Opis zwycięstwa

Marzec 22, 2009

Gdyby dręczony potwornym kacem generał Oskar Potiorek nie spędził wieczoru na pijatyce w klubie oficerskim, a potem w burdelu otyłej Madame Sbebetowic,  lecz jak Pan Bóg przykazał, a zdrowy rozsądek podpowiadał, na łonie rodziny, wypadki potoczyłyby się z pewnością zupełnie inaczej. Ale spędził i teraz wszyscy byli wściekli, najbardziej zaś Rummerskirch, który po wizycie w ratuszu zastąpił Leopolda Loykę za kierownicą krowiastej limuzyny Gräf-Stift. Potiorek już trzy razy zmienił swe instrukcje dotyczące trasy przejazdu do leżącego na drugim końcu miasta lazaretu, w którym na niezapowiedzianą wizytę Arcyksięstwa oczekiwał poraniony odłamkami rzuconego przez terrorystę granatu Merizzi. Gdy w końcu kolumna pojazdów osiągnęła i pokonała Latinsky Most, skołowany zupełnie Rummerskirch, miast pojechać prosto, skręcił  w prawo, w ulicę Franciszka Józefa. Zauważywszy swą pomyłkę zatrzymał automobil i – przy akompaniamencie rzucanych półgłosem przekleństw Potiorka i pełnego irytacji posapywania Jego Arcyksiążęcej Mości – wrzucił wsteczny bieg, rozpoczynając w sposób nacechowany nieudolnością będącą przekleństwem ludzi niepewnych, mozolny manewr cofania. Być może, gdyby za kierownicą siedział dowiadczony Loyka, wszystko zakończyło by się  pomyślnie, nie obeznajomiony jednak z wymaganiami limuzyny Rummerskirch wszystko pomylił i, przy akompaniamencie przeraźliwego zgrzytu umęczonej skrzyni biegów, najzwyczajniej zadławił silnik. Od strony stojących na trotuarze gapiów rozległy się szydercze śmiechy i gwizdy. Na czole  generała Potiorka pojawiły się grube krople potu, a twarz arcyksięcia oblała się purpurą.

Szczęśliwym trafem szybko znalazło się kilku wiernych monarchii przechodniów gotowych popchnąć unieruchomiony automobil. Dołączył do nich młody, cherlawy człowiek ze śmiesznym wąsikiem, do tej pory obserwujący scenę z zalanego słońcem tarasu leżącej parę metrów dalej kawiarni Moryca  Schillera.

Wspólnymi siłami udało się wreszcie nawrócić pojazd i uruchomić silnik. W momencie gdy limuzyna nabierała rozpędu, Zofia (dla jednych Chotek, a dla innych księżna von Hochenberg)  zdołała jeszcze obdarzyć młodego człowieka w wyświechtanym ubraniu  pełnym wdzięczności spojrzeniem.

Gawrił Princip odprowadził znikającą w perspektywie ulicy limuzynę wzrokiem i skierował swe kroki w stronę tarasu kawiarni gdzie oczekiwał go napoczęty uprzednio sandwicz.  Po drodze, mijając kosz na śmieci, pozbył się bez żalu zawiniętego w brudną chustkę do nosa nowiutkiego browninga model FN 1910. Upalne popołudnie 28 czerwca 1914 roku dopiero się rozpoczynało. Gawrił cieszył się na nadchodzący, ciepły wieczór. Nudny, spokojny wieczór spędzony przy dźwiękach bośniackiej kapeli, misce z okraszoną smalcem kaszą i szklance chłodnego piwa.

Odpowiedzi: 19 to “Opis zwycięstwa”

  1. MR said

    Historia kontrafaktyczna.
    Dzieje są ciągiem zazębiających się ciągów przypadków. Można założyć że istnieją punkty w których spotyka się wiele takich ciągów, które w decydujący sposób motywują kolejne ciągi przypadków.
    U niektórych pisarzy SF przeszłość można zmienić wyjmując jeden klocek z układanki, u innych przeszłość ma zdolność do samoleczenia o ile klocek, który wyciągamy nie jest zbyt wielki. Wtedy mogłoby następować rozszczepienie czasoprzestrzeni, tworzenie równoległej rzeczywistości. Ale kto wie :)

    Takie historie to zawsze piękny materiał literacki. Ciekawe jak rozwijałaby się kultura i cywilizacja Europejska gdyby nie wybuchła IWW. Zapewne w wybitym w rzeczywistości pokoleniu francuzów pojawiłoby się kilku wielkich pisarzy, kilku genialnych malarzy i wynalazców… podobnie z innymi krajami uczestnikami wojny. Może nawet utrzymałby się carat w Rosji.

    Piękne gdybanie, dla stworzenia spójnego modelu polityczno-ekonomicznego wymaga jednak dużej wiedzy ogólnej lub zespołu ekspertów z różnych dziedzin. Niemniej w wąskim zakresie takie opowieści są miłe dla umysłu.

  2. Trzeci said

    Chociaż moja nie-wiedza historyczna nie pozwala mi się odnieść merytorycznie do tekstu, spieszę nadmienić, że całość, jak zawsze, wciąga i pochłania.

  3. Bohdan14 said

    To jest po prostu niesamowite.

  4. fren said

    Tak, niesamowite. Ciekawe, a gdyby tak, zamiast zgwałcić i ośmieszyć Pauzaniasza, po prostu go zabito? Może Filip żyłby ze 20 lat dłużej, a Aleksander wszedł w wiek dojrzały i straciłby zapał do podbojów? Pewnie nie wykształciłaby się kultura hellenistyczna i kto wie, może nie Rzym, a Persja wyrosłaby na światową potęgę, albo Fenicja, albo jeszcze jakiś inny lud, dopiero kiełkujący na scenie? Taak, bardzo ciekawe. Co by było gdyby? Ulubiona zabawa dzieci.

  5. pak4 said

    Czyli zamach się odbył, bo Gawrił Princip jako serbski nacjonalista jadł kanapkę, a nie — jak anglofil — sandwicza?

  6. bebebetter said

    Nie każde ogniwo łańcucha jest tak samo ważne. Dla życia samego Gawriła może alternatywny bieg zdarzeń oznaczałby odmianę, ale dla dziejów świata? Mam wątpliwości. Wydaje mi się, że był on ogniwem, które łatwo mozna było zastąpić innym ( np. jednym z jego pozostałych kolegów gruźlików). Ponadto wysoce prawdopodobne wydaje mi się, że w zamian zamachu na arcyksięcia wynaleziono by inny pretekst do rozpętania piekła wojny światowej. W tamtym momencie sytuacja chyba była już zbyt mocno zdeterminowana.
    Ale może się mylę, a może Twoja myśl, Autorze,nie pobiegła aż tak daleko?
    Tak czy tak – sympatycznie napisane, ale jeśli mogę wrzucić kamyk, albo raczej życzliwą uwagę – za dużo akompaniamentu się chyba wkradło w dwóch sąsiadujących ze sobą zdaniach :-)

    I jeszcze jedno – ludzie niepewni siebie są nieudolni tak samo wyraźnie jak pewni siebie bezczelnie sprawni w swych ruchach ;-) Jedno i drugie bywa irytujące ;-)

  7. Mona said

    @bebebetter: nie mnie przy świetle lampki rozstrzygać co autor miał na myśli. WIdzę to tak: co prawda wyjęcie jednego kamyka z ułożonej w przeszłości wieży klocków niczego nie zmienia, nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego na ile historia uległa ona zmianie bo ktoś spontanicznie zrezygnował z obłędu, agresji, zemsty, fanatycznego upierania się przy własnej, jedynie słusznej racji. Nie wiemy ilu prezydentów nie zastrzelono a bomb nie rzucono bo ktoś zdobył się na ludzki odruch, poniechał szczękościsku, machnął ręką, uśmiechnął się i poszedł na piwo pozostawiając maniakom podpalanie świata.
    Nasze myślenie o historii jest zdeterminowane wiedzą o tym wszystkim co się zdarzyło. Dlatego szukamy w oparciu o tę właśnie wiedzę potwierdzenia że tak być musiało.

  8. bebebetter said

    @mona

    nie ma o czym gadać, bo widzę to bardzo podobnie do Ciebie. W tym, co napisałam odniosłam się do tej konkretnej sytuacji, ale ja mam podobno ścisły umysł, dlatego mam trudności czasem z patrzeniem szerzej ;-)
    Ale uważam „gdybanie” w tej dziedznie za absolutnie konieczne.

  9. Najzabawniejsze jest to, że nigdy nie wiemy, co by było gdyby, a jednak bawimy się dalej :)

    Fenomenologia przypadku?
    Kolejne ćwiczenie w probabilistyce?
    Wróżenie z fusów historii?
    Rozwalanie determinizmu?

    Or… just mind games? :)

  10. bebebetter said

    Ja nie wiem, Logosie. Ale świadomość, ile alternatyw sie nie zrealizowało i jak czasem od drobnego elementu to zależy, pozwala wg mnie widzieć alternatywy w teraźniejszości.

  11. Powiem więcej – nie tylko nie wiemy, co by było gdyby, ale nie wiemy też co po prostu „było”. Właściwie to wiemy tyle ile doświadczymy, a czasem to nawet i nie tyle.
    Dlatego takie wesołe, intelektualne igraszki są jak najbardziej wskazane – rozważamy jedną z bardzo prawdopodobnych wersji, a to, która jest oficjalnie uznana za prawdę, leży tylko w gestii propagatorów i autorytetów.
    A tak na marginesie, to słyszalam kiedyś, że Ferdynand żył po swojej oficjalnej śmierci jeszcze 20 lat – tyle, że nudził się straszliwie ;)

  12. Bellatrix said

    Nie dziwię się, że pan Princip zrezygnował. Też bym to zrobiła, gdybym zauważyła, jak władza cesarska jest słaba, skoro nawet porządnego szofera nie ma. Po co zabijać (i tym samym stworzyć legendę arcyksięcia, jednocześnie osłabiając swoją pozycję w opinii międzynarodowej). A nie lepiej skandal? Niech się ośmieszy, skompromituje, niech sam sobie (z cichą pomocą) założy stryczek na szyję. Ewentualnie skrytobójstwo, jeśli do śmierci dojść musi. Taka jest moja hipoteza.
    Co by było, gdyby? Wspaniała zabawa, przesuwanie klocków, gdybanie. I tutaj muszę się zgodzić z Babetter: do wojny by doszło. Nie chodzi mi nawet i o sam zamach, bo to kosmetyka. To nie było tak, że świat się obudził 28 czerwca 1914 roku i stwierdził, że czas do wojny. Napięcie wzmagało się latami, przybierało różne formy, różne koalicje. Te animozje ciągnęły się od… no, jakby się dobrze zastanowić, to pewnie od czasów Franków i plemion Germańskich, może trochę później…
    @annamotreanu
    Co do zagadkowych śmierci: podobno Napoleon został otruty. Czytałam w jednej (pseudo)historycznej książce ciekawe wywody na ten temat, nawet składne. Problem polega na tym, że w 2007 chyba roku przeprowadzono badania z użyciem najnowszych technologii i wiemy, że zmarł na złośliwego raka żołądka z przerzutem do wątroby.
    Co do prawd, które są uznawane w zależności od propagatorów: tak wyniesiono Słowackiego na ołtarze narodowej poezji, bo jeden polityk popierał Mickiewicza, a drugi chciał dla niego przeciwwagi, w ramach czysto politycznej rywalizacji. Za to w historii przeważają skrótowce, wypaczające obraz danej epoki, czy też nawet jeden pojedynczy epizod. W szkołach uczy się dzieci „na pewniaka”, a potem na studiach dziwią się, bo historia pierwszych Piastów to jedna wielka niewiadoma, w przeciwieństwie do zawartości wszystkowiedzących podręczników szkolnych… ech…
    Pozdrawiam!

  13. Torlin said

    Na pewne procesy historyczne mają oczywiście wpływ jednostki, ale nie w tym momencie. Oddanie strzału, lub nie, nie miało żadnego znaczenia. I Wojna Światowa i tak by wybuchła.

  14. pak4 said

    Torlinie:
    Czytałem kiedyś „Drednoughta” — bardzo ciekawa lektura. Autor twierdzi, że już wcześniej były krysyzy, które mogły skończyć się wojną światową. To, że udało się im zapobiec, sprawiło że przy kolejnym — tym ‚sarajewskim’ już zabrakło politykom czujności.
    Czy wojna wybuchłaby? Bardzo możliwe. Ale nie jest to pewne. W tym potrzeba było kilku osobowości — choćby bardziej od Gawriła Principa — Wilhelma II.

  15. Archeopterix said

    Czy wojna by wybuchła? Bellatrix ma zapewne rację, wybuchłaby bo wszyscy bez wyjątku jej pragnęli. Ale co by się stało gdyby wybuchła rok później? I przy jej odmiennym przebiegu austryjacki kapral z wąsikiem wlazłby dajmy na to na minę na froncie wschodnim, zamiast doznać lekkiego zatrucia na zachodnim? Wiem że to gdybanie, ale nie potrafię sobie wyobrazić takiego samego przebiegu historii w tym przypadku.

  16. telemach said

    Torlinie, jasna sprawa że by wybuchła bo świat z wielu powodów djrzał do światowej próby sił. Jak trafnie jednak zauważyli Bellatrix i Archeopteryx, nie wiemy czy do takiej samej. Nie wiemy czy byłaby to I Wojna Swiatowa. Wojny światowe zaczęto numerować dopiero po wybuchu drugiej. I nie wiemy jaki byłby jej przebieg. Ani czas trwania. Ani nawet wynik. Najprawdopodobniejszy byłby z perspektywy czasu na początek konflikt niemiecko-brytyjski a nie scenariusz bałkański. A to byłaby jak przyznasz całkowicie inna bajka.

    @Mona: czy nasze myślenie o przeszłości zdeterminowane jest poprzez tę przeszłość właśnie czy też raczej na odwrót: sposób naszej percepcji historii wynika z naszego obecnego sposobu myślenia, jest zagadnieniem o które spierają się całe rzesze historiozofów od Tukidydesa poprzez Croce i Sprenglera aż po Toynbee ego i Fukuyamę.
    Jeśli Cię interesuje, polecam:
    1. Leon Askenazi, „La Parole et l’Écrit” Albin Michel” 1999.
    2. Hans Blumenberg, „La Légitimité des temps modernes” Gallimard, 1999.
    3. Paul Ricoeur „Time and Narrative” University Of Chicago Press, 1990.

    Szczególnie ta ostatnia pozycja jest kluczowa.

    @Pak: Istotnie, trudno się oprzeć wrażeniu że Wilhelm II przewodził od 1905 armii wariatów zmierzających do wojny. Dziwne, szczególnie na powiązania rodzinne i paradoksalnie nagrodzone później dożywotnim rąbaniem drewna w Holandii.

  17. „Wojny światowe zaczęto numerować dopiero po wybuchu drugiej. I nie wiemy jaki byłby jej przebieg. Ani czas trwania. Ani nawet wynik.” A gdyby Adolf Hitler dostał się do Akademii Sztuk Pięknych i został wielkim malarzem, to … A gdyby dwaj bracia-bliźniacy kontynuowali w swoim czasie karierę filmową i spełnili swoje chorobliwe ambicje, to … wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Co niekończenie oznacza „lepiej”, bo lepiej – a) ale dla kogo? b) co to konkretnie oznacza „lepiej”…?

  18. Bohdan14 said

    „Lepiej” oznacza w tym wypadku dokładnie to, co miałeś kosmito na myśli pisząc: „…wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Co niekończenie oznacza “lepiej”.
    Obowiązek zdefiniowania pojęć używanych w dyskusji spoczywa na tym kto pojęcie do dyskusji wprowadza. To są podstawy retoryki.

  19. Dzięki, postaram to sobie zapamiętać.

    „Obowiązek zdefiniowania pojęć używanych w dyskusji spoczywa na tym kto pojęcie do dyskusji wprowadza. To są podstawy retoryki.”

    Znam jeszcze z mediów parę innych osób, którym bardzo by się taka lekcja przydała :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: