Artystom wolno więcej

Styczeń 14, 2010

Szlachectwo zobowiązuje. Muzyka łagodzi obyczaje. Powtarzane do znudzenia komunały zapraszają do postawienia znaku zapytania. Dzisiaj: Il principe Carlo Gesualdo di Venosa.

Genialny był ten Gesualdo. Naprawdę genialny. Będąc (prawdziwym) księciem, był również jak najbardziej prawdziwym artystą. Pod każdym względem. Próby zrobienia z niego jedynie uzdolnionego dyletanta skazane są na niepowodzenie. Kompozytorem się bywa, artystą trzeba się urodzić. Wyprzedził swój czas o wieki. Gesualdo pozostawił potomności (obok garści muzyki sakralnej) sześć zbiorów madrygałów niepodobnych do niczego co powstawało w jego czasach. To, co wyprawiał z polifonią, budziło i budzi nadal zdumienie. Jego sposób stosowania chromatyki pojawi się w zasadzie dopiero trzy wieki później i przyniesie chwałę Wagnerowi. Strawiński był nim zafascynowany. Britten go uwielbiał.

Jego ciekawe nad wyraz życie inspirowało innych przez stulecia, Tasso zaczął, Schnittke skończył. Znakomita biografia pióra Glena Watkinsa nie jest jednak w Polsce zbyt szeroko znana. Wynika to z indolencji polskich wydawców. Gdyby ktoś im powiedział, że Carlo Gesualdo łączy w jednym życiorysie interesujące szeroki ogół dokonania Romana Polańskiego z dorobkiem Charlesa Mansona, pozycja zdobiłaby wystawy rodzimych księgarń. Nie zdobi. Spróbujmy zatem zamknąć tę dotkliwą lukę, ograniczając się do ważniejszych (z punktu widzenia prasy brukowej) faktów.

Carlo Gesualdo urodził się w 1566 roku, tron książęcy objął w wieku lat dwudziestu. W zasadzie nie był splendorami specjalnie zainteresowany, tak się jednak jakoś złożyło. Objęcie ważnego stanowiska położyło kres słodkiej i upojnej młodości, która upływała mu na grze na lutni, rozmowach o sztuce, komponowaniu i uprawianiu seksu z kolegą kompozytorem o zabawnym imieniu Pomponio Nenna, jak również mniej znanym młodzieńcem, niejakim Giovanni Macque. Trzeba się było wziąć do pracy, ta jednak, jak wiadomo, nie zawsze sprawia jedynie przyjemność. Pierwszym obowiązkiem księcia jest podtrzymanie rodu, w tym celu został ożeniony z Marią d’Avalos, kobietą o legendarnej urodzie i równie legendarnym apetycie seksualnym. Gesualdo był jej trzecim mężem, poprzednicy zmarli z wyczerpania. Piękna i łagodna Maria powiła wkrótce dziecię, córeczkę jak chcą jedni, chłopczyka jak twierdzą drudzy. Wkrótce zachodzi ponownie w ciążę, czuje się jednak zaniedbywana przez męża, który ma moc innych, nie cierpiących zwłoki i (łagodnie rzecz mówiąc) intensywnych zajęć. Maria popełnia błąd biorąc sobie kochanka, nie można jej wszakże zarzucić, że była mało wybredna. Fabrizio Caraffa jest nie tylko księciem, lecz również papieskim siostrzeńcem. To się liczy. Zyczliwi donoszą swemu panu co i jak, Gesualdo oświadcza żonie (podstępnie), że udaje się na polowanie, ale się nie udaje, tylko chowa w pobliskich zaroślach. Po zapadnięciu zmroku wkracza (w towarzystwie uzbrojonych w różne ostre przedmioty sług) do swej sypialni. W łożu leży piękna Maria, obok łoża stoi kołyska z niemowlakiem, sielankowy obraz zakłóca jedynie leżący na Marii Fabrizio Caraffa. To co się dzieje potem trudno nazwać działaniem w afekcie, Carlo G. był poinformowany o tym co może go czekać i miał w zasadzie czas aby sobie wszystko przemyśleć, a może nawet ochłonąć. Książe własnoręcznie morduje kochanka pozbawionego nie tylko broni lecz także – co budzi zdziwienie współczesnych – odzianego w damską bieliznę. Następnie, na oczach żony kastruje zwłoki, pastwiąc się dość długo nad ciałem. Potem, kierując się podejrzeniem, że dziecię może być nieprawego łoża, postanawia zarżnąć niemowlę. Biorąc pod uwagę nierówny stosunek sił (niemowlę jest słabsze i nieuzbrojone) bez trudu udaje mu się zrealizować swój zamiar. Na koniec morduje niewierną żonę. Zostawszy potrójnym (a w zasadzie poczwórnym) mordercą, nakazuje wystawienie zmasakrowanych zwłok na widok publiczny, niech poddani się nie nudzą. Ponieważ jest księciem, są pewne problemy z postawieniem go przed sądem. To irytuje rodzinę Fabrizio Caraffy i postanawia ona, korzystając z przewagi liczebnej, wziąć sprawy w swoje ręce. Carlo G. opuszcza Venosę i udaje się do raczej niedostępnego zamku Gesualdo. Tam może się oddać w spokoju swym ulubionym zajęciom (głównie komponowaniu) do czasu, aż sprawa przycichnie. Wkrótce zresztą udaje się do Ferrary, gdzie pojmuje za żonę Leonorę d’Este, odważna kobieta, jak by na to nie patrzeć. Małżonkowie doczekają się potomka, ten jednak umiera, a Gesualdo pogrąża się w głębokiej depresji. Zamknąwszy się ponownie w murach swego zamku, oddaje się kompozycji dzieł sakralnych, modlitwie, a przede wszystkim umartwianiu powłoki cielesnej. Umartwianie powłoki polega na tym, że daje się codziennie wybatożyć do krwi przez nagiego młodzianka, dziecko prawie. Zatrudniał ich zresztą spore grono, na wypadek gdyby któryś zachorował albo się zmęczył. Sam też – jak głosi wieść gminna – rezygnuje podczas tych regularnych sesji z odzieży. Umiera z wycieńczenia w 1613 roku. Sacher-Masoch i markiz de Sade byli tylko epigonami.

Tak po krótce brzmi historia Carla Gesualdo, księcia di Venosa, interesującego człowieka, szlachetnie urodzonego prekursora niekonwencjonalnych praktyk seksualnych z udziałem przemocy i nieletnich, wielokrotnego mordercy, pełnego skruchy grzesznika, a przede wszystkim genialnego artysty, którego utworami zachwycamy się po dzień dzisiejszy.

Pojawiające się ostatnio pytanie, czy artystom wolno więcej, nie jest całkiem bezzasadne, nie odzwierciedla jednak złożoności zagadnienia. Gesualdo wolno było więcej. Na zdrowie mu to nie wyszło.

Watkins postarza Gesualdo przenosząc jego urodziny na rok 1562. Jest to zabieg kontrowersyjny. Alfred Schnittke twierdził w jednym ze swych listów, że Watkinsowi nie we wszystkim można wierzyć.

Odpowiedzi: 60 to “Artystom wolno więcej”

  1. p'vel said

    „Co wolno wojewodzie to nie…”
    Wydaje się, sam Watkins księciem się nie znudził. W marcu tego roku ma sie pojawić na półkach wirtualnych i tych rzeczywistych jego nowa książka „The Gesualdo Hex: Music, Myth, and Memory”. Jeżeli mam sądzić po tytule, to biografią nie jest.
    Dziękuję telemachu za przypomnienie postaci Gesualda. Gdzieś mi zniknął on z pola widzenia w powodzi papki „przykładów do naśladowania”. A co do wydania polskiego, to miejmy nadzieję, że po Twoim wpisie coś się w tej kwestii zmieni.

  2. …historia kołem się toczy. Czy nasze żywota są jedynie odbiciem poprzednich?

  3. p'vel said

    @Pistacjowy Kosmita
    Wolę światło odbite niż żyć w ciemnościach.

  4. W ciemnościach? A to już innej możliwości niet?

  5. Książę, artysta, morderca, kompozytor, sadysta, masochista, homoseksualista, pedofil… jak na prawdziwego człowieka Renesansu porzystało, nic co ludzkie, nie było mu obce.

    Portret w ciemnych barwach malowany, ale mimo wszystko… w barwach, (bo czyż nie barwna to była postać?). Inna sprawa, że raczej niuansów aplikowanych na sposób sfumato w nim nie znajdziemy.

    A jak się ma wartość artystyczna jego madrygałów do tych jego wszystkich życiowych ekscesów? Rację może mieć ten, co odpowie, że nijak, jak i ten, co uzna że jedno bez drugiego ani rusz.

    PS. Czyżbyśmy mieli z Twojej opowiastki jakoweś (a)morały wyciągać, Telemachu?
    Czy tylko mamy zadowolić się konstatacją (kolejną, zresztą), jaki to ten nasz świat jest dziwny, przewrotny, szyderczy, absurdalny, ciemny, złudny, groteskowy i… tak wogóle to tylko sarkazmu wart?

  6. telemach said

    @logos:
    „Czyżbyśmy mieli z Twojej opowiastki jakoweś (a)morały wyciągać, Telemachu?
    Czy tylko mamy zadowolić się konstatacją (kolejną, zresztą), jaki to ten nasz świat jest dziwny, przewrotny, szyderczy, absurdalny, ciemny, złudny, groteskowy i… tak wogóle to tylko sarkazmu wart?”

    Bóg zapłać Logosie za troskliwe pochylenie się nad materią. Morału nie ma. Oczekuję, że zadowolisz się konstatacją (kolejną, zresztą), jaki to ten nasz świat jest dziwny, przewrotny, szyderczy, absurdalny, ciemny, złudny, groteskowy i… tak w ogóle to wart tego aby na to, co dzieje się obecnie, popatrzeć przez pryzmat tego co działo się wcześniej. To się nazywa szerszy kontekst. Dobrze o nim pamiętać zanim się przejdzie do formułowania sądów kategorycznych, myślę.
    Piszesz:
    „A jak się ma wartość artystyczna jego madrygałów do tych jego wszystkich życiowych ekscesów? Rację może mieć ten, co odpowie, że nijak, jak i ten, co uzna że jedno bez drugiego ani rusz.”
    Zakładasz – chyba błędnie – że chodzi tu o rację. Nie chodzi. Chodzi o przypomnienie symptomatycznego przypadku. Chodzi też o refleksję, że jeżdżenie po szynie pt. racja nie prowadzi bynajmniej do sensownych konkluzji. I o przypomnienie, że jest to stary problem. Stalin np. pisał w młodości wiersze (poważnie). Na szczęście były one marne, ocena człowieka-artysty Stalina jest dzięki temu prosta. Kłopot byłby, gdyby pisał (w naszym odczuciu) genialnie. Albo gdyby Idi Amin był niepoślednio godnym docenienia tenorem bohaterskim. Co wtedy? Strach pomyśleć. Trzeba by było podkreślać za każdym razem, że jest geniuszem i zbrodniarzem w jednej osobie? Można by o nich (artyście i człowieku) osobno?
    Jakieś propozycje?

  7. andsol said

    I tak sobie myślę, telemachu, czy w Twojej galerii pojawi się także Gilles de Rais? Artysta to on nie był, ale bohater narodowy – jak najbardziej…

  8. telemach said

    @andsol: nie wiem. Brakuje mi aktualnego pretekstu. Jedyna nadzieja w tym, że historycy odkryją, że (np) Emilia Prater jednak miała za uszami i zamordowała swoją kochankę. Podkreślam, że nic na to nie wskazuje.

  9. mona said

    andsol, de Rais był wprawdzie bohaterem narodowym, ale już nie jest. Bataille go skutecznie zdemontował, mało z bohaterstwa pozostało.

  10. andsol said

    @mona: jak z internotek (internetowych plotek) wynika, ten autor też zasługuje na specjalny esej telemacha…

  11. Zostawmy więc racje w spokoju (tymczasem).
    Rozważmy symptomy i rodzące się stąd pytanie: jak się ma ewentualny geniusz artystyczny do zbrodniczości występującej w tym samym osobniku?
    Na czym właściwie polegałby problem gdyby Stalin pisał (naszym zdaniem) genialną poezję, czy też komponował genialna muzykę?
    I ogólnie:czy moralne bagno twórcy dyskredytuje w jakimkolwiek stopniu wartość artystyczną jego dzieł?
    Czy zechcesz mi Telemachu wyjawić Twoje zdanie na ten temat? (I czy wówczas to, czy masz rację, czy też jej nie masz, także uznasz za coś nieistotnego, bo jeżdżenie po szynie pt. racja nie prowadzi bynajmniej do sensownych konkluzji ? A zresztą: czy naprawdę nie ma żadnego związku między racją a sensownością konklucji? Albo inaczej: czy można poważnie potraktować konkluzje kogoś, kto w danej materii nie ma ewidentnie racji? )

    Pytasz się o moje propozycje?
    Otóż proponuję, byś udzielił mi odpowiedzi na postawione przed chwilą przeze mnie pytania.
    (Mam nadzieję, że nie będziesz się znowu wykręcał stawianiem kolejnych pytań na „z góry zadane odpwiedzi”, bo takowych tu jeszcze nie ma.)

  12. Mona said

    @Logos:
    sformułowałeś cały szereg pytań, które Ci się „wyłoniły” po lekturze tekstu. Ponieważ oczywistym i dla wszystkich /z wyjątkiem, jak się okazuje, twojej osoby/ widocznym celem telemacha było sprowokowanie czytelnika do postawienia sobie tych pytań, powinno teraz zapanować kłopotliwe milczenie przerywane jedynie od czasu do czasu nerwowym chichotem.
    Podsunę ci jeszcze parę innych:
    1. skąd przychodzimy
    2. kim jesteśmy
    3. dokąd idzieemy?
    4. gdzie jest najbliższa toaleta?
    5. czy panna andzia ma wychodne i dlaczego?
    Na Twoim miejscu stanowczo domagałabym się od autora odpowiedzi. Niech sobie nie myśli łobuz, że kolektyw robotniczo-chłopski mu przepuści i mu się upiecze.

  13. andsol said

    @Mona: a ja naiwny myślałem, że najgorsze co człowiek może na blogu zobaczyć naprzeciwko siebie to tramwaj zwany nameste…

  14. mona said

    @andsol:
    masz na myśli słodkiego ptaka młodości zwanego porządaniem? :-)
    a tak na marginesie: nawet jeśli telemach mnie stąd wypierzuci na zbity monitor, jakieś granice temu pozbawionemu humoru, ale za to zaczepnemu nadęciu musiały być postawione. Akurat teraz mogłabym spokojnie dalej /siedzę na lotnisku niewyspana/ ale poczekam na odpowiedź.

    @telemach: wywal ewentualnie oba komenty. Nie wnoszą one zapewne nic nowego do tematu poza tym, że pomogły mi się uspokoić.

  15. andsol said

    @Mona: ja też bym chciał na lotnisku. Latanie dobrze robi na cerę. Więc jak widać w pełni się z Tobą zgadzam.

  16. nameste said

    @andsol: mylisz mnie z nemesiste?

  17. Abulafia said

    Jednym słowem nie można nawet odpowiedzieć na pytanie; Czy przestanie pan/pani bić drugą połowę stadła. Dwoma, trzema-przedstawić się. Rozbudowane słowotokiem wypracowanie rodzi dalsze pytania.
    Proponuję zatem prześledzenie charakterystyki kreatora wszechrzeczy JHWH, który ponoć stworzył człowieka ,,na wzór i podobieństwo swoje”.
    Ambiwalencja i niezróżnicowalność, nieprzewidywalność i nieobliczalność, dwupłciowość i dualizm natury… Wszystko to ponoć odziedziczyliśmy tzw. genem boga. Przykładem jest bohater przedstawiony przez Telemacha.
    Jabłko nie padło daleko od jabłoni.
    Jeśli kreacjonistyczny punkt widzenia nie daje satysfakcjonujących odpowiedzi, proszę sięgnąć do ewolucjonizmu. Materiału multum.

  18. calmy said

    Nie rozumiem o co chodzi w tym sporze, bo jakiś spór tu jest, tylko nie da się dojść do tego o co w nim chodzi. Wpierw Logos robi poważne zarzuty, ale czego dotyczą i co go zdenerwowało nie można pojąć, ma jakiś problem. Potem Mona mu odpowiada, a na koniec Andsol się cieszy i porównuje ją do Nameste, na co Nameste mówi, że to pomyłka. Na koniec pojawia się niezrównany Abulafia i opowiada o ciemnych stronach katolickiej indoktrynacji. Ładny rosół. Coś takiego jest możliwe chyba tylko w blogosferze.
    W zamęcie gubi się historia, w której chodzi, jeśli wierzyć tagom, o Polańskiego i mord na Sharon Tate, ale z tekstu to niezbyt wynika. Na pytanie, czy artystom wolno więcej nikt nie ryzykuje odpowiedzi, więc może ja spróbuję. Nie wolno. Na pytanie, czy mimo to możemy się zachwycać utworami tego pana co zamordował żonę, kochanka i dziecko odpowiedź też jest prosta: jak ktoś zna to niech się zachwyca. Z tego co wiem, to mało kto zna. I o co tu się spierać panie Logos?

  19. Sarna said

    Calmy, rosół puszcza do Ciebie oczko :) i zaklina się ,że jest czysty jak to rosół, więc niewinny i przejrzysty, co możesz osobiście sprawdzić, bo wiesz …jest jak do rosołu. Wg niego pachnie tu kapustą z grochem czyli niezły bigos ))
    Czy dzieło traci na wartości, przestaje nim być z racji amoralnego prowadzenia się autora? Myślę, że jeśli potrafi się samo obronić swoim kunsztem to nie. Najlepszym papierkiem lakmusowym może być tu obiór przez kogoś kto nic nie wie o autorze, a doświadcza obioru dzieła tylko poprzez jego kontemplację. Co do pytania jak postrzegać łobuza, który jest autorem genialnych dzieł to dla mnie też raczej nie stanowi problemu. Łobuz pozostaje łobuzem. No może zaczynam mieć dylemat gdy myślę o skali łobuza, bo Stalin mimo np genialnych dzieł pozostałby la mnie nim dalej, ale gdy już myślę o Polańskim to choć wiem, że powinien być sądzony wg tych samych praw co inni to mi go szkoda i szukam jakichś detali ułaskawiających )) Jednak nie jest to jego dorobek artystyczny sam w sobie, a jego życie po tym co zrobił. Plusem na korzyść Polańskiego jest fakt, że mogę go oceniać z odległej perspektywy czasowej od momentu złamania prawa. Myślę, że gdyby sprawa działa się dziś mój sąd o Polańskim byłby dla niego nieprzychylny,ale nadal zachwycałabym się jego filmami :)
    pozdrawiam

  20. Sarna said

    Zastanowiło mnie coś jeszcze po wysłaniu komentarza. Otóż w dzisiejszych czasach roi się od wszelkiej maści festiwali, gali itp. Problem miałyby chyba kapituły przyznające prestiżowe nagrody, bo dzieło łobuza spełniałoby kryteria w jakiejś nagradzanej dziedzinie, ale sam jego wizerunek szkodziłby dla rangi nagrody.

  21. andsol said

    Problem miałyby chyba kapituły przyznające prestiżowe nagrody… to się chyba da rozwiązać. Dać nagrodę ale w trybie tajnym. Nawet nagrodzony nie mógłby o tym wiedzieć.

  22. calmy said

    @Sarna
    „Czy dzieło traci na wartości, przestaje nim być z racji amoralnego prowadzenia się autora? Myślę, że jeśli potrafi się samo obronić swoim kunsztem to nie.”

    Teoretycznie to łatwo się rozważa. Ja tam nie mam najmniejszego problemu z renesansowymi kompozytorami. Ale gdyby był współczesny? Wyobraź sobie że Twój ulubiony-uwielbiany artysta (aktor, piosenkarz, reżyser itd) dopuszcza się czynu dla Ciebie wstrętnego i odrażającego. Dalej jesteś w stanie rozkoszować się dziełem? Bo jego życiorys nie umniejsza jego artystycznych dokonań? Jak dalece możesz go rozgrzeszyć? A jeśli zamordowałby kogoś kogo znasz? też byłabyż taka wspaniałomyślna? Ja z pewnością nie. Nie potrafiłabym. Dlaczego właściwie?

  23. telemach said

    @Logos:

    „Pytasz się o moje propozycje?
    Otóż proponuję, byś udzielił mi odpowiedzi na postawione przed chwilą przeze mnie pytania.”

    Dobra propozycja. Proponuję ze swojej strony aby pozostać przy dobrej starej formie „pytasz” a nie „pytasz się”. Choćby dlatego, że uchodzi za poprawną.

    „Mam nadzieję, że nie będziesz się znowu wykręcał stawianiem kolejnych pytań”

    Nie będę.

    „jak się ma ewentualny geniusz artystyczny do zbrodniczości występującej w tym samym osobniku?”

    Nie wiem

    „Na czym właściwie polegałby problem gdyby Stalin pisał (naszym zdaniem) genialną poezję, czy też komponował genialna muzykę?”

    To zależy czyj problem. Problem zawsze jest czyjś. Ja nie miałbym, jak sądzę, żadnego. Ale mogę się mylić.

    „Czy moralne bagno twórcy dyskredytuje w jakimkolwiek stopniu wartość artystyczną jego dzieł?”

    Nie mmam pojęcia. Zdania wydają się być podzielone.

    „Czy naprawdę nie ma żadnego związku między racją a sensownością konklucji?

    Nie wiem co to jest konklucja. Gdyby Ci jednak chodziło par hasard o konkluzję, to nie rozumiem pytania. Jest mętnie, nieprecyzyjnie i w ogóle niechlujnie sformułowane. Ale to już jest moja prywatna opinia, może znajdzie się tutaj ktoś, kto mi wyjaśni o co Ci chodziło. Podejrzewam, że się pogubiłeś. Staraj się proszę nie stawiać nieprzemyślanych pytań, proszę w imieniu innych czytelników tego bloga.

    „czy można poważnie potraktować konkluzje kogoś, kto w danej materii nie ma ewidentnie racji?”

    A to już zupełnie inna para kaloszy. Można, niejednokrotnie nawet należy. Np. w dziele pt. Mein Kampf obywatel Adolf H. stwierdził, że dobro ludzkości zależy od fizycznego zniszczenia rasy żydowskiej. Nie miał racji i nie sądzę abyś chciał tu polemizować. Należało go jednak (i jego niebezpieczne konkluzje) potraktować śmiertelnie poważnie.

    Więcej pytań nie zauważyłem. Teraz ja mam pytanie do Ciebie. O co Ci chodzi?

  24. Sarna said

    Calmy, gdyby to zrobił mój ulubiony aktor, reżyser etc … hym, chyba by już nie był moim ulubionym, ale jeśli był lub nadal by był dobry w tym co robi to chciałabym to znać. Czy potrafiłabym się tym delektować to inna sprawa, ale nawet gdybym już się nie potrafiła nim cieszyć i zachwycać, to jeszcze nie ozn. że potrafiłabym przyznać że dzieło jest „technicznie” dobre (kłopot raczej by tkwił w moim dyletanctwie).Pomyśl, jeśli malarz ma ciekawą technikę, umiejętnie poprowadzi kreskę i dobierze kolory, to obraz nie zmieni barw tylko dlatego, że autor się splamił. Inna sprawa, że lubię w dziele doszukiwać się alter ego autora i sądzę, że gnębiłoby mnie pytanie w stylu jak ktoś tak brzydki mógł spłodzić coś tak pięknego. Albo słuchając muzyki doszukiwałabym się fałszu duszy, a nie smyczka.
    PS Czy byłabym taka wspaniałomyślna gdyby zamordował kogoś kogo znam? Obawiam się, że nie w głowie byłaby mi wówczas sztuka, no chyba, że mówimy o sztuce zemsty, ale czy to jest sztuka? Ponoć sztuką jest umiejętność wybaczania, ale skąd mnie wiedzieć czy bym potrafiła? Sądzę, że raczej nie.

  25. Ja: “Mam nadzieję, że nie będziesz się znowu wykręcał stawianiem kolejnych pytań”

    Telemach: „Nie będę”.

    (Ja, Telemach: bla, bla, bla… )

    Telemach: „Teraz ja mam pytanie do Ciebie. O co Ci chodzi?”

    Ja: To tak dotrzymujesz słowa?

  26. Sorry, mimo wszystko chciałbym odpowiedzieć na zadane pytanie(„O co Ci chodzi?”): Mniej więcej o to, o co chodzi wszystkim innym…(w końcu tak bardzo się od siebie nie różnimy.)

  27. andsol said

    Czy zechcesz mi Telemachu wyjawić Twoje zdanie na ten temat? – dramatycznie zawołał Logos Amicus i to było nawet zabawne, więc zabawnie mu odpowiedziała mona, choć nie zapomniała o powiedzeniu całkiem serio i jasnymi zwrotami czemu to było zabawne:

    oczywistym i dla wszystkich /z wyjątkiem, jak się okazuje, twojej osoby/ widocznym celem telemacha było sprowokowanie czytelnika do postawienia sobie tych pytań.

    Ale Logos Amucus myśli, że to nie blog dla ludzi myślących a podręcznik do wykucia i domaga się odpowiedzi, którą ma za przyobiecaną. A gdy telemach literkami podtłuszczonymi ale grzecznie wyjaśnia w zasadzie to samo, co mona rzekła, pada zarzut niesłowności i to podlany blablactwem.

    A to już nie jest zabawne. It’s becoming ridiculous.

  28. mona said

    @telemach:
    L’air guitar consiste à jouer de la musique sans instrument. Mais s’il n’ya pas de l’air, il n’y a pas de plaisir. Un blogger étouffant. Je le ferais sauter.

  29. babilas said

    @mona:
    Same szóstki w kategoriach technical merit i artistic impression. Publiczność szaleje. A poważnie: chciałbym tak umieć. Bo to spora umiejętność, przekłuwanie balonów niby mimochodem, bez gwałtownych ruchów, ale w ten sposób aby balon nie zrobił prrruuut a jego resztki nie spadły nam na twarz.

    @telemach:
    Nie komentuję tego bloga, bo mam tutaj – jak kiedyś we wiedeńskiej Staatsoper – Hörplatz (a man has to know his limitations). Ale jedno pytanie: skąd Ty ich wszystkich bierzesz? (I nie mam na myśli komentatorów tylko bohaterów wpisów)

  30. mona said

    @babilas: merci :-)
    Ale bez przesady. Niektóre przypadki są skomplikowane i kobieta musi się natrudzić. Ten nie jest.

  31. Sarna said

    @Amicus & Telemach, Panowie jesteście po słowie?
    Może jakieś szczegóły bo nic z tego nie rozumiem, a jak to baba ciekawa jestem :)

    pozdrawiam

  32. Abulafia said

    Najczęściej kłótnia z niczego się wznieci.
    Jak to w rodzinie. Raz poszło o dzieci.
    Mąż utrzymywał; Że lubo nadobne,
    jednak do niego całkiem nie podobne.
    Żona powtarza; Podobne z urody
    do swego ojca-Jak dwie krople wody.
    I o cóż im chodzi-wszystkich kłótnią zadziwili;
    Bo żona mówi prawdę, a mąż się nie myli.
    I żyli zgodnie a szczęśliwie nie dyskontując swoich racji.
    * * *
    Mamy dylemat zwany;
    -teodyceą-w religii,
    -jednością i walką przeciwieństw-w dialektyce materialistycznej,
    -no problem-w ewolucjonizmie.
    Inne -izmy też zgłaszają swój punkt widzenia wg. własnego ,,widzi mi się”.
    Czy warto w tym galimatiasie ,,prawd własnych” kruszyć kopie o przekonywanie innych -izmów?

  33. telemach said

    @Sarna:
    „Amicus & Telemach, Panowie jesteście po słowie? Może jakieś szczegóły bo nic z tego nie rozumiem, a jak to baba ciekawa jestem”

    Nic mi o tym nie wiadomo. Lubię Logosa, bo wnosi od początku istnienia tego bloga pewne, niewątpliwie wzbogacające elementy folklorystyczne. Oburza się na mój sposób interpretacji, domagając się konsekwentnie jednoznaczności i dosłowności przekazu – które to cechy są w moich oczach może dobre w artykułach wstępnych, zabijają jednak urok opowieści zmierzającej do pokazania, że nie wszystko jest takie jak się wydaje, a pewne znaki zapytania można postawić tam, gdzie zwykliśmy w swym rozleniwieniu akceptować tylko wykrzykniki. Ale nic to. Przynajmniej wiem, że ktoś czyta z uwagą, to dobre uczucie, niezależnie od intencji, tonu i efektów ubocznych. Odnoszę czasem wrażenie, że moja ironia i przewrotna czasami zabawa w obracanie stereotypów doprowadza go do furii, ale to akurat moje miejsce i będę sobie dalej ironizował. Bo lubię.
    Czasem tylko czuję się jak by się zapewne poczuł Milne, gdyby dostał list od czytelnika domagającego się kategorycznie zaprzestania ogłupiania dzieci i napisania otwarcie, że misie nie potrafią mówić. jest to rodzaj bezradności którą dotąd jednak udawało mi się przezwyciężyć.

    W zasadzie spieramy się od tego postu. Chociaż czasem podejrzewam, że zaczęło się od tego ;-)
    Ale tak naprawdę to do niewinnych rękoczynów doszło jak na razie tylko raz. Tutaj. Autorka bloga poczuła się zobowiązana do interwencji i wymazywania niepojętych dla niej inwektyw. Nie powiem przez grzeczność czyich.

    Ma to już pewną tradycję. Ja lubię tradycję. Nadaje się ona do rozmaitych rzeczy. Nawet dobrych.

  34. telemach said

    @babilasy:
    „Ale jedno pytanie: skąd Ty ich wszystkich bierzesz? (I nie mam na myśli komentatorów tylko bohaterów wpisów)”

    Ależ to proste. Ich nie trzeba specjalnie szukać, oni są. Wloką się za człowiekiem, czasami od dzieciństwa, przeważnie przypałętali się tak jakoś po drodze. Przed laty rozpocząłem zbieranie materiałów do takiego zbioru który zamierzałem nazwać podówczas „Powszechna Historia Idiotyzmu. Prologomena i wybrane zagadnienia”. Miało być zabawnie, przewrotnie i apokryficznie. Projekt, jak wiele innych, zdechł śmiercią naturalną, pozostały wspomnienia, notatki i nawyk przyglądania się pomnikowym postaciom uważniej. Czasem nawet zaglądania pod rąbek spiżowej szaty.

    Czasem zabawnie to przebiega.
    Ten wpis np. zawdzięczam Alfredowi Schnittke. Gdyby nie to że wystawił swego „Gesualda” w 1994 roku w Hamburgu, a znajomy kochanki producenta był moim przyjacielem – nigdy bym się zapewne tą barwną postacią aż tak nie zaciekawił. Do zainteresownia operowymi ekscesami Schnittkego doszedłem przez Wiktora Jerofiejewa i jego libretto do „Życia z idiotą”. Do Jerofiejewa znów, przez jego imiennika Wieniedikta. Tego od Moskwa-Pietuszki. A do Wieniedikta – już nie pamiętam. Jego po prostu wypadało wówczas znać, wychodzi na to, że siłą napędową w ostateczności jest snobizm.
    Podziękowania należą się naturalnie również Romanowi Polańskiemu, amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości, szwajcarskim władzom, a przede wszystkim ogólnemu tonowi toczonej ostatnio, hm, debaty na temat zawarty w tytule.

  35. kwik said

    @ telemach: „znajomy kochanki producenta był moim przyjacielem…” – snob! snob! A tak liczyłem na jakąś bezpretensjonalną eksplanację, np. guglnąłem od niechcenia pod: famous murder mutilated body mental disorder.

  36. „Lubię Logosa, bo wnosi od początku istnienia tego bloga pewne, niewątpliwie wzbogacające elementy folklorystyczne”.

    Otóż już nie będzie wnosił…

    PS. Po co się mam narażać na podobne szyderstwa?

    Poztostawiam więc Towarzystwo Niniejszego Bloga w stanie pełnym podziwu dla mądrości, elokwencji, przenikliwości i recerskiej kurtuazji autora.

  37. telemach said

    Coriolanus: Pełen żem urazy! Odchodzę!

    Tłum plebejów i innych demokratów: Odchodzi! Patrzcie! Patrzcie!

    Coriolanus: po co mam się narażać na wasze szyderstwa, ach po co?

    TPiiD: Ach! Ach! (zamiera w oczekiwaniu)

    Coriolanus: teraz już naprawdę odchodzę! Milknie. Po dłuższej chwili: Naprawdę!

    TPiiD: (milczy z zaciekawieniem)

    Coriolanus: (krzyczy przeraźliwie): Jezus Maria!!!

    Inspicjent (na stronie): znowu mu się porypały sztuki. Jak ostatnim razem wychodził, to myślał że jest drzewem wiadomości dobrego i złego.

    Kurtyna.

  38. telemach said

    Logos, będzie mi Ciebie tutaj brakowało. Podobnie jak mi Cię brakowało za każdym razem gdy odchodziłeś. Jesteś niezrównany i niezastąpiony. Nikt tak ładnie i dramatycznie nie potrafi odchodzić jak ty.
    Który to blog opuszczany przez Ciebie w tym stylu? Przypomnij!

  39. Abulafia said

    Więc poświęciłeś się Przyjacielu. Że też mnie nie dano niegodnego pretekstu do godnego poświęcenia się, jako niegodziwemu spamerowi. No i ten mój nieprzejednany światopogląd-nie wiem, czy zgodziłby się na poświęcenie.
    Obrazić kogoś można podając czyjeś wysokie mniemanie o sobie. Może dlatego podszywam się pod Towarzystwo Niniejszego Bloga, że jeszcze tego nie uczyniono. Ale niechby, uzbrojony jestem w tzw. dystans i szacunek dla siebie, więc nie żegnam się, gdyż jestem ateuszem.
    Poza tym nie cierpię pożegnań. Są ckliwe i rozmywają makijaż. Znaczy przywdzianą maskę. Wówczas muszę prezentować prawdziwe oblicze, a tej nieprzyjemności Towarzystwu na Niniejszym Blogu nie chciałbym czynić.
    Z obawy przed popadnięciem w śmieszność.

  40. telemach said

    @kwik:
    „Snob! Snob!”
    No więc jeszcze raz: wychodzi na to, że siłą napędową w ostateczności jest snobizm. To nie echo. W 1994 nie było gugla. Ale były już kochanki producentów. Co na jedno wcale nie wychodzi.

  41. nameste said

    @kwik: ha! sztuka stawiania pytań! moje: kompozytor morderca ciało

  42. Nigdy nie napisałem tego na Twoim blogu.

    Potrafisz jednak czasami zachować się obrzydliwie (bo złośliwość,zgryźliwość i cynizm jest u Ciebie na porządku dziennym i wychodzi na jaw stale, mimo że ubierasz to w szatki erudycji, posiłkując się przy tym swoją ponadprzeciętną inteligencją. Być może dlatego Twoje życie realne jest tak ciemno-blade i mizerne. Dlatego zamieniasz je na fantomy – potrafisz brylować tylko w złudnej i zastępczej sferze wirtualnych namiastek. Potencja wirtualna jako kompensacja impotencji realnej.)

  43. telemach said

    @nameste:

    nieźle, to w takim razie zaserwuj kombinację, która zaprowadzi prostą drogą do Phila Spectora (o którym miałem zamiar napisać w przypadku gdyby się tu pojawił ktoś twierdzący, że Gesualdo się nie liczy bo dawno i nie wiadomo czy prawda). ha! Oczywiście bez stosowania nazwiska!

  44. calmy said

    Logos, człowieku, ranybossskie, czy ty naprawdę nie widzisz, nie potrafisz sobie wyobrazić, jak to musi dochodzić do kogoś z zewnątrz?

  45. Zapomniałem dodać, że nie znoszę pozerów i osobników wykrętnych.

    Może właśnie dlatego od początku nie mogłem przełamać tego dystansu, który nas dzielił, mimo pewnych prób kontaktów rwalnych (czyżbyś już zapomniał o tym, w jaki sposób – i jak przychylnie – wyrażałeś się o moim pisaniu w prywatnych mailach do mnie? Jak to się ma teraz do tego Twojego obrzydliwego Lubię Logosa, bo wnosi od początku istnienia tego bloga pewne, niewątpliwie wzbogacające elementy folklorystyczne. ?

  46. miało być „kontaktów realnych”…

  47. calmy said

    Telemachu, nie możesz czegoś z TYM zrobić? To się robi przykre w oglądaniu. Proszę!

  48. telemach said

    @calmy: ani myślę. Z ciekawością oczekuję dalszego ciągu.

  49. kwik said

    @ telemach – to straszne, właśnie sprawdziłem, że w 94 nawet altavisty jeszcze nie było (była dopiero od grudnia 95).

    @ nameste – zainteresowanie kompozytorami jest jakieś chorobliwe. Można też: zamordował madrygał.

  50. kwik said

    Przepraszam nie zamknąłem taga i boję się że sie teraz wszystko wytłuści. Na wszelki wypadek zamykam.

  51. nameste said

    @kwik: medium (serczsfera) szybko trywialnieje: bierzesz „madrygał”, zamiast „zamordował” bierzesz „żona” i, eheu, całe multum (i Maltum) historii. Znaczy, poddaję się, tu także zaskakuje oczekiwane (napięcie rośnie itd.)

  52. kwik said

    Jakiś filozof internetowy krytykuje Wikipedię za sterylny styl. Naszej to jeszcze długo nie grozi. Z hasła Carlo Gesualdo: „Choroba była tak silna, że wyciął własnoręcznie cały las wokół swojego zamku.”

  53. babilas said

    @kwik
    Wikipedia daje możliwość śledzenia zmian. To zdanie o lesie dodał 21 marca 2008 anonimowy edytor z Łodzi (domena zdnet.pl -194.88.245.58). To zresztą jedyne, co ów szlachetny człowiek miał do powiedzenia na temat Gesualda. Tego samego dnia w biogramie Haendla spolszczył imię (Georg –> Jerzy). Łącznie dokonał 4 edycji, wszystkie drobne. Wcześniej (24 lutego 2007) dodał informację do biogramu Rachmaninowa. Informację skądinąd prawdziwą, ale skasowaną po dwóch minutach przez nadgorliwego miotlarza. Miotlarzowi zresztą później zabrano miotłę, bo się za bardzo wczuwał w rolę (to zupełnie inna historia, ale wspominam o tym, bo lubię dobre, umoralniające zakończenia). No, ale wracając do naszego 194.88.245.58 – ostatnią, dość zastanawiającą edycję, popełnił rok temu, 16 stycznia 2009. Tym razem uznał za stosowne uzupełnić biogram… Bogusława Semotiuka, łódzkiego aktora i reżysera.

    Spisane będą czyny i rozmowy.

  54. kwik said

    @ babilas – rzeczywiście budująca historia. Nie wiem natomiast co poradzić ludziom takim jak przywołany przeze mnie Lanier, słusznie niezadowolonym z tego, jak wyglądają w Wikipedii (Gesualdo na szczęście nie protestuje). Bardzo przydałaby się możliwość pozostawiania nieusuwalnych komentarzy od samych bohaterów haseł, inaczej faktycznie są bezbronnymi ofiarami „mądrości kolektywu”.

  55. babilas said

    @kwik
    Obawiam się, że pozostawianie nieusuwalnych komentarzy od samych bohaterów haseł gryzło by się z co najmniej dwoma fundamentami wikipedii – no original research oraz full editability.

  56. kwik said

    @ babilas – zdaje się już i tak biografie żyjących traktowane są specjalnie, a taki dodatkowy box można by uznać za coś w rodzaju autografu czy zdjęcia. No właśnie, wystarczyłoby napisać odręcznie i nikt już nawet nie pomyślałby o edytowaniu.

  57. cmss said

    Czy dysonansem będzie moja pełna zgoda z treścią tytułu?
    Z komentarzem, że Sąd winien zignorować zawód podsądnego?

  58. mona said

    @telemach:

    Nie powiem: „a nie mówiłam!” :-)

    No i jak się czujesz zostawszy pozerem, osobnikiem wykrętnym, obrzydliwym, złośliwym, zgryźliwym, cynicznym impotentem wyposażonym w ciemno-blade i mizerne życie?

    Ja w ostatniej niewinnej dyskusji z Logosiem (na temat talentu) dowiedziałam się, że jestem dziwką. To jest w necie najpiękniejsze, człowiek może się o sobie dużo dowiedzieć. Witaj w klubie! ;-)

  59. calmy said

    @Mona: Taki męski, ładny, pełen namaszczenia kulturalny starszy, czcigodny pan przeradza się w ciągu jednej wymiany zdań w rozhisteryzowanego chama obrzucającego innych mięsem oraz insynuacjami i rozdzielającego ciosy i kopniaki. Z powodu jakiegoś grajka który w dodatku dawno już nie żyje. Jak można tak nie mieć dystansu do siebie?
    Musisz jednak przyznać, że gospodarz mu swoją uprzejmością dopomógł, no przynajmniej nie przeszkodził w dalszym kopaniu mogiły. Nie wiem czy to ładne.

  60. Jeżeli uznamy, że jakiś kodeks karny określa stopień przewinienia w zależności od uprawianego zawodu, to istnieje taka możliwość, że np. artystom jest więcej wolno. Jeśli nie, to mówimy tu jedynie o przyzwoleniu obyczajowo-społecznym, które może (choć nie musi) wywierać ‚jakiś’ wpływ na decyzje sędziowskie. I tak chyba zawsze było…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: