Opowieść Wigilijna

Grudzień 24, 2009

Dowódca straży Ezechiel (syn Ezechiela, poborcy) miał wszystkiego serdecznie dosyć. Wszystkiego. Dzień targowy zakończył się tumultem wywołanym jak zwykle przez poganiaczy osłów, którzy opiwszy się winem palmowym rozpoczęli zaczepiać przechodzące niewiasty. Skończyło się przewracaniem straganów i ogólnym mordobiciem. Po zapadnięciu zmroku straż była wzywana jeszcze wielokrotnie, po raz ostatni przez Izjasza, właściciela zajazdu, w którego stajni zagnieździło się dwoje włóczęgów. Kobieta była w zaawansowanej ciąży, mężczyzna, najwidoczniej wędrowny rzemięślnik, obszarpany i brudny, stawiał początkowo opór, dał się jednak przekonać, że poród w stajni nie jest dobrym pomysłem. Skończyło się na tym, że dziecię przyszło na świat w Ezechielowej kuchni, Rebeka pomogła i wyczerpana matka odpoczywała teraz wraz z potomkiem w przyległej sypialni.

Ezechiel zastanawiał się, gdzie wobec takiego rozwoju wypadków spędzą z żoną nadchodzącą noc. Rozmyślania przerwało łomotanie do drzwi. W progu stał znów wzburzony Izjasz. W obręb zabudowań wtargnęła gromada pastuchów, nie potrafili wyjaśnić w jakim celu, bredząc coś o jakimś stworzeniu ze skrzydłami, które poleciło im udać się do izjaszowej stajni i nie ma gadania. Czego to ludzie nie wymyślą. Ezechiel obiecał Izjaszowi interwencję licząc w cichości ducha, że sprawa rozejdzie się – jak zazwyczaj – po kościach. Wpierw musiał się zająć trzema najwidoczniej zbłąkanymi cudzoziemcami, nikt nie mógł zrozumieć o co im chodzi, wykrzykiwali niezrozumiałe słowa w równie niepojętym narzeczu wskazując na przemian na przystroczone do siodeł wielbłądów sakwy i na niebo.

Od czasu pojawienia się tej komety, pomyślał Ezechiel, ludzie zachowują się co najmniej dziwnie. Dzień jak co dzień, niby nic się nie zdarzyło, a człowiek namorduje się jak koń pod górkę. W mroku otaczającym przedmieścia rozbrzmiewało wycie bezpańskich psów. Tej nocy Betlejem długo jeszcze nie mogło zasnąć.

Są święta, ludzie składają sobie życzenia. To dobry zwyczaj. A zatem: wszystkiego ludzkiego. Wszystkim. Tobie też.

Sobie życzę, aby pełni świątecznego uniesienia bliźni dobrze życzyli sobie i innym również w pozostałe dni roku. Może to i trudne, ale czy niemożliwe?

Odpowiedzi: 16 to “Opowieść Wigilijna”

  1. Bardzo dziękuję za teksty i wszystkie komentarze. Fajnie, że jesteś. Życzę zdrowia i pogody ducha. Zawsze uważałem, że śmiech, to zdrowie.

  2. telemach said

    Drogi Kosmito,
    dziękuję i odwzajemniam.
    t.

  3. fren said

    Bardzo piękna opowieść, tak chciałoby się wierzyć, że w ogólnym zgiełku i pogoni nie wiadomo za czym, znajdzie się człowiek, który przyjmie bliźniego pod swój dach.
    Sobie życzę, żebym potrafiła dostrzec człowieka, któremu trzeba podać rękę, a Gospodarzowi i Jego Gościom uśmiechu i radości, od święta i na co dzień.

  4. Torlin said

    Telemachu, Zdrowych, Wesołych Świąt. I wszystkiego Najlepszego – dla Ciebie i współblogowiczów
    Życzy Torlin

  5. Abulafia said

    Betlejem.
    Mamy dwie miejscowości o tej nazwie w Ziemi Obiecanej. W dzielnicy Zabulona (Joz.19,15) i dzielnicy Judy (17,7). Obie osady popadłyby w zapomnienie, gdyby nie ród Dawida osiadły w Betlejem judzkim. Z rodu jego miał wywodzić się przyszły Mesjasz (aczkolwiek wielu oczekiwało go z Galilei).
    Betlejem judzkie było kananejską osadą oddającą cześć Lahmu-sumeryjski bóg wód-i nosiło nazwę Bet Lahmu. Zdobywcy tych ziem Izraelici, zachowując rdzeń LHM, przemianowali je na Bet Lehem-dom chleba. Pamiętajmy, że słowo w tamtych czasach kreowało rzeczywistość.
    Jak wiadomo języki aramejski i hebrajski nie używały w piśmie samogłosek. Nie trudno więc było przemianować Lahmu w Lehem na zasadzie; czyja władza, tego religia. Ja skojarzyłbym niechybnie źródłosłów LHM z Lachem lub Lechem.
    Betlejem judzkie odkurzyli z zapomnienia ewangeliści. Powołując się na proroctwo Micheasza o ,,władcy Izraela”, usiłowali uwierzytelnić królewskość Jezusa. Mając proroctwo, Marię z Nazaretu (?) oraz gorącą atmosferę oczekiwania na Mesjasza, rozpoczęli dopasowywanie elementów układanki w jedną spójną całość. Zgodnie z oczekiwaniami pokolenia.
    Zagmatwali tak sprawę ze spisem ludności, kometą, Herodem (znano ich aż siedmiu) i rzezią niewiniątek, że niezbędne były dogmaty Ojców Kościoła wtłaczane do głów przemocą, by uwierzono w bajki Mateusza i Łukasza. Wyszły anty puzzle.
    W całej przypowieści prawdą są tylko ludzkie odruchy niesienia pomocy bliźniemu w potrzebie. Podejrzewam, że nawet gdyby dowódca straży Ezechiel posiadał zmysł proroka-imiennika, i antycypował przyszłość wrogą jego nacji, nie odmówiłby schronienia ,,świętej rodzinie”. Postępowanie bowiem godziwe nie jest imperatywem Dekalogu.
    Telemachu.
    Za życzenia ,,wszystkiego ludzkiego”, które trudno przelicytować, serdeczne dzięki. Wzajemnie.

  6. beatrix17 said

    Spelnienia Twych zyczen, Autorze.

    Tobie i sobie.

  7. Mona said

    Nie wiem czego Ci życzyc. Może się okazać, że już to masz. Dlatego życzę sobie abyś dalej był.

    A tak poważnie, Bet Lechem jest obecnie zaniedbanym, nieciekawym i smutnym miejscem.

  8. Sadoq said

    Wszystkiego ludzkiego – dobre życzenia.

  9. cmss said

    „wszystkiego ludzkiego”
    O Jezuniu…

  10. magamara said

    Dziekuje. I za opowiesc wigilijna (ktora bardzo mi sie podobala) i za zyczenia. Serdecznosci

  11. Wszystkiego dobrego. Przez cały rok, a w konsekwencji (skoro w cyklu rocznym) — bez przerwy i na okrągło, to raczej niemożliwe i niepotrzebne. Ludzie tak nie robią, nie są przecież bogami. Wystarczy, że będą się starać i co jakiś czas zerować liczniki.

    Ode mnie — wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

    referent

  12. telemach said

    Dziękuję. Wszystkim. Telegraficznie bo w drodze z punktu A do B. Tak już jest. Gdy zbliża się Sylwester przypomina mi się (corocznie) stara żydowska anegdota:

    Rosenblum spotyka na ulicy Mandelbauma.
    – Panie Mandelbaum – mówi – słyszał Pan już, że nadchodzący rok 2010 będzie lepszy?
    -Co Pan nie powie, co Pan nie powie. Lepszy?
    -Ano tak – zapewnia Rosenblun – lepszy. Lepszy niż 2011.

    Jak z takim nastawieniem przetrwać? A może jest to jedyne nastawienie pozwalające na przyjemne niespodzianki? Nie wiem.

  13. beatrix17 said

    Drogi Panie,

    takie nastawienie pozwala zobaczyc, ze to co bylo, nie bylo zle. A wiec i zobaczyc, ze to co nadchodzi tez zle nie bedzie. Byle by uwaznie sie przygladac i nie wyciagac pochopnych wnioskow. Moze to i trudne. Ale czy niemozliwe? ;-)

  14. telemach said

    Droga Pani Beatrix,
    jesteśmy dalecy od wyciągania pochopnych, również wniosków. Kubuś Fatalista nie zalicza się – wbrew pozorom – do grona naszych najbliższych przyjaciół. Niemniej jednak, nie zamierzamy przymykać oczu. You get, what you get, jak zwykł mawiać pewien notoryczny morderca (będący ponadto psychoterapeutą). I nic nie można na to poradzić. Rosenblum jest dla mnie wbrew pozorom krzepiący. Durne przeświadczenie, że na pewno będzie lepiej, nie zawiera w sobie (jak mi się wydaje) ani optymizmu ani nadzieji. Nadzieja (podobnie jak śmiech) są zawsze „mimo to” a nie „dlatego”.

  15. beatrix17 said

    Jesli to ten sam, o ktorym mysle, prosze Pana,to on tez zwykl mawiac – what you don’t owe can’t be taken from you. Optymizm na kazdym kroku, prosze Pana, jak sie patrzy.
    Ech.
    Dobranoc.

  16. porcelanka said

    Jaka świetna opowieść wigilijna :) Trochę spóźnione ale szczere życzenia kontynuacji pogody ducha :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: