Nasz wielki wynalazca (1)

Luty 8, 2010

Pewne daty są jednak ważne. Na przykład 28 stycznia 1807 roku. Tego dnia, po raz pierwszy na ulicy miasta zapłonęły gazowe latarnie. Było to w Londynie, ulica nazywała się Pall Mall. Gazowe oświetlenie było wynalazkiem epokowym. Ulice przestały być po zapadnięciu zmroku obszarem bezprawia. Oświetlenie gazowe zyskało natychmiast rozlicznych zwolenników, ba – żarliwych entuzjastów. Gazownie zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Pierwszy budynek użyteczności publicznej uzyskał nowoczesne oświetlenie gazowe 1 kwietnia 1814, dwa lata później Baltimore mogło się poszczycić latarniami zdobiącymi wszystkie ulice miasta. W 1823 roku większość brytyjskich miast posiadała zarówno gazownie, jak i jasno oświetlone trotuary. Gdy w 1828 roku zapłonęły latarnie na ulicach Drezna, mieszkańcy Berlina i Hanoweru zdążyli się do nowego luksusu już przyzwyczaić. W latach 1832-1838 powstaje sieć połączeń zaopatrująca w gaz świetlny nie tylko wiedeńskie urzędy, pałace i banki, lecz również domy zwykłych obywateli. Każdy chce mieć w domu czysto i jasno. W połowie XIX-wieku już we wszystkich europejskich metropoliach (podkreślmy: metropoliach) jest jasno. Ale nie tylko w metropoliach, w znajdującej się nieopodal Drezna wsi Burg, gazowe lampy płoną od ponad dwudziestu lat. Ludzkość wchodzi w drugą połowę XIX wieku z uzasadnioną nadzieją na życie w coraz jaśniejszej rzeczywistości. Kopcące knoty świec, kaganków i lamp na olej odchodzą zasłużenie do lamusa. Zwycięski pochód (coraz bardziej doskonałego) oświetlenia gazowego zostanie jednak wkrótce zatrzymany. Zaczyna się rok 1853. W Stanach Zjednoczonych Thomas Alva Edison rozpoczyna nauki szkolne, nikt nie podejrzewa, że już niedługo rozpocznie majstrować nad wynalazkiem, który nazwie żarówką.

31. lipca 1853 nasz wybitny rodak , Jan Józef Ignacy Łukasiewicz przedstawia swój epokowy wynalazek: lampę naftową.

Tego dnia (a w zasadzie wieczoru), w szpitalu pijarów na lwowskim Łyczakowie chirurg Zaorski zoperował wyrostek robaczkowy pacjentowi Choleckiemu. Nie wiadomo, czy pacjent przeżył. Wiadomo, że nowe oświetlenie przewyższało znacznie stosowane dotąd łojowe świece. Rozpoczęła się era oświetlenia naftowego. W Polsce.

cd nastąpił. W następnym wpisie.



Odpowiedzi: 56 to “Nasz wielki wynalazca (1)”

  1. Torlin said

    Jejku, w jakiej my epoce żyjemy. Tutaj w Londynie oświetlenie ulicy zrobili w 1807 roku, a pierwszy budynek w 1814 – czyli siedem lat później. Teraz jak na wynalazek czekamy miesiąc, to już jesteśmy zdenerwowani.

  2. i trwała ta era w Polsce długo, oczywiście z dala od metropolii. Też przez jakiś czas miałam jako dziecko do czynienia z lampą naftową w latach sześćdziesiątych XX wieku, gdy Dziadkowie moi w nowym domu czekali na podłączenie go do sieci energetycznej. I nie wiem czemu mam w swoich „zbiorach” lampę naftową choć ani grama nafty, co właśnie sobie uzmysłowiłam :)

    Naskładałam o demokracji i PR – http://www.radiownet.pl/radio/wpis/2974/ . Do „oświecenia” daleko, nawet na naftę.

    Pozdrawiam Szampaństwa :)

  3. Aubrey said

    Globalizacja, Torlin.

  4. kwik said

    Lampa naftowa nadawała się nawet do oświetlenia furmanki, a niczego mądrzejszego niż furmanka do tej pory nie wymyślony. Mądry koń potrafił kompletnie pijanego woźnicę odwieźć bezpiecznie do domu (o ile kompani dali radę wrzucić go na furę). Podobno.

  5. c y n i k said

    W ostateczności lampa naftowa mogła być ekwiwalentem koktajlu Mołotowa i obalać rządy, wzniecać rewolucje. Ma potencjał.

  6. szekina said

    Smutne – nie to przesunięcie w latach nawet. ale hołubienie wynalazku w oderwaniu od kontekstu świata. Choć czytałam i historie odwrotne – jak ta o panu, który jeszcze w komunie dokonał odkrycia informatycznego, wyprzedzającego myśl zachodnią. I usłyszał, że to nie możliwe, bo jakby taki komuputer jak on mówi, że zrobił mógł istnieć, to by go w Ameryce wymyślili, a że nic nie wiadomo o tym, to nie ma takiego komputera.
    http://wyborcza.pl/1,75480,6518038,Polski_Bill_Gates_i_swinie.html

  7. M said

    @szekina
    Historia z tym Karpińskim jest grubo przesadzona wg mnie.

  8. Andrzej Rybiński said

    @M:
    „Historia z tym Karpińskim jest grubo przesadzona wg mnie.”

    No proszę, nie tylko przesadzona, ale jeszcze grubo. I wszystko w oparciu o tzw. „wg. mnie”? Tzn. „wg. mnie” już mnie w zasadzie powaliło, bo argument nie do odparcia. Pytam gwoli porządku.

  9. szekina said

    M,
    Nie wiem, to jedyny artykuł, który o nim czytałam. Wzorzec jest mi znany z autopsji, więc uznałam historię za prawdopodobną, jeżeli znasz jeszcze inne informacje na ten temat, chętnie posłucham.

    Wiesz, to mnie jakoś interesuje – jak dwie strony monety, czy dwie strony destrukcyjnego wzorca – z jednej głoszenie chwały czegoś, co wcale tak nowatorskie nie jest, z drugiej – pomijanie milczeniem, czy eliminowanie, powodowane być może zawiścią, czy lękiem przed zmianą, rzeczy, które są nowatorskie, bądź też na poziomie światowym. Nie podam tu żadnych udokumentowanych przykładów, widziałam to całkiem prywatnie.

    Kiedyś przed laty jechałam pociągiem z rodakiem, który wyjechał dziesięć lat wcześniej do Niemiec. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy i on powiedział w pewnym momencie: „Wiesz i tego właśnie nie rozumiem w Polsce. Ci którzy nie potrafią, czasem bardzo głośno i szeroko mówią o tym, że potrafią i zrobią. A ci którzy potrafią nie odezwą się, bo wydaje im się, że za mało umieją.” Na przykład.

  10. cmss said

    M: Kto się interesował wiedział. Także Polityka lub Przegląd Techniczny za komuny pisały. Mera 400? oparta na K202 fajna była.

  11. fren said

    „Powód do chwały”, „wielki wynalazca” to rzeczywiście przesada. Ale nie lekceważyłabym tak całkowicie lampy naftowej. Swego czasu była bardzo popularna, bo też i miała (jak na te czasy) wiele zalet, łatwa w produkcji, łatwa w obsłudze, nie wymagała budowania linii przesyłowych i przez to szeroko dostępna. Nie wszyscy ludzie mieszkali w metropoliach, a i ilu mieszkańców metropolii mogło pozwolić sobie na zainstalowanie w mieszkaniu oświetlenia gazowego? Oświetlenie elektryczne też nie rozpowszechniło się tak migiem. Prądnica trójfazowa i pierwsza linia przesyłowa na dalsze odległości (niecałe 200 kilometrów), o przyzwoitej sprawności, to koniec XIX wieku. Przynajmniej 2 pokolenia ludzi mieszkających gdzieś daleko, w niewielkich miejscowościach, albo mniej zasobnych, oświetlało sobie domy lampami naftowymi. I był to spory postęp w porównaniu ze świecami, albo rozmaitymi kagankami. No i jak słusznie zauważył Kwik nadawała się do oświetlenia furmanki, a i lokomotywy, albo pomieszczeń na statku. Kilkadziesiąt lat minęło, nim te prawdziwie wielkie wynalazki dotarły do małych osiedli i wiosek, to szmat czasu, 2 pokolenia przynajmniej i im świeciła wieczorami poczciwa lampa naftowa.

  12. telemach said

    Fren, to wszystko nie takie proste jakby się z pozoru wydawało. Proponuję, abyśmy razem poczekali na drugą część – będzie dalej o prawie o tym samym, z tym samym bohaterem w roli głównej.
    Trop, którym poszła Szekina jest (wierz mi) nader ciekawy. Jest coś takiego w naszej mentalności, coś co każe nam wywyższać na piedestał (czasem wbrew woli obiektu wywyższania) tych, którym przeznaczamy wybraną rolę. Czynimy to nawet na przekór logice i faktom. Jednocześnie spychamy na dno zapomnienia i poniżamy tych, którzy na upamiętnienie zasługują. Rzucając im skutecznie kłody pod nogi.

    W gruncie rzeczy nie chodzi tutaj (mi przynajmniej) o Łukasiewiecza. Chodzi raczej o mechanizmy tworzenia zbiorowej tożsamości – oraz zależność pomiędzy tymi mechanizmami i ostatecznym wynikiem.

  13. M said

    „Tzn. “wg. mnie” już mnie w zasadzie powaliło, bo argument nie do odparcia.”
    To nie miał być argument, bo nie chciałem nikogo przekonywać.

  14. M said

    Nazywanie Karpińskiego „polskim Billem Gatesem” jest nieporozumieniem. Gates to nie jest nowatorski wynalazca, tylko człowiek, który umiał zrobić biznes. Karpiński miał świetne pomysły, ale nie umiał ich sprzedać, nawet po emigracji na Zachód. Podejrzewam więc (nie mówię tu nic z przekonaniem) że historia o „polskim Billu Gatesie” jest przesadzona.

  15. telemach said

    @M: obawiam się, że gdyby Gates udał się na emigrację w wieku przedemerytalnym (po tym jak w USA zmuszony był żyć z hodowli świń) to też by wiele nie osiągnął. I wszelkie porównania również by kulały.

  16. szekina said

    M,
    Dla mnie tytuł artykułu jest wtórny. Bardziej mnie martwi to zjawisko, które niejednokrotnie widziałam – ktoś wymyślił coś fajnego i przez samo to niefortunne wydarzenie narobił sobie kłopotów. Lub – wymyślił coś fajnego i jeszcze na dodatek ośmielił się być z tego powodu rozradowany i szczęśliwy (to nawet gorzej).
    Ironizuję tutaj trochę, ale chyba chodzi mi tu o to, że wbrew polskiemu czczeniu rozmaitych „wspólności” często nie umiemy się cieszyć, gdy coś się dobrego wydarza poprzez jakiegoś naszego rodaka (patrz: „Modlitwa Polaka” z „Dnia Świra”). Słyszałam dziś taką historię aktualną o plakacie, który wygrał na jakimś zagranicznym konkursie i o internetowej dyskusji na ten temat.

    Ale rozumiem Twój punkt widzenia – spojrzenie na tą opowieść jako na historię człowieka, który nie umiał odnieść sukcesu przyniosło mi na chwilę trochę ulgi, a przyjnajmniej usunęło z pola widzenia zmartwienie opisane powyżej. Zawsze pozostaje jednak to pytanie – czemu nie umiał odnieść sukcesu?

  17. ztrewq said

    @Karpiński: Ta notka oraz wiele komentarzy do niej rzucą nieco światła na różnice między Gatesem i Karpińskim.

  18. andsol said

    …pacjentowi Choleckiemu. Nie wiadomo, czy pacjent przeżył. Od lat zastanawia mnie czy biedak, który dostał płaszcz (czy też futro?) od Św.Franciszka, przepił go w pierwszej napotkanej karczmie. Oj, nie zawsze były nagrody dla aktorów drugoplanowych.

  19. cmss said

    Gutenberg zmarł w biedzie, Łukasiewicz nie. Optymistyczne jeżeli zastanowić się nad komentarzami w sieci o Karpińskim.

    W linku podanym przez ztrewq jeden komentarz zasługuje IMHO na szczególna uwagę: embercadero, 2009/04/21 23:14:15
    W ogóle to temat dla psychologa czemu tak jest że w Polsce takich Krapińskich jest masa a Gatesów czy Ballmerów wcale, coś musi być zjebane u nas na etapie wychowywania dzieci chyba.

  20. telemach said

    @ztrewq:
    @M:

    1. Gazeta sobie (zwyczajowo) efektownie upraszcza. Karpiński nie był polskim Gatesem ani też żadnym innym. Gates nigdy niczego nie wymyślił. Umiał natomiast genialnie wdrażać i sprzedawać czyjeś pomysły. W tym sensie (co jest jeszcze do udowodnienia) był Gates amerykańskim Łukasiewiczem.

    2. Wojtek Orliński też sobie (obawiam się) efektownie upraszcza. Fakt, że Karpiński (w podeszłym wieku i w rzeczywistości której nie znał i nie rozumiał) nie był mistrzem przedsiębiorczości i marketingu, nie jest wystarczającym powodem aby przyłączać się do rzeszy gnojących, umniejszających i prześmiewających. Karpiński był zdolnym człowiekiem zasługującym na pomoc i poparcie. Nie tylko go nie dostał lecz został zniszczony w PRLu przez miernoty. A potem, gdy był już tylko cieniem samego siebie, dokończony przez cwaniaków nowego ustroju. Może gdyby wynalazł „oscylator” to lepiej by się wpisał w ówczesny mentalny krajobraz. Z tego powodu tekst WO nie podoba mi się, sugeruje bowiem, że (współ)winy należy się doszukiwać u ofiary. Co rozgrzesza w jakiś sposób zarówno system, jak i ludzi którzy go tworzyli. Przed i po 1990 roku.

  21. Wynalazcą okazuje się być red. Jacek Żakowski. Czy ma szanse, by się „przebić” – http://www.radiownet.pl/radio/wpis/3024/ ?

  22. beatrix said

    Ignacy Lukasiewicz jawi sie jako pozytywna jednostka. Mozna sobie poczytac tu :
    http://www.kbc.krosno.pl/dlibra/doccontent?id=74&dirids=1
    Ciekawe, dlaczego został tylko z lampy zapamietany, a raczej przekazany? I ciekawe dlaczego ta biografia miala jedno tylko wydanie. CZlowiek byl cichy i pracowity. Moze dlatego.

  23. telemach said

    Beatrix – Łukasiewicz został zapamiętany (niestety) w odpowiedzi na szerokie zapotrzebowanie na postać. Szczerze mówiąc, waham się czy pisać o nim dalej. Przyzwoity i przedsiębiorczy był z niego człowiek. Zapamiętany został za rzeczy, których nie wynalazł. Nawet się o to specjalnie nie starał, potomni zadecydowali za niego o tym co miało być jego osiągnięciami. Nagrzebałem się, nagrzebałem w tych materiałach źródłowych – a teraz sam nie wiem, czy powinienem dalej. Z jednej strony zabawne. Z drugiej – bezbrzeżnie smutne.

  24. beatrix said

    Smutne jest zapamietanie lampy li i jedynie. Sama postac smutna nie jest. Dlatego sadze, ze warto a nawet nalezy. Mu sie. Pisz. Co tam.

  25. andsol said

    Yes. If you please.

  26. nameste said

    @Teresa Stachurska: te linki są na temat (postu telemacha), czy to taki spam luzem?

  27. ztrewq said

    @telemach:

    Fakt, że Karpiński (w podeszłym wieku i w rzeczywistości której nie znał i nie rozumiał) nie był mistrzem przedsiębiorczości i marketingu, nie jest wystarczającym powodem aby przyłączać się do rzeszy gnojących, umniejszających i prześmiewających.

    Fakt, że nie jestem dobry z matematyki, nie jest wystarczającym powodem, żeby się ze mnie naśmiewać, to prawda. No chyba, że zasypuję pracowników Instytutu Matematyki listami z moim dowodem na twierdzenie Fermata. I że oskarżam cały establishment o dyktowaną zazdrością zmowę milczenia. I że pół polskiego Internetu i kilka dużych gazet nazywa mnie „polskim Leibnizem”.

    Zacytuję WO:

    Pojawia się jednak pytanie o to, skąd ten uporczywy pęd do popełniania ciągle tego samego błędu. Pasję do IT można realizować na wiele sposobów – Karpiński byłby zapewne dobrym wykladowcą, popularyzatorem, serwisantem wreszcie. Dlaczego uparcie chciał ciągle być szefem zespołu wprowadzającego na rynek jakiś wynalazek? Sugeruje mi to odpowiednik grafomanii, tzn. upartego robienia czegoś, do czego najwyrazniej brak talentu.

    Karpiński zresztą dalej próbuje sił w biznesie, jeśli wierzyć Wikipedii. Najwyraźniej zresztą swoją mitologię nieuznanego wynalazcy dziedziczy po ojcu. W artykule z GW jest taki fragment:

    Tata wymyślił dolnopłat – samolot, który skrzydła ma pod kadłubem, a nie nad nim. Ale polscy urzędnicy uparli się, że nie da się czegoś takiego zrobić, ponieważ samolot przewróci się w powietrzu. Trzy lata później taki samolot skonstruowali Niemcy.

    Jedno co da się powiedzieć o tym tekście, to „brednie”. W 1917 Junkers zbudował J7, który jako J12 zaczęto produkować w 1918. W 1919 Niemcy zaczęli produkować Junkersa J13/F13. Była to bardzo — jak na owe czasy — nowoczesna konstrukcja — w całości z metalu, wolnonośny dolnopłat.

    Nawet nie był jedyny dolnopłat produkowany w tym czasie. Również w 1917 Heinkel zaprojektował Hansa-Brandenburg W29. A jednym z pierwszych samolotów produkowanych w Polsce był PZL 23, „Karaś” — dolnopłat, który zaprojektowano trzy lata po powstaniu w Polsce wojskowego przemysłu lotniczego, czyli PZL. I z całą pewnością o aerodynamicznej sensowności konstrukcji nie decydowali urzędnicy.

    Ja temu gościowi po prostu nie wierzę, to mitoman.

    Nagrzebałem się, nagrzebałem w tych materiałach źródłowych – a teraz sam nie wiem, czy powinienem dalej. Z jednej strony zabawne. Z drugiej – bezbrzeżnie smutne.

    Powinieneś; jestem bardzo ciekaw tej historii.

  28. ztrewq said

    P.S. Adam Karpiński był lotnikiem i konstruktorem lotniczym — w 1923 zaprojektował znakomity, pierwszy całkowicie polski, amatorski szybowiec „Akar”. Poza tym był alpinistą; zginał w lawinie podczas prowadzonej przez siebie pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje w 1939 roku próbując zdobyć szczyt Tirsuli.

  29. telemach said

    @ZTREWQ: Ten Karpiński jest dla mnie postacią złożoną. Nie potrafię (doprawdy) ocenić do jakiego stopnia jego kłopoty były pochodną jego (pewnie trudnego) charakteru, uporu i ewentualnie fałszywie pojmowanej własnej roli. Nie wiem – a więc korzystam z dobrodziejstwa wątpliwości.
    Zdaję sobie sprawę z tego, że postaci w rodzaju Karpińskiego obrastają w legendy. Nie mam jednak pojęcia, jaki jest udział medialnych uproszczeń i przekłamań. Faktem pozostaje: K. był swego czasu zdolnym (o ile nie genialnym) wynalazcą. Jest to kapitał który zmarnowaliśmy (lub który w naszym imieniu zmarnowano). To mi w zasadzie wystarczy aby wyrazić z tego powodu żal.

    WO idzie drogą szczypania Karpińskiego po łydkach i wytykania mu palcem jego (ewentualnej) nieudolności jako przedsiębiorca. Nie wydaje mi się to całkowicie „fair”. Nikt z nas nie jest doskonały. Czy należy dawać wiarę teoriom spiskowym ofiar to już zupełnie inna kwestia. Karpiński jest rozgoryczony. Ale czy to rozgoryczenie jest bezzasadne? Trudne.

  30. telemach said

    @nameste: Pani Teresa Stachurska – z tego co widzę – lubi się dzielić z innymi tym co uważa za aktualne i ważne. Sądzę, że pojmuje to jako swoistą misję polegającą na budowaniu mostów pomiędzy poszczególnymi segmentami sieci. Wkłada w to dużo pracy. Przy takim nawale pracy może się zdarzyć, że merytoryczny związek linka z komentowanym tekstem trochę ucierpi
    :-)

  31. kwik said

    @ telemach – pięknie objaśniasz, ale to jednak jakaś nowa polska sztuczna inteligencja (czy raczej jej brak), chwyta pojedyncze wyrazy i podrzuca spam niby apropo. Tylko pierwszy komentarz był ludzki, po zasianiu ziarna już idzie samo.

  32. cmss said

    :)
    No i oczywiście czystość naszych serc: Pani Teresa Stachurska, która ostatnio wskazując link do Telemacha z wynalazcą Łukasiewiczem, zapomniała o innym wielkim Polaku, któremu się w USA ponad 100 lat temu bardzo się udało, mianowicie o Eraźmie JERZMANOWSKIM. [zalecam zajrzeć do Wikipedii: ok. 1,5 mln zł stypendia-nagrody na dzisiejsze pieniądze ufundował pojedynczym ludziom rok po roku!]
    Jego pomnik Pan Prezydent Krakowa Majchrowski w niedzielę odsłaniał w Prokocimiu, w okrągłą 101 rocznicę Jego śmierci.
    I Wy Panowie na EMIGRACJI BIERZCIE z niego!
    To jest w zasadzie jedyny akceptowany model Polaka – Emigranta.
    Po pierwsze wrócić.
    Po drugie z forsą.
    (bez forsy nie wracać, gromadzić dalej)
    Wrócić z darami.
    Wrócić i założyć fundację.
    Broń Boże żadnych rad i wymądrzań się, chociaż według mnie to wiedza i doświadczenie mają większą wartość.
    Ale nie u nas.
    W Polsce tylko kasa.
    Wówczas zasłużycie na ordery, dyplomy, pomniki, ulice i place.
    No i na miejsce w alejce zasłużonych lokalnego cmentarza, po najdłuższym życiu.
    Rządzić to u nas może zagraniczna korporacja, zagraniczny inwestor.
    Polak nie, szczególnie krajowiec.
    Zadziobią.
    Syndrom trzech Panów K: Kluska, Kulczyk, Krauze.
    I wielu, wielu innych.

  33. kwik said

    „Erazm Jerzmanowski … przemysłowiec, mecenas, działacz społeczny i filantrop zwany „polskim Noblem” … zgodnie z zapisem, nagrodę mógł otrzymać tylko Polak i katolik.”

    To zwykłe świństwo. Noble też powinni dawać tylko Polakom i katolikom.

  34. telemach said

    No to pojedźmy z dalszym ciągiem. Zaraz będzie wesoło :)

  35. andsol said

    Danke von Gebirge.

  36. cmss said

    @telemach: ma być czy nie, Ty decydujesz?

  37. telemach said

    @cmss: nie bardzo rozumiem pytanie. A poza tym przeniosłem się już kawałek dalej:

    https://pytania.wordpress.com/2010/02/10/nasz-wielki-wynalazca-2/

  38. cmss said

    Zaimplementowane narzędzia nadają się do rozmów: To w Texasie czytają Arystotelesa?
    Telemachu, czas sięgnąć po łuk, cóż że ciężko się napina. :)

  39. ztrewq said

    WO idzie drogą szczypania Karpińskiego po łydkach i wytykania mu palcem jego (ewentualnej) nieudolności jako przedsiębiorca. Nie wydaje mi się to całkowicie “fair”.

    A mnie jak najbardziej — WO obśmiewa bohatera hagiograficznych, duszaszczypatielnych tekstów z mainstreamowej prasy. Karpiński najwyraźniej nigdy nie miał kłopotu z nagłośnieniem swoich wynalazków i swojej persony, ani za komuny, ani później.

    Karpiński chwali się artykułami w Trybunie Ludu, braniem udziału w pierwszych programach telewizyjnych — z Gomułką, rozmowami z Gierkiem. No pardon mon ami, ale jak się bez wazeliny wchodzi w takie towarzystwo i gra z dużymi chłopcami w „Rozbierz pana cebulę”, to wypadnięcie z łask i pasanie świń jest po prostu jedną z możliwych konsekwencji. I to nawet jeszcze nie najgorszą.

    Jak się ma taką korzystną prasę i programy telewizyjne, przychylnych dziennikarzy bez zmrużenia okiem łykających wszystko, co on opowiada (co, jak to powyżej wykazałem, nie jest stuprocentową prawdą), i jeszcze współczucie czytelników, to odrobina szczypania po łydkach nie jest niczym niestosownym.

    Skojarzenie a propos pasania świń:

    Pytają znajomi
    co ja zrobię wreszcie
    i gdzie się podziewam
    gdy mnie nie ma w mieście

    Mówię im oględnie
    że z moją kobitą
    hodujemy pszczoły
    pod ruską granicą

    Pod ruską granicą?
    To bardzo ciekawe
    gliny w tym węszyły
    polityczną sprawę

    Piosenka, piosenka
    Jak ta prostytutka
    Udaje wesołą
    A naprawdę smutna

  40. telemach said

    ztrewq, nie wiem. Można i tak. Muszę przemyśleć.

  41. ztrewq said

    Tak po zastawieniu i introspekcji — ja go zwyczajnie i spontanicznie nie lubię i nie chcę, żeby został kolejnym Narodowym Symbolem.

    Zgadzam się, że to postać tragiczna — ale na własne życzenie. Powinien służyć za ostrzeżenie: jak sprawić, żebyś był nieszczęśliwy przez całe życie, nawet jak dobrze ci się wiedzie.

    W kontekście komuny Karpiński to człowiek sukcesu. W kontekście Stanu Wojennego to jest facet, który dostał pracę. Pomyśl! W Szwajcarii. W 1981. Taką pracę, jaką kochał. Znów — człowiek sukcesu. W kontekście lat 90′ to jest doradca Balcerowicza. W kontekście lat 00′ — człowiek, który jest Symbolem Polskiej Myśli Technicznej.

    Los — tragedia grafomana, którego wszyscy cenią za dobrze zrobione buty, ale jego powieści nikt nie kupuje. I dlatego czuje się przez całe życie niedoceniany, jest rozgoryczony i nieszczęśliwy.

    Historia Kelusa zaś jest epicka, a przecież nie utytłana w samoużalaniu; przeciwnie — z dystansem, kpiną i poczuciem humoru.

  42. telemach said

    „Tak po zastawieniu i introspekcji — ja go zwyczajnie i spontanicznie nie lubię i nie chcę, żeby został kolejnym Narodowym Symbolem.”
    ztrevq – trzeba tak było od razu. Przekonałeś mnie. Przyłączam się.

  43. nameste said

    Na przecięciu Łukasiewicza z Karpińskim pojawia mi się (z automatu) Bratkowski (Stefan), np.:

    Panu Bogu wyraźnie podobała się ta Ameryka – dał jej i ropę naftową. W Europie pierwszy dowiercił się jej w roku 1854 Ignacy Łukasiewicz, konstruktor pierwszej lampy naftowej, i Polacy kierowali też najstarszym w świecie wydobyciem przemysłowym ropy w Rumunii roku 1859.
    (stąd)

    i martyrologia (równie bodaj sfałszowana, co martyrologia Karpińskiego) „Życia i Nowoczesności”, z późniejszym przełożeniem na DiP, a także produkcja krzepiącej, antypowstańczej tradycji, jak w Najdłuższej wojnie nowoczesnej Europy.

    Pytanie o rolę Symboli Narodowych wobec kompleksu zaścianka & zadupia. Polacy sprawdzali się w Rozproszeństwie, współtworząc cywilizację imperium rosyjskiego (ach, Harbin, ach, Syberia) czy amerykańskiego (ach, mosty Modjeskiego), podobnie jak przedstawiciele innych narodowości (znaczy, nic nadzwyczajnego). Potem Gdynia/COP, reforma Grabskiego, sny o potędze. Potem – no, właśnie, co potem? Wieczna duma z osiągnięć Szkoły Lwowsko-Warszawskiej?

    A dziś mamy w Kraju globalizację (znaczy, Polacy działają na rzecz imperium globalnego, dla odmiany, jak ocean przedstawicieli innych narodowości, nadal niczym specjalnym się nie wyróżniając, co nie dziwne), a Wy, dyskutanci, w Rozproszeństwie ;). Oczywiście, z miłą pamięcią o Kelusie, bezpretensjonalnym komentatorze pokolenia zmarnowanych szans.

    Ot, tak mnie naszło na chaotyczne przymarudzenie.

  44. kwik said

    @ nameste – skoro już tak Ci się ulało, mógłbyś zdradzić, skąd wskazówka, że martyrologia “Życia i Nowoczesności” sfałszowana?

    A czy proste uczciwe życie na polskiej wsi nie jest równie satysfakcjonujące jak światowa kariera? Wierzę, że tak, choć nijak nie potrafię sobie wyobrazić ani jednego, ani drugiego.

  45. telemach said

    @kwik:
    „A czy proste uczciwe życie na polskiej wsi nie jest równie satysfakcjonujące jak światowa kariera?”
    Wszystko można (przy odrobinie szczęścia) spieprzyć. Nawet proste życie na wsi. :)

    To co napisał powyżej Nameste jest dla mnie cenne, bo pokrywa się z moimi wątpliwościami. Te są rozliczne. Na Łukasiewicza nie wpadłem sam, naprowadził mnie Ludwik Stomma małą wzmianką w swych „Polskich złudzeniach narodowych”. Nie podając wszakże źródeł. Wydało mi się to tak nieprawdopodobne, że zacząłem sprawdzać. I wyszło niestety na to, że Stomma wiedział o czym mówi. Z poprawką, że jest jeszcze gorzej. Szekina dorzuciła (jako przeciwieństwo Łukasiewicza) Karpińskiego – i tutaj nagle okazało się, że jesteśmy naocznymi świadkami powstawania następnej bajki. Powstaje za naszych czasów, na naszych oczach i nic, zupełnie nic nie można na to począć. Proces mitologizacji rzeczywistości rozwija jakąś złowrogą autodynamikę, mnie to czyni bezradnym. „Robienie” Łukasiewicza przypada na okres 1918-1939, gdy były (psychologicznie rzecz biorąc) potrzebne zręby na których można było budować wspólną tożsamość zbieraniny. „Robienie” Karpińskiego to czasy późnego Gierka – gdy istniało zapotrzebowanie na dowody indolencji systemowej niszczącej zdolności i talenty (niewątpliwie zdolnych) rodaków. W obu przypadkach mit się uwalnia i zaczyna (niezależnie od zapotrzebowania) funkcjonować jako nieodłączna część rzeczywistości.

    Mnie czyni to bezradnym – bo świadomość, że w gruncie rzeczy nic nie wiemy (zanim nie zaczniemy grzebać) prowadzi do kolosalnego dyskomfortu. W pewnym momencie nadchodzi podejrzenie, że również „wygrzebane” należałoby sprawdzić. Tylko w oparciu o co? O inne wygrzebane? Baba w babie.

    Dyskomfort pogłębia się na myśl, jak wątłe są fundamenty historycznej oczywistości. I jak wątłe (jak również podatne na manipulacje i demagogię) może być to, co na nich zbudowaliśmy.

  46. nameste said

    @kwik: jak poskrobać, to za każdym ŻiN-em czy DiP-em stoi stosowna figura (albo kilka) z przełożeniem na Biuro Polityczne lub jego funkcjonalny odpowiednik. Nie chce mi się jednak skrobać w tych zamierzchłościach. A metodologia podawania w wątpliwość zasług/martyrologii wyłania się zza „kalendarium” Karpińskiego, zajawionego wyżej przez ztrewq.

  47. kwik said

    @ nameste – niewątpliwie, zawsze jakiś (chwilowo) życzliwy protektor musiał się znaleźć. Dobra, zostawmy.

  48. Camel said

    Pogrążamy się w żałości. Jedni, że Katyń, inni, żeśmy zacofani. Racji tym drugim odmówić nie można, ale co za dużo, to niezdrowo. Łukasiewicz rozpoczął w Galicji Epokę Ropy Naftowej! Zagraniczne encyklopedia zauważają ten fakt i piszą o Łukasiewiczu dużo bardziej entuzjastycznie (i rzeczowo) niż my sami (http://en.wikipedia.org/wiki/Ignacy_Łukasiewicz). To nie jest „wynalazca lampy naftowej” . W tym ujęciu to faktycznie nikt i betka. To jest „petroleum industry pionier” a to oznacza: jedna z najbardziej znaczących osób w historii naszej cywilizacji.

  49. telemach said

    @Camel: wpis w angielskiej Wiki stworzyło i redagowało trzech Polaków na podstawie polskich źródeł pośrednich. Szczegóły i linki w tekście i dyskusji tutaj:
    https://pytania.wordpress.com/2010/02/10/nasz-wielki-wynalazca-2/

    To co cytujesz, to nie są „zagraniczne encyklopedie” lecz tekst trzech polskich entuzjastów.

  50. Camel said

    Nie załamuj mnie. Mam już dość odkrywania, że wszystko co dobrego o Polsce i Polakach wiemy to mity, zaś nasz narodowy panteon pełen jest postaci z rodzaju Prymasa Tysiąclecia. Czas się napić?

  51. telemach said

    @Camel: nie jest tak źle. Panteon narodowy po prostu został zapełniony przez partaczy. Są postaci pozytywne (i to sporo), które niezasłużenie czekają w przedsionku.
    https://pytania.wordpress.com/2010/01/01/828/

  52. porcelanka said

    Mnie z kolei po przeczytaniu powyższej dyskusji zastanawia, co jest miarą wartości wynalazku? Jego sukces społeczny – a zatem udane wzbudzenie potrzeby i sprzedaż [tudzież błyskotliwa odpowiedź na powszechnie istniejącą potrzebę]? A może wcześniej: umiejętność przedstawienia swojego epokowego odkrycia tak, by zrozumiał jego doniosłość przeciętny zjadacz chleba? Siła charakteru pozwalająca wyjść z opresji zgotowanych przez bliźnich? Patriotyzm czy sprytne korzystanie z okazji? Wszystko naraz?

    Wyobraźnia narodowa nabrzmiewa od sprzecznych oczekiwań wobec materiału na bohatera.

    Taki bohater: ‚wymyśl i sprzedaj się sam’. Z pewnością powinni tego uczyć w szkole. Tylko kto?

    Czyż jednak i w bohaterze spełniającym nowoczesne kryteria nie odkryto by jakiejś wstydliwej łatki? Może pradziadek w Wermachcie lub co gorsza, o korzeniach żydowskich. Bo przecież bohater bez skazy to dopiero jest niepokojące.

  53. I.Łukasiewicz nie wynalazł lampy naftowej, nie był też wynalazcą nafty. Jego znacząca działalność rozpoczęła się w Polance k/Krosna wespół z T. Trzecieskim. Sukcesy na niwie naftowej osiągnął po uruchomieniu destylarni w Chorkówce w 1865 r.oraz w spółce naftowej powstałej w 1861 r.
    W UP w Wiedniu są dokumenty świadczące o pionierskich galicyjskich (Polski nie było na mapach świata) pracach w zakresie destylacji ropy naftowej w 1853 r. przez mgr Jana Zeha. Światowy prym wiodą J.Young, B.Siliman,A.Gesner

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: