Hagiografia: Swięty Szczepan

Luty 23, 2009

Swięty Szczepan jest świętym wyjątkowym. Pierwszy męczennik Chrześcijaństwa zasługuje na naszą szczególną uwagę. Przypatrzmy mu się zatem bliżej bo warto. Myliłby się ten, kto by sądził, że nasz Szczepan – zwany dalej dla ułatwienia studiów porównawczych Stephanosem – zawdzięcza swą palmę męczeństwa i tytuł świętego nienawistnym poganom, którzy uwzięli się na zwolenników religii opartej na miłosierdziu i miłości bliźniego. Było zupełnie inaczej i z perspektywy czasu raczej śmiesznie.

Stephanos był nieomal rówieśnikiem Chrystusa, rok młodszy od Nazareńczyka, przeżył go jednak jedynie o lat kilka. Zadbała o to gmina braci w wierze. A było tak:

Po śmierci Jezusa, malutka gmina chrześcijańska postawiła sobie za punkt honoru, obok głoszenia sławy Pana, opiekę nad potrzebującymi ze szczególnym uwzględnieniem nędzarzy, chorych, wdów i sierot. Opieka polegała na wspomaganiu takowych dobrym słowem a także uczynkiem. Mówimy tutaj o dobrach materialnych, sprawa jest raczej jasna i nie ma powodu aby owijać ją w bawełnę. W krótkim czasie doprowadziło to niebywałego wzrostu popularności Chrześcijaństwa, szczególnie wśród chorych nędzarzy oraz obdarzonych licznym potomstwem wdów. Te akurat garnęły się do nowej religii że aż ho. Gmina, a szczególnie stojący na jej czele Apostołowie staneli w obliczu sytuacji kryzysowej, której niełatwo było sprostać. Rysowała się groźba rozłamu: frakcja judeoaramejczyków posiadała zupełnie inne wyobrażenia na temat priorytetów i misji chrześcijaństwa niż judeogrecy. Istotą kontrowersji było czy Apostołowie powinni poświęcić w pierwszej kolejności zagadnieniom krzewienia wiary czy też raczej praktykowaniu miłosierdzia. Rzesza potrzebujących skłaniała się ku drugiemu wariantowi, Apostołowie preferowali pierwszy. Istotne też było, komu należy się więcej miłosierdzia: wdowom oraz sierotom aramejskim, czy też raczej judeogreckim. Aby uniknąć rozłamu, zwołano walne zgromadzenie chrześcijan i wybrano z łona obu frakcji siedmiu diakonów, których zadaniem była troska o nędzarzy, wdowy i sieroty, Apostołowie mogli w końcu odetchnąć i zająć się chwaleniem Imienia Pańskiego. Jednym z diakonów był nasz Stephanos, jak imię wskazuje mąż o greckim rodowodzie, wybrany w celu reprezentowania judeogreckich wdów i sierot. Te bowiem czuły się dyskryminowane, twierdząc że datki i zapomogi płyną raczej w kierunku zupełnie niewłaściwym, czyli nędzarzy aramejskich.
To właśnie z grupy podopiecznych Stephanosa rozczarowanych niewystarczającą ich zdnaiem opieką wypłynął donos do Synhedrynu jakoby nasz miły diakon miał powiedzieć, iż Chrystus miał jakoby z całą pewnością powiedzieć iż Swiątynię Jerozolimską należy zburzyć. Coś takiego i jeszcze kilka innych ciekawostek w tym stylu mających doprowadzić Synhedryn do białej gorączki. Stephanosa wezwano przed oblicze i zadano mu jedno jedyne pytanie, a mianowicie, czy zarzuty mają odbicie w rzeczywistości. W odpowiedzi Stephanos zaczerpnął oddechu i wygłosił zawiłą mowę obrończą trwającą dwa dni z której nikt niczego nie zrozumiał. Byłaby to sprytna taktyka, gdyby jakieś licho nie pokusiło naszego diakona aby – gdy główne niebezpieczeństwo zdawało się być zażegnane – wznieść nagle oczy ku niebu i zawołać: „Widzę jak otwiera się niebo a syn człowieczy stoi po prawicy Pana!”. Każdy może mieć chwilę słabości. Synhedryn potrzebował kilku sekund na skazanie Stephanosa na zwyczajowe w takim przypadku ukamieniowanie. Nadzór natychmiasowego wykonania powierzono młodemu, zaangażowanemu człowiekowi o imieniu Saulus, znany zapewne większości polskich czytelników pod pseudonimem Szaweł. Z obowiązku wywiązał się Saulus przykładnie, dbając o wystarczającą ilość kamieni, chętnych do rzucania, a nawet samemu rzucając. Nie wiemy czy trafił i czy jego rzut był rozstrzygający. Gdyby jednak tak było, to byłby to ciekawy przyczynek do historii chrześcijańskiej martyrologii. Saulus przeszedł do historii jako Swięty Paweł, Ojciec Kościoła, ten od podróży misyjnych i listów. Zestawienie – wśród jego rozlicznych zasług – obok sławiącej potęgę miłości pieśni zawartej w „Liście do Koryntian” również celnych rzutów kamieniami, których wynikiem był pierwszy męczennik kościoła może wprawić i wprawia w zadumę.
W rozlicznych pismach Sw. Pawła na próżno szukać wzmianki o onegdaj ukamieniowanym przezeń Stefanosie. Pamięć bywa zawodna, szczególnie jeśli chodzi o błędy młodości.

Dalczego Sw. Szczepan został patronem bednarzy, woźniców, murarzy, tkaczy, krawców i cieśli pozostanie tajemnicą tych, którzy na ten pomysł wpadli. Skierowane do niego modlitwy pomagają jak ręką odjął w przypadku napadu szału, bólów głowy i ataków kamicy nerkowej.

About these ads

Odpowiedzi: 48 to “Hagiografia: Swięty Szczepan”

  1. pak4 powiedział/a

    Niezupełnie. Św. Paweł przyznaje się, że był i wcześniej gorliwy dla Pana, tyle że inaczej to rozumiał…

    PS.
    A propos świętego — pamiętam Persa we Francji, który nie mógł wyjść ze zdumienia dlaczego na mieszkańców St. Etienne mówi się ‘stefanowie’ (stephanoix — jak pisze z pamięci, z poprawką na nieznajomość francuskiego).

  2. telemach powiedział/a

    Pak, nie dziwi Cię to?. Uczestniczyć w tak ważnym wydarzeniu jak męczeństwo pierwszego Swiętego kościoła i skromnie pominąć swą rolę bądź zapomnieć o tym? Mnie zdziwiło.

  3. bebebetter powiedział/a

    Jestem zdania, że skromnie pominął. Skromność jest cnotą, czyż nie? ;-)
    Adolf Eichmann próbował skromnie pominąć swój udział w Ostatecznym Rozwiązaniu przed sądem w Jerozolimie, mówiąc, że brali w nim udział ważniejsi od niego, więc cóż on mógł. Hannah Arendt nazwała go ofiarą skromności. Nie pierwszą i nie ostatnią. Nie wiem czy miała na myśli Pawła, ale mnie od przyszedł teraz do głowy. Może zbyt drastyczne skojarzenie, ale jakoś mnie tak ta skromność skierowała w tę stronę.

  4. monades powiedział/a

    @bebebetter: ja tam nie wiem. Gdy mysle o Eichmannie nie przychodzi mi do glowy Swiety Pawel czyli ze porownanie ryzykowne, nie sadzisz?

  5. bebebetter powiedział/a

    @monades
    Ja tam też nie wiem. Porównanie pewnie nawet nie na miejscu. To tylko skojarzenie. Tamten skromnie mówił “kim byłem aby sprzeciwiać się zdaniu mądrzejszych, większych ode mnie?” A ten skromnie milczał. Ot tak. Czy to taki mechanizm, aby uporać się z własnym sumieniem? Umniejszyć swój udział? Zobaczyć to inaczej?
    Ja tam też nie wiem. Ale to chyba daleki margines całej sprawy ze Św. Pawłem.

  6. Babilasy powiedział/a

    Ciekawostką jest to, że Synhedryn wykorzystał fakt chwilowej nieobecności rzymskiego prefekta (Pontius Pilatus zakończył właśnie kadencję a jego następca jeszcze nie przybył) do wydania wyroku bez kontrasygnaty. Owe kamieniowanie w wersji de Cortony (wisi w Ermitażu) to wyjątkowo mało dynamicznie wygląda (nie wiem, jakie kody lubi wordpress dla wstawiania linków, więc pozostawiam zainteresowanym znalezienie obrazów). Więcej emocji jest u Rembrandta, za to u Rubensa nastrój psuje ten aniołek z wieńcem męczeństwa w trybie “instant reward”, poza tym ci kamieniujący to wyglądają jak Tytani walczący z Olimpijczykami. U Annibale Carraciego z kolei jest spory bałagan kompozycyjny, ale za to kamienie największe. Carpaccio natomiast zrobił politgramotę w odcinkach (kamieniujący w turbanach). Ale za to pełna uroku historyjka, jak to się święty Wawrzyniec posunął, żeby w krypcie rzymskiego San Lorenzo fuori le Mura zrobić miejsce koledze jest wręcz wzruszająca.

    Aha, a tą kamicą nerkową, to nawet pewien związek jest. Gdyby pójść dalej tym tropem, to i z murarzy trzebaby zrobić kamieniarzy.

  7. Mag powiedział/a

    Lepszy taki święty od beczek, niż żaden. Zawsze to jakaś idea ;]

  8. andsol powiedział/a

    Telemachu, zaniepokoiło mnie, że nie rozumiem kluczowego słowa. Wydaje się, żeś w epokę stosownie wtopiony, poucz: kiedy zaczęło się określanie kogoś jako świętego? I co to wówczas znaczyło? W szczególności: ile czasu minęło między ukamieniowaniem a uznaniem jego świętości?

  9. Logos Amicus powiedział/a

    Telemachu Drogi,
    przypominam sobie, jak kiedyś, w jednej z chicagowskich garkuchni, popijaliśmy sobie z Andrzejem Mleczko golonkę piwem. Na moje pytanie o źródło twórczych popędów, Mistrz odpowiedział:
    “A co mnie to obchodzi, czy ktoś napisał dobrą książkę ślęcząc w bibliotece, modląc się na klęczkach, czy też grzejąc wódę, balangując i pieprząc przy tym panienki – każdej nocy inną !?”

    Wprawdzie niezbyt harmonijnie koresponduje ta odzywka z poetyką “Hymnu o miłości” Św. Pawła, to jednak porusza coś istotnego, jeśli chodzi o proces twórczy, czy też o wartościowanie dzieła artysty poprzez pryzmat moralnej oceny jego życia.

    Telemachu, nie podzielam Twoich – wybacz, że tak to nazwę – insynuacji,które każą kwestionować moralną weryfikowalność słów Szawła, zważywszy na jego przeszłość (Dajesz mocny przykład w jego domniemanym uczestnictwie w ukamienowaniu Św. Szczepana (proponuję jednak trzymać się tego imienia, bo tak funkcjonuje ono w niemal wszystkich pismach kościelnych… i nie tylko).

    Chcę również zaznaczyć to, że nie jest do końca pewne, czy “Hymn” został napisany przez Św. Pawła, ani też to, czy Szaweł rzeczywiście brał czynny udział w tym ukamienowaniu męczennika (które zresztą było wykonaniem, zgodnego z ówczesnym prawem, wyroku Sanhedrynu… choć ponoć bez kontrasygnaty :) ).

    Pewne jest natomiast to, że słowa “Hymnu i miłości” towarzyszą ludziom od blisko dwóch tysięcy lat, mocno na nich oddziaływując.

    Jakie znaczenie może mieć przy tym to, kto jest ich rzeczywistym autorem, jakim był on człowiekiem, jaką miał przeszłość, w jakich okolicznościach je napisał?

    Ważna jest moc tych słów – tu i teraz! Siła trafienia w ludzkie serce.

    Ponadto: jeśli już przyjmiemy że “Hymn” napisał Św. Paweł, i jeśli już zaczniemy brać pod uwage jego przeszłość, to, moim zdaniem, słowa te nabierają w tym kontekście dodatkowej mocy i wiarygodności.
    Przecież nawrócenie Szawła w drodze do Damaszku jest wręcz jednym z kamieni milowych nowożytnej cywilizacji Zachodu – symbolem moralnego wstrząsu, który prowadzi do ekspiacji; dowodem na ludzką zdolność do przemiany swojego życia, (nawet osobowości), odkupienie grzechów, wkroczenie na droge cnoty… (celowo używam tych słów, które jednak w dalszym ciągu mają dla wielu ludzi wartość i nie wydają się im jeszcze śmieszne :)

    Koniec końców, przeszłość Św. Pawła jako człowieka złego (bo był prześladowcą pierwszych Chrześciajan) jest wszem i wobec znana, rzec można – ikoniczna. Tym bardziej cenione jest dobro, które później czynił – a jego listy mogą być wysłuchiwane z należną im uwagą i przejęciam.

    Dzięki Bogu i poecie za lirykę i piękno “Hymnu o miłości”

  10. telemach powiedział/a

    Drogi Logosie, naturalnie masz rację, Stephanos (Στέφανος) powinien się tutaj w polskim tekście nazywać Szczepan, korzystałem ze źródeł w kilku językach lecz nie w języku polskim – to mnie zwiodło na manowce. Dziękuję za wskazówkę, poprawię.
    A reszta Twego interesującego nad wymiar komentarza zasługuje na równie staranną i rzetelną odpowiedź. A może nawet na nowy wpis. Bo temat odpowiedzialności za własną przeszłość i i granic prawa do swobodnej ekspiacji jest tematem fascynującym. Za słowo “insynuacje” nie obrażam się – użycie terminu może być uznane za zasadne jeśli przyjmiemy Twój tok rozumowania. Czego ja jednak nie mam zamiaru czynić. ;-)
    Pozdrowienia

  11. telemach powiedział/a

    Andsolu – tego nie wie dokładnie nikt.

    Zanim watykańska biurokracja zagwarantowała sobie monopol na kanonizację (jak również handel relikwiami) lud gminny sam kreował świętych. Jeśli wierzyć Sw. Augustynowi (p. opis pogrzebu matki Augustyna i jego uwagi dotyczące ceremonii pogrzebowych pierwszych Chrześcijan w “Confesiones”) instytucja Swietych znana byla juz w 5 wieku n.e. Początki sięgają jednak podobnież obyczajowości funeralnej pierwszych Chrześcijan, którzy zwykli spotykać się w rocznicę Smierci męczeńskiej u grobu zmarłego aby go uczcić i spożyć wspólnie posiłek. Potem, gdy relikwie nabrały wartości materialnej i nie były bezpieczne na cmentarzach, przenoszono je do kościołów i chowano najczęściej pod ołtarzem świątyni, również uroczystości coroczne ku czci męczennika przeniosły się do kościoła nabierając coraz więcej znaczenia i splendoru. Podobnie jak poświęcony mu dzień.
    Pierwsza oficjalna kanonizacja rozumiana jako akt urzędowy została po raz pierwszy przeprowadzona w znanej nam obecnie formie 3. lutego 993 roku (według juliańskiej rachuby czasu) przez Jana XV i dotyczył Ulricha von Habsburg (Ulryk z Augsburga drogi Logosie. Była to kanonizacja “po znajomości” (rodzina cesarska była zainteresowana posiadaniem w swym gronie prtawdziwego świętego, papież wyszedł ochoczo naprzeciw). W owym czasie było jednak już świętych od groma.
    Nawiasem mówiąc walki kompetencyjne pomiędzy biskupami a kurią papieską o prawo do wyłączności kanonizacji trwały aż do XVI wieku – był to w przemysł tak intratny, że każdy książę kościoła chciał móc “robić” świętych.

  12. telemach powiedział/a

    @Babilasy: witam i czuję się zaszczycony

  13. pak4 powiedział/a

    Wikipedia podaje, że już w księgach Starego Testamentu mamy odniesienia do ‘świętych’ — są to żyjący, ale przykładnie. Cytuje się nawet listy św. Pawła na poparcie wykorzystania tego słowa za jego życia.

    Co do samego Szawła z Tarsu i tematu — unikanie rozliczeń z przeszłością wydaje mi się raczej normą, a publiczne bicie w piersi i rozpamiętywanie własnych win — wyjątkiem. Wydaje się, że model podejścia do religii Pawła pozostał ten sam i przed i po. On zmienił raczej stronę konfliktu niż siebie.

  14. Logos Amicus powiedział/a

    Telemachu, sam w jednym z komentarzy na mojej stronie napisałeś:
    “‘Hymn o miłości’ (jest) przepiękny, niepowtarzalny…”
    Czyli co… jeśli Św. Paweł okazałby się sukinsynem, to hymn ten przestałby być “przepiękny” i “niepowtarzalny”?

    A z tego co wiemy, Św. Paweł sukinsynem raczej nie był… w każdym razie tak było po wstrząsie, jakiego doznał w drodze do Damaszku (był przez kilka dni nieprzytomny). Wtedy stał się innym człowiekiem.
    Należy przecież odróżnić jego zaangażowanie w prześladowanie Chrześcijan, od poźniejszej działalności misjonarskiej, której się poświęcił, wędrując po wielu krajach basenu Morza Śródziemnego.
    Nieszczęsne ukamienowanie Św. Szczepana dzieli od napisania listów do Koryntian 20 lat. W tym czasie Św. Paweł był człowiekiem, który niósł innym dobre słowo, radę, pociechę, ukojenie…
    Tym sposobem Paweł odpokutował za grzechy Szawła, i im zadośćuczynił… choćby przepięknym i niepowtarzalnym “Hymnem o miłości”.

    * * *

    Telemachu, pisanie że: “z obowiązku (nadzoru ukamienowania) wywiązał się Saulus przykładnie, dbając o wystarczającą ilość kamieni, chętnych do rzucania, a nawet samemu rzucając” jest po prostu pomówieniem, bo przecież nie znamy tak naprawdę przebiegu tego zdarzenia.

    Co więc zyskujemy dyskredytując moralną kompetencję Św. Pawła przy pisaniu “Humnu o miłości”?
    Usprawiedliwienie naszego sarkazmu?

    * * *

    PS. Telemachu, jeśli, jak piszesz, nie zamierzasz przyjąć “toku mojego rozumowania”, to jak mamy dyskutować? Czy to nie jest lekceważenie tego, co chcę powiedzieć?
    Przyjęcie toku czyjegoś rozumowania jest bowiem dla mnie warunkiem koniecznym do tego, by kogoś zrozumieć,a przynajmniej, by starać się o to.

    Ja np. jak najbardziej przyjmuję Twój tok rozumowania, tyle, że nie muszę się z nim zgadzać.
    I w tym wypadku się nie zgadzam.

  15. telemach powiedział/a

    Logosie, myślę sobie że to wszystko nie jest takie proste jak by się z pozoru wydawało. Sądzę również, że o wiele nam do siebie bliżej niż przypuszczasz. Tekst ma w istocie – jak zauważyłeś – charakter lekko prowokacyjny. I nie chodziło mi w nim ani o moralny osąd czynu Szawła/Pawła, ani o podważenie niezaprzeczalnego piękna “Hymnu o miłości”. Rozumiem ten tekst raczej jako zaproszenie do refleksji nad kolejnym dziejowym aspektem tego co sam dla siebie nazwałem „Niekończącą się historią ludzkiego szaleństwa”, nad paradoksalnym pomieszania losów i postaw, przyczyn i skutków, nad trudnością a być może niemożliwością sensownych ocen.

    Pomijam już monthypytonowskie niemalże losy gminy chrześcijańskiej w pierwszych dziesięcioleciach jej istnienia – jeśli chcemy być uczciwi to musimy przyznać, że nie wiemy nawet czy Dzieje Apostolskie (w tym przypisywany Sw. Łukaszowi fragment D. App. 8.1-9, w którym poczytać możemy o udziale Szawła w egzekucji Szczepana) nie zostały w znacznym stopniu zełgane w II wieku n.e. Również pisma Pawła – w tym list do Koryncjan – mogły powstać już po jego śmierci i zostać mu wraz z budującą historią o cudownym nawróceniu najzwyklej przypisane przez nadgorliwego skrybę łgającego ku chwale Pańskiej. Dla mnie to wszystko nie jest aż tak ważne. Dla mnie istotny jest archetyp sytuacji, w której ten sam człowiek, z takim samym zapałem i niezachwianym przekonaniem czyni to, co on sam uważa za dobro, a co okazuje się być w zależności od punktu widzenia i historycznej perspektywy albo problematyczne albo najzwyczajniej złe. Chodzi mi o typ człowieka pozbawionego dobrodziejstwa wątpliwości, gotowego poświęcać dla wartości uważanych przez siebie za wyższe, to co jego zdaniem poświęcone być może i nie cofającego się nawet przed udziałem w mordzie.
    Mam z tym poważny kłopot. Z jednej strony widzę w naszym kraju nagonkę na ludzi, którym niezależnie od oceny ich dzieła i dalszego życiorysu, zapalczywi katoliccy talibowie nie są gotowi wybaczyć najmniejszego grzechu młodości. Nawet gdy wynikał on z nieświadomości, niedojrzałości, braku alternatyw lub błędnej oceny sytuacji. Michnik, Bauman, Szymborska, Miłosz, Szczypiorski, Woroszylski. You name it…
    Z drugiej strony zastanawiam się, czy gdyby Eichmann stanął po wojnie na czele założonej przez siebie Amnesty International to czy gotów byłbym przyznać mu prawo do ekspiacji, czy gdyby Beria założył Ligę Humanistyczną to gotów byłbym mierzyć go tą samą miarą jaką zwykliśmy przykładać do Sw. Pawła, aktywnego uczestnika odrażającego mordu na lekko obłąkanym bliźnim mającym “widzenie”.
    Logosie, ja nie znam odpowiedzi na te pytania, ale jak być może zauważyłeś, nie roszczę sobie pretensji do formułowania jednoznacznych i słusznych odpowiedzi i szermowania ocenami. Wystarczy mi, że zastanowię się wraz z innymi, czy niektóre pytania nie powinny być trochę inaczej sformułowane. Stąd też tytuł tego bloga.

    A wracając do Sw. Pawła to ja boję się najzwyczajniej w świecie ludzi przekonanych bezgranicznie o słuszności swych aktualnych poglądów. Najzwyczajniej się ich obawiam. Nieswojo mi się robi gdy widzę gorliwych zwolenników prawdy gotowych zatłuc wpierw kamieniami Chrześcijanina, aby potem z równie fanatyczną gorliwością zacząć budować instytucję kościoła, który po upływie trzech stuleci sam zacznie się przekształcać w bezlitosną machinę niszczącą swych przeciwników lub najzwyczajniej mających odwagę myśleć inaczej. Swięty Paweł jest dla mnie takim właśnie modelowym reprezentantem gorliwego fanatyka. Ktoś potem w imię wyznawanych przez niego dogmatów palił żywcem Katarów i Albigensów, ktoś uruchomił Inkwizycję, ktoś inny napisał z jego imieniem na ustach “Młot na czarownice”. I szczerze powiedziawszy mam takie dziwne przeczucie że Paweł – gdyby żył dajmy na to w Rewolucyjnej Rosji to nawróciłby się ponownie na neandertalski ateizm i propagowałby wieszanie popów i palenie cerkwii. W imię nowej religii której oddałby się z takim samym przekonaniem jak tym poprzednim.

    To wszystko mi się nasuwa i kojarzy gdy widzę gdzieś zachwyt nad „Hymnem o Miłości”. Którym też się zachwycałem i nadal zachwycam.

    A z Andrzejem Mleczko się zasadniczo zgadzam. Do momentu gdy przypomnę sobie że Pol Pot w młodości pisywał podobno całkiem piękne wiersze.

  16. telemach powiedział/a

    Logosie, z tego co widzę pisaliśmy w tym samym czasie – szkoda że nie można usiąść w cieniu palmy przy butelce meksykańskiego piwa i omówić tematu. Serdecznie pozdrawiam.
    T.
    P.S. Albo wyraziłem się niezręcznie albo źle mnie zrozumiałeś. Naturalnie że staram się zrozumieć i uważnie prześledzić Twój tok rozumowania. Argunetując kładziesz jednak moim zdaniem tory, które prowadzą w kierunku, który dla mnie osobiście nie był docelowy. Jesteś w stanie to zaakceptować?

  17. drakaina powiedział/a

    A mnie nieustająco zastanawia jedno, mianowicie dziwna koincydencja znaczenia imienia Στέφανος z funkcją, jaką ta postać z Dziejów Apostolskich ma pełnić w doktrynie… Słowo stephanos znaczy mianowicie wieniec m. in. zwycięski, ale też królewski (w Egipcie ptolemejskim b. powszechnie) niedługo zacznie być używane na określenie “korony męczeńskiej”. Na dodatek imię Stephanos, jakkolwiek zaświadczone jako używane wcześniej, jest rzadkie i nie typowo greckie (nie złożone).

    Nawiasem mówiąc, albo Geza Vermes w wydanej ostatnio książce, albo też któryś inny głośny historyk wczesnego chrześcijaństwa, twierdzi, że pod opowieścią o Stephanosie-Szczepanie kryje się w ogóle rozgrywka między Pawłem z Tarsu a którymś z Jakubów Apostołów (nie pamiętam, starszym czy młodszym) o “rząd dusz”, że się tak wyrażę, i że jest to de facto w związku z tym zmitologizowana i przekręcona opowieść o mordzie założycielskim, dokonanym przez faktycznego twórcę chrześcijaństwa jako kościoła/instytucji na przywódcy innego odłamu.

  18. pak4 powiedział/a

    W nieco innej wersji, ale też się z tym (konfliktem w ramach młodego chrześcijaństwa) spotkałem.

    A poza tym, Telemachu, masz rację. Czytałem jakiś czas temu o praniu mózgów. Taka sobie książeczka, ale poddaje (na przykładach Amerykanów w chińskiej niewoli) podobną myśl — można zmienić przekonania, ale nie sposób ich wyznawania. Sceptyk pozostanie sceptykiem, wierzący — wierzącym.

    Oczywiście, przy św. Pawle nie mamy kwesti ‘prania mózgu’, ale mamy — wskazywane przez niego samego — trwanie przy religijnej żarliwości.

    Co do jego zaś ‘braku wyrzutów sumienia’ — trudno powiedzieć, na ile to brak, na ile strach przed karą — choćby karą miało być postawienie na boku i uniemożliwienie nauczania swojego rozumienia chrześcijaństwa.

  19. andsol powiedział/a

    @pak4: zaskoczyło mnie przed 5 laty spotkanie się z przykładem takiej zachowanej żarliwości, szło o autorstwo głupiego wyrażenia, w które James Randi wrabiał Marka Twaina (spisałem moje rozsupływanie tego kłębka) i okazało się, że przypuszczalnie winnym był pewien Dan Baker, który najpierw bardzo gorliwie wysyłał do piekła niewierzących, a potem jeszcze energiczniej słał do diabła wierzących.

  20. telemach powiedział/a

    Andsol, podążyłem za linkiem. Piękne to. A przy okazji przyjemnie było znów zawędrować do “Sceptic`s Dictionary” I poczytać że nagrody Randiego jakoś nikt jeszcze nie zdobył.

  21. Logos Amicus powiedział/a

    Telemachu,
    przeczytałem nader uważnie Twój komentarz (luty 24,8:04 pm), niezwykle interesujący i uwalniający taką kaskadę wątków i tematów, że nie sposób odnieść się do tego wyczerpująco w kilku zdaniach.

    Zabrzmiało to dość osobiście – niczym coś wrodzaju Twojego credo (może raczej dys-kredo:))

    Widzę pole do szeroko zakrojonej dyskusji…
    Może w końcu uda się nam wyeliminować parę zbędnych pytań?

  22. Roman Czubiński powiedział/a

    Piszesz w jednym z komentarzy, Telemachu, że przy tworzeniu notki posługiwałeś się źródłami spisanymi w różnych językach. Rad bym się dowiedział, jakimi mianowicie.

    Jedno mogę stwierdzić: z całą pewnością nie było wśród nich Nowego Testamentu. Nie znajdują bowiem potwierdzenia w Dziejach Apostolskich informacje, jakoby donos na Szczepana złożyli sami chrześcijanie, a jego mowa miała zażegnać grożące mu niebezpieczeństwo. Nie ma też w stosownym rozdziale Dziejów ani słowa o tym, jakoby Saul miał bezpośredni udział w śmierci Szczepana (pośredni – i owszem). Biblijnej wersji wydarzeń nie streszczam, bo naiwnością byłoby założenie, że jej nie znasz.

    Musiałeś zatem zignorować ją celowo. Dlaczego? Możesz oczywiście oceniać Biblię jako “załganą”, ale rozumując w ten sposób, nie moglibyśmy wierzyć żadnemu źródłu (każde wszak mogło na jakimś etapie powstawania zostać sfałszowane…). Jakkolwiek wydaje mi się, że rozumiem intencję tekstu (refleksja nad fanatyzmem – temat ciekawy i nośny), jednak sposób jego ujęcia pozostawia moim zdaniem wiele do życzenia. Pozdrawiam.

  23. Telemach powiedział/a

    @Roman Czubiński: Dziękuję za interesujący komentarz. Spis źródeł nie jest tajemnicą i chętnie podam. Najwcześniej jednak w poniedziałek ponieważ do tego czasu będę w drodze. Jedno chciałbym jednak już teraz wyjaśnić: Biblii nie oceniam jako “załganej”. Daleko mi od tego. Jest ona dla mnie osobiście jedną z najwspanialszych i najbardziej pasjonujących ksiąg. Nie jest ona jednak dla mnie ostatecznym autorytetem i wyrocznią lecz wytworem ludzkiej wyobraźni o wielu (o czym możemy się przekonać studiując historię doktryn chrześcijańskich) możliwościach interpretacji. Co w żaden sposób nie umniejsza w moich oczach jej znaczenia – ani żalu, że jest ona wśród ogółu chrześcijan, agnostyków i ateistów tak mało znana i tak niebywale rzadko czytana.

  24. Abulafia powiedział/a

    Paweł z Tarsu (Cylicja) odebrał wykształcenie w szkole Hillela. Wiedza, wraz ze znajomością paru języków (w tym greki), pozwoliła mu objąć urząd cesarski z obywatelstwem rzymskim. Zasługi dla dworu cesarskiego znaleźć można w całym NT-szczególnie w Dziejach Apostolskich; 7.58; 8.1; 9.1; 9.21; 22.20 i in.
    Zwróćmy uwagę, że na 5621 wersów NT aż 2003 wersy przypisuje się nieformalnemu 13-mu apostołowi pogan. Dzieje Apostolskie (pierwotnie ,,Dzieła Apostołów”) oraz Listy Pawła ( z których tylko 7 na 13 nie budzi wątpliwości autorstwa) były przykrawane pod Pawła. Redaktorzy oraz kopiści tak cyzelowali teksty, by zdjąć odium nienawiści z prześladowcy chrześcijan.
    Nie na wiele się to zdało. Pamięć niecnych uczynków-szczególnie asysta przy ukamienowaniu Szczepana oraz ,,odprowadzanie w więzach” judeochrześcijan przed oblicze sadów arcykapłanów (Dz. 9.21) -doprowadziły do parokrotnego biczowania, kamienowania i aresztowania Pawła z Tarsu. Nawet gmina jerozolimska pod przywództwem Jakuba zw. Sprawiedliwym nie mogła wybaczyć wysługiwania się rzymianom oraz wrogości wobec Żydów i judeochrześcijan, o czym świadczą uprzedzenia do Pawła podczas tzw. Soboru Jerozolimskiego w 50 r.
    Wg. W.G. Lennox’a ,,padaczka” pod Damaszkiem była reakcja ,,na głos sumienia”. Baigent i Leigh nawrócenie przypisywali efektowi poczucia winy człowieka ,,który uznał, że jego ręce splamiły się krwią”.
    Dodajmy jeszcze credo Pawła przypisujące ,,Łaskę i usprawiedliwienie poprzez wiarę”. Postulowane przez Piotra zbawienie ,,przez czyny” ze względu na niechlubną przeszłość cylicyjczyk odrzucał.
    Czy można domagać się bardziej namacalnych dowodów winy?

  25. flanelka powiedział/a

    Telemachu, wpierw pierwsze zapytanie, powiązane z Twoim pierwszym, do PAK4..

    A Ciebie dziwi?? Hm..
    A gdzież to widzisz kult “mężczenników” pośród pierwszych chrześcijan? Znów mieszasz, tym razem niemożebnie, trudno wybrać stronę, od której ugryźć to zamieszanie..
    Jednym jest chrystianizm zapoczątkowany przez Chrystusa, zupełnie czym innym doktryna (i – często – wymysły mające na celu zgromadzenie jak największej liczby “wiernych”, by chierarchowie mogli żyć wygodnie i leniwie) KK. Dlaczego więc uparcie przyjmujesz sztywną korelację? Przecież nie tylko KK rości sobie prawo do spuścizny apostolskiej, choć przecież jest “jedna religia [prawdziwa], jeden Bóg” (skoro rozmawiamy o TEJ religii i TYCH apostołach dla Boga, których znajdujemy w Biblii).

    Paweł..
    Jezus nie rozliczał z tego, co przed nawróceniem. Chrzest i przyjęcie na siebie “jego jarzma” były początkiem drogi człowieka jako chrześcijanina. Jeśli ktoś uwierzył i zobowiązał się do kroczenia “śladami Chrystusa”, to musiał dokonać w życiu celowych zmian. Także to zrobił Szaweł. Nieprawdą jest, jakoby miał siebie za bezgrzesznego – przeciwnie, gdybyś ujął temat całościowo, uczciwie dotarłbyś do jego słów, w których sam siebie “wcześniejszego” potępia. [Akurat wybielania siebie pisarzom Biblii zarzucić nie można, nie lubię herezji]. Niemniej nie to było clue nauki Chrystusowej i praktykowania chrystianizmu. Nie biczowanie się za to, co zostało poprzez chrzest niejako wykreślone w oczach Boga (jakkolwiek śmiesznie by to dla kogoś nie brzmiało – temat jeśt ściśle powiązany z wiarą w Boga), a rozgłaszanie nadziei na życie wieczne dla wszystkich, którym nie byłaby ona dostępna nigdy bez ofiarnej śmierci Jezusa.
    Owszem. KK lubi męczenników – to ryzy, w jakich można trzymać część “wiernych” i łatwy zarobek. Ale to też ślepa uliczka, w którą raczyłeś wpisem zabrnąć, odnosząc się nie do dziejów i praktyk pierwszych chrześcijan, a do początków KK. Równie dobrze możesz całą historię “zakłamanego świętego” odnieść do Buddyzmu. Tyle samo mają wspólnego.

    To na początek i na gorąco, włosy mi zjeżyło od niektórych tez i pozornych powiązań.. wiele tu do skontrowania, nie tylko w Twoich słowach,

    ukłony :)

  26. archeopterix powiedział/a

    @Roman Czubiński: polecam wnikliwe studia Nowego Testamentu, szczególnie Ewangelii Sw. Łukasza w powiązaniu z Dziejami Apostolskimi.
    Złożenie płaszczy przez uczestników Kamieniowania u stóp Szawła jest znamienne jeśli się uwzględni, że był to dobrze udokumentowany historycznie rytuał kaźni, wskazujący jednoznacznie na to kto był inicjatorem, oskarżycielem i adresatem w ten sposób wymierzanej “sprawiedliwości”.
    Chyba więc, że się zna Nowy Testament z lekcji katechizmu.

  27. monades powiedział/a

    @flanelka:
    “Jednym jest chrystianizm zapoczątkowany przez Chrystusa, zupełnie czym innym doktryna (i – często – wymysły mające na celu zgromadzenie jak największej liczby “wiernych”, by chierarchowie mogli żyć wygodnie i leniwie) KK.”

    Pomijam ortografię bom wyrozumiała. Wyjaśnij może jednak, skąd bierze się Twoja ekskluzywna i tajemna wiedza chrystusowych nauk i zamiarów? Najwidoczniej masz możliwości bezpośredniego obcowania z nieznaną ogółowi istotą chrześcijaństwa, ja niestety tej łaski nie doznałam ale może nigdy nie jest za późno.
    A jeśli chodzi o meritum: obawiam się, że powyższa łaska nie rozciąga się na rozumienie tekstu. Dziwi mnie to, bo z przebiegu dyskusji wynika jednoznacznie, że nie chodzi ani o Szawła ani o Pawła ani o to kto w co wierzy lecz o sposób funkcjonowania archetypów w zbiorowej wyobraźni. O hyperaktywność Zelotów gotowych wpierw na prześladowanie bliźnich w imię fanatycznie wyznawanej wiary aby potem, po akcie apostazy zacząć z analogicznym zapałem budować system sławiący męczennictwo uprzednich ofiar apostaty. I gotów do dalszych prześladowań tych, którzy entuzjazmu apostaty i jego następców nie podzielają. Ponieważ jednak koło historii toczy się za wolno , Paweł nie miał szans, aby po kolejnej ekspiacji szerzyć (z równym entuzjazmem, rozumie się) naukowy ateizm. Przybierając w tym celu np. imię Gawła.
    Tematem na który rozmawiamy są poza tym granice możliwej ekspiacji i co z niej wynika. Pewni ludzie i wzory zachowań nigdy się niestety nie zmieniają. Oni jedynie przeskakują z jednego zabobonu na drugi jak motyl z kwiatka na kwiatek.
    Nawiasem mówiąc: nie spodziewałam się ujrzeć w tym miejscu takiego komentarza, jestem zaszokowana.
    & btw: adults with imaginary friends are stupid.

  28. Roman Czubiński powiedział/a

    Telemachu, jako czytający Biblię chrześcijanin cieszę się, że wyjaśniliśmy to nieporozumienie. Pismo Święte jest moim zdaniem czymś znacznie więcej, niż “wytworem ludzkiej wyobraźni”, ale to już temat na inną dyskusję.

    Flanelka – zamieściłaś w swoim komentarzu to, co ja chciałem napisać. Jestem przyjemnie zaskoczony. Pozdrawiam.

  29. Abulafia powiedział/a

    @flanelka.
    Geneza NT jest nader zawiła. I nie ma nic wspólnego z Duchem Świętym, za to wszystko z duchem ,,końca czasów”. Główna postać ,,natchnionych” ksiąg stała się dla zainteresowanych ,,pustym zbiornikiem, do którego każdy wlewał własne idee”-pisał Kalthoff. Wiele perykop nosi znamiona interpolacji łamiących ciągłość narracyjną, a zwroty są anachroniczne. Całość przeto wydaje się być tekstem kabalistycznym właściwym apokaliptycznej atmosferze I-wieku n.e.
    O uchybieniach w tekstach nie mogących uchodzić za święte w 20-u szczegółach wyliczał Majmonides; Nawet przerwa w spisywaniu ,,głosu” boga eliminuje tekst poprzez zaniechanie-np. chwilową odsapką-wsłuchiwania się i notowania ,,mówiącego”stwórcy.
    Za najstarsze teksty tworzące kanwę NT uchodzą sentencje, myśli i wypowiedzi sprzed powstania ewangelii-tzw.Źródła Q (zwoje esseńczyków z Qumran odkryto w 1947r.). Pierwszą spośród 100-ewangelii jest tekst z podpisem Marka powstały z pewnością po zagładzie Jerozolimy w 70r. Ewangelia ta, jak i pozostałe kanoniczne, zawierają zbyt duże różnice stylistyczne oraz werbalne (np. rodowód Jezusa sporządzono na Soborze Nicejskim), by przypisać je imiennie komukolwiek. Przyjęte imiona ,,autorów” są zabiegiem pseudoepigraficznym. Jak wątpliwe 6- listów Pawła lub listy analfabety Piotra. Zbyt wiele rąk partycypowało w tworzeniu zbożnego dzieła.
    W 140r. ekskomunikowany Marcjon (gnostyk) tworzy pierwszy kanon pism chrześcijańskich. Ok. 160r. powstaje tzw Diatessaron, a w dwadzieścia lat później Kanon Muratoriego. Dopiero w l. 382-406 Hieronim porządkując galimatias ,,okólników” tworzy tzw. Vulgatę (od vulgus-pospolity). Jego NT zawierał; 4-ewangelie, Dzieje Apostolskie i Apokalipsę. Nie był to jednak koniec wiwisekcji na ,, żywym słowie bożym”. Retuszem NT zajmował się z upodobaniem papież Sykstus V. , Sobór Trydencki i parę synodów.
    Żaden z manuskryptów nie pochodzi sprzed IVw.
    W 1957r. znano już 4680 różnych wersji NT o 50% zgodności ksiąg. Zbiornik, do którego wlewano ,,własne idee” zawierał ok. 250tyś. wariantów. Teksty rzucające cień szamanizmu czy magii rugowano. Ezoteryczną formę pierwotnego chrześcijaństwa zastępowano kłócącymi się wzajemnie ,,prawdami objawionymi”. Groźne dla dogmatyki Kościoła księgi (Henocha, Pasterza-Hermasa, a nawet Dzieje św. Pawła…bo nauczał w towarzystwie Tekli) deprecjonowano jako bez ,,natchnienia”.
    Dionizy z Koryntu utyskiwał w 170r.; ,,Skoro z moich listów diabelscy apostołowie pousuwali jedne rzeczy, a inne dodali, to samo mogli zrobić z ewangeliami”.
    Aby nie przynudzać cytatami-ostatni księdza Melsiera; ,,Znam wspanialsze dzieła literackie”. Z całą pewnością miał na myśli Biblię.
    Jeśli ktoś chce uzupełnić wiedzę o cyzelowaniu idei chrześcijaństwa zgodnie z założonymi tezami (dogmatami) odsyłam do tęższych znawców tematu. Polecam Syktę, Sieradzana, Deschnera, Ute-Heinemann… Inni wybaczyć mi raczą pominięcie.

  30. monades powiedział/a

    @abulafia:
    chylę czoła. I jestem pod wrażeniem. Gdzie chyba pozostanę przez pewien czas.

  31. flanelka powiedział/a

    Abulafa, a ja polecam Biblię i – fakt – mozolne, ale nie niemożliwe dążenie do szukania tekstów oryginalnych, posługiwanie się kluczem tłumaczeń, nie interpretacji. Pozdrawiam. Mimo, że nie jestem pod wrażeniem, znam Twoje argumenty, mogę podobnych tutaj dokleić, jeśli ktoś sobie życzy :)

  32. flanelka powiedział/a

    Telemachu.

    Będzie tego sporo, ale nie dałeś szans na mniej. Tekst świetny jako zadziorna bajka. Bez rozpatrywania kontekstu i bez dążenia do rozumienia treści bazowej, choćby poprzez uwzględnienie różnicy w znaczeniu pojedynczych słów kluczowych i pojęć.

    Przede wszystkim, bo mogę zapomnieć w ciągu dalszym, co to u licha jest gmina chrześcijańska ? Gmina żydowska, owszem, jest pojęciem zrozumiałym. Przed ukamienowaniem Szczepana uczniowie Chrystusa skupieni byli właśnie w gminach żydowskich. Od rozpoczęcia się zaciekłych prześladowań, rozproszyli się, by skutkiem tego tworzyć zbory chrześcijańskie. Było to zresztą zgodne z realizacją Bożego zamysłu i zapowiedzi, iż dobra nowina [o Królestwie] będzie głoszona po całej Ziemi, na świadectwo wszystkim narodom, a wtedy nadejdzie kres. Użycie przez Ciebie tego terminu w tym miejscu w tekście, wprowadza “podświadomość” czytającego w błąd, jakoby to pierwsi Chrześcijanie składali donosy do Sanhedrynu na własnych braci, a mało tego, także bracia w wierze ich następnie skazywali na śmierć przez ukamienowanie.. czy też karali chłostą, nakazywali wyrzeczenie się Jezusa, jako Mesjasza i Syna Bożego. Herezja.

  33. flanelka powiedział/a

    część pierwsza

    Motywy działań Szawła – prześladowcy.

    Ja sam myślałem, że powinienem wiele uczynić przeciwko imieniu Jezusa Nazarejczyka; istotnie, czyniłem to w Jerozolimie. Otrzymawszy od naczelnych kapłanów pełnomocnictwo, zamknąłem w więzieniach wielu świętych. Gdy uczniowie mieli zostać straceni, oddawałem głos przeciwko nim. Wielokrotnym karaniem ich we wszystkich synagogach próbowałem ich zmusić do wyparcia się wiary. Ponieważ nader szaleńczo się im sprzeciwiałem, posunąłem się do prześladowania ich nawet w okolicznych miastach (Dzieje Apostolskie 26:9-11).
    Co powodowało Saulem? Na jakiej podstawie uważał, że ‛powinien tak czynić’?

    Przede wszystkim należy uczciwie zauważyć, że Biblia nie ukrywa postępków Saula, przeciwnie. Po wtóre, spekulacje, jakoby Saul sam rzucił kamieniem, to.. w dalszym ciągu TYLKO spekulacje. Wplecione w treść wpisu w takim kontekście, w jakim zostało to uczynione, służą ukierunkowaniu toku myślenia czytelnika. I ok. Jeśli to tylko bajka. Jeśli zaś tekst mający coś podważyć, to poczyłeś Telemachu spore nadużycie. Co mówi tekst źródłowy, ponoć tak starający się wybielać późniejszego apostoła Pawła?
    A wypchnąwszy go poza miasto, zaczęli go kamienować. Świadkowie zaś złożyli swoje szaty wierzchnie u stóp młodego mężczyzny zwanego Saulem; Saul zaś pochwalał zamordowanie go (Dzieje Apostolskie 7:58; 8:1).

    Jak doszło do tej zbrodni? Żydzi, między innymi z Cylicji, dyskutowali ze Szczepanem, ale nie potrafili obronić swych racji. Sprawozdanie nie podaje, czy Saul – pochodzący także z Cylicji – był wśród nich. W każdym razie posłużyli się fałszywymi świadkami, oskarżyli Szczepana o bluźnierstwo i zaciągnęli go przed Sanhedryn (Dzieje Apostolskie 6:9-14). Trochę oczywistości, które nie dla każdego są oczywiste ;) – Zgromadzenie to, któremu przewodniczył arcykapłan, pełniło rolę żydowskiego sądu najwyższego. Ponieważ w kwestiach religijnych Sanhedryn był największym autorytetem, jego członkowie stali też na straży czystości doktrynalnej. Ich zdaniem Szczepan zasługiwał na śmierć. Miał czelność zarzucać im, że nie przestrzegają Prawa. Zrobił to kategorycznie, wskazując palcami na zebranych sędziów, tak jak wcześniej Jezus wytykał faryzeuszom ich obłudę i bezprawie. (Dzieje Apostolskie 7:53). I to właśnie – a nie wizja dana Szczepanowi i jej głośne przez niego skomentowanie – rozsierdziło zgromadzenie.

    Saul popierał taki sposób rozumowania, co stanowiło logiczną konsekwencję jego przekonań. Był przecież faryzeuszem. Ta potężna sekta obstawała przy ścisłym przestrzeganiu prawa i tradycji. Chrystianizm nauczał o nowej drodze do wybawienia za pośrednictwem Jezusa, był zatem uważany za zaprzeczenie tych zasad. Żydzi z I wieku n.e. spodziewali się, że Mesjasz będzie zwycięskim królem, który wyzwoli ich spod znienawidzonego jarzma Rzymian. Myśl, iż Mesjaszem miałby się okazać ktoś skazany przez Wielki Sanhedryn na podstawie zarzutów o bluźnierstwo i przybity do pala męki jak potępiony przestępca, wydawała się im zupełnie obca, odrażająca i nie do przyjęcia. Karygodna. Według Prawa każdy, kto zawisł na palu, był przeklęty przez Boga (Piąta Mojżeszowa 21:22, 23; list do Galatów 3:13). Frederick F. Bruce napisał, że dla Saula słowa te wyraźnie odnosiły się do Jezusa. Skoro poniósł on śmierć jako człowiek przeklęty przez Boga, nie mógł być Mesjaszem, który z natury rzeczy musiał się cieszyć szczególnym błogosławieństwem Bożym. Twierdzenie, że Jezus był Mesjaszem, stanowiło więc bluźnierstwo, a głoszących taki nonsensowny pogląd należało karać jako bluźnierców. Saul przyznał później, że sama myśl o Chrystusie zawieszonym na palu była dla Żydów powodem do zgorszenia (1 list do Koryntian 1:23).

    [c.d.n.]

  34. flanelka powiedział/a

    część pierwsza, c.d.

    Saul zatem zdecydowanie przeciwstawił się tej nauce. Był nader gorliwy nie tylko słowem, ale i uczynkiem. Żeby ją wytępić, nie cofnął się przed użyciem siły. Był pewien, że taka jest wola Boża. Swoją postawę opisał potem następująco:
    Co do gorliwości — prześladowca zboru; co do prawości osiąganej dzięki prawu — człowiek, który się okazał nienaganny; Bez umiaru prześladowałem zbór Boży i pustoszyłem go, i robiłem w judaizmie większe postępy niż wielu mych rówieśników w moim rodzie, jako że byłem daleko gorliwszy o tradycje moich ojców. (list do Filipian 3:6; list do Galatów 1:13, 14). To kolejne słowa, które mają rzekomo wybielać, czy uczciwe przedstawienie sprawy? ;-) [emotikonki zażółcone buźkami mnie wnerwiają powoli w takich tematach..]

    Po śmierci Szczepana Saul był już kimś więcej niż tylko drugoplanowym uczestnikiem prześladowań — był ich głównym inspiratorem, czołowym prześladowcą chrześcijan. Musiało to nabrać sporego rozgłosu, bo gdy po nawróceniu chciał się przyłączyć do uczniów, wszyscy się go lękali, gdyż nie wierzyli, że jest uczniem. Kiedy stało się jasne, że naprawdę jest chrześcijaninem, jego nawrócenie wywołało wielką radość i wdzięczność wśród uczniów. Usłyszeli, iż tak zmienił się nie jakiś były prześladowca, ale że ten, co ich przedtem prześladował, teraz oznajmia dobrą nowinę o wierze, którą przedtem pustoszył (Dzieje Apostolskie 9:26; list do Galatów 1:23, 24).
    Damaszek leży w odległości około 220 kilometrów od Jerozolimy, toteż piesza podróż zajmowała siedem/osiem dni. Mimo to Saul, zionąc groźbą i żądzą mordu przeciwko uczniom, udał się do arcykapłana i poprosił o listy do synagog w Damaszku. W jakim celu? Żeby związać i przyprowadzić do Jerozolimy każdego, o którym by się przekonał, że należy do „Drogi”. Mając oficjalne zezwolenie, zaczął się pastwić nad zborem. Wdzierał się do jednego domu po drugim, wywlekał zarówno mężczyzn, jak i kobiety i przekazywał ich do więzienia. Innych kazał chłostać w synagogach, a gdy chodziło o egzekucję, oddawał głos [dosłownie „kamyk do głosowania”] przeciwko nim. (Dzieje Apostolskie 8:3; 9:1, 2, 14; 22:5, 19; 26:10). Kolejne “wybielanie” Pawła na kartach Biblii ;-) Warto tu doprecyzować, że pozycję Saula i jego wykształcenie zdobyte u Gamaliela, niektórzy znawcy uważają za wystarczające jedynie do początkowego brania udziału w posiedzeniach z pozycji “szeregowego” ucznia Prawa. Niemniej stopniowo stał się autorytetem w sprawach judaizmu. Saul mógł być nauczycielem w synagodze w Jerozolimie. Nie ma jednak pewności, czy oddawanie głosu przez Saula oznacza, że wchodził w skład sądu, czy po prostu wyrażał moralne poparcie dla egzekucji chrześcijan.

    Ponieważ początkowo wszyscy chrześcijanie wywodzili się z Żydów lub prozelitów, Saul najwyraźniej traktował chrystianizm jako odstępczy ruch w łonie judaizmu i uważał, że oficjalny judaizm winien sprowadzić tych ludzi na właściwą drogę. Biblista Arland J. Hultgren komentuje: Jest mało prawdopodobne, żeby Paweł prześladował chrystianizm, widząc w nim odmienną religię, konkurującą z judaizmem. Zarówno on sam, jak i inni uważali, że ruch chrześcijański dalej podlegał wyłącznej władzy żydowskiej. Saul chciał więc wszelkimi dostępnymi metodami zmusić krnąbrnych Żydów, by wyrzekli się nowej wiary i powrócili do prawowierności (Dzieje Apostolskie 26:11). Do środków, jakimi się posługiwał, należało uwięzienie, a także chłosta w synagodze — powszechnie stosowana kara za nieposłuszeństwo wobec władzy rabinów; mógł ją wymierzyć każdy miejscowy trzyosobowy sąd.

    Sytuacja uległa zmianie, gdy w drodze do Damaszku Saulowi objawił się Jezus. [oczywiście, temat okołopadaczkowy też podejmę, bez obaw]. Z zagorzałego przeciwnika chrześcijan Saul stał się nagle ich gorliwym zwolennikiem i już wkrótce.. Żydzi w Damaszku czyhali na jego życie (Dzieje Apostolskie 9:1-23). Jak na ironię, będąc chrześcijaninem, Saul doświadczył wielu cierpień, które wcześniej sam zadawał jako prześladowca. Po latach powiedział m.in.: Od Żydów otrzymałem pięć razy po czterdzieści uderzeń bez jednego (2 list do Koryntian 11:24).

    Saul/Paweł jest najlepszym przykładem, jasno przedstawionym na kartach Biblii na to, jak dalece gorliwość może być chybiona. Po nawróceniu napisał: Poprzednio byłem bluźniercą i prześladowcą, i człowiekiem zuchwałym. Mimo to okazano mi miłosierdzie, gdyż byłem nieświadomy i działałem w niewierze. (1 list do Tymoteusza 1:13). Tak więc szczera religijność nie gwarantuje uznania w oczach Bożych. Saul był gorliwy i działał zgodnie ze swym sumieniem – nie, jak przeinacza to Twój tekst, zagłuszając je, a potem mając jakoby “wyrzuty sumienia” wobec prześladowanych – ale to nie zmieniało faktu, że nie miał racji. Jego żarliwość minęła się z celem (list do Rzymian 10:2, 3). Wiąże się to z poruszonym gdzieś w komentarzach wątkiem korelacji wiara – uczynki. Uczynki nie są tożsame z “byciem dobrym człowiekiem”, a wiara nie polega na słowach. Bez uczynków [wiary] sama w sobie jest martwa, a Paweł mówił o żywej, prawdziwej wierze, nie o dogmatycznym “wyznaniu wiary” słowem, formułkach klepanych m.in. w KK (stąd też fałszywe rozumienie słów Pawła i zarzucanie mu, że “tylko gadał”, o które łatwo, jeśli za tło weźmie nie rzeczywiste znaczenie, a potoczne, narzucone przez celową interpretację KK).
    Skutkiem zafałszowania przekazu Pisma św. – podobnie, jak zafałszowano Prawo tradycją za czasów Jezusa – sporo osób jest dziś przekonanych, że Bóg wymaga od nich jedynie dobrego postępowania. Ale czy tak jest naprawdę? Paweł powiedział: Upewniajcie się o wszystkim; mocno trzymajcie się tego, co szlachetne (1 list Tesaloniczan 5:21). Oznacza to, że chcąc uważać się za ludzi wierzących w biblijnego Boga i prawych w Jego – nie własnych, czy też czyichkolwiek pośród ludzi – oczach, winniśmy poświęcić czas na zdobycie dokładnej wiedzy z Jego słowa, a potem zgodnie z tym żyć. Nie mówić o wierze, a żyć wiarą. Spełniać jej uczynki. Tylko dokonując konkretnych zmian, tak jak poczynił to Saul, stając się później “Pawłem od listów”, możemy mieć nadzieję na to, że Bóg uzna nas za godnych ceny, jaką zapłacił Jezus swoją męczeńską śmiercią. I to właśnie jest owa wytykana w jednym z ostatnich komentarzy Pawłowi niezasłużona życzliwość Boża. Nie łaska zbawienia, cokolwiek byśmy czynili, ale dar, na jaki nie jesteśmy sobie w stanie niczym zapracować. Zresztą, rozwinę temat krótko w dalszym ciągu. Teraz zajmę się pokrętnie rozumianym męczeństwem, skoro już wspomniałam o męczeńskiej śmierci Chrystusa, a wcześniej nieprecyzyjnie podważyłam męczeństwo chrześcijan. Ważne jednak, by z tych końcowych myśli zrozumieć, że Paweł mówiąc o życzliwości niezasłużonej nie miał bynajmniej na myśli lekkiego wymazywania swoich win, a jedynie – dając za przykład siebie jako bluźniercę i prześladowcę ludu Bożego – wskazywał na wspaniałomyślną szansę dawaną przez Boga każdemu, kto uwierzy w moc ofiary Jezusa. Uwierzy, czyli okaże skruchę za poprzednie uczynki i wyrazi czynami pragnienie życia zgodnego z wymaganiami Bożymi. Uznania w oczach Bożych możemy dostąpić tylko dzięki działaniu wyrażającemu wiarę i opartemu na dokładnej wiedzy, co jest wolą Boga. (ew. Jana 17:3, 17).

    [c.d.n. - po krótkim, ale jednak, odpoczynku ;-)]

  35. bebebetter powiedział/a

    Ja chciałam tylko powiedzieć, że to było bardzo wyjątkowe miejsce, pozbawione atmosfery pyskówki i nieopanowanego słowotoku. Bardzo było przyjemne :(

  36. monades powiedział/a

    @bebebetter: pragnę się przyłączyć do zdania przedmówczyni. Zadęciu, nadęciu, komentarzom o graniczącej z perwersją długości, zwolennikom i zwolenniczkom własnej, niepodważalnej racji jak również zacietrzewionym maści wszelkiej – mówimy NIE!

    Sama też obiecuję poprawę. Mea culpa.

  37. flanelka powiedział/a

    Bebebetter, Autor – proponując jakiś kontrowersyjny temat – zapewne liczy się z kontrargumentacją. Nie proponuje tu wierszyków rodem z elementarza pierwszoklasisty, ale tematy, które bazują na wielu źródłach i mają wiele możliwych kontekstów. Nie sądzę, by liczył tym samym na pozbawione wysiłku i wnikliwości, a w tym przypadku także treści, komentarze z cyklu tak, masz rację, czy nie zgadzam się. Tyle w ramach słowotoku. Do pyskówki się nie odnoszę, nie widząc jej akurat pod tym konkretnym wpisem. Niemniej masz prawo do własnego osądu.. tak, jak i autor do wykreślenia każdego z komentarzy, jeśli uzna go za niestosowny i niepotrzebny.

    Pozdrawiam :)

  38. flanelka powiedział/a

    Część druga

    Geneza pojęcia męczennik

    Dziś męczennik może się kojarzyć nawet z fanatykiem lub ekstremistą. Osoby gotowe umrzeć za przekonania, zwłaszcza religijne, często postrzega się jako terrorystów albo przynajmniej jako zagrożenie dla społeczeństwa. Do takiego obrazu w myślach doprowadziło fałszywe, jednostronne interpretowanie słowa użytego w Biblii. Celowe, bo dzięki temu można było rozkręcić niezły biznes, ale i bluźnierczo skierować chwałę należną tylko Bogu, na ludzi.

    Co na to źródło, czyli Biblia?
    Wyraz męczennik używany w NT jest odpowiednikiem greckiego słowa mártys, które w czasach biblijnych oznaczało świadka, na przykład kogoś poświadczającego w sądzie prawdziwość tego, w co wierzy. Dopiero później zaczęto nim określać kogoś, kto poniósł śmierć za dawanie świadectwa, by wreszcie ujednolicić znaczenie do kogoś dającego świadectwo swą śmiercią.

    Męczennikiem w pierwotnym znaczeniu tego słowa był Jezus. Jak sam powiedział Piłatowi, przyszedł, żeby dać świadectwo prawdzie. Jego świadczenie wywoływało bardzo różny odzew. Poza aprobatą, żywiołowe reakcje tłumów, a szczególnie przywódców religijnych, były na ogół negatywne. Do swych krewnych, którzy w niego nie wierzyli, Jezus rzekł: Świat nie ma powodu was nienawidzić, ale mnie nienawidzi, ponieważ ja o nim świadczę, że jego uczynki są niegodziwe (ew. wg Jana 7:7). Dając świadectwo prawdzie, ściągnął na siebie gniew przywódców narodu i w rezultacie poniósł śmierć. Niewątpliwie więc był świadkiem (mártys) wiernym i prawdziwym (Apokalipsa 3:14).

    Rzecz jasna, nie tylko Jezus miał znosić zaciekłe prześladowania. To samo przepowiedział swoim naśladowcom.
    Na początku działalności oznajmił w Kazaniu na Górze: Szczęśliwi, którzy są prześladowani ze względu na prawość, gdyż do nich należy królestwo niebios. Szczęśliwi jesteście, gdy was lżą i prześladują, i ze względu na mnie kłamliwie mówią przeciwko wam wszelką niegodziwość. Radujcie się i skaczcie z radości, gdyż wielka jest wasza nagroda w niebiosach (ew. wg Mateusza 5:10-12). Później, wysyłając dwunastu apostołów, Jezus rzekł: Miejcie się na baczności przed ludźmi, będą was bowiem wydawać sądom lokalnym i biczować was w swych synagogach. Co więcej, ze względu na mnie będziecie ciągani przed namiestników i królów, na świadectwo im i narodom. Jednak uczniowie mieli być prześladowani nie tylko przez władze religijne. Jezus dodał: Brat wyda brata na śmierć, ojciec zaś swoje dziecko, a dzieci powstaną przeciw rodzicom i przyprawią ich o śmierć. I ze względu na moje imię będziecie przedmiotem nienawiści wszystkich ludzi; ale kto wytrwa do końca, ten zostanie wybawiony. (ew. wg Mateusza 10:17, 18, 21, 22). Dzieje chrześcijan z I wieku poświadczają prawdziwość tej zapowiedzi. Właśnie jednym z przykładów był Szczepan., który zginął za dawanie świadectwa prawdzie. Pełen łaski oraz mocy, dokonywał wielkich cudów proroczych i znaków wśród ludu. Jego przeciwnicy religijni nie mogli jednak sprostać mądrości i duchowi, z którym mówił (Dzieje Apostolskie 6:8, 10). Trawieni zazdrością, zawlekli go przed Sanhedryn, gdzie stanął oko w oko z fałszywymi oskarżycielami i dał dobitne świadectwo. W bezpośrednim skutku (dawania świadectwa) został uśmiercony. Po zamordowaniu Szczepana rozpoczęło się wielkie prześladowanie zboru w Jerozolimie; wszyscy oprócz apostołów rozproszyli się po różnych rejonach Judei i Samarii. (Dzieje Apostolskie 8:1).
    Ucisk nie ustawał. Najpierw nasz nieszczęsny bohater — Saul, który z aprobatą patrzył na ukamienowanie Szczepana — wciąż zionąc groźbą i żądzą mordu przeciwko uczniom Pana, poszedł do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, żeby każdego, kogo by znalazł należącego do Drogi — zarówno mężczyzn, jak i kobiety — mógł przyprowadzić związanego do Jerozolimy. Następnie, około roku 44, król Herod przyłożył rękę do gnębienia niektórych ze zboru. Jakuba, brata Jana, zgładził mieczem (Dzieje Apostolskie 12:1, 2). W dalszej części DzAp znajdujemy żywy opis rozmaitych przeciwności, wypadków uwięzienia oraz prześladowań znoszonych przez wiernych chrześcijan. Należał do nich Paweł, który już jako apostoł, prawdopodobnie około roku 65, zginął męczeńską śmiercią z rozkazu rzymskiego imperatora Nerona (2 list do Koryntian 11:23-27; 2 list do Tymoteusza 4:6-8). Również w Księdze Objawienia (Apokalipsa św. Jana), napisanej u schyłku I wieku, czytamy o sędziwym apostole Janie, że został zesłany na wyspę Patmos za mówienie o Bogu i świadczenie o Jezusie. W księdze tej znajdujemy także wzmiankę o Antypasie, świadku moim, wiernym, który został zabity w Pergamonie (Apokalipsa 1:9; 2:13).

    Dlaczego przytaczam te wydarzenia w ramach swoistego OT właśnie tutaj? Wszystko to potwierdziło prawdziwość słów Jezusa wypowiedzianych do uczniów: Jeżeli mnie prześladowali, was też będą prześladować (ew. wg Jana 15:20) i miało być – co istotne – czymś naturalnym, wiążącym się z podążaniem śladami Chrystusa; spełnieniem proroctw, a więc niejako znakiem dla uczniów, że idą właściwą drogą. Nie miało być natomiast powodem do chlubienia się, czy oddawania czci prześladowanym, którzy ponieśli męczeńską (=wynikającą z dawania świadectwa o Bogu) śmierć. Jest to niezgodne z Biblią – a przecież ponoć z niej wprost wynikające – rozumienie pojęcia męczeństwa i tożsame chybianie celu, któremu przed nawróceniem ulegał gorliwie Paweł.

    Podsumowując, za kolejnym świeckim źródłem komentującym teksty biblijne – słowem męczennik bywa oddawany grecki wyraz mar′tyr („ten, który składa świadectwo przez swą śmierć” [W. E. Vine, An Expository Dictionary of New Testament Words]), od którego pochodzi też termin martyrologia (‛cierpienie, męczeństwo’), a który pierwotnie rozumiany był wprost jako świadek (na rzecz Boga w tym konkretnym kontekście – przypis własny).

    [oczywiście, c.d.n. - nocą lub jutro]

    Pozdrawiam :-)

    ps. Telemachu, jeśli sobie nie życzysz moich komentarzy i podejmowania dyskusji, a wieszasz teksty jedynie w ramach bezdyskusyjnej prezentacji prawd objawionych, wytnij moje wypowiedzi, proszę. Nie chciałam pisać tego u siebie w ramach polemiki z odnośnikiem tutaj, by nie nabijać sobie statystyk i nie naganiać czytelników pingami, co raczono mi zarzucić, gdy słowotok ograniczałam do własnych śmieci, miast podejmować dialog pod konkretnym wpisem danego Autora. Dla mnie nie ma sprawy, dostosuję się. O ile będzie to Twoje zdanie, nie utyskiwanie jakichś kółek – za przeproszeniem wzajemnej adoracji – które same niewiele mają w temacie do powiedzenia poza potakiwaniem jednej opcji, a negowaniem drugim. Oczywiście, bez używania nie tylko rzeczowych, ale jakichkolwiek, argumentów.

  39. Telemach powiedział/a

    @flanelka:
    Teksty są zaproszeniem do dyskusji. Sensowna dyskusja jest pożądana, a wielość i odmienność poglądów jest jej nieodzownym warunkiem.
    Tekst nie wydaje mi się być szczególnie kontrowersyjny, aczkolwiek może być odczytany – szczególnie w na wskroś katolickich kręgach – jako noszący znamiona prowokacji. Osobiście sądzę, że nie tyle tekst, co początki Chrześcijaństwa są pełne intryg oraz walk frakcyjnych nad którymi nauczyliśmy się przechodzić do porządku dziennego, przeważnie zadowalając się ugłaskaną, katechetyczną interpretacją dziejów kościoła. Ta zaś – nie czarujmy się – jest materiałem propagandowym KK.
    Sądzę też, że wspólne zastanawianie się nad rozmaitymi implikacjami fragmentarycznie i niespójnie udokumentowanych i różnie interpretowanych zdarzeń, nie musi koniecznie prowadzić do pełnych oburzenia sporów teologicznych. To jak postrzegamy rozmaite postaci jest kwestią przyzwyczajenia i konwencji – i nie musi stanowić automatycznie przedmiotu emocjonalnie naładowanego sporu. Tym bardziej, że chodzi o prowokującą do myślenia i podjęcia wysiłku samodzielnej oceny miniaturę, nie zaś o dysrtację.
    Pozdrowienia
    T.

  40. telemach powiedział/a

    @Roman Czubiński:

    Nie chcę byćgołosłowny – oto zatem obiecana lista literatury źródłowej. Wyciągnięte z poniższych pozycji wnioski są moje. Może przyda się też innym zainteresowanym źródłami moich spekulatywnych rozważań.

    1. K. Kautsky, Der Ursprung des Christentums. Pallas VLGGSl. 1908

    2. C. Hainchelin, Les origines de la religion. Paris Editions Sociales 1955

    3. R. Bultmann, Neues Testament und Mythologie. Das Problem der Entmythologisierung der neutestamentlichen Verkündigung, in: H.-W. Bartsch (Hg.): Kerygma und Mythos, Band 1. Reich, Hamburg, 1960

    4. H. Zimmermann, Die Wahl der Sieben (Apg 6,1-6). Ihre Bedeutung für die Wahrung der Einheit in der Kirche, in: W. Corsten/A.Frotz/P.Linden (Hrsg.), Die Kirche und ihre Ämter und Stände. FS J. Frings, Köln 1960

    5. P. Cousins, Stephen and Paul, in: EvQ 33, 1961, 157-162

    6. J.J. Scott, Stephen’s Speech. A Possible Model for Lukes Historical Method?, in: JETS 17, 1974, 91-97

    7. E. Richard, Acts 7. An Investigation of the Samaritan Evidence, in: CBQ 39, 1977, 190-208

    8. N. Walter, Apostelgeschichte 6.1 und die Anfänge der Urgemeinde in Jerusalem, in: NTS 29, 1983, 370-393

    9. K. Löning, Der St.kreis und seine Mission, in: Die Anfänge des Christentums. Alte Welt und neue Hoffnung, mit Beiträgen von J. Becker u.a., Stuttgart/Berlin/Köln/Mainz 1987

    10. Biographisch-Bilbliographisches Kirchenlexikon, VLG. T. Bautz, Ausg. 2003

    11. Todd Penner, In praise of christian origins. Stephen and the Hellenists in Lukan apologetic historiography. New York 2004

    12. Isaac Kalimi, The murders of the messengers. Stephen versus Zechariah and the ethical values “New” versus “Old” Testament, in: AuBR 56.2008, S. 69-73

    Ukłony i pozdrowienia
    T.

  41. Calmy powiedział/a

    Rozbierając na czynniki proste i patrząc przez lupę można zabić skutecznie najlepszą literaturę. Utopić w morzu słów, racji, rozważań, dociekań kto miał rację, czy całą czy tylko część, kto miał jej jeszcze więcej a kto najwięcej.
    Dostojewski na przykład nie poświęcił ani jednej linijki łupieżowi Roskolnikowa. Kiepski pisarz był z niego i nierzetelny. Z punktu widzenia cechu fryzjerów.

  42. andsol powiedział/a

    Ale gdyby Ugrupowanie Świat Jest Więzieniem uznało Dostojewskiego za swego proroka, odkryto by opisy naocznych świadków wszystkich jego rozmów przy posiłkach w Omskiej twierdzy.

  43. annamotreanu powiedział/a

    Przebrnęłam przez wszystkie komentarze, co było nie lada czytelniczym wysiłkiem i przyznac muszę, że nie rozumiem do końca emocji co poniektórych.

    To, co próbują niektórzy udowodnić (mimo, że chyle czoła przed wiedzą i zacięciem) to prawie jak próba udowodnienia dogmatów na temat rzeczywitości, opierając się na części oprogramowania Matriksa. Ktoś szuka odpowiedzi w Biblii, ktoś w innych oprogramowaniach, a tak naprawdę Św. Paweł, Szaweł, Saulus, Szczepan to mogą być równie dobrze literackie hologramy, wymyślone przez jakiegoś znudzonego zakonnika w XV wieku. Nie wiemy więcej niż przeżyliśmy i doświadczyliśmy (a czasem nawet i nie to). Możemy wprawdzie bawić się intelektualnie i udowadniać fakty mieszczące się w pewnej konwencji, ale to nam nie daje rzadnej pewności, że jesteśmy gdziekolwiek blisko tego co się naprawdę wydarzyło.

    A “Hymn do miłości” mógł być napisany i wysłany na Ziemie równie dobrze przez kosmitów. Bo taka miłość to się chyba na naszej planecie raczej nie zdarza ;-)

  44. telemach powiedział/a

    “Możemy wprawdzie bawić się intelektualnie i udowadniać fakty mieszczące się w pewnej konwencji, ale to nam nie daje rzadnej pewności, że jesteśmy gdziekolwiek blisko tego co się naprawdę wydarzyło.”

    Anno, możliwość brania udziału w intelektualnej zabawie wynika z umiejętności i pewnej zdolności do dystansu. Zarówno do przedmiotu zabawy jak i własnej osoby. Są to łaski, których nie każdy dostąpił w równym stopniu.
    Ja czasem mam z tym też trudności. U innych ;-)

  45. [...] LA: Telemachu, pamiętasz nasz „bój” o Św. Pawła w kontekście jego „Hymnu do Miłości”? Czy naprawdę sądzisz, że komukolwiek [...]

  46. AVE SZATAN powiedział/a

    żal mi was kurwa !!!!

  47. [...] tematem zająłem się mimo to. Wyszło z tego… (i tutaj znalazł się link do jego wpisu pt. „HAGIOGRAFIA. ŚWIĘTY SZCZEPAN”, który pozwolę sobie przytoczyć teraz in [...]

  48. [...] zająłem się mimo to. Wyszło z tego…” (i tutaj znalazł się link do jego wpisu pt. „HAGIOGRAFIA. ŚWIĘTY SZCZEPAN”, który pozwolę sobie przytoczyć teraz in [...]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 59 other followers

%d bloggers like this: