Szulce. Noir.

Czerwiec 12, 2009

Samochód stał zaparkowany w cieniu platana. Osobnik za kierownicą miał wygląd smutnego, osowiałego szympansa. Szyby były zakurzone, tablica rejestracyjna wisiała na jednej śrubie. Szympans miał na nosie okulary z grubymi szkłami i wpatrywał się uporczywie w szybę przednią. Po szybie spacerowała mucha. Z bagażnika kapała na rozgrzany asfalt gęsta, czerwona ciecz.

Starszy posterunkowy Szulce zastanawiał się przez chwilę, czy nie przejść na drugą stronę ulicy udając że niczego nie zauważył, ale poczucie obowiązku zwyciężyło. Obszedł powoli samochód. Gdy znalazł się na wysokości otwartego okna kierowcy, oparł dłoń na rozgrzanej blasze dachu i pochylił się.
– Kapie – powiedział.
Osobnik o aparycji szympansa nie drgnął. Przełknął tylko głośno ślinę. Jego twarz pokrywała cienka wastewka potu.
– Obawiam się –Szulce starł się aby jego ton brzmiał rzeczowo – że mamy pewien problem.
– Nieszczelny – odrzekł po chwili wahania szympans.
– Rozumiem – odparł Szulce. Nie rozumiał, ale postanowił nie ujawniać chwilowo tego faktu.
Zapadła chwila niezręcznego milczenia. Z nieba spływał upał wczesnego popołudnia. Słychać było brzęczenie much. Szulce postanowił przejąć inicjatywę.
-Dowód i prawo jazdy poproszę.
Po chwili trzymał w ręku kawałek plastiku. Porównał zdjęcie z oryginałem. Nie ulegało wątpliwości, przedstawiało tego, kogo miało przedstawiać.
– Proszę otworzyć bagażnik.
– Wolałbym nie – mruknął szympans.
Szulce zastanowił się, czy sytuacja zasługuje na miano niezręcznej. Jakby sprawę nie obracać, wyglądało że tak. Postanowił jednak nie dać się łatwo zbyć.
– Tu nie wolno parkować – rzekł wręczając dokumenty – proszę odjechać i na przyszłość bardziej uważać.
Miał nadzieję, że powiedział to tonem nie dopuszczającym cienia sprzeciwu. Szympans nie sprzeciwił się. Schował dokumenty i bez słowa przekręcił kluczyk w stacyjce.

Sledząc wzrokiem niknący w upalnym wąwozie ulicy samochód, Szulce wyjął z kieszeni chusteczkę i otarł spocone czoło. Poprawił pas, czapkę i przepasujący pierś rzemień raportówki. Upał był nieznośny. Dzień starszego posterunkowego, pomyślał, nie różni się specjalnie od dnia zwykłego posterunkowego.

Po przeciwnej stronie ulicy biegł leniwym truchtem pies bez obroży i kagańca.

Odpowiedzi: 34 to “Szulce. Noir.”

  1. giera said

    przyznaję, ubawiłem się.
    dzięki.

  2. Aspik said

    Zuch z tego Szulce nad zuchy. Wróżę mu rychły awans.
    Próbuję rozgryźć finałowego psa (idiomatycznie a nie w sensie kuchni koreańskiej). Metafora, czy początek nowej sprawy ? Zobaczymy.

    Barman, pozdrowienia dla wszystkich !

  3. Sadoq said

    Parabola… parabellum?:-)

  4. andsol said

    To spokojne, statyczne detale są aż tak gadatliwe? Aha, odkryj sobie co po portugalsku znaczy parabens :)

  5. futrzak said

    A ja po raz kolejny zastanawiam sie, o co tu chodzi.
    Tj. niby wiem, ale nie wiem.
    Alegoria? Jesli tak, to do czego?
    I czemu taka ogolna? A jak w szczegole, to do czego? Czy imiona i nazwiska w ogole cos znacza?
    I co ma do tego pies?

    Glupia nie jestem, a nie wiem o co chodzi.

  6. Mona said

    Jean-Patrick Manchette goes „hardboiled” stójkowy. Tego istotnie jeszcze nie było. Gdybym miała kapelusz to bym zdjęła. Jestem bez słów. Długo jeszcze chcesz się bawić w tę żonglerkę?
    Pozdrowienia z Polski. Niesamowity kraj ;-)

  7. Aspik said

    Wszyscy „parabola” i „parabola”. Jakby nie było ciekawszych krzywych. Choćby taka lemniskata. Ale co tam. Niech będzie i parabola. A jak parabola, to trójmian (było w szkole). I jeszcze ten pies, co pomyka bez kagańca: znajomy pies, już go gdzieś widziałem…

    No i jasne: rycerz, diabeł i śmierć. A kto jest kto ? Co jedna kombinacja, to ciekawsza.

    Ukłony.

  8. Bellatrix said

    Starszy posterunkowy Szulce wymiata, że pozwolę sobie tak powiedzieć. Na jego miejscu przemyślałabym sobie większość sposobów utrzymywania fasonu, a nie ratowania go, zanim bym podeszła do auta.
    Jak dla mnie sytuacja przekomiczna, zwłaszcza że prozaiczna scena podsuwa nam czarne i jak najbardziej makabryczne wizje zawartości bagażnika. A ja mówię – owa ciecz to farba, względnie inny klej. Puszka poszła i dziękuję, a ów pan czeka na brata/szwagra, by pojechać na działkę dalej malować płotki.
    A co do psa – nieeee, on wygląda zbyt groźnie, by mu zwracać uwagę, że chodzi bez smyczy ;]
    Pozdrawiam równie mocno, co cieszę się, że wróciłam!

  9. andsol said

    Tiaaa… od kiedy zacząłem czytać Twoje opowiastki męczy mnie poczucie, że inne, ale znane, literackie, ale nie o to idzie… a tagi zdawały się bardziej częścią zawikłania niż wyjaśnieniem. Wcale nie mówię, że to tak ważne dla odbioru przypisanie do nurtu twórczego i poklasyfikowanie, ani też że mam ku temu talenty, ale jakoś człowiek chce to sobie poukładać w głowie. I myśląć o tym wpisie zastanowiłem się, że grafiki Tadka Kurandy są bardzo literackie, aż chce się je opowiadać, tylko że przy tym by się straciło urok, efektywność przekazu – i to mnie popchnęło do podejrzenia, że to są raczej grafiki, tylko podawane tekstem. Przypominają mi różne rysunki z niewielką ilością szczegółów, z niedbale zaznaczonym tłem, pozorny nieład ale coś tam sugerujący. A że to nie żadne aluzje do realności i że rzecz się rozgrywa dużo później po surrealizmie i ekspresjonizmie widać czasami z jakiegoś porzucanego w kącie piórka z anioła…

    Takie to tam interpretacje można sobie tworzyć gdy się jest zagubionym w fabule :)

  10. referent Bulzacki said

    Moim zdaniem sprawa poszła w złą (nomen omen) stronę. Rozwinąłbym pierwszy akapit i dał „czarną” puentę.

    „Samochód stał zaparkowany w cieniu platana. Osobnik za kierownicą miał wygląd smutnego, osowiałego szympansa. Szyby były zakurzone, tablica rejestracyjna wisiała na jednej śrubie. Szympans miał na nosie okulary z grubymi szkłami i wpatrywał się uporczywie w szybę przednią. Po szybie spacerowała mucha. Z bagażnika kapała na rozgrzany asfalt gęsta, czerwona ciecz”. Minęło kilka minut i cień się przesunął. Platan dalej stał jednak nieporuszony. Jak słup. Tymczasem słup parkometru zaczął tykać i pochrapywać, niczym szczekający za zakrętem pies bez kagańca. Kierowca odwrócił głowę i poprawił okulary. Na bocznej szybie chodziła pszczoła. Miała żółto-czarne pasy i cicho bzyczała. „Jak to możliwe, że do tej pory jej nie słyszałem – pomyślał. – To pewnie przez ten parkometr… psia jego mać”. Nagle pies bez kagańca oparł łapy na masce samochodu. Przytknął pysk do szyby. Szyba była zakurzona. Pies zostawił na niej lepkie czerwone plany. „No żeż twoja… – to była pierwsza myśl, jaka przyszła do głowy szympansowi. Pierwsza od dwóch godzin. – Myszor! – krzyknął – znowu podprowadziłeś sok malinowy ze spożywczaka… Wskakuj – uchylił drzwi”. Myszor był brudny i dalej nie miał kagańca. „Gdzie masz kaganiec? – wściekał się szympans. – Ostatni raz biorę cię ze sobą na zakupy, ostatni raz…” I tak dalej, prawda, i tak dalej, aż do momentu kiedy szympans umyje psu pysk.

    Pozdrawiam,
    referent

  11. beatrix17 said

    Panie Referencie,

    co Pan na to, zeby pies nazywal sie Morus? Jakos mi to pozwala sie odnalezc bardziej…

    Telemachu,

    przednia zabawa. I upal poczulam wreszcie, choc nie za oknem.

  12. telemach said

    Panie Referencie
    Trywializuje Pan ignorując tytuł i skręcając przedwcześnie w stronę burleski. Skręcić, skądinąd, można – ale jaki jest cel podróży?
    Niemniej pragnę podkreślić (i w pewien sposób docenić), że zadał Pan sobie dużo trudu próbując odskoczyć od peletonu.
    Uszy do góry.
    Ukłony
    T.

  13. telemach said

    Na upał najlepsze są spacery z parasolem.
    Cieszę się.

  14. Aspik said

    Zgadzam się z przedmówcą. Nie idź tą drogą, Referencie, cytując jeden z zamierzchłych wpisów w aspikarium.
    Ja tam drążę własny schemat interpretacyjny. Bo mój, co nie jest jego jedyną zaletą :) Rozstawienie Szulce – Rycerz, Szympans – Smierć, Coś w Bagażniku – Diabeł jest najbardziej konwencjonalne. Prawie jak Szu – R, Szy – D, CwB – Ś. Ale Szu – Ś, Szy – R, CwB – D, albo Szu – Ś, Szy – D, CwB – R też mają swoje zalety.

    Pozdrowienia.

  15. beatrix17 said

    Moze. Choc ja wolalabym inne towrzystwo :)

  16. monades said

    Aspiku, Pan mnie po prostu przeraża. Czyżbym myliła się sądząc, że wpierw należy dokonać transkrypcji zapisu w kierunku głagolicy bułgarskiej?
    Nie chcę jednak Pana zbijać z tropu. Ale musiałam zaznaczyć. Żeby potem tylko nie było na mnie.

  17. referent Bulzacki said

    –>Aspik, Telemach

    Panowie, bez żartów, prawda, że tak powiem (pardą). Przecież ta historia nie ma jeszcze rozwiązania, a już na pewno najsłabsze rozwiązanie polegało będzie na tym, że zrobicie ze zwykłego włamu do spożywczego, prawda, jakiegoś psa Baskerville’ów albo „Milczenie Owiec III”. W tych okolicznościach jedyną sensowną kontynuacją, i poniekąd w dobrym guście, jest „wrobienie” zwierzaka (tak, tak, przecież ostatecznie może się okazać, że pies nie ukradł, ale mu podrzucono do pyska, że w butelce nie było soku, ale piasek, że to nie był pies, ale kot itd.). Tym bardziej, że nie może się bronić.

    Szulce jest mało ciekawy. Pretensje proszę zgłaszać do autora, nie do mnie ;)

    Ale w porządku, nie chcecie podpowiedzi referenta, proszę! Jak mawiał Butch Cassidy: „Tylko ja mam wizję, a reszta jest ślepa”.

    referent

  18. referent Bulzacki said

    –>beatrix17

    Morus to całkiem przyzwoity święty. Powinna się Pani z tego wyspowiadać ;) Pozdrowienia!

  19. referent Bulzacki said

    –>Telemach

    Aha, Panie Telemachu, cóż za nieostrożność. Werbalna. Czyżby tu były jakieś zawody?

  20. Aspik said

    Pani Monades,
    Istotnie, moje lenistwo może przerażać. Ale te skróty bardziej mi się kojarzą z grzbietami Encyklopedii PWN (12 tomów) na które gapiłem się z podziwem i – faktycznie – niejakim niepokojem wiele dekad temu. Transkrypcja jest najzupełniej zbędna.

    Referencie, może Szulce nie przykuwa twojej uwagi jako Szulce. Ale Szulce jako Śmierć z raportówką, która nie potrafi stawić czoła Diabłu (muchy – Belzebub) albo Rycerzowi i poprzestaje na pouczeniu, to już coś. Każdy ma, jak to mówią, takiego Szulca, jakiego sobie, prawda, wyczyta.

  21. beatrix17 said

    A pies nieprzyzwoity? Jak na razie przynajmniej nie wiadomo, wiec zaczekam ze spowiedzia na cdn. Moze sie okazac odwrotnie ;-)
    Wzajemnie!

  22. Sadoq said

    Co do Morusa to poza tym znanym z historii kojarzy mi się z psem, którego mieli moi rodzice w latach 60.

    Natomiast jeśli chodzi o psa truchtającego drugą stroną ulicy gotów jestem podejrzewać, że wieczorem – gdy tylko pojawią się opary nad pobliskimi moczarami – zamienia się w psa Baskerville’ów.

  23. archeopterix said

    Dziwny klimat, za pierwszym czytaniem tekst wydał mi się dziwaczny. Ale jak czytałem ponownie, znajomy mi się wydał. Na czym to może polegać?

    Istnieją przesłanki, że Sadoq może coś wiedzieć, coś czym się powinien podzielić. Wszyscy coś przeczuwają, ja ze swojej strony przeczuwam, że Sadoq przeczuwa w kierunku obiecującym.

    A referent, przepraszam, Referent, najwyraźniej ma powody aby Szulca (Szulcego?) nie lubić. Ciekawe jakie, ciekawe jakie?

    Wszyscy tacy tajemniczy. A ja nie lubię się gubić.

  24. yassa said

    Panie Telemachu,
    fajne.
    Parabola bardzo mi bliska, jakby w duchu mojego Szeremietiewa, tyle że bardziej uniwersalna.

    pozdrawiam serdecznie

  25. yassa said

    może dlatego, że pan Referent nie przepada za imieniem Bruno.:))

  26. Aspik said

    Bruno nie. Już raczej Klaus. Faktycznie szpetne.

    Pozdrowienia

  27. Aspik said

    No, dobra, Telemachu Odysowiczu. Pożartowali, a teraz karty na stół:
    „Nora Inu”, 1949, Kurosawa, Mifune, czarny kryminał. Przez całą czołówkę – psi łeb. Pierwsze zdanie filmu: „Upał nie do zniesienia”.
    A nie zwędzili temu Szulcemu czego w autobusie, hę ?

    Ukłony.

  28. telemach said

    @Aspik: wszystko Pan popsuł, wszystko. Tzn. nieomal wszystko, bo aluzja do pewnej sceny u Izzo Panu na szczęście umknęła. Nie ratuje to jednak mojego nastroju. Szulce miał zajrzeć do przypasanej do pasa kabury dopiero w drugim odcinku. Jak ja teraz biedny z tego wybrnę? Pewnie będę musiał wejść ponownie wyjściem zapasowym. Może nikt nie zauważy.

    BTW: zna Pan może remake „Bezpańskiego psa” (takie tłumaczenie tytułu jest lepsze od psa zbłąkanego)? 1973 rok o ile pamiętam. Jeszcze czarniejsze od oryginału?

    Wygrał Pan nagrodę pocieszenia. Wysłaliśmy ją na Pański adres w Berdyczowie.

    Ukłony

  29. Aspik said

    Aż tak ? Oj, niedobrze. Znowu mi się wypsnęło. Myślałem, że ten „cdn.” w tagach to taka kokieteria i podpucha.

    Nie znam wersji 1973. Ale zakarbuję sobie. A na przyszłość obiecuję powściągnąć domyślność. Przepraszam wszystkich za wyczyn godny tego ancymona, co na pierwszej stronie „Braci Karamazow” w bibliotece publicznej napisał „Zabił sługa”.
    Przywdziewam wór pokutny i idę do Bredyczowa. Na klęczkach. Po grochu.

  30. telemach said

    Panie Aspiku, mogło być gorzej. Przynajmniej zaoszczędził mi Pan snutnej konieczności zamknięcia całokształtu dyskusji ostatnimi słowami Hegla.

    Pozdrawiam
    t.

  31. Aspik said

    Z tym Heglem, to jak z Cambronnem. Tak naprawdę, to ponoć powiedział „O, cholera”. Ale nikt go nie zrozumiał. Tylko stary, przygłuchy sługa. A i ten nie bardzo.

    A pisać dalej i tak warto. Czekam na następne odcinki.

    Pozdrowienia

  32. andsol said

    Z użycia dużej litery domyśliłem się, że Hegel to nazwisko, a nie typ utworu literackiego. Więc wyguglowałem jestoostatnie słowa. Ja go nie zrozumiałem, taki niezdecydowany. Czy w jego pisaniu był jaśniejszy?

  33. andsol said

    Kurcze, nie da się dzisiaj wymyślać dowcipów, za dużo ludzi żyło na Ziemi. Właśnie wpadłem na bloga gdzie stoi to:

    —-[start]——-
    Pisarze ze Związku Literatów wyjechali kiedyś z wycieczką do Moskwy – program pobytu rozplanowany był oczywiście co do minuty, żeby literaci nie mieli czasu na głupstwa. O siódmej rano śniadanie, o ósmej wymarsz z hotelu, o dziewiątej znaleźli się w Muzeum Czechowa. Cicerone zaczął ich oprowadzać po wnętrzach, przedstawiając postać genialnego pisarza z taką pieczołowitością, że skończyli zwiedzanie o godzinie… trzeciej po południu! Przy drzwiach wyjściowych, trzymając już rękę na klamce, zapytał: „Może są, towarzysze, jakieś pytania?” Wpółprzytomni literaci zakrzyknęli prawie jak jeden mąż: „Nie ma!” Z tego chóru, który ostatkiem sił napierał na drzwi, wyłamał się jedynie Henio Tomaszewski (nie ten od pantomimy):
    – Przepraszam, ja mam pytanie!
    – Słucham.
    – Kto to był Czechow?
    ——[end]——

    To rozmowy z Hanuszkiewiczem.

    Przepraszam za zboczenie. Z tematu.

  34. Jakbym oglądał film czytając.
    Uwielbiałem. Pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: