Myśl i język

Kwiecień 6, 2009

Zarzut zezwierzęcenia lub zbydlęcenia stawiamy jedynie ludziom. Zachowanie określane potocznie jako nieludzkie, dotyczy również z reguły korony stworzenia, nie zaś pieska, kotka lub żyrafy.

To jest tylko z pozoru zabawa słowami. Czy język (jego struktury) determinuje nasze myślenie? Czy też raczej, sposób w jaki myślimy znajduje odzwierciedlenie w naszej mowie? Na pozór proste, ale jak wszystko na pozór proste – niebywale skomplikowane. Piaget poprawiał Wygotskiego i udałoby mu się go nieomal pogrzebać w kaloszach, gdyby nie nieoczekiwane wsparcie ze strony Bachtina, który pomysły Wygotskiego wprowadził do psychologii kognitywnej tylnymi drzwiami opatrzonymi tabliczką z napisem „teoria literatury”. Wygotski nie mógł się odwdzięczyć bo umarł na gruźlicę, zanim jednak umarł, nie miał najmniejszych wątpliwości i twierdził konsekwentnie, że możemy jedynie pomyśleć to, co jesteśmy w stanie ubrać w słowa. Innymi słowy: myślenie i język są dla niego nierozerwalne, a język wyprzedza myśl.

Dygresja.
Dlaczego Wygotski tak twierdził i jaki ma to związek z socjalizacją dziatek? To jest zasadniczo ważne, ale nie w tej chwili i nie w tym miejscu akurat. Podobnie jak nieistotna jest tutaj informacja, co też uwielbiany zasadniczo przez psychologów i lingwistów Michał Michajłowicz Bachtin wysmażył, aby jego prace uniknęły kolizji z opublikowanym w 1950 roku dziełem innego genialnego lingwisty Józefa Wissarionowicza S.. Dzieło tego ostatniego nosiło tytuł „Marksizm i zagadnienia językoznawstwa” a kolizja wydawała się nieunikniona. Bachtin zainteresowany był uniknięciem tejże ze względów zasadniczych. Pewien wpływ na jego determinację miały interesujące warunki pracy jakie konkurent do naukowych wawrzynów stworzył mu w okolicach kazachskiego miasteczka Kustanaj, gdzie w latach 1929-1936 niebywale był potrzebny buchalter.
Koniec dygresji.

Podając informacje marginalne, odpływamy coraz dalej od istoty problemu. A zatem: Wygotski. Myślenie jako proces wtórny w stosunku do języka. Słowo musi istnieć aby móc być pomyślane, a żeby zaistnieć, ktoś musi je wypowiedzieć. Karkołomne? Być może. Z drugiej strony byłoby to jakieś wytłumaczenie, jaki sens ma nieprzerwanie wzbierająca rzeka słów nie skażonych żadną myślą..Myśl wyłoni się zapewne później ze spienionych odmętów mowy utrwalonej jako pismo. Ewolucja jest sprytna i najwidoczniej wiedziała co robi tworząc blogosferę. Ponieważ miejsce to ma ambicje uchodzić za przyzwoite, zdanie kreacjonistów nas nie w tym wypadku nie interesuje.

Józef K., zasadniczo zgadzając się z teorią Wygotskiego, ma jednak poważny problem. Sen z powiek spędza mu jawiący się od czasu do czasu przed oczyma wyobraźni obraz. Obraz głuchoniemego od urodzenia, myślącego intensywnie na migi.

Odpowiedzi: 21 to “Myśl i język”

  1. flanelka said

    Pomyśleć możemy wszystko, co pecepcją ogarnia nasza pod-, nad- i świadomość. Karkołomne mieszanie pojęć? Pozornie.
    Nawet jeśli mowa, z którą stykamy się pierwszy raz (zjawisko) nie zatrzymuje naszej uwagi bądź zostaje świadomie odrzucona, po czasie wraca bezwiednie, a wraz z nią towarzyszące przekonanie o samodzielności naszego myślenia i zachowaniach językowych będących jego wypadkową. I tu już o konkretne zlepki liter, słowa, frazy.. nie chodzi. Powiedzieć to samo, folgować sobie w tej samej konwencji zachowań językowych, można każdą manierą – nie ona różnicuje owe zachowania. To tak, jakby uważać, że to samo zdanie w dwu różnych językach wypowiedziane, oznacza co innego. Bezsens? Owszem. Nawet milczenie może być tożsame z potokiem słów, tym samym zachowując konkretną konwencję.

    Blogosfera i przyzwoitość.. a cóż to niby? Każdy dziś sam decyduje, co uważa za przyzwoite.
    Mało tego. Każdy sam decyduje, czy przyjmuje do wiadomości istnienie podziału przyzwoity/nieprzyzwoity.
    Najczęściej nie ma to już żadych korelacji z moralnością, etyką, ect. Dzisiaj segregujemy wszystko, powiedzmy, ad personam – jeśli wobec nas, naszych przekonań, podziałów, granic.. coś jest kolokwialnie ok, to jest tym samym przyzwoite. Jeśli przekracza naszą strefę bezpieczeństwa – kręcimy nosem. Świat, w którym jednostka jest w centrum, to świat bardzo ograniczonej percepcji, bardzo ograniczonej także
    możliwości oceny zjawisk na przestrzeni większej niż metr na metr, którą to przestrzeń zajmują wraz z krzesłem nasze cztery litery. To nie ma żadnego przełożenia na naszą świadomość, bo skoro już jesteśmy owym centrum, to świat jest od naszych definicji zależny, a więc i… jesteśmy w swoim pojęciu całym światem, który leży w polu zainteresowań i rozważań, jakich skłonni będziemy w ogóle dokonywać. Co nas marginalna reszta?
    Stąd właśnie m.in. śmieszne w swej istocie rozważania nt. wolności słowa w miejscu, gdzie wolność nadal nie jest in vitro, jest zależna, jak wszystko we wszechświecie, począwszy – dla naszego US choćby – od zależności gwiazda/planety.

    Wiem, to wszystko jest pozornie dalekie od wycinka myśli ujętego Twoim słowem, ale.. przyczyn najlepiej szukać jednocześnie w samych skutkach, jak na najdalej od niego wysuniętych peryferiach.

    Pozdrowienia.

  2. nameste said

    Do pary „myśl” — „słowo” można dołączyć „pismo”. I zauważyć (za Derridą), że to właśnie pisane słowo-myśl się tak pleni.

  3. Mona said

    Telemach, jeśli dobrze zrozumiałam intencje, to słynne zdanie powinno brzmiec:
    „Na poczatku był bełkot”. Znaczenie „dorobione zostało” ewolucyjnie do bełkotu i mogło zaistnieć wreszcie jako myśl. Biorąc to pod uwagę, początek Ewangelii wg. Sw. Jana ulega zadziwiającej metamorfozie. Czyli zamiast: « Au commencement était le Verbe, et le Verbe était avec Dieu, et le Verbe était Dieu. » musiało by być sam wiesz jak, ale to idzie za daleko i podpada ewentualnie pod obrazę uczuć religijnych. Moich co prawda nie, ale zawsze.

  4. october said

    A, gdyby tak Wygotski nie umarł powalon suchotami ? Byłby może pojął i podał światu do wiadomości, że prawdziwie nierozerwalna jest jedynie triada : Słowo, Myśl, Świadomość ? Że język nie wyprzedza myśli, myśl słowa, a jakieś psychologiczne perpetuum moblile – powiedzmy : proces równoważenia struktur poznawczych – zapewnia im wygodny stan równowagi ?
    Ot – przy okazji – i po tajemnicy (?) Boskiej preegzystencji wg św. Jana.
    Ps. Dziękuję za porzucenia rady Ludwika W.

  5. drakaina said

    A ja sobie myślę przewrotnie, że te nieskażone myślą słowa mogą się doczekać ubrania je w myśli – albo i Myśli – przez twórców różnorakich metatekstów (przedrostek meta można zresztą mnożyć w nieskończoność, bo zawsze ktoś kolejny może napisać coś o tym, co napisał/li wcześniejszy/si komentator/zy Myśli – i, tak, Nameste, to trochę ukłon w kierunku sporów o po-mo). Bo obawiam się, że nawet o bełkocie współczesnych polityków ktoś prędzej czy później napisze egzegetyczną pracę magisterską na przykład.

  6. nyema said

    „słowo musi istnieć, aby być pomyślane”,ale niezliczone myśli fraktalnie pączkują z jednego słowa..
    poza tym jest też chyba na odwrót? a przynajmniej było może raz?
    jakoś lubię myśleć przedsłownie, może na określenie tego trzeba użyć innego słowa niż myślenie?
    oj, Telemachu, pozdrawiam:)

  7. nameste said

    Drakaina, przecież świetnie wiesz, że teksty bez interpretacji to tylko jakieś odcinające się od podłoża graficzne robaczki (albo, w wersji wokalnej, ciągi artykułowanych przez jakieś „głośnie” fonemów). Do interpretacji potrzebna jest kompetencja językowa, której dystrubucja (po podmiotach interpretujących) jest mocno nierówna. I nie ma w tym nic dziwnego. W związku z powyższym, każda ocena stopnia „skażenia słowa myślą” jest zależna od interpretacji, co niektórzy nawet traktują jako przesłankę uznania myśli za hipostazy (z wyjątkiem własnych :).

  8. teofrast_znowu said

    Witam wszystkich. Mam jedno dręczące mnie pytanie: czy wyobrażalna jest myśl obywająca się bez pomocy słów? Tzn. czy „uświadomić sobie” nie jest równoznaczne z ubraniem niesprecyzowanych emocji w słowa?
    To co napisł/a/o Nameste uważam za przewrotne ale też intelektualnie wyzywające (w sensie wyzwania a nie wyzywania). Bo co począć w takimm razie z zapisami poczynionymi przez przedstawicieli dawno wymarłych kultur w wymarłych i zapomnianych językach? Są one tekstami czy czy tylko kreskami wyrytymi w kości, glinie lub na skałach?

  9. […] W ten dość cwany, a nawet cwaniaczkowaty, sposób zaliczyłam pozornie rozwiązanie problemu jajko…Ale co w takim razie dla niewierzących/niedowierzających ? […]

  10. flanelka said

    :/

    Wybacz, wrzuć powyższy odnośnik w kosz.

  11. Hoko said

    Czy język migowy jest u „głuchoniemych od urodzenia” wrodzony?

    Behawioryści twierdzili, że myślenie to nic innego jak mowa, tyle że taka „po cichu”, choć mięśnie gardła jak najbardziej przy myśleniu pracują.

    Nie ma języka bez kultury. Czy człowiek od dziecka wychowany w dziczy nie będzie miał zdolności myślenia? A zwierzęta? Czy myślenie psa sprowadza się do rozmaitych odcieni „hau”?

    Zgoda: granice mojego świata to granice mojego języka. Ale w tym przypadku nie o czystą werbalizację chodzi.

  12. rysberlin said

    Telemachu,Tobie, piszacym i czytajacym(czytam-bo mysle,pisze- bo mysle,mysle-bo umiem mowic,czy do onomatopeji potrzeba myslec i mowic)zycze slonecznych i bujnych w mowie i mysleniu dni Swiat Wielkanocnych

    rospasany idaca wiosna berlin

  13. Żartobliwie, z podziękowaniem za słowa do rozmyslania:))
    Na poczatku było słowo. Brzmiało ono: „uciekaj!”. Ale pewnego dnia dnia stnęłam na skraju urwiska i nie było dokąd uciec. Pojawiło się drugie słowo: „walcz” i trzecie „wróg”. A zaraz potem: „zabij”. A później to juz tak samo poszło, bo chciałam komuś opowiedzieć:))..
    Teraz mam Filozofię, Pytania i Internet. Ale pierwsze cztery słowa wciąż okreslają stan mojego serca.
    Pozdrawiam świątecznie

    Ania Nowakowska

  14. flanelka said

    Aniu,

    (..że pozwolę sobie skorzystać z gościny komentarzy u Telemacha..)

    Ostatnio gdzieś czytałam nt.różnicy, z jaką podchodzimy do życia.
    Jeśli po każdej załatwionej sprawie i nowym wyzwaniu mówimy sobie zwyciężyłem ten problem (vide: wroga), to całe nasze życie jest wyczerpującą nas walką.
    Jeśli w takich chwilach wewnętrzny głos podpowiada nam nauczyłem się czegoś nowego, poznałem inną stronę rzeczywistości, to życie staje się przygodą.
    Nie lepiej być podróżnikiem? Warto się siłować tylko dla smaku zwycięstwa?

    To, oczywiście, nie jest krytyka. Po prostu przedstawiłaś temat od tej strony, stąd moje pytania – ja to widzę nieco inaczej, znam tę „drugą”.. stronę.

    Uściski :)

  15. Cześć Flanelko! Jak miło Cie spotkać na blogowym szlaku:) Tobie zresztą zawdzięczam, że tutaj dotarłam.
    A co do Twojego pytania (ale nadal żartobliwie:), nie wiem, ale zapytam tego faceta, co go ostatnio zeżarł krokodyl, jak mu sie udała podróż:)))
    A serio: ja tam dukałam na poziomie metabolicznym, a Ty się wziosłaś na poziom duchowy, dlatego wygląda to na polemikę:)))
    Ale i tak spotykamy się gdzieś pośrodku i stąd piękno komunikowania się słowem.
    Serdeczności i uśmiech

    Ania

  16. flanelka said

    Zostało mi po dyskusji z Sadoqiem, trzeba się do takowej sprężyć zazwyczaj ;)

    A poza tym uważam temat jako taki za ciekawy i noszę się z zamiarem ubrania go w rozważania u siebie.. ale się jeszcze trochę ponoszę, najpierw wypada zanalizować samodzielnie :)

    Sobotnie uściski, także dla Gospodarza.

  17. Niestety, ciągle mi się wydaje, że to jednak język wlecze się za myślą, a nie, że ją wyprzedza.

  18. telemach said

    Tak się Logosie istotnie może pozornie wydawać. Dlatego właśnie ten wpis. Bo gdy zastanowimy się nad tym, na jakich przesłankach to „wydawanie” się opiera, możemy dojść do zadziwiających wniosków. Pozdrowienia.

  19. esmeralda said

    A wszystko przez Nocny Lot.. Gdyby nie mgła, nigdy bym tu nie trafiła, a było warto!
    Przykuła moją uwagę przywołana postać jednego z moich ulubionych filozofów – Józefa Wissarionowicza i wtedy mnie olśniło! toż to przecież nic innego jak ciąg dalszy rozważań które od zarania dziejów dręczą ludzkość – czy świadomość określa byt, czy może raczej odwrotnie?

  20. To jedno z ciekawszych zagadnień z pogranicza filologii i filozofii. Zdaje się, że dla wielu ludzi wtórność myśli względem słowa jest intuicyjnie nie do przyjęcia. Przecież mamy instynkty, wrażenia, etc.
    Chyba nawet nie potrzeba do tego przykładu człowieka głuchoniemego od urodzenia – wystarczy stary dobry Kaspar Hauser, z którego poeta Verlaine uczynił paradoksalnie swojego porte-parole. Myślę, że problem rozbija się nie tyle o kolejność myśli słowa, co o przyjętą definicję człowieczeństwa, która dla niektórych (strukturalizm, a wcześniej Pawłow) opiera się na zdolności tworzenia narzędzi drugiego rzędu, czyli wtórnych wobec
    pierwotnego systemu: człowiek-język-literatura.
    Wynikałoby z tego, że człowiek głuchoniemy od urodzenia, będąc
    biologicznie nadal przedstawicielem „korony stworzenia”, jest
    w sensie kulturowym egzemplarzem nieco wybrakowanym.
    Rzecz godna uwagi. Czy zagadnienie nadal spędza sen z powiek?
    Wszak widzę, że od publikacji mija sześć lat!

  21. telemach said

    @Karol Krzyżosiak:
    Spędza. Pomimo że pomiędzy rozmaitymi, innymi zajęciami – to nadal spędza. Szczególnie, gdy tak poważniej się zastanowić do czego nas prowadzi (nieuniknione jak się zdaje) porzucenie linearnej narracji i powrót – jak twierdzi(ł) Kittler – do myślenia magicznego wobec dominacji obrazu nad słowem. Obrazy połączone przestrzennie zamiast linearnej narracji posługującej się słowem – co za koszmar dla kogoś kto myśli że literatura była,, jest i będzie, a zdolność linearnej percepji jest warunkiem koniecznym wszelkiej refleksji. Koszmar.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: