Tako rzecze…

Październik 7, 2008

Wieczór był pogodny i pomimo dobiegających z oddali odgłosów ruchu ulicznego – w miarę spokojny. Z tarasu willi położonej na południowych stokach Kwirynału roztaczał sie imponujący widok na wieczne miasto. Lucius Tarquinius Mehta, czwarty wicecenzor siedemnastego departamentu w ministerstwie literatury otarł pot z czoła, głęboko westchnął, sięgnął po naczynie z chłodnym winem rozcieńczonym wodą i ponownie pogrążył się w lekturze. Po godzinie walki z rozwidlającymi sie wątkami, pokonując narastające znużenie, dotarł wreszcie do końca tekstu. Z podobnym stekiem nieprawdopodobnych bredni udających historyczną fantastykę miał do czynienia po raz pierwszy w swej długiej karierze. Autor, najwyraźniej pozbawiony jakich kolwiek hamulców, dał upust swej rozpasanej wyobraźni, podając nie tylko sugestywnie alternatywną wizję dziejów, lecz przekroczył również wszelkie granice zdrowego rozsądku, używając jej także jako tła do powikłanej i pozbawionej zarówno wszelkich walorów estetycznych jak też jakichkolwiek znamion prawdopodobieństwa krwawej oraz bezsensownej opowieści. Opowieść rozpoczyna się od ekspansji prowincjonalnej, żydowskiej sekty założonej przez niejakiego Chrestosa, który uznał się za proroka. Po upływie trzech centurii szaleństwo religijne opanowywuje całe imperium aby doprowadzić w końcu do wojen pomiędzy nawiedzonymi i skorumpowanymi a resztą ludzkości, zwanej z trudnych dla czytelnika do pojęcia powodów barbarzyńcami. Imperium rozpada się na wschodnie i zachodnie. Wieczne miasto upada, następują wieki mroku, zacofania, upadku wiedzy, sztuk i wyżynania się wzajemnego na wszystkich trzech kontynentach. Odkrycie terytoriów transoceanicznych następuje z 800 letnim opóźnieniem, podobnie jak większość najprostszych wynalazków takich jak druk, elektryczność, telekineza, leki trzeciej i czwartej generacji. Ludzkość, dziesiątkowana przez zarazy oddaje się niepojętym rytuałom i wojnom, których celem jest ustalenie jedynej słuszności obrządku tego samego boga. Europa staje się miejscem niekończących się rzezi przerywanych krótkimi okresami pokojowej nędzy jak również płonących stosów, na których giną kobiety, przez autora zwane z niepojętych powodów czarownicami. Po upływie dziewiętnastu centurii od narodzenia Chrestosa, z niejasnych przyczyn nazywanego przez krwiożerczych wyznawców zbawicielem, ludzkość dokonuje szeregu technicznych wynalazków i natychmiast wykrwawia się w dwóch ogarniających świat wojnach tylko po to aby, uzbrojona po zęby, stanąć przed widmem zagłady planety.

Lucius Tarquinius Mehta, czwarty wicecenzor siedemnastego departamentu w ministerstwie literatury, jako czytelnik odczuwał oburzenie, odrazę i smutek. Podobnie jak każdy, kto cenne chwile swego życia poświęcił lekturze wytworu chorego umysłu, steku uwłaczających zdrowemu rozsądkowi aroganckich i pełnych pogardy dla ludzkiego geniuszu bredni. Jako urzędnik odpowiedzialny za ochronę moralności publicznej cesarstwa wiedział jednak co należy uczynić i sięgnął bez wahania po pieczęć z napisem “non imprimatur”.

Po wieczornym niebie przepłynął powoli, kierując sie w stronę lądowiska na przedmieściach wiecznego miasta, sterowiec z Niniwy. W przeciwnym kierunku odlatywał dostojnie megasterowiec udający się do Persepolis. Lucius Tarquinius Mehta, czwarty wicecenzor siedemnastego departamentu w ministerstwie literatury poczuł nagle zmęczenie i pomyślał o zbliżających się letnich wakacjach. Jego wzrok powędrował w stronę zdobiącego nadgarstek ciekłokrystalicznego kalendarza. Był dopiero czerwiec. Czerwiec 2712 roku. Od narodzenia Zaratustry

Odpowiedzi: 30 to “Tako rzecze…”

  1. ksantypa said

    Byli inni przede mną. Przyjdą inni po mnie,
    albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna.
    Wszystko jak sen wariata śniony nieprzytomnie –
    serwus, madonna.

  2. beatrix17 said

    Warto czasem posluchac i chorego umyslu…Rzeczywistosc bowiem bywa jak ziszczony sen wariata, o czym mowa jest wyzej.

  3. flanelka said

    ‚Biada! Zbliża się czas, gdy człowiek żadnej gwiazdy porodzić nie będzie zdolen.
    Biada! Zbliża się czas po tysiąckroć wzgardy godnego człowieka, człowieka, co nawet samym sobą już gardzić nie zdoła.’

    Wina Boga, Proroka, czy Interpretatora?

  4. desde_mona said

    A może tak rzeczywiście przebiegła historia a my jesteśmy jedynie postaciami ze snu szaleńca? Konie mają oczy po obu stronach głowy i zasadniczo nie mogą widzieć świata przed nimi bo pola widzenia ich oczu nie stykają się. Nie wiedząc o tym są przekonane jednak że „widzą”.Taka sztuczka końskiego mózgu.

  5. beatrix17 said

    Moze.. A moze rowniez przed zaakceptowaniem takiej intepretacji przebiegu zdarzen powstrzymuje nas czajaca sie tuz za ta akcpetacja swiadomosc do czego jestesmy zdolni. I moze, odwrotnie iz kon, widzimy, ale udajemy, ze nie widzimy. Moze to sztuczka ludzkiego mozgu?

  6. Mag said

    Bo nic się nie zmienia.

    Bardzo sprawnie:)

  7. nyema said

    czy ciekłokrystaliczne to jakieś starożytne precjozo w tych latach dwatysiącesiedemsetnych?
    liczenie od Zaratustry przemawia do mnie i w ogóle treść przejmująca!!!

  8. szekina said

    „Czwarty wicecenzor” – to było ich strasznie dużo tam tych cenzorów…
    A jednak my taką rzeczywistość zaakceptowaliśmy i niektórzy nawet uznają ją jako jedynie słuszną.

  9. hmmm, czyli jeśli przyjąć najczęściej uznawaną z dat życia Zaratustry i przeliczając to na „nasze” wychodzi coś około 1700 roku licząc po „naszemu”. Nieźle. Czyli zakładasz że przetrwawszy, Pax Romana pozwoliłby na szybszy rozwój niż w rzeczywistości… Można by się spierać, bo jednak stabilizacja rodzi stagnację która nie sprzyja rozwojowi. Chyba że założymy istnienie ciągłego czynnika „stresu” który motywowałby rzymian do inwencji. Ciekawy temat na seminaryjne rozważenie….

    No ale tutaj króluje Licencia Poetica :). Bardzo ciekawy tekst i świetny pomysł. Pozrdrawiam
    MR

  10. Bellatrix said

    Rozwój jest możliwy, gdy są dostateczne nadwyżki ludzi i odpowiednie warstwy wyedukowane. Wojny zaś są wynikiem zachłanności władców i ich dążeniu do posiadania jak największego potencjału, a co za tym idzie – do większych zysków i prestiżu.
    A co do tych dwóch światów: Chrystusa i Zaratustry… Świat Chrystusa opiera się na tym, co moglibyśmy nazwać natura ludzką i koleją rzeczy… Ciemnota, strach, zawiść… Uczucia, którym zadziwiająco łatwo się poddać. Natomiast świat po Zaratustrze byłby możliwy o tyle, o ile wszyscy byliby niezwykle skrzętnie chowani, tresura wzięłaby górę nad naturą, ludzie nie dawaliby się ponosić emocjom, tylko pokojowo nastawieni działaliby racjonalnie. I z tego, co widzę, temu społeczeństwu się to udało – staranne wychowanie obywateli poprzez cenzurę. Ale ten świat jest podejrzanie nudny…

    Btw, taka mała ironia losu… Otóż ta cywilizacja opiera się na kulturze rzymskiej. Ta zaś opierała się na niewolnictwie, szowinizmie i przede wszystkim – wojnie. Rzym został potęgą nie dzięki literaturze i pieśniom, a dzięki mieczom i bezwzględnej potrzebie utrzymania narodu rzymskiego (który był w znaczącej mniejszości). Rzym, od kiedy poczytałam o nim więcej, stracił dla mnie blask i jest tylko wyszukanie pachnącym ściekiem szowinizmu. W sam raz, by zostać podstawą pokojowego świata?
    Pozdrawiam!

  11. telemach said

    @Marek Rynarzewski: czy stabilizacja w ramach „pax romana” byłaby większym hamulcem niż rzezie schyłku cesarstwa rzymskiego, mroki średniowiecza lub wojny religijne? Nie wiem. Mnie interesuje o wiele bardziej trick naszej świadomości, w wyniku którego przyjmujemy naszą historię za jedynie możliwą, a scenariusze alternatywne za mało prawdopodobne bajania.
    P.S. Wyszliśmy z tej samej daty narodzin Zaratustry – co jest zadziwiające biorąc pod uwagę ilość możliwości.

  12. Bellatrix said

    To tylko liczenie…
    No dobrze. To wniknijmy. Jedni liczą od Chrystusa, drudzy od Zaratustry. Chrześcijanie wyznają umiłowanie pokoju, Zaratustra też. Rozumiem, o co Ci Telemachu chodzi :) W naszej rzeczywistości Zaratustra się nie przyjął, ludzie o nim zapomnieli. Prym wiedzie Chrystus, a ludzie są dalecy od jego nauk.
    Natomiast w drugim świecie jest na odwrót… cóż, to inna rasa ludzi, z tego, co widzę. Bez agresji? Zachłanności? Z innej gliny ulepieni?

  13. Jak się ma wolna wola do konieczności?
    Jak się ma przypadek do determinizmu?
    Jak się ma ewolucja do planu?
    Jak się ma historyczny linearyzm do nieskończonej ilości możliwych zdarzeń?

    Any ideas?

  14. Mogę zapytać, co znaczył pański komentarz?

  15. desde_mona said

    Logosie, przypadek do determinizmu ma się jak pięść do nosa. Bo przypadek nie jest antonimem determinizmu lecz przypadkowość, losowość, przekonanie o istnieniu wolnej woli, dowolność, chaos.
    Ale rozumiem intencję. Podobne pytania mi się nasunęły. Gdy brałam prysznic, co jest ciekawe bo tekst powrócił do mnie nagle jak bumerang w zupełnie nieoczekiwanym momencie.

  16. desde_mona said

    A dokładniej, skoro już się zaczęłam czepiać, to przeciwieństwem determinizmu jest indeterminizm zwany też woluntaryzmem. Mądra jestem…;-I

  17. Jak się ma chaos do porządku?

    (Zanim ktoś odpowie, że „jak pięść do nosa”, chcę zauważyć, że niestety nie jesteśmy, w skali Wszechświata czy też nanoświata, rozróżnić jednego od drugiego :))

    Tak samo trudno jest nam określić co jest przypadkowe, a co zdeterminowane (natomiast odróżnienie wołu od karety przychodzi nam cokolwiek łatwiej :)

    (desde-mona, nie chodzi mi o definicje, a o stosunek do tych pojęć w kontekście czyjegoś śwaitopoglądu)

  18. Oczywiście miało być:

    … nie jesteśmy w stanie – w skali Wszechświata, czy też nanoświata – rozróżnić jednego od drugiego” :)

    PS. Pięść od nosa także jest rozróżnialna, w przeciwieństwie do faktycznej niemożności odróżnienia przez nas tego, co przypadkowe od tego, co zdeterminowane.

  19. Abstrahując od drugiego – a może i trzeciego – dna, które ów tekst niewątpliwie posiada, skupię się na tym, co najbardziej rzuciło mi się w oczy. Otóż obwinianie chrześcijaństwa za całe zło współczesnego świata, choć coraz bardziej modne, nijak się ma do rzeczywistości.

    To nie chrześcijaństwo doprowadziło do upadku Imperium Romanum, lecz fakt, że owo Imperium wyczerpało swoje zdolności do ekspansji. Po prostu doszło do sytuacji, w której sąsiedzi państwa rzymskiego byli: a) za potężni, by można ich było podbić (państwo Partów, a następnie Persów na wschodzie) lub b) za biedni, by opłacało ich się podbijać (np. północna część Brytanii). A skoro Imperium nie mogło rozrastać terytorialnie, to po pewnym czasie musiało zacząć się cofać. Stało się to na długo, zanim religia chrześcijańska stała się znana szerszemu gronu osób, bo już na przełomie I/II wieku po Chrystusie, czy też – jak kto woli – „naszej ery”.

    Gdyby ludzie przestrzegali zasad, jakie głosił Chrystus, nie dochodziłoby do wojen religijnych, inaczej myślący nie płonęliby na stosach, a i do wielkiego wyrzynania w XX stuleciu by nie doszło. A więc nie chrześcijaństwo było przyczyną tych wszystkich nieszczęść, lecz to, że ci, którzy określali siebie samych jako chrześcijan, byli w swoim postępowaniu jak najdalsi od tego, co głosi Biblia. Z tezą, że odkrycie Ameryk było opóźnione o 800 lat (a skąd akurat taka liczba?) i że doszłoby do niego szybciej, gdyby ludzkość nadal tkwiła w pogaństwie, nie da się poważnie dyskutować, bo nie przemawia za nią dosłownie nic.

    Pozdrawiam.

  20. desde_mona said

    @roman: a w którym miejscu tekst ten oskarża o cokolwiek chrześcijaństwo? I dlaczego parsowie będący wyznawcami wysoko rozwiniętej religii monoteistycznej zasługują na miano pogan? Z czyjego punktu widzenia? I dlaczego ludzie, nie będący chrześcijanami (a takich jest większość) mieliby przestrzegać zasad religii, która jest im obca? Zdziwiłam się.

  21. Panie Telemach. Po raz kolejny, nie zrozumiałem w pełni pańskiej wypowiedzi.
    Mam pytanie odnośnie :
    „Takich jak ty są tysiące a może dziesiątki tysięcy. Otwartych na świat, podróżujących, pytających, porównujących wyobrażenia i normy ogółu z postrzeganym ówiatem. Kwestionujących uznane definicje normalności.”
    To źle, że tak jest?

  22. @ Desde_mona: „Opowieść rozpoczyna się od ekspansji prowincjonalnej, żydowskiej sekty założonej przez niejakiego Chrestosa (…) z niejasnych przyczyn nazywanego przez krwiożerczych wyznawców zbawicielem”. Jeśli fragment ograniczony tymi dwoma zdaniami nie jest wg Ciebie oskarżeniem chrześcijaństwa, to chyba nie mamy dalej o czym dyskutować.

    W języku potocznym przymiotnik „pogańska” odnosi się do każdej religii, która nie jest chrześcijaństwem lub judaizmem. W moim komentarzu słowo „pogaństwo” nie było oceną, a jedynie stwierdzeniem faktu.

    Chodziło mi o tych, którzy nazywali siebie chrześcijanami, a – jak to wynika z ich czynów (krucjaty, stosy, wojny światowe) – byli nimi jedynie nominalnie. Moje słowa o przestrzeganiu zasad głoszonych przez Chrystusa odnosiły się właśnie do nich, a nie do niechrześcijan (choć gdyby ci ostatni także kierowali się tymiż zasadami, świat wcale nie stałby się gorszym miejscem. Obawiam się nawet, że wręcz przeciwnie).

    Pozdrawiam.

  23. desde_mona said

    @roman: Ja tylko chciałam zapytać o jeden drobiazg. Czy takie pojęcie jak „kontekst” jest Panu znane?

  24. hm. Muszę przyznać, że zrobiło mi się niezmiernie miło, gdy przeczytałem pana komentarz.
    Dziękuję bardzo, i także pozdrawiam, z maleńkiej dziury zwanej sosnowcem. (;

  25. ksantypa said

    Mysle, ze nie ma znaczenia czy jestesmy postaciami ze snu czy zyjemy na jawie (Desde_mona 7 pazdziernika 12:40). Niezaleznie od tego co jest snem, a co jawa, swiat jest rownie szalony, a wlasciwie my jestesmy rownie szaleni. Caly postep technologiczny, to czy podrozujemy na koniu, rowerze, samochodem czy wykorzystujac telekineze, to tylko szczegol, nie zmieniajacy natury ludzi. Swiat Luciusa Tarquiniusa Mehta i nasz sa podobnie opresywne. I tu i tu posiadacze jedynie slusznej prawdy staraja sie narzucic (na rozne sposoby, sila, drwina, dyskryminacja, wprowadzajac cenzure) wszystkim swoje jedynie sluszne poglady. Biedny Lucius Tarquinius, nawet nie wyobraza sobie, ze mozna cos opublikowac bez imprimatur. W naszym zakatku swiata imprimatur nie jest potrzebne, ale czy naprawde akceptujemy ludzi o odmiennym od naszego swiatopogladzie, czy akceptujemy wolnosc wyboru, sposob zycia tych „innych”? Dla mnie stad bierze sie szalenstwo zarowno naszego swiata, jak i swiata Luciusa Tarquiniusa, jestesmy nienauczalni, zadna cena nie jest za wysoka. Pewnie taka mamy nature.

  26. beatrix17 said

    Mysle, Ksantypo, ze zaczac pownnismy od uswiadomienia sobie ze rowniez jestesmy „innymi”. I ze nasza innosc nie jest ani lepsza ani gorsza od pozostalych innosci. Ze roznorodnosc spojrzen i doswiadczen jest cenna i czyni swiat bogatszym, a nam pozwala widziec wiecej.
    Taka otwarta agresja wobec „pogan” rozumianych jako wszyscy, ktorzy roznia sie od nas samych jest grozna. Ale mnie obrzydzeniem napelnia „tolerancja” nacechowna wyzszoscia i graniczaca z pogarda poblazliwoscia wobec „odmiencow”. Jakos bardziej sie wzdragam, kiedy ktos przy mnie mowi „kochajacy inaczej” niz „pedal”, choc przeraza mnie jedno i drugie Albo kiedy mowi sie: „odmiennej wiary”. Odmiennej od czego? Inaczej niz kto? Ja? A dlaczego nie odwrotnie?

  27. Szanowna Pani Desde_mono: jak najbardziej jest mi znane. Jednak w moim pierwszym komentarzu wyraźnie zaznaczyłem, że skupię się tylko na jednym, wybranym zagadnieniu, a kontekstem – czyli całością notki – zajmować się nie będę. Dlaczego tak zrobiłem, to już moja sprawa. Może z powodów światopoglądowych, może osobistych, a może po prostu dlatego, że jestem na ów „kontekst” za głupi. Pozdrawiam.

  28. świstak said

    No telemach „rzezie schyłku cesarstwa rzymskiego, mroki średniowiecza lub wojny religijne?” – to są komunały rodem z indoktrynacyjnych podręczników pseudo-racjonalistów … Warto poczytać co nieco z takiej lekturki: Thomas E. Woods, Jr.
    „How the Catholic Church Built Western Civilization”
    http://www.lewrockwell.com/woods/woods40.html
    chyba, że to za trudne i za bardzo realistyczne …

  29. Bellatrix said

    Co do jednego się z Tobą zgadzam: nie rzezie schyłku cesarstwa rzymskiego. Podbój Veii, Półwyspu Apenińskiego, całego Śródziemnomorza to były rzezie. Ostatnia faza Cesarstwa, dominat, najbardziej niebezpieczna była dla miłościwie panujących cesarzy. Obwołany przez swoje wojsko, miał pewność, że w ciągu najbliższych dwóch lat zginie z rąk opozycji lub niezadowolonej armii i zostanie zastąpiony przez innego podobnego sobie Cesarza.
    Mroki średniowiecza? A tam mroki. Jedynie wojny, głód i choroby.
    Wojny religijne? Zawsze nietolerancja i fanatyzm religijny prowadziły do wyżynania się frakcji w imię religii. Policzmy jednak ofiary prześladowań, nie wojen. Ilu Żydów wygnano? Ilu protestantów, katolików, muzułmanów czy pogan zamordowano, wygnano lub pozbawiono mienia tylko ze względu na wiarę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: