Przypadek nr. 3

Wrzesień 21, 2009

Wypadające staruchy

Wiedziona nadmierną ciekawością starucha wychyliła się z okna, wypadła i roztrzaskała się.

Z okna wychyliła się następna starucha i poczęła przyglądać się leżącej. Ale i jej ciekawość nie wyszła na dobre, bo wypadła w ślad za pierwszą. I roztrzaskała się.

Potem z okna wypadła trzecia starucha. A potem czwarta, a następnie piąta.

Gdy z okna wypadła szósta starucha, znużyło mnie przypatrywanie się wypadającym staruchom i poszedłem na Malczewski Rynek, gdzie, jak ludzie powiadają, jakiemuś ślepcowi podarowali szalik zrobiony na szydełku.

(bez daty, tłum. własne)

————–

Jakże mało pozostało. Większość anegdot z jego krótkiego życia pozostanie na zawsze nieopowiedziana. Ci którzy mogli by je opowiedzieć, spoczęli w masowych grobach na długo przed osiągnięciem wieku, w którym zwykło się spisywać wspomnienia. Pozostały skrawki, strzępy. Te układają się w zadziwiający obraz człowieka, którego cała egzystencja była surrealistycznym wyzwaniem rzuconym systemowi, dziełem sztuki wymierzonym (w sposób zamierzony, niezamierzony?) przeciw dławiącej dyktaturze średniaków, posiadaczy absolutnej prawdy nie znoszącej najmniejszego sprzeciwu.

Boris Semionow wspominał zdarzenie, które wydarzyło się pewnego dnia w redakcji wydawnictwa literatury dziecięcej. Wydawnictwo mieściło się na szóstym piętrze budynku nazwanego potem „Domem Książki”. W trakcie jednego z bezsensownych, niekończących się zebrań, Ch. wstał nagle i z pozbawioną wyrazu twarzą podszedł do okna. Bez słowa otworzył okno, wdrapał się na parapet i wyszedł na obiegający fasadę gzyms. Po wąskim gzymsie obszedł budynek dookoła, wszedł ponownie przez inne okno i bez słowa ponownie zasiadł przy stole obrad.

To się nie mogło dobrze skończyć.

Odpowiedzi: 3 to “Przypadek nr. 3”

  1. beatrix17 said

    Czytalam te historie wiele razy, dawno, dawniej i niedawno. Smialam sie, jak zawsze, kiedy mi sie wizualizuja te Jego historyjki. Dzis skojarzyla mi sie z wiadomosciami telewizyjnymi. Po szostej katastrofie lotniczej, po dziesiatym tsunami,po n-tym doniesieniu o bombardowaniu odleglego kraju poszlam sobie popatrzec na babcie sasiadke, jak robi serwetki. Tez na szydelku, co za przypadek. Teatr absurdu czasem nie wytrzymuje konkurecji z rzeczywistoscia.
    Opowiadaj Telemachu, opowiadaj, prosze. Pamiec jednak jest wazna i potrzebna.

  2. andsol said

    Chodzi mi po głowie, Telemachu, co może znaczyć, że coś dobrze się skończyło, jeśli dotyczy życia zaczętego w Rosji w 1905, które nie wykręciło się podróżą od losu Rosji i tam trwało w latach 20-tych i 30-tych… „Skolko vam let? Tritcat’? Chvatit”… To nie refleksja ad hoc, przed iluś tam laty oglądałem z wielką przyjemnością Va banque – a parę lat później dotarł Va banque II i myślałem: jaki będzie happy end, pojadą do Puszczy Kampinoskiej? Nie, Machulski wysłał ich do Szwajcarii. Ale Szwajcaria była za mała na CCCP…

    Potworne jest wyobrażanie sobie całe pokolenia skazanego na nieszczęście. Chociaż być z owego pokolenia, przypuszczam, było dużo potworniejsze.

  3. telemach said

    AndSolu, to się (chyba) nie mogło dobrze skończyć (czytaj: musiało tragicznie skończyć) indywidualnie. Tak to miałem na myśli. Bo pokoleniowo, to już było chyba wiadomo na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych, że katastrofa.
    Dla mnie przerażający czas ten okres pomiędzy (dajmy na to) 1929 i 39. Nie wiadomo dokąd przyzwoity człowiek (w Euroazji) może uciec.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: