Hagiografia: Święty Sebastian

Maj 5, 2009

Święty Sebastian żył krótko ale za to intensywnie. Jest przykładem ilustrującym tezę, że żelazna konsekwencja przeważnie doprowadzi nas do upragnionego celu. Celem Sebastiana było zginąć śmiercią męczeńską i należy podkreślić, że nie tylko nie szczędził starań, ale w dodatku zostały one uwieńczone spektakularnym i trudnym do powtórzenia sukcesem. Swięty Sebastian poniósł śmierć męczeńską dwukrotnie. Ha!
W dziejach świętego Sebastiana mało rzeczy jest pewnych. Do niewielu, które uznawane są za bezsprzeczne należy data ostatecznego zejścia z tego padołu: rok 288 naszej ery. Reszta jest prawdopodobnie legendą. Nie wiemy nawet czy urodził się w Narbonne (jak chcą jedni) czy też był synem mediolańskiego kupca (jak dowodzą inni). Nie to wydaje się być jednak istotne. Istotne jest natomiast tło historyczne. W cesarstwie panuje Dioklecjan, cesarz myślący trzeźwo i raczej nie przepadający za chrześcijanami. Obok rozlicznych reform administracyjnych wsławił się on wydaniem czterech edyktów skierowanych przeciw zwolennikom stosunkowo nowej ale już nader rozpowszechnionej religii, jak również tym, że umarł w podeszłym wieku przebywając na zasłużonej emeryturze. Z ręki własnej i we własnym łożu. Nieczęste osiągnięcie jak na rzymskiego cesarza.

Nie wiadomo co skłoniło Dioklecjana (lub jego kolegę Maximiliana) do powierzenia Sebastianowi zaszczytnego stanowiska kapitana gwardii pretoriańskiej. Nie wiadomo również, skąd się nasz Sebastian w ogóle na dworze cesarskim wziął – nieomal każde źródło twierdzi na ten temat coś innego. Wiadomo natomiast, że po wstąpieniu na zaszczytną służbę u będącego raczej zdecydowanym wyznawcą Jowisza Dioklecjana, nasz Sebastian, na razie jeszcze kapitan pretorian a nie święty, miast zgodnie z podjętymi zobowiązaniami strzec życia i zdrowia monarchy, postanawia poświęcić się swemu hobby i rozpoczyna działalność misyjną w okolicznym więzieniu. Nie mogąc się oprzeć natarczywym prośbom głuchoniemej niewiasty imieniem Zoe, czyni nad nią znak krzyża, a ta odzyskuje natychmiast mowę i pewnie też słuch – choć na ten temat źródła dyskretnie milczą. Cudowne uzdrowienie wywiera piorunujące wrażenie na 78 więźniach i postanawiają oni również przyjąć wiarę. Pogłoski o radosnej działalności Sebastiana docierają do cesarza wywołując jego niezadowolenie. Sebastian zostaje na mocy wyroku cesarskiego skazany na śmierć przez rozstrzelanie z łuku. Obnażony z szat i przywiązany do drzewa zostaje przez nubijskich (mauretańskich,?) łuczników naszpikowany strzałami jak jeżozwierz. Po stwierdzeniu zgonu delikwenta, łucznicy oddalają się w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, a niebywała kariera Św. Sebastiana nareszcie się rozpoczyna. Bo oto pragnąca pochować zwłoki niewiasta (znana współczesnym jako „ta” Irena, potomnym zaś jako św. Irena) stwierdza, że Nubijczycy spaprali robotę – w podziurawionym jak rzeszoto Sebastianie tli się nadal iskierka życia. Po tygodniach troskliwej opieki i pielęgnacji Sebastian wraca do zdrowia. Powstawszy z łoża boleści udaje się prosto do Dioklecjana i wygłasza płomienną mowę na temat wyższości nowej religii nad tą, która była miła cesarzowi, ten zaś, zirytowany natręctwem wydaje polecenie aby gwardia zatłukła go na miejscu pałkami. Wyrok wykonano a zwłoki wrzucono do dołu na nieczystości znanego pod nazwą cloaca maxima. Pod osłoną nocy i z narażeniem życia wierni wyławiają ciało, ponowna resuscytacja nie przyniosła jednak ku ogólnemu rozczarowaniu pożądanych wyników.

Zaden chyba święty nie doczekał się takiej ilości wizerunków jak Sebastian. Zbiór jest przygniatający swym ogromem i obejmuje tysiące pozycji i nieomal wszystkie znaczące nazwiska począwszy od późnego średniowiecza aż po schyłek baroku. Rozmiar ikonograficznego szaleństwa najlepiej obrazuje stwierdzenie, że trudno wręcz odnaleźć artystę, który pokusiłby się o rezygnację z wykorzystania świętego do swych celów. Taki Rubens na przykład, podchodził do tematu sześć razy. Bellini i van Dyck też. Tycjan pięć, Veronese również pięć. El Greco i Carlo Boni tylko po cztery. Palmę pierwszeństwa dzierży Perugino (jedenaście scen męczeństwa), przed Lotto (osiem męczeństw), Guido Reni (też osiem).
Wraz ze schyłkiem baroku malowanie świętych powoli zaczęło wychodzić z mody, artyści coraz częściej zaczęli skłaniać się ku motywom świeckim malując i rzeźbiąc najczęściej swych zleceniodawców (z powodów merkantylnych) i sceny rodzajowe (z tych samych powodów). Trend ten nie dotyczył najwidoczniej św. Sebastiana, który dalej, po dzień dzisiejszy z niesłabnącym entuzjazmem malowany bywa i rzeźbiony, a ostatnimi czasy nawet fotografowany. Interesującym może wydać się fakt, że pośród niezliczonych artystów, żaden nie pokusił się o przedstawienie rzeczywistej śmierci męczeńskiej dobrego chrześcijanina. Dla artystów atrakcyjny był Sebastian jedynie muskularny, w obcisłych slipach i ewentualnie odpowiednio podziurawiony. Nieliczne wyjątki potwierdzają regułę.

Próbę wytłumaczenia tego faktu znajdujemy u Oskara Tersa (Die Legende des Heiligen Sebastian – Ein Vergleich zwischen den lateinischen Quellen und den mittelalterlichen Übersetzungen unter besonderer Berücksichtigung und Transkription der Handschrift 717 II der Bibliotheque Municipale zu Colmar). Na podstawie odcyfrowanych przez siebie manuskryptów i ponownej szczegółowej analizy antycznych źródeł, Ters dostarcza nowej, interesującej interpretacji dziejów Sebastiana jako ofiary homoseksualnego dramatu zazdrości rozgrywającego się w trójkącie Maximilian-Dioklecjan-Sebastian. Wizerunek Sebastiana preferowany był jego zdaniem ze względu na uroki cielesne przez gejów i kryptogejów wszystkich następnych epok. Od początków XX wieku uwielbienie to jest manifestowane otwarcie, między innymi w ramach wystaw malarstwa i fotografii o śmiałym i jednoznacznym kontekście.

Domniemane szczątki doczesne św. Sebastiana spoczywają w rozmaitych miejscach. Modlitwa do św. Sebastiana pomaga w ostro przebiegających chorobach zakaźnych i kłopotach z aparatem ucisku. Jest patronem kamieniarzy, myśliwych, strażaków, żołnierzy i policjantów. Między innymi.

Odpowiedzi: 19 to “Hagiografia: Święty Sebastian”

  1. monades said

    Popatrz Telemachu co znalazłam:
    http://bode.diee.unica.it/~giua/SEBASTIAN/index.html

    To się w głowie nie mieści. Mnie się najbardziej spodobał ten z reklamy Versace.

  2. flanelka said

    Modlitwa do św. Sebastiana pomaga w ostro przebiegających chorobach zakaźnych i kłopotach z apatratem ucisku.

    Przed użyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

    Amen.

    ;)

  3. Torlin said

    Ja od razu mówię, że ja mało wiem na jego temat. Ale zawsze wiedziałem o tym, że został rozstrzelany (od słowa strzała) przez łuczników i tak jest pokazywany na obrazach. Encyklopedia inteligenta czyli „Słownik mitów i tradycji kultury” Kopalińskiego pisze: „poniósł śmierć męczeńską przeszyty strzałami łuczników”.

  4. telemach said

    Torlinie, Kopaliński myli się tutaj potężnie powtarzając bezzasadnie ugruntowane i powszechnie obowiązujące kolokwialne wyobrażenia. W tym wypadku powtarza komunał nawet nie zaglądając do materiałów źródłowych. A zwykłe Zywoty Swiętych by wystarczyły. Literatura do tematu jest potężna i pełna zadzwiających szczegółów. Wiem, trudno wyobrażalne i sam byłem wstrząśnięty.
    Nijak nie mogę jednak dojść do tego dlaczego polska Wiki postanowiła go ukamieniować. W Rzymie raczej nie kamieniowano, komuś się coś bardzo pomyliło.

  5. Torlin said

    Telemachu, Ty jesteś jak Dora narzekająca, że w Wiki są błędy dotyczące muzyki poważnej. To wejdź i popraw :D

  6. telemach said

    Torlinie, ani mi się śni. Ja nie narzekam, ja się dziwię i cieszę. Poważnie. Dużo pomysłów na to co tu się pojawia zawdzięczam nieuniknionemu osłupieniu na widok tego co się pojawia w rozmaitych zakątkach wirtualnego stepu. Przykład śmierci Sebastiana w Wikipedii jest znamienny.
    Zresztą porównaj:

    Ukamieniowany został Sebastian w wikipedii polskiej i rosyjskiej. W niemieckiej został zatłuczony maczugami w cyrku, w ukraińskiej dla odmiany „stracony w hipodromie” ale nie wiadomo jak. Serbowie przychylają się do często spotykanego „ubicia pałkami”. U Francuzów po prostu zostaje „zatłuczony na miejscu”, Anglicy sugerują obecność monarchy przy drugiej, ulicznej egzekucji.
    Hiszpanie podają, że został zachłostany na śmierć (azotaran hasta morir), prawdopodobnie odpisali od Włochów twierdzących także że został „flagellarlo a morte”.

    Wybacz – ale nie widzę możliwości poprawiania wszystkich Wikipedii ani też nie mam chęci. Nie wierzę też, abym w ten sposób zdołał przekonać legion powierzchownych odpisywaczy do zapoznania się choćby z wersją łacińską „Legenda Aurea”. A większość tak czy tak dalej będzie wierzyć, że został rozstrzelany bo tak widzieli na obrazku w katechiźmie lub w nawie bocznej kościoła. Na własne oczy.

    A swoją drogą to jakże jestem ciekaw, co na ten temat można przeczytać w Wiki pisanej w Suomi, Cebuano, Malti, Magyar albo Veneto!

  7. defendo said

    Z niecierpliwością czekam na tekst o świętym Szymonie Słupniku. Jako człowiek dysponujący porażająco ogromną wiedzą i – niezależnie od niej – skłonnością do refleksji niezacietrzewionej będziesz zapewne umiał i do niego mnie przekonać. Albo i od niego odwieść.
    Szaleńcy są konieczni nie-szaleńcom.

    Czytam dość dziwną książkę: „Przemijanie w kulturach świata” i zagrzebuję się coraz głębiej. A mimo to – rosną mi dziwne guzki na plecach…skrzydła?… pora odlecieć?

  8. bebebetter said

    No i czy nie ma sprawiedliwosci na tym i na tamtym swiecie? Dwa razy chlop sie meczyl to i nagroda go spotkala – nie przepadl w nawach kosciolow, zapomniany i przykurzony.
    Zgadzam sie Mona – ten od Versace przyciaga oko.

    Telemachu, bardzo dziekuje za kolejna ciekawa historie, wywolujaca usmiech. To cenna rzecz w tych czasach :-)

  9. telemach said

    -> defendo: Pani mnie zawstydza.
    A Symeon Stylites (starszy) nastręcza mi problemów. Nie jest prosty.
    -> bebebetter: proszę bardzo. Cała przyjemność doprawdy po mojej stronie. Lubię jak mnie ktoś chwali. Może ma to jakiś związek z „tymi czasami”?

  10. Abulafia said

    Hagiografia sztuką (a raczej sztuczką) jest bez dwu zdań. Bo jakimże cudem siermiężne bajdurzenie oparte na przesadzie i zabobonach wkradło się do literatury na zasadzie ody, elegii czy hymnu?
    Rozumiem potrzeby ideologiczne a także poszukiwania środków kojących skołatane serca naszych przodków, ale odkąd systemy zbankrutowały i wynaleziono walerianę, hagiografia nie spełnia nawet wymogów socjotechniki.
    Przejrzałem parę konterfektów Sebka(dzięki monades) i zgadzam się z opinią pań; powabny był. Zakompleksiająco. Teraz przed każdym spotkaniem z czarem bijącym z obrazów będę się czesał. Szczepanie.

  11. drakaina said

    Hmmm, czyżby jednak upiorne dzieło Jarmana było w jakiś sposób związane z tą historią? O ile wiem, Dioklecjan osobiście tam nie występuje, ale po prawdzie jakkolwiek kocham żywą łacinę, tak przez to filmidło nie przebrnęłam, mimo dwukrotnych podejść. Swoją drogą Dioklecjana szanuję jak mało którego cesarza rzymskiego – między innymi za to wycofanie się na emeryturę do Splitu, gdzie skądinąd jest bardzo pięknie.

    A tak na marginesie, Cloaca Maxima to kanał (który zresztą oryginalnie służył irygacji, a nie ściekom sensu stricto), a nie dół – jeśli tak ją nazywają źródła do Sebastiana, to marnie znały one Rzym ;)

  12. dru' said

    A jest jakiś żeński odpowiednik? :)

  13. telemach said

    Faktycznie, kanał. W czasach cesarstwa całkowicie zabudowany, a jeśli wierzyć Liwiuszowi to nawet kopany podziemnie od początku. Moje niedopatrzenie. Inspiracją był rysunek Ludovico Caracciego wiszący w Luwrze przedstawiający dwóch żołnierzy rzymskich wrzucających zwłoki świętego do hm.. czegoś co mi się na pierwszy rzut oka wydawało zagłębieniem:
    http://www.louvre.fr/llv/oeuvres/detail_notice.jsp?CONTENT%3C%3Ecnt_id=10134198673225749&CURRENT_LLV_NOTICE%3C%3Ecnt_id=10134198673225749&FOLDER%3C%3Efolder_id=9852723696500827&fromDept=true&baseIndex=109&bmUID=1189640125737&bmLocale=en

    Gdybym przyjrzał się miast temu oryginałowi wiszącemu w Getty museum, może bym sprawdził. Bo źródła istotnie nie wspominają o „dole” lecz o „ścieku”. O tym, że musiało być to zagłębiebnie w kształcie studni lub dołu zadecydowałem sam po lekturze następującego tekstu:
    Ludovico Carracci chose to represent the moment after the subsequent deadly beating, when Roman soldiers dumped Sebastian’s limp and lifeless body into a sewer.

    Against the dark of night, brutish soldiers lift and tug the dead saint’s body. Ludovico contrasted the tensile strength of their straining bodies with the slackness of the saint’s limbs, head, and facial muscles as he falls into the sewer’s depths.

    Pomyłka zatem moja i tylko moja. Wynikła z pobieżnej interpretacji. Tym dziwniejsza, że przecież widziałem (zamurowane) ujście Cloaca Maxima do Tybru. Dziękuję za krytyczny komentarz. Zastanowię się jak poprawić w kolejnych wydaniach ;-)
    T.
    Dziękuję za krytyczny komentarz

  14. drakaina said

    Co za zabawny zbieg okoliczności – mam na ścianie nad biurkiem rycinę Lodovico Caracciego (jeden z moich większych skarbów), ale o zdecydowanie pogańskiej tematyce ;)

    A co do Cloaca Maxima, to o ile pamiętam jej początki przypisywano jeszcze Tarkwiniuszowi Starszemu i pewnie o tym wspomina Liwiusz jako główne źródło do epoki królów. I raczej ma tu rację, ponieważ rzeczywiście mniej więcej w tych czasach zaczyna się osuszanie terenu późniejszego Forum Romanum i niwelacja tej doliny. A kanał zabudowano – również o ile pamiętam – jeszcze za republiki, a potem pewnie był wielokrotnie przebudowywany, bo Rzymianie uwielbiali przebudowywać wszystko, co się dało ;)

  15. telemach said

    Zasadniczo nie. Tzn. ewentualnie Judith, ale ona pokazuje tylko swą krwiożerczość. Jak kogoś podnieca…
    Tak że zostaje tylko Ewa z istotnymi dla dorastającej młodzieży częściami zakrytymi gałęzią.
    Bieda.

  16. drakaina said

    Odpowiednik w jakim sensie?

    Bo jeśli chodzi o coś, co się po angielsku pięknie nazywa morbidness i nie ma chyba dobrego dosadnego polskiego odpowiednika, to różne Katarzyny, Łucje i Apolonie, nie mówiąc już o rzymskich pannach, co (histerycznie) nie chciały męża, jak moja imienniczka, a w zamian dostawały różne inne mało przyjemne rzeczy, które jednakowoż z perwersyjną przyjemnością przyjmowały, to całkiem się nadają. A jeśli chodzi o „podwójną śmierć”, to nie słyszałam.

  17. telemach said

    Obawiam się, że Dru chodzi nader przyziemnie o odpowiednik ikonograficzny, tzn. atrakcyjną, półnagą babę w skąpych majtasach przywiązaną do słupa. Do podziwiania na szeregu płócien wielkoformatowych.
    Ale może się mylę?

  18. porcelanka said

    Dla mnie to przykład wyższości ducha (wiary) nad ciałem ;) Jakkolwiek triumf cielesności jest, co można przewidzieć, ostateczny – czyż potęga ducha nie przechodzi wszelkich wyobrażeń? ;)

    Ps. Ogólne rozczarowanie jest jednak cokolwiek makabryczne ;))) Ach te uciechy gawiedzi ;D
    Wybacz czarny humor, ale tak mi..hm…myśl skoczyła ;) http://www.youtube.com/watch?v=8pUrsUORF4Y

  19. dru' said

    Prawdę mówiąc Telemachu to przyszła mi do głowy, ta piękność w obcisłych majtasach, ale że jestem z natury raczej pruderyjny to wstydziłem się zapytać.
    Niemniej z odpowiedzi twojej chętnie skorzystam.

    Zadając jednak to bardzo nieprecyzyjne pytanie intrygowało mnie to co w samym poście zaskoczyło mnie najbardziej, czyli przerobienie świętego na ikonę homoseksualistów (sądząc po obrazach stało się to raczej wcześniej niż później).

    Ciekawy jestem czy kobiety również sobie jakąś świętą „wykorzystały”. Choć biorąc pod uwagę, iż sławnych malarek jest raczej niewiele może być z tym kłopot. Może w poezji?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: