Uczeń Hǎo Chī i życie pozbawione pragnień.

Sierpień 9, 2008

Uczeń Hǎo Chī udał się do Mistrza aby zadać mu pytanie, które dręczyło go od dłuższego czasu. Mistrz spoczywał w cieniu krzewu magnoli i wpatrywał się w przepływające po nieboskłonie obłoki. Hǎo Chī poprosił Mistrze o pozwolenie zadania jednego pytania, a gdy je otrzymał, rzekł:
Mistrzu, uczyłeś mnie, że jedynie życie pozbawione pragnień może przynieść spokój i prawdziwe szczęście. Dlatego też, zgodnie z twymi wskazówkami, zapragnąłem prowadzić takie właśnie życie i pozbyć się wszelkich pragnień.
Jak jednak mogę się pozbyć tego pragnienia, nie pragnąc tego?

Mistrz milczał, a szelest trawy stał się tak głośny, że zagłuszył huk wodospadu.

Odpowiedzi: 20 to “Uczeń Hǎo Chī i życie pozbawione pragnień.”

  1. beatrix17 said

    To proste.Choc wymagajae wysilku i konsekwencji. Pragnienia nalezy likwidowac po kolei. Od najmniejszego do najwiekszego. Kiedy znikna najmniejsze pragnienia i to najwieksze przestanie istniec. Hao Chi powienien zaczac od konca.

  2. beatrix17 said

    Aha, z tym, ze to nie kazdemu przynosi szczescie.

  3. ksantypa said

    Hao Chi, uciekaj od tego zgorzknialego starca! Lezy pod drzewem, patrzy w niebo i usiluje pozbyc sie swoich ostatnich pragnien, a nie wie, ze z ostatnim pragnieniem uleci z niego zycie. Znajdz jakiegos czlowieka i wez go za reke, tylko w ten sposob odnajdziesz spokoj i prawdziwe szczescie.

  4. beatrix17 said

    „Znajdz jakiegos czlowieka i wez go za reke, tylko w ten sposob odnajdziesz spokoj i prawdziwe szczescie.”

    Droga Ksantypo,

    to o wiele trudniejsze niz pozbyc sie pragnien…

  5. Desde_mona said

    Droga Beatrix, piszesz jak zgorzkniała, rozczarowana i bojąca się zranienia istota rodzaju żeńskiego. Nie bój się. Zostaniesz pewnie zraniona ale lepiej być zranionym bez strachu i zgorzkniałości.

  6. ksantypa said

    beatrix17:

    Nie jestem mila, nie jestem droga, prawdziwa jedza ze mnie i dlatego od razu zapytam: a dlaczego to chcesz, zeby bylo latwo?
    Kiedy patrze na tych dwoch nieudacznikow, ktorzy juz drugi raz mnie zawiedli, to zlosc az mnie ponosi. Popatrz na tego nierozgarnietego, pokornego Hao Chi i zastanow sie: czy mlodosci przystoi pokora?
    Popatrz na tego, pozal sie boze, mistrza, liczacego na niebie obloki i zastanow sie: czy kazde milczenie swiadczy o madrosci, a moze nie ma on nic do powiedzenia?
    Jezeli chcesz znalezc czlowieka, to rozejrzyj sie: moze ten kto najbardziej reke wyrywa, najbardziej potrzebuje twojego uscisku.

  7. kurtynka said

    to poprostu nieidealność. (jako kolejny element swojego języka.)

  8. beatrix17 said

    Kasyntypa :

    Dazenie do tego aby bylo latwiej jest naturalne. Nie wyrazilam jednak takiej ochoty, a jedynie poglad, ze zycie bez pragnien jest byc moze latwiejsze od zycia posrod pragnien i nabierania swiadomosci, ze nie wszystkie sie spelnia. Co nie znaczy, ze mam zamiar pozbyc sie pragnien. Raczej tu sklaniam sie do Twojego pogladu, ze bez nich zycie ulatuje.

    Desde_mona:

    Az sie prosi, aby zapytac – skad wiesz co jest lepsze?

  9. flamenco79 said

    Problem człowieka leży w chęci samodzielnego wyboru, co będzie jego wiatrem. Czasem jest nim ogień, który trawi trawę, miast tylko nią poruszać z gracją.

  10. Bellatrix said

    Moja koleżanka kiedyś powiedziała: jak pozbyć się pokusy? Ulegnij jej.
    Powiedziałabym, że trzeba mieć jakieś pragnienia, bo to one są motorem naszych działań. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy osiągamy jeden cel, dochodzimy do wniosku, że możemy zrobić i więcej, i na więcej nas stać… Oczywiście, wszystko zależy od usposobienia i temperamentu.
    A ja mam jedno pragnienie – być lepszym człowiekiem (chyba zostanę Jedi)

  11. ksantypa said

    Bellatrix:

    Bardzo to dziwne, co napisalas: „A ja mam jedno pragnienie – byc lepszym czlowiekiem”. Czyz wiekszosc z nas nie uwaza, ze jest dobrym czlowiekiem, najlepszym, jakim mozna byc? To jak mozna byc lepszym, niz najlepszy? To naprawde ciekawe, czyzbys widziala swoje niedostatki? Jezeli tak, to jestes w tej mniejszosci, ktora potrafi spojrzec na siebie krytycznie, a to najwazniejszy krok ku temu, zeby to twoje pragnienie spelnilo sie.

  12. Ksantypa – ja też nie uważam. Tylko ktoś, ktonigdy nie popełnia błędów, może osobie powiedzieć: jestem dobry. A ludzi takich po prostu nie ma.

    Więcej. Uważam, że jeśli ktoś tak osobie myśli, to nie ma potrzeby rozwijać się, czyli.. ulepszać, bo jak można ulepszyć najlepsze? ;)

    Jest coś jeszcze – jeśli ktoś uważa siebie za dobrego, za kogoś, w kim nie ma miejsca na poprawki, to przeważnie nie potrafi i innym pozwolić na błądzenie i naprawianie błędów. A przecież sam chciałby, by mu wybaczano, nieprawdaż? Kto z nas nie chce? A jeśli każdy chce, to i każdy przyznaje, że błądzi, a więc jest w nim miejsce na korektę:)

  13. Bellatrix said

    Względnie „ideały” wybaczają błędy, ale z wyższością wobec maluczkich.
    A ja nie popadam w samozachwyt czasami? Popadam. A ja nie patrzę zbyt często w lustro? Patrzę. A ja nie wybiegam myślami nie wiadomo, gdzie i jak wysoko? Wybiegam.
    Pozdrawiam!

  14. ksantypa said

    Bellatrix :

    Widze, ze jestes na najlepszej drodze do sukcesu. Jak powiedzial Tolstoj: kazdy chce zmieniac swiat, ale nikt nie chce zmienic siebie (to znaczy chyba Tolstoj, o tej poznej godzinie nie chce mi sie tego sprawdzac, tez powinnam walczyc – z wlasnym lenistwem ;) )
    Rowniez pozdrawiam

  15. Bellatrix said

    Aby nie być bardzo nieszczęśliwym, najlepiej jest nie żądać, aby się było bardzo szczęśliwym. (A. Schopenhauer)
    A lenistwa się nie pozbędziesz. I dobrze – pewna dawka jest potrzebna każdemu ;)
    Pozdrawiam!

  16. Conchita said

    Piękny tekst – wszystkie opowieści o Mistrzu są piękne… Kojarzy mi się z tym tylko obraz tuszem, namalować gałązkę trawy czy napisać lakoniczne haiku.

    Jak pozbyć się pragnień? Być tu i teraz…

  17. telemach said

    Snieg jest biały.
    Kruk jest czarny.
    Nieprawdaż?

  18. porcelanka said

    Żaden ze mnie mistrz ;) Ale myślę, że stan „nie-pragnienia” przychodzi niejako sam z siebie a nie jako rezultat pragnienia. :)

    Jeśli istnieje pragnienie, zdaje się, że lepiej za nim podążyć niż z nim walczyć.
    Jeśli okaże się, że było ono dobre (miało jakąś wartość dla nas), to dobrze.
    Jeśli zaś zaspokojenie pragnienia okazało się złudzeniem (nie spełniło oczekiwań), być może wtedy łatwiej zrozumieć, czego naprawdę się pragnęło, zaś w konsekwencji nadejść może refleksja, że to, czego się poszukuje w świecie zewnętrznym, można znaleźć wewnątrz siebie / dać sobie.
    Czasem bowiem potrzeba maskuje tylko uczucie. Tak jak pragnienie władzy maskuje np. niepewność siebie.

    Reasumując, nie chodzi o to, by „nie pragnąć” dlatego, że tak jest słusznie i chwalebnie. Tylko zrozumieć, c z y m jest pragnienie i zastanowić się, czy rzeczywiście świat zewnętrzny może je spełnić, czy na pewno tego chcemy i być może również, w konsekwencji je odrzucić jako nierozsądne.

    Rozbierając na części pierwsze Twoje pytanie wedle tej metody:
    -Czym istotnie jest pragnienie ‚nie pragnienia’?
    -Co nam ono da (jaki rezultat spodziewamy się osiągnąć)?
    -Czy po osiągnięciu tego rezultatu będziemy szczęśliwi? Jeśli tak- dlaczego? Jeśli nie-dlaczego?

    – Wersja TAK: Więc jeśli będziemy szczęśliwsi dlatego, że zaspokaja to naszą potrzebę ‚niebytu’, a co za tym idzie buddyjskiego braku odczuwania cierpienia, to wypadałoby sobie zadać kolejne pytanie, co jest faktycznie złego w cierpieniu, czy da się ze świata wykorzenić cierpienie, i czy czasem cierpienie nie jest nieodłączną częścią życia. Innymi słowy, jaki jest sens w życiu-nieżyciu? Czy nie lepiej od razu umrzeć? ;) No ale być może życie-nieżycie jest mimo wszystko pociągające.

    -Wersja NIE- jeśli dochodzimy do wniosku, że zaspokojenie pragnienia niebytu nie uczyni nas szczęśliwszymi, i np. w gruncie rzeczy wcale nie chcemy „nie-być” itd. To odrzucenie samego „pragnienia” przychodzi najnaturalniej na świecie.
    Bo przecież pragnie się zwykle tego, co jawi nam się jako atrakcyjne.
    A zatem przestajemy pragnąć i siadamy pod drzewem z Mistrzem i prosimy go, coby się trochę posunął bo obłoki dziś wyjątkowo piękne… ;)

    To trudne. Zdaje się, że to „wyższa szkoła jazdy bez trzymanki” ;). Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Można tą metodą rozprawić się z każdym pragnieniem ;) Ale mnie się wydaje, że życie jest milsze, kiedy się go jednak bardziej przeżywa niż kontempluje.

  19. telemach said

    „Ale mnie się wydaje, że życie jest milsze, kiedy się je jednak bardziej przeżywa niż kontempluje.”

    @porcelanka: Ach. No tak. Ale z drugiej strony (niezależnie od indywidualnego wydawania lub niewydawania się) dylemat jednak pozostaje. Może ten dualizm ma jednak swoje zalety? Może to właśnie wyobrażenie, że prawdziwe są tylko sądy jednoznaczne, sprawia, że jesteśmy mniej szczęóliwi niż byśmy mogli?

  20. porcelanka said

    Telemachu, mnie się wydaje, że dylemat istnieje tylko zależnie od indywidualnego wydawania się lub niewydawania się.
    Niezależnie nie ma racji bytu. ;) Bytu umysłowego.
    „Niezależnie” jest dualistyczną abstrakcją, którą owszem, można w jakiś sposób kontemplować, czyż jednak ostatecznie wszystko nie sprowadza się do naszego jednostkowego wymiaru i znaczenia tejże abstrakcji dla nas?

    „Może to właśnie wyobrażenie, że prawdziwe są tylko sądy jednoznaczne, sprawia, że jesteśmy mniej szczęóliwi niż byśmy mogli?”

    Tak, to bardzo ludzkie. Oczekujemy czegoś stałego, spójnego, jednoznacznego, sensownego, czegoś co pozwalałoby nam znaleźć w świecie oparcie, stały ląd.
    A jesteśmy jak te drzewa. Wyciągamy tysiące wici we mgłę, co opleciemy, to już nasze, drugie drzewo-pomaga nie drżeć w chłodzie.

    Pogodzić się z chwilowością- jakże trudno, nie przyzwyczajać się, bodaj trudniej. Nie wyciągać wici- jakim drzewem wtedy będziemy?
    W dodatku wcale nie ma pewności, że nawet jeśli pokonamy wszystkie trudności, łatwiej będzie odejść.
    :)
    Więc tak, sprzeczności życia mają swoje zalety :). Czy sprawiają, że jesteśmy bardziej nieszczęśliwi? Czy ja wiem. W pewnym sensie tak. Jak ktoś kiedyś powiedział: „Bóg czyni nas najszczęśliwszymi, gdy pozwala wędrować po świecie w miłym złudzeniu”, złudzeniu, że coś się wie na pewno. ;)
    Czy jednak dostrzeganie sprzeczności musi prowadzić ku nieszczęściu? Ale dlaczego? Spostrzeganie sprawia, że jesteśmy głębsi, bardziej poszukujący. :) A każda Droga czegoś uczy. I gdzieś prowadzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: