Niezupełnie inteligentny projekt. Minione aberracje.

Sierpień 17, 2009

Tzw. Inteligentny Projekt (Intelligent Design) nie jest pierwszym – i zapewne nie ostatnim – ekscentrycznym i budzącym (powiedzmy sobie) pewne zdumienie płodem tzw. myśli chrześcijańskiej. Nie chcąc angażować się w pełną radosnych emocji dyskusję, zwróćmy się, zgodnie z upodobaniami, ku przeszłości i zajmijmy się innym, zamkniętym jak się wydaje, rozdziałem ludzkiego błądzenia w drodze do absolutu. Historia magistra vitae est. Powiedzmy.  A zatem, proszę Państwa, dzisiaj serwujemy Ascetyzm. Chrześcijański, bo inne też są.

Ascetyzm wielu ojców ma. Początki ruchu gubią się gdzieś w mrokach II lub III stulecia. Podczas gdy w stolicy i większych ośrodkach cesarstwa dobrzy chrześcijanie, korzystając z dobrodziejstw popularnej kariery ukrzyżowanego lub zjedzonego przez lwy męczennika,mieli szansę na szybsze zbawienie, chrześcijanie prowincjonalni szansy takiej byli przeważnie pozbawieni. Niezadowolenie z takiego stanu rzeczy i wynikające z niego domaganie się równości szans w drodze do zbawienia, powinno być zatem zrozumiałe. Niewydolne i chylące się ku upadkowi cesarstwo nie było w stanie wyjść na przeciw słusznym postulatom chrześcijańskich mas. Pomysłowość ludzka nie zna jednak granic. Skoro – myśleli sobie szczególnie pomysłowi przedstawiciele nowej religii – władza nie jest w stanie wyjść ˛na przeciw szerokiemu społecznemu zapotrzebowaniu na męczeństwo, weźmy sprawy we własne ręce i zamęczmy się sami. No i zaczęło się.

Nie wiadomo kto był pierwszy. Pewne przesłanki wskazują na Orygenesa z Aleksandrii, błogosławiony ten mąż, jeśli wierzyć Euzebiuszowi z Cezarei, wziął dosłownie słowa zawarte w Ewangelii Św. Mateusza (XIX, 12) i dokonał w celu przyśpieszenia zbawienia, rach ciach, samokastracji. Dużo przemawia też na rzecz Świętego Antoniego zwanego przez potomnych Wielkim lub Anachoretą. Przydomki były konieczne choćby ze względu na późniejsze namnożenie się świętych Antonich, hagiografowie wymieniają ośmiu. Ale do rzeczy.

Święty Antoni wpadł na rewolucyjny pomysł permanentnego umartwiania powłoki doczesnej. Był nie tylko prekursorem głodzenia się (aż do utraty zmysłów), lecz aby nie ulegać pokusom zgubnego luksusu, jako pierwszy zamieszkał w odosobnionym grobowcu zupełnie pozbawionym wygód. Pozostawił po sobie nie tylko cytowane przez Anastazego motto: „zabijaj się codziennie od nowa“ lecz stał się również świetlistym przykładem dla spragnionej przykładów młodzieży. Gdy umierał, zamieszkiwana przez niego dziura w ziemi otoczona była niezliczonymi norami wygrzebanymi przez spragnionych zbawienia naśladowców. Tyle jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie skąd się wzięły klasztory.

W międzyczasie rozwój wypadków przybiera katastrofalny dla spragnionych męczeństwa obrót. Konstantyn (Wielki) instaluje nową religię jako oficjalną doktrynę państwową, kilkadziesiąt lat później wydarza się ostateczna, największa z wyobrażalnych katastrofa: Julian Apostata ogłasza swój podstępny edykt o powszechnej tolerancji religijnej. Nawet najwięksi optymiści muszą ostatecznie pogrzebać mrzonki o upragnionej śmierci męczeńskiej z ręki pogańskiej administracji,  jako jedyna alternatywa pozostaje mozolne zamęczenie się samemu. No i zaczyna się.

Wkrótce, nieomal każda, nawet najbardziej prowincjonalna dziura ma swego cierpiącego ku chwale Pańskiej eremitę. Swięci mężowie głodzą się, biczują, dają się zakopywać w ziemi lub, dla odmiany,  zamurowywać żywcem w jaskiniach. W Egipcie, Syrii, Celicji i Kapadocji rozpoczyna się swoisty wyścig o najbardziej spektakularny przykład samoumęczenia. Niejaki Simeon (Szymon), gdy ani zamurowanie w grobowcu ani martyrium polegające na trzyletnim pozostawaniu w pozycji stojącej nie wywołuje na nikim specjalnego wrażenia, decyduje się wdrapać na samotnie stojącą kolumnę i znajduje natychmiast setki entuzjastycznych naśladowców. Ruch słupnictwa będzie święcił swe triumfy przez następne pięć wieków. Niektóre z pomysłów są tak oryginalne, że do dziś muszą budzić graniczące z podziwem zdumienie. I tak, po obligatoryjnym już rozdaniu majątku biednym i potrzebującym oraz pozostaniu w jednym łachmanie, święci mężowie dają wyraz daleko idącej pomysłowości. Przykłady są niezliczone. Taki na przykład Święty Grzegorz z Nazjanzu, obok sypiania na gołej ziemi, odżywiał się wyłącznie stęchłym i cuchnącym chlebem. Święty Benedykt z Nursji był jeszcze bardziej wybredny i w ogóle odmawiał przyjmowania pożywienia. Gdy opuszczał swą przytulną jaskinię, krążył po okolicy w poszukiwaniu ciernistych krzewów i gdy je od znalazł z radością rzucał się w kłujące zarośla. Powszechnie wielbiony był też Święty Aleksy z Edessy– dowcipny ten człowiek opuścił żonę w czasie nocy poślubnej by poświęcić się Bogu, nocował na schodach kościoła a potem pod schodami pałacu swego ojca, gdzie zgodnie z jego własnymi prośbami i oczekiwaniami wylewano na niego pomyje i inne nieczystości. Na uwagę zasługuje też Święty German z Paryża, który ku chwale Pańskiej rozebrał się pewnego dnia do naga i aż do śmierci, nawet podczas najbardziej siarczystych mrozów, nie okrywał swego ciała ani skórą ani tkaniną.

Radykalnie ekscentryczne pomysły towarzyszą chrześcijaństwu od zarania. Nabierają powszechnego charakteru, przeżywają swe apogeum i gubią się po wiekach w mrokach dziejów uzyskując najwyżej rangę minionej aberracji i historycznej ciekawostki. Nic nie wskazuje na to, że z Inteligentnym Projektem będzie inaczej.

——

Aby uniknąć posądzenia o tendencyjny dobór faktów, lub zgoła skłonności do fantazjowania, pragniemy podkreślić, że wszystkie wymienione wyżej przykłady pochodzą z dzieł chrześcijańskich teologów i historyków.  Kto może pojąć, niech pojmuje.

Odpowiedzi: 17 to “Niezupełnie inteligentny projekt. Minione aberracje.”

  1. Wychodzi na to, że najpierw trzeba być w miarę bogatym. Przypomina mi to stary żydowski dowcip o szczerej nędzy.
    – A ty co byś chciał?
    – Chciałbym się uratować z pożaru w jednej koszuli na grzbiecie?
    – ?
    – No co? Miałbym przynajmniej koszulę!

  2. Z wszelkich „inteligentnych” teorii najbardziej podoba mi się Teoria Inteligentnego Spadania:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_inteligentnego_spadania

  3. andsol said

    Polak też potrafi. Jonathan Wright w Jezuitach wspomina polskiego jezuitę Marcina Costensa, który nosił żelazną koronę z przyciskami. Umarł w koronie w 1614, źródła nie piszą czy od korony. Ponieważ kiedyś przypomniałeś o nie mówieniu źle o zmarłych, nie będę komentował.

  4. telemach said

    @andsol: wszystko nie tak. O zmarłych można. O żywych nie należy. Moim ulubionym „umartwiaczem” jest zupełnie niechrześcijański PLOTYN. Uczniowie podali, że wobec faktu, iż nigdy się nie mył, smród otaczający uczonego męża był tak potężny, że co słabsi mdleli.

  5. Torlin said

    Ja może tak troszeczkę z boku tematu, ale w tak ogólnych zasadach funkcjonowania kościoła zastanawia mnie tzw. odpust całkowity. Jest moim zdaniem tak niepradopodobną bzdurą, że jest to aż porażające
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Odpust_zupe%C5%82ny
    Mnie te tematy przez Ciebie poruszane fascynują jako przykłady – ale nie dziwią. Zawsze znajdzie się człowiek dziwny – np. w dzisiejszych czasach facet z setkami kolczyków na całym ciele.

  6. telemach said

    Torlinie, mnie one też nie dziwią. Dziwi mnie jednak niepomiernie, że kolejne pokolenia nie wyciągają z tych (nieźle udokumentowanych n.b.) bezdroży i wykolejeń żadnych wniosków i z ochoczym zapałem rzucają się w objęcia coraz to nowych proroków będących w posiadaniu „nowej drogi”, „prawdy” i „racji”. Ta potrzeba ufności i wiary w „obojętnie co, byle wystarczająco radykalne”, na przekór doświadczeniu, wydaje się być – po głębszym zastanowieniu – jakimś głęboko zakorzenionym defektem naszej ludzkiej psychiki. „Inteligentny” projekt jest dla mnie z tego względu jedynie kolejną odsłoną tej samej, granej od zarania ludzkości sztuki. Gdy przypatruję się retorycznym łamańcom i graniczącym z prestidigatorstwem wygibasom umysłowym jego proroków gotowych wyjść ze skóry aby tylko zawrócić rzekę postępu kijem – ogarnia mnie początkowo rozbawienie. Gdy dostrzegam recepcję po stronie spragnionych uproszczonej wersji nowego za wszelką cenę – rozbawienie przechodzi w przygnębienie.

    Dziękuję za link. Inspirujący.

  7. dru' said

    Święty golas! Hasło „Płaszcz świętego Germana” ma w sobie duży potencjał.

    Wygląda na to, że wyuzdanego grzesznika od ascety fizycznie różni tylko lateksowe wdzianko.

  8. szekina said

    Dużo bym oddała za to, żeby się dowiedzieć, jaki rodzaj emocjonalnego znaczenia mogły mieć takie postaci w tamtych czasach. Ten rodzaj duchowości wydaje mi się być mocno narcystyczny i perwersyjny, i z pewnością jest przez stulecia elementem gry politycznej, ale wiernym rzeszom odbiorców być może daje rodzaj kojącego doświadczenia obracania się w obrębie znanego, a to wydaje mi się być jedną z głównych potrzeb ludzkości.
    A co do radykalności na przekór doświadczeniu, Telemachu, to myślę sobie, że doświadczenie nie jest kojące, otwiera puste przestrzenie i kontaktuje z rozmaitymi okropieństwami leżącymi w naszej naturze, a co najgorsze z nieznanym właśnie i przez to nie dostarcza ta kojącego komfortu jak stadne doświadczenie obowiązującego zbiorowego wzorca, a jaki on jest, to już chyba sprawa wtórna. Myślę czasem, jak by się mój los potoczył, gdyby nieświadomy wybór nieprzynależności dokonany dawno temu był przedmiotem mojej bardziej świadomej decyzji. I tak mi się wydaje, że być może dziś miałabym na półkach bogatą literaturę tego rodzaju prawd i racji (którą swoją drogą na pewnym etapie życia czytałam z dużym zacięciem i żarliwością) i pozorny święty spokój, do którego czasem czuję nie dającą się odpędzić nostalgię.

    Pozdrawiam.

  9. Aspik said

    O, to jest dobry pomysł. Poumartwiam się. Na dobry początek odmówię sobie wypisywania dyrdymałów. A potem się zobaczy – może zacznę słodzić kawę, albo co.

  10. michal said

    Nie wypada nie wspomnieć o dalszych losach Szymona Słupnika, z filmu Bunuelaa „Szymon Pustelnik”. Oglądałem te dzieło i ni w ząb z niego zrozumiałem, co tylko dowodzi że musi być genialny. Zresztą Szymona pobił niedawno jakiś Polak. Wpisał się do księgi rekordów Guinnessa przez pół roku ślęcząc na słupie w niemieckim lunaparku. Nie wiem czy dotychczasowym rekordzistą był Szymek, ale gdyby zebrać opisaną ekipę chłopaków, zwycięstwo w Fear Factor http://en.wikipedia.org/wiki/Fear_Factor_%28TV_series%29 gwarantowane.

  11. porcelanka said

    A może one wynikają z tego, że człowiek ma ten „defekt” ;) że szuka sensu życia i sposobu na nie? Że mu nie wystarcza to, co jest, chciałby przekraczać siebie, robić coś wspaniałego, zasługującego na podziw i szacunek bliźnich? Zastanawiam się, czy wszystkie te ekscentryczne zachowania podobnie jak inne, społecznie akceptowalne (jak choćby ustawienie się w życiu z kasą czy władzą) nie mają swojego źródła w tym pragnieniu. Ludzie tylko inaczej je realizują. Jedni chcą się podobać ludziom, inni Bogu (bo nie widząc specjalnych szans na szczęście na tym padole, mają nadzieję na spełnienie swych pragnień w niebie- jeśli tylko odpowiednio się Bogu przypodobają). Jest coś pięknego w chęci odseparowania się od ludzi i kontaktu człowieka z samym sobą i absolutem, ale ponieważ człowiek nie jest stworzony do samotności, łatwo o wynaturzenia. Zresztą „piękno” nie jest zarezerwowane dla eremitów, piękne jest również dla mnie spełnione i zgodne życie wśród ludzi – nie tracące niczego z siebie. Ale to wyższa szkoła jazdy ;) Ekstremalne wybryki są bardziej widowiskowe niż wytrwałe i trudne budowanie więzi. Mnie czasem ciągnie do samotności, najczęściej jak ludzie mi obrzydną ;P Przyznaj Telemachu, czy to nie pociecha, jeśli takich wspólników w „samotności” kopiących sobie blisko norki, nie jest więcej? ;D

  12. Aspik said

    Sam widzisz, Telemachu, że poszedłeś na łatwiznę. O ascetyzmie religijnym powstały niezliczone opracowania. Ascetyzm świecki – zwłaszcza współczesny – to jest dopiero temat.

  13. telemach said

    Ano poszedłem Aspiku. Przyznaję. Na moje usprawiedliwienie mogę podać jedynie, że tekst powstał w trakcie wizyty w kraju i to na wsi. Po obejrzeniu tekstu doszedłem do takiego samego wniosku i już chciałem skasować, ale w międzyczasie dobrzy ludzie ukradli napowietrzną linię telefoniczną i dostarczyli ją do punktu skupu metali kolorowych. Przez tcztery dni byłem pozbawiony telefonu a co gorsza też dostępu do tego kącika.
    Ascetyzm świecki zainteresował mnie. Aspik, pomożesz?

  14. Aspik said

    Co ja tu mogę pomagać. Już mnie wyręczył p.t. michal podając wyborny przykład związany z Księgą Guinessa (por. nieśmiertelnośc świecka). Dodaj do tego katusze i głodówki w imię atrakcyjnego wyglądu, ekobałwochwalców itp. Temat – samograj, byle trochę pomyśleć i pogrzebać po kuriozach.

  15. jesień fetyszysty said

    Szymona pobić nie tak łatwo – on na ostatnim, najwyższym ze swoich słupów (zmieniał kilka razy) spędził 30 lat [zob. http://www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=1487%5D.
    Słyszałam kiedyś, że słupnictwo może się wiązać z wiarą w to, że powietrze jest szczelnie wypełnione demonami, które oddzielają ludzi od Boga, blokując przepływ modlitw i łaski. Demony są cięższe od powietrza, więc im wyżej, tym ich stężenie mniejsze – dlatego wdrapanie się na słup wiele ułatwia.
    (Warto też trzymać się blisko świętych, bo wytwarzają oni w tej masie demonów coś w rodzaju tuneli – można swoją modlitwę wysłać cudzym kominem.)

  16. telemach said

    @jesienfetyszysty: Szymona pobić istotnie nie łatwo – a jednak udało się. Ile czasu Szymon spędził na którym słupie i dlaczego – co do tego uczeni i hagiografowie nie są zgodni. Okres ten waha się od 12 do 40 lat. Ogólnie przyjmuje się że wytrwał łącznie 37 lat i wreszcie na słupie zmarł. Słup był podobno ten sam – lecz wciąż podnoszony wyżej aż osiągnął wysokość 18 metrów. To jakieś cztery piętra. rekord pobity został przez Daniela z Samostaty – 42 lata. A w ogóle ten Szymon fascynujący, zasługuje na odrębną historyjkę. Pozdrowienia.

  17. iżyk said

    1. Nie powiem, że drugi dzień mi schodzi nad twoimi tekstami, bo odbierzesz to za komplement, a takich tu zbytek…
    2. Nie powiem, że „w piętkę goniąc” jużjestem przy sierpniu zeszłego,bo będzie takoż…
    3. Powiem za to, ze ten „Anastazy” to pewnie „Atanazym” miał być, tylko literki tak poleciały…
    Dużo pozdrowień!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: