Patriotyzm fryzjerski

Sierpień 29, 2009

W miasteczku S. jest dwóch fryzjerów. Pierwszy z nich jest człowiekiem pod każdym względem zaangażowanym, również w sprawy społeczności lokalnej, a przede wszystkim prawdziwym patriotą. Drugi umie strzyc.

Kropotkin, postawiony przed trudnym wyborem, z bólem serca decyduje się na wizytę u słusznego fryzjera. Wyniki przerastają jego najśmielsze oczekiwania. Dotychczasowe, nikłe raczej powodzenie u dam, ustępuje miejsca niemiłej samotności. Znajomi, widząc nową fryzurę, współczująco kiwają głowami, aby –  gdy odwróci się do nich plecami –  wybuchać niepohamowanym, nerwowym chichotem.

W miasteczku S. jest również dwóch dentystów. Pierwszy z nich to człowiek o nieposzlakowanej opinii, uczciwy i w ogóle pod każdym względem przyzwoity. Drugi zaś zna się na swym fachu i wierci bezboleśnie.

Kropotkin, obudziwszy się rano z dotkliwym bólem zęba, stara się nie myśleć o najbliższej przyszłości i próbuje znaleźć ukojenie w biografii Samuela Johnsona pióra niezapomnianego Jamesa Boswella. Johnson miał jakoby stwierdzić, że patriotyzm jest ostatnim schronieniem szubrawców. Jakoby. Zagadnienie, czyim schronieniem może ewentualnie być przyzwoitość, pozostaje, ku zakłopotaniu Kropotkina, otwarte.

Odpowiedzi: 27 to “Patriotyzm fryzjerski”

  1. kwik said

    Całe szczęście, że Kropotkin nie musi chodzić do ginekologa.

  2. mona said

    Kwiku, w dzisiejszych czasach niczego nie można być pewnym. Musi mnie Pan rozbawiać do łez? Rozmazało mi się.
    ;-)

  3. referent Bulzacki said

    Panie Telemachu,

    buduje Pan fałszywe alternatywy. Nie wiem dlaczego i niezależnie od tego (mojego braku wiedzy) przyjmuję, że bez powodu. Trzeba to jednak wybić: fałszywe alternatywy są fałszywe bez względu na powód ich postawienia (względnie – jego brak). Tak mi się wydaje.

    Pozdrawiam,
    referent

    PS. Sam poszedłbym się obstrzyc być może u umiejącego. Uśmiech kobiety – na widok włosów – największym dobrem. Ma to oczywiście związek również z wyborem dentysty.

  4. telemach said

    Panie Referencie,
    W pierwszych słowach niech mi będzie wolno podkreślić, że miło mi Pana powitać. W następnych pozwolę sobie się z Panem nie zgodzić. Pisze Pan, że buduję tutaj fałszywe alternatywy. Ja ich nie buduję, to życie (przyznaję, takie jakim mi się ono jawi) stawia nas przed wyborami, wyborami, które nie zawsze są proste. Powiem więcej – nieczęsto są. Naturalnie że istnieją również patriotyczni fryzjerzy potrafiący strzyc i partacze będący sprzedajnymi łajdakami na obcych usługach. Wówczas jednak dylematu nie ma i sytuacja jest, że tak powiem, literacko mało interesująca lub zgoła narracyjnie nieprzydatna. Sytuacja opisana powyżej jest o wiele bardziej obiecująca, bo zawiera w sobie zarzewie konfliktu moralnego. I proszę mi wierzyć – jest ona, wbrew pozorom, nader prawdopodobna. Gdyby Pan miał co do tego wątpliwości, gotów jestem zaprosić Pana do miasteczka S. Nie jest ono bynajmniej aż tak fikcyjne, jak może się postronnemu obserwatorowi z pozoru wydawać.

    A tak na marginesie: co by mi Pan napisał w komentarzach gdybym powyżej spłodził nie ten tekst, lecz np. dajmy na to taką „Antygonę”? Nie chodzi tutaj o to, że chcę się podszywać pod tego Greka. Albo się z nim zgoła porównywać. Gdzie mi tam. Zastanawiam się jedynie. Bo jeśli przedstawiane/konstruowane przeze mnie alternatywy wydają się Panu fałszywe, to strach pomyśleć co by Pan musiał wówczas napisać.

    Pozdrawiam serdecznie
    t.

  5. andsol said

    Tu sprawy wydają mi się proste i łatwe do rozstrzygnięcia po dłuższej refleksji. Ale co by się działo gdyby w S. zaangażowany fryzjer w wolnych chwilach był dobrze wiercącym dentystą, natomiast uczciwy dentysta zajmował się (dla dorobienia sobie) świetnym strzyżeniem. I co miałby robić Kropotkin czując, że coś powinien zrobić, ale nie wiedząc czy chodzi o fryzurę czy o zęby. Siedzenie i czekanie na los, by mu wyjaśnił sytuację nie jest dobrym pomysłem, jak pokazuje przykład nieznanego poety rzymskiego Marcusa Lullusa, który nigdy nic nie napisał, bo czekał na los i na natchnienie. Więc tu jest źródło bardzo poważnych problemów etycznych i praktycznych.

  6. flamenco said

    Fakt! Byłam pewna, że mi się kojarzy! Ze Snem Kasandry mi się kojarzy (bo też współcześnie podana grecka klasyka), humor zbliżony do pędzla Allena.
    Zacytować by się chciało na tę okoliczność: jaka piękna tragedia!

  7. Torlin said

    Ja w ogóle bym się nie zastanawiał, poszedłbym zawsze do dobrego, nawet gdyby był faszystą albo komunistą. U mnie w pracy dorywczo pracuje młody człowiek o poglądach skrajnie prawicowych, uczestnik jakichś bojówek wojskowych (twierdzi, że na poligonach sobie trenują), zwolennik silnej ręki w państwie, a przy okazji świetny kompan w rozmowie o muzyce, fotografii itp. To mam z nim nie rozmawiać?
    To samo jest w polityce, dla jednych obojętne co zrobi Kwaśniewski będzie zawsze źle, dla drugich to co zrobi Kaczyński będzie zawsze niedobrze.

  8. telemach said

    Torlinie, wszystko dobrze – ale gdzie leży granica? Co musiałby ten młody człowiek zrobić, abyś z nim rozmawiać przestał? Ustaliłeś ją dla siebie? Ustalamy ją dla siebie? Na podstawie jakich kryteriów? Pytam, bo nie wiem.
    Wiem, że historia, gdy już jest po sprawie, zazwyczaj domaga się od nas, a posteriori, radykalnego ostracyzmu. I chętnie będzie – poprzez swych młodych, żarliwych przedstawicieli najnowszego zaciągu – formułować oskarżenia o konformizm, polityczną ślepotę i kolaborację.

    P.S. Ja też idę do dobrego. I staram się rozmawiać z wszystkimi. Nie zawsze przysparza mi to przyjaciół.

  9. bebebetter said

    ta granica mysle jest bardzo nieostra, zmienia swoje polozenia, ale na koncu jest gdzies nieprzekraczalna. ty z reszta autorze kiedys gdzies dobrze o tym napisales, ze nie chcialbys prowadzic dysputy przy kawiarnianym stoliku z milosnikiem sztuki goeringiem. ja podobnie. ale juz na przyklad nie obchodzi mnie „komunistyczna” mlodosc zygmunta baumana. za to niesmacznie mi kiedy kombatant powstanczy z warszawy syczy na imieninach u cioci „zzzyd, panie, oni tacy sa”; za to z szacunkiem mysle o zofii kossak-szczuckiej. i tak dalej i tak dalej.

    wiec ta granica przebiega wg mnie gdzies w okolicach posiadania mozliwosci wyboru miedzy czlowieczenstwem a jego brakiem, niezaleznie od gloszonych pogladow, ale tez szalenie rzadko jest jednoznaczna, jak wynika z moich dotychczasowych doswiadczen. trudne i chyba nie trzeba albo nawet nie nalezy dazyc do jednoznacznosci. a tymczasem zeby trzeba leczyc…
    tak ze rozumiem kropotkina. przechlapane ;-)

    a na marginesie – dla mnie o wiele bardziej patriotyczny jest solidny rzemieslnik na swoim kawalku podlogi od patriotycznie podnieconego partacza.

  10. telemach said

    „dla mnie o wiele bardziej patriotyczny jest solidny rzemieslnik na swoim kawalku podlogi od patriotycznie podnieconego partacza.”

    Jakże podoba mi się to zdanie. Pozdrawiam Panią.

  11. yassa said

    Panie Telemachu,
    dawno mnie u Pana nie było, a tu widzę, jak zwykle ciekawie.

    Zatem, po pierwsze – nie mogę się z Panem zgodzić, że życie w tym wypadku stawia nas przed jakimkolwiek wyborem. Tym bardziej nie prostym.
    Bo że stawia nas w ogóle przed wyborami a zwłaszcza przed trudnymi wyborami, tego, nie tylko przez grzeczność, nie neguję.

    Po wtóre, nie mogę też zgodzić się z Panem Referentem, bo alternatywa jest nie tyle fałszywa, co tendencyjna.
    Jak to się kiedyś mawiało: na obecnym etapie, że wszech miar słuszna.
    Rozumiem, że tendencyjna dla potrzeb literackich.

    Tym zgrabniejsza, że w planie B zastąpić ją można uniwersalnym dylematem Antygony.

    Innymi słowy, jest to śmiała ucieczka z konkretu w absolut.

    Wobec takiego postawienia sprawy, z przykrością informuję, że będąc przejazdem w miasteczku S. zmuszony będę skorzystać z usług fryzjera fachowca.
    A oczekując na strzyżenie napiszę kolejny, nikomu niepotrzebny i niezrozumiały, tekst.:)

    Zainspirował mnie Pan znowu.
    Za co dziękuję, pozdrawiając Pana serdecznie.
    yassa

  12. telemach said

    Panie Yasso,

    (chyba) jesteśmy znów w okolicach tego samego tematu co ostatnio. Nie wiem czy to źle czy dobrze. Z jednej strony cieszę się, że Pana zainspirowałem. Z drugiej: obawiam się, że pojął Pan powyższy tekst jako zaproszenie do polemiki na jeszcze nie wiem jaki temat, co jest dla mnie zaskoczeniem i sprawia, że uczucia mam mieszane.

    Kropotkinowi przekażę pańskie spostrzeżenia. Trafnie go Pan, jak sądzę, zdemaskował z tymi jego tendencyjnymi fryzjerami. Jak by nie mógł podzielić się refleksjami na temat rzeźników, których w S. jest siedmiu, nieprawdaż?

    Gdy tak czytałem ten pański komentarz, przypomniała mi się historia, którą opowiedział mi onegdaj Sasza Kogan z Odessy.

    Odessa, jest rok 1927. Koniec NEP-u. Róg Chersońskiej i Targowej. Przed piekarnią: długachna, wielogodzinna kolejka po chleb. W kolejce: pradziadek Saszy Kogana, do którego przed rewolucją należał największy w Odessie dom towarowy, a po rewolucji wpierw nic, a potem stragan. Pradziadek Kogan nagle rozpoznaje w przechodzącej starszej, licho odzianej kobiecie żonę Jubilera Warłamowa i nie mogąc pohamować odruchu, uchyla kapelusza mówiąc galanteryjnie „Bonjour”. Stojący za jego plecami obywatel klepie pradziadka w ramię, pokazuje legitymację i odprowadza na pobliski komisariat.
    W taki oto sposób, starszy pan Kogan został zdemaskowany jako wróg ludu siejący antyradziecką propagandę. Na nic zdały się zapewnienia pradziadka, że chciał się tylko przywitać. Ten, który go zdemaskował już dobrze wiedział co pradziadek przez to swoje tendencyjne „bonżur” chciał radzieckiej władzy pokazać.

    Pozdrawiam Pana
    t.

  13. yassa said

    Panie Telemachu,
    a jakże, znowu jesteśmy w tym samym punkcie.
    Jak już kiedyś pisałem, czuję się trochę jak długodystansowiec po raz kolejny okrążający stadion.
    Ani to dobrze ani źle – zwykła dola biegacza.

    Opowieść świetna, dla mnie szczególnie bliska, ponieważ najprawdopodobniej moja urodzona w Odessie babcia bywała w domu towarowym pradziadka Saszy Kogana.

    Ale do rzeczy.

    O ile dobrze pamiętam Antygona dokonała wyboru. Dobrego czy złego: tomy by pisać. Decyzję jednak podjęła.

    A odeska przypowieść zdaje się sugerować, że jeśli człeka poczciwego nie dręczy dylemat; czy można z prawicowcem (względnie lewicowcem) pogadać o muzyce, a jeśli już można, to jakie są nieprzekraczalne granice wykluczające taką pogaduszkę, to niechybnie musi być mentalnym NKWDzistą.

    Pozdrawiam serdecznie

    Ps.
    Oczywiście, gdyby Kropotkin mógł się także podzielić swoimi rozważaniami na temat rzeźników z S., byłbym niezmiernie zobowiązany.

  14. telemach said

    Panie Yasso,

    cieszę się, że opowieść się Panu spodobała. Z ciężkim sercem się z nią rozstałem w zwykłym komentarzu. Inne miałem plany – ale co tam. Niech Pan potraktuje ten podarunek jako dowód szacunku dla interlokutora. Tym bardziej, że niejednokrotnie dzieliły nas poglądy na to i owo. I pewno będą dzielić, bo ja swoich – jak może Pan zauważył – tak łatwo z dnia na dzień nie zmieniam.
    Rzadko, zbyt rzadko się w naszym pięknym kraju zdarza, że ludzie różniący się ze sobą poglądami chcą i potrafią ze sobą rozmawiać. Tym bardziej cenię sobie Pańską obecność tutaj.

    Może wynika to z tego że moja rodzina (przynajmniej po stronie ojca) też z Odessy?
    Pewnie spacerowałbym sobie teraz „pa Primorskoj” gdyby Bat’ko Machno miał swego czasu więcej oleju w głowie.
    Zamiast pisać te słowa na przykład.

  15. dru' said

    Na paskudną fryzurę Kropotkin może zdobyć serca tuzina aktywistek, czego jeszcze biedaczyna nie zauważył, bo obraca się zapewne w kręgach bezdusznych biurokratów.

    A tak w zasadzie to zastanawiam się co jest poza fachowością drugą „stroną” konfliktu?
    Bo fryzjer-aktywista też jest fachowcem tylko w innej dziedzinie. Kropotkin może docenić go we właściwy sposób, niekoniecznie dając się ogolić.

    Co zaś do dentysty to zbiorem cnót być nie może, bo zabrakło mu jednej z nich, zaangażowania i porządnego wykonywania profesji, której się podjął.
    Korzystając z praw rynku należałoby wysłać mu ostrzegawczą kartkę nie zamawiając u niego wizyty.

    Przypadków z którymi męczy się Kropotkin jest, myślę, nie dwa na miasto, ale raczej kilka na życie w odniesieniu do pojedynczego człowieka.

  16. yassa said

    Panie Telemachu,
    doceniam Pana poświęcenie, bo też zdarzało mi się spalić w komentarzu jakąś niezłą historyjkę.

    No i rozbroił mnie Pan zupełnie.
    Wiem, że ponad wszystkie spory i różnice, w mafii odeskiej, jak w każdej innej mafii, wartością nadrzędną jest lojalność.

    Zatem jako spadkobierca odeskich tradycji z bólem zmuszony jestem wartościom tym się podporządkować.

    Kłaniam się z uszanowaniem
    yassa

  17. referent Bulzacki said

    Poniżej jest Pana (dobra) wymiana zdań z Yassą, której istoty nie chcę powtarzać (bloger Yassa ubiegł mnie), więc krótko.

    Zgadzam się, że życie stawia nas przed wyborami, które nie zawsze są proste. Dokładniej mówiąc – czasem są proste, a czasem nie są proste. To jednak nie jest pomimo wszystko na temat. Różnica między Panem a Sofoklesem – bez urazy – jest wyraźna. Kiedy literacka uniwersalizacja dotyczy cech istotnych, brzegowych, a przy tym zestawionych adekwatnie, wówczas wychodzi Sofokles; kiedy jest odwrotnie, wychodzi… odwrotnie. Pana ujęcie jest „nietrafne”(oparte na fałszywej alternatywie), dlatego że wynika z niego (zamierzone albo niezamierzone) uwikłanie „prawdziwego patriotyzmu” (swoją drogą, co Pan przez to rozumie?) z wykonywaniem zawodu rzemieślnika. „Moralny wybór” w Pana ujęciu polega więc mniej więcej na tym, czy zjeść obiad z nielubianym kolegą, czy ugotować sobie w domu. Dokonał Pan przesunięcia, które kładzie tekst, nie wyłączając – w moim ujęciu – nawet aspektu komicznego. Co z tego, że zdania ładne, nie rozmawiamy w tej chwili o nich. Przepraszam.

    Dygresja. Pamiętam, kiedy Piotr Wierzbicki odchodził z Gazety Polskiej do organu Adama Michnika. Napisał wtedy duży tekst „rozrachunkowy”, gdzie stwierdził, że co prawda różni się z Ministerstwem Prawdy w ocenie czasów przełomu i polityki dnia codziennego, ale czuje z Naczelnym więź cywilizacyjną, która zadecydowała… Innymi słowy, woli z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć. I, niestety, Piotr Wierzbicki nie widział, że zastosował ten sam bałamutny chwyt retoryczny, który miał się w jego sytuacji jak piernik do wiatraka. A to wszystko dlatego, że życie stawia nas przed wyborami, które nie zawsze są proste. Dokładniej mówiąc – czasem są proste, a czasem nie są…

  18. drakaina said

    Tak nawiasem mówiąc, chciałam tylko cichutko wrzucić taki idej, że z tą Antygoną to nie takie proste, jak się w szkole wydaje. Od jakiegoś czasu klasykom sen z oczu spędza ta scena, kiedy Antygona wraca po raz drugi do ciała Polinejkesa – gdyby było po szkolnemu, to w zasadzie nie miałaby po co. Co więcej, dopiero w tym momencie naprawdę naraża się Kreonowi. O co więc w tym wszystkim chodzi?

  19. telemach said

    Panie Referencie,
    dziękuję za odpowiedź. Najbardziej jednak dziękuję Panu za zadanie pytania, które chciałem aby Pan zadał. Interesuje Pana co ja rozumiem poprzez „prawdziwy” patriotyzm?. Pomyślę (nad formą) i odpowiem po zastanowieniu – jeśli Pan pozwoli.

    A do (znanej mi), onegdajszej sytuacji Wierzbickiego nie odniosę się tutaj. Rozlazło by nam się.

    Pozdrawiam
    t.

  20. telemach said

    Drakaino, istotnie, bardziej to wszystko z tą Antygoną (obawiam się) pokręcone niż zwykliśmy uważać. Gdy zacznie się, jej na pozór łatwą do opowiedzenia historię, rozbierać na czynniki pierwsze, to robi się w rzeczy samej dziwnie…

  21. andsol said

    Telemachu, gdy padnie pierwsze słowo prawdy, następnemu łatwiej przedrzeć się przez zaciśnięte usta, droga jest przetarta. Wykorzystam to, by dorzucić przykrą ale szczerą obserwację. Niestety jest różnica nie tylko między Telemachem i Sofoklesem ale także między Telemachem i Homerem, Telemachem i Kantem – a co gorsza między Telemachem a Panem Bogiem. Uważam, że robienie nikłych wpisów zamiast godne wzięcie się za Najnowszy Testament jest unikiem przed dziejową możliwością oraz odpowiedzialnością. Polak może. I musi.

  22. referent Bulzacki said

    –>Andsol

    Na szczęście nie ma różnicy między durniem i durniem. Polak tu też może, a czasem musi.

  23. przechodzień said

    Tak luźno… rzucę i może nie na temat. Gdyby np. dobry fryzjer nagle zyskał popularność jako „dobry fryzjer”. Wszyscy nagle zaczęliby chodzić do niego, z czasem może dostrzegłby że w zasadzie nie chodzi tu już o „dobre strzyżenie”, bo i tak do niego chodzą. Tamten z kolei nagle opuszczony przez klientów, dostrzegłby że powinien bardziej się przyłożyć do obcinania włosów, ale z drugiej strony wiedziałby że „nie do końca o to chodzi”. Oczywiście tak mógłby myśleć gdyby w ogóle był kiedykolwiek wcześniej fryzjerem. Bo w sumie mógł nawet nim nigdy nie być.
    Do którego byście Państwo poszli?

  24. andsol said

    Refleksja przechodnia skłania mnie do wrzucenia jeszcze tych słów, że nie powinniśmy oddalać się od naszych memów, bo niewiele oprócz nich my w historii memy, zaczęliśmy późno i głównie byliśmy bici. (To nie moja teoria, mnie tak uczono).
    Więc u nas jest tradycją, że jak ktoś strzyże to od razu pytamy za kim i przeciw komu on strzyże i jakie pomniki są dla niego ważne. I tym się odróżniamy od społeczności afrykańskich, gdzie ważne jest czy ma się wspólnego krewniaka.

  25. przechodzień said

    U nas też dobrze mieć krewniaka. Każdy pójdzie do krewniaka. Nawet jak źle strzyże. No ale po krewniacku. W Afryce jak się ma dużo krewnych to można wyrżnąć inne plemie.

  26. przechodzień said

    Wybić inne plemię i nadal być patriotą.

  27. przechodzień said

    albo nawet jeszcze bardziej…być patriotą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: