe było jeszcze przerwanie ciąży, to przerywanie życia poczętego musi być – chyba się państwo ze mną zgodzą – brrrr). Kto zrobił z ciężarnej matkę? Wiadomo po co, o wiele bardziej interesujące jest jednak kto to wymyślił. I jak przekonał ogół że tak jest? Tajemnice, zagadki, misteria. Dlaczego lemingi w ustach pewnych publicystów nabrały nagle cech nie znanych etologom? Komu i dlaczego bezustannie się językowo pierdzieli homoseksualizm z pedofilią i zoofilią? I dlaczego nie można się oprzeć wrażeniu, że nie jest to wcale przypadkowe?

Zawłaszczanie pojęć i znaczeń jest zjawiskiem powszechnym i nienowym, a twierdzenie, że tak jest, truizmem. Na podobną ocenę skazany jest pogląd, że rezultatem powyższego jest (niejednokrotnie chciane i zamierzone) zamieszanie utrudniające, a czasem wręcz uniemożliwiające sensowny – to znaczy skierowany ku porozumieniu – dialog. Ponieważ jednak przeciągacze liny uprawiają swój proceder w dyskretnym cieniu rzucanym przez natłok pozornie istotnych zdarzeń, warto im może dokładniej popatrzeć na ręce. Jeśli tego nie uczynimy zawczasu, może okazać się, że obudzimy się z ręką w naczyniu, które nawet nie przypomina pucharu. Przygwożdżeni słowami, które stały się ciałem i ewentualnie zostały między nami, niezależnie od tego, czy sobie tego życzyliśmy, czy nie.

Józef K., powróciwszy po latach z daleka, porusza się po omacku w języku, o którym sądził, że jest jego językiem ojczystym. Zapytawszy w księgarni o Słownik Wyrazów i Pojęć Przekręconych, Zawłaszczonych i Niejednoznacznych, uzyskuje od personelu niewiarygodną informację, że takiej publikacji nie ma.

Odpowiedzi: 86 to “SWIPPZIN”

  1. Doron said

    Wydawalo mi sie dotad, ze to wlasnie poprawnosc polityczna jest idealnym narzedziem do manipulacji jezykiem i swiadmoscia ludzi w celach politycznych. Z Twego artykulu wynika, ze nie rozumiem pierwotnego (czy wlasciwego) pojecia „poprawnosc polityczna”.

    Podam przyklad:
    Na kontynencie polnocno-amerykanskim grupa aktywistow wspierajacych calkowita integracje uczniow z uposledzeniami umyslowymi i fizycznymi w zwyklych klasach zwyklych szkol, uzywa pojecia „osoba uposledzona” w znaczeniu „osoba odsegregowana od reszty spolecznosci” albo „osoba, ktora to uposledza jej spolecznosc”. Wolno teraz uzywac tylko okreslenia „osoba z uposledzeniami”. Uposledzenia sa celebrowne tak samo jak talenty. Nie ma jakosciowej roznicy pomiedzy osobami o poziomie umyslowym kretyna i geniusza. Rozumiem, ze jest to zgodne z przeswiadczeniem, iz kazda osoba ma jednakowa wartosc jako jednostka pragnaca zyc szczesliwie (dla wierzacych w Boga – rowna wartosc w oczach Stworcy). Jednak wspomniana grupa aktywistow posuwa sie znacznie dalej: jakikolwiek artykul naukowy opublikowany w naukowej prasie czy ksiazka, ktore zawieraja okreslenie „osoba uposledzona”, bez wzgledu na ich wysokie standarty naukowe czy przydatnosc dla idei integracji osob z uposledzeniami, sa przez aktywistow tej grupy ignorowane.

    Kiedy podjelam dyskusje na ten temat i zaproponowalam, aby nie odrzucac solidnych badan i dobrych intencji z tak trywialnego powodu, z racji niepoprawnosci mego myslenia odsunieto mnie od dyskusji. Zgadzam sie, ze jezyk, ktorego uzywamy, nie jest obiektywnym opisem naszego swiata, a zawiera w sobie system wartosci. To wlasnie dzieki tej swiadmosci, nalezaloby w rozmowach ustalac definicje, pytac – Prosze mi wyjasnic, co oznacza dla Pani „osoba uposledzona”. Ustalenie definicji byloby idealnym punktem wyjscia do dyskusji o osobach z uposledzeniami i o roli, jaka istniejace struktury spoleczne odgrywaja w procesie segregacji takich osob.

    Dla mnie powyzsze jest przykladem poprawnosci politycznej.

  2. telemach said

    @Doron:
    „Z Twego artykulu wynika, ze nie rozumiem pierwotnego (czy wlasciwego) pojecia „poprawnosc polityczna”.”

    Nie wiem. To zależy (chyba)w znacznej części od kontekstu i perspektywy. Myślę że wulgaryzacja (i nieoderwalne od niej perwersyjne przegięcie) jest możliwa w obie strony. Opisana przez Ciebie sytuacja dobrze to ilustruje – ale z drugiej strony nie znam idei, ani ruchu które miałyby „wbudowaną” obronę przed niebezpiecznymi zelotami i miłośnikami przesady.

    To co się (jednak) dzieje w Polsce to negacja pojęcia (o zasadniczo pozytywnych konotacjach), negacja przesadna, totalna i bezrefleksyjna. Zaklasyfikowanie kogoś jako zwolennika PC jest równoznaczne z uznaniem go za szaleńca lub biednego idiotę. Wstydzić się powinien.

    Co zdumiewa, jeśli uwzględnimy, że wszelkie (raczej) zarzuty pochodzą z drugiej ręki i mają charakter anegdotyczny.

  3. andsol said

    Wyznam coś, o czym wie tylko vierablu, ze przymierzam się od dawna (ech, ta nierozciągliwość czasu) do dłuższego tekstu o paralogistyce, w duchu tego sprzed lat z „Radaru”, który tak silnie na moim sposobie myślenia się odznaczył. I chciałem pisać delikatnie i neutralnie, żeby każdy, jakie by nie były jego (jej) metafizyczne przekonania, mógł czytać bez odczucia, że mu najświętsze obrazki rozbijam. A z drugiej strony ilustrować chciałbym przykładami z życia, o ile za życie mamy dzienniki, pisma i dyskusje publiczne. I ze sporą dozą niepokoju uświadamiam sobie, że znakomitej większości cennych dydaktycznie przykładów na niepoprawne argumentacje dostarczają mi źródła związane z KK. Nie chodzi mi tu, rzecz jasna, o krajowego arcymistrza w sztuce ganiania po prostych ruchem naćpanego konika, ale o tych wszystkich dobrych ludziach akceptujących wymienione przez Ciebie gnioty językowe i używających takiej też jakości logikę. Więc wydaje się, że wyjdzie mi z tego samouczek obrony przed fanatykami…

  4. Doron said

    Telemach,
    Innymi aspektami poprawnosci politycznej sa przerost formy nad trescia i autocenzura. Slowa i wyrazenia maja charakter umowny. Znaczenie slow z czasem sie zmienia. Spotykam osoby, ktore wyrazajac pelna akceptacja dla homeseksualizmu (nie mieszkam w Polsce, a w Kanadzie), sa w rzeczywistosci homofobami – nie wiedzac o tym. Kiedy czlowiek nie uswiadamia sobie swoich przesadow, staje sie bardzo niebezpieczny.

    W najlepszym przypadku jest sie Pania Dulska.

    Dla mnie poprawnosc polityczna jest czyms zblizonym do totalitaryzmu. W ubieglym tygodniu podawano w wiadomosciach amerykanskich, ze pewna znana postac radiowa musiala zrezygnowac z prowadzenia programu, poniewaz wywolala oburzenie wielokrotnym uzyciem slowa „Nigger” podczas wieczornej audycji. Kiedy zatelefonowala oburzona sluchaczka, pani redaktor powtorzyla to slowo kilkakrotnie. Uzyla slowa celowo i w pelni swiadoma faktu, ze jest ono od lat tabu dla wszystkich, ktorzy nie sa African Americans – gdyz omawiala podczas programu panujace podwojne standarty i zjawisko naduzywania slowa przez African Americans. [African Americans wolno go uzywac, a innym – nie wolno.] Gdyby zamiast wyartykulowac „Nigger”, redaktor programu powiedziala „the N – word”, nic by sie nie stalo. Jej intencje, ktore moim zdaniem powinny liczyc sie najbardziej, zupelnie sie w tej calej aferze zagubily.

    Dlatego i ja uwazam poprawnosc polityczna za zjawisko niepokojace.

  5. nameste said

    Od lat trąbię (czy kto chce słuchać, czy nie), że kampania przeciw PP [PC] w Polsce stoi li i jedynie na krew-w-żyłach-mrożących przykładach z USA / zachodniej Europy. To są najczęściej urbańskie legendy typu „w UK zabraniają mówić mama/tata”.

    Przy czym mogę wskazać, kto za to (krajowo) odpowiada, w sensie: kiedy/gdzie to się zaczęło. To się zaczęło od przeflancowywania na grunt polski publicystyki spod znaku Rusha Limbaugha przez wesołków spod znaku UPR, od początku lat 90., a trombką ich było popularne początkowo również wśród straumatyzowanej „komunizmem” inteligencji pismo „Najwyższy Czas”.

    @telemach:

    Kto zastąpił przyzwoity polski przymiotnik “lewicowy” leninowskim nowotworem “lewacki”?

    Podobnie, od lat dissuję wszystkich tych, którzy sami będąc, hm, po „właściwej” stronie mocy, dali się wkręcić w codzienne użytkowanie tego debilnego spłaszczenia językowego. Że niby (tłumaczą się niekiedy) stosują ten epitet ironicznie. Nie, od dawna już nie.

    „Jesteś tym, co zjesz”. Jesteś tym, czym mówisz.

  6. babilas said

    doron:

    Wydawalo mi sie dotad, ze to wlasnie poprawnosc polityczna jest idealnym narzedziem do manipulacji jezykiem i swiadmoscia ludzi w celach politycznych.

    Poprawność polityczna sensu lato to był mechanizm zapobiegający wypisywaniu (wygadywaniu, drukowaniu) największych głupot i niegodziwości. Był, zanim nie powstały legiony opresjonowanych. Ojciec Tadeusz, Jerzy Robert Nowak, Leszek Bubel, Dariusz Ratajczak, Iwo Cyprian Pogonowski, Zdzisław Krasnodębski i tysiące innych, to przecież wszystko ofiary poprawności politycznej.

    I dalej:

    (słowo) „jest od lat tabu dla wszystkich, ktorzy nie sa African Americans”

    Ten świat już jest tak urządzony, że tylko homiki mogą sobie dworować z pedałów, a szmonces jest mało zabawny, chyba że akurat opowiadany przez Żyda.

    A Józefowi K. do słownika dopisuję bardzo świeżą narrację.

  7. nameste said

    [OT] Oj, właśnie zauważyłem linijkę nieuniknioną. Et tu…

  8. beatrix said

    nameste,

    odruch mam ten sam (et tu…). Ale może trzeba tam iśc i szerzyć. Tzn. nie chodzi mi o „misję”, raczej możliwość przypadkowego zasiania ziarna wątpliwości.
    Bo ten tekst Telemacha wydaje mi się być podstawowy, od „odwłaszczania” pojęć trzeba zacząć tę drogę. Tak myślę.

    A tu, jak na zamówienie, dzisiejsza ilustracja i mój dodatek do słownika Józefa K.Cały tekst nadaje się do SWIPPZIN:
    http://wyborcza.pl/1,75248,8300922,Polskie_aborcje_w_klinikach_calej_Europy.html

    „zwolennik aborcji” – zwolennik zakrwawionych płodów i Hitlera
    „przeciwnik aborcji”- odwrotnie.

  9. telemach said

    Nameste:
    nieuniknioność linijkowa jest w ramach eksperymentu. Po prostu chcę zobaczyć, czy ułatwi to życie tym, którzy już od dawna mozolnie (copy & paste) wrzucają mnie na twitter.

    Z drugiej strony zwróć uwagę: nie wskakuje ona gołą donicą na twarz. Niezauważalna w trakcie czytania, zauważalna dopiero za drugim komentowaniem, a i to tylko dla tych co skrollują na górę. Trzeba z żywymi, i tak dalej, ja mam dzieci, one muszą jeść :)

  10. babilas said

    A jak się Wam podobają prawicowi socjaliści (spiskujący zresztą zdradziecko z klerykałami w Brukseli sześćdziesiąt lat temu?)

  11. Mona said

    @all:
    czy /prze/definiowanie zjawiska na podstawie obserwacji własnych dotyczących jego wypaczeń jest zasadne i jakie duże te wypaczenia muszą być, żeby było legit?
    Doron zahaczyła o istotną i niewygodną kwestię, która i mi nie daje spokoju.
    @doron:

  12. nameste said

    telemach: ale że wiesz o onych-co-wrzucają-na-twitter, no-no (tak, dzieci muszą jeść). Chytrości tych Twoich pułapek rzeczywiście nie dostrzegłem. Aha, wreszcie! favicon. Pomocne, merci.

  13. Mona said

    doron, może tym razem mi wyjdzie:

    Jeśli tak, to potraktuj ten wydęło-cytat jako mój komentarz do twoich wątpliwości. Nie, żebym sama ich nie miała.

  14. telemach said

    nameste:
    Etam. Narzędzie niewinne. Folołers winni. Jestem w pewnym sensie „poza modami”. Taki już „ten swój imydż” staram się pielęgnować :)

  15. calmy said

    @doron: może gdybym żyła w Kanadzie, to również odbierałabym PP jako horror. ALe żyję w Polsce i dlatego ten tekst Srody:
    http://www.wprost.pl/ar/197671/Poprawnosc-glupcze-poprawnosc/?I=1427
    najlepiej streszcza to co mi doskwiera.

    Polecam Ci dodatkowo i szczególnie komentarz niejakiego Leonidasa, który w sposób następujący wyjaśnia maluczkim pod tekstem Srody:

    —Nie mozna w ten sposob porownywac chamstwa z „Poprawnoscia” czyli cenzura rodzaca przesadzone reakcje w zaleznosci od tego, jak daleko dane panstwo jest zniewolone przez liberalna nowomowe z konsekwencjami karnymi stad plynacych. Chamswo i zaplugawiony jezyk jest spadkiem Demoluda, dzieki ktoremu nastapilo zarazenie sie nie tylko jezyka, ale i mentalnosci.—

    Doszło do tego, że u nas słowo „poprawność” zaczyna się pisać w cudzysłowiu. A ja się pytam:

    1. Co jest do kurwy nędzy złego w tym, że ktoś pragnie uszanować uczucia innego, nie zranić go i nie używać języka jako instrumentu służącego do poniżania słabszego?

    2. Dlaczego jakiś „Krasnodębski” ma decydować ustami swych zwolenników jakim językiem inni powinni mówić? Od dzisiaj postanowiłam brać go w cudzysłów. Może pomoże?

  16. andsol said

    Doron, jakoś przykro mi gdy ktoś rozsądnym językiem popiera nierozsądne pozycje. Znam wiele opowiastek o przesadzie we wprowadzaniu urzędowo języka, który ktoś ustawowo uzna za PC i często szczerze mnie one śmieszą, ale śmianie się zakręconego ogona psa nie powinno wspierać poglądu, że pies to twór bez sensu.

    Śmieszny jest na ogół import gotowców, np. tu, w Brazylii słowo negro dawno utraciło pejoratywne konteksty i jego pochodne nego, nega używane są wśród przyjaciół o jakiejkolwiek barwie skóry – więc przenoszenie tu walki z angielskim nigger wygląda bezsensownie. Ale nie widzę tu podobieństwa z polskimi przykładami. Pomyśl raczej o „żydkach”, słowie, które było w powszechnym użyciu w Kraju, wcale nie stosowane dla żydowskich dzieci – i pojawiającym się do dziś w psychiatryku. Czy o krzyżowcach warszawskich uważających że „żyd” nie odnosi się do Żydów a tylko tak w ogóle bez znaczenia.

    Zmiany w języku mają poprzeć zmiany w mentalności. Bez zgody na wniesienie zmian samo słownictwo niewiele przyniesie – i wyśmiewanie słownictwa jest dla mnie ujawnianiem niechętnego nastawienia do zmian w sferze niejęzykowej.

  17. telemach said

    @babilas: prawicowi socjaliści z Brukseli wstrząsają, mnie jednak zafascynowała obfita korespondencja genialnego językoznawcy na stronie nr. 2 tego samego numeru. Uwagi dotyczące problematyki kształtowania się myśli u głuchoniemych dowodzą dogłębnych lektur.

  18. Doron said

    Wiele niuansow Waszych wypowiedzi mi umknelo. Przeczytam je pozniej jeszcze raz. Ale spiesze powiedziec, ze moim zdaniem to wlasnie inteligencja szanownych Rozmowcow pozwala Wam wspierac idee PP. Moja powierzchowna znajomosc psychologii (moze dlatego, ze powierzchowna) nakazuje mi przypuszczac, ze utraciliscie kontakt z masami ludzi przecietnych – z tzw. najnizszym wspolnym mianownikiem i projektujecie na nich swoj stan swiadomosci.

    Jest roznica miedzy cywilizowanymi zasadami wspolzycia, miedzy wrazliwoscia i taktem, a auto-cenzura spowodowana tyrania PP.

    Aby w dyskusji prywatnej czy „na scenie publicznej” mierzyc sie z bestia niezgody i nietolerancji, trzeba przede wszystkim zaczac od swoich uprzedzen. Sama mam ich cala liste. Wyrazam je tak taktownie, jak umiem, ale to wlasnie fakt bycia osoba z uprzedzeniami czyni dyskusje konieczna. Czasem dosadnie wypowiedziane slowo to jedynie myslowy skrot albo wyraz poczucia humoru.

    Przemawialam kiedys pieszczotliwie i czule do niemowlaka w wieku 10-ciu dni: „Ty potoworze, ktory mamie nie pozwolisz nawet wziac prysznica, Ty smoku ktorzy wysysasz ze mnie nie tylko mleko, ale wszystkie sily zywotne, Ty kretynku-pepku Wszechswiata Ty moj”. Osoba, ktora slyszala moja piesn pochwalna, chciala mnie pozbawic praw rodzicielskich: „Slowa maja wielka moc! Jak mozesz tak krzywdzic dziecko! Ono wszystko rozumieee !!!!!!!!!!!!!!!!” Dziecko to jest teraz dorosle i ma sie dobrze. Ceni ono moja niepoprawnosc. Mowi, ze pomogla jej ona (moja niepoprawnosc) blyszczec na lekcjach w szkole. Nauczyciel jednak, ktory szczegolnie wysoko ocenial nabyta w domu niepoprawnosc mojej corki, z powodu wlasnej niepoprawnosci … w koncu wylecial. Jego uczniowie odnosili wybitne rezultaty na wszystkich standaryzowanych testach i uwielbiali go, ale to mu w koncu nie pomoglo. Znalezli sie tacy, ktorych brak PP oburzyla – zwrocili sie do dyrekcji o interwencje.

  19. cmss said

    A właściwie co mole książkowe i talmudyści mogą obecnie powiedzieć o problematyce kształtowania się myśli u głuchoniemych ? Ostatecznie, jesteś tym, co myślisz, jeżeli.

  20. andsol said

    @Doron: co do wstępnego paragrafu, czegoś nie zrozumiałem. Chcesz dać do zrozumienia, że jesteś psycholożką, a rozmówcy nie, i wjeżdżasz w ton sardoniczny? Jeśli tak, to po co? Nie ma zmasowanego ataku przeciw Tobie. Powiedziałaś coś, z czym parę osób stanowczo nie zgadza się – i teraz odbij argumenty zamiast wysuwać teorie o kontaktach czy braku kontaktów u rozmówców.

    W ostatnim paragrafie mieszasz światy (czego już jest zapowiedź w przedostatnim). Wskazania PP mają odbicie też w życiu prywatnym (bo nikt nie potrafi w pełni i na zawsze oddzielić sfery prywatnej i publicznej, tym bardziej, że są one nie tak ściśle określone), ale mają bezpośredni zakres oddziałania w dyskursach publicznych. Wprowadzanie Twojego prywatnego języka używanego z domownikami do dyskusji o PP jest tak stosowne jak opowiadanie o akceptowalności praktyk masochistycznych z partnerem gdy mowa jest o gwałtach popełnianych na nieznanych osobach.

  21. telemach said

    Doron, każde przegięcie drażni i boli, każde (doprawdy każde) zjawisko, regulacja bądź norma obyczajowa może być przez bliźnich użyta do terroryzowania innych bliźnich. Ale: czy musimy się z tego powodu godzić na stawianie znaku równości pomiędzy normą a jej perwersyjnym wypaczeniem? I ją odrzucić? Wyobraź sobie następującą sytuację: masz gościa u siebie w domu. Gość nie cierpi terroru wynikającego z przymusu stosowania się do wybrednych norm obyczajowych i widzi wszelkie ograniczenia jako zamach na swoją wolność ekspresji i autonomii jako jednostka. Zwykł pluć na podłogę, mówić co drugie słowo kurwa (innych nie wymienię), uważa za swe niezbywalne prawo wysmarkać się w firanę i porozumiewa się wrzaskiem. Toalety używać nie będzie bo woli siusiać w Twoim ogródku. Przywykł. Wszystkie wymienione powyżej sposoby zachowania były (pomijając kręgi dworskie) normą obyczajową. Co poczniesz?

    Problem jest w gruncie rzeczy prosty: czy jakość (również naszej i naszych dzieci) egzystencji ma wyznaczać norma obyczajowa, w której najważniejszym jest niezbywalne prawo jednostki do nazywania wyznawcy judaizmu „żydkiem”, czarnoskórego obywatela „czarnuchem”, a osoby o odmiennej orientacji seksualnej „pederastą”? A osoby niepełnosprawnej „kaleką”? Ociemniałego ślepym? Osoby wykształconej mędrkiem? Nawet przy pełnej świadomości, że rani uczucia innych? Ze innych werbalnie poniża, wyklucza? Czy nie odbierasz rezygnacji z takich zachowań jako oznaki postępu cywilizacyjnego?

    Jest dla mnie jakimś niepojętym nieporozumieniem, że wynikające z przesady jednostek i histerii zelotów absurdalne przegięcia i wypaczenia mają decydować o naszej rezygnacji z tego co jest zarówno w swym zamyśle jak i w powszechnym zastosowaniu dobre, sprawiedliwsze i korzystniejsze z punktu widzenia tych, którzy zasługują na opiekę i empatię ogółu.
    Nie pojmuję też, co zyskuje jednostka upierająca się przy swym świętym prawie do nazywania czarnoskórego „czarnuchem”, aborygenów „dzikusami” a homoseksualistów „pedałami”. Do czego jest jej to potrzebne? Jakie potrzeby to u niej zaspokaja?

    Zważ też, że ta sama osoba będzie (z wysokim prawdopodobieństwem) usiłowała mi narzucić stosowanie określenia „życie poczęte” na ciążę, a „mordowanie dzieci” na zabieg jej (nawet koniecznego) przerwania.

    Nie dajmy się zwariować. Nie rezygnujmy z postępu cywilizacyjnego w imię fałszywie pojmowanej wolności jednostki. Nie popadając przy tym ani w śmieszność, ani w przesadę. Tego, że na powitanie uśmiechamy się uprzejmie i nawet tym których nie lubimy mówimy dzień dobry – tego też trzeba było się nauczyć. Chociaż pewnie łatwiej i naturalniej byłoby pozostać przy konwencjonalnym „chcesz po ryju?”

  22. Doron said

    Naprawde nie jestem psychologiem i nie wiedzialam, jak inaczej wyrazic swa swiadomosc trywialnosci spostrzezenia o „projekcji”, o ktorej cos tam slyszalam. [Niewiele w ostatnich latach czytam i rozmawiam po polsku i czesto mam trudnosci z wyrazaniem sie. Przeciwstawiajac intencje formie, podkreslajac waznosc intencji, mam wlasnie okazje wysluchac opinii o roli formy.]
    Podanie autentycznego „dialogu”, jaki przeprowadzilam ponoc z noworodkiem, i reakcja obserwatorki tego dialogu, jest byc moze fikcyjna ilustracja stanu umyslowego osob, ktore nazwalam przecietnaymi masami. Sfere zycia publicznego i prywatnego zawsze postrzegam jako od siebie zalezne i nierozerwalnie zwiazane. Moim zdaniem przyklad byl jak najbardziej na miejscu i na temat.

    Bardzo cenie takt i cnote w ujeciu klasykow filozofii i innych medrcow. Moze dlatego nie mam nigdy ochoty nikogo powitac barbarzynskim: „Chcesz po ryju”.

  23. cmss said

    Lemat K-Z?
    Jesteś tym, co myślisz. W ten sposób porządek się pojawia, wyznaczony gdy przestałeś.

    Czyż nie o to chodzi w PP?

  24. yassa said

    Serwus Telemachu,
    tak, zgadzam się, uczciwa uwaga to rzecz niezwykle ważna.
    Tak samo jak Twoja trafna konstatacja, że całe to zamieszanie jest niczym przeciąganie liny.

    Choć u Ciebie jakbym dostrzegał tylko jedną stronę przeciągaczy.
    Fanatyków, traktujących zarodki jak narodzone rozkoszne dzieciaczki, kpiących z PC, oraz posługujących się paskudną inwektywą „lewak”.

    Z kim zatem przeciąga się tę linę?
    Gdzie podziała się druga strona?
    Gdzie się zapodziali ci politpoprawni od gejów, Romów i afroktosiów?
    Tam gdzie uczciwość?

    Swoja drogą zastanawiam się;
    kto i na jakiej podstawie orzekł, że pederasta, Cygan czy Murzyn są pojęciami uwłaczającymi?
    Jak długo ersatze tych pojęć przetrwają bez (dla niektórych) pejoratywnych konotacji?
    W czym są one lepsze od oryginałów?

    Wydaje mi się, że naiwnością grzeszą ci którzy myślą, że zmiana etykiety posiada nadzwyczajną moc zmiany zawartości opakowania.

    Ale do rzeczy.
    Spróbujmy odnaleźć zaginionych.

    Coś mi się wydaje, że tak jak z jednej strony, linę dzierżą zwolennicy żywej barwy, przysparzający pojęciom detali, precyzując je.
    Tak z drugiej, fani światłocienia i pasteli, wysokiego poziomu abstrakcji, uogólniacze, zamazujący granice i kontury.

    Czyli posługując się prostą kalką; mamy do czynienia, albo z ostro przyprawionymi fanatykami, albo mdłymi lemingami.

    W mojej opinii poprawność polityczna jest starszą siostrą nowomowy.
    Podobnie jak jej młodsza siostra, przekłamuje rzeczywistość, stępia krawędzie i wygasza barwy.
    Utrudniając tym wyrazisty opis.

    Pamiętam, jakie oburzenie wśród holenderskich autochtonów wzbudzili moi synkowie nazywając w Hadze nowo poznanego kolegę, Murzynem.

    Na nic zdało się tłumaczenie, ze słowo Murzyn wymówione było z szacunkiem i dużej litery.
    Całkowicie neutralnie.

    Tubylcy kategorycznie żądali jasnej deklaracji: był ów ciemnoskórym kolega mieszkańcem Holandii, czy może jakiegoś innego kraju?
    Gdyby do tego doszli mieliby pewnie jasność definicji.
    Tylko na co komu ona?

    Niestety tej, jakże istotnej informacji, moje dzieci wówczas nie zdążyły jeszcze posiąść.

    Całe dochodzenie trwało ok. godziny. Wprowadzając mnie na resztę dnia w doskonały nastrój.

    Podobnie, jak określenie w jednej z naszych gazet, starego ponurego acz zacnego pederasty Jarosława Iwaszkiewicza mianem „wesołka”.

    Z tych powodów nie mam nic przeciwko poprawności politycznej w przestrzeni publicznej.
    Jej ortodoksyjni wyznawcy potrafią poprawić mi humor w sposób wyjątkowy.

    Swego czasu Marcin Król przekonywał, że poprawność polityczna jest współczesnym surogatem dobrego wychowania.

    Gdy przypomnę sobie moją wielce dystyngowaną Babkę (tę z Odessy), która na zbyt dociekliwe, niewygodne pytania lub zbyt kwiecisty język reagowała dąsem, kategorycznie fukając; absolutny brak kindersztuby, to myślę, że pan profesor mówił całkiem do rzeczy.

    Z tym, że dobre wychowanie stanowiło dla mojej kochanej babuni bardzo wygodny parawan za który trudno było się przebić.

    Pozdrawiam serdecznie
    yassa

  25. Torlin said

    Powiem Ci szczerze Telemachu, że bardzo brakuje mi jednego słowa w języku polskim, które zostało zawłaszczone. To słowo to jest „przyjaciółka”. Nie jestem mężczyzną sypiającym z każdą znaną mi kobietą i z wieloma tylko się przyjaźnię. Są kobiety koło mnie, które z chęcią nazwałbym swoimi przyjaciółkami, gdyby nie natychmiastowe skojarzenia seksualne. Jak je mam nazwać? Znajomymi? Kumpelkami?

  26. mona said

    @Yassa: mój polski dziadek często wspominał przedwojenną Warszawę. Rozmaici patriotyczni młodzieńcy będący jego kolegami ze studiów zwracali się do niego per „ty parchu”. Nigdy nie udało mi się ustalić, czy przypadkiem nie wymawiali tego słowa z dużej litery. Nie mogę też wykluczyć, że kierowali się szacunkiem. Jak sądzisz?

  27. yassa said

    Mono,
    pytasz, co tym sądzę?
    Odpowiadam więc; myślę, że w końcu jesteśmy w domu.:)

    Jeśli nie dostrzega się różnicy między Żydem a gudłajem lub parchem, to siłą rzeczy musi się wejść w ostre zwarcie z semantyką.

    W takim wypadku, nie ma wyjścia, nawet prof. Witold Doroszewski musi jawić się jako homofob i rasista.

    Przecież w jego Słowniku Języka Polskiego, a nie jest to bynajmniej Słownik Wyrazów i Pojęć Przekręconych, Zawłaszczonych i Niejednoznacznych, znaleźć można tak pederastę i homoseksualistę, jak Żyda i Cygana.
    W znaczeniu neutralnie opisowym, w żadnym stopniu epitetyczno-inwektywnym.:)

    Podobnie sprawa miała się w Hadze.

    Całe to wydarzenie wprawiło moich chłopaków w niebywałe zdumienie.
    Do głowy im nie przyszło, że Murzyn może być tożsamy z asfaltem lub bambusem.
    Że są sprawcami jakiegoś niebywałego przestępstwa.
    Przecież wielu z ich idoli to podziwiani przez nich ciemnoskórzy piłkarze, koszykarze czy raperzy.

    Dociekanie; czy ich nowy kolega był Afro-Holendrem czy Afro-Trynidadyjczykiem z Tobago mało ten sam sens co liczenie diabłów na czubku igły.

    Takie stosowanie zasad politycznej poprawności przypomina, niczym nie uzasadnione, ustawiczne tropienie złych intencji, oraz trochę paternalistyczne, działanie w obronie jakiś, mniej lub bardziej, wyimaginowanie upośledzonych osób.

    W skrajnym przypadku wygląda to, jak rozpaczliwa ucieczka przed własną tożsamością.
    Np. casus ślicznie wymodelowanego noska i rozjaśnionej cery Michaela Jacksona.

    Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, ze nowe konwenanse starają się wprowadzić deklaratywni postępowcy.
    Z definicji wrodzy wobec, krępujących swobodę, sztywnych form i właśnie konwenansów.
    Kolejni, pełni dobrych chęci, idealistyczni budowniczowie współczesnej Arkadii.:)

    Pozdrawiam
    yassa

  28. andsol said

    nowe konwenanse starają się wprowadzić deklaratywni postępowcy… Nie wyśmieję doboru terminów, bo okaże się, że stoją one w jakimś słowniku, więc mają one prawa do bytu i od bytu.

  29. yassa said

    andsolu,
    wyśmienite łamane przez doskonałe: „…prawo od bytu.”.
    Chłe…chłe……chle… Mistrzu Bon Mot’u!

    Pies tam trącał wszystkie słowniki.
    Kamień z serca, że nie wyśmiejesz mojego doboru terminów.
    Za to, z wdzięczności i podziwu, rewanżuję Ci się chapeau bas w pakiecie z szacunem.:)

    yassa

  30. kwik said

    Yassa ma rację, Murzyn po polsku brzmi dumnie (nawet jeśli pies Poszepszyńskich też był Murzyn). Zresztą akurat my akurat tu niczego nie musimy się wstydzić, murzyn wszedł też do naszego słownika w roli sympatycznej ofiary wyzysku i niesprawiedliwości społecznej. Bo u nas murzynami byli chłopi, stąd nadal dokucza się wieśniakami czy Ziutkami z Pierdziszewa (Panie Wojtku kochany).

  31. caddicus said

    Ekwilibrystyka językowa, do jakiej próbuje się nakłonić przypadkowy naród skazana jest na niepowodzenie. Rzeczywistość zachowań ludzkich jest znacznie bogatsza niż jakiekolwiek próby dekretowania tego CO WYPADA lub NIE GODZI się w określony sposób nazywać. Jeśli już to można odwoływać się do kanonu zachowań właściwego człowiekowi kulturalnemu, ale tylko na zasadzie podania wzorca. Karanie za słowa prowadzi na manowce.
    Język zawsze był narzędziem opisującym poznawaną rzeczywistość, ale zarazem też wartościującym ją. Owszem można próbować obiektywizować poznanie, ale jest ono zawsze in statu viae.

    System sowiecki niemalże do perfekcji opanował oręż, jakim jest język. Zawsze w takiej sytuacji mam skojarzenie z czymś, co trąci schizefrenią, a ujawnia się okazale w wierszu Majakowskiego:
    Partia i Lenin – bliźnięta – bracia –
    kogo bardziej matka – historia ceni?
    Mówimy – Lenin, a w domyśle – partia,
    mówimy – partia, a w domyśle – Lenin.
    Już czas. O Leninie zaczynam poemat

  32. yassa said

    Dzienx Kwiku,
    jasne, że mam rację.:)
    Miło, że wsparłeś mnie w tutejszym przeciąganiu liny.:)
    Czułem się tu taki wyalienowany.:)

    Choć, w trosce o zachowanie choćby pozorów obiektywizmu, nie popadajmy w przesadę.
    U nas, w Polsce mało kto(i co) brzmi dumnie.
    Nawet Murzyn!

    Z faktu, ze pies państwa Poszepszyńskich wabił się tak jak piszesz, zbyt wiele nie wynika, bo z kolei w filmie A. Holland „Zabić księdza” na psa wołano Papież.
    Wyciąganie z psich imion zbyt daleko idących wniosków może okazać się ryzykowne.:)

    Pozdro

    yassa

    Ps.
    Piszemy Murzyn w żadnym wypadku murzyn! Plizzz!

  33. Czyli postępu ma nie być z powodu przyzwyczajeń?

  34. Mona said

    Yasso, odpowiedź piękna. Ale dla mnie nie zadawalająca.

    Bo pisząc:

    „Do głowy im nie przyszło, że Murzyn może być tożsamy z asfaltem lub bambusem.
    Że są sprawcami jakiegoś niebywałego przestępstwa.”

    pomijasz wygodnie , że zarzutu przestępstwa nikt w stosunku do niewinnych pociech nie sugerował. Jest to Twój wkład w dyskusję. Mnie interesuje wszakże coś innego: widzę, że wychodzisz (najoczywiściej) z założenia, że rozstrzygające są intencje podmiotu, a nie odczucia przedmiotu. Przedmiot, w myśl tej logiki, można mieć wraz z jego uczuciami, pardon my french, w dupie. Otóż tak nie jest. Wierz mi, rozstrzygające jest również, a może nawet przede wszystkim, jak się przedmiot czuje. I czego on sobie życzy. Jeśli ktoś (na przykład) zupełnie spontanicznie i bez świadomości, że sprawia Ci przykrość nazwie Cię kaleką lub Polaczkiem, – to mimo braku u niego ewentualnej świadomości że czyni źle, nie będzie to dla Ciebie przyjemne przeżycie. Uruchomiony łańcuch skojarzeń i domyślnych intencji jest ważny. Poczucie niezasłużonej krzywdy urodzi się, jak dalej przypuszczam, w Twojej głowie i to Tobie będzie przykro. Podobnie będzie, gdy ktoś, widząc że nie jesteś ponadprzeciętnie wysoki, nazwie Cię kurduplem. Myślę że będzie dla Ciebie sprawą drugorzędną, czy mówiący w głębi serca uważa że jest to określenie pieszczotliwe. Od inteligentnego i dojrzałego człowieka oczekujemy (ja też) że uruchomi swą wyobraźnię i spróbuje sobie wyobrazić jak my się czujemy. Nieprawdaż?

    Dlatego, jeśli wolno mi zaproponować, zamiast decydować za ciemnoskórych jaki sposób nazywania ich jest normalny, może powinniśmy ich zapytać?
    BTW: jeśli ten Murzyn taki normalny – to dlaczego nie mówimy ” Francuz zrobił swoje, Francuz musi odejść?”. Również „ciemno jak w dupie u Holendra” jakoś się nie upowszechniło. Pomijam naturalnie powiedzenie, że „jesteśmy za eskimosami”. Obawiam się, że z punktu widzenia MUSZYNA to określenie wcale nie jest obarczone takim ładunkiem normalności, jak nam się naiwnie i radośnie wydaje.

    Jest taki prosty test dla ludzi w miarę wykształconych i uważających się za takich :zwrócił byś się w publicznej dyskusji telewizyjnej do dajmy na to brytyjskiego eksperta od czegośtam z pytaniem: „a co sądzi Pan, jako Murzyn, na temat obecnego sporu o krzyż przed pałacem prezydenckim?” Jesteś pewien, że coś by Cię jednak nie wyhamowało?
    Bo ja, aczkolwiek (też w zasadzie) uważam, że słowo nikogo nie powinno obrażać, zatrwożyła bym się, że szansa urażenia mego rozmówcy jest na tyle duża, że lepiej z tej formy zrezygnować. I to jest właśnie według mnie poprawość polityczna. Dobrowolna samokontrola poprzedzona refleksją wynikającą z empatii. Takie pojmowanie PP się w szerokim świecie przyjęło.

    Myślę, że w Polsce wygodnie zapomina się o tej definicji, koncentrując się zamiast tego na (przyznaję) absurdalnych wynaturzeniach o anegdotycznym charakterze i sporadycznym idiotyźmie regulacyjnym w wydaniu ograniczonych biurokratów. A następnie używając tych negatywnych istotnie przykładów do denuncjacji, ośmieszenia i odrzucenia całej koncepcji PP.

    A przecież praktykujemy w wielu sytuacjach PP i nie musimy się tego wstydzić. Gdy np. boimy się, że nasze dobry przyjaciel może oślepnąć, to potem poinformujemy postronnych, że jest on niewidomy, a nie ślepy. W gruncie rzeczy chodzi w tej całej zabawie z PP o przeniesienie tego co praktykujemy werbalnie wobec tych którzy są dla nas ważni i godni szacunku również na innych, tych którzy są nam obojętni i których nie znamy osobiście.

  35. cmss said

    @Mona
    Jak sądzisz, czy PP ma związek z np.
    youtube.com/watch?v=We8t_dsot8g czy też nie?

    Dobrowolna samokontrola poprzedzona refleksją wynikającą z empatii ładne bardzo, zwłaszcza słowo „dobrowolna”. Ono też już zmieniło znaczenie?
    Słowo „empatia” też ciekawe bardzo.

  36. Mona said

    @cmss:

    „Jak sądzisz, czy PP ma związek z np.
    youtube.com/watch?v=We8t_dsot8g czy też nie?”

    Nie, nie sądzę. Zupełnie się jakoś nie boję tego nadchodzącego straszliwego reżimu, który chce nas zniewolić i może nawet doprowadzić do tego, że będziemy nazywać ludzi tak jak sobie tego życzą. Może dlatego, że widzę to od lat i mam na co dzień. Możesz mi wierzyć, polityczna policja jeszcze nie zamyka do łagrów. Nawet tutaj, w Szwecji nie.

    P.S. A Tobie często tak się kojarzy? Na Twoim miejscu coś bym próbowała z tym robić.

  37. cmss said

    Mono, rozumiem że Ty nie musiałaś „coś z tym robić” ale mam pewne wątpliwości czy Politycznie Poprawne jest wyartykułowanie rozumienia.

  38. telemach said

    Mona: co ty teraz robisz w Szwecji, na litość boską? To Cię w zasadzie powinno wykluczyć z dyskusji o PP toczonej z rodakami z kraju i zamieszkujących świat anglosaski. Culture clash jest wręcz zaprogramowany ;)

  39. telemach said

    Yasso, witam.

    To wszystko, wbrew pozorom nie jest (z tą polityczną poprawnością) takie łatwe. Myślę też, że wszelkie debaty bęądą jałowe dopóki nie uściślimy przedmiotu naszych zainteresowań.
    Muszę przyznać, że również mi nie jest z wszystkimi przejawami PP po drodze. A z instytucjonalizowanymi już zupełnie. Nigdy (w zasadzie) nie było. Wytłumaczenie jest proste: nie lubię (wszelkiej) ortodoksji, a w momencie, gdy za PP wzięli się ortodoksi pochowani w instytucjach – to zaczęło się robić i strasznie i śmiesznie. A jednak: mające miejsce w latach 90-tych neokonserwatywne przeciągnięcie terminu i zjawiska do strefy terminów pejoratywnych i godnych „en gross” ośmieszania, budzi mój sprzeciw. Jeszcze większy sprzeciw i niesmak budzi u mnie uczestnictwo w procesie wyśmiewania zjawiska tych, którzy nigdy nie zadali sobie trudu poznania jego intelektualnej i społecznej genezy. I bezmyślnie powtarzają coś, co jawi im się jako łatwy i ogólnie zrozumiały aksjomat-samograjek. A przecież intelektualny re-engineering pojęcia PP w celu redukcji pc movement do tego, co niektórzy konserwatywni publicyści określają jako „political corectness gone mad” , jak również jego dyskredytacji jako lingwistycznej odmiany stalinowskiego terroryzmu jest równie stary jak PP. Literatura na ten temat jest ogromna, kto chce, ten może sobie poczytać.

    Chciałbym, abyśmy się dobrze zrozumieli. Szyderstwo trafia PP nie tylko z prawej strony. Z lewej (od połowy lat 90tych) też jest intensywnie kopana.W Polsce, wśród krytyków PP zupełnie nie jest (niestety) znany termin „Right wing political corectness”. A szkoda, prawicowi zwolennicy lewicowej proweniencji PP mogli by się przekonać, że rzucanie kamieniami – gdy się siedzi w szklarni – niekoniecznie musi być dobrym pomysłem.

    Mnie osobiście (ponadto) drażni, że dyskusja na ten temat prowadzona jest w Polsce przy pomocy wideł i młota. Ze w naszej ojczyźnie nikt nieomal nie słyszy już słowa „poprawność” w pierwotnym rozumieniu tegoż,nikt nie zastanawia się nad motywami i mechanizmami, które doprowadziły np. w Wielkiej Brytanii do uchwalenia w zeszłym roku (po dwudziestoletniej dyskusji) Equality Bill. Mądrego i potrzebnego prawa. Większość rwących się do dyskusji słyszy w najlepszym przypadku tylko to co chce słyszeć, a mianowicie „kulturowy i lingwistyczny marksizm”. Pozostając w tej dyskusji na poziomie szydzącej – a zatem łatwej, mało wymagającej, konserwatywnej publicystyki tabloidalnej, zapominamy że można też inaczej. Tak jak np. robi to FIRE. Bez przeciągania liny i monopolu na wyszydzanie (obojętnie przy tym czy szydercy siedzą z prawej czy lewej strony). Link tutaj:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Foundation_for_Individual_Rights_in_Education

    Warto sobie też poczytać konkretne przypadki jakimi się FIRE zajmuje pod http://www.thefire.org/ Fascynująca lektura. Okazuje się, że można skalpelem, z młota można spokojnie zrezygnować. Jak również z wylewania dziecka z kąpielą w ideologicznym zacietrzewieniu.

    Ja bym sobie życzył rzeczowej (i skutecznej) krytyki dotyczącej wykolejeń PP. Jest ona konieczna. Ale nigdy jej się nie dorobimy, jeśli pozostaniemy na poziomie fałszowania języka. Odmawiając słowu „poprawność” pierwotnego znaczenia, udając, że intencje inicjatorów procesu nas nie interesują, że język nie może być narzędziem dyskryminacji i ograniczając swoją krytykę (w najlepszym przypadku) do pogardliwych epitetów (wskazując przy tym na szkołę frankfurcką i Herberta Marcuse jako duchowych ojców zjawiska), skazani jesteśmy na dialog drugiej świeżości. Na pozostanie w kredowym kole jałowych dyskusji. Będziemy tam stali dalej z tymi argumentacyjnymi widłami w ręku. I rozmawiali o dzieciach i potocznym znaczeniu słowa Murzyn i kto co przeczytał w ulubionej gazecie. Murzyn z dużej litery, rzecz jasna.

  40. telemach said

    Trochę literatury do powyższego. Proszę ewentualnych oponentów (o ile nie znają) o zerknięcie. Oszczędzimy mnóstwo czasu:

    http://www.answers.com/topic/political-correctness

    http://www.time.com/time/magazine/article/0,9171,979029,00.html

    http://reason.com/archives/2006/05/08/right-wing-pc

  41. cyncynat said

    „Nie dajmy się zwariować. Nie rezygnujmy z postępu cywilizacyjnego w imię fałszywie pojmowanej wolności jednostki. ”

    Pocieszam sie, ze glosowac bedziesz najprawdopodobniej w Najjasniejszej. Wartosc wektoru postepu cywilizacyjnego to zrodlo niekonczacych sie kontrowersji, ale postep w Bialo-czerwonej chyba rzeczywiscie zmierza we wskazanym przez Autora kierunku: usluzna prokuratura zajmie sie i obraza uczuc religijnych i obraza urzednika RP, a nawet propagowaniem komunizmu.

  42. cyncynat said

    BTW przyznam, ze mowienie o postepie cywilizacyjnym w kontekscie osiagniec 3 Rzeczypospolitej wywoluje u mnie lekkie mrowienie w ciele – psychosomatyczna manifestacje schadenfreude. W dobie tanich lotniczych biletow kazdy zasluguje na swoj Kraj.

    Ot, nius dzisiejszy na temat:

    http://wyborcza.pl/1,75248,8309475,Nie_depcz_flagi_i_nie_pluj_na_godlo.html

    Brytyjczycy co prawda maja nieco inne podejscie do postepu cywilizacyjnego.

    “Freedom to speech inoffensively isn’t worth having.” Nie, to nie zaden klasyk liberalizmu, to sedzia – Sir Stephen Sedley – w sprawie Redmond-Bate vs DPP

  43. cyncynat said

    WordPress zjadl mi pierwszy koment, ale przepuscil drugi. Trudno, pisalem do puszki z badziewnym oprogramowaniem.

  44. telemach said

    @cyncynat: może komentarz zawierał trzy lub więcej linków? Jeśli tak, to chodzi o akismetowy odrzut zgodny z intencjami zabezpieczeń. Nie da rady inaczej. Jeśli nie, to przepraszam w imieniu twórców oprogramowania. Nie mam na tyle rozeznania aby znaleźć coś lepszego od plarformy WP.

  45. telemach said

    @all: o ile ktoś chce przeczytać o czym wspomina Cyncynat (a warto) bez guglerstwa, to link jest tutaj:
    http://www.freebeagles.org/caselaw/CL_bp_Redmond-Bate_notes.html

  46. kwik said

    @ cyncynat – spamołap zjadł ci pierwszy koment, bo były tam linki (a WordPress nie jest badziewny, jak znasz coś lepszego, to powiedz).

    Urwało Ci jeden istotny wyraz z Sedleya, więc pozwolę sobie jeszcze raz, w dodatku obszerniej: „Free speech includes not only the inoffensive but the irritating, the contentious, the eccentric, the heretical, the unwelcome and the provocative provided it does not tend to provoke violence. Freedom only to speak inoffensively is not worth having.”

  47. Mona said

    @telemach:
    OT: w Szwecji za chlebem do końca zdjęć (jak dobrze pójdzie koniec sierpnia).
    Koniec OT.

    A co do tematu to czy sugerujesz, że „polityczna poprawność”, „political correctness” i „politisk korrekthet” to trzy pary butów?

  48. cmss said

    Telemachu, czy pytanie a na cholerę ten koń będzie z głupia frant, czy nie?

  49. telemach said

    @cmss: to zależy.

  50. telemach said

    @mona: dokładnie to sugeruję. Twoje nastawienie do sprawy jest tego najlepszym dowodem.

  51. kwik said

    Piękna idea dobrowolnego ograniczania swojej swobody wypowiedzi ma głęboki sens, ale wynika właśnie z wolności słowa. Jeśli wolności słowa nie ma, bo jest już przymusowo ograniczana, to cała idea bierze w łeb.

  52. cmss said

    @telemach: od stosunku do zdania
    Jest dla mnie jakimś niepojętym nieporozumieniem, że wynikające z przesady jednostek i histerii zelotów absurdalne przegięcia i wypaczenia mają decydować o naszej rezygnacji z tego co jest zarówno w swym zamyśle jak i w powszechnym zastosowaniu dobre, sprawiedliwsze i korzystniejsze z punktu widzenia tych, którzy zasługują na opiekę i empatię ogółu.

  53. Doron said

    Czemu sluzy jezyk? – Czy nie przede wszystkim porozumiewaniu sie?
    Z jakiego powodu mialabym preferowac powitanie: „Dzien dobry” od „Chcesz w ryja?” , jesli to wlasnie druga forma powitania wyraza prawdziwe intencje witajacej mnie osoby? Ta druga forma spelnia wlasciwa funkcje komunikacji – zgodnie z rzeczywistoscia opisuje nasze relacje. Zaden jezyk nie jest i nie bedzie obiektywna forma opisu swiata, tak jak zadna pojedyncza osoba nie jest w stanie obiektywnie opisac swiata. Sa tacy, ktorych raza mini spodniczki i tacy, ktorych raza slowa. Mozna odgornie zarzadzic obowiazujace w miejscach publicznych umundurowanie, jak rowniez obowiazujacy kod do kumunikacji.

    Ekshibicjonistow i innych gorszycieli publicznych powinna scigac policja.

    Uwazam, ze prawo do wyrazania sie, komunikowania swiatu swoich percepcji i intencji, jest bardziej podstawowe i realne od zyczenia, by mnie akceptowano i szanowano. Wole komunikacje od manipulacji. Ta druga, jesli nie zachowam ostroznosci, uspi moja czujnosc i – nagle i bez ostrzezenia dostne w ryja.

  54. fren said

    Zupełnie nie rozumiem tej rozmowy, mieszania do PP wolności słowa. O ile wiem, to nikt za brak PP nie jest wsadzany za kratki. A że spotyka go czasem ostracyzm? Cóż, przyzwoity człowiek nie rani nikogo bez potrzeby, a słowa mogą ranić, często bardzo boleśnie. Jeżeli ktoś uważa, że jego rany innych nie bolą i nie musi dobierać tak słów, żeby ich uniknąć, to jego prawo, ale musi liczyć się z tym, że nie będzie uznany za człowieka przyzwoitego. A ludzi, którym brak przyzwoitości spotyka czasem ostracyzm. I tyle.

    PS. A już argument, że dzieci rozwiązują znakomicie testy dlatego, że nie wiedzą co to polityczna poprawność, jest komiczny.

  55. telemach said

    @cmss: ambiwalentny. Bo: umożliwiający (istotnie) nadinterpretację. Mogę rozwinąć.

  56. telemach said

    @fren:
    „Zupełnie nie rozumiem tej rozmowy, mieszania do PP wolności słowa”.
    Bo tak wygodniej?

  57. telemach said

    @kwik:
    „Jeśli wolności słowa nie ma, bo jest już przymusowo ograniczana, to cała idea bierze w łeb.”

    Tak, ale tylko jeśli zgodzimy się na znak równości pomiędzy PP a jej wizerunkiem i rozumieniem jako instytucjonalnie organizowany przymus. Mozna ją jednak widzieć od początku tak, jak została z początku pomyślana: jako pożądany i godny wspierania „code of behaviour”. Wtedy to zadziała i sprzeczność znika. U nas dominuje jednak przeświadczenie, że chodzi w przypadku pp o „lewacki spisek w celu zniewolenia swobodnych ludzi”. I że nieodłącznym elementem konceptu pp jest penalizacja zachowań sprzecznych z doktryną. To właśnie ta semantyczna redukcja skłoniła mnie do włączenia „poprawności” do rzędu pojęć pozbawionych ich pierwotnego znaczenia.

  58. cyncynat said

    Przymus nie musi byc wcale instytucjonalnie zorganizowany by byc realny i upierdliwy. Czy jest w Polsce instytucjonalny przymus wieszania krzyzy w szkolach? Czy jest instytucjonalny przymus nielubienia gejow? Geje i ateisci jakos od tego specjalnie „u siebie” sie nie czuja w Polsce.
    Jednym z dosc standardowych elementow nieinstycjonalnej poprawnosci politycznej – w Europie i w USA tez – jest natychmiastowe rzadanie by przewiniony delikwent stracil swoja prace (albo nie dostal tenure, czy cos w tym stylu). Czasem, a nawet dosc czesto, pracodawca ulega naciskom. W swiecie kapitalistycznym, gdzie pieniadze sa miara dobrobytu, wolnosci i zdrowia (w USA bez pracy raczej nie masz ubezpieczenia zdrowotnego) pozbawienie (czesto jedynego) zrodla dochodu to dotkliwa kara. Co z tego, ze ta kara nie jest „instytucjonalna”?

  59. cmss said

    Jak się wydaje, nie można uratować Józefa K.. Jeżeli zapomnieć o słowach „polityka” i „historia” wylądować łatwo blisko brony, acz niektórzy z wyborem roli. Tak ostatecznie, to zdaje się chodzić o konstrukcję Homo czyli rolę memów i genów a i elastyczność tychże. Stąd pytanie się pojawi: co naciska? Inaczej rzecz ujmując, delikatny relatywizm prawdy tak ale jej „zaszechterowanie” stanowczo nie. Imho, oczywiście.

  60. andsol said

    telemachu, ładnie to powiedziane w jednym z podlinkowanych przez Ciebie artykułów:
    When I say „political correctness,” I’m referring to an attitude, not an agenda.

  61. cyncynat said

    By the way, jedna z tez wpisu – o ile go rozumiem(?) – jest domniemane zawlaszczenie terminu politycznej poprawnosci. Wpis jednak nie zawieral zadnych argumentow na poparcie tej tezy, a mi sie wydaje, ze jest nieprawdziwa.
    Termin polityczna poprawnosc to nic innego jak dosc wspolczesna kalka z jezyka angielskiego, a w jezyku angielskim ten termin jest pejoratywny juz od kilkudziesieciu lat. Juz w latach 70-ych brytyjskie New Left pisalo o PC w sensie auto-ironicznym.
    http://en.wikipedia.org/wiki/Political_correctness#In_New_Left_rhetoric

    Jak mi sie zdaje, obecny konsensus wskazuje USA jako glowna przyczyne tego, ze PC jest terminem pejoratywnym. Konsekwentni Amerykanie tak dlugo wykorzystywali PC w charakterze pudru, ze obecne skojarzenia sa takie jakie sa.

    http://en.wikipedia.org/wiki/Master/slave_(technology)#Controversy

  62. fren said

    Telemach
    „Bo tak wygodniej?”

    Mnie łatwiej? Mam wrażenie, że to nie ja sobie ułatwiam. O ile dobrze zrozumiałam, nie mówimy tutaj o sądownym karaniu braku poprawności politycznej, a o ośmieszeniu tego pojęcia przy pomocy kilku przykładów idiotycznej nadgorliwości i przez to zmienieniu jego znaczenia w karykaturę. Wolność słowa jest ważna, w wolnych krajach prawnie zagwarantowana i nikt jej nie kwestionuje. Tylko nie wszystko co wolno uchodzi przyzwoitym ludziom, przynajmniej według mnie. Prawie wszystko co chce się powiedzieć można ująć w taką formę, która niepotrzebnie nie rani, dlatego nie mówię, on jest pedałem, a mówię on jest gejem, nie mówię, twoja żona to idiotka, a mówię nie zgadzam się ze zdaniem twojej żony, nie mówię to żydek scyzorykiem chrzczony, tylko on jest Żydem itd. A że tych, którzy nie zwracają uwagi na formę swojej wypowiedzi, bo jest wolność słowa i wolno mi wszystko, spotykają jakieś nieprzyjemności, to tak już jest w życiu, że za wszystko co robimy i co mówimy ponosimy odpowiedzialność i tłumaczenie się, że przecież jest wolność słowa, to próba zrzucenia z siebie odpowiedzialności, w tym wypadku za ranienie innych. Wracając do przykładu z dziećmi i ich nauczycielu zwolnionym z pracy za brak poprawności politycznej. Podejrzewam, że te dzieci nie były jego jedynymi uczniami, może inni rodzice mieli inne zdanie. Gdyby moje dzieci były jego uczniami, głośno bym protestowała, niezależnie od tego jak dobrze by je przygotowywał do zdawania testów. Bo wiedzę książkową, umiejętność rozwiązywania testów można zawsze uzupełnić, najtrudniej wykształcić w człowieku wrażliwość na uczucia innych, współodczuwanie, delikatność i świadomość, że moja wolność nie jest wartością absolutną, nawet wolność słowa, są jeszcze inni.
    Zgadzam się, zwolnienie tego nauczyciela mogło być dla niego dotkliwą karą, ale jak już mówiłam, wszyscy ponosimy odpowiedzialność za to co robimy i co mówimy.
    Swoją drogą, ciekawe czy ktoś zdziwiłby się, że zwolnił go szef, którego nazwał kretynem. A ile razy myślimy tak o swoich szefach :).

  63. Mona said

    @: cynycynat:

    „By the way, jedna z tez wpisu – o ile go rozumiem(?) – jest domniemane zawlaszczenie terminu politycznej poprawnosci.”

    To zdumiewające, ale ja to zupełnie inaczej odczytałam. Dla autora jest to najwyraźniej klasyczny przykład przeinaczenia/przekręcenia. Zawłaszczenie (bo wygodne i pozwala dołować wyimaginowanego przeciwnika za wyimaginowane winy) jest raczej zjawiskiem wtórnym. I wynika z cui bono.
    Wpierw robimy z koncepcji i kodu zachowań straszaka, następnie pogłębiamy histerię „płotwornymi” przykładami zza oceana, a w końcu deklarujemy się jako zdecydowani krytycy i przeciwnicy tego czym straszyliśmy. Przy okazji mianujemy wszystkich tych z którymi się nie zgadzamy zwolennikami przedefiniowanego przez nas pojęcia, co pozwoli tym skuteczniej im potem dokopać. Może to się wydawań komuś atrakcyjne ale robi z nas – jeśli chodzi o poziom politycznego dyskursu – Azerbejdżan. Azerbejdżan z góry przepraszam.

    Podobnie zresztą ma się chyba w Polsce sprawa z eutanazją. Ilość genetycznych patriotów podnoszących z uporem maniaka temat eutanazji, tylko po to, aby później móc nim straszyć maluczkich, a przy okazji opaprać wystawionych uprzednio do odstrzału wyimaginowanych zwolenników zabijania staruszków jest zdumiewająca. Tym bardziej że zwolenników tak rozumianej eksterminacji ze świecą szukać. Ich brak jednak nie przeszkadza.

  64. Doron said

    „Code of behaviour” oznacza obycie, takt, dostosowanie sie do istniejacych w danej spolecznosci norm. Oczywiscie, z czasem kod ten powoli sie zmienia.

    Osobe, ktora nie dostosowuje sie do panujacego kodu, pomija sie taktownym milczeniem (osoba kulturalna nie wykorzysta czyjegos braku oglady w towarzystwie, by ja upokorzyc), nie zaprasza sie jej na przyjecia itd.

    Poprawnosc polityczna odnosi sie do dyskusji politycznej. Prowadzac dyskusje polityczna rowniez mozna wybrac oglade badz jej brak, ale aby dyskusja mogla byc prawdziwa wymiana idei, nawet idee i poglady bardzo niepopularne nie powinny byc traktowane jako tabu. W PP nie chodzi o pojedyncze slowa, a o niepoprawnosc myslenia i idei. Wspomniany przeze mnie zwolniony nauczyciel byl czlowiekiem bardzo oczytanym i bardzo kulturalnym. Jego niepoprawnosc, to dla przykladu stwierdzenie, ze w wielu sytuacjach osoba otyla to ktos, kto je wiecej niz potrzebuje jesc, a nie zadna ofiara opresji. Stwierdil, ze istnieje cos takiego jak osoba otyla i ze powinnismi moc tego slowa (gruba czy otyla) uzywac.
    Rozmowa prowadzona byla na temat: Dlaczego ktos moze powiedziec o mnie, ze jestem za chuda, a mnie nie wolno powiedziec, ze ona jest za gruba?

    Tego typu zachowanie nauczyciela jest w razacej niezgodzie z panujacym obecnie „code of behaviour” i nauczyciel zostal zwolniony. Wrazliwosc na uczucia innych nie byla jego slaba strona. Dla wielu byl zrodlem inspiracji do odwagi i samodzielnego myslenia. Trzeba odwagi, by powiedziec sobie: Jestem otyla. Tutaj nawet lekarze czesto boja sie tego powiedziec pacjentom.

  65. Doron said

    P.S.
    Dodam dla jasnosci, ze jezeli akceptujemy istnienie „Code of behaviour” czyli rowniez odchylen od normy, powinnismy zaakcpetowac, ze chorobliwe przejadnaie sie badz niedojadanie, sa odchyleniami od normy. Lekarz, a nawet kolega czy czlonek rodziny, na pytanie dziecka: Czy jestem chorobliwie otyla?, powinien (z zyczliwoscia) odpowiedziec: Tak, jestes – jezeli tak uwaza. Przypadki graniczne, gdzie trudno stwierdzic czy ktos jest otyly chorobliwie czy nie, sa analogiczne do roznych przypadkow granicznych odnosnie norm wypowiadania sie w dyskusji.
    Moim zdaniem nalezy sie koncentrowac na takiej dyskusji i takim ksztalceniu umyslow, gdzie mozna o wszystko pytac i wszystko badac. Odnosnie oglady i taktu – gziekolwiek nie spojrzec – brakuje ich. Taktownie (ci, ktorych na to stac, jako ze takt to inteligencja serca) winnismy sie tolerowac, a jesli ktos w naszych oczach na to zasluguje – szanowac. Tak, jak wspomniany zwolniony nauzcyciel uwazam, ze niejednego chama mozna w szybkim czasie nauczyc przykladnego poslugiwania sie sztuccami w restauracji. Nie oznacza to jednak, ze godzien jest on naszego szacunku bardziej niz osoba, ktorej pomylily sie widelce.

  66. Bobik said

    Oj, widzę, że na ciekawą dyskusję przyszedłem już niemal po herbacie, ale nie mogę sobie odmówić szczeknięcia ;), bo sam od dawna staram się o to, żeby poprawności politycznej nie wmawiano dziecka w brzuch i traktowaną ją po prostu jako rodzaj współczesnego savoir vivre’u, określającego co wypada, a czego nie wypada w sferze publicznej (z natury rzeczy politycznej).
    Czy przekroczenie zasad savoir vivre’u jest przez społeczeństwo karane? No pewnie, że jest, zawsze było. I wiedzą o tym nawet społeczności rzekomo niżej rozwinięte, jak moja, psia. Jeżeli spotykając nieznanego mi psa wykonam kilka łagodnych, poziomych ruchów ogonem, to jest duża szansa na to, że nasze spotkanie przebiegnie w przyjaznej i pełnej zrozumienia atmosferze. Ale jeżeli ogon wyprężę bojowo do góry, albo merdnę nim w pionie, mogę się spodziewać, że nastąpi niezła kotłowanina, połączona z utratą kłaków.
    Psy, małpy, czy ludzie – jeżeli mi ktoś powie, że życie stadne/społeczne nie narzuca co chwilę jakichś (najczęściej niepisanych) norm, których większość dobrowolnie przestrzega, zarówno po to, żeby nie okładać się cały czas maczugami, jak i po to, żeby nie wyjść na chamów, brutali, psychopatów, czy po prostu nieobytych, to się uśmieję jak norka, co dla psa nie jest zbyt zdrowe. I mnie tam bardzo na łapę, że poprawność w sensie norm czy wzorców istnieje. Wcale mi się nie chce po każdym spacerze lądować u weterynarza, ani też uchodzić wśród suczek za prostaka, który się zachować nie umie, więc lepiej go omijać.
    A ponieważ mowa była o języku, przypomniałem sobie, że istnieje również coś takiego, jak norma językowa. Ona nie jest niezmienna i co jakiś czas szacowne filologiczne gremia ustalają, co jeszcze/już jest poprawne, a co nie. Czy jest to zagrożeniem dla wolności wypowiedzi? Czy należałoby samą ideę normy językowej odrzucić, bo niesie ze sobą niebezpieczeństwo, że jak ktoś powie „jezdem za wolnościom”, to ktoś go może poprawić, naruszając tym samym jego prawo do swobodnego językowego niechlujstwa? I czy zjawisko hiperpoprawności (a jakże, w języku też istnieje) jest argumentem przeciwko poprawnemu mówieniu? No, takie tam szczenięce pytania…
    Że niby norma językowa to nie to samo, co poprawność polityczna? Eee tam! ;)

    I jeszcze o subtelnych zależnościach między poprawnością prywatną i publiczną. Mam przyjaciela Kongijczyka, z którym opowiadamy sobie dowcipy o kanibalach, zaśmiewając się radośnie. Ale ja wiem, że on wie, że ja wiem, że te dowcipy opowiadane przez Europejczyków brzmią dla Afrykanów wyższościowo i że ja sięgając do nich kpię nie z Murzynów przez jakiekolwiek M, tylko właśnie z wyższościowego stosunku do nich. Nigdy by mi natomiast nie przyszło do głowy opowiadanie tychże dowcipów nowo poznanemu Afrykaninowi, bo wiem, że on nie wie, że ja… itd. To chyba zresztą dość oczywiste, że w stosunkach zażyłych zachowujemy się zupełnie inaczej, niż w oficjalnych i na inne rzeczy możemy sobie pozwolić.
    W życiu prywatnym ustalamy każdorazowo indywidualne normy dla relacji z krewnymi lub znajomymi i umiemy się w tej plątaninie poruszać – wiemy, kto się o co prawdopodobnie obrazi, a o czym można z nim gadać bez obciachów. W życiu publicznym, wśród nieznajomych nie jest to możliwe, więc stosujemy się do pewnych umów, żeby komuś nie wejść niechcący na odcisk. I PC nie jest (a w każdym razie nie powinna być) niczym innym, niż taką – stale na nowo wypracowywaną – umową na temat dos and don’ts, co chyba nie zasługuje na warczenie. Warczeć można dopiero wtedy, kiedy ktoś usiłuje wykorzystać PC do innych celów, niezgodnych z intencją wynalazców. ;)
    Zakaz np. definiowania czy opisu istniejących zjawisk uważam właśnie za takie niezgodne z pierwotnym przeznaczeniem wykorzystanie. A wymaganie, żeby definicja czy opis były w formie nieraniącej, w ogóle mi nie przeszkadza. Toteż kiedy ktoś otyły zażyczy sobie, żeby nie nazywać go grubasem, nie będę używał tego słowa. Jeżeli powie mi, że nie życzy sobie rozmowy o swojej otyłości, to nie będę go szczęśliwiał na siłę radami jak schudnąć. Ale jeżeli sam mnie zapyta, czy uważam, że powinien schudnąć, to zgodnie ze swoim sumieniem odpowiem: tak, bo nadmierna tusza szkodzi na zdrowie i zapewne utrudnia ci życie. I nadal będę się uważał za całkowicie poprawnego politycznie. ;)

  67. cyncynat said

    „Dla autora jest to najwyraźniej klasyczny przykład przeinaczenia/przekręcenia. ”

    Nie widze specjalnej roznicy miedzy przekreceniem a zawlaszczeniem.
    Anyway, wlasnie napisalem: pojecie pp ani zostalo zawlaszczone, ani przekrecone. PC juz bylo przedmiotem kpic zanim zostalo wprowadzone do obiegu w Polsce w postaci PP.
    Oczywiscie straszenie amerykanskim PC w Polsce sensu najczesciej nie ma, ale to juz inna bajka.

  68. andsol said

    Niepokoi rozziew między kierunkiem wpisu a zdecydowanej większości komentarzy. Wpis mówi o siłowym przedefiniowywaniu terminów, wygrywaniem batalii pojęciowych przed ich rozpoczęciem, przez prosty zabieg technicznego obezwładnienia adwersarza. Jednym z pojęć poddanych temu zabiegowi to poprawność polityczna. Może główny, najbardziej niepokojący – a może nie, a z mody wchodzący na pierwszy plan.

    To jest hipoteza optymistyczna. Pesymistyczna widzi to w bardziej niepokojącym świetle. Ludzie bywali, wykształceni, wysławiający się z łatwością (często nadmierną) mają odmienne pojęcia o tym i są skłonni je skonfrontować z innymi, teoretycznie, by innych przekonać, ale (los każdego dyskutanta) poddając się ryzyku tego, że to oni zostaną przekonani. Natomiast ci, którzy cały zalew innych, o przemienianym sensie terminów biorą za swój i za słuszny kierunek, ani się nie pofatygują czytać jakiegoś tam telemacha, no bo z daleka widać, że „to nie nasz człowiek”. Nie pojawił się tu żaden komentator z Frondy czy z podobnych ognisk umysłowych … a może to i lepiej … może tak mocno jesteśmy rozbici na dwa narody, że nawet rozmowy próbować nie należy? I tylko czekać kogo szybciej Dobry Pan Bóg weźmie do siebie (lub czort wymiecie…)

    Czyli: rozmowy jak na Krakowskim Przedmieściu. Dwa zupełnie inne chodniki.

    Ale (czy mogę przypomnieć?) tej samej ulicy.

  69. telemach said

    @andsol: ja też tego nie rozumiem, nie rozumiem tego ekskluzywnego zainteresowania PC choć tekst był przecież o czymś zupełnie innym, a PC mignęła jedynie w tle. Spokojnie sobie porozmawialiśmy o rozmaitych aspektach jednego aspektu. Wniosek: albo doborowe i opanowane towarzystwo, albo nastroje powoli się wypalają, albo zaczynam (najzwyczajniej) nudzić. Możliwa jest też (naturalnie) kombinacja wszystkich trzech.

  70. cmss said

    Telemachu, sensowny – to znaczy skierowany ku porozumieniu – dialog to prowadzą Izraelczycy z Palestyńczykami. Konstrukty ze Stanów nie przenoszą się łatwo – jeżeli – do kraju, tu Koneczny raczej jest konieczny, chyba.

  71. yassa said

    Mono,
    pewnie się zdziwisz, ale wszystko o czym piszesz nie jest mi aż tak obce, jakby mogłoby się wydawać.
    Ani dobre wychowanie, ani szczypta empatii, ani odrobina wyobraźni.:)

    Sęk w tym, że odczucia przedmiotu czasami stają się zupełnie nieistotne wobec potrzeby ekspiacji pokolenia wyrosłego na mądrościach typu „Murzyn zrobił swoje”.
    Tak silnej, że popada się w nowy nie mniejszy grzech. Np, bezpodstawne oskarżania o rasizm.
    Tym razem już bez oglądania się na niczyje odczucia.

    Co do Polaczków, to odpowiem Ci historyjką, która przydarzyła mi się kilka lat temu, na północy Szwecji.
    Wówczas to, w jednym z prowincjonalnych sklepów, dostrzegłem kartkę informującą w tonie nieco protekcjonalnym, grzecznie i po polsku (jedynie w naszym);
    Drodzy Państwo, W naszym kraju niezapłacenie za towar jest przestępstwem za które grozi kara(tu pada jej wymiar).

    Płacąc,serdecznie podziękowałem za powyższą cenną informację, szczególnie za galanterię z jaką ją przekazano;
    „Można było przecież napisać: Polaku! Kradnij sobie gdzie indziej!
    A tu tak urocze eufemizmy rządzą!”

    Gdy skończyłem dama za kasą spłonęła po czubki uszu:
    „Najmocniej przepraszam, to przez tych zbieraczy jagód, pana to przecież nie dotyczy.”

    Od tamtego czasu trzymam się tych mądrych słów skandynawskiej sklepowej.

    Mnie to nie dotyczy, bo nie kradnę w sklepach, nie sypiam na dworcach, nie żebrzę o papierosa, nie sikam po bramach i nie wydzieram się pijackim rykiem, nad ranem, na pryncypialnych ulicach europejskich miast i miasteczek; „Legiaaa to jest potęgaaaa!!!…”

    pzdr

  72. yassa said

    Telemachu,
    słusznie pisze ansol, modny ten PC to i atrakcyjny.
    No tośmy się nim zajęli.
    Choć jakbyśmy go sobie odpuścili, to pewnie ugrzęźlibyśmy w detalach Twojego tekstu.

    Bo każde z Twych pytań; kto pierwszy przekłamał lub zawłaszczył konkretny termin, wymagałoby konkretnej i wyczerpującej odpowiedzi.

    Przykładowo; nie mogę się zgodzić z Tobą, że przymiotnik „lewacki” jest nowotworem językowym mającym zastąpić przyzwoity przymiotnik „lewicowy”.

    Powstanie terminu „lewak”, „lewacki” nie miało na celu wyparcie czegokolwiek.
    Miało tylko odciąć, w opinii publicznej, przyzwoitą lewicę od lewicy nieprzyzwoitej tj. tej stosującej metody kompromitujące idee lewicowe.

    Taki komunikat:
    Panie i Panowie Syci i Zadowoleni, bomby, zamachy i porwania to nie my, to lewacy!

    Choć dziwnym trafem komunistycznej lewicy absolutnie nie przeszkadzało potajemne finansowanie, opluskwianych we własnych organach prasowych, lewaków.:)

    Niesłychaną karierę lewacy zrobili w latach 70 ubiegłego wieku, gdy pojawił się RAf i Brigate Rosse.
    Bynajmniej nie byli oni wymysłem oponentów politycznych. Raczej Prawdy, Neues Deutschland i L’Humanite.

    A że z lubością terminologię tę przechwyciła prawica? Nic dziwnego.
    Taka udomowiona i poręczna się okazała.:)

    Spodobała mi się Twoja obuwnicza sugestia adresowana do Mony.
    Equality Bill to rzeczywiście solidna, rzetelna brytyjska produkcja, poprzedzona 20-letnimi sporami i uzgodnieniami.

    Natomiast np. nasza, pięknie brzmiąca, Ustawa o Zapobieganiu Przemocy w Rodzinie, to tylko trendy podróba podobnych unormowań zaczerpniętych skądinąd.
    Licha, opracowana i przegłosowana na chybcika. Nieegzekwowalna. Słowem kicha, kolejne martwe prawo.

    Miałem się jeszcze spytać o sprawę Thilo Sarrazin’a, ale ten, tak jak i pochodne tematy, wyczerpaliśmy już chyba do cna.:)

    Pozdrawiam

  73. telemach said

    Yassa, ja wszystko rozumiem, ale standardów cywilizacyjnych w obrębie których lewakiem może zostać i zostaje (bez wyjątku) każdy, nawet arcybiskup – tych nie rozumiem. Pewnych rzeczy z językiem robić nie można. Ale: zostawmy sobie proszę to lewactwo na kiedy indziej.Nie wybiegajmy przed szereg, będzie o tym wpis, będzie okazja podyskutować.

    A Thilo Sarrazin jest człowiekiem myślącym. Po co ma się zachowywać zgodnie z kodeksem współczującego wszystkim socjaldemokraty, gdy prowokacja przyniesie mu gigantyczną odprawę, wcześniejszą emeryturę i tantiemy od książki za darmo nagłośnionej medialnie do granic wytrzymałości. Tu nie chodzi o islam, tu chodzi o pieniądze, ogromne pieniądze.
    A on je lubi.

  74. cmss said

    Telemachu, Pewnych rzeczy z językiem robić nie można zdaje się być w sprzeczności z następnym akapitem w Twojej wypowiedzi.

  75. telemach said

    cmss: pewnie, że tak. To się nazywa ambiwalencja. A ironia (gorzka) najwyraźniej nie przeszła.

  76. rysberlin said

    telemach co mnie bardzo cieszy, znalazl prawdziwe powody napisania

    i wydania ksiazki „Deutschland schafft sich ab”, bo mialem wielkie obawy ze to

    rasistowska propaganda ubrana w plaszczyk demokratycznego prawa do

    gloszenia pogladow

  77. cmss said

    Telemachu,widocznie bezobjawowa była.

  78. Aethelstan said

    Początkowo zgadzałem się z przesłaniem notki, ale… ostatnio podtruwam się lekturą Michnikowszczyzny/i> Ziemkiewicza i natrafiłem w niej na fragment, gdzie autor biada nad klęską, zadaną przez demonicznego Michnika i jego siepaczy prawym konserwatystom, szukającym słów prawdziwych i pragnących przywrócić słowom ich prawdziwe znaczenia. Głupotą byłoby porównywać gospodarza bloga tego do Ziemkiewicza, ale błąd jest tu ten sam. Znaczenie słów jest zawsze ustalane arbitralnie; konserwatyści starają się je zmieniać tak, aby bardziej pasowały do innych narracji, a nie do naszej, ale czy my robimy inaczej? Prawica robi drwi z politycznej poprawności, lewica z tradycji (tradycyjnego społeczeństwa/wychowania/wartości); prawica z wielokulturowości, lewica z honor. Co dla lewicy jest nowomową, jest prawicy językiem prawdy i na odwrót. Nie neguję, że to my, będący po stronie, po której bije serce ;), mamy rację, ale metody są te same, nawet jeśli cel inny.

  79. telemach said

    @Aethelstan:
    „Głupotą byłoby porównywać gospodarza bloga tego do Ziemkiewicza”
    Bo?
    „ale błąd jest tu ten sam. Znaczenie słów jest zawsze ustalane arbitralnie; konserwatyści starają się je zmieniać tak, aby bardziej pasowały do innych narracji, a nie do naszej, ale czy my robimy inaczej?”
    Na to czekałem. Dzięks. Więc ja to jednak widzę inaczej. Nie jest dla mnie (nawet) irytujące, że tak się dzieje. Dzieje się zapewne wszędzie. Niepojęte i niepokojące są dla mnie ogólne przyzwolenie i obojętność na zawłaszczanie pojęć i przeinaczanie znaczeń. Brak cywilnej odwagi, aby dalej nazywać (np.) ciążę ciążą i już. Brak ogólnego protestu i oporu na te wszystkie życia poczęte, mordowania dzieci, matkowanie zarodkom. Jak – pytam się – może 20 milionów kobiet pozwolić na to, aby odebrano im język, a wraz z nim możliwość obrony przed znów wypełzającym średniowieczem? Ucisk (wszelkiego rodzaju) jest pośrednim rezultatem braku możliwości artykulacji „tego jak jest” przez pokrzywdzonych. Dla mnie doszło w Polsce do zachwiania wynikającego z przyzwolenia na kradzież języka na masową skalę. Wiele z tego, co nam się nie podoba, co jest iracjonalnie bolesne – to już tylko zjawiska pochodne.

  80. andsol said

    Aethelstan, z jednej strony uznanie, bo racje nigdy nie są stuprocentowe (za wyjątkiem paru procent tych, które są) i prawica zawsze ma coś wartościowego do powiedzenia, a w Ziemkiewiczu często należy przedłożyć inteligencję i umiejętność używania języka nad łatwość dobierania tez do epoki. Ale, z drugiej strony, odczuwam postawienie telemacha jako niemal równoważnego ciężarka na szali tej wagi jako częściową wygraną ludzi spod znaku S24, którzy każdego opierającego się słownictwu w stylu „lewak” automatycznie przypisują do rzeczonych. Sądzę, że wpis telemacha nie jest kontratakiem lewicowym lecz obroną nieagresywnego, klasycznego słownika. Prawdę mówiąc, staram się go uważnie czytać ale nie mam pojęcia jakie są jego poglądy ekonomiczno-polityczne, czy bardziej mu w lewo czy w prawo, więc nastawałbym, że to jednak chodzi o uniwersalność pojęć a nie o ukierunkowanie ich w politycznym bałaganiku.

  81. porcelanka said

    No cóż, masz rację Telemachu. Jednak powszechnego zjawiska milczenia wobec chamstwa i ignorowania krzykliwych oszołomów nie ta się zmienić ot tak, pstryknięciem palca. Ludzie rozsądni na ogół chcą mieć tzw. „święty spokój” albo własne problemy bardziej ich absorbują niż kogucie potyczki na arenie politycznej. Językowe przykłady podane przez Ciebie są nużące i niesmaczne, ale też nie są niczym nowym.
    Rozumiem, że koguty stanowią koślawe prawo, bezczeszczą język i pewnego dnia ignorant z wyboru, taki jak ja, może obudzić się „zdziwiony” z ręką wiadomo gdzie. Cóż jednak można zrobić w tej sytuacji mądrzejszego niż, na swój użytek i użytek innych starać się uczynić mały choć kawałek świata lepszym?
    Można „walczyć” różnymi sposobami. I zdaje mi się, że większość tych milczących, rozsądnych kobiet w domu i wśród bliskich oraz przyjaciół, wobec dzieci nazywa ciążę – ciążą, homoseksualizm – homoseksualizmem itd.
    Czy arena polityczna edukuje- wątpię. Raczej sądzę, że po prostu zachęca do ekspresji ludzi, mających te same, skrajne poglądy. Krzyk jest często wyrazem bezsiły :).
    Acha. Zdaje się, że większość ludzi nabywa kręgosłup moralny z tzw. „mlekiem matki”, a skoro w Polsce matki trzymają się z dala od polityki, to jest to niejaki przyczynek nadziei, nieprawdaż? :)

  82. cmss said

    @telemach:
    Zastanawiając się nad pierwszym akapitem życie kleszcza dałbym jako kontrprzykład. Wiersz Mandelsztama z porcelanka.wordpress.com/2009/12/13/cialo/ równie przydatny jest.
    Co do pozostałych akapitów, czy zastanowiłeś się nad rezultatem zamiany „kto” przez „co”? Można tym tropem dalej, np. interpretacja z Chianga „Historia twojego życia” doda, gdy się postarać, dodatkowe wykładnie rzeczywistości.
    Ukłony
    eot

  83. najdrozsza said

    Co jest skutkiem, co przyczyną? Miesza mi się. Proste, ważne słowa z życia codziennego również gdzieś gubią swoje znaczenia. Ktoś je kradnie, zawłaszcza? A może to my za mało się zastanawiamy, ogranięci przemożną chęcią naprawienia całego świata, że ten pod własnym nosem jest pierwszy do naprawienia? Nie wiem.

  84. Aethelstan said

    @ telemach: Głupio byłoby porównywać, bo autor tego bloga – w przeciwieństwie do RAZa – ma zwyczaj popierać swoje tezy solidnym riserczem (por. notka o lemingach) i nie miewa odchyleń w kierunku teorii spiskowych, które każą mu każde wydarzenie przypisywać ukrytym działaniom bliżej nieokreślonego „salonu” i innych ciemnych sił.

  85. […] ten jest (w swoisty sposób) kontynuacją tego i […]

  86. […] się od tego nieuniknione:Like this:LikeBe the first to like this post. Posted by telemach Zamieszczone w […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: