Polska jest najważniejsza

Lipiec 2, 2010

Historia niemieckiego hymnu narodowego nie jest wprawdzie krótka, ale za to nader pouczająca. Na początku sprostowanie dla tych miłych rodaków, którym umknęło ostatnie 60 lat historii: w tekście niemieckiego hymnu nie ma słów „Deutschland, Deutschland über alles”. Nie jest to również tytuł utworu. Nigdy nie był. Ale może po kolei.

Na początku był wnuk Marii Teresy de domo Habsburg (tej od rozbiorów), niejaki Franciszek, Józef oraz Karol. Mimo wielu imion, chodzi o jedną osobę zapamiętaną jako Franciszek II, z zawodu cesarz. W 1797 roku, gdy Franz II nie jeszcze był cesarzem tylko zwykłym regentem, pod pretekstem urodzin monarchy in spe, niejaki Lorenz Leopold Haschka usiadł i napisał spontanicznie utwór poetycki pt. „Gott erhalte Franz, den Keiser” (Uchowaj nam Boże cesarza Franciszka). Józef Haydn nie chciał być gorszy i – trzask, prask – skomponował wpadającą w ucho melodię. Prezent urodzinowy dla władcy był gotowy. Haydn, nie w ciemię bity, przerobił nieznacznie wcześniej skomponowany utwór, ponoć tak czy owak skradziony Tellemanowi, motyw wykorzystał zresztą wielokrotnie to tu to tam, ale nie gubmy się w dygresjach odbierając chleb muzykologom. Haydn umiera w 1809 roku, utwór staje się oficjalnym hymnem habsburskiej Monarchii w 1826, rok później opuszcza ten padół Haschka, niepocieszony wobec faktu, że cesarz zlecił napisanie nowego tekstu (spodobała mu się jedynie pierwsza linijka). Melodia była łatwo przyswajalna, znajdujemy ją w całości lub we fragmentach w dorobku Salieriego, Beethovena, Czernego, Jana Straussa (syna), Smetany, Paganiniego, Wieniawskiego, Czajkowskiego a nawet Christy Päffgen znanej powszechnie jako Nico, muza Warhola z Velvet Undergroundu. Uff. Najlepiej komponuje się znane utwory.

W okresie poprzedzającym rewolucję z roku 1848 działo się w Niemczech (których jeszcze wówczas nie było) nader burzliwie, nawet pozornie normalni i trzeźwo myślący ludzie dostawali wówczas nagłych ataków patriotyzmu na zmianę z gorączką liberalną. Swym uczuciom dał również wyraz nauczyciel, literat i liberał August Heinrich Hoffmann von Fallersleben, pisząc wierszem trzystrofowy utwór zaangażowany, zatytułowany „Pieśń Niemców” i zaczynający się od słów „Niemcy, Niemcy ponad wszystko”. Chodziło o Niemcy jako ideę państwa wolnościowego, własność ludu wolnego od tyranii domów panujących i interesów dynastycznych, a nie o Niemców pragnących podkreślać, że są ważniejsi od innych. Jak to trzeba uważać na słowa, nigdy nie wiadomo co potomni mogą z nimi zrobić. Zeby postępowym patriotom było łatwiej utwór wykonać, von Fallersleben ułożył słowa tak, aby pasowały do powszechnie znanego hitu opiewającego cesarza Franciszka nr. 2.

Tak rozpoczęła się kariera piosenki, początkowo popularnej w kręgach uważających się za nader postępowe. Gdy von Fallersleben umierał w 1874 roku, Niemcy były zjednoczone pod berłem niejakiego Wilhelma Hohenzollerna przyjmując formę pruskiej monarchii o charakterze państwa militarno-policyjnego, Oficjalnego hymnu nie było bo cesarz, zajęty zbrojeniami, nie widział takiej potrzeby. Tzw. „Pieśń Niemców” przetrwała w śpiewnikach domowych. Przypomniał sobie o niej dopiero w 1922 socjaldemokratyczny prezydent Fryderyk Ebert czyniąc z niej na mocy dekretu oficjalny hymn państwowy młodej Republiki Weimarskiej. Nie na długo, dokładnie rzecz biorąc na 12 kolejnych lat.

Gdy w 1933 roku do władzy dochodzi energiczny i elokwentny przywódca z prostym i zrozumiałym programem (ma być sprawiedliwie i panować porządek), dwie zwrotki zostają skreślone, z oryginalnego tekstu pozostają jedynie pierwsze słowa o wyższości i ważności Niemiec ponad wszystko inne, bajdurzenie na temat wolności zostaje zastąpione piosenką pt. „Die Fahne Hoch” czyli innymi słowy pieśnią bojową szturmówek SA znaną również jako Horst-Wessel-Lied. Na pamiątkę zastrzelonego przez komunistycznego sutenera młodego patrioty i pałkarza, zresztą również sutenera. Nieważne, ważne, że Goebbelsowi udało się ze zmarłego skutecznie zrobić męczennika za sprawę narodowego socjalizmu, robienie ze zmarłych świętych (niezależnie od zasług lub ich braku) ma, jak widzimy, długą , sławetną i w pewnym sensie europejską tradycję.

Wiadomo powszechnie jak się skończyła niemiecka przygoda z dążeniem do prawa i porządku, w 1949 roku powoli odradzająca się ze zgliszczy totalnej klęski niemiecka państwowość stanęła w obliczu znalezienia sobie jakiegoś hymnu, konstytucję napisali wprawdzie okupujący Niemcy alianci-wyzwoliciele, hymnami nie chcieli się podzielić. Dwie ofiary narodowosocjalistycznych prześladowań, chadek Adenauer (kanclerz) i socjaldemokrata Heuss (prezydent), porozumiały się ponad podziałami wyciągając z lamusa wolnościowy XIX-wieczny przebój. A dokładnie rzecz biorąc jego trzecią zwrotkę, nikt przy zdrowych zmysłach nie wpadłby przecież w tamtych czasach na pomysł, aby podkreślać przy każdej okazji, że Niemcy są najważniejsze, wiadomo było, do czego takie śpiewanie może doprowadzić. Hymn chwali zatem zalety wolności, jedności, praworządności i powszechnej zgody, chociaż niekoniecznie w tej kolejności. Wykonywanie pierwszej zwrotki nie zostało nigdy (wbrew uporczywie grasującym mitom) objęte sankcjami, tego się po prostu nie robi. Tak, jak nie puszcza się wiatrów przy stole i nie smarka w rękaw.

W listopadzie 2009 roku, nawalony jak stodoła Pete Doherty, w trakcie swego monachijskiego koncertu wpadł na pomysł aby zanucić do mikrofonu „Deutschland, Deutschland über alles”, licząc zapewne że słuchacze się wzruszą. Licznie zgromadzona, młoda niemiecka publiczność nie tylko się nie wzruszyła, lecz go wygwizdała, a nawet obrzuciła brzydkimi przedmiotami jak również epitetami, z których „faszysta” był najłagodniejszym. Ponieważ młodzież nie mogła się uspokoić, (transmitowany przez media) koncert przerwano.

Odpowiedzi: 73 to “Polska jest najważniejsza”

  1. andsol said

    Z jednym nie potrafię się zgodzić: nie gubmy się w dygresjach. Ależ owszem, gubmy się, gubmy się do cna. Bowiem jak wołali kiedyś unisono we francuskim Zgromadzeniu Narodowym: et vive la digression!

  2. telemach said

    -> andsol: by było za długie. A ja mam mały monitor.

  3. najdrozsza said

    W gubieniu sie Telemach jest niezły, trzeba przyznać.

    A tak w ogóle, to ja myślę, że Goebbels to mały miki w porównaniu z tymi, ktorym się udało zrobić z kandydata hodującego kota tolerancyjnego europejczyka.I to za życia!

  4. Ale nie tak do końca za życia i nie do końca z niego samego, bowiem on sam już nie jest sobą samym, tylko – jak go najpowszechniej określała nader go lubiąca TVP – „bratem zmarłego prezydenta”.

    Co do gubienia się: kto się nie gubi, nie ma szans się odnaleźć. Więc gubmy się, ach, gubmy. Dygresje to często najsmaczniejsze dania.

    A powyższy wpis aż się prosi o zilustrowanie fragmentem filmu C.K. Dezerterzy ze śpiewaniem hymnu. :)

  5. tekstowisko said

    Z grubej rury, Panie Telemachu. Czy aby nie za grubej? Wybór pomiędzy sekciarzami a gangsterami jest zaiste trudny, przeciętnego obywatela skłaniający w stronę poręcznego kandydata awaryjnego o popularnym nazwisku Grill Dobromir, jednakowoż dalsze (już w zasadzie na granicy histerii i Monty Pythona) podkręcanie retoryki zaczyna być przeciwskuteczne, tak na moje oko. Ileż można, prawda.

    Pozdrawiam,
    Sergiusz

  6. mona said

    Wow. Zatkało mnie. Witaj wśród żywych.
    @Sergiusz: obawiam się, że gruba rura powstaje jedynie w głowach czytelników. W tekście jej nie ma. Gdyby tytuł był inny, albo post ukazał się pod inną datą, pies z kulawą by nic nie powiedział bo historia niemieckiego hymnu jest oddana wiernie i bez polemicznego zacięcia. Ja widzę ten tekst jako interesujący przyczynek do dyskusji na ile rodzenie i bezrefleksyjne powtarzanie sloganów toruje drogę szowinizmowi. Bo slogan jest (chociaż trudno nam przyznać) jednoznacznie szowinistyczny. Przymykamy oko, patrząc z oddalenia jednak widać to jak na dłoni. „Polska jest ważna” jest do zaakceptowania, „Polska jest dla mnie najważniejsza” jest jak najbardziej „legit”. „Polska jest najważniejsza” jest niebezpiecznym skrótem myślowym, imperatywem rzuconym w twarz wszystkim tym dla których ważna jest Ukraina, Litwa, Francja, Wyspy Hula-Gula lub np. Sląsk. i przykre jest, że nikt nie ma odwagi tego otwarcie powiedzieć. To jest myślenie plemienne na poziomie kibola i odwołujące się do takich samych emocji. Tu, we Francji to jest czysty Jean-Marie LePen. Ale ten nigdy nie wyszedł poza nigdy poza 16%. Smutne.

  7. tekstowisko said

    @Mona

    Nie mogę się zgodzić. Ten tekst Telemacha nie jest o zjawisku jako takim. I nawet nie sam kontekst sytuacyjny o tym przesądza (finisz kampanii wyborczej). Gdyby jeszcze Telemach zatrzymał się na progu alegorii, ale nie, poszedł dalej, dodając zdanko o „robieniu ze zmarłych świętych”, przez co niestety, moim zdaniem, zepsuł cały (i tak wątpliwy) „efekt” grubej rury, ustawiając celownik jednoznacznie, choć przecież z tej rury można byłoby jednakowo efektownie wypalić w obie strony tego całego wrestlingu. Ta formuła gargantuicznych krzywych zwierciadeł stosowana do „opisywania” rzeczywistości jest w Polsce już skompromitowana. Być może z oddali tego nie widać, ale tutaj gdzie piszę te słowa, jest to oczywiste.

    I zobacz jak to działa. Wystarczyło że Telemach zawiesił tekst, który jest niewiarygodnym przegięciem, takim dorabianiem gęby w stylu znanym z polskiego mainstreamu (znanym do obrzydzenia), a Ty już piszesz o niebezpieczeństwie szowinizmu, odczytujesz zupełnie opacznie hasło wyborcze, które po polsku i w polskim kontekście nie ma nic wspólnego (nawet skojarzeniowo) z „Deutschland, Deutschland über alles”. To jest dla mnie wprost niewiarygodne. Ileż można, no ludzie, mamy rok 2010.

    A na koniec walisz na odlew epitetem „kibola”. Śmiać się czy płakać?

    Sergiusz

  8. mona said

    @Sergiusz: pewnie różnica perspektyw. Od czasu gdy chłopcy z młodzieżówki FN wrzucili koktail Molotova do sklepiku z owocami nalezacego do miejscowego araba (nie przeszkodzilo im zupelnie ze byly w srodku kobiety i dzieci) a potem rozrzucili ulotki z ktorych wynikalo co jest najwazniejsze – jestem moze troche uczulona na politykow robiacych kariere w taki sposob i przy pomocy takich skrotow myslowych.
    Spotkajmy sie i porozmawiajmy gdy bedziesz mial osobiste doswiadczenia ze skutkami podkreslania przez politykow co jest najwazniejsze. Na koncu decyduje odczytanie tego rodzaju narracji przez osobnika z palka i nozem. Doznalam na wlasnej skorze i dziekuje za wiecej.Nieocenione doswiadczenie, wierz mi.

  9. najdrozsza said

    @ Segiusz:

    toż przecież o tym mowa jest w tekście Telemacha, że kontekst nie wpływa na to, w jakim kierunku ewoluuje slogan, więc używając tego argumentu wypadałoby uzsadnić bardziej niż tylko tym, że jest to polski kontekst. Czyżby polski kontekst (jako pojecie) różnił się od niemieckiego?

  10. tekstowisko said

    @Mona

    Ale co ma jedno do drugiego? Przecież zwyczajnie manipulujesz argumentacją. To, że ze wględu na osobiste doświadczenia hasło „Polska jest najważniejsza” kojarzysz z łatwością z „szowinizmem” bandziorów we Francji, którzy są kibolami czegoś tam ze względu na etniczne uprzedzenia i konflikty, raczej nieuchronne w post-kolonialnej Francji, zostawię bez komentarza, bo robi się tak śmiesznie, że aż strasznie.

    Sergiusz

  11. tekstowisko said

    @najdrozsza

    Na marginesie – cóż za przewrotny nick =)

    To zapytam inaczej: uważasz, że tekst Telemacha nie jest dorabianiem Kaczyńskiemu gęby Goebbelsa, który już za chwileczkę, już za momencik zrobi z Polski nową IV Rzeszę i wymorduje biednych wyborców PO?

    A jeśli nie jest, to czym jest i co w tytule robi hasło Kaczora?

    To jak będzie? =)

    Sergiusz

  12. triarius said

    Co za kurestwo!

    Uważałem ten blog za pokrętnie inteligentny i dość mnie bawił, a to tępe pedalskie ojropałkarstwo.

    Na drzewo!

  13. najdrozsza said

    @Sergiusz

    nie widzę tego w ten sposób. Tekst pokazuje pewien mechanizm oraz jego smutne skutki. Zaprzeczyć trudno. A że akurat hodowca kota głosi ten slogan, to, sądzę, przypadek. Inni mutują go na różne sposoby, ale przekaz jest, niestety, zupełnie taki sam.
    Uwagę o tym co będzie, uważam za nadinterpretację. To ja porównałam do Goebbelsa, nie telemach. Poza tym porównałam dlatego, że ci, którzy z myśliwego usiłowali uczynić dynamicznego i idącego z duchem czasu, zrobili to nieudolnie i jak sądzę, nieskutecznie. Nie dorabiaj :)

    N.

  14. tekstowisko said

    @najdrozsza

    Tekst nie pokazuje żadnego mechanizmu. Nie jesteśmy na wykładzie z fizyki kwantowej czy coś tam. Tekst jest doprowadzoną do absurdu kalką stylu mainstreamowej propagandy, która się w Polsce przejadła, zwietrzała i można nią teraz straszyć dzieci w przedszkolu jedynie. To co mnie w nim najbardziej rozczarowało, to ta, przepraszam za słowo, nieświeżość retoryki.

    Doceniając wcześniejsze blogo-pisarskie dokonania Telemacha, chętnie przyjmę, że całość jest przekorną satyrą na opierający się leczeniu anty-kaczyzm, i że nie należy brać go wprost.

    Sergiusz

  15. Krasnov said

    Prawda w oczy kole. :)
    Doskonały i wieloznaczny wpis, dający do myślenia. Oczywiście dający tylko myślącym, niemyślący tylko wrzucą go do szufladki „z nami” lub „przeciw nam”.

  16. tekstowisko said

    @all

    Może to nie ma znaczenia, a może ma, ale dla mnie przewrotność tekstu sugeruje zestawienie wybranego tytułu i nazwy kategorii, do której tekst jest przypisany ;)

    Sergiusz

  17. andsol said

    @tekstowisko=Sergiusz: kak mat’ ja skażju vam i kak żenszczina. Teksty telemacha to zawsze świetna literatura, nigdy polityczna agitka. A dobre teksty zależą od wiedzy, wrażliwości, oczytania czytelnika. Autor nie pisze traktatów historycznych i nie przytłacza erudycją, ale chcący czytać uważnie zawsze znajdują w miąższu coraz więcej smaczków i aluzji. Przepuszczanie ich przez kanał odbioru przystosowany do czytania żurnali mód i polityk jest kastrowaniem błyskotliwych esejów. Od strony logicznej zaś jest klasycznym błędem przedłużania analogii.

    Skoro o analogiach mowa, Goebbels (który, powtórzmy, nie przez autora został wprowadzony do komentarzowych omówień) podniósł temperaturę, ponieważ myśląc o paru nazwiskach nieodmiennie widzimy je z perspektywy uzyskanej po roku 1945. Ale uważne przyglądnięcie się paru postaciom z polskiej sceny politycznej (na podstawie ich oficjalnych, publicznych wypowiedzi a także udokumentowanych działań) i zestawienie ich z kwiatkami z końca Republiki Weimarskiej ujawniłoby wiele bardzo niepokojących podobieństw. I znowu, podobieństwa na starcie nie muszą prowadzić do identycznego przebiegu, ale myślący człowiek nie może ich lekceważyć.

    Wygląda na to, że masz dużo czasu na pisanie, więc nim będę czytał Twoje odpowiedzi, bardzo grzecznie i spokojnie proszę: nie unoś się, unikaj frazesów i nie podnoś temperatury. To nieprzyjemnie brzmiące prośby, w stylu „myj ręce i czyść buty”? Wybacz je, ale solidnie na nie zasłużyłeś.

  18. tekstowisko said

    @andsol

    Czy szanowny Pan aby nie nadął się za bardzo? To może szkodzić na układ krążenia, ostrzegam. Muszę od razu uprzedzić, że Pańskie nieuprzejme uwagi wylądowały od razu w okrągłym segregatorze, ponieważ na nic innego mi się nie mogą przydać, co stwierdzam z pewną obojętnością.

    Sergiusz

  19. nameste said

    @telemach:

    Poznawczo b. pożywne.

    PS Eloł egę :)

  20. kwik said

    Gwoli upierdliwości u mnie w Wikipedii jest Päffgen i Velvet.

  21. fren said

    Sergiuszu, może nie warto podchodzić do tego tak emocjonalnie, drwić, przywoływać Goebbelsa. Zastanówmy się jaką wizję Polski ma Kaczyński i to od lat. Nigdy nie ukrywał, że chce państwa silnego, w którym interes obywateli jest podporządkowany interesom państwa (kiedyś mówił, ze w polskiej tradycji nie ma czegoś takiego, jak państwo obywatelskie), państwa o ambicjach mocarstwowych (podkreślił to teraz mówiąc o patriotyzmie Gierka widzącego Polskę jako mocarstwo międzynarodowe), państwa rządzonego przez silnego człowieka, wodza. Ten slogan wyborczy świetnie ilustruje tę jego wizję naszego państwa. I choć mieszkam w Polsce, nie we Francji, nie miałam żadnych doświadczeń z francuskimi, ani też innymi „kibolami”, to mnie też od razu „Polska jest najważniejsza” skojarzyło się z tym „…uber alles”. Jeśli do tego dodamy to, że Kaczyński jest fundamentalistą, z poczuciem misji, to ta cała sytuacja musi niepokoić. I to nie dlatego, że, jak drwisz, „zrobi z Polski nową IV Rzeszę i wymorduje biednych wyborców PO”, ale dlatego, że znowu zmarnujemy czas, trawiąc go w ciągłych kłótniach na cmentarzach, dzieląc się na tych prawdziwych i nieprawdziwych czy jak to się teraz nazywa na prawych i nieprawych i w ten sposób znowu (jak to nieraz w naszej historii bywało) zmarnujemy szansę, powolnego być może, ale jednak doganiania świata jako tako cywilizowanego. I nad tym warto się zastanawiać, czego chcemy, czy tego „uber alles”, czy żebyśmy kiedyś tam dogonili taką na przykład Holandię, która żadnym mocarstwem nie jest, ale ludziom żyje sie tam znośnie.

  22. tekstowisko said

    @fren

    Po pierwsze, ja tylko wyglądam na „emocjonalnego”. To takie złudzenie optyczne, które da się skorygować po kilku rozmowach. Owszem, umyślnie używam emocji, by nieco ruszyć rozmówców z ich i własnych kolein. Nie sądzę jednak, bym przekraczał w tych niby-flejmach granice niestosowności, choć cholera wie, co człowiek to definicja (nie)stosowności.

    Co do Kaczyńskiego, wiesz, wbrew pozorom ten spór tutaj nie jest o Kaczyńskiego, choć to Telemach wytłuścił Goebbelsa w tym kontekście w sposób czytelny do bólu, a nie ja czy _najdrozsza_ w komentarzach.

    Spór jest o retorykę nadal nachalnie używaną przez *wyznawców* anty-kaczyzmu w większości mediów. To ten żarliwy, histeryczny anty-kaczyzm jest problemem, a nie Kaczyński.

    Czy to moja wina, że tekst Telemacha jako żywo brzmi niczym kwintesencja owego _straszenia Kaczorem_?

    Mnie to drażni, choć nigdy nie byłem zwolennikiem „socjalistów z Żoliborza”, a dorabianie im obu (dotąd) gęby potworów przekroczyło już granice jakiegoś obłędu tak dalece, że ja zwyczajnie nie mogę uwierzyć, że nadal są ludzie wykształceni, jakoś myślący, bywali w świecie, a powtarzający te propagandowe przekazy anty-kaczorowe, jakby byli szafą grającą.

    Osobiście sądzę, że ta rozmowa mogłaby wejść na fascynujące tory, gdybyśmy zostawili na boku Kaczyńskiego, Tuska i resztę tej politycznej zgrai, a zaczęli rozmawiać właśnie o Polsce, jakiej chcemy. Silnej? Czym i jak silnej? Słabej? Czy może w ogóle nam Polska nie jest potrzebna? I tak dalej.

    Ktoś jest zainteresowany taką wersją pozytywną, wolną od straszenia Kaczorem?

  23. telemach said

    @sergiusz: na początek dziękuję Ci za odwiedziny i krytyczne uwagi. Mam pewien (niewielki) kłopot z nadinterpretacjami, mam większy z zawartym w tytule wyborczym sloganem. Spróbuję wyjaśnić.

    Wydaje mi się (bo skąd brać pewność?) że slogan ten zawiera niebezpieczny potencjał stania się pewnikiem, dogmatem zdolnym do bytu samodzielnego. Tak się stało z napoleońskim „grand Nation”, w imię którego chłop z Owerni uwierzył, że jego przeznaczeniem jest umrzeć z odmrożonymi nogami pod Moskwą, tak się przydażyło Niemcom którzy w trakcie paropokoleniowej indoktrynacj uwierzyli, że należy im się więcej.Droga od mantrycznego powtarzania że „Niemcy, Niemcy ponad wszystko, ponad wszystko na świecie” do zarządzenia w GG, że podczłowiek (nie-Niemiec) powinien zejść z chodnika gdy przechodzi niewątpliwie ważniejszy i wartościowszy (ponad wszystko) okupant jest długa i kręta – da się jednak zrekonstruować. I tu jesteśmy przy podobieństwach. Prawdziwość skrótu myślowego „Polska jest najważniejsza” implikuje bowiem że byty od Polski odrębne (a zatem nie będące Polską) są mniej ważne, jakoś mniej wartościowe, drugorzędne. Dokonując takiego wartościowania deprecjonujemy, bo wszystko nie może być najważniejsze. Skoro klasyfikujemy „Deutschland, Deutschland itd” jako zwiastun i przejaw niemieckiego szowinizmu (jak sądzę zasadnie) to u mnie pojawia się pewne zakłopotanie jak traktować to unajważniajszanie naszego kraju? Jako żart? Niewinną figurę retoryczną? W zasadzie dlaczego?

    Dziwnym trafem zintrpretowałeś mój tekst jako skierowany przeciwko jednemu z dwóch kandydatów zbliżających się wyborów. Tak jednak nie jest. Mnie niepokoi niekwestionowalność sloganu, łatwość z jaką łykamy jego pozornie słuszną jednoznaczność. I jeszcze jedno: tekst byłby identyczny gdyby posłużył się nim polityczny rywal sloganopiewcy.

    Natomiast sugestia, że pośmiertna beatyfikacja miernego bojówkarza SA jest porównywalna z przemianą uznawanej (przez wielu) za raczej niefortunną prezydentury w to w co się w krótkim czasie przemieniła, była niezamierzona. Gdyby była zamierzona, byłaby istotnie gruborurna.

  24. telemach said

    @Kwik: masz lepszą Wikipedię od mojej. (łemotikon)
    A poważnie: skutki pisania z pamięci (Nico) i zwykły byk (Velvet).

  25. Calmy said

    mnie najbardziej się spodobał koment niejakiego Tiariusa. Uwiarygadnia post, do bólu.

  26. babilas said

    And Rossini, you forgot about Rossini!

    A tak swoją drogą, to najpierw poznałem tę melodię jako piosenkę Ewy Demarczyk („Przy Cesarzu mile włada Cesarzowa pełna łask, cały lud Jej hołdy składa, podziwiając cnót Jej blask”). Za to potem miałem cały rządek różnych zdziwień.

  27. kwik said

    Rok zgonu Fallerslebena też z pamięci? Niesamowity jesteś.

  28. tekstowisko said

    Telemachu,

    To ja, za pozwoleniem, sobie teraz pozwolę zaszaleć, prawda. Z góry proszę bez urazy! Znasz już trochę mój temperament polemiczny, więc wiesz pewnie, kiedy mrużę złośliwie oczy =)

    To jedziemy.

    Zadziwiające. Poczułem się tutaj jak na Księżycu. Nie żartuję nic a nic. Znam ludzi z każdej możliwej strony politycznych, albo lepiej, światopoglądowych orientacji, i nie słyszałem, by ktoś w taki sposób odbierał hasło wyborcze Kaczyńskiego. Dla mnie taki „odczyt” tego hasła brzmi tak jak opisałem, jak proste echo wtłaczanej ludziom przez media niezwykle intensywnie, a ostatnio *histerycznie* (patrz cała kampania PO, a zwłaszcza finał w wykonaniu Tuska) propagandy anty-kaczorowej.

    Może objaśnię, jak to hasło jest intuicyjnie rozumiane w Polsce. Otóż jest ono wprost kojarzone z „przemianą” Kaczyńskiego w gołąbka pokoju. Chodzi zwyczajnie o to, że w imię narodowej zgody (stąd Polska) warto pójść na daleko idące kompromisy, w tym ideowe, z przeciwnikami politycznymi i ich zwolennikami, by zrobić coś razem dla naszego kraju, by przerwać rozpętaną (zarówno przez PO jak przez PiS) wojnę polsko-polską. To jest wiodący motyw całej kampanii, i to po obu stronach, bo „sztandar koncyliacji” powiewa nad obiema stronami rywalizacji o prezydenturę. Zostawiam na boku naiwne pretensje o to, czy to tylko wyborcza gra obu stron. To jest polityka, gdyby ktoś nie wiedział.

    Hasło „Polska jest najważniejsza” nie ma więc kompletnie żadnego odniesienia „międzynarodowego”, że jakieś uber alles jesteśmy, i to jest czytelne dla każdego, kto mniej więcej wie, co się w Polsce dzieje po 10 kwietnia tego roku.

    Histeryzowanie (sorry, ale Wy tu serio histeryzujecie niemożliwie), że to jakiś narodowy szowinizm itd. przyprawia mnie o opadnięcie szczęki w zdumieniu, że można na serio tak myśleć i kompletnie nie czytać polskiego kontekstu, widocznego gołym okiem. Myślałem, że robicie sobie (na czele z Tobą Telemachu) jakieś niezrozumiałe dla mnie jaja. A po Twojej odpowiedzi jestem lekko podłamany, mówię serio. Nie rozumiem, jak przy dobrej woli można odczytywać to hasło w taki sposób.

    Ale OK, jedźmy w tę stronę dalej. Nawet jeśli ktoś nie może odpędzić przerażającej myśli, że oto rodzi się polski nazizm (w wersji light: budzi się demon polskiego patriotyzmu), to co jest dziwnego w tym, żeby Polacy mieszkający w swoim kraju uważali swój interes narodowy jako (dla nich) najważniejszy? Czy Francuzi może uważają, że Unia jest ważniejsza od Francji? A może Niemcy tak uważają? To może Anglicy? Albo Norwegowie? O sorry, oni akuart nie mają tego problemu ;-)

    Czy mam uznać, że zamiarujecie straszyć mnie „demonem polskiego patriotyzmu narodowego”, stawiając na równi najzwyklejszy polski patriotyzm ze zbrodniczymi ideologiami jak nazizm czy inne cholerstwo tego sortu? Przecież to nawet nie jest retoryka! To brutalny gwałt na zdrowym rozsądku!

    Ujmę to tak: nie sądzę, byśmy my, Polacy żyjący w Polsce, musieli tłumaczyć się komukolwiek, dlaczego jesteśmy patriotami, bo to tak, jakbyśmy się tłumaczyli, dlaczego jesteśmy umysłowo poczytalni. To ten poziom oczywistości. Sądzę raczej, że jeśli kogoś niepokoi ten nasz patriotyzm ponad-polityczny (bo Polska jest najważniejsza, bo Polska jest dla obywateli – nie dla polityków – to słowa z piątkowego wystąpienia Kaczyńskiego), to niech się ten ktoś wysili i uzasadni ten swój niepokój. Ale jakoś sensowniej, please, niż przez opowiastki o szowinistycznych kibolach podpalających warzywniaki we Francji, bo to intelektualna żenada, mówiąc wprost.

    Żeby móc się „zaniepokoić” tym hasłem wyborczym, trzeba wytoczyć jakieś argumenty, cokolwiek, bez insynuacji przez skojarzenia od czapy.

    Wyzywam Was tutaj, pokażcie mi, że wiecie o czym mówicie, że nie jesteście tylko bezwiednym pudłem rezonansowym medialnej propagandy, że myślicie samodzielnie i macie elementarną orientację w polskich realiach politycznych.

    No dobra, czy my tu nie łamiemy tej ciszy wyborczej? Co za durny wynalazek, tak na marginesie.

    Sergiusz

  29. nameste said

    @Sergiusz:
    może zejdź nieco z tego wysokiego konia, boś się nadął do śmieszności, „wzywając” nas (ekhem, Nas), żebyśmy coś Ci pokazywali, dowodzili itd., a w szczególności zdolność naszą (ekhem, Naszą) do samodzielnego myślenia i niebycie nasze (ekhem) bezwiednym pudłem itd. Egzaminator, psiakrew, się znalazł.

    A przy okazji, z niezmierzonej skarbnicy tekstów patryjotycznych (na stronie polskajestnajwazniejsza.org:

    Polska jedna jest i naprawdę wszelkich ofiar warta. Zginął Jej Najgodniejszy Syn – Lech, więc kto pochwyci i poniesie do boju nasz sztandar biało-czerwony? Jeden jest tylko – ON, Jarosław Kaczyński – serc naszych Dzwon, najgodniejszy z najlepszych synów tej ziemi. Jego wynieśmy na Ojczyzny tron!!! Z Krwi Poległych niech wzejdzie zwycięski Plon!

  30. tekstowisko said

    @nameste

    Heloł po wiekach całych. Mojego wysokiego konia zostaw w spokoju i nie udawaj, że nie wiesz, że kpię, a nie że się nadymam. Inaczej pomyślę. że pamieć szwankuje u szanownego, albo że oto znalazł się kolejny po andsolu nadęty pouczacz czy inny stylizator, który okrutnie przecenia swoje pedagogiczne możliwości =)

  31. nameste said

    @sergiusz: i nie udawaj, że nie wiesz, że kpię, a nie że się nadymam

    Nie łapię się na te gry. Nie kpij, bądź szczery i poważny, skromny i zdobrąwolą. Aby krócej :>

  32. andsol said

    Wywołany imiennie zgłoszę się. W sprawie kolejny po andsolu nadęty pouczacz wiedz, że nameste jest przed andsolem, nie po andsolu, chyba że w tak niemiłej klasyfikacji zechce mi ustąpić miejsca. Poza tym stosujesz naraz całą piątkę polskich wad dyskusyjnych: motywy osobiste, samoobrona swymi wewnętrznymi walorami, nieprecyzyjność tez (o ile są w ogóle), męczenie dyskutantów wielosłownością i po nadęciu się aż do rozpuku ogłaszanie, że być może to nie było na poważne, a tylko prowokacja.

    Jeśli masz coś do powiedzenia, powiedz wreszcie.

  33. tekstowisko said

    @nameste

    Czepiasz się, jak zwykle zresztą. Za to zawsze Cię lubiłem i nadal lubię. A jajecznica zawsze smakuje wyśmienicie. Moglibyśmy co prawda porozmawiać na temat, ale nie wiem, czy masz chęć.

  34. tekstowisko said

    @andsol

    Pocieszę Cię. Nie jesteś sam. Wiele osób przed Tobą uznało, że jestem tak irytujący, że trzeba zastosować pouczenie, lub wręcz mandat wlepić. O kolegium nie wspomnę. Nie odpowiadam za Twoje zmęczenie moim stylem. Wystarczy, że nie będziesz mi pluł do zupy i nie będziesz udzielał rad, gdy Cię o to nie proszę, a może być nawet sympatycznie. Cierpliwości trochę. I wyobraźni też by się przydało więcej.

  35. andsol said

    Wiele osób […] Tobą uznało, […] że trzeba zastosować pouczenie, lub wręcz mandat wlepić. O kolegium nie wspomnę.

    Sergiuszu, wzruszyłeś mnie. Czy pozwolisz, że Twe Imię wkleję do listy cierpieli za Prawdę i Ojczyznę?

    Pełen podziwu, lecz bez zawiści, w półklęku

    andsol

    PS. To plucie do zupy jest chyba pożyczką z jakiejś innej bajki, prawda?

  36. tekstowisko said

    @andsol

    Zdaje się, że chcesz mnie wciągnąć w kogucenie i personalne spamowanie, choć obaj jesteśmy tu raczej gościnnie. Nie wchodzę w to. A teraz zrobię to, czego nie cierpi nameste.

    Pozdrawiam
    Serg

  37. Calmy said

    tutaj jak za starych czasów się dzięki Sergiuszowi zrobiło. Ale szanowny Sergiuszu: dlaczego nie ustosunkowałeś się do komentarza Nameste z 2:34 pm? Dla mnie osobiście bomba, ten cytat. To nawet nie jest Szowinizm, to mesjanistyczny bełkot od którego, gdybym nie była kobietą, to by mi opadł na zawsze. Bo inteligentny szowinizm jest przeważnie wynikiem politycznego cynizmu. Ten cytat dowodzi natomiast utraty zdrowych zmysłów w połączeniu z estetycznym holocaustem. Rozglądam się dookoła aby sprawdzić, czy to jeszcze Warszawa, 21 stulecie, niebieskie niebo, 24 stopni w cieniu, pokój od 65 lat, brak zagrożenia ze strony mających roszczenia dyktatur, wszystkie wskaźniki do góry, za nami (za większością z nas) 20 lat prosperity, Ci którzy pamiętają czasy gdy dniówka w Polsce nie wystarczała na cukier do kawy na Trafalgar Square, a Polak opuszczając kraj objuczony był puszkami aby nie umrzeć z głodu powoli wymierają powoli wymierają na emeryturze. A tutaj błotne okopy, krew, strzępy sztandarów, smród onucy, rękę urwało, trąby wzywają do boju oststniego w imię czci prezydenta który poległ śmiercią bohatera w targedii smoleńskiej, bój to jest nasz ostatni, hekatombę zagwarantuje tylko brat-bohater-spadkobierca, tylko on dzierży drzewce od sztandaru, nóż w zębach ma, krzyże w oczach, ranni rzężą, masakra.

    Co myśleć o kimś kto nam to robi? Co myśleć o kimś, kto przyzwala na takie robienie? I o tym kto daje się w ten sposób wybierać? Zarzucasz zwolennikom gajowego histerię. Ale co powiedzieć w takim razie o tym bogoojczyźnianym wariatkowie?

  38. tekstowisko said

    @Calmy

    Chyba się rozpędziłaś nieco i przeszarżowałaś. Bo przecież nameste manipuluje subtelnie, czyli w swoim stylu. Wrzucił cytat wyjęty z jakiegoś komentarza (Poniedziałek, 14 Czerwca 2010 | Marian) wklejonego na rzeczonej stronie, ale zapomniał dodać, że to nie jest wyjęte z manifestu Kaczora ani jego partii, tylko jest to komentarz dopisany przez przechodnia.

    Równie dobrze mógłbym zacytować dowolny komentarz pod artykułem na gazeta.pl i domagać się, byś mi wyjaśniła, co ma znaczyć ten komentarz, skoro on przecież wisi na stronie należącej do Agory.

    Uważny czytelnik dostrzeże, co ja osobiście myślę o tej całej post-demokracji. To jest wrestling dla ubogich, a nie polityka. To jednak nie przeszkadza mi dostrzegać pałkarzy po dowolnej stronie tego widowiska.

    Serg.

  39. najdrozsza said

    „Wrzucił cytat wyjęty z jakiegoś komentarza (Poniedziałek, 14 Czerwca 2010 | Marian) wklejonego na rzeczonej stronie, ale zapomniał dodać, że to nie jest wyjęte z manifestu Kaczora ani jego partii, tylko jest to komentarz dopisany przez przechodnia.”

    Sloganodawca sam w sobie rzadko bywa niebezpieczny, dopiero w towarzystwie przechodniów zaczyna mieć potencjał, Panie Serg. Nie wiem czy uznasz to za przejaw samodzielnego myślenia, czy też raczej manipulacji telemachowo-namestowo-andsolowej, ale mnie się wydaje, że o tym jest ten tekst. O przechodniach i co im się w głowach robi od nośnych hasełek. Tak że mnie się również wydaje, że nameste zacytował w kontekście i nie od rzeczy.
    Skąd w ogóle myśl,że ten cały tekst ma dokopać Kaczorowi?? Litości, świat jest nieco bardziej różnorodny.

  40. nameste said

    @”zapomniał dodać”

    Link jest dość wyraźny.

  41. tekstowisko said

    @najdrozsza
    Ty tak na poważnie? Uważasz że taki odjechany tekst, jak ten zacytowany przez nameste jest czymś więcej niż świadectwem braku kontaktu z rzeczywistością u jego autora? Że takie teksty stanowią zagrożenie dla kogokolwiek albo że one świadczą o „sloganodawcy”? Masz specyficzne poczucie humoru w takim razie.

    @nameste
    To prawda, jednak sposób zapodania tej cudacznej wypowiedzi, i w ogóle poddawanie takich cudactw pod rozwagę mam za niepoważne i obraźliwe dla inteligencji średnio rozgarniętego internauty. Że niby to czegoś dowodzi albo na coś ma wpływ? Bez jaj.

  42. nameste said

    To cudactwo prezentowane jest proudly (pomiędzy innmi) na stronie Komitetu Wyborczego Kandydata na Prezydenta RP Jarosława Kaczyńskiego, tak jakoś od dwóch tygodni. Nadużywasz słowa „manipulacja” i retorycznych okrzyków. Tak ogólnie: słaby występ, coraz słabszy.

  43. tekstowisko said

    Dodam jeszcze, zanim oddalę się stąd weekendowo, że powtarzaną tu przez kilka osób, włącznie z Autorem mantrę o tym, że tekst główny nie jest wcale anty-kaczorowy, mam za, wybaczcie dosadność, wciskanie kitu w biały dzień. Nie posiadam się ze zdumienia. Prawdę mówiąc, rzadko tu bywałem, ale wpadając po długiej nieobecności Gospodarza, miałem nadzieję spotkać otwarte na dyskusję towarzystwo. Tymczasem jak dotąd, poza barwnym przerywnikiem w wykonaniu Triariusa, widzę tu monoideowe towarzystwo wzajemnej adoracji i wsparcia we wspólnych uprzedzeniach. Słabo, coraz wsobniej, nameste.

    Serg

  44. Calmy said

    „(…)że tekst główny nie jest wcale anty-kaczorowy, mam za, wybaczcie dosadność, wciskanie kitu w biały dzień.”

    No to Sergiuszu wypadałoby chyba odkryć karty i wskazać miejsce w tekście, na podstawie którego wyciągnąłeś ten ciekawy wniosek. Ja przeczytałam i jakoś nie znalazłam, zatem proszę o pomoc.

  45. nameste said

    @Sergiusz: miałem nadzieję spotkać otwarte na dyskusję towarzystwo

    Andsol:
    „nie unoś się, unikaj frazesów i nie podnoś temperatury”

    „stosujesz naraz całą piątkę polskich wad dyskusyjnych: motywy osobiste, samoobrona swymi wewnętrznymi walorami, nieprecyzyjność tez (o ile są w ogóle), męczenie dyskutantów wielosłownością”

    Ale, oczywiście, to my (hm, kto właściwie) jesteśmy zamkniętym na dyskusję towarzystwem.

    Powyżej było z dobrą wolą. A tak normalnie: mniej ego, kolego.

  46. Andrzej Bieńkowski said

    @Sergiusz: w tekście nie ma ani jednego słowa na temat sympatii albo antypatii politycznych autora. To ty jako pierwszy zinterpretowałeś jego wymowę w ten sposób. Autor twierdzi, że tekst jest o mechaniźmie, o niebezpieczeństwie wynikającym z usamodzielniania się populistycznych i obsługujących rozmaite instykty sloganów. Ty wiesz lepiej. A pod koniec zamykasz dyskusję powołując się na oczywistość, której nie potrafisz wskazać i wykazać, a którą IMHO usiłowałeś wykreować. Pytanie Calmy wydaje się zasadne.

  47. babilas said

    Wygląda to na odwiedziny boksera w klubie szachowym. I te symptomatyczne narzekania, że w ogóle nie ma chętnych do sparringu, szachiści porządnie gardy nie potrafią postawić, praca nóg fatalna, a za zasłanianie łepetyny szachownicą to każdy sędzia powinien wyrzucić z ringu.

    Bywali już tutaj karatecy z psychiatryka24, więc szachiści sie nie powinni dziwić, że koń może się też kojarzyć z hippiką, goniec z redakcją, wieża z Paryżem, król z Sobieskim, a dama z klubem dla panów.

    Swoją drogą, tytuł “kustosz archiwum” w odniesieniu do Sergiusza i Tekstowiska jest cokolwiek nieadekwatny. Lepiej brzmiałoby “przedwcześnie emerytowany dyrektor cyrku w upadłości”.

  48. Abulafia said

    Moje przypuszczenia, co do ateizmu, potwierdzone; nie lubisz się żegnać. I chwała bogu. Urojonemu.
    Wejście genezą niemieckiego hymnu traktuję jako przeprosiny za chwilową izolację towarzyską.
    Wpis na czasie, kojarzący się bardziej z przymusowym wysłuchaniem ,,Gott erhalte…” w RPA niż kaczystowskimi paralelami z ,,uber alles”.
    Witam.

  49. mona said

    @babilas:piekne!

  50. najdrozsza said

    Pan jest zaczepny, Panie Serg.
    Nigdzie nie napisałam, że tekst świadczy o sloganodawcy, to zupełnie inny temat.
    Ja nie wiem czy to co zacytował nameste jest niebezpieczne, konkretnie to. Każde zachwianie równowagi włącza mi lampkę ostrzegawczą. Nie wiem skąd wiesz, bo ja nie wiem, do czego zdolni są ci, którzy głoszą takie nawiedzone frazy w sprzyjających okolicznościach. Bardzo upraszczasz, a świat jakoś, cholera, nie chce być prosty jak drut.

  51. tekstowisko said

    @babilas

    Witam posiłki sekty klubu szachowego! Mało do Was dociera, szanowni Państwo. Przypominacie mi miniaturkę zdechniętego tekstowiska czy innego poste restante, takiej piwnicy dla blogerów nieświadomych swej sekciarskiej mentalności. Jedyne co Wam zaliczam na plus, to to że zachowujecie resztki pozorów korzystając z przestrzeni blogowej dla pozornych wolnych elektronów, niezrzeszonych w żadnym blogowym kołchozie. Chwała! Niestety, charakterystyczna pogarda i agresywność wobec domniemanego barbarzyńcy, który wpadł w Wasze zacisze bezceremonialnie się wypowiadając, pokazuje jak na dłoni, że naprawdę jesteście kolejnym TWA pełnym niekoniecznie uzasadnionych aspiracji do elitarności. Miło mi jednak, że nieco ożywiłem Waszą Najjaśniejszą Kostyczność.

    Jeśli ktoś z Państwa miał przyjemność słuchać wczoraj pani Kingi Dunin, gdy to jawnie wyśmiała anty-kaczyńską histerię, której po większości tutaj jesteście wyznawcami (co wynika z Waszych wypowiedzi wprost), no to ja nie mam więcej odpowiedzi na znane pytania. Ani tym bardziej na nieznane. Czy jakoś tak.

    שלום

    Serg

    P.S. Jeszcze kiedyś tu wpadnę =)

  52. calmy said

    @Sergiusz:

    1.”Uważny czytelnik dostrzeże, co ja osobiście myślę o tej całej post-demokracji.”

    Zastanawiam się, z czego Pan wnosi, że powinno to być interesujące dla innych?

    2. „charakterystyczna pogarda i agresywność wobec domniemanego barbarzyńcy, który wpadł w Wasze zacisze bezceremonialnie się wypowiadając, pokazuje jak na dłoni, że naprawdę jesteście kolejnym TWA ”

    Byłby Pan uprzejmy wskazać fragment w mojej wypowiedzi dającej asumt do takiej oceny? Jestem zdziwiona. Jeśli nie uzyskam sensownej odpowiedzi, będę się czuła zmuszona nazwać Pana w sposób adekwatny do jakości pańskiego wkładu w dyskusję.

  53. yassa said

    Konnichiwa Telemachu,

    cieszę się bardzo, że znajduję Cię w zdrowiu i formie.
    A z Tobą, Twoje wytworne, acz lekko znudzone, towarzystwo.
    Spragnione najwyraźniej mocniejszych wrażeń.
    Choćby starcia full-contact z jakąś karateką.:)

    Tak spodobał mi się Twój tekst, że jeśli pozwolisz, pogubię się odrobinę w dygresjach.

    Właśnie wróciłem z wód.
    A konkretnie, z niegdysiejszego c.k.kurortu zwanego dziś Opatiją.

    Właśnie tam, w miejscowej tawernie, miałem ostatnio przyjemność przeżywania, w towarzystwie uroczych niemieckich letników, meczu futbolowego.
    Konkretnie klasyku; Niemcy – Anglia.

    Gdy przebrzmiał już ostatni gwizdek sędziego, cała nasza rozradowana piwna konsumpcyjność odśpiewała huczne i radosne; Deutschland, Deutschland über alles, Über alles in der Welt…

    Absolutnie bez żadnej żenady i wstydu.

    Następnego dnia, już po wytrzeźwieniu, konsumpcyjność owa, do tego stopnia nie odczuwała krzty wyrzutów sumienia, że moją sugestię, aby w ramach pokuty wytarzać się w gromadzie jeżowców, zbyła gromkim śmiechem.

    Może dlatego, że pieśń tę zaintonował autochton-gospodarz.
    Najpewniej Ustasz, więc życzliwy i przyjazny.:)

    Natomiast brytolski ćpun, z Twojej notki, choć uczynił to samo, to z pobudek, jak myślę, cokolwiek zaczepno-prowokacyjnych.
    Dostało mu się więc największą obelgą na jaka stać było równie naćpaną publikę.
    I bardzo dobrze.
    Nie Deutchsland a Intencje ponad wszystko.

    Jeśli zaś chodzi o Polskę, tę która dla 47 % jest najważniejsza, to przypomniała mi się depesza Michaiła Nikołajewicza Tuchaczewskiego wysłana, swego czasu, do Moskwy.
    Znalazłem ją w opasłym tomisku spadkobiercy założycieli cieszyńskich Z.P.C. „Olza”- niejakiego R. Pipesa.

    W meldunku swym Komarm nie może nadziwić się otumanieniu polskiej klasy robotniczej oraz włościan naszych:
    zaczadzeniem ich mózgów miazmatami nacjonalizmu; niepozwalającym im na zrozumienie nieśmiertelnej idei rewolucji proletariackiej, stojącym na drodze postępu, działającym wbrew logice dziejów i własnemu interesowi.

    Raczej taka paralela chodzi mi po głowie, bo naprawdę trudno odnaleźć mi się w Twojej.

    Jakoś nie mogę sobie przypomnieć kiedy to w naszych dziejach dokonaliśmy ludobójstwa milionów?
    Tych niby gorszych, bo nie naszych.

    To, że moja kobieta jest dla mnie najważniejsza, nie znaczy chyba, że tnę żyletką inną, lub obrabuję dla niej jubilera.
    A takie przypadki pewnikiem miejsce miały.

    Czytam tu też o jakiś zapalających się lampkach ostrzegawczych.
    Wykwintne towarzystwo, to i wrażliwe.:)

    Nie to co ja. Zdaję sobie sprawę, że trochę nie przystaję do niego.:)

    Gdyby u mnie, po każdej bzdurze znalezionej w necie, zapalała się lampka ostrzegawcza, to choinka w Rockefeller Center byłaby przy mnie ledwo widocznym światełkiem w tunelu.
    Jak perspektywy naszej fasadowej, póki co, demokracji.:)

    Sayonara!
    Pozdrawiam serdecznie

    yassa

  54. Panie Telemachu,

    cieszę się bardzo, że się Pan odnalazł, bo chodziły słuchy, że stało się Panu coś niedobrego, i to nie w sensie wirtualnym. Jako że człowiek, prawda, najważniejszy, wszcząłem nawet akcję nasłuchową, żeby nie spóźnić się na ponowne przejawy Pana jednak obecności, co nie przeszkodziło mi przybyć tu (wszystko na to wskazuje, choć kto to wie) na szarym końcu.

    Z tekstu mało rozumiem i miałem w trakcie jego lektury tylko jedno uświadomione zastrzeżenie. Mianowicie, źle Pan — Panie Telemachu — potraktował genialnego kompozytora Haydna, między wierszami zarzucając mu, że ten wykorzystał był wpadającą w ucho melodię kilka razy w różnych miejscach. Co w Haydnie najlepsze, to bowiem właśnie przetworzenia! Nie można czynić mistrzowi zarzutu, gdy posługuje się trudną sztuką komponowania, czyniącą z niego nie grajka, ale muzyka. To na marginesie.

    Jeśli chodziło Panu o dyskusję na temat opozycji państwo — jednostka i co w tym układzie „najważniejsze”, to rzecz jest postawiona wzorowo. To temat klasyczny. Liberalizm, komunitaryzm, wolność, kolektywizacja, patriotyzm — nie ma tu nic śmiesznego, o wszystkim można sensownie rozmawiać (może nie ze wszystkimi, ale to inna sprawa). Tym samym nie przypisuję Panu chęci przypochlebienia się niskim instynktom politycznym, tak przecież częstym w okresie wyborczym, które potrzebują wykrzyczeć swój sprzeciw czy zaangażowanie, wulgaryzując dobrze zarysowany przedmiot badania. Szkoda, że Pana stali bywalcy (w duchu nazywam ich Wojtkami Mazowieckimi, od słynnego wywiadu R. Mazurka w dodatku do „Rzeczpospolitej” z 25.6.10) podążyli w te irracjonalne rejony, z których przecież nikt choćby średniomyślący nie może wrócić bez poczucia absmaku. Niech Pan pomyśli ile tracimy, strzelając do siebie z kapiszonów. Wiem co mówię, a mówię, bo jestem zdania, że trzeba się zmieniać, iść ku, prawda, dobremu. Choć kto zapewni, czy nie jest to podstęp i szyderstwo.

    Krótko mówiąc, pozdrawiam, Panie Telemachu, ciesząc się, że wszystko w porządku i po staremu.


    http://www.rp.pl/artykul/365403,499258_Dzieje_sie_tak_wiele_dobrego.html

    http://atrium.tkm.cc/referat/node/74

  55. telemach said

    Yassa, dziękuję. Swietny komentarz. To (dla niezorientowanych) NIE JEST ironia. Komentarz zasługuje na uwagę, przemyślenie i (staranną) odpowiedź. Ta nadejdzie w późnych popołudniowych.

    również pozdrawiam
    t.

  56. telemach said

    @yassa:

    muszę przyznać, że Twój komentarz wprawił mnie w pewne zakłopotanie. Uprzytomnił mi bowiem niebezpieczeństwa wynikające ze skrótów myślowych. Jednym z tych niebezpieczeństw jest zagubienie proporcji. W tym wypadku pomiędzy wyjątkiem i regułą.

    Moje doświadczenia z Niemcami i Niemcami to ostatnie 30 lat. Przed 30 laty (dokładnie) postawiłem po raz pierwszy nogę na niemieckiej ziemi. Spędziłem zatem w tej niemieckiej rzeczywistości trochę czasu (z dłuższymi przerwami na inne kraje, ale zawsze w rozkroku i wracając. Po tych 30 latach mój stan wiedzy na temat: „jacy są Niemcy?” da się wyrazić jednym słowem: różni. Tak jak Polacy, Rosjanie, US-Amerykanie, Ukraińcy lub Zulu. Wariaci i wręcz przeciwnie, konformiści i radykałowie, ludzie pozbawieni humoru i obdarzeni nim ponad miarę. Spokojni i agresywni, dobrze zorganizowani i rozlaźli. Pod jednym względem przypominają mi (ale może to wynik osobistych doświadczeń) nas. Nigdzie poza Polską nie spotkałem tylu ludzi nie znoszących swych rodaków i domniemanych cech wyznaczających ich charakter narodowy. Niemiec przed sobą i swą niemieckością uciekał. Nie każdy – ale większość. Koniec wstępu.
    __________

    Potrafię sobie doskonale wyobrazić opisywaną przez Ciebie sytuację. Jaka szkoda, że nie napisałeś skąd (z jakich okolic Niemiec) oni pochodzili, jakimi językami władali i co zagnało ich tam, a nie gdzie indziej. Ponieważ Opatija, to przypuszczam że byli to głównie Niemcy, którzy z przyczyn nostalgiczno-emocjonalnych wybierają sobie kraje byłego obozu. Znam ten gatunek. Jest on nieprzystawalny do niemieckiej średniej (podobnie jak chicagowskie Jackowo nie wyznacza średniej polskiej). Wolf B., ceniony przez mnie pieśniarz i poeta, powiedział mi o nich kiedyś, że to biedni ludzie. Nie tylko nie przeprowadzono u nich i na nich destalinizacji, ale nawet o denazyfikacji zapomniano uznając ich ciurkiem za ofiary złego nazizmu na podstawie miejsca zamieszkania w (byłym już na szczęście) NRD. Tak ,że tylko walenie w mordą przez trzy pokolenia chyba pomoże. Naprawdę tak powiedział o swych braciach i siostrach z NRD, a było to w połowie lat 80-tych.

    Mało o tym wiadomo w naszym kraju, ale Stasi została sformowana w znacznej części z byłych agentów gestapo. Jeszcze mniej znane są ostatnie słowa Ernsta Thälmanna, który przed śmiercią miał z żalem powiedzieć: „oddajcie mi moje SA”! Jego Rotfront jakoś nagle, z dnia na dzień, się w tej SA rozpuścił. Z taką samą łatwością gorliwi naziści przefarbowali się potem w NRD na gorliwych stalinistów miłujących bratnie narody pod przewodem najukochańszego narodu. Chętnie dostarczę linków, jest bogata literatura na ten temat.

    My widzimy Niemców przez pryzmat naszych doświadczeń z nimi jako groźną masę, przez pryzmat naszej zbiorowej pamięci. Ja obserwowałem ich przez lat 30 i mogę Cię zapewnić, że z moich skromnych obserwacji wynika ponadprzeciętna odporność (dzisiejszych) Niemców na wszelaki nacjonalizm. Tak jakby przeszli chorobę zakaźną i mieli teraz przeciwciała. Do ostatnich Mistrzostw w piłkę, wywieszenie flagi narodowej uznawane było za aberrację i skłonność do emocjonalnej niedojrzałości. A jak zaczęto wywieszać, to towarzyszyła temu dyskusja w prasie czy to tak wypada. Niemcy pozbyli się wszystkiego co zatrącało (nawet z daleka) patriotyzmem – kuchni (jest obecnie międzynarodowo/śródziemnomorska), muzyki popularnej(króluje w większości anglojęzyczna), języka (potoczny został przesycony anglicyzmami w stopniu niebywałym). Można to ciągnąć w nieskończoność przeskakując od jednego łatwego uogólnienia do drugiego. Na pewno też znajdą się wyjątki, zakątki na prowincji gdzie jest inaczej. Nie próbuję nawet tutaj wartościować i zastanawiać się, czy jest im z tym gorzej, czy lepiej. Gdy te 17 milionów Niemców ze wschodu przyłączyło się do właścicieli marki zachodniej, ci byli (po początkowej euforii) w większości przerażeni. Bo dogoniła ich nagle przeszłość, o której sądzili, że dawno już przeminęła. Nagle pojawili się jacyś źle ubrani osobnicy jedzący klopsy i parówki, spragnieni niemieckich szlagierów i koniecznie pragnący śpiewać hymn państwowy przy każdej okazji. Najlepiej z pierwszą zwrotką. Zgroza!

    Mogę Cię jednak zapewnić, że zostali oni w znakomitej większości zasymilowani. Mówią „cool” i „gross” zamiast „alles klar”, jedzą hamburgery i pizzę zamiast soljanki z bratwurstem, spóźniają się jak każdy przyzwoity człowiek i nucą angielskie hity z saksońskim akcentem. Wywijają po meczu niemiecką flagą i ściskają się z gościem wywijającym flagą grecką, chorwacką lub turecką. Jeszcze przed 20 laty nie do pomyślenia. Idą wspólnie na kebab zamiast spalić kebabobudkę, najlepiej wraz z siedzącym w niej Turkiem (przed 20 laty nieomal norma). Zmieniło się.

    I to wszystko na niemieckim wschodzie, który jeszcze przed 20 laty uchodził za dziki i niemożliwy do ucywilizowania. Przemieszało się. Zostali ostatni Mohikanie starego ustroju, pojedynczy niepoprawni frustraci kompensujący brak perspektyw i osobistego sukcesu uniesieniem patriotycznym, które większości raczej niezbyt się kojarzy.

    Wierzę Ci, że to co zobaczyłeś mogło Cię zastanowić i nijak nie przystawać do tego co tu znalazłeś. Wyciąganie jednak na podstawie swego przeżycia wniosków na temat „jacy są naprawdę ci Niemcy” jest karkołomne. To tak jakby w Warnie spotkać delegację 50-latków z SLD i słysząc jak przy ognisku i piwie intonują wyuczoną na wieczornicach ZMS-u pieśń pt. „Bandera rosa” – uznać, że Ci Polacy to dalej wszyscy zamaskowani komuniści.

    Umówmy się, że moje doświadczenia wskazują na to, że spotkałeś wyjątek potwierdzający regułę. To się naturalnie może zmienić (jak szybko, przekonaliśmy się naocznie po katastrofie pod Smoleńskiem). Ale na razie (raczej) nic na to nie wskazuje.

    A przykład z Tuchaczewskim dobry. Również dlatego, że został zlikwidowany na polecenie wielkiego patrioty i twórcy pojęcia „wielka wojna ojczyźniana”. Tak na marginesie. Dobry przykład. Ale już niezbyt aktualny. Trochę się ten świat zmienił. Z czym mi, szczerze mówiąc, dobrze.

    Pozdrawiam
    t.

  57. kwik said

    @ referent Bulzacki – w pewnych kręgach wywiad Mazurka z Wojciechem Mazowieckim jest już może słynny, ale inne kręgi mogą się dziś tylko odbić od pejłola (ang. paywall), bo dostęp do artykułu jest płatny; co gorsza nie można go ot tak sobie wykupić esemesem, bo Rzepa każe się wpierw poddać upokarzającej procedurze rejestracyjnej. Mniejsza z tym.

    Idźmy ku dobremu.

  58. cmss said

    Solidne mlaskanie nad potrawą słychać, chciałoby się rzec Brzeziński rację miał, niestety, ale niestety.

    Trzeżwo zauważyłeś, że pierwsza zwrotka istnieje, więc podsuwam słowo [b]virtualnie[/b], ono ciekawe znaczenia ma. Istnieje, nie istnieje, robi, nie robi, zwiężlej: może. Powinieneś je polubić, faktycznie od dawna masz na końcu języka. Lem gdy o smokach pisał dla przykładu, gdybyś mial problem. A co do młodzieży to obecnie Sun Tzu czyta, virtualnie oczywiście :).

    By nie zanudzać tylko co do stwierdzenia „Trochę się ten świat zmienił” się odniosę: [i]Nie mamy problemu z wizerunkiem, lecz z rzeczywistością[/i], virtualną of course. Twoje teksty często mogą służyć jako przykład.

  59. babilas said

    kwik:

    No właśnie to mnie napawa lekkim niepokojem, że pewne kręgi są tak zaangażowane ideowo, że nawet nie odstrasza ich upokarzająca procedura rejestracyjna i prospekt wydania kasy. W porównaniu z nimi, te inne kręgi będą zawsze rozmemłane, pogubione w dygresjach, rozdarte jako ta sosna u Żeromskiego i pełne wątpliwości. A tam zawsze Die Reihen fest geschlossen (tak w nawiązaniu).

    W tak zwanym „luźnym apoprosie” cytat skądinąd:

    Miałem okazję poznać osobiście niewielu publicystów prawicowych, ale ci, których poznałem, jeździli zdezelowanymi sztruclami i prosili żonę o pieniądze na jedną puszkę piwa. Nie piszę tego z pogardą, lecz z podziwem: ci ludzie chcą żyć z idei, która, powiedzmy, trawi ich dusze apokaliptycznym ogniem. Nie pójdą na etat jak żona, bo będą mieć mniej czasu na Sprawę. Jeśli walka o Sprawę nie przynosi kasy, trudno, będą biedować. Ich marzenie to sytuacja, w której wydawane przez nich ideowe czasopismo czy prowadzony przez nich portal poświęcony przyniesie dochodzik niewielki, ale wystarczający na zaspokojenie potrzeb bytowych swoich, kolegi, dwóch kolegów kolegi i niewielkiego zespołu redakcyjnego (zaspokoić na długie lata, ma się rozumieć, z dodatkowym uwzględnieniem wielodzietności ideowców). I kiedy już prawie osiągają to marzenie, kiedy pojawia się realna kasa, wtedy z naszymi ideowcami dzieje się czasem to, co z normalnymi ludźmi w układach biznesowych: na momencik wychodzą z nich wilki, następuje krótki pierdolnik o zdobycz, po czym jedna grupka zostaje z pogryzionym ochłapem, a druga odchodzi zakładać kolejne ideowe pisemko na rozruchu czy portal z widokami na przyszłość. I tak się to kręci.

  60. kwik said

    @ babilas – jakoś nie wierzę, żeby ktoś w ogóle czytał Rzepę online za pieniądze.

    Ideowa prawica też ma jednak poważne problemy ze zwieraczem szeregów. Wyglądają na zwartych, bo widzimy ich jako bliźniaczo podobnych, jednakowo bezrefleksyjnych, tak samo dogmatycznych. A jednak nawet subtelne różnice w dogmatach połączone z absolutną bezkompromisowością stają się w zbliżeniu przeszkodą nie do pokonania. Wznoszenie flagi im się udaje, zwieranie szeregów już nie. A jeszcze dochodzą przerosty ego i niedobory roztropności.

    @ cmss – no wiem, ale to jest przecież nieuczciwe i nawet nie wypada się przyznać.

  61. cmss said

    @kwik
    grab nagrabione nieaktualne znaczy?

    Jestem za http://wo.blox.pl/2010/05/Liberal-ktory-zmadrzal.html

  62. kwik said

    @ cmss – ja w sumie czasem też, ale ponieważ mamy tu akurat do czynienia z wywiadem, w którym błyskotliwy prawicowy Mazurek ośmiesza znacznie mniej błyskotliwego Mazowieckiego, więc należy zachować się szczególnie godnie i dostojnie. A dzięki polityce Rzepy tego wywiadu praktycznie nie ma, wręcz nie było:)

  63. –>Kwik

    Ta „upokarzająca” procedura rejestracyjna to jest chyba raczej opinia. Mnie ona [procedura] nie upokarza. Przyjmuję te warunki dostępu do materiałów Rzepy, bo są własnością Rzepy. Co w tym upokarzającego? Jakieś intencjonalne działanie, żeby poniżyć czytelnika? Spisek? ;-)To w ogóle dobre słowo, to „upokorzenie”?

    Za to relacja Mazurek — młody Mazowiecki, moim zdaniem, to nie jest kwestia „błyskotliwości”. Nie, nie ma tak łatwo. Zwekslowanie sprawy na ociężałość intelektualną eksperta Fundacji Batorego i zarazem gwiazdę Agory jest chyba lekkim tuszowaniem istoty sprawy. Powiedziałbym, Panie Kwiku, że ten wywiad pokazuje postrzeganie rzeczywistości; dosyć charakterystyczne dla podziałów politycznych ostatnich lat, tego przełamania, które potwierdziły ostatnie wybory prezydencie. Odpowiedzi Mazowieckiego nie były takie złe, zresztą proszę w wolnej chwili spróbować odpowiedzieć lepiej. Da się, bez popadania w sofizmaty?

  64. yassa said

    Telemachu,
    tym zakłopotaniem, to muszę Ci się zrewanżować.
    Trochę w tych Niemczech bywałem (miałem nawet przyjemność popracować z kolegą Wolfa B., najzdolniejszym uczniem Bertolda B., Achimem F. i jego Ensamblem), więc to co piszesz nie jest dla mnie całkowitą nowością.

    Tym niemniej dziękuję, choć… jakbyśmy się trochę nie zrozumieli.

    Moje wakacyjne wspominki nie są w żadnym wypadku odbiciem retorycznej piłeczki:
    Ty we mnie publiką rockową, to ja w Ciebie kibicami Fussball***mannschaft’u.
    National – jak widzisz – taktownie wygwiazdkowałem.:)
    Nic z tych rzeczy.

    Występem adriatyckiego chóru nie tyle byłem zdegustowany, co rozradowany.
    Bo w końcu, co jak co, ale triumf nad Anglią w pełni usprawiedliwiał brawurowe odśpiewanie pierwszej zwrotki.
    Nieprawdaż?:)

    Moich letnich zachodnich kolegów odebrałem trochę jak Hubercika na imieninach u cioteczki Zosi.
    Ujmująco uprzejmego, dobrze ułożonego, wystrojonego, z równie przyczesanym przedziałkiem, który w chwilę po wyjściu z salonu głośno i z ulgą beka. Uśmiechając się przy tym szelmowsko.

    Normalne to i zdrowe, bo on wcale nie jest znowu takim aniołeczkiem, za jakiego ma go ciocia.
    Tak naprawdę, między nami mówiąc, aniołków to chyba w ogóle nie ma?:)

    To że Niemcy wstydliwie pomijają początek hymnu i z pewną taką nieśmiałością wywieszają swoje flagi świadczy tylko o tym, że trauma jeszcze trwa.
    To zaprawdę godne jest i sprawiedliwe.

    Zapewne, Ty tak jak i ja, znasz wiele otwartych społeczeństw europejskich, w których na co dzień ogródki i domy zdobią barwy narodowe.
    A członkowie tych społeczności bez żadnych skrupułów wykonują pieśni wysławiające swoją własną wspaniałość, niepowtarzalność czy nadzwyczajność.

    I nikt tam, przy zdrowych zmysłach, oczywiście – nie odważy się wyrazić opinii, że są to społeczeństwa szowinistyczne.

    Najwidoczniej nie każda ziemia wydać może Wojtka Mazowieckiego.:)

    Pewnie zdążyłeś się już zorientować, że mam małą słabość do Wandei.
    Jeśli już coś ma mnie niepokoić, to raczej wprowadzanie w życie pięknych i postępowych utopii.
    Bo to zazwyczaj źle się kończy.

    Co, w dzisiejszych warunkach, wcale nie znaczy, że jestem wrogiem choćby wielokulturowości.

    Jeśli już, to raczej jestem przeciwnikiem unifikacji i uniformizacji, pod każdą postacią.

    Jestem łagodnym przeciwnikiem, w granicach prawa:), zatracania odmienności i bogactwa przez tworzenia tandetnej monokultury.

    Uwidacznia się ona wyraźnie, gdy np. w miejsce eleganckiej i w miarę bogatej w słownictwo angielszczyzny wchodzi zawierający ok. 1000 słów barbarzyński globish.
    Upraszczający do granic gramatykę wraz z ortografią.

    A wracając do Niemiec.
    Jeśli już jestem w Bawarii, to większą przyjemność sprawi mi panienka, która po rzuceniu tradycyjnym „Grüss Gott” poda mi Spiessbraten z kapuchą oraz kuflem piwa, niż ta sama ślicznotka, stawiająca na moim stoliku big maca z colą. Po najuprzejmiejszym nawet i najzalotniejszym „hellooo”.:)

    Nawiasem mówiąc; niezmiernie bawi mnie wojujący ateista, z klapkami dorożkarskiej kobyły na oczach, który na sam dźwięk słowa „Gott” potrafiłby rzeczonym piwem zlać na sobie wdzianko.

    Tak więc cieszy mnie, gdy widzę, że Ty masz ociupinę inne spojrzenie niż ja.
    Cieszy, tak jak cieszy mnie każda odmienność.

    Pozdrawiam serdecznie

    Ps.
    Ci moi Niemcy, co powinno budzić małe zdziwienie, są Berlińczykami z Charlottenburga.
    Choć skąd i kiedy tam przybyli, pojęcia nie mam.
    Nie ma zatem możliwości potwierdzenia Twojej tezy, choć też nie ma i takiej potrzeby, bo nie sposób mi się z Tobą w tej kwestii nie zgodzić.

  65. cmss said

    @referent Bulzacki
    pokazuje postrzeganie rzeczywistości dwuznaczne trochę. Pokazuje komuś czy wyjawia własne? Wywiad zdaje się sugerować pierwszą możliwość, z drugiej strony, jeżeli wierzyć Vonnegutowi…

  66. kwik said

    @ referent Bulzacki – Mazowiecki jest jednak bardzo słaby, proszę spojrzeć w okolice drugiego becikowego, plącze się tam coraz bardziej i w końcu zaczyna się mazać. To jest nokaut. Mazowiecki ma pewnie rację, PiS hamował modernizację. Ale to jednak trzeba umieć uzasadnić, podać przykłady.

    Nie wiem, nie znam się na polityce, na mnie Kaczyński robił fatalne wrażenie swoją niestabilnością psychiczną, katastrofalną polityką kadrową, kasowaniem wszystkich facetów mających własne zdanie. Złotousty Dorn określił to zwięźle: „sułtan i jego eunuchy”. Liczni zdrajcy z PiS-u zawsze krytykowali celniej niż idiosynkratyczne i irracjonalne „Wojtki Mazowieckie”, więc PiS-owska propaganda starała się raczej eksponować głosy tych drugich (nie piję tu do Mazurka). Przecież im też było na rękę istnienie antypisowskich histeryków, więc bynajmniej nie próbowali ich uspokajać. Wręcz przeciwnie.

  67. telemach said

    @yassa:

    co tu dużo mówić: z radością przeczytałem. Dyskutowanie z ludźmi posiadającymi identyczne poglądy do naszych jest pozbawione sensu.

    A z tą różnorodnością to jest dziwna sprawa: (kiedyś) gdy ze zdziwieniem odkryłem, że Niemcy jednak nie różnią się specjalnie od reszty ludzkości przywitałem tę rewelację z radością graniczącą z ulgą. Ich zatracająca się i zacierająca tożsamość była mi o wiele milsza niż nasze kolektywne wspomnienie o tym, jacy wyjątkowi mogli byli być w odpowiednich warunkach. Tak że milszy był mi jakoś Niemiec kosmopolita wcinający pizzę do (dajmy na to) Boba Marleya, niż wessany z mlekiem matki (mówię o sobie) nordycki typ z krzyżem żelaznym pod szyją nucący Wagnera do rolady wołowej ze szpeclami.

    Przyznaję ze wstydem: generalnie też bardziej lubię różnorodność, ale tu mi się zrobił jakoś mimo woli wyjątek. Do dzisiaj nie wiem skąd ta ulga. Ale była i nadal jest.

    A co do Niemców z Charlottenburga to ja mam znów odmienne doświadczenia i co zrobisz. Nieopodal Savignyplatz (samo serce Charlottenburga) znajduje się moja ulubiona kawiarnia. Lubię to miejsce, bo można tam dostać zaserwowane śniadanie o północy, w dowolnej porze można je tam dostać. Otóż na parterze tej dwupiętrowej, (i w pewnym sensie) kultowej kawiarni, znajduje się salka gdzie klienci, bywalcy i załoga w niesamowitym tłoku ogląda mecze piłki nożnej, gdy są jakieś mistrzostwa (jak teraz). Taka tradycja. Gdy gra reprezentacja Niemiec, nieomal zawsze (to już też tradycja) kibicują żarliwie drużynie przeciwnej. Szczególnie gdy ona z jakiegoś małego i egzotycznego kraju. Z tego powodu też lubię to miejsce.
    Tak to już chyba jest, że każdy dostaje od życia to czego szuka. Ja np. ciągle mam do czynienia z takimi Niemcami jak powyżej. Pańscy śpiewają pierwszą zwrotkę z podkreśleniem wyższości ponad wszystko. Wolę moich.

    To chyba oczywiste że pozdrawiam, proponuję jednak na przyszłość, żebyśmy się wciąż nie pozdrawiali, bo się z tego zrobi nic nie znaczący rytuał.
    t.

  68. rysberlin said

    doswiadczenie yassa z wakacji i jednoznacznosc obserwacji
    telemacha z nie bedacego miara rzeczy serca berlina, pogonily mnie do
    wykonania kilku telefonow z jednym pytaniem; Czy znasz zwrotke i czy spiewasz jezeli znasz. Odpowiedzi wszystkie : NIE. Moze przez wzglad na obcokrajowca?
    Tez nie, powiedzialo dziecko jedno i drugie, swiadkowie moich staran.
    Moze znamy takich (jak telemach ) niemcow jakich chcemy?

    moze

  69. yassa said

    Telemachu,
    widzę, że nabyłeś w pakiecie Eisernes Kreuz, Wagnera i roladę wołową.

    Czyżby ta nieszczęsna rolada mogła spowodować aż tak wysokie zadzieranie nóg przez maszerujące bataliony?
    A Wagner budził aż tak imperialno-krwiożercze instynkty, że z ulgą zamieniasz go na pacyfistycznego Marleya?

    Mogę się mylić, ale coś mi się wydaje, że ten Twój wyjątek od deklarowanej akceptacji różnorodności może się brać z pewnej dozy obaw lub nieufności, wypływający właśnie z traktowania różnych aspektów niemieckiej tożsamości monolitycznie.

    Jeśli chodzi o Charlottenburg, to nasze doświadczenia niczym się nie różnią.
    Przecież napisałem, że odśpiewanie przez jego mieszkańców wiadomej zwrotki może budzić zdziwienie.:)

    I tu kolejna futbolowa dygresja:

    Zdarzyło się kilka lat temu w Marsylii, podczas meczu Francja-Włochy, że kibice francuscy Marsyliankę potraktowali buczeniem i gwizdami.

    A nie byli to żadni kosmopolici, przeciwni nacjonalizmom, manifestujący w ten sposób sprzeciw wobec państwa narodowego, demonstrujący swoją otwartość oraz entuzjazm dla społeczeństwa wielokulturowego.
    Wręcz przeciwnie.
    Hymn zagłuszali śniadolicy nowi obywatele, przybysze z Maghrebu; zaskorupiali w swojej tożsamości… że hej, przedkładający własne tradycje i własną kulturę nad zastaną.

    Tak więc różnie to bywa z tym kibicowaniem.:)

    Dobra nie pozdrawiam, ale z bólem, bo nie należę do burzycieli konwencji i rytuałów.
    Raczej do tych dla których rytuał stanowi jakąś wartość.:)

    yassa

  70. yassa said

    Rysberlinie,
    wobec Twoich starań (dzięki) czuję się w obowiązku przedstawić Ci małe wyjaśnienie.

    Nie mam powodu spierać się z Telemachem, czy Niemcy śpiewają ten kawałek czy nie.
    Bo podobnie jak i Ty wiem, że nie śpiewają, a że trafiło mi go się usłyszeć, to fakt.
    Zaskakujący zbieg okoliczności. Nie będący, co do tego nie ma sporu, regułą.
    Pewnie bardziej niż ja poruszeni tym faktem byliby sami Niemcy.
    Mnie on tylko rozśmieszył.

    I tyle.

  71. Torlin said

    Ooooooooooo, Telemach się zjawił bez słowa wyjaśnienia. Jest już późno, przeczytam jutro, dzisiaj tylko melduję swoją obecność.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: