Przewodnik operowy dla głuchych i leniwych

Lipiec 9, 2009

Nikt nie chce uchodzić za chama albo, co gorzej, prostaka. Nawet autor niniejszego bloga. Znajomość oper uchodzi (w pewnych kręgach przynajmniej) nadal za probierz kulturalnego wyrobienia. W przypadku dzieł literackich można przeczytać bryk lub streszczenie i od biedy uchodzić za znawcę. Z operą jest trudniej. Bryków nie ma. Wychodząc naprzeciw ogólnemu zapotrzebowaniu, postanowiliśmy zamknąć tę dotkliwą lukę.

Dzisiaj:
Józef Verdi. La Traviata.

Na początku należy zaznaczyć, że chodzi o kobiety podejrzanego autoramentu, alkohol i życie towarzyskie. Czyli nic dla dziatek i osób z kręgosłupem moralnym. Pozostałe osoby prosimy o pozostanie na sali. Będzie miło.

Tytuł
La Traviata znaczy „ta, która pobłądziła, zboczyła z drogi”. Jest to eufemizm, chodzi o kobietę upadłą, co też jest eufemizmem ponieważ chodzi o kurtyzanę. Co zresztą też jest eufemizmem, bo wiemy dobrze o kogo chodzi. Ponieważ rzecz dzieje się w czasach politycznej poprawności zwanej wówczas jeszcze moralnością mieszczańską, Verdi nie mógł prosto z mostu. Może tak i lepiej.

Pomysł.
Libretto napisał niejaki Francesco Maria Piave. Piave był zdolnym i pracowitym wyrobnikiem. Verdi zamawiał, Piave dostarczał. W sumie dostarczył dziewięć razy. W nagrodę Verdi traktował go nie najlepiej. Piave nie wymyślał, Piave był rzemieślnikiem i pracował zgodnie z instrukcjami mistrza. Akurat święciła triumfy Dama Kameliowa, nie tylko jako powieść lecz przede wszystkim jako sztuka teatralna. Mistrz pozazdrościł synowi Aleksandra Dumasa sławy i zamówił u Piavego „coś podobnego, najlepiej też o kobiecie lekkich obyczajów, ma się dziać w Paryżu i skończyć smutno” Piave nie dyskutował lecz usiadł i napisał libretto do Traviaty.

Historia
Akt I
Paryż, połowa XIX wieku Salon niejakiej Violetty Valéry, jeszcze się dowiemy co to za jedna. Wszyscy się pysznie bawią. Gospodyni też. Akurat przedstawiono jej niejakiego Alfredo Germont. Młodzieniec wydaje się być poczciwszy niż jej aktualny amant, baron (przepraszamy za słowo) Douphol. Baron wznosi toast za miłość. Toast przechodzi mu w dłuższą arię.
Violetta dostaje ataku uporczywego kaszlu i już wiemy, że broń, która pokazana została w pierwszym akcie musi nieuchronnie wystrzelić w ostatnim. W przerwie pomiędzy ponawiającymi się atakami kaszlu, Alfredo (poczciwiec) wyznaje jej swą miłość. Najpóźniej w tym momencie nawet najbardziej nierozgarnięty widz powinien móc przewidzieć jak to się skończy. Violetta próbuje ostudzić zapały młodzieńca, ten nie daje za wygraną. Ponieważ lowelas-poczciwina nie chce się odczepić, pożycza mu kwiat Kamelii, prosząc aby zwrócił nazajutrz. Naprawdę. Po wyjściu gości gospodyni spekuluje czystym sopranem na temat ewentualnych uczuć. W końcu jednak przychyla się do poglądu, że skromne radości dnia codziennego i udogodnienia wynikające z dobrodziejstw profesji też są w końcu coś warte. Kurtyna.

AktII
Odsłona pierwsza
Trzy miesiące później. Alfredo i Violetta żyją sobie szczęśliwie w małym domku na prowincji. Sielankę finansuje chwilowo ustatkowana oblubienica z potajemnej sprzedaży majątku ruchomego. Alfredo, wiedziony ambicją, udaje się do Paryża w celu zdobycia środków do życia. Pod jego nieobecność pojawia się tatuś ambitnego młodzieńca. Starszy pan Germont, kierując się troską o dobre imię rodziny, nakłania Violettę do porzucenia kochanka i powrotu do nierządu. Violetta, wychodząc ze słusznego założenia że jej koniec jest bliski, z bólem serca przystaje.
Violetta wyjeżdża, Alfred powraca. Violetta powiadomiła go listownie o swej decyzji. Rozpacz. Ponownie pojawia się tatuś i wzywa marnotrawnego syna do powrotu. Ten jednak odnajduje zaproszenie na party u niejakiej Flory Bervoix i postanawia jednak podążyć do Paryża śladami ukochanej. Nie podda się tak łatwo. Taki on. Kurtyna.

Odsłona druga
Violetta, w towarzystwie nieodłącznego Barona (przepraszamy) Duphol na balu u Flory B. Goście przebrani za torreadorów i cyganki. Tańce i napoje wyskokowe. Pojawia się Alfredo i siada do karcianego stolika. Licytację przerywa kąśliwymi uwagami pod adresem byłej kochanki. Baron gotuje się wewnętrznie. Ku ogólnemu zdziwieniu Alfredo wygrywa i postanawia opuścić bal zabierając ze sobą Violettę. Ta, mimo gorących próśb kochanka, odmawia. Alfredo podejrzewa romans z (przepraszamy) Dupholem. W ataku zazdrości rzuca naszej biednej (i chorej) heroinie pieniądze w twarz, dając przy tym towarzystwu do zrozumienia, że jest to opłata za coś zupełnie innego, powszechnie wiadomo za co mężczyzna płaci kobiecie nie będącą jego żoną. Przynajmniej wówczas wszyscy wiedzieli. Violetta mdleje, Baron wyzywa, tatuś zazdrośnika pojawia się nie wiadomo skąd i znów wtrąca swe trzy grosze. Kurtyna.

Akt III
Luty, czas karnawału. Violetta na łożu boleści. Wcale nie czuje się dobrze, co jest w końcowym stadium suchot zrozumiałe. Z listu starszego pana Garmont dowiaduje się, że zraniony w pojedynku baron wraca do sił, Alfredo zaś musiał opuścić kraj. Nie ma to jak dobre wieści.
Alfredo, uświadomiony przez nękanego uzasadnioonymi wyrzutami sumienia ojca, pojawia się w sypialni umierającej i zaczyna w swej naiwności snuć plany wspólnego szczęścia. Pojawia się ojczulek Garmont i korzystając ze swych uprawnień rodzicielskich błogosławi rozkwitające uczucie. Violetta zaklina oblubieńca aby poszukał sobie innego obiektu zainteresowań ponieważ ma zamiar za chwilę skonać. Alfredo prosi aby nie umierała. Violetta chciałaby ale nie może. Szlochy publiczności. Kurtyna.

Uwagi, które należy rzucić od niechcenia po zakończeniu spektaklu.

1. No, Callas to jednak całkiem inna klasa (na temat odtwórczyni roli tytułowej).

2. Gdzież mu tam do Placido Domingo (na temat odtwórcy roli Alfreda).

3. No, Zefirelli to z niego raczej nie jest (na temat jakości pracy reżysera).

4. Pamiętam, w 2005 roku w Salzburgu, gdy śpiewali Netrebko i Villazon! Nie-za-po-mnia-ne!!! (tak ogólnie)

Obsada (w skrócie):
Violetta Valéry (sopran)
Flora Bervoix (mezzosopran)
Alfredo Germont (tenor)
Baron (przepraszamy) Duphol (baryton)
Tatuś Germont (baryton)

Ważniejsze arie (również duety):
1. Libiamo ne lieti calici (Alfredo, Violetta, Chór)
2. Un di, felice, eterea (Alfredo, Violetta)
3. Ah, fors’è lu (Violetta)
4. Sempre libera (Violetta)
5. De miei bollenti spiriti (Alfredo)
6. Addio del passato (Violetta)
7. Gran Dio! morir si giovane (Alfredo, Violetta)

Trivia:
Opera miała być początkowo zatytułowana „Kamelia”. Stanęło jednak na tym, że będzie to Traviata. Prapremiera odbyła się 6 marca 1853 w Teatro La Fenice w Wenecji. Publiczność wygwizdała „za pokazywanie dziwek na scenie” a recenzenci zjechali niemiłosiernie. Verdi załamał się, zmienił tytuł opery na Violetta a Piave przeniósł akcję na dwór Ludwika XIV. Co się spodobało. Pierwotna wersja wróciła do łask w czasach późniejszych.

Odpowiedzi: 25 to “Przewodnik operowy dla głuchych i leniwych”

  1. fren said

    Jako następną proponuję Łucję z Lammermooru niejakiego Donizettiego Kajetana o wariatce zabijającej męża w noc poślubną. Suchoty nie są już modne, a taka mrożąca krew w żyłach opowieść o wariatce jest zawsze na czasie.

  2. Azrael said

    Poziom mojego odchamienia radykalnie się poprawił. Kilka tygodni temu oglądałem film oparty na tym libretcie.

    A proponowa Łucja… była ostatnią operą, jaką lat wiele temu oglądałem…

  3. andsol said

    Matematyka jest relatywnie łatwa do zrozumienia i zapamiętania.

  4. Aspik said

    Telemachu, winszuję smakowitego streszczenia, które bardzo mi się przydało, bo na opery nie chadzam, uważając sztukę operową „urodliwoje dietiszcze” muzyki i dramaturgii. A teraz przynajmniej będę mógł brylować w towarzystwie celnymi uwagami o tej „Traviacie”, lub używać słowa „traviata” jako nietuzinkowego zamiennika innego przecinka emocjonalnego. Np. „O, traviata, ale pojechał !”

    Niestety, twój bryk jest jednowymiarowy i nie pozwala na zagwizdanie żadnej z wymienionych arii. Libretto, to nie wszystko. Libretto bez muzyki, to pikuś jakiś jest nieduży. Perorować przez kwadrans ze sztyletem w brzuchu pewnie jakoś można. Ale śpiewać wtedy przeponą i wszystkim, to już zupełnie co innego. Więc na przyszłość proszę o równie barwne streszczenie partytury.

    Uszanowanie.

  5. dru' said

    A oto i początek streszczenia partytury:
    pam pam pam param param param, pam pam pam pam, pam pam pam pam…
    dalej jest bardzo podobnie.

  6. telemach said

    Aspiku, to przecież bardzo proste. „Sempre libera” zaczyna się np. tak:
    lalala laaaa, lala, lala, lala….
    I tak, że tak powiem, dalej – ważne tylko aby sopranem, sopranem podkreślam. Chociaż barytonem też byłoby, prawda, ciekawie.

  7. telemach said

    Dziękuję za inspirującą sugestię. Niestety, tkwię w samym środku rozpoczętej pewien czas temu „Historii malarstwa olejnego dla krótkowidzów i daltonistów”. Tak, że odłożę chwilowo na półkę. Dziękuję mimo to.
    Ukłony
    t.

  8. Aspik said

    Andsolu. Opery są równie proste do zapamiętania jak matematyka. Zapamiętujesz „Traviatę”, co dzięki Telemachowi jest śmiesznie łatwe, a potem znajdujesz jednoparametrową grupę przekształceń F(s,opera) operującą na operach. Np. przy parametrze s=1, F(1,”Traviata”) = „Trubadur”, a F(pi/2, „Traviata”) = „Don Giovanni”. Co to dla ciebie ? Kto się zna na operatorach, temu opera nie powinna być straszna. Nawet na dworze.

    Ukłony

  9. Aspik said

    Ooo, to prosta melodia. Zapomniałeś o kluczu i metrum, ale zakładam, że „la” oznacza jak zwykle „a razkreślne” (440Hz). I cała opera na tym „la” idzie ? Nic w „mi” ? O, traviata, miałem lepsze zdanie o tym Verdim, ale teraz widzę, że przy nim Piotr Rubik to szatan kontrapunktu.
    A najgorsze, że nie potrafię gwizdać sopranem. Barytonem też nie bardzo :(

  10. andsol said

    @Aspik: a potem F(69,”Traviata”) = “Oh! Calcutta!” ?

  11. Aspik said

    Hmmm… Tu przewiduję problemy z ciągłością. Osobliwość jak byk. Nieusuwalna.

  12. Hoko said

    Jak to nie ma bryków? Są rozmaite operowe przewodniki; co prawda dla głuchych jeszcze nie spotkałem, ale dla leniwych jak najbardziej.

    PS
    Żądam przywrócenia oczatej kufy!

  13. monades said

    Muḥammad b. al-Ḥasan was born in Wāsiṭ, Iraq, in 750; soon, however, he moved to Kufa, the home town of Abū Ḥanīfa, and grew there. Though he was born to a soldier, he was much more interested in pursuing an intellectual career, as opposed to a military one. Shaybani began studying in Kufa as a pupil of Abu Hanifa. When al-Shaybani was 18 (in 767), however, Abu Hanifa died after having taught him for only two years.

  14. Aspik said

    Oświadczenie w sprawie oczatej kufy

    Ponieważ jedna z propagowanych przez Hoko oczatych kuf jest niepokojąco do mnie podobna, pragnę zaprotestować przeciwko wykorzystywaniu mojego wizerunku nie tylko bez mojej zgody, ale i bez wypłacania stosownych tantiem. Zgodnie z art. 23 kodeksu cywilnego wizerunek człowieka jest zaliczany do jego dóbr osobistych i podlega ochronie. Do czasu zakończenia sprawy sądowej, którą wytoczę w najbliższym czasie, wnoszę o objęcie oczatej kufy ochroną gatunkową, podgatunkową, rodzajową i populacyjną.

    d/w:
    – Hoko
    – ZAiKS
    – Ob. Dzielnicowy
    – WWF

  15. Torlin said

    Jak już kiedyś pisałem – nie jestem dobry w operach, ale chciałem wykorzystać fakt wydawania przez GW razem z Alior Bankiem ładnie wydanych albumów oper i osiem sobie zakupiłem. Przesłuchałem wszystkie po kilka razy i mówię głośno – piękniejszej niż „Traviata” nie ma – nawet „Carmen”

  16. fren said

    Telemachu, wprost nie mogę się doczekać, opis będzie z pewnością niezapomniany. Cały czas zgaduję od którego obrazu zaczniesz. Sądząc z wyboru opery, będzie to coś znanego. Może Zuzanna i starcy Tintoretto, albo Trzy Gracje Rubensa?

  17. defendo said

    Pamiętam „Przewodnik operowy”, gruby jak nieszczęście i nieoceniony. Zaginął mi, pożyczony przez jakiegoś paskudnika.
    Ciekawe, że ówczesne kurtyzany umierały na suchoty, a panowie leczyli zupełnie inne choroby – salwarsanem. Kuracja sprawiała, że każdy mógł zbłękitnieć, niezależnie od szlachetności urodzenia.
    Cudowna notka! Nie mogę się doczekać następnej – o malarstwie. A co powiedziałbyś na maleńką sugestię: gdybyś tak zechciał napisać przewodnik po kulturze(malarstwo, film, muzyka itd.) dla współczesnych troglodytów?

  18. defendo said

    Torlinie – „Król Roger” jest nieziemsko piękny. Nasz Szymanowski w tandemie z Iwaszkiewiczem, kosmos!

  19. Aspik said

    W imieniu troglodytów, upoważniony przez walne zebranie Związku Troglodytów Polskich, wniosek defendo popieram.

  20. bebebetter said

    Zgłaszam stanowczy protest w imieniu Dzielnicowego Koła Intelektualistek im. Madame Butterfly.

    NIe zgadzamy się, aby dzieła wybitne, duchowo rozwijające były propagowane w ten sposób. Jak bowiem w wyniku tak nieodpowiedzialnego działania wkrótce będziemy mogli odróżnić troglodytów od intelektualistów? Skoro każdy z łatwością będzie mógł się wypowiedzieć n/t kultury? Czym się wyróżnimy? Nad kim wywyższymy? Komu będziemy współczuć duchowego ubóstwa?

    O, nie Panie Telemach. To jest skrajna nieodpowiedzialność, która tylko potwierdza, że Pan jest złośliwy, o czym tu wielokroć była mowa.

    Isadora Kłykć
    Przewodnicząca.

    ps. Niech Pan będzie ostrożny i nie daje się podejść w/w troglodycie Aspikowi. Widziano go na mieście jak gwizdał sopranem partie Violetty, taki lans uprawiał. Sam Pan widzi.

  21. Sadoq said

    W imieniu Troglodytów Wielkopolskich przychylam się do wniosku Aspika i Defendo.

    PS. Jako laik operowy uwielbiam narracje Bogusława Kaczyńskiego.

  22. telemach said

    Sadoqu szanowny, first things first. Wpierw filozofia. Coming soon.

  23. drakaina said

    Lektura przypomniała mi, jak przemierzałam samochodem z koleżanką bezdroża Kornwalii w poszukiwaniu Tintagelu, słuchając przy tym „Pierścienia Nibelunga” (a nie, wbrew pozorom, „Tristana i Izoldy”), który jej mniej więcej na bieżąco streszczałam (ubaw był co niemiara, nie wiedzieć czemu) – może się pokusisz?

  24. telemach said

    Drakaino, naśmiewanie się z wagnerowskiego libretta wydaje mi być nad wyraz trudne. On przecież w swym napuszonym nadęciu jest śmieszny per se. Poza tym – niezliczeni byli parodyści Pierścienia. I w jaki sposób prześcignąć to co stworzył Ernst von Pidde? Moim zdaniem jego „Richard Wagners Ring des Nibelungen im Lichte des deutschen Strafrechtes“ („Pierścień Nibelunga R. Wagnera w świetle niemieckiego prawa karnego”) jest niedoścignionym wzorcem antywagneriańskiej satyry.
    Trudno będzie.

    Odnalazłaś Tintagel? Wioskę czy zamek? A jeśli zamek – to czy to prawda, że tam nie ma zupełnie nic z wyjątkiem resztek jednego muru i chmar turystów?

  25. drakaina said

    Co do Wagnera – to ja się naśmiewałam życzliwie, ponieważ zupełnie serio jest to mój ulubiony kompozytor i gdybym miała na bezludną wyspę zabrać jeden utwór muzyczny, to byłaby to właśnie tetralogia :)

    A Tintagel odnalazłam – i wioskę, i zamek. Są tam istotnie ino resztki murów, ale z pięknym widokiem na morze, ale turystów nie było poza nami dwiema, albowiem dotarłyśmy na miejsce późnym wieczorem, już po „zamknięciu”, które polega na tym, że pilnujący/a pan/i znika z budki, a teren pozostaje równie dostępny jak wcześniej, za to za darmo (choć szczerze mówiąc, nie pamiętam, czy w dzień się płaci, nie sprawdzałam w tych okolicznościach).

    Mam niestety zepsuty skaner, a zdjęcia tam robiłam jeszcze analogiem, więc nie mogę chwilowo wrzucić w żadne odpowiednie miejsce…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: