Ma Belle, Si Tu Voulais

Sierpień 11, 2009

W świecie przypominającym po części medialne targowisko próżności, a po części nie do końca umarłą klasę pełną nadgorliwych uczniów wyrywających się do odpowiedzi zdarzają się dziwne wyjątki. Poniżej próba życiorysu.

Uchodzi nadal (według wielu) za największy żyjący autorytet w swej dziedzinie. Jest żyjącą legendą – o ile nadal żyje. Nie wiadomo jednak, gdzie od 18 lat przebywa. W tym roku obchodziłby osiemdziesiąte urodziny –  gdyby urodziny obchodził. Pielęgnacją i interpretacją jego dorobku zajmuje się specjalnie ku temu powołana międzynarodowa fundacja. Jej prezes, zapytany o to, czy twórca nadal żyje odparł:

„Ponieważ nie dotarła do nas wiadomość o jego śmierci, musimy założyć, że nadal żyje”

Urodził się 28. marca 1928 roku w mieście, które będąc kontynentalnym symbolem dekadencji, już wkrótce miało stać się światową stolicą ucieleśnionego zła. Jego ojcem był znany ukraiński anarchista, chociaż niekiedy jego pochodzenie określane jest inaczej. Po ojcu, który jako idol swego pokolenia został kilkakrotnie skazany na śmierć i spędził swą młodość wpierw w carskich, potem w sowieckich więzieniach, dziedziczy imię, po matce, która przeszła do historii jako autorka jednej, podobno fascynującej, lecz nigdy nie wydanej autobiograficznej powieści-rzeki – nazwisko i wrażliwość na na wszelkie przejawy niesprawiedliwości społecznej. Wrażliwość ta nie obejmowała jednak najbliższych, piękna Hanka podrzuca swego jedynego syna obcym ludziom i podąża za mężem do Paryża, a potem do Hiszpanii aby tam oddać się walce o szczęście ludzkości. Frakcja zwolenników szczęścia ludzkości przegrywa z kretesem, anarchistyczne małżeństwo znów ląduje na paryskim bruku, zawód ulicznego fotografa daje się jakoś wykonywać bez utraconej w jednej z domowych wojen lewej ręki.

Nasz protagonista, w międzyczasie dwunastoletni, pojawia się pewnego dnia na progu paryskiego schronienia przymierających głodem bojowników o szczęście ludzkości. Z kuferkiem i listem dotychczasowych opiekunów. Wyrażają oni w tymże liście ubolewanie, ale jest jak jest i dalsze przechowywanie dziecka grozi w najlepszym razie więzieniem, w najgorszym zaś to lepiej nie myśleć.

Beznadziejna sytuacja emigranckiej rodziny ma się zresztą niebawem pogorszyć, wybucha wojna, na skutek denuncjacji usłużnych sąsiadów dochodzi do aresztowania całej trójki. Zrządzeniem losu zostają internowani w rozmaitych obozach, ojciec w Le Vernet, matka z synem w Rieucros. W 1942 roku, przekazany okupantom, jednoręki fotograf odbywa swą ostatnią w życiu podróż w jadącym na wschód bydlęcym wagonie, aby po przybyciu do położonego opodal jednej z najbardziej znanych na świecie polskich miejscowości miejsca przeznaczenia, umrzeć w okolicznościach, w jakich umierało się po przybyciu. W tym czasie, jego syn pobiera nauki gimnazjalne w małym miasteczku Le Chambon, tam też w 1945 roku zdaje egzamin maturalny. Jako uczeń czyni ku zgrozie wychowawców nie to co powinien, lecz co mu się podoba, wykazuje jednak niebywałe jak na swój wiek uzdolnienia w jednej, wybranej dziedzinie, być może dzięki nim – wyposażony w skromne stypendium – może podjąć studia w pobliskim Montpellier. Studia nie zaspokajają głodu wiedzy, większość czasu spędza nad formułowaniem rewolucyjnej teorii, teorii, która miała tę małą skazę, że została, o czym nasz bohater nie wiedział, sformułowana w międzyczasie przez kogoś innego.

W 1949 roku otrzymuje od jednego ze swych profesorów, w celu przeprowadzenia niezbędnej korekty, publikację, której treść sprowadza się do opisu czternastu słynnych, lecz uchodzących za nierozwiązywalne problemów. Zamiast korekty tekstu, młody geniusz dostarcza rozwiązania tychże. Następne dwadzieścia lat to w międzyczasie legendarny okres, triumfalny pochód od sukcesu do sukcesu, w wieku lat 42 38 uzyskuje najwyższe, możliwe do osiągnięcia laury. Nagrody jednak osobiście nie odbiera, nie podobają mu się stosunki panujące w kraju w którym ma zostać mu ona wręczona. Począwszy od 1968 roku, aż do przejścia na emeryturę 20 lat później, zaczyna wykazywać objawy niezrozumiałe dla wielbiącego go otoczenia. W 1970 roku porzuca z dnia na dzień pracę w renomowanym instytucie ponieważ odkrywa, że część jego funduszy naukowych pochodzi z kręgów zbliżonych do przemysłu zbrojeniowego. Od tego czasu zmienia profesury jak rękawiczki, nigdzie nie zagrzewając miejsca zbyt długo. Do swych wykładów włącza – ku niepomiernemu zdziwieniu słuchaczy – coraz to nowe elementy, powiedzmy tutaj szczerze, elementy raczej odległe od zapowiadanych tematów. Poczesne miejsce zajmuje tutaj spisek amerykańskiego kompleksu polityczno-militarnego, wiele czasu poświęca również złowrogiej działalności atomowego lobby i tematom ekologicznym. Zakłada komunę i większość czasu spędza na podróżach po świecie propagując nowy styl życia. Odkrywa dla siebie buddyzm i tworzy teorię, u której podstaw leży przeświadczenie, że ludzkość stoi w obliczu nieuniknionego upadku, uratować może ją jedynie wspólne działanie genialnych jednostek zwanych przezeń mutantami. Lata osiemdziesiąte to okres pisarskiego szaleństwa, powstają tysiące stron tekstów okultystycznych i pseudoreligijnych, pomiędzy stronami, jak ukryte diamenty dają się odnaleźć trudno czytelne fragmenty teorii z dziedziny w której okrzyknięto go niegdyś geniuszem. Uznaje się za reinkarnację zakonnicy Marthe Robin słynnej z tego, że przez lat trzydzieści odżywiała się bez uszczerbku dla zdrowia hostią i modlitwą. Skłócony z uczonymi kolegami odchodzi wreszcie na emeryturę w 1988 roku, od lat już nie mieszka w metropolii przedkładając ponad luksusy wielkomiejskiego życia skromną, pozbawioną elektryczności chatę w prowansalskiej wiosce. W tym samym roku nieomal zabija się czterdziestodniową głodówką w trakcie której miewa prorocze wizje. Gdy wraca do przytomności, znajduje dość sił aby napisać list do komitetu pragnącego przyznać mu nagrodę za całokształt naukowego dorobku. Nagrodę z oburzeniem odrzuca. W 1990 roku publikuje list otwarty w którym zapowiada nadejście sądu ostatecznego.

W sierpniu 1991 roku opuszcza nagle dom w Les Aumettes. Po prostu znika z dnia na dzień. Udaje się go odnaleźć dopiero po upływie trzech lat intensywnych poszukiwań. Żyje podobnież gdzieś w Pirenejach, pisząc od świtu do nocy, ołówkiem i przy świecach, dzieło swego życia. Milczy. Ci, którzy go odnaleźli odmawiają ujawnienia jego miejsca pobytu, respektując jego życzenie pozostania do końca w cieniu.

– – – – – – – – – — – – – – – – – – – – — – – — – – – — – – – – — – – – – – – – – – – – – – – – –

Addendum:

Alexander (jak chcą Niemcy) lub Alexandre (jak sądzą Francuzi), syn Aleksandra Shapiro i Hanki Grothendieck urodził się w Berlinie, spędził dzieciństwo u przybranych rodziców w Hamburgu, uratował się z Holocaustu dzięki przypadkowi i pomocy przyzwoitych ludzi. Twórca nowoczesnych podstaw geometrii algebraicznej (patrz: Grothendieck topology, Grothendieck universe) , laureat medalu Fieldsa (będącego matematycznym ekwiwalentem nagrody Nobla), pod koniec lat 60-tych i w latach 70-tych, u szczytu sławy, odchodzi powoli od matematyki stając się jednym z pionierów radykalnej ekologii i jednym z najbardziej bezkompromisowych aktywistów ruchu pacyfistycznego. Niezapomniane są jego wykłady prowadzone dla wietnamskich matematyków wygłaszane w bunkrach na obrzeżach bombardowanego przez Amerykanów Hanoi. Skłócony z większością uznających jego geniusz lecz niekoniecznie podzielających jego radykalizm kolegów po fachu, porzuca matematykę dla mistyki, okultyzmu, w latach 80-tych gubi się ostatecznie w labiryncie matafizyki i medytacji, w latach 90-tych wybiera samotność i milczenie. Milczy w ukryciu od 18 lat niepomny świata, który chciałby go od czasu do czasu uczcić lub docenić.

Odpowiedzi: 19 to “Ma Belle, Si Tu Voulais”

  1. wojtek said

    Tylko czemu w wieku 42 lat (a nie 38) ta najwazniejsza nagroda?
    :)

  2. Aspik said

    Chort Keendig ? Nie znam gościa.
    Pewnie jakiś wymysł.

  3. telemach said

    @Wojtek: Bo (co za paradoks, akurat w tym wpisie) rypnąłem się przy liczeniu :)
    Gratulacje.
    Faktycznie, powinno być 38. Prawie mi wstyd.

  4. telemach said

    aspik, wstydź się. Mógłbyś chociaż pozgadywać albo poudawać że wiesz, ale nie powiesz.

  5. wojtek said

    Spoko – sa 3 rodzaje matematykow: ci co potrafia liczyc i ci co nie potrafia :)

    w.

  6. bebebetter said

    [audio src="http://www.rassat.com/sons3/Ma_belle_si_tu_voulais.mp3" /]

    Czy ulubiona ballada bohatera liczy się za zgadnięcie?

    p.s. chciałabym stanąć w obronie Pana Aspika. On raz zgadł i musiał się potem zakląć, że więcej nie będzie. Proszę o wyrozumiałość. Starał się zmylić tropy, jak sądzę.

  7. telemach said

    @babebetter: liczy się, pewnie że się liczy.

    A Aspik zgaduje wówczas gdy nie jest to konieczne. Gdy trzeba – nie zgaduje. Przekorny taki. Wnoszę, że najprostszym sposobem powstrzymania Aspika przed zgadywaniem jest stworzenie zagadki.

    I tyle.

  8. Aspik said

    A znasz takie słowo „anagram”, Telemachu ? Kiedyś było modne.

    Salve umbistineum geminatum Martia proles.

    :)

  9. mona said

    Wiem, wiem, wiem!!!!
    Znalazłam!
    Wcale nie było takie trudne. Biorąc pod uwagę, że pozostawiłeś w tych podchodach trzy nader widoczne strzałki. Straszana rzecz ten gugel.

  10. telemach said

    Niniejszym przepraszam Aspika i przyznaję: zbłaźniłem się.
    Anagram naturalnie znam, niezapomniane miejsce, szkoda że zamknęli po kontroli Sanepidu w 1974 roku.

  11. Aspik said

    Nie ma za co :)
    Szkoda, że ten miły zwyczaj zanikł. ywobrażam sobie taki list z – powiedzmy – Nature:
    Szanowny doktorze Galilei,
    Pański artykuł „Śledzie wymachują parasolem” wymaga istotnych poprawek nim zostanie przyjęty do druku. Pierwszy recenzent twierdzi, że po rozszyfrowaniu anagramu powstaje „Kot kicha leci mól” i przedstawia zasadnicze obiekcje natury metodologicznej – również w postaci anagramu (por. zał. Recenzja 1). Drugi natomiast otrzymał zdanie o treści obscenicznej, nie licującej z powagą naszego czasopisma. Prosimy o przesłanie wersji poprawionej – koniecznie z nowym anagramem.

    Adam E. Turok (red. odp.)

  12. szekina said

    Nie mogąc się doczekać odpowiedzi – jako, że sama nie wiem – też zapytałam gugla. No i odpowiedź przyszła w postaci dwuczęściowego artykułu, poczytam teraz, bo się zaciekawiłam z tego czekania na odpowiedź.
    A gugel, rzeczywiście straszna rzecz, nie wiem czy mnie bardziej fascynuje, przeraża czy zobowiązuje ta łatwość dowiadywania się.

  13. telemach said

    Dzień dobry Szekino, odpowiedź (obszerna) będzie jutro. Nie było by fair wobec tych którzy wiedzieli lub zadali sobie trud poszukania samemu gdyby pojawiła się natychmiast.
    Pozdrowienia
    t.

  14. telemach said

    Bardziej interesujący byłby – jak sądzę – list Keplera do Science w którym informuje o odcyfrowaniu. I wyśmiewający autora GG – bo kto to widział, dwa księżyce, co za piramidalna bzdura.

    Dobrze że przypomniałeś.

  15. triarius said

    Poweidzcie prostemu człeku kto zacz!

    Ętuicyjnie strzeliłbym jakiegoś Chomskiego, ale faktycznie nigdy tego gościa życiorysu’m nie studiował, a guglować go nie będę – niech on mnie (jeśli żyje) pogugluje!

    Pzdrwm

  16. hell_a said

    @Triarius: przecież napisane jest powyżej, że rozwiązanie będzie jutro.
    @Autor: a więcej takich diamentów w zanadrzu Waćpan posiadasz?

    Pozdrawiam

    Hela

  17. szekina said

    To właśnie nazwisko znalazłam wczoraj. Piękna nieznana mi historia, Telemachu. Dziękuję.

  18. triarius said

    Których diamentów, że spytam?

    Pzdrwm

  19. triarius said

    A, to do Autora. Sorry!

    Pzdrwm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: