Z notatek Doktora Jetzingera

Kwiecień 3, 2009

12 października 1888 roku
Wczoraj ponownie była u mnie Klara Plötzl. Znów powtórzyły się dantejskie sceny z zeszłego czwartku. Tak jak za pierwszym razem, przyszła wieczorem, gdy za ostatnim pacjentem zamknęły się drzwi gabinetu. Praktyka  opustoszała , a Frau Bloch, jak co wieczór opróżniwszy autoklaw, uporządkowawszy narzędzia i zamknąwszy szafę z kartotekami, zakładała palto szykując się do wyjścia. Mimo późnej pory zgodziłem się zostać dłużej, wiedząc z góry, że oczekująca mnie rozmowa, znów do niczego nie doprowadzi. Atmosfera była ciężka, na twarzy Plötzl widać było ślady bezsennej nocy. Zaklinała mnie ponownie bym podjął się zabiegu. Tłumionym przez łzy głosem opowiadała o nocnych koszmarach. O trójce dzieci, które pochowała przed ponad rokiem i dwójce z poprzedniego małżeństwa, którą musi się przecież opiekować, o codziennej bezsilności, rozpaczy, o niewyobrażalnym znużeniu i ciążącym nad jej związkiem z Aloisem przekleństwie. O pijaństwie i brutalności męża. A gdy wyczerpały się wszystkie inne argumenty, o dręczących ją złych przeczuciach. Zapytałem, czy mąż już wie, ale nie odpowiedziała, odwróciła tylko głowę zagryzając wargi. Nie wiedziałem co mogę jeszcze powiedzieć, do jakich argumentów się uciec. Nie mieści mi się nadal w głowie, dlaczego tak bardzo chce się pozbyć tej ciąży. Na koniec rzuciła się na kolana i zagroziła, że się zabije jeśli jej nie pomogę. Wskazałem na wiszący na ścianie krucyfiks i zapytałem, czy jako katoliczka będzie mogła żyć dalej z myślą, że pozwoliła zabić bezbronną i niewinną istotę, najcenniejszy dar Pana naszego. Nie wyglądała na przekonaną. W końcu udało mi się ją wreszcie trochę uspokoić mówiąc, że potrzebuję czasu do namysłu i ostatecznej odpowiedzi udzielę jej następnego dnia. Wyszła bez słowa, a chwilę później ja również mogłem pogasić światła i udać się wreszcie do domu. To niewiarygodne jak wyczerpująca może być praca lekarza.
– – –
Jetzinger westchnął, odłożył pióro, osuszył ostatnie linijki kawałkiem świeżej bibuły i zamknął oprawiony w czarne płótno notatnik. Za wychodzącym na Spitalgasse balkonowym oknem zapalały się kolejno gazowe latarnie. Powoli wstał zza biurka, założył palto, kapelusz, owinął szyję szalem i postukując o deski podłogi szpicem wielkiego czarnego parasola opuścił gabinet zamykając za sobą drzwi. Frau Bloch siedziała w wiodącym do gabinetu pomieszczeniu, porządkując cierpliwie rozłożone w świetle rzucanym przez osłoniętą zielonym kloszem lampę kartoteki.
– Wychodzę dzisiaj wcześniej – powiedział – i będę miał do pani małą prośbę.

Bloch uniosła w milczeniu głowę. Pytające spojrzenie znad krawędzi drucianych oprawek okularów sprawiło, że poczuł się nagle nieswojo.

– Za godzinę może przyjść pacjentka –ciągnął Jetzinger – ta sama co wczoraj, Klara Plötzl. Proszę jej powiedzieć, że nic nie będę mógł dla niej zrobić.
– Najwyższy czas – powiedziała Frau Bloch – najwyższy czas panie doktorze, aby pan przestał używać jej panieńskiego nazwiska. Ona się teraz nazywa po mężu Hitler.
– Słusznie, słusznie – mruknął Jetzinger – przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka.

Wyszedł. Schodząc po schodach otulił się jeszcze szczelniej płaszczem przygotowując się na wilgotny podmuch jesiennego wiatru. Zanosiło się na deszcz.

Odpowiedzi: 16 to “Z notatek Doktora Jetzingera”

  1. kwik said

    Hitler nie był najgorszy. Kto inny mógł tę wojnę dla Rzeszy wygrać.

  2. futrzak said

    kwik: moze i wojne wygralby, ale nie jestem przekonana ze wpadlby rowniez na pomysl eksterminacji zydow.

  3. kwik said

    @ futrzak – ja bym tak łatwo pozostałych Niemców nie rozgrzeszał.

  4. mona said

    @kwik: Bethoven był Niemcem. Hitler był Austriakiem. A zatem powinno być: „ja bym tak łatwo pozostałych Austriaków nie rozgrzeszał”.

  5. kwik said

    @ mona – sam uważał się za Niemca, Niemcy go wybrali, trzeba uszanować ludzkie wybory.

    Chór Niemców: jesteśmy niewinni, to Hitler. Austriak.

  6. mona said

    @kwik: obawiam się, że zależy to od punktu widzenia. Twój punkt jest bardzo austriacki, mnie to powiewa welonem co prawda, ale dokąd byśmy doszli, gdybyśmy pozostawiali jednostkom prawo do uważania się za kogo chcą?
    A gdyby się uważał za Papuasa? Albo Innuita? Też by był?
    A jeśli chodzi o wybory to istotnie, wybrali. Procentualnie mniej jednak dostał w ostatnich wolnych wyborach niż PIS w 2005. Nie żebym chciała rozgrzeszać, ale z mioch obserwacji gotowość brania odpowiedzialności za Hitlera jest u znanych mi Niemców równie duża jak np. Twoja i moja do brania odpowiedzialności np. za Ojca Dyrektora albo wampira z Bytomia.
    Nie poczuwają się. Ciekawe dlaczego?
    Znani mi Gruzini też jakoś w swej większości zupełnie nie poczuwają się do duchowej wspólnoty i ze swym wielkim wąsatym rodakiem. Kiedyś jeden tłumaczył mi przez całą noc, że Stalin był Zydem pracującym dla ochrany. A najlepiej znani mi niestety Francuzi nawet nie odczuwają potrzeby rozmowy o Petainie. Dla nich to oczywiste, że z tym panem ich wielki naród nigdy nie miał nic wspólnego.
    Fenomen jest zatem uniwersalny. Jak skacze Małysz to Polska skoczyła, chyba że się potknie, to wówczas już jest to „nasz zawodnik”. Jak wampir z Bytomia dusi, to nikt nie powie per analogiam że Polska dusiła. Pytanie, które mi się nasuwa brzmi:
    jakie jest fenomenu tego źródło i dlaczego dotyczy zawsze tylko obłędu innych?
    (I tak doszliśmy znów do kwikowych Niemców).

  7. futrzak said

    jakie bylo zrodlo…
    Po II wojnie swiatowej wielu ludzi probowalo odpowiedziec na pytanie jak to mozliwe, ze doszlo do holokaustu.

    Najblizszy odpowiedzi byl chyba Milgram. Jego eksperymenty, oraz innych kolegow, w tym slynny eksperyment „wiezienny” pokazaly, ze ludzie wchodza w role spoleczne dosc gladko nawet jesli polegaja owe role na dreczeniu bliznich.

    w pewnych warunkach i okolicznosciach kazda grupa spoleczna to zrobi. Sa oczywiscie jednostki, ktore sie wylamia, ale te rzadzaca grupa po prostu usuwa badz zastrasza.

    Nastroje niezadowolenia, fermentu spolecznego plus odpowiednia ideologia badz religia, plus charyzmatyczny przywodca opetany wladza – gotowe.

    Nie ludzmy sie, ze Niemcy jakos sie tu szczegolnie wyrozniaja badz odcinaja od reszty. Rosjanie swoich rodakow rownie ochoczo mordowali, podobnie jak Turcy Ormian… mozna tez siegnac do bogatej tradycji wzajemnego wyrzynania sie w europie na tle konfliktow religijnych.
    Ba. Pomysl obozow koncentracyjnych to przeciez wynalazek Brytow a nie Niemcow…Niemcy jeno bedac narodem bardzo skupulatnym i zorganizowanym doprowadzili owe do perfekcji…

    Nie łudźmy sie, ze Polacy sa jacys wyjatkowi w tej kwestii. Byc moze tak sie zlozyly koleje historii, ze NIE MIELISMY OKAZJI zabrac sie za wyrzynanie innych.

    W kazdym czlowieku drzemie bestia, trzeba tylko pillnowac, zeby nigdy nie stworzyc okolicznosci i systemu takiego, ktoryby ta bestie wyzwolil i jeszcze dal jej spoleczna legitymizacje.

    Ja wiem, ze to co piszę to bardzo niepopularne jest i nie po mysli wiekszosci. Bo nie da sie obarczyc wina nikgo konkretnego a zarazem kazdy jest winien..

    Co mozna zrobic? Zmienic sposob wychowywania i ksztalcenia dzieci. Ale to temat na odrebna dyskusje.

  8. Bellatrix said

    Po pierwsze: potencjalnie to mogła być pani Hitler równie dobrze, jak pani Einstein.
    Co do antysemityzmu: holocaust był po prostu najgłośniejszym i najbardziej zorganizowanym jego przejawem. A skąd się wziął? Z powodu fali antysemityzmu w Rosji na początku XX w.. Żydzi wyemigrowali na zachód, co wzbudziło popłoch. Chociażby z tego względu, że byli niezasymilowani, co przeszkadzało w stosunkach z innymi narodowościami (przez to np. w Łodzi asymilacja została przekreślona, chociaż było do niej blisko). I właśnie ten napływ Żydów wywołał niespotykaną dotąd niechęć. A raczej, społeczeństwo znalazło sobie kozła ofiarnego. Znam sprawę niezwykle ogólnikowo, ale będę niedługo miała o tym zajęcia… tzn za jakieś 3 tygodnie, jak się okazuje… i wtedy będę miała więcej informacji ^^

  9. telemach said

    Bellatrix, to niezupełnie tak. Niemieccy Zydzi byli na przełomie XIX i XX wieku jak najbardziej zasymilowani. Byli zasymilowani do tego stopnia, ze stanowili nie tylko intelektualną, przemysłową, handlową i artystyczną elitę kraju – oni rozpoczęli również swój marsz przez poszczególne instancje urzędniczej i co dziwniejsze wojskowej hierarchii. Godnym uwagi jest np. odsetek niemieckich oficerów pochodzenia zydowskiego udekorowanych w trakcie I Wojny Swiatowej najwyższymi odznaczeniami jak również ilość rabinów polowych w pruskiej armii. Opisana przez Ciebie emigracja z terenów Królestwa Polskiego była istotnie problemem – głównie jednak właśnie dla zintegrowanej w XVIII i XIX wieku ludności. To zintegrowani wstydzili się inwazji biedoty zagrażającej ich ugruntowanej już wówczas pozycji. Tak że wyprowadzanie przyczyn holocaustu z niewystarczającej integracji jest moim zdaniem karkołomne. Antysemitom najbardziej przeszkadzali Zydzi calkowicie zintegrowani.

  10. Abulafia said

    Ciekawa przypowieść poruszająca problem tzw. ,,aborcji Beethovena”.
    Czy Hitler mógł się nie urodzić oszczędzając cywilizacji eksponowania jej czarnych stron?
    Ewentualna aborcja u Klary (voto Hitler) eliminowałaby jednostkę przepoczwarzoną w Adolfa. Nie miałaby jednakże żadnego wpływu na rzesze rodzących się i wyrastających na faszystów Himmlerów, Bormannów, Goebbelsów. Byłaby także bez znaczenia dla atmosfery totalitaryzmu rasistowskiego z ideą nadczłowieka.
    Historie tworzą masy-jednostki dyskontują tylko ruchy tektoniczne mas dla swoich potrzeb. Przewrotności historii zawdzięczamy trafianie na jej karty skutków nie przyczyn. To takie upraszczające i symbolizujące w opisie.
    Hitler czy anegdotyczny Beethoven nie są efektem braku zabiegu zwanego aborcją. (Natura jest bardziej wyrafinowana w tej kwestii uśmiercając 80% zygot nie ulegających implantacji. Ilu zatem Hitlerów lub Beethovenów pozbawiła możliwości zaistnienia?) Nie są też realizacją przeznaczenia czy planu bożego. Genetycznie nie jesteśmy zaprogramowani do czynienia zła lub tworzenia pięknej muzyki. Cechy te nabywamy drogą społeczną i kulturową-czyli behawioralnie i memetycznie.
    Hitler był owocem czasów, w których przyszło mu żyć. Personifikacją atmosfery i klimatu początków XX wieku. Gdyby Adolf Hitler nie urodził się, ludzkość by go wykreowała z całej rzeszy jednostek uosabiających ducha ówczesnego porządku rzeczy, kumulującego to, co najgorsze i nie obce cywilizacji.
    Uprzedzając posądzenia o pro…lub filo…wyrażę oburzenie wobec wybiórczości natury, z racji nie zastosowania w przypadku Adolfa spontanicznej aborcji.

  11. rysberlin said

    przedni pomysl wyskrobac „hitlerkow”,krwawy,jednoznaczny ale czy skuteczny?

    wlasciwie dlaczego niemcy poinni poczuwac sie do winy
    i za co? za perfekcyjnosc w szukaniu przestrzeni zyciowej?

    jak czytam I.B.Singera to znajduje tam dwa swiaty,
    zydowski i gojow, swiaty istniejace „obok”
    „niemieccy” zydzi czesto dopiero od nazistow dowiedzieli sie,ze sa zydami

    polecam Wam

    Victor Klemperer
    „Tagebuch 1918-1932” i „Tagebuch 1935-1945”

    sa tez po polsku

    lekko deszczowy berlin zyczy Wam slonca :D

  12. andsol said

    @mona, na temat Stalina i Gruzinów,to nieźle znana końcówka wiersza Osipa Mandelsztama (zaczynającego się słowami: Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi</i): Miodem kapie każda nowa śmierć / Na szeroką osetyńską pierś. Cytuję za londyńskim wydaniem z 1977 opracowanym przez Barańczaka. Ale oczywiście to nie ma znaczenia. Dzierżyński i Trocki też byli utalentowanymi chłopakami.

  13. Mona said

    @andsol: „Мы живем, под собою не чуя страны…” napisał Mandelsztam jesienią 1934 roku. W maju 1935 roku udał się na niekończącą wycieczkę która zakończyła się w okolicach Władywostoku, wycieczkę z której już nie powrócił. Dlaczego zrobił ze Stalina Osetyńca trudno dociec. Panieważ wiersz został opublikowany a opisywana dominująca postać jest wąsata – to może myślał, że wystarczy zmienić narodowość aby nikt nie mógł się przyczepić? Bucharin jeszcze mógł pomóc a rok 1935 się nie zaczął. Tak można się było tragicznie pomylić.

  14. andsol said

    @Mona: z uznaniem czytam Twoją interpretację sugerującą, że Mandelsztam próbował grać z Organami w kulki. To ma urok a kto wie czy i nie jest prawdą. Bo wielu inteligentów myślało sobie, że m ogło przechytrzyć Organy i kończyło pod Władywostokiem…

  15. cyncynat said

    ” Panieważ wiersz został opublikowany …”

    jakie to trzeba miec wyobrazenie o tamtych czasach, by myslec, ze ten wiersz mogl byc opublikowany?

  16. telemach said

    @mona
    @cyncynat

    Mona, Cyncynat zwraca tutaj uwagę na Twoją niewątpliwą pomyłkę. Po raz pierwszy wiersz ten został oficjalnie opublikowany w antologii poezji „Strofy Wieka” w 1995 (Строфы века. Антология русской поэзии. Сост. Е.Евтушенко.Минск, Москва: Полифакт, 1995). Tego samego roku ukazało się również pierwsze, pełne wydanie wierszy.
    Z aresztowaniem Osipa Mandelsztama związana jest cała masa legend i nieporozumień ale pewne fakty nie zdają się nie ulegać wątpliwości. Ostatnia publikacja Mandelsztama „na wolności” to opublikowana w listopadowym numerze Swiezdy słynna „Podróż do Armenii”. W tym samym miesiącu miał Mandelsztam napisać również wzmiankowany wiersz zwany raczej mylnie przez historyków literatury „16-linijkowym wyrokiem śmierci”. Oficjalnym powodem aresztowania Mandelsztama w maju 1934 roku nie był bowiem kursujący w odpisach i powtarzany „z pamięci” wiersz, lecz właśnie „Podróż do Armienii” a konkretnie fragmenty tejże z zawartymi w opisie podróży zawoalowanymi aluzjami do tragedii kolektywizacji. W trakcie przesłuchań Mandelsztam miał jakoby zostać zmuszony do wyrecytowania wiersza z pamięci i przyznania się do swego autorstwa. Odpis wiersza znajduje się w każdym razie w aktach przesłuchań.
    Cała sprawa jest jednak – jeśli wierzyć Achmatowej i wspomnieniom Nadieżdy Mandelsztam nader niejasna. Pierwsze aresztowanie M. nie kończy się wyrokiem. Przypuszczalnie w wyniku decyzji samego Stalina, po interwencji Bucharina zostaje on co prawda nakazem administracyjnym skierowany (zesłany) do obozu w Czedrynie – po przybyciu jednak nakaz zostaje zmieniony i Mandelsztam może sam wybrać nowe miejsce zamieszkania poza Moskwą. Wybiera Woroneż w którym powstają nie opublikowane za jego życia lecz ocalałe „Zeszyta woroneskie”. Powody drugiego aresztowania w maju 1937 roku nie są znane. Był to szczyt czystek. Prawdopodobnie zatem powodów nie było żadnych. Bucharin popadł w ostateczną niełaskę i oczekuje na proces. Mandlsztam trafia do obozu „Drugaja Rieczka” gdzie oficjalnie umiera w 1938 roku na „atak serca” a w rzeczywistości najprawdopodobnie zdrowotnie wyniszczony na tyfus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: