O nieśmiertelności

Kwiecień 28, 2009

Borges pisał onegdaj, że zwierzęta – jako że nie znają śmierci – są nieśmiertelne. Tak on to sobie wykombinował, ten Borges. Czapki z głów.
Myszkin, przeczytawszy Borgesa, postanowił ukatrupić ulubionego chomika kanonika Vaubain. Chomikowi, jeśli założyć, że Borges miał rację, nie powinno było to sprawić specjalnej różnicy. Myszkinowi, który kanonika nie cierpiał – wręcz przeciwnie.
Dowiedziawszy się od wścibskiej sąsiadki, że należący do kanonika Vaubain chomik przeszłej jesieni odstawił sandały, Myszkin przelał swą niechęć na Borgesa.

Nie będzie mi się – powiedział – staruch głupio wymądrzał.
I powziął solenne postanowienie poinformowania pisarza o utracie jego, myszkinowskiego szacunku. Za trzy tygodnie najpóźniej. Natychmiast po powrocie z od dawna wymarzonych i jakże zasłużonych wakacji.

Już za parę dni. Dwa cudowne tygodnie spędzone na letnisku w Uqbar, nie zmącone widokiem facjaty kanonika albo wspomnieniem argentyńskich bibliotekarzy z wadą wzroku.

Odpowiedzi: 34 to “O nieśmiertelności”

  1. october said

    Nie jest bezpiecznie, a tym samym rozsądnie, wątpić w ciągły bieg czasu. Miast błądzić po labiryntach, lepiej zaszyć się w Macondo :)

  2. referent Bulzacki said

    Jak do tej pory nikomu nie udało się wrócić z Uqbaru.

  3. flanelka said

    Fakt. Śmierć pogrąża tylko żyjących i świadomych. Nie jest więc niepokonana, można nią precyzyjnie manipulować.

  4. telemach said

    Witam referencie. Uwaga słuszna i całkowicie zgodna z ogólną wymową całości. Zagadka nie była najwidoczniej zbyt trudna.

  5. bebebetter said

    Telemachu,

    nie była zbyt trudna, ale za to urocza.

    A mnie się najbardziej spodobało, że się miał „głupio nie wymądrzać”. Jak to jest, że się na da mądrze wymądrzać? :)
    A, i o sandałach szalenie do mnie przemówiło. NIe znałam :)

  6. Torlin said

    „Jeden z herezjarchów Uqbaru uważał, iż lustra i kopulacja są wstrętne, jako że pomnażają ilość ludzi”.
    Jorge Luis Borges, „Opowiadania”

  7. kwik said

    Myszkin Chomiczka? Doprawdy.

    A Uqbar jest w Algierii.

  8. telemach said

    @kwik: koty i psy są tabu. Nawet dla Myszkina. Chomiczek, jako gryzoń jest ewentualnie w naszym kręgu gastronomiczno-kulturowym do zniesienia. Warunkowo.
    Uqbar w Algerii to nie ten Uqbar. Nie spełnia warunków – ale dobrze wiedzieć.

  9. referent Bulzacki said

    Panie Kwiku,

    najbardziej prawdopodobny trop wiódł do Azji Mniejszej i Iraku. Niestety ten tom opisu świata (encyklopedii) zaginął. Próżny trud. W tym sensie można szukać wszędzie. Choćby w Algierii albo Konstancinie. Pytanie – czy należy szukać, czy raczej na niego poczekać?

  10. referent Bulzacki said

    –>Telemach

    Bez przesady, prawda, nie mogę deprecjonować skali swojego odkrycia. Zagadka była więc bardzo trudna.

  11. referent Bulzacki said

    –>Telemach

    Mój poprzedni komentarz, do Pana, ujawnił się w dziwnej formie, za co przepraszam. Chciałem inaczej. Nie znam mechanizmu wordpressa.

  12. bebebetter said

    Panie Referencie, przepraszam za gruby nietakt poniżej i deprecjonowanie skali ;)Nie było moją intencją.

  13. telemach said

    Ja przeciw deprecjonowaniu na pewnym poziomie wypowiedzi i wiedzy nic nie mam. Nawet przeciwnie.

  14. andsol said

    Telemachu, ktoś ze znajomych był w Argentynie i mówił, że tubylcy zaręczali, że żaden pisarz Borges tam nigdy nie istniał i to wszystko była intrygą opozycji. I to się w zasadzie zgadza z tym, co on pisał, bo zwierzęta nieistniejące są nieśmiertelne. Nawiasem, gdybyś był w tamtych stronach i potwierdzał jego nieistnienie, to już nie mieszkam we Floripie a w Świętym Józefie, ale to tylko 2 km różnicy, więc chyba Cię nie odstraszy? Nie mam chomika ale mam paru Borgesów w bibliotece i nie wiem teraz co z nimi zrobić, skoro nikt ich nie napisał… Wpadnij, pomóż.

  15. referent Bulzacki said

    –>bebebetter

    Toczy się spór w doktrynie, czy zagadka była trudna. Piśmiennictwo niejednoznaczne ;)

    Pozdrawiam,
    referent

  16. Sadoq said

    Najprawdziwsze rzeczy tak naprawdę rozgrywają się w naszej głowie. Dopóki czegoś nie jesteśmy świadomi to tego nie ma… po prostu nie istnieje.
    W przedziwnie namiętny sposób próbujemy udowadniać różne fakty. Nie zdajemy sobie sprawy, że to próżne zajęcie o ile ktoś drugi nie przyjmie naszego sposobu myślenia i postrzegania rzeczywistości. A rzeczywistość tak naprawdę jest projekcją naszego umysłu.
    Czy Borges istniał, czy też został zmyślony. Nieważne to w swej istocie. Ważniejsze jest, że dobrze się go czyta:-)

  17. Hoko said

    A rzeczywistość tak naprawdę jest projekcją naszego umysłu.

    Całe rano próbowałem sobie wyprojektować walizkę z pieniędzmi, ale jakoś mi nie wyszło. To trzeba jakieś szczególne zdolności mieć czy co? ;)

  18. Sadoq said

    Z pieniędzmi tego jeszcze nie próbowałem, ale podsunąłeś mi znakomity pomysł. Jeszcze dziś zacznę. Jeśli się uda od poniedziałku nie idę do pracy tylko na zakupy. Zero ograniczeń budżetowych. hulaj dusza… Będę napędzał koniunkturę i wspierał działania premiera Tuska, by wszystkim żyło się lepiej… Za Edwarda Gierka brzmiało to mniej więcej tak By Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatnio czy jakoś tak. Historia lubi się powtarzać. Niektórzy dodają, że jako farsa.

  19. telemach said

    @sadoq: z tą rzeczywistością będącą „tworem własnego umysłu” wkraczasz na teren grząski i niebezpieczny. Nie żebym miał coś przeciw otwarciu nowej rundy odwiecznej dyskusji o zasadności bądź bezzasadności solipsyzmu. Niby tak. Ale z drugiej strony: jeśli trzaśniemy Gorgiasza w pysk to jednak go boli.

  20. telemach said

    a ponadto Sadoq to podkładasz sobie chyba nogę. Bo jeśli rzeczywistość jest wytworem mojego umysłu, a ty jesteś jej częścią to wystawiałbym sobie przedziwne świadectwo gdybym rozpoczynał dyskusję z własnym omamem. I tu jest pogrzebany ten pies. Może i lepiej.

  21. Sadoq said

    Zgoda, ze grunt grząski, ale jest z tym jak z ta 80-letnią babcią, która poszła do spowiedzi. Ksiądz słucha jej spowiedzi, w której wyznaje z iloma mężczyznami spała i jak się kochała. W pewnym momencie wychyla się z konfesjonału i przygląda się ze zdziwieniem staruszce i pyta:
    – Babciu, a kiedy to było?
    – Jakieś 50 lat temu.
    – To dlaczego mi to teraz opowiadasz? – pyta ksiądz
    – Bo to tak miło powspominać – odpowiada rozpromieniona staruszka

  22. Sadoq said

    Cóż – człowiek często podstawia sobie sam nogi i nie zawsze wie, w jakiej sytuacji może tego uniknąć. To, co wydaje się oczywistą oczywistością często jest omamem i na odwrót.
    Pozdrowienia z nad całkiem realnej porannej filiżanki niedzielnej kawy.

  23. Sarna said

    Sadog,jesteś przypadkiem udowadniającym, że kawa szkodzi. Dzisiaj jest sobota. Szczęściarz z Ciebie, masz jeden dzień do przodu :)
    pozdrawiam

  24. Sadoq said

    Szczęśliwi czasu nie liczą:)

  25. Abulafia said

    Nieśmiertelność. Narcystyczne marzenie. Blokuje je prozaiczny argument; skończony czas życia Wszechświata.
    Dla metafizycznych i teologicznych postaw nieskończoność życia jest dogmatem inspirującym do wszelkich manipulacji. Mowa oczywiście o wiecznym trwaniu duchowym, bo w fizyczną nieśmiertelność nawet aniołki nie wierzą.
    Nieśmiertelność to piękny stereotypowy mit nieodzowny naturze ludzkiej. Jej ewentualne zaistnienie zubożyłoby różnorodność życia, spowolniło ewolucję a także wyhamowało postęp. I wyczerpało przedwcześnie zasoby podtrzymujące ewolucję. Ekonomicznej natury nie stać na taką rozrzutność; inwestycja w kiełkujące ziarno bardziej się opłaca niż w bezpłodną plewę.
    Wróćmy do uwagi Borgesa o nieśmiertelności zwierząt.
    Borges był ultraistą, a więc naznaczonym kreacjonizmem i…Berkeleyem. Widocznie wiele mu się udzieliło z ,,uznania bytu obiektywnego za błędne” skoro nie dającą się udowodnić nieśmiertelność ludzką przypisuje chociaż zwierzętom. Poza uwagami typu; ,,nie wiedzą nic o śmierci” nie przedstawia jednak żadnych racjonalnych dowodów na obronę tej tezy.
    Jeśli to nie jest jakiś symbol, przenośnia czy licentia poetica to należy przyjąć, że zwierzęta mają dusze. Co więcej, śmierć-czyli odłączenie duszy od ciała (zgodnie z Kazn. 12,7) nie obejmuje zwierząt. Są zatem sama substancja duchową.
    To trąci herezja, a co najmniej solipsyzmem. Zatem to, co porusza się na czterech łapach jest duchem. Kogo wobec tego uśmiercił Jahwe potopem, a w życiu codziennym karze śmiercią czworonożnych przyjaciół? Omamy i halucynacje?
    Czy czworonogi w ogóle egzystują materialnie, czy też są wytworem naszych zmysłów? Jeśli to drugie, zaiste są nieśmiertelne. Dopóki nasze zmysły tworzą ich projekcje.

  26. andsol said

    @Abulafia: zaniepokoił mnie Twój zwrot o nieśmiertelności „Jej ewentualne zaistnienie zubożyłoby różnorodność życia, spowolniło ewolucję a także wyhamowało postęp.” Chodzi mi o łączenie ligaturą ewolucji i postępu. Oczywiście na życzenie odpalam filipikę przeciw utożsamianiu cyklu zmian dających lepszą adaptację do istniejących warunków z pojęciem „postępu”, który jest innym imieniem Boga, ale przypuszczam, że nie muszę się wysilać, bo sam o odmienności tych światów świetnie wiesz i dostawiając jakiś przecinek czy średnik możesz zlikwidować nieporozumienie…

  27. Abulafia said

    @adsol.
    Oczywiście. Spowolnienie ewolucji jest tożsame z wyhamowaniem postępu.
    Już posypałem głowę popiołem, a od jutra zacznę chodzić w worku pokutnym.
    Wybacz, pisałem na czczo, stad lapsus.
    Swoją drogą, coś mi się język plącze skoro już drugi raz zwrócono mi uwagę ad tautologiam. Przyrzekam poprawę. Do następnego potknięcia.
    I dzięki za puryzm. Cierpię prawdopodobnie na trzeźwość. Spojrzenia.
    Pozdrawiam.

  28. andsol said

    Nie ma rady, Abulafia, podpuszczasz mnie. I tak zręcznie to zagrane, że muszę dać się podpuścić i dowodzić, że wiem, co znaczy postęp.

    Jeśli spleść go z tym, co następuje, przychodzi z czasem, l’avenir, to nic nie znaczy. Musi być powiązany z jakimiś koncepcjami zła i dobra, a także celowości zdarzeń w czasie, które idą od zła do dobra. I o ile da się zrozumieć (choć raczej rzadko – przyjąć) co ma to znaczyć w społecznościach ludzkich opisanych ideami etyki i przyczynowości, o tyle nie widzę jak podpiąć ten balast pojęciowy ewolucji. Ona jest teorią czynników sprawiających, że coś przeżywa albo nie. Przystosowanie się do warunków, możliwie dobre wykorzystanie ich. Etyka tu jedyna: przeżyć jako gatunek. Taki prawdziwy, jedyny prawdziwy, ruch pro-life. Ale żeby myśleć tu o dobrze, o celu?

    Jakieś fałdy oczne i futerko okażą się niezmiernie użyteczne gdy wiatry wieją i mróz szczypie. Postęp gatunku? A tu kuku, niespodzianka, koniec ery lodowcowej i psu na budę ta specjalizacja, przegrzanie organizmu, wolniejsze dostrzeganie i klops z postępu, gatunek poszedł na befsztyk dla innych stworzonek. Więc nie rozumiem co ma postęp do ewolucji…

  29. Hoko said

    Abulafia,
    wg obecnego paradygmatu Wszechświat będzie się rozszerzał w nieskończoność.

    Ewolucja biologiczna to sposób na przetrwanie genów – cały tzw. „postęp” to antropomorficzna ułuda. Komplikacja (utożsamiana z doskonaleniem) wynika z tego, iż na gruncie układów złożonych jest drogą o najmniejszym oporze.

    Koty są niematerialne.

  30. Mag said

    Czas jest herezjarchą i mitomanem, wciąż się zapętla i odnawia. W związku z tym przemijania nie ma. Jest raczej błędne koło.;)

  31. telemach said

    @abulafia
    @andsol
    Nie chciałem się tu na temat postępu wypowiać. To jest zupełnie osobny temat, temat którego się obawiam i do którego przymierzam się od dawna. Bezskutecznie jak dotąd. Wychowano mnie (podobnie jak większość z nas, jak sądzę) w przeświadczeniu, że postęp jest pojęciem ogólnie zrozumiałym i nie wymagającym głębszej refleksji. Ze jest dobrem samym w sobie i ze należy zachowywać wobec niego postawę afirmatywną, bo dobry on jest z definicji a przeciwieństwem onego postępu jest zacofanie. To zaś jest „be” i koniec dyskusji bo i nad czym tu dyskutować. Te kolokwialne wyobrażenia niepokoją mnie i cichutko domagają się, jeśli nie rewizji, to przynajmniej zastanowienia nad źródłem tego przeświadczenia.
    Wychodzimy z założenia, że postęp jest dobry, że jest konieczny, nieodzowny. W imię postępu nasi przodkowie zmienil otyczającą nas rzeczywistość. Zasadniczo wydaje się być to godne pochwały. W imię postępu zbudowano jednak też obozy pracy dla tych których obecność do wyobrażeń o tym jaki ten postęp ma być nie pasowała. W zasadzie dlaczego? Nasza cywilizacja oparta jest na kulcie zmiany i innowacyjności. Nawet ewidentnie pozorna innowacyjność jest w oczach wielu dobrem wartym chronienia i pochwały. Mnie, gdy rozglądam się wokół, zaczynają dręczyć wątpliwości.
    Ukłony
    T.

  32. bebebetter said

    Telemachu,

    niewiele jest zjawisk jednoznacznie dobrych, bądź jednoznacznie złych. Jeśli wykluczymy ekstrema (a i to rzadko bywa proste co za ekstremum uznać możemy bądź powinniśmy)cóż pozostaje?
    Czy nasi przodkowie wybierając zmiany mieli alternatywę? Teoretycznie pewnie tak. Ale mieli też intencje. Dobre zazwyczaj. Alternatywę trudno dostrzec, jeśli się bardzo chce, aby było lepiej. Wówczas przeświadczenie o tym, że właśnie my wiemy co to jest owo „lepiej” przesłania możliwość dostrzegania złych skutków krzewienia dobra. Ale dobro przy tym również się krzewi, a jak sam wielokrotnie zauważałeś, aby je dostrzec, musi być i zło. Tak już ten świat urządzony. Znaleźć się w nim niełatwo, zgubić za to prosto. Ale dobrze, że jest.Jest w nim równie wiele dobra co i zła, tylko nierównomiernie rozkłada się w czasie i przestrzeni. Nieprawdaż?

    Z optymistycznym pozdrowieniem

    bebe ;-)

  33. Abulafia said

    Znaczenie postępu w tym ujęciu Telemachu, nie budzi zastrzeżeń. Tylko, że nie wszyscy godzą się na utożsamianie zmian zachodzących w procesie ewolucji z postępem.
    Wygląda na to, że postrzegają ewolucję jako continuum zdeterminowane,ślepe i niezależne od nas, więc nie podlegające wartościowaniu.
    Czy po zastąpieniu wrażego słowa ,,progresem” będzie bardziej strawne? Rozumowo.
    * * *
    Teorii stanu Wszechświata w perspektywie przyszłości znam parę. Np; wybuch-rozszerzanie się do stanu krytycznego-kurczenie-kolaps. I apiat’ od nowa. Ma wielu zwolenników.
    Czy zatem jedynie paradygmat wiecznego ekspandowania Wszechświata ma rację bytu? A co z gęstością materii w rozszerzającym się w nieskończoność Kosmosie i nienaruszalnością parametrów jego ładu tj; grawitacja czy temperatura?
    Skąd wziąć mebli na wystój nowych lądów?
    * * *
    Kategorie dobra i zła, skutku i przyczyny są kryteriami naszych wartościujących ocen w postrzeganiu otaczającej nas rzeczywistości. Kryteriami bardzo subiektywnymi.
    Naturze są obce, bo nie jest ona moralnie nacechowana. Oceniając naturę przez pryzmat naszej hierarchii wartości, wcześniej czy później, dojdziemy do nonsensów typu; kształtowania rzeczywistości naszymi zmysłami (solipsyzm)lub antropomorfizacji natury (deizm).
    Zresztą, mogę nie mieć racji, ale wykażcie proszę błędy-powtórzę za uczonym jegomościem-a udam się do Canossy.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: