Motywacja

Czerwiec 2, 2009

Kanonik Vaubain, mimo zajęczej wargi i seplenienia bądącego wynikiem braku górnego siekacza, brał corocznie udział w konkursach oratorskich licząc na sławę, puchar i wawrzyn. Jak na razie, bez widocznych sukcesów. Fakt, że potężnie się jąkał, nie polepszał jego szans na jakże upragnione i jego zdaniem zasłużone zwycięstwo.

Myszkin, z reguły nieprzychylny kanonikowi, dodawał mu otuchy zachęcając do wytrwałości. Od czasu do czasu przypominał mu również początkowe, jakże spektakularnie przezwyciężone trudności niejakiego Demostenesa. Widok kanonika spacerującego po pobliskiej plaży z kamykami w gębie i wykonującego różne śmieszne gesty, napełniał serce Myszkina spokojem i radością. Czasem, krótko przed zaśnięciem, oczyma duszy widział Vaubaina w drodze na wyspę o przepięknej nazwie Kalaureia.

Jakież byłoby jego rozczarowanie, gdyby wiedział, że jego wsparcie było całkiem zbyteczne. Vaubain nigdy nie zamierzał się poddać. Zwątpienie było mu obce. Nigdy nie ulegało dla niego nawet najmniejszej wątpliwości, że jego dotychczasowe niepowodzenia są skutkiem spisku kosmopolitów i wolnomularzy.

Odpowiedzi: 23 to “Motywacja”

  1. Aspik said

    Apokryfik

    Graf Szczurkin nie lubił kanonika. Zazdrościł mu jąkania, seplenienia i zajęczej wargi, które jakoś uzasadniały oratorskie porażki w oczach wolnomularzy (oni jedyni na świecie wiedzieli, że nie są wini; przynajmniej w tej sprawie).
    Tymczasem graf – niemota padał na deski najpóźniej w trzeciej rundzie turniejów krasomowczych a litościwy trener zakrywał mu twarz ręcznikiem. Ileż „kamyczków” pochłonął otyły Szczurkin w dzieciństwie, ileż godzin spędził na twardym trójnożnym zydelku przeglądając ryciny z przekrojami ludzkich aparatów mowy. Odlew jego ust przy wymawianiu głoski „o” mógłby spocząć w podparyskim Sevres jako niedościgły wzorzec. A wszystko na próżno.

    Gdy wreszcie po latach graf Szczurkin zrozumiał, że najzwyczajniej w świecie nie ma nic do powiedzenia,
    udał się do ruin świątyni Posejdona na wyspie Kalaureia i tam, zasłuchany w opowieści nadpobudliwego morza, nabrał wody w usta.

  2. telemach said

    Panie Aspik, pragnę Pana poinformować, że kapituła postanowiła Panu przyznać Order Uśmiechu przez Łzy. Z możliwością zamiany na powieść Sapkowskiego lub komplet garnków.
    Co Pan na to?

  3. Monades said

    Hm, kosmopolitów? Dawno już nie było w obrocie detalicznym.

  4. Aspik said

    Hmmm… trudny wybór. A te garnki to z gliny nierdzewnej ?

  5. flamenco said

    Podstawą wiary w siebie zawsze są zewnętrzne punkty odniesienia, zinterpretowane wewnętrznie, dobierane podświadomie, choć świadomie definiowane sosem wolności wyboru. Dla polepszenia smaku. W sumie żadna to różnica, czy zęby psujemy landrynkami, czy kamieniami.

    Jeżeli wszystko jest względne, to względność też. Gorzej (leiej?). Samo wyrażenie słowem względności wszechrzeczy burzy jej sens. No, ale ona też sięnie podda – o czym mielibyśmy gadać, nie mając wiele do powiedzenia? ;)

  6. Aspik said

    I tu się zgadzam. Względność względności jest bezwzględnie absolutna.
    Pierwszy z brzegu przykład: na turnieju oratorskim o Laurowy Wawrzyn w Wolfheze graf Szczurkin zajął miejsce ostatnie. Ale względem startującego w tym samym konkursie Teletubisia był drugi. I o to chodzi.

    Ukłony z kastanietem

  7. flamenco said

    Myślę, że jest znacznie ciekawiej – Szczurkin nie potrzebuje weryfikacji zewnętrznej w postaci Teletubisia i rywalizacji ‚wsobnej’, by przytrzymywać i puszczać szale względności.. wystarczy, że najpierw znajdzie stówkę (w dowolnej walucie), a później ją zgubi (w jednym wymiarze) lub zainwestuje w smaczną kolację z uroczą niewiastą (w drugim). Chociaż kawałek papieru ma wciąż tę samą wartość rynkową, wzbudzi po każdym wydarzeniu skrajnie odmienne emocje. Względność prowadzi na manowce emocje ;)

    Odpozdrawiam z przytupem.

  8. flamenco said

    Bezwzględnie i absolutnie nie potrafię uwzględniać kodowania drzewka komentarzy – można to uznać za mutację (w rzeczonym kodzie), anarchię, niewyuczalność, ignorancję, śmieszność.. moja względność pozwala mi z pełną dozą przekonania stwierdzić, że to mój urok. Jak najbardziej odpowiadałam Panu z kastanietami :)

  9. Aspik said

    Kodowanie drzewka jest względnie łatwe. Samo drzewko też jest względne i to, co dla jednego (ogrodnik) jest czubkiem, to dla drugiego (informatyk) korzeniem. Czasem ptactwo ma z tym problemy i niektóre okazy atakują relatywistów jawnie załganym argumentem, że z gniazda uwitego w korzeniach wypada się trudniej a jeśli już, to z mniejszym uszczerbkiem na zdrowiu. Ale kto by tam dyskutował z drobiem ? Ja na pewno nie i Pani też odradzam.

  10. flamenco said

    Z niejakim zawodem dostrzegłam, że to drzewko ascetyczne, nie barokowe – o bujnym rozroście bezwzględnie można tylko pomarzyć, gałęzie pączkują mizerną średnią krajową trójeczką. Dobrze, że jędrną przynajmniej (:

    Wypada mi dopowiedzieć – nim Gospodarz raczy nas uraczyć karnym klapem po zbaczających z tematu paluchach – że z punktu widzenia ewolucji ignorowanie drobiu, to wprost: odwracanie się od swoich korzeni i czupurne kalanie gniazda w jednym. Możemy te grzechy względnie zmyć z siebie tylko, jeśli – ukarani – zaniesiemy się baranim śmiechem, wylewając krokodyle łzy. Gospodarz może dopomóc, udając złego jak osa. Myślę, że takie potrójne zdrowaśki wyewoluują zadośćuczynieniem i pokutą wystarczającą, by z czystym sumieniem skosztować drobiu na niedzielny obiad. Można z nim nawet pogadać, wyrażając zachwyt w trakcie konsumpcji.

    Hm..

    Wychodzi na to, że konsumując drób uprawiamy bezwzględny kanibalizm.

    Ukłony.

  11. referent Bulzacki said

    O!, ta historia bardzo mi podchodzi. Przypomina mi mojego referenta niemotę, któremu przeciętnie raz w miesiącu tłumaczę te same elementarne, żeby nie powiedzieć – kanoniczne, sentencje. On kiwa głową, mówi że dopiero teraz wszystko jest jasne, po czym spotkamy się za miesiąc, w podobnej scenerii. I dalej, referent niemota twierdzi, że nauka uczyni z niego mistrza i żebym nie przestawał, ja łudzę się, że poza przestrzenią mam jeszcze jakiegoś innego słuchacza. Wychodzi z tego, że zamachnąłem się (pardą) na constans. Jak Myszkin.

    referent

  12. Aspik said

    Dopiero teraz widzę, że ten Twój referent niemota to jakiś grubszy cwaniak i mistrz nad mistrze w praktykowaniu „lex parsimoniae”. Wszystkie wcześniejsze opisy tego huncwota były krzywdzące ! Sprawdź lepiej, czy nie opublikował pod pseudonimem jakiegoś poradnika typu „1001 sposobów na neutralizację marudnego szefa ze szczególnym uwzględnieniem starszych referentów sztabowych i dyplomowanych”.

  13. beatrix17 said

    Ha, Panie referencie! A to sie Pan dal zlapac niemocie, jak dziecko, jak dziecko. Toz to sposob stary jak swiat ;-) A Pan jak ten wrobel, nie przymierzajac. Powiem jak Pani MEP – nie jestem zadowolona ;-)

    Szanowny Panie Aspik
    (inaczej nie moglabym sie zwrocic do Pana ze wzgledu na wykreowanie przez Szanownego Pana postaci Szczurkina)

    Czy kanonik bral udzial w tym konkursie? Bo mnie ta historia wciagnela i moje mysli kraza od wczoraj wokol zagadnienia pozycji kanonika wzgledem Teletubisia.

    Uszanownanie,

    beatrix

  14. Aspik said

    Droga Pani Beatrix,
    Kanonik ostentacyjnie unikał konkursów, na których pojawiał się Teletubiś. Uczciwie dodajmy, że czynił to w ramach retorsji. Przynajmniej on tak uważał, bo nikt już nie wie, kto rozpoczął odwieczna waśń między teletubisiami a szermierzami wartości. Jej korzenie, zagrzebane pod narzutami kolejnych glacjałów, sięgają czasów, gdy mamuty przychodziły wyczochrać się o maszty anten BBC. Podobno teletubisie były wtedy szablozębne, a kanonicy – włochaci. A może na odwrót. Ale to już zupełnie inna historia.

    Pozdrawiam

  15. beatrix17 said

    A to spryciarz z kanonika, jak nie przymierzajac niemota z wiadomego referatu. Dziekuje za objasnienie.
    Pozostaje w zachwycie ;-)

  16. porcelanka said

    :DDDD Pasjonująca powieść w odcinkach ;)

  17. Śladami Aspika przybyłem tu z daleka.
    Jako Węgier i stażysta chciałbym zapytać, skąd Pan bierze pomysły do swoich tekstów?
    Pytałem Referenta, odpowiedział, że z referatu. To bardzo przenikliwy młody człowiek. Aspika nie pytałem bo jest to pisarz niebezpieczny aczkolwiek leniwy.
    Zwiedziłem Pusztę, zjadłem paprykarz z barana, a w głowie pusto jak zawsze.
    Dlatego pytam, co robić?

  18. telemach said

    Panie Jacku,
    wprawia mnie Pan w swoiste zakłopotanie. Jako Węgrowi i stażyście (co czyni Pana podwójnie sympatycznym) mogę Panu w drodze wyjątku, a może nawet również szczerze wyznać, że dotychczas nie poświęciłem temu istotnemu zagadnieniu zbyt dużo uwagi. Faktycznie, skąd one się biorą? Popracuję nad sensownym wytłumaczeniem i się zgłoszę.

    A w sprawie pytania „Co robić?” mógłbym się odwołać do klasyka. Nie odwołam się – można sobie łatwo zaszargać opinię i później będą człowieka ciągać po szmatławcach za niewłasny światopogląd. Po co mi to.
    Pozdrawiam.
    P.S. Proszę przekazać Referentowi, że jestem pełen podziwu graniczącego częściowo ze zdumieniem. Łebski gość.

  19. yassa said

    Panie Jacku,
    przecież to są refleksje z gabinetu stomatologicznego.Zapewne tuż przed wakacjami last minute w Hotelu Terra Maris-all inclusive.

    Rozważania podczas usuwania kamienia nazębnego. Oparte o doświadczenia mieszkańca kraju z pogranicza kultury bizantyjskiej i śródziemnomorskiej:
    Tyle w nich złudnej nadziei, beznadziejnej determinacji i naiwnej aspiracji, skonfrontowanej ze sprawiającą dużą frajdę, bezinteresowną i czysto naszą złośliwością.

    Zresztą Aspik naprowadza wyraźnie, pisząc o kończącym cały zabieg, nabieraniu wody w usta…

  20. yassa said

    Panie Telemachu,
    przechodziłem i na miarę własnych możliwości starałem się panu Jackowi pomóc.:)

    Pozdrawiam serdecznie

  21. Sadoq said

    A u nas wszystkiemu są winni ONI. Wymienię ich chronologicznie:
    – imperialiści (zrzucali stonkę)
    – syjoniści
    – moczarowcy
    – nieuzasadnione przerwy w pracy (lipiec/sierpień 1980)
    – solidarność
    – elementy antysocjalistyczne („Socjalizmu nie da się przeczekać” – Jaruzelski w 1983 bodajże)
    – Balcerowicz (musiał odejść)
    – Wałęsa (biegał z siekierką)
    – Kwaśniewski (pornogrubas w parze z Kaliszem)
    – Miller (…ważne jak mężczyzna kończy)
    – Kaczory (zamachowcy, dążyli do dyktatury)
    – Tusk (aby leczyli nas dobrze zarabiajacy lekarze i pielęgniarki, uczyli dobrze zarabiający nauczyciele etc)

  22. Monades said

    Sadoq, zsadniczo zgodziłabym się, gdyby lista nie była wybiórcza. Brakuje w niej np. tzw. autorytetów, traktujących rzeczywistość wybiórczo i manipulatywnie ;-)

  23. Monades said

    @Yassa: Ciekawe objaśnienie, zawiera ono obok deprecjacji przebranej za sugestie, także sugestię nie udającą niczego. Szacun, jak zwykł mawiać pewien mój sąsiad, szacun kompletny. To takie nasze, polskie, głaskać z uśmiechem jednocześnie kopiąc pod stołem. I to tak, że w zasadzie nie ma się do czego przzyczepić. Yassa, jesteś mistrzem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: