Nasz wielki wynalazca (2)

Luty 10, 2010

„31. lipca 1853 nasz wybitny rodak , Jan Józef Ignacy Łukasiewicz przedstawia swój epokowy wynalazek: lampę naftową.”

(w zasadzie kontynuacja tego)

Ignacy Łukasiewicz nadaje się. Na jego przykładzie można prześledzić w jaki sposób powstaje zbiór mitów, przekłamań i uproszczeń zwanych też powabnie historią narodową. Oficjalny kanon twierdzi że:

1. był on wynalazcą lampy naftowej
2. jako pierwszy otrzymał naftę drogą destylacji
3. był pionierem, a w zasadzie ojcem przemysłu naftowego

Tyle kanon. Uczono nas w szkole, „stoi” wielkimi wołami w encyklopedii, wizerunek zdobi okładkę zeszytu, pan z bródką spogląda spiżowym wzrokiem z cokołu. Więc coś w tym chyba musi byś? Niekoniecznie.

Dygresja

Należałoby tutaj zaznaczyć, że Ignacy Łukasiewicz był postacią pozytywną. I w swoisty sposób wyjątkową. Żeby nie było zbytnich wątpliwości. Był świetnym organizatorem, filantropem, wizjonerem i rzutkim przedsiębiorcą. I jako taki zasługuje na pamięć. Tajemnicą pozostaje fakt, dlaczego w większości (samopowielających się) źródeł -poczynając od encyklopedii, a kończąc na podręcznikach szkolnych – autorzy upierają się, aby zrobić z niego koniecznie polskiego Edisona i Lavoisiera. Nie uprzedzajmy jednak wypadków.

Koniec dygresji

Kto wynalazł lampę naftową?
Trudno powiedzieć. Łatwiej powiedzieć kto (jako pierwszy) nalał do niej nafty w Małopolsce. Historycy techniki (nie nasi, i chyba na pewno nie patrioci) są raczej zgodni co do tego, że  lampę (do złudzenia przypominającą „wynalazek” Łukasiewicza) skonstruował w 1781 roku Szwajcar Aimé Argand. Ulepszając inne, uprzednio istniejące modele. Trudno mu odmówić pierwszeństwa: jego wynalazek lampy na paliwo płynne zawiera wszystkie cechy znanej nam lampy (pojemnik na paliwo płynne, okrągły knot przesuwany przy pomocy zębatki, palnik, kulisty, szklany klosz). Lampa upowszechniła się w nie tylko Europie, lecz również w nowym świecie na przełomie XVIII i XIX wieku. Nie będziemy nudzić szczegółami, łatwo znaleźć – jeśli się tylko wie czego się szuka. I chce znaleźć. Co zatem stało się w lipcu 1853 roku we Lwowie? Odpowiedź jest prosta. Niejaki pan Łukasiewicz przedstawił światu lampę Arganda (zbudowaną przez trudniącego się wyrobem takowych lwowskiego blacharza Adama Bratkowskiego). W lampie paliła się nafta – produkt destylacyjnych eksperymentów farmaceuty Jana Zeha. Zeh pracował nad procesem destylacyjnym 5 lat, w ostatnim półroczu asystował mu świeżo upieczony magister farmacji z talentem do autopromocji. Zdolny człowiek, ale żeby od razu wynalazca? Podobnych demonstracji dokonano wówczas wiele. Wystarczy np. zajrzeć do amerykańskiej encyklopedii pod hasło Robert E. Dietz. Albo zajrzeć do „Les Merveilles de la science – Description populaire des inventions modernes” Luisa Figuier (z 1860 roku) – tam się aż roi od nazwisk.
Legenda o Łukasiewiczu, wynalazcy lampy naftowej pojawiła się w prasie polskiej późno – w 1932.*  Droga od hagiograficznej kaczki dziennikarskiej do haseł encyklopedycznych i pierwszej czytanki była szybka i z górki.

Kto otrzymał jako pierwszy naftę drogą destylacji?
Też trudno orzec. Pierwsza opis rafinacji oleju skalnego pochodzi z IX wieku, autorem jest perski lekarz i chemik Abū Bakr Muhammad ibn Zakariyā Rāzī.
Otrzymany produkt nazwał „nafftah”, nazwa przywędrowała do Polski przez Turcję, dlatego jako jedni z nielicznych mamy u nas naftę, podczas gdy inni mówią kerosene, paraffine liquide lub petroleum. W czasach nowożytnych o palmę pierwszeństwa kłócą się Abraham Pinio Gesner (Kanadyjczyk) James Young (Szkot) i Samuel Martin Kier (Amerykanin). Jako surowca wyjściowego używali na przemian węgla i ropy. Problem polega na tym – że nie tylko używali, lecz również opatentowali proces destylacji nafty przed Łukasiewiczem. Który ze swej strony niczego nie opatentował, bo nie miał co opatentować. W wiedeńskich archiwach znajdujemy natomiast patent** procesu destylacji na nazwisko Jana Zeha. Udzielony na okres lat czterech. Zeh miał patentów więcej, jeden nawet na spółkę z Łukasiewiczem (dotyczący technologii produkcji świec parafinowych). Miał jednak pecha. Po śmierci żony popadł w depresję i nie interesował się więcej marketingiem. Został więc skutecznie zapomniany.

Kto był pionierem i twórcą światowego przemysłu naftowego?
Tutaj zaczynają się schody. Prac próbujących prostować kręte ścieżki wytyczone przez mitotwórców jest wiele. W zasadzie są też historykom znane. Na nic. Ojcem jest – bo ma być Łukasiewicz. Wywiercił pierwszy szyb naftowy – i się zaczęło. Wpierw Galicja, a potem cały świat. I nie jest zupełnie istotne, że przedtem od ponad półwiecza na tych samych terenach funkcjonował dynamiczny przemysł wydobywczy, że byli przedtem Jan Mittis i Józef Hecker, szyby-studnie Eggera i Hoeffera, że ustawa regulująca zasady wydobycia ropy naftowej powstała w roku 1810. Jeśli fakty przeczą mitowi – tym gorzej dla faktów.Józef Hecker oświetlał w 1820 roku lampami napełnionymi własnym naftowym destylatem ulice w Drohobyczu. Może gdyby był polskim patriotą i katolikiem, a nie niemieckim, protestanckim  fabrykantem z Pragi  to miałby u potomności jakieś (większe) szanse?

Reasumując: Ignacy Łukasiewicz, magister farmacji i przedsiębiorca z Gorlic zbił w XIX wieku mająteczek na ropie. Był człowiekiem przedsiębiorczym i światłym. Majątkiem podzielił się z bliźnimi, ufundował kilka szkół i dołożył grosza do budowy trzech gościńców. Powstańców styczniowych wspierał. Z żoną mu nie wyszło. Potomni (rodacy) dmuchali w niego jak balon w nadziei że uda się stworzyć narodową relikwię. Udało się.

—–

Przygotowałem w zasadzie listę około 30 (przeważnie obcojęzycznych)  linków mających „podeprzeć” powyższy wywód. Wobec odnalezienia krytycznych  polskojęzycznych opracowań tu i tu – zrezygnowałem.

—–

/reedycja, dodane  15.02.10/

* Po raz pierwszy opisał osiągnięcia Łukasiewicza jako pionera kopalnictwa i przeróbki ropy naftowej (w dzisiaj nam znanej i obowiązującej formie) niejaki J. Pfanhauser, chemik, dziennikarz i popularyzator rodzimej nauki,  publikując w 1929 roku w czasopiśmie „Przemysł Chemiczny” artykuł pod tytułem „Kto podłożył podwaliny pod przemysł naftowy w Polsce”).  To prawdopodobnie z tego artykułu czerpali swą wiedzę dziennikarze pisząc okolicznościowe artykuły w przededniu 60 rocznicy lwowskiego pokazu.
 
** Istnieją rozbieżne zdania, czy to co otrzymał zeh można nazwać patentem. Był to raczej rodzaj koncesji, zwany przez niektórych autorów „przywilejem”. Wątpliwości są zasadne, wiedeński Urząd Patentowy powstał w 1899 roku. Ropa na Podkarpaciu wyczerpała się (w zasadzie) w 1875.

Odpowiedzi: 55 to “Nasz wielki wynalazca (2)”

  1. andsol said

    No tak. Przygotowałeś mnie do kolejnego ciosu: że ta Wanda, co nie chciała Niemca, była Żydówką.

    Okropność.

  2. telemach said

    andsol: człowiek robi co może. Łukasiewicz (podarowałem sobie w tekście) był w zasadzie polskim Ormianinem. Co większości hagiografów jakoś umknęło. Ale jemu, tak czy owak, nic nie zaszkodzi.

  3. calmy said

    Może lepiej uznajmy, że go nie było? :-)

  4. ztrewq said

    Kurczę, tak jak go opisałeś, to sam bym go chętnie zrobił symbolem narodowym. Przedsiębiorczości. Taki polski Bill Gates, który najpierw zbija fortunkę, a potem wydaje ją na pomaganie ludzi. Takich symboli nam brakuje.

  5. a jam gdzieś schowaną lampę naftową:)) z lusterkiem!

  6. Andrzej Rybiński said

    Faktycznie, jakiś spisek. We wrażych encyklopediach Łukasiewicza nie ma, nawet w Britanica jest jakiś Gessner:
    http://www.answers.com/topic/kerosene

    Czy oni, kurna, nie czytają polskich podręczników do szkoły podstawowej?

  7. telemach said

    @ztrewq: no przecież mówiłem, że Gates był amerykańskim Łukasiewiczem. :)
    Ogólnie rzecz biorąc sympatyczna postać, ten Łukasiewicz. Ale najwyraźniej, według interpretatorów historii przedsiębiorczość, umiejętność sprzedania się i filantropia to cechy niewystarczające do zostania bohaterem narodowym. Trzeba było z niego zrobić zadumany nad losami ojczyzny pomnik z lampą w dłoni. Tak jest bardziej nasz.

  8. ztrewq said

    no przecież mówiłem, że Gates był amerykańskim Łukasiewiczem. :)

    Wiem, wiem! Ja tylko propaguję.

  9. pak4 said

    andsol: Wanda — imię wyprowadzono od plemienia Wandali ;) Ergo, to Germanka nie chciała Niemca :D

  10. szekina said

    No tak, bo to z zapotrzebowania na Bohatera takie głupoty po stu latach się wymyśla, jak te w 1918 roku na temat Łukasiewicza. A Bohater musi mieć określoną takowość na potrzeby Narodu… Kiedyś pewien taksówkarz opowiadał mi, że Mieszko I był okropnym rozpustnikiem i bandytą. No i najeżdżał naszych sąsiadów bez przerwy, uprawiając na nich złodziejstwo i przemoc rozmaitą. To go ochrzcili i ożenili, co by się trochę uspokoił :) Taksówkarz powiedział, że się tego z podręczników historii nie dowiem, ale, że historykom te fakty znane są.

    Może ja bym wolała takiego Bohatera Narodowego… Muszę pomyśleć. ;)

  11. mona said

    Pak, wszystko źle, wszystko nie tak. Wan-da była kuzynką Obi-Wan Kenobiego i pierwszą rycerzycą przyjętą w poczet zakonu Jedi. Używała jasnoniebieskiego miecza świetlnego. Przecież każdy wie.

  12. kwik said

    @ mona – … jasnoniebieskiego miecza świetlnego na baterie Varta. Potem namącili, że się utopiła w Viśle.

  13. miziol said

    Jak rozumiem, do Kopernika jeszcze dojdziemy?

  14. miziol said

    to sporo wyjasnia

  15. telemach said

    Torlinie, zajrzyj do historii dyskusji przy tym haśle. I popatrz kim są autorzy.

    Zostało stworzone przez nieobecnego już GeofrNoNick z Białegostoku (znajdziesz w Archiwum). A wypełnione treścią (opracowane i wzbogacone w fakty) przez
    http://en.wikipedia.org/wiki/User:Halibutt
    http://en.wikipedia.org/wiki/User:JRWalko
    I sprawdź jekiej narodowości oni są. Jaki jest ich język ojczysty. I z jakicj źródeł korzystali. Czy nie jest to piękne?
    Co ci to mówi?

    To jest właśnie to co miałem na myśli pisząc o „samonapędzających” się mitach. Trudno z tego wyjść o własnych siłach. Wszystko trzeba sprawdzać.

  16. ekolog said

    @telemach, torlin

    Jest wyjście z tego problemu. Najpierw uczłowieczyć i odbrązowić polskie hasło, wraz z odpowiednimi źródłami – zwłaszcza telemachu, jeżeli posiadasz źródła, z których korzystałeś podczas pisania tego tekstu. Bogoojczyźniane podejście do bohaterów polskich nie da rady wobec mocnych źródeł i wsparcia wikipedystów. Służę radą i pomocą w kwestii edycji i ewentualnego dyskutowania w ramach Wikipedii – gdyby ktoś miał większe obiekcje.
    Następnym etapem może być taka sama modyfikacja hasła po angielsku. Mój adres mailowy masz, jakby co :)

  17. ekolog said

    PS
    Geoff NoNick nadal edytuje – ostatnie działania są z wczoraj:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Special:Contributions/Geoff_NoNick

  18. telemach said

    @ekolog: dziękuję. Postaram się skorzystać. Nie robię nikomu z Wiki zarzutów – do niedawna sam byłem przeświadczony (na podstawie tego co mnie uczono i co było dostępne), że Łukasiewicz zasługuje na wszelkie laury jako odkrywca. Problem nie polega na tym, że jego wkład był bezwartościowy, problem polega (w moich oczach) na tym, że jest czczony nie za to, za co czczony i podziwiany być powinien.
    P.S. Wiesz może dlaczego profil usera o nicku Geoff NoNick jest w Wiki pusty? Trochę to niezrozumiałe.
    http://en.wikipedia.org/wiki/User:Geoff_NoNick

  19. ekolog said

    @telemach
    W historii edycji tej strony (http://en.wikipedia.org/w/index.php?title=User:Geoff_NoNick&action=history) widać, że wyczyścił ponad półtora roku temu. Niektórzy wikipedyści nie mają wcale swoich stron wikipedysty – kwestia indywidualnego podejścia. Lepiej sprawdzić User contributions i stronę dyskusji.

    Nie poczytałem tego wpisu jako zarzut wobec Wiki – artykuły tak się kraje, jak źródeł staje, plus oczywista wiara i przeświadczenie w prawdziwość legendy. No i czasem działalność niektórych edytorów, którzy mogą poświęcać prawdę i wiarygodne źródła kosztem utrzymania legendy. Odbrązawianie – jeżeli będzie głośne – może przynieść nawet echa spoza Wiki. Rozmarzyłem się trochę, widząc w przyszłości hasło w Wikipedii bardziej wiarygodne od podręczników szkolnych :)

  20. telemach said

    @ekolog: moja aktywna przygoda z Wiki (trwająca dwa) lata zakończyła się już ponad 6 lat temu. Osobiście musiałem stwierdzić że nie stać mnie na ten nałóg. Było to w początkowym, pionierskim czasie niemieckojęzycznej wersji. Wówczas całkowita ilość haseł (we wszystkich językach) nie przekraczała jeszcze miliona. Straciłem kolosalną ilość czasu i nerwów na przepychanki z wiedzącymi zawsze wszystko lepiej – ale nie żałuję. Bycie przez pewien czas „encyklopedystą” uczy pokory i sprawdzania wszystkiego – nieocenione. Tyle tylko, że radykalna demokracja (która wówczas jeszcze panowała) – to był mozolny interes.

  21. Sadoq said

    Myślę, że rzeczywistość opisywana taką, jaka jest jawiłaby się niezbyt atrakcyjnie.
    Legendy są niczym niespełnione marzenia :-)

  22. anuszka said

    Krótki przegląd angielskojęzycznych źródeł w Googlach pozwala stwierdzić, że są różne wersje co do innowacyjności Łukasiewicza. Np. tutaj piszą o nim w sumie łagodniej niż w tych krytycznych polskich opracowaniach:

    http://tnij.org/chemind
    Z książki: Ernst Homburg, A. S. Travis, Harm G. Schröter, „The chemical industry in Europe, 1850-1914”

  23. kwik said

    @ anuszka – no tak, ale te anglojęzyczne są na podstawie polskich i kółko się zamyka. Ale 5% światowego wydobycia w 1909 robi wrażenie, to tyle co dziś BP i Shell razem:)
    http://tonto.eia.doe.gov/energy_in_brief/world_oil_market.cfm

  24. telemach said

    @kwik, faktycznie, wszystkie źródła polskojęzyczne z hagiograficznym panegirykiem Pfanhausera z 1929 roku na czele. To odpowiada mniej więcej temu co ja znalazłem we wszystkich źródłach obcojęzycznych. Wygląda na to, że Pfanhauser był pierwszy. Skąd brał fakty – nie sposób obecnie dociec. Nie zdołałem znaleźć nic wcześniejszego.
    Ten Pfanhauser to był ewenement, wszechstronny bardzo, pisał na rozmaite tematy. Np. W 1917 r. opublikował w „Ziemi Lubelskiej” artykuł pt. „Jak dźwiga się katolicka świątynia w Radecznicy” Na to, że był to popularyzator propagandysta wskazuje Ogłoszenie w organie Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego „Ziemia” z 1931 (Tom XVI- Nr. 17-20) – jest tam na str. 26 recenzja jego broszury pt. „Spacery i wycieczki”. Przedstawia z dumą piękno i zachęca do turystyki. Ostatnia publikacja do znalezienia to „Chemikalia w przemyśle i handlu” z 1947 roku.

  25. kwik said

    @ telemach – ja też z dumą przedstawiam piękno i zachęcam do turystyki. A więc zaraz sobie dopiszę: popularyzator-propagandysta.

  26. andsol said

    @telemach: Ten Pfanhauser to był ewenement, wszechstronny bardzo, pisał na rozmaite tematy. Czyli moje automatyczne skojarzenie z Paulem Johnsonem jest niepoprawne, bo on pisze głównie na temat sławnych ludzi. Ale za to wszystkich. Od Aleksandra poprzez Jezusa i Napoleona do Churchilla. Pełnymi ludami też nie gardzi, już parę ich odmachnął. Myślę, że jeśli zasłyniesz, to się jeszcze załapiesz.

  27. telemach said

    @kwik:
    „ja też z dumą przedstawiam piękno i zachęcam do turystyki. A więc zaraz sobie dopiszę: popularyzator-propagandysta.”

    Nie dopiszesz. Pfanhauser robił to (podówczas) na zlecenie Ministerstwa W.R. i O.P. (Wyznań Religijnych i Oświaty Publicznej). Ty nie. Więc się nie załapiesz.

  28. telemach said

    @Andsol:
    „Spanking” Johnson? Obawiam się, że nawet jak bardzo się będę śpieszył, to nie zdążę. On już od dwóch lat nie opublikował żadnej monumentalnej, epokowej monografii. Chyba opadł z sił. Z drugiej strony, można o nim co się chce, ale po „Intelektualistach” trudno się oświeconym do dzisiaj podnieść.

  29. kwik said

    @ telemach – za późno, już dopisałem. Nie będę co chwila grzebał sobie w profilu.

  30. krzyś said

    Rety co to za bzdury, nie macie swojego zycia ze sie pieprzycie w czyimś? Zżera was typowa zawisc. Nie lepiej porozmawiac o literaturze albo innych ambitnych bzdetach? no chyba ze nie macie nic w tym temacie do poiwedzenia oprocz wyguglanej wiedzy. Ale żałosne z was dupki dupki

  31. ekolog said

    @krzyś
    Pozwolę sobie zacytować klasyka:

    Ładnie nam się pan tu przedstawił, przed milionami słuchaczy

    Jaką ambitną literaturę byś proponował? Zakazaną archeologię? Kod Da Vinci?

  32. magamara said

    Telemachu, wybacz, ze wchodze, jak stara, szkolna sekretarka z ogloszeniem na lekcje historii, ale chcialam Ci serdecznie podziekowac za Twoja „Ogolna teorie”, ktora czytam z prawdziwa przyjemnoscia i wreczyc Ci ta skromna nagrode Kreativ Blogger Award.

  33. andsol said

    ekologu, postępy edukacyjne parzystokopytnych ja bym podziwiał w milczącym napięciu. Niektóre w przyjaznych warunkach opanowują także sztukę liczenia do dwudziestu.

  34. PoK said

    Lewacki, antypolski wpis. Według was wszyscy, którzy coś dobrego dla tego kraju zrobili, byli Żydami lub Niemcami. Dlaczego zamiast atakować poczucie wartości Polaków nie napiszecie czegoś patriotycznego? Nie rozumiem.

  35. kwik said

    Małysz! Małysz!

  36. andsol said

    Zacny PoK, zwróć uwagę, że mówię w imieniu andsolowym a nie Tych Co Tu Piszą, bo Ci Co Tu Piszą to jest tylko telemach. Ale co do tych, którzy coś dobrego dla tego kraju zrobili (zakładam oczywiście, że pisałeś dla ludzi a nie dla yay), to czy pamiętasz casus Gombrowicz? Sam minister Edukacji Narodowej go zwalczał. A o oddolnym ruchu to mogę ci coś statystycznie powiedzieć, bo kiedyś go cytowałem i od tego czasu pani Google przesyła do mnie popularne zapytanie dotyczące go i główne pytanie (a raczej konstatacja) brzmi: Gombrowicz żyd. Czyli nawet jeśli opisze ktoś swą szlachecką rodzinę w szczegółach, to niechętni (bez czytania, bo to kłopotliwe) Żyda z niego zrobią, bo u części ludu Żyd to nie Żyd a zawołanie bojowe. Wydaje się, że tak jak i Lewak.

    Wiesz, była we Wrocławiu taka salka, wcale nie duża (dobrze, uczciwie przyznaję, że ona była przedtem w Opolu) i ciemno tam było, paru byle jak ubranych ludzi krzyczało do podłogi albo do ściany a jak już ten bełkot zapisać się dawał to nic z niego Porządny Człowiek nie rozumiał. No i okazuje się, że po świecie rozsianych jest mnóstwo ludzi, którzy słysząc „Polak” uśmiechają się i odpowiadają „a, Grotowski!” Nie Żyd on, nie Niemiec, nie Lewak – więc szczycić się nim możesz.

    No i jak, szczycisz się nim czasami, choćby raz na tycdzień?

  37. Mona said

    PoK, rozumiem że podtrzymywanie fikcji, że gość, który niczego nie wynalazł – jednak wynalazł i za to, a nie za to co zrobił (nawet jeśli dużo dobrego zrobił) powinien być doceniany jest propolskie i patriotyczne? Możesz się spokojnie wypowiedzieć, tu nie biją. Chociaż czasem się dziwię. Bo powinni.

  38. PoK said

    „PoK, rozumiem że podtrzymywanie fikcji (…) jest propolskie i patriotyczne?”
    Nie, ale zamiast psuć narodowe mity, które są ważne i których żaden normalny naród sam z siebie nie zwalcza, powinno się raczej wskazywać pozytywne przkłady. Panuje moda na krytykowanie wszystkiego. Przez to Polacy mamją kompleksy i tyle osób emigruje zamiast próbować zmienić co w kraju.

  39. ekolog said

    @PoK
    Naprawdę chcesz budować polskość na mitach? Kto decyduje, które mity są ważne? Ponadto – jaki związek ma opinia innych krajów? Naprawdę uważasz, że nikt nie odbrązawia takich mitów? Co do pozytywnych bohaterów – wolę mieć ich mniej, ale rzeczywistych niż tłumy, ale zbudowanych na mitach.

    Za rzecz śmieszną natomiast uważam pomysł likwidacji kompleksów oparty na propagacji mitów. Ludzie nie wyjeżdżają z kraju dlatego, że ktoś im Łukasiewicza czy Piłsudskiego odbrązawia tylko dlatego, że nie ma pracy. Może w mniejszym stopniu dlatego, że politycy zamiast walczyć z tym problemem częściej się zajmują polowaniem na czarownice.

  40. szekina said

    Ale być może w tej zarysowującej się różnicy zdań wprowadzonej przez PoK’a jest ważna informacja? Ukyty niepokój: „czy jeżeli zrezygnuje się z świetnych symboli, które jednoczą to czy coś jednoczącego nas zostanie”?
    A może: „co wtedy zostanie, co mogłoby sprawić, że będziemy chcieli tu żyć”?
    Ja przynajmniej znam w sobie takie pytania jeżeli chodzi o polskość.

  41. Mona said

    @PoK: Dziękuję za odpowiedź. Zgoda, co do pozytywnych przykładów, też sądzę że powinniśmy ich lepiej i uczciwiej poszukać. Myślę też, że przyjdzie je łatwiej odnaleźć i rozpropagować jeśli nie będą musiały konkurować z efektowną (ale z gruntu fałszywą) mitologią. Jak sądzisz?

    A co do zdania:
    „narodowe mity, które są ważne i których żaden normalny naród sam z siebie nie zwalcza,”

    to zawiera ono IMHO dwie myśli o dosyć odmiennym ładunku. Pierwszą, że mity są ważne. Istotnie, są. Pozwalają bowiem na zasadzie „backfire” lepiej zrozumieć traumy, oczekiwania i lęki społeczności która je stworzyła. Mity nie powstają same, ot tak, one są odpowiedzią na konkretne tęsknoty, niepokoje, czekiwania i potrzeby. Czy powinny pełnić rolę kitu i spoiwa? Sądzę, że nie. Nie jest to ani konstruktywne, ani zadowalające.

    Drugi człon powyższej wypowiedzi budzi mój niepokój i sprzeciw. Piszesz, że „żaden normalny naród sam z siebie ich nie zwalcza”.
    W związku z tym następujące pytania:
    1. Na czym polega normalność narodu?
    2. Na jakich obserwacjach, przykładach i wnioskach opierasz ten pogląd?

    Bo ja jestem przekonana, że jest dokładnie przeciwnie. Umiejętność uporania się ze złudzeniami i zastąpienie ich racjonalnym i nacechowanym dystansem stosunkiem do własnej historii jest dla mnie oznaką zdrowia i normalności. Nie zaś hołubienie i obrona za wszelką cenę urojeń opartych na wishfull thinking i dotyczących własnej „wspaniałej” przeszłości.
    Spójrz na taką Francję. Paryski Pantheón np. jest miejscem pochówku Voltaire i Rousseau,czczonych pośmiertnie Zoli, Malraux, jako jedyny polityk spoczywa w nim Jaurès. Wszyscy oni byli krytyczni wobec narodowej megalomanii wyrażającej się w mówieniu dobrze o ojczyźnie na przekór faktom. Voltaire i Rousseau zostawmy na boku, ich poglądy i życiorysy są dostatecznie znane. Zola oskarżył ogół społeczeństwa o antysemityzm lub jego wspieranie. Malraux spędził życie na wytykaniu rodakom nieuctwa, intelektualnej gnuśności i wiary w mitologię. Jaurès zwalczał u swych rodaków owczy pęd do militaryzmu opartego na łatwej narodowej mitologii.
    Tak że nie wszędzie PoK, nie wszędzie.

  42. drakaina said

    Pozwalam sobie poinformować, że nominowałam Twój blog do Kreativ Blogger Award (jest to nagroda łańcuszkowa, ale tworzy sieć ciekawych blogów). Regulamin polega na tym, że umieszczasz logo nagrody w notce i proponujesz następne maksymalnie trzy blogi, których autorów powiadamiasz w komentarzu lub osobiście :)

  43. PoK said

    „1. Na czym polega normalność narodu?
    2. Na jakich obserwacjach, przykładach i wnioskach opierasz ten pogląd?”
    Szczerze mówiąc, bliżej się nad tym nie zastanowiłem…

  44. mona said

    @PoK:

    „Szczerze mówiąc, bliżej się nad tym nie zastanowiłem…”

    Spróbuj. Warto. Można dojść do zaskakujących wniosków.

  45. telemach said

    Szekino, myślę że rzecz (trochę) się wyjaśniła. Ostatnia odpowiedź POKa wzbudziła we mnie rodzaj szacunku. Dzielny człowiek.

  46. szekina said

    W takim razie to ważne. Wiele rzeczy zaczyna się właśnie od tego rodzaju odwagi. Swoją drogą przypominam sobie jak wiele razy sama zawahałam się przed napisaniem czegoś, właśnie z jej braku. I wiele razy wycofałam to co było do napisania z tego samego powodu.

  47. andsol said

    @telemach: Ostatnia odpowiedź POKa wzbudziła we mnie rodzaj szacunku. A u mnie lekkie wyrzuty sumienia, że nieco za ostro wszedłem mu z odpowiedzią. Człowiek zapomina jak to trudno samemu dochodzić do jakiegokolwiek pojmowania rzeczy, które jest odmienne od przyjętego w swoim środowisku.

  48. cmss said

    Tak mi się jakoś skojarzyło, nie wiem dlaczego :)

    Drogie dziatki uważajcie na nadzwyczaj spokojnych gości i kobiety o twarzy “matki Teresy bolejącej nad do połowy zgniłym ciałem trędowatego w Kalkucie“.

  49. Dzień dobry :)

    Polecam Państwu: Paskudny zawód (kat) – http://przewodnik.onet.pl/38,1660,1598735,0,1,artykul.html

  50. W celu bliższego poznania początków światowego przemysłu naftowego polecam: „Galicja pachnąca naftą”. „Podkarpackie Zagłębie Naftowe”. Tu chciałbym podkreślić iż nasz bohater nie był twórcą światowego przemysłu naftowego, nie wynalazł też lampy i nie posiadał patentu. Austriacki Urząd Patentowy powstał w 1899 r i wtedy wydano patent nr1. Nie posiadał także przywileju pierwszeństwa na przeróbkę ropy naftowej. PP posiadał mgr Jan Zeh. Od dn. 28.08.1859 światowa społeczność naftowa uznała tę datę za początek powstania przemysłu naftowego. W dniu tym wierconym szybem sięgnięto do złóż ropy naftowej. I rafineria powstała w Bathgate (Szkocja) w 1851 r. założona przez prof. J.Younga. Jeśli pominiemy historię Persji, Chin, Japonii to możemy przyjąć, że ojczyzną lampy naftowej jest Francja. Tzw. lampa Łukasiewicza jest dowolną interpretacją przedstawiana jako symbol przemian galicyjskich.Nie posiadała palnika, serca lampy, zatem była prymitywnym kagankiem. Nikt jej nie widział i wszelkie jej opisy są wytworem wyobraźni literackiej twórczości. Sławę Łukasiewiczowi przyniosła rafineria założona przez niego w Chorkówce w 1865 r.

  51. […] Z poczucia naukowego obowiązku muszę jeszcze wspomnieć o zgodności z faktami historycznymi. Ogólnie książka jest im bardzo wierna. W każdym razie na tyle na ile ja, jako hobbysta-pasjonat jestem w stanie to określić. Fabularyzacja nieco koloryzuje opowieść, ale dzięki temu całą serię czyta się z prawdziwą przyjemnością, bez znudzenia nadmierną ilością suchych faktów. Z intrygujących kwestii, mamy tu postać Ignacego Łukasiewicza przedstawionego jako wynalazcę lampy naftowej, z którym to mitem rozprawiał się u siebie Telemach. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: