Pozory idiotyzmu. Idiotyzm pozorny.

Luty 16, 2010

Nie, nie wszystko co z pozoru wydaje się idiotyzmem, musi nim również być. Czasem rzecz jest bardziej skomplikowana niż to się z początku wydaje.

Powtarzaną do znudzenia maksymę „czas to pieniądz” wypowiedział jako pierwszy (po angielsku) Benjamin Franklin w 1748 roku. Tak, tak, ten Benjamin Franklin. Nieważne z jakiej okazji i komu to powiedział, nie będziemy się rozdrabniać. Kto ma ochotę, niech sprawdzi. Efektowny komunał wczepił się zębami i pazurami w korę mózgową następnych pokoleń, podobno byli nawet tacy, którzy naiwnie sądzili, że to prawda.

Otóż nie. Powiedzmy sobie uczciwie: czas i pieniądz to zupełnie odmienne zjawiska. Przekona się o tym każdy, kto ufając obiegowej mądrości spróbuje używać ich zamiennie. Np. oferując jako ekwiwalent zapłaty za dowolne dobra doczesne dowolną ilość czasu. Trywialne, ale przekonuje. Czasu nikt (jako środka płatniczego) nie chce. Z drugiej strony, za naiwne uznać należy próby przyjemnego spędzenia określonej kwoty. Wydać można. Spędzić nie. Nie da się i już. W sugestii, że powiedzenia nie należy brać dosłownie – chyba coś jest.

Gdy zeskrobiemy z komunału warstewkę sreberka, ukaże się jednak druga, o wiele bardziej interesująca warstwa. Zarówno w przypadku czasu jak i pieniądza istnieją (przynajmniej od momentu wymyślenia FIAT-money) poważne wątpliwości dotyczące ich rzeczywistego istnienia. Zdefiniować też trudno, powszechnie obowiązującej i jednoznacznej definicji pieniądza (wbrew pozorom) nie posiadamy. Z czasem jest raczej podobnie. Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku, mimo sążnistych bibliotecznych zwałów, nie rozumiemy istoty zjawiska. Nadal aktualna pozostaje bezradność wyrażona przez św. Augustyna w jego Confessiones: „Czas, czym jest czas? Gdy mnie nikt nie pyta – wiem. Gdy próbuję wyjaśnić temu, który mnie pyta – nie wiem.”

Kropotkin, wpadłwszy w poważne tarapaty, odkrywa że brak pieniędzy nie przekłada się automatycznie na brak czasu. Wspominając miniony finansowy dobrobyt próbuje pożyczyć kilka spokojnych chwil od licznych niegdyś przyjaciół. Nie jest to proste, co utwierdza go w przekonaniu, że również powiedzenie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” można o kant. Rozbić.

Odpowiedzi: 44 to “Pozory idiotyzmu. Idiotyzm pozorny.”

  1. andsol said

    Więc to nie Kropotkin jest autorem maksymy: jedyny kłopot w byciu biednym to ten, że to zajmuje cały czas?

  2. telemach said

    @andsol: Nie. Nie będziemy się stroić w cudze.

  3. futrzak said

    hm.. how about that: czas to miara zmian tj. tego jak predko zachodza dane zmiany.
    Do mnie osobiscie nie przemawia definiowanie czasu jako kolejnego wymiaru (zgodnie z fizyka relatywistyczna).
    Byc moze czas jako taki to wytwor ludzkiego umyslu – sposob, w jaki nasz umysl postrzega otaczajacy swiat.
    Czasu przeciez nie doswiadczamy w zaden inny sposob, jak za pomoca obserwacji zmian. W tym wypadku zreszta, gdy nie ma materii (np. wyimaginowany stan przed big-bangiem), nie bedzie tez czasu, bo niby co ma sie zmieniac i gdzie jest obserwator?

  4. telemach said

    Futrzak, ale tak z ręką na sercu: potrafisz sobie wyobrazić „nic”? Zupełnie nic? Stan, w którym niczego nigdzie nie ma, nawet „nigdzie” jako pojęcia nie ma? I czy to „nic” – które dla mnie jest niewyobrażalne – może (wobec braku obserwatora) nie zaistnieć?

  5. futrzak said

    telemach:
    wyobrazic oczywiscie nie umiem – tak mamy skonstruowane umysly, ze sie nie da. Z drugiej strony mozemy o czyms takim – niewyobrazalnym – pomyslec.

    Cala filozofia kręci sie wobec bytu i niebytu i jedyne co da sie napewno o owych dwoch pojeciach powiedziec to to, ze (za Heglem) byt jest, a niebytu nie ma.
    Koniec.

    Nie wiem czy w ogole warto sie zajmowac czyms takim. ostatecznie jestesmy tworami pochodzacymi ze swiata materii i energii, nie mamy ani mozliwosci ani sposobu na doswiadczenie czegos, co poza materie i energie wykracza. Nawet w sposob posredni.
    To, ze mozemy sobie sam koncept jakos tam okreslic/zdefiniowac nie oznacza jeszcze, ze on istnieje (no, w pewnym sensie istnieje jako obiekt POMYSLANY).

  6. andsol said

    potrafisz sobie wyobrazić “nic”? Zupełnie nic? Wiedziałem, że wcześniej czy później podasz swój dowód istnienia boga (bogów?) Wszyscy bawiący się filozofowaniem tak kiedyś kończą.

  7. futrzak said

    andsol:
    nie wszyscy, ja tak nie skonczylam :-P
    aczkolwiek musze przyznac, ze studiujac jeszcze, bylam wielkokrotnie okreslana mianem „sceptyka” co w ustach wielu bylo okresleniem pogardliwym ;)

  8. M said

    [i]Do mnie osobiscie nie przemawia definiowanie czasu jako kolejnego wymiaru (zgodnie z fizyka relatywistyczna).[/i]

    Mnie też zastanawia, czym jest własciwie ten „wymiar”? (w sensie rzeczywistym, nie czysto matematycznym) Szczególnie, że czytałem gdzieś o niektórych teoriach fizycznych, które mówią, że w dużych skalach może być więcej wymiarów niż w małych, albo istnieć ułamkowa liczba wymiarów.

  9. nameste said

    Ciekawy jest natychmiastowy odwrót od połowy zagadnienia więcej niż połowy dyskutantów. Być może teza o nieistnieniu pieniędzy jest nazbyt absurdalna, albo, przeciwnie, boleśnie oczywista.

    PS Parmenides (nie Hegel), btw, zdumiewająca jest kariera tej uwikłanej (wzajemnej) definicji.

  10. andsol said

    @nameste: a cóż w tym dziwnego? Nie pamiętasz porzekadła bój się Boga?

  11. telemach said

    nameste, trafne. Teza o nieistnieniu pieniędzy napawa lękiem. Oznaczałoby to koniec świata takiego jaki znamy. I znowu jesteśmy przy „wielkim niczym” bo alternatywy nie potrafimy sobie wyobrazić. Może nam się wydawać, że możemy – ale jak przyjdzie co do czego…

  12. telemach said

    Zgasłem na dzisiaj. Andsol przewidział. Dobranoc państwu.

  13. futrzak said

    nameste:
    faktycznie pierwszy byl Parmenides, ale u Hegla to podstawa jego Filozofii Ducha, o ile zreszta pamietam tak zaczynaly sie jego wyklady. Ale, upierac sie nie bede, nie mam na polce wiec chwilowo niesprawdzalne.

    Swoja droga nie rozumiem, dlaczego przyjmowac, ze pieniadze nie istnieja. Przeciez przez cale tysiaclecia rozne przedmioty/substancje funkcjonowaly w roli pieniadza.
    Pieniadz to srodek wymiany. Moga nim byc muszelki, zloto, srebro a moga umowne kredyty albo umowne papierki (dzis w dobie fiat money).

    Rzecza jasna mozna sobie pomyslec istnieje organizmu spolecznego bez pieniedzy, ba, nawet kiedys robiono takie eksperymenty, jednak niewiele z nich wyszlo. Po prostu na wieksza skale najwydajniejsze jest uzywanie jakiegos srodka wymiany przy przeliczaniu wartosci jednych dobr na inne…

  14. cmss said

    Teza o nieistnieniu pieniędzy napawa lękiem
    Kogo napawa tego napawa. Św. Franciszka nie, dla przykładu.

  15. mona said

    phi, z tymi pieniędzmi to trzeba wpierw poszukać. Gdzieś ostatnio czytałam, że ich rzeczywiście nie ma.

  16. nameste said

    futrzak: ba, kiedyś to i czas (jakoby) istniał dostojnie, absolutnie i powszechnie, a potem okazało się, że to lokalna miara synchronizacji obserwatorów. Podobnie i z pieniądzem: podlegał temu samemu paradoksowi. Im miał mniejszy zasięg, tym bardzie wydawał się miernikiem absolutnym, aż do poważnie branych rojeń o parytecie złota. Dziś już wiemy: to lokalny synchronizator prędkości giełdowych. Papierowe i metalowe certyfikaty rzekomego istnienia pieniądza mają tyle wartości, co rozmaite pisma święte, potwierdzające istnienie bóstw.

    Kto będzie się upierać, że np. metr istnieje rzeczywiście? Czysta św. konwencja (z aktem kanonizacyjnym w Sevres).

  17. kwik said

    @ nameste – metr nie tylko istnieje, ale i uzasadnia istnienie czasu. Od 1983 to droga przebyta przez światło w pustce w ciągu 1 ⁄ 299 792 458 sekundy.

  18. fren said

    „…co utwierdza go w przekonaniu, że również powiedzenie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” można o kant. Rozbić.”

    Hmm, to po czym poznać prawdziwych przyjaciół?

  19. futrzak said

    nameste:
    parytet zlota mial te zalete, ze kruszec uzywany tutaj jako pieniadz (czyli zloto i srebro tak naprawde) mial wartosc sama w sobie – ze wzgledu na jego rzadkosc, wlasciwosci chemiczne oraz zastosowanie POZA funkcja pieniadza.
    Jesli ktos twierdzi, ze zloto jako pieniadz to zluda to ja chetnie wezme ta zlude w postaci np. dukatow austriackich albo krugerandow. Nie ma sprawy, pomoge sie pozbyc mar z przeszlosci z wielka checia :)))))

    Jesli zas chodzi o „istnienie” metra.. powracasz do starego problemu powszechnikow. Czy pojecia ogolne istnieja, a jesli tak, to w jaki sposob?

  20. nameste said

    kwik: no i sam widzisz, cóż za kolistość. A sekunda to czas, w którym światło przebywa w pustce[*] tyle to a tyle metrów.

    „Byt jest”. „Byt” = to, co istnieje. „Jest” = cecha bytu. Itd.

    [*] a co to pustka? ;)

  21. nameste said

    futrzak: ja też chętnie wezmę dwudziestą piątą godzinę. Ale nie mylmy pragnień z rzeczywistością. Śūnyatā.

  22. kwik said

    @ nameste – pustka to moje tłumaczenie „free space”.

    A światło jest tym, co przebiega jeden metr w ciągu 1 ⁄ 299 792 458 sekundy?

  23. kwik said

    @ pustka – wycofuję, niech będzie próżnia absolutna.
    Bo są pustki astronomiczne:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Void_(astronomy)

  24. mona said

    Obawiam się że telemach ma sporo racji. Z tymi pieniędzmi jest bardziej zakręcone niż się powszechnie sądzi. McCabe np. uważa że to wcale nie jest takie pewne, że są:
    http://mccabism.blogspot.com/2007/03/does-money-exist.html
    (chodzi mu oczywiście o „pieniądz”, a nie o „physical tokens of money” , tak często z pieniądzem mylone.

    A temat zajmuje innych też. Musi być sexy:
    http://www.ilovephilosophy.com/phpbb/viewtopic.php?f=9&t=141039

  25. telemach said

    cmss:
    „Teza o nieistnieniu pieniędzy napawa lękiem
    Kogo napawa tego napawa. Św. Franciszka nie, dla przykładu.”

    Nie sądzę aby ubóstwo miało szansę stać się celem i drogą do zbawienia gdyby było powszechne. Wybór (celowy) nie zawierałby w sobie obietnicy zbawienia, gdyby nie trzeba było wybierać. Ergo: bez pieniędzy – ubóstwo traci na atrakcyjności (potężnie). Pieniądz nadaje wyrzeczeniu sens, brak pieniądza czyni wybór pustym gestem.

  26. nameste said

    telemach:

    bez pieniędzy – ubóstwo traci na atrakcyjności (potężnie)

    Ale tu „pieniądze” robią jedynie za symbol dóbr – macalnych; nienamacalnymi wyścielone są wszystkie ściany klatki. Dylemat św. Franciszka jest wokół osi macalności, a nie osi pieniądza. Zresztą, to ogólnochrześcijański wcisk, podtrzymujący stratyfikacje społeczną („nie macaj, a domacasz się wartości NieZTegoŚwiata”).

  27. cmss said

    @telemach
    Zdanie z „napawa” błędnym jest jako że podałem kontrprzykład.
    Jeżeli będzie: „może napawać” to wtedy OK.

    @Mona
    Money exists in the same sense that the state space of the electron exists. It has no substance, but things can exist independently of the mind without having substance; structures can exist objectively, independently of the mind. ?

    Simmel napisał książkę o filozofi pieniądza, ale całej nie ma(?) chyba w sieci, fragmenty na chomiku(?), licytacja na Allegro aktualna jest, czy coś co nie istnieje może mieć/uprawiać filozofię pytanie nasuwa się?

    Blogger kijmuwoko chwalił się (psychiatryk) kiedyś, że trafił coś frapującego z II poł. XIX w. na temat. Nie podał tytułu.

  28. telemach said

    nameste: trudno zaprzeczyć. Mój wrzut wynikał z chwilowego napadu wyobraźni. Wyobraziłem sobie św. Aleksego, jako nędzarza „od początku”. Jakie miałby szanse na beatyfikację gdyby nie miał czego rozdawać biednym?

  29. telemach said

    @fren: nie wiem doprawdy po czym poznać prawdziwych przyjaciół. Zapewne – choć nie jestem pewien – poznajemy ich w sytuacjach ekstremalnych. Fakt, że przysłowie redukuje tego rodzaju sytuacje do warunków materialnych napawa mnie niepokojem. Oznaczałoby to, że bieda jest warunkiem koniecznym do przekonania się jaką jakość mają nasze przyjaźnie. Niepokojąca perspektywa.

  30. cmss said

    Porafinujmy trochę problem. Pieniądze nie istnieją? Pieniądze istnieją! Jak istnieją skoro ich nie ma a jak są to znikają? Zauważmy, z forsą jest tak, że znika i to jest to.
    Więc, uwzglądniając komentarz andsola, w duchu ekumenizmu, zainteresujmy się długopisem.

    @ telemach: gdyby uwzględnić feminizm w kontekscie św. Aleksego to mamy problem z tzw. polityczną poprawnością. A gdyby doktrynę predestynacji? Cymes czyż nie?

  31. fren said

    Cóż, być może Kropotkin nie czytał bajki Przyjaciele. Z niej znam to „przysłowie niedźwiedzie”, a ono tam nie redukuje tego rodzaju sytuacji do warunków materialnych, a wręcz przeciwnie. Sorry, mamy inne skojarzenia i stąd to pytanie.

  32. Torlin said

    Każdy człowiek prowadzący działalność gospodarczą przyzna Franklinowi rację.

  33. telemach said

    Torlinie, tak wygląda na pierwszy rzut oka, i tak to odczuwamy. Spróbuj jednak zaproponować bankowi swój czas jako zabezpieczenie kredytu – boleśnie przekonasz się, że to równanie ma nader umowny charakter. Nagle okaże się, że jest tylko takie powiedzenie. Niezobowiązująca wata słowna o charakterze efektownego bonmotu.

  34. Torlin said

    Błagam Cię Telemachu, przy powiedzeniu „Pieniądze nie śmierdzą” nie oddajesz banknotów do laboratorium zapachowego.

  35. telemach said

    @Torlin: oczywiście, że nie oddam. Mnie jednak zastanawia (nadal) ten opływowy kształt franklinowskiej sentencji. Z kilku względów:

    1. Franklin, zrównując czas z pieniądzem, dokonał (w moim mniemaniu) obscenicznej manipulacji. Zanim mu przytakniesz, przeczytaj proszę oryginalny tekst (Advice to a Young Tradesman) z 1748 roku. I zastanów się proszę, czy i do jakiego stopnia nasz świat stał się z powodu powszechnej wiary w głoszone tam prawdy objawione, przyjemnym i godnym miejscem do życia.
    http://www.angelfire.com/biz3/eserve/ayt.html

    2. Jest to sentencja używana jako argument – przy jednoczesnej zgodzie na ewidentny brak symetrii. Została zinstrumentalizowana przez apologetów rodzącego się kapitalizmu, jednocześnie brakowało (i brakuje mi) refleksji dotyczącej czasu tych, którzy wobec systemu mają rolę służebną. Jest ona pistoletem przystawianym do głowy tych, którzy znajdują się w stosunku zależnym przez tych, od których zależy. Jest argumentacyjną maczugą, która przyczyniła się do pojmowania wydajności jako maksimum efektu osiąganego w jednostce czasu. Z całkowitym pominięciem sensu jakiegokolwiek wysiłku. I tego, co po nim pozostaje.

    3. Zwróć proszę uwagę, o CZYJ czas chodzi. Potrafisz sobie wyobrazić robotnika używającego tej maksymy do wywarcia nacisku na fabrykanta? Klienta banku, do przekonania bankiera, że kredytu należy udzielić natychmiast? Czytelnika poganiającego autora książki?

    4. Maksyma ta cementuje sposób percepcji czasu, który jest z gruntu oparty na fałszywych przesłankach. Sugeruje bowiem, że czas jest dobrem, które można posiadać. Czasu jednak nie można „mieć”. W czasie można być. Być może jest to przypomnienie trywialne, ale warto przypomnieć, że powiedzenie „nie mam czasu” nie oznacza bynajmniej, że ktoś czasu nie posiada. Prawdziwe znaczenie tej wypowiedzi to: nie jestem gotów poświęcić (np. Tobie, czemuś co mi się wydaje ważne, czemuś co mi się wydaje wartościowe) czasu, którego udzielono mi dokładnie tyle samo co każdemu: 24 godziny na dobę. Moje priorytety (moje obawy, przyjęte zobowiązania itd) są takie, że nie ma dla Ciebie w moim czasie miejsca.

    5, 6, 7… (muszę dalej?)

    Torlinie, obwiam się, że bezrefleksyjna zgoda na to, aby tego rodzaju uproszczone przekazy były pojmowane (i powszechnie akceptowane) prowadzi na mało sympatyczne manowce.

  36. telemach said

    @fren: Kroptkin czytał. Na skojarzenia Kropotkina (które nie zawsze podzielam) nie mam jednak zbyt dużego wpływu. Emocjonalny człowiek, wbrew pozorom.

  37. nameste said

    „Nie bez racji mówi się, że w społeczeństwach zachodnich symbolem statusu jest brak czasu” (bogatsi cierpią prowadząc życie pod większą presją terminów itp. itd.) Ta i inne ciekawe obserwacje czasowe w książce Stefana Kleina Czas. Przewodnik uzytkownika (googleit, nie mam czasu ;p na podawanie linków).

  38. telemach said

    Nameste: nie wiedziałem, że Kleina przetłumaczono. (Nader) inspirująca lektura. Chociaż tytuł (w tłumaczeniu) skandaliczny. W Niemieckim to „Czas – materiał, z którego się składa życie”

  39. nameste said

    Polskie tłumaczenie tytułu zbieżne z angielskim.

  40. telemach said

    nie zdziwiłbym się, gdyby znów niemiecką książkę przetłumaczono z angielskiego na polski. Onegdaj Magala (sądinąd autor świetnych tłumaczeń Bartha), nie znając (zupełnie) niemieckiego, zaczął tłumaczyć szkołę frankfurcką. Wrzask był, ale mu (o ile pamiętam) przeszło.

  41. nameste said

    Nie, w tym wypadku raczej skopiowano „marketing tytułowy” od anglojęzycznych, uznając ten wariant tytułu za bardziej chwytliwy, or smth.

  42. porcelanka said

    Wspominając miniony finansowy dobrobyt próbuje pożyczyć kilka spokojnych chwil od licznych niegdyś przyjaciół. Nie jest to proste, co utwierdza go w przekonaniu, że również powiedzenie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” można o kant. Rozbić.

    Oznaczałoby to, że bieda jest warunkiem koniecznym do przekonania się jaką jakość mają nasze przyjaźnie.

    Jestem Telemachu ofiarą wiersza Mickiewicza i przysłowie kojarzy mi się nieodparcie z niedźwiedziami i innym rodzajem biedy niż materialna. Gdyby jednak ograniczyć kontekst do pieniędzy, rzeczywiście jest to niepokojące.

    I dziękuję za przypomnienie, że czas należy bezwzględnie do sfery „być”.

    A o bezowocności prób przyjemnego spędzenia określonej kwoty całkiem obrazowo mówiła pewna legenda, którą czytałam jako dziecko. Wydać dukaty można…ze spędzeniem zaś jest znacznie większy kłopot. A morał jaki!

    Ps Dlaczego nikt nie chce czasu jako środka płatniczego? Ja skupuję w każdych ilościach. ;) Wprawdzie czuję, że filozofia rybaka z małej wioski może być idealnym sposobem na życie, chwilowo z dobrej drogi sprowadzają mnie zwidy podsuwane przez absolwentów Harvardu. Najwyższy czas popracować nad charakterem.

  43. telemach said

    @Porcelanka:
    „Ja skupuję w każdych ilościach. ;)”

    Nie wywołuj wilka z lasu.

  44. Rafal said

    A w angielskim można tak samo spędzać czas i pieniądze. Więc może jednak coś z prawdy w tym powiedzeniu jest.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: