Za co ojczyzna powinna kochać Polaka?

Styczeń 6, 2010

Pewne pytania warto postawić mimo wszystko. Nawet, gdy z pozoru wydają się absurdalne. A w zasadzie – dokładnie dlatego. A więc za co? Dobry, łagodny charakter? Wyrafinowany zmysł estetyczny? Szacunek do bliźnich? Sławetną na cały świat uczciwość? Pęd do wiedzy? Bezinteresowność? Ponadprzeciętną wrażliwość? Krytyczny stosunek do samego siebie? Nie rańmy się niepotrzebnie i lepiej nie wymieniajmy dalej. Prawda jest bezwzględna, warto jednak spojrzeć jej prosto w oczy: ojczyzna Polaka nie kocha. Od stuleci kopie go w tyłek, zsyła  jedną plagę za drugą, podśmiechując się przy tym cicho i szyderczo. Polak zdaje się tego nie zauważać i kocha ojczyznę miłością tak głęboką jak nieodwzajemnioną, obwiniając za swe nieszczęścia wszystkich i wszystko, a najchętniej rodzinę, sąsiadów bliższych i dalszych oraz (ewentualnie) mniejszości etniczne. Obcych, którzy mu źle życzą, prawdopodobnie zazdroszczą i chyba na pewno nie lubią. Już w pierwszej czytance można o tym przeczytać, dalsze lektury szkolne tylko pogłębiają pierwsze wrażenie. Po przebyciu młodzieńczej choroby romantycznej (na którą obecnie prawie nikt już nie umiera), Polak przeciera oczy i popada w mistycyzm, przedsiębiorczość lub alkoholizm. Innej drogi nie ma. Chyba, że uwzględnimy seminarium duchowne. Ale to się ze zrozumiałych względów nie liczy.

Najwyższy czas, aby wreszcie coś z tym zrobić. Są rodzaje normalności na które można, ale niekoniecznie trzeba się godzić.

(Autor nieznany)

Odpowiedzi: 33 to “Za co ojczyzna powinna kochać Polaka?”

  1. kwik said

    Z trojga złego jestem za alkoholizmem. Ktoś musi pracować gdy już wszyscy przedsiębiorczy wyjadą za granicę. A z mistyka pożytku żadnego. Ziemia piaszczysta, klimat surowy, kobiety cnotliwe – jak tu żyć, jak żyć?

  2. telemach said

    @kwik: Faktycznie, trudno się nie zgodzić. Ale zgodzić się – też trudno. Tak że lepiej już o tym nie mówmy (klasyk).
    Co za czasy.

  3. szekina said

    A wiesz, że mnie nawet nigdy do głowy nie przyszło, żeby odwrócić to pytanie? Smutne.

  4. j. said

    kogo we współczesnym świcie interesuje ojczyzna, kiedy na obczyźnie lepsze warunki.
    trochę mnie dziwi ta notka.
    nie rozumiem tego patriotycznego podejścia.

    z moim krajem wiąże mnie ściśle jedynie język znany w stopniu komunikatywnym i być może podobny duch, charakter, światopogląd.
    i dzięki temu tu czuję się swojsko.

    ale gdybym tylko była bardziej otwarta, elastyczna… to żadna „ojczyzna praojców” by mnie nie trzymała.

    pozdrawiam

  5. nameste said

    Trudność z powyższym pytaniem rozwiązuję w duchu neantycznym. Ojczyzna nie istnieje. Jako taka (nieistniejąca), nie ma (w szczególności) także uczuć, nawet do swych obywateli (? – no właśnie, obywateli? czy może bardziej chodzi o – również nieistniejący – naród?)

  6. Jak ktoś pochodzi z Dolnego Śląska tak jak ja, to ma taką ojczyznę: szczypta słowiańszczyzny, szczypta Celtów, potem krótko Piastowie, Czesi, Austriacy, Prusacy, Prusacy, Prusacy, chwilka peerelu i jesteśmy w teraźniejszości.

    Ludzie zewsząd, głównie z korzeniami na kresach, czyli dzisiejszej Ukrainie. Wygonieni, przewiezieni w bydlęcych wagonach, bez korzeni, bez grobów przodków.

    Niemiecka zabudowa, niemieckie planowanie przestrzenne, peerelowskie blokowiska i wspaniały pofałdowany krajobraz. Taki jest mój heimat. Ale heimat to już coś zupełnie innego niż ojczyzna.

    A patriotyzm został wymyślony przez feudałów, żeby chłopscy synowie bez szemrania ginęli na nie swoich wojnach ;-)

  7. calmy said

    @J: mnie ta notka nie dziwi, bo mnie już tutaj nic nie dziwi. Ale wcale bym się nie zdziwiła, gdyby jej celem było wywołanie zdziwienia. Albo zastanowienia. Bo faktycznie zastanawia, że od dziecka łopatologicznie nam się ładuje pewnik, że trzeba kochać ojczyznę, bo kto nie kocha to nie nasz, fora ze dwora jak się nie podoba. A jak pyta „za co?” to też niepolak, tylko coś gorszego Bo tego pytania sie w towarzystwie nie zadaje.
    Ale jak odwrócić pytanie, to robi się zastanawiająco. I nie wiadomo co z tym zrobić. O ile niekochanie ojczyzny jest w Polsce świętokradztwem i grzecham śmiertelnym, to niekochanie Polaka nie jest ani karane dybami ani nawet powszechnie potępiane. Niekochanie Polaka jest cool, każdy zrozumie.

    Odważny ten Nameste.

  8. Aubrey said

    Idea patriotyzmu się coraz bardziej rozmywa. Jeszcze ludzie wiedzą, co to jest, ale powoli staje się to zapomnianą teorią. Dla młodszych ode mnie to musi być jakiś kosmos.

  9. telemach said

    @Piotr Wereśniak:
    przez kogo został wymyślony patriotyzm, jest kwestą sporną. Łatwiej jest snuć przypuszczenia, przez kogo z całą pewnością wymyślony być nie mógł. Pierwsze miejsce na liście potencjalnych kandydatów do „niewymyślenia” zajmują ci, których słodkim obowiązkiem było umieranie za ojczyznę.

    Co do reszty: obawiam się, że wszyscy tak mamy. Nasze korzenie są bardziej iluzoryczne niż nam się wydaje, są one kompromisem chcenia i fałszywych wyobrażeń. Chcenia, bo myśl o nieprzynależności jest nieprzyjemna. Fałszywych wyobrażeń, bo zbyt dużo uczonych w piśmie żyło i żyje z opiewania bytów nieistniejących łudząc się, że przez to zaistnieją.
    Na Dolnym Śląsku widać to jedynie z całą jaskrawością. Ale weź na przykład Pomorze lub Warmię i Mazury. Analogicznie. W rejonach centralnych, np. w takiej Wielkopolsce (którą znam pod tym względem chyba najlepiej) patriotyzm lokalny jest wynikiem kompromisu: Wielkopolanin jest dumny ze swej, wyrażającej się w zamiłowaniu porządku, ładu, planowania i gospodarności półpruskości. Mieszkaniec Warszawy (jak również okolic) jest hybrydą przyjezdną. Krakus ma łzy w oczach na wspomnienie Franciszka Józefa. Lwowiak kontynuuje swe kresowe tradycje we Wrocławiu, a Wilnianin w Gdańsku. Kuchnia Polska stoi barszczem ukraińskim, chłodnikiem litewskim i ruskimi pierogami. Najwybitniejszy rzeźbiarz w naszej historii był Niemcem, architekt Włochem, a centralny polski poeta narodowy zaklina się, że kocha swą ojczyznę (co jest jak zdrowie), ale nazywa się jakoś dziwnie. Hymn powstał we Włoszech podobnie jak warzywa w każdej zupie stamtąd pochodzą. W eposie narodowym Rusin Wiśniowiecki wraz z naszymi Ukraińcami gnębi „nienaszych” Ukraińców, w przeciwieństwie do Litwina Radziwiłła, który knuje z jedynm szwedzkim królem przeciw drugiemu szwedzkiemu królowi (którego zdradził mimo że ten twierdził, że jest królem Polski). Twierdził, ale do końca życia nie nauczył się mówić po bez potężnego francuskiego akcentu.

    I tak to kółkowanie wygląda. Jesteśmy bytem fikcyjnym, który ukonstytuował się mocą woli i zaklinania rzeczywistości w oparciu o zabawną mitologię. Co nie jest takie złe, bo inni mają podobnie. Złe zaczyna być dopiero wówczas, gdy z przyjemności (jaką jest szacunek i sympatia do pobratymców) zaczyna się robić przykry obowiązek z imperatywem umierania z zaciśniętymi zębami i gotowością rzucenia się do gardła wszystkim, którzy wolą jednak żyć. I tu dochodzimy do Rymkiewicza ale po co psuć sobie dzień tematami obscenicznymi.

  10. pak4 said

    Nie kocha? A bo ja wiem!? Starając się utrafić w styl powiedziałbym coś o zgodnym związku sado-maso Polaka z Ojczyzną, przy czym po stronie Polaka słyszymy wyzniania miłosne, a za Ojczyznę mało kto się wypowiada.

  11. telemach said

    nameste, ładną ,ale niebezpieczną idziesz drogą. Bo:
    jeśli negujemy istnienie bytu pt. ojczyzna, to zgodnie z logiką powinniśmy zanegować również byty pochodne – np. istnienie patriotyzmu. Brak obiektu miłości pociąga za sobą nieuchronne zakwestionowanie skierowanego ku niebytowi uczucia. To jest eleganckie wyjście do momentu, w którym pojawia się Patriota przez duże P i zaczyna argumentować pod prąd, tzn. uzasadniać istnienie patriotyzmu swym istnieniem (obiekt musi być bo w końcu ja widzę i czuję i moje widzenie i czucie ma moc sprawczą).
    Można naturalnie wytłumaczyć Patriocie, że go nie ma. Ale on jest oporny. Wywija dalej argumentem i wcześniej czy później gotowy jest posunąć się do rękoczynów. Ile razy już to (dyskusyjnie) przeżyliśmy. Wtedy jest kłopot.

  12. nameste said

    telemach:

    Brak obiektu miłości pociąga za sobą nieuchronne zakwestionowanie skierowanego ku niebytowi uczucia.

    Niestety, to tak nie działa. Mamy to przecież przećwiczone na całej tęczy uczuć do bytu nieistniejącego – boga. Mechanizm dalej jest taki, że po dokonaniu hipostazy (a częściej: przejęciu jej, już osadzonej w tradyszyn) można się spokojnie oddawać uczuciowości, choć na ogół to uczuciowość na użytek współ– (współrytualistów, współ”patriotów” itp.), a nie na użytek obiektu uczuć(czy: w związku z nim). W tych kategoriach, Twoje tytułowe pytanie o wzajemność okazuje się koanem. Czy czymś podobnym.

    calmy:

    Odważny ten Nameste.

    Bez przesady. Wolę tylko, aby zamiast mówić o bytach nieistniejących, skupić się na realiach. „Ojczyzna” nie istnieje, ale nadal jest sens mówić o heimatach takich czy innych, choć wolałbym, żeby (1) bardziej pomieszać ojczyznę (małą) z matczyzną i (2) raczej się przy-adaptowywać, niż upierać przy konsekwencjach lokalizacji narodzin. Innym realiumem ;) jest kultura; sam jestem b. przywiązany do kultury polskiej, choć rozumiem ją bardzo szeroko, a nawet rozszerzam – przez język – na twórców innych [jakoby] kultur, którzy się tu u nas wgnieździli.

    Niemniej, są to byty inaczej-ożywione i wszelkie próby prostych antropomorfizacji prowadzą do zmętnienia umysłowego.

  13. telemach said

    nameste:
    „wszelkie próby prostych antropomorfizacji prowadzą do zmętnienia umysłowego”

    W zasadzie tak. Czasem jednak chyba nie. Pozwoliłem sobie na ten ryzykowny wygibas, bo (sądzę) że dobrze uświadamia ewidentny idiotyzm powszechnie a bezrefleksyjnie powtarzanego komunału. Cel może niczego nie uświęca (a środków na pewno już nie) ale czasem warto się (z należytym dystansem) pobawić środkami w celu (auto)dydaktycznym.

  14. nameste said

    telemach: uwaga o antropomorfizacjach nie odnosiła się do eksperymentów myślowych w celu dydaktycznym, ofc

  15. Sadoq said

    Ojczyzna to jednak byt mentalny i często tak różny dla – zdawać by się mogło – jej najgorętszych patriotów. Jest jak złoty cielec w religiach… wielbiony bez wzajemności.
    Bliższe są mi małe ojczyzny: miejsca mego dzieciństwa i wspaniałych wspomnień. Są, ale ich nie ma. Kocham je i tęsknie wiedząc, że ich nie ma… już.

  16. Torlin said

    Moim zdaniem Polacy mają zalety. W dawnych wiekach demokracja polska, stosunek szlachty do ojczyzny, demokracji, prawa. Konfederacja warszawska z 1573 roku, konstytucja 3 Maja. A dzisiejszych Polaków za pracowitość, energię życiową, mobilność, przedsiębiorczość.

  17. Mona said

    @Torlin:
    Demokracja polska w dawnych wiekach oceniana może być też przez pryzmat skutków do których doprowadziła: zagłady własnego państwa. To samo tyczy stosunku szlachty do ojczyzny, demokracji i prawa. Możemy pokazywac palcem na światłe momenty z których jesteśmy dumni i sukcesy w drodze do celu. Z zewnątrz, wierz mi, wygląda to żałośnie biorąc pod uwqagę do czego w ostatecznym rachunku doszło. Na zawodach możesz mieć ładną koszulkę i trampki. Liczy się wynik. W podręcznikach historii Europy innych krajów niż nasz, figurujemy jako przykład zaprzepaszczenia państwa z powodu własnej beztroski i wewnętrznej anarchii i nieskutecznych, spóźnionych prób ratowania rozlanego mleka.
    A co do dzisiejszych Polaków to masz na myśli pracowitość w sensie efektywności pracy czy pracowitość w sensie „narobił się jak wół”? Czy jesteśmy istotnie szczególnie mobilni i przedsiębiorczy, wyposażeni w nadmiar energii życiowej? Nie wiem. Wątpię. Jest to rozpowszechniona – w pewnych kręgach – samoocena Polaków, chciałabym aby tak było. W innych kręgach (również polskich) dominuje przekonanie o cwaniactwie, szukaniu łatwego zarobku, niezdolności do teamworku, braku wzajemnej solidarności i lojalności oraz instrumentalnym traktowaniu bliźnich.
    Z moich obserwacji wynika że jesteśmy pod wymienionymi względami szaro-normalni. Co już nie jest złe. Ale moje obserwacje są zewnętrzne, przeważnie z dystansu. Może z bliska lepiej widać?

  18. andsol said

    Odrobię uczciwie zadanie wskazane w tytule i nie będę filozofował co jest i co to znaczy „jest”.

    Ojczyzna powinna kochać Polaka za to, że jest. Bo gdyby na przykład ojczyzna była Rumunią to by się pętała po całym kraju i szukała i szukała, a Rumuna by nie znalazła, bo każdy by mówił, że w zasadzie on to Niemiec albo Austriak albo Węgier albo Rosjanin albo Polak albo Rzymianin a jest gdzie jest zupełnie przypadkiem i chwilowo.

    A poza tym niech ojczyzna się cieszy, że Polacy, których ma bez zastrzeżeń i bez odymania warg kochać i już, są tacy prości i nieodmienni i od wieków dyskutują o tych samych rzeczach, co ułatwia ojczyźnie życie, bo powinna ona rozumieć swój lud. A te ichne odwieczne dyskusje dotyczą znanej polskiej gościnności (pod warunkiem wspólnego wypicia), niezmiernej tolerancji (o ile ten cholerny Żyd leży w swoim dołku, paskudnych sąsiadów (adres dobrze znany Polakom) oraz ciężkiej odpowiedzialności narzuconej przez Pana gdy zrobił z nich Wybrany Naród.

  19. anonim said

    Jako produkt-hybryda dwoch mniejszosci narodowych, urodzona i wychowana w Polsce ale dluzej mieszkajaca za granica (w rachube wchodzi czwarty kraj), cierpie na schizofrenie wiernosci narodowej (obrazam sie za napasci na kazda z czterech „ojczyzn”). Moze ta szczegolna perspektywa sprawia ze moja odpowiedz na pytanie za co Ojczyzna powinna kochac Polaka jest taka: Za nieduzo. Jezeli Ona nas w ogole kocha, to my nie odwzajemniamy tego uczucia. Owszem, egotystycznie oburzamy sie na negatywne komentarze i odruchowo zwieramy szeregi przed Niemcami i Ruskimi, na tym koniec. Nie mowimy tak jak Amerykanie ze nasz jest „najwspanialszy kraj na swiecie”, nie chcemy placic wysokich podatkow na budowe drog, szkol i szpitali jak w Skandynawii, no i w porownaniu z Rosjanami, nasza gotowosc do umierania w Jej obronie jest zartem. A na emigracji, jezeli wyznajemy „polskosc” to z musu — bo nie znamy jezyka i jestesmy niewyksztalceni i musimy tkwic w getcie. Natomiast jezeli mamy przody, to natychmiast zaczyna byc nam nie na reke aby pamietac skad sie wzielismy. W razie draki, wracamy z podwinietym ogonem i nadal nadajemy na Ojczyzne, tak jakby Ona zawinila za nasza nieudacznosc. A wiec Ojczyzno: przestan byc „co-dependent”, opamietaj sie i daj sobie spokoj z ta miloscia. Nie zasluzylismy sobie.

  20. porcelanka said

    Zdaje się, że ojczyzna jest całkiem przebiegła z tym niekochaniem. Wiadomo, że uczucia nieodwzajemnione są głębokie i pobudzają do wielkich czynów, żeby zwrócić uwagę obiektu miłości. Ma więc ojczyzna niezbędną uwagę zapewnioną. A i ślad w sercach niezatarty zostawia. Więcej. Niekochanie ojczyzny jest w gruncie rzeczy bardzo miłosierne. I egalitarne! Bo czy z kochająca ojczyzną każdemu byłoby wygodnie? Czy nie rodziłyby się zazdrości i waśnie wzajemne? No bo Telemacha kocha ojczyzna bardziej niż na przykład Andsola (daruj, drogi przedmówco, traf chciał, że wzrok mój padł na Twoją wypowiedź), i powód do niechęci obopólnej, ba, nienawiści wręcz, gotowy. Dlaczego kocha bardziej jego, ojczyzna, no dlaczego? Czy ja mniej uczciwy, mniej krytyczny, mniej wrażliwy? W kompleksy można wpaść, w depresję, w więzieniu skończyć. A jak nadopiekuńcza byłaby ojczyzna, przecież każdy chciałby wyrwać się spod kurateli zanim piórka powyrywa ;) Tymczasem kiedy nie kocha nikogo, wszyscy siedzą w kupie i starają się zwrócić na siebie uwagę ojczyzny, lub obrażeni ją ignorują (ale też nie wychodząc poza orbitę, bo może zmieni zdanie? Wtedy wybaczą, łaskawie).

  21. Gratuluję Gospodarzowi blogu. Można się zanadzić (!), co wielu się zdarzyło :)

  22. Torlin said

    Ooooooooooooo, jak ja lubię takie wpisy jak Mony. Nie obraź się, pełne demagogii. Dziewczyno, przepraszam, ale się nie znasz. Rzeczpospolita szlachecka wytworzyła jeden z najbardziej demokratycznych systemów w Europie, pełnych wolności i prawości, Królestwo miało swój podział administracyjny, sądownictwo, zjazdy, nawet prawo gospodarcze. Szlachta handlowała z całą Europą. Wiadomo świetnie, że najbardziej prześladowaną klasą było chłopstwo, ale też to tak nie wyglądało, jak z pozoru się sądzi. A tych osób „uprzywilejowanych” (szlachty) było procentowo najwięcej w Europie (10 %).
    Polska była wielkim krajem przez czterysta lat, Polska upadła, ale nie można tym faktem obciążać wszystkich pokoleń, bo to tak brzmi, jakby działania kardynała Richelieu miały wpływ na Sarkozy’ego.
    Ja zwalczam jak mogę ten wielki pesymizm Polaków, ich kompleks niższości. My jesteśmy gorsi. Wcale nie. Jak się rozpoczęła transformacja pamiętam, jak się przyjeżdżało do Polski ze Słowacji, Czech czy dawnego Enerdowa. Tam cisza, spokój, nic się nie dzieje, u nas pełno restauracyjek, bud, szczęk, hurtowni, małych i dużych Fiatów z „biznesmenami”, wbrew pozorom jesteśmy bardziej mobilnym narodem wśród wielu innych – europejskich.

  23. Mona said

    Anonimie, pociesz się, bywa gorzej. Ja urodziłam się poza granicami Polski, wychowałam jeszcze gdzie indziej, moja edukacja sentymentalna przebiegała jeszcze w innym miejscu. Z matki Polki, która w momencie moich urodzin wprawdzie była Polką, ale taką jak Marie Curie, zwana w Polsce dla kawału Skłodowską Marią. I ojca niepolaka. Mieszkam w drodze. Gdybym miała opisywać swe wszystkie ewentualne lojalności, potrzebowałabym drugiej strony monitora. Polsce zawdzięczam wykształcenie, rodzinę i język. Francji paszport i miejsce urodzenia. Niemcom chleb codzienny. Anglii 50% czerwonych ciałek. Maroku i Izraelowi – serdeczność, wychowanie i opiekę. Wyspom na Pacyfiku – chwile doznanego tam codziennego szczęścia. Rosji pierwszego życiowego partnera.
    Wszystkie ojczyzny mnie kochają i chcą mnie zjeść.
    Problem wynika z tego, że ojczyzny mają apetyt i każda chce być tą jedną, jedyną. Zazdrosna to miłość. Możnaby jednak podołać, gdyby nie Ci patrioci którzy ciągle chcą żebym powiedziała że jestem jedną z nich.Jak z takimi rozmawiać?

  24. Mona said

    Torlin, uwierz mi – gdyby Monsieur Richelieu (z pomocą współczesnych) doprowadził do tego, że Francja na 150 lat zostałaby kolonią hiszpańsko-ausztriacką, to Sarcozy by nawet nie miał obecnie możliwości mu wygrażać. Jakieś francuskie buraki z Alzacji lub Lotaryngii (odpowiednik polskiej ściany wschodniej) wypomniałyby mu jego węgierskie żydostwo. I to przed wyborami. A Francuzi poszliby do urn aby wybrać LePena.

    Patrzysz na Polskę przez polskie okulary. Inaczej pewnie nie dane ci było, nie Twoja wina. Polska jest dla mnie cudownym krajem, nawet jej brzydota jest cudowna. Ale jest ona dla mnie cudowna z zupełnie innych powodów niż dla Ciebie. Nie dogadamy się, bo znasz historię tylko z polskich podręczników, oceniasz przez pryzmat polskich doświadczeń, masz jedynie obraz Polski – razem z mitami i złudzeniami – ukształtowany przez polską literaturę i sztukę. Wychowałeś się (obawiam się) w monokulturze i zapewne sądzisz, że tak jest wszędzie. U nas żyto, u nich proso, a dalej pszenica. Po części masz rację – w wielu krajach jeszcze jest. Ale, wierz mi, ich liczba się zmniejsza.

  25. telemach said

    @Torlin: myślę, że Mona nie ucieka się do demagogii. Po prostu ma spojrzenie wolne od geograficznego (i geopolitycznego) środka ciężkości. Ja mogę Cię jedynie zapewnić, że jej krytycyzm w stosunku do Polski i Polaków to prawie entuzjazm w porównaniu z tym co słyszałem od niej na temat Francuzów i Niemców.

    @Mona: nie każdy musi być Nomadem. Może z Twojej perspektywy to tak wygląda – ja jednak odnoszę wrażenie, że żyjecie z Torlinem na różnych planetach. Może na jego planecie też jest ładnie? On – w przeciwieństwie do Ciebie – pragnie być związany z tym z czego wyrósł, szanować to, co nauczono go szanować, ba, traktować to co w Polskiej historii pozytywne jako powód do dumy. Kultywuje swój ogród i czyni to pięknie. Nie sądzę aby było to godne potępienia.

  26. telemach said

    @Teresa Stachurska: dziękuję za sympatyczne (i brzemienne w skutki) odwiedziny.

  27. szekina said

    Pochodząc jednonarodowo z tej właśnie ojczyzny nigdy nie czułam się z nią zbyt związana. Być może najbardziej czułam się związana z „nigdzie”, ale to zupełnie inna historia i powody zupełnie inne. Paradoksalnie zajmując się polską historią od strony utraty, nieprzeżytej żałoby i pustki, która według mnie jest w głębi polskiej toźsamości (pustki w rozumieniu pustego miejsca po czymś nieobecnym, czy utraconym), poczułam to przywiązanie, którego brak zawsze wydawał mi się naturalnym stanem. I nie myślę o moim nastawieniu, które najczęściej koncentruje się utracie, jako o poczuciu niższości, czy pesmizmie. Rozpoznanie braku sprawia, że zaczynam doceniać rozmaite drobne cenne rzeczy, które wypływają z urodzenia się i nawet życia właśnie tutaj. Ale nie powiedziałabym że kocham ojczyznę. Po co to zresztą mówić? Choć być może, jeżeli miłość oznacza rozpoznanie unikalności tego drugiego i przestrzeń wolności, czy jeżeli miłość to czas i uwaga – dwie definicje, które kiedyś słyszałam czy czytałam i które są mi najbliższe – to tego rodzaju rozumienie, które w sobie powoli buduję zbliża się powoli do miłości. Cóż z tego jednak – moja ojczyzna zdefiniowana jest kolektywnie tak, że nie chce takiej miłości jak moja, a nawet może być ona uznana za dla niej obraźliwą, obawiam się.

    To zdanie: „Po przebyciu młodzieńczej choroby romantycznej (na którą obecnie prawie nikt już nie umiera)” poruszyło mnie mocno.

  28. Torlin said

    Ja jestem już od dawna na rozdrożu, z jednej strony jestem potwornie krytyczny wobec Polaków, najlepszym przykładem, że w latach 70 na terenie Węgier, Rumunii czy Czechosłowacji mówiłem tylko po niemiecku, bo się wstydziłem Polaków. Znam różne smutne i straszne fragmenty polskiej historii. Wiele było podłości, bezsensownych uniesień, fatalnych postanowień.
    A z drugiej zaś walczę z opinią, że my się do niczego nie nadajemy, że cała nasza historia np. naszego parlamentaryzmu to jest jedna wielka pomyłka (no bo to się skończyło rozbiorami, dlatego napisałem o demagogii – jak się obruszyłaś, to Cię bardzo przepraszam), że Polacy nic nie potrafią, że z nami można tylko stracić. Co jest złe, trzeba krytykować, ale najlepiej na ten temat napisał (nie pamiętam, albo Davies, albo Ash), że Polacy nie zdają sobie sprawy, jak ich ojczyzna zmienia się co pół roku wraz z jego wizytami.

  29. Mona said

    @Torlin:
    „A z drugiej zaś walczę z opinią, że my się do niczego nie nadajemy, że cała nasza historia np. naszego parlamentaryzmu to jest jedna wielka pomyłka”
    A pewnie że się wściekłam ;-)
    Bo ja uważam dokładnie tak samo i tak samo reaguję jak Ty, gdy spotykam się z arogancją cudzoziemców, gdy czuję ton protekcjonalny lub (o wiele gorszy) pogardliwo-litościwy (czy u was już są lodówki?). Problem jednak w tym, że u Telemach rozmawiają Polacy z Polakami po polsku. Brudy pozostają w rodzinie, udawanie, że jest tak, jakbyśmy chcieli aby było, że jesteśmy tacy jacy byśmy chcieli być nie ma dla mnie najmniejszego sensu i jest wstępem do bezkrytycznego samouwielbienia. Tutaj jestem zwolenniczką (lubianego i szanowanego przez Ciebie, jak widzę) Norwida. Nie ten ptak zły itd. Jest dla mnie zdumiewające, że można jednocześnie wpajać dzieciom w szkołach ten słynny cytat i oburzać się na dorosłych gdy próbują się do niego potem zastosować.

    Naturalnie że nie jesteśmy ani beznadziejni, ani gorsi, ani szczególnie nieudolni. Wielu z nas nie dostrzega jednak, że krytyczny stosunek do własnej przeszłości jest cenną wartością. W Polsce standardem jest zamiatanie pod dywan w celu poprawienia sobie samopoczucia. Tak to widzę i co mam zrobić.

  30. telemach said

    Mona, z faktu, że” po polsku” wcale nie oznacza że „Polacy z Polakami”. Mam tego częste dowody przeglądając statystyki tego bloga. Co pewien czas trafiają tutaj (przez wyszukiwarki) miłujące ojczyznę jednostki, które zainteresowane są takim frazami jak „żyd telemach”, „żyd andsol” i „antypolactwo, telemach”. Zainteresowane do tego stopnia, że przeczesują sieć aby tutaj dotrzeć i sobie poczytać. Jak to technicznie funkcjonuje nie wiem ale widzę że tak jest.
    Tak, że jak widzisz, w ogólnej recepcji niekoniecznie język i poszanowanie kultury muszą być tożsame z przynależnością do tego elitarnego klubu zwanego narodem polskim.

  31. […] Na pytanie: “Czy Polacy kochają Ojczyznę?” odpowiadam: “Nie wiem.” Nie wiem, nawet, czy ja kocham Ojczyznę. Tak naprawdę, to nawet chyba nie wiem, co to znaczy dla mnie: “Ojczyzna”.  Ale zainteresowanego odsyłam do bardzo ważnego dla mnie wpisu na ten temat, który znajduje się tutaj. […]

  32. psiząb said

    Co to jest ojczyzna? Król, prezydent? A może rząd i premier lub kanclerz? A może opozycja? PO czy PIS, czy SLD, Solidarność? A może język polski lub te lasy i łąki albo te bociany co wracają tu. A może ludzie? Nasi przodkowie? itd.

  33. telemach said

    psizębie, ja też nie wiem. Koncepcja, że ojczyzną jest język, jest interesująca, sam próbowałem ją realizować. Problem pojawił się wówczas, gdy stałem się dwujęzyczny. Nie można praktykować podwójnej lojalności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: