Obrońca reduty. Uwielbiam historię

Sierpień 7, 2008

Słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę. Szczególnie, jeśli można to uczynić parokrotnie. I tu lądujemy przy Ordonie, Julianie Konstantym, dowódcy słynnej Reduty, który po długiej i wyczerpującej obronie, wobec braku lepszej alternatywy, bohatersko wysadził się w powietrze wraz z wyżej wspomnianymi fortyfikacjami w celu pogrzebania sie pod gruzami.

Wiedzę tę zawdzięczamy Mickiewiczowi Adamowi zwanemu dalej Wieszczem. Każde polskie dziecko poznało (i nierzadko  nauczyło sie na pamięć)  utwór zaczynający się od słów „Nam strzelać nie kazano”. Ale nie rozdrabniajmy się

Według Wieszcza, heroiczną decyzję o wysadzeniu umocnień podjął Ordon Julian Konstanty po wnikliwym przeanalizowaniu sytuacji oraz uwzglądnieniu stosunku strat własnych do strat szturmującego wroga, który też miał być pogrzebany, dobrze mu tak. I dlatego czcimy jako dobrzy patrioci Ordona Juliana jako bohatera narodowego i dlatego nazwaliśmy jego imieniem nawet szkaradny przystanek Warszawskiej Koleji Dojazdowej oraz prawdziwe Centrum Handlowe.

Tyle bajki, teraz będzie historia. Podporucznik Ordon nigdy nie dowodził nazwaną później na jego cześć Redutą nr. 54, szczerze mówiąc nie dowodził też żadną inną. Powierzono mu jedynie opiekę nad dwoma starymi działami austryjackiego pochodzenia, innymi słowy archaicznym złomem, który w trakcie krótkich potyczek poprzedzających upadek reduty ani razu, wbrew temu co twierdził Wieszcz , nie wystrzelił bo nie mógł. Ordonowska reduta zapisała się w historii (w przeciwieństwie do reduty nr. 57) raczej niechlubnie, bo jakiś łamaga w ostatniej chwili zapruszył ogień, przez co doszło do wybuchu, w którym zginęło więcej obrońców niż wrażych Moskali. Całość widział, ponoć na własne oczy Gaszyński Konstanty, opisał potem barwnie Wieszczowi, powinien zainteresować się nim okulista, choć najprawdopodobniej był to zwykły łgarz.

Tyle smutnych faktów, teraz będzie śmiesznie. Ordon, lekko poparzony, przeżył i udał się na tułaczkę po świecie. Próbował nawet wstąpić parokrotnie do razmaitych formacji zbrojnych tworzonych przez Wieszcza i otaczających go genetycznych patriotów ale za każdym razem skutecznie był odpędzany jako zombie. Raz nawet, w 1855 roku zdołał się wreszcie dostać przed oblicze tego, który go tak skutecznie uśmiercił, brakuje jednak sprawdzonych informacji czy pomiędzy obu panami doszło do rękoczynów. Zostaje wolnomularzem, co oznacza dla niego drugą śmierć, tym razem cywilną, bo Polak-Katolik masonowi, a w dodatku ewangelikowi przecież ręki nie poda. Wielokroć odtrącony przez rodaków, walczy u boku Garibaldiego o wolność Włoch, wreszcie osiada we Florencji, aby w wieku lat 77, zadręczony przez wierzycieli, popaść w alkoholizm jak również depresję i popełnić samobójstwo.

Jedyną ogólnie znaną pozostałością reduty jest obelisk stojący w zupełnie innym miejscu niż powinien. Tam też od czasu do czasu odbywają się rozmaite uroczystoćci. W 1937 roku wdzięczni rodacy w ramach pielągnacji tradycji narodowej ponownie pomylili reduty i umieścili tablicę pamiątkową nie tam gdzie trzeba tylko jeszcze gdzie indziej. W tę tradycje wpisuje się również Centrum Handlowe Reduta i przystanek WKD Reduta Ordona, oba niecały kilometr dalej niż wykopaliska reduty. Reduta, gdyby to kogoś przypadkiem interesowało, znajdowała sie na pograniczu Woli i Ochoty.

Odpowiedzi: 20 to “Obrońca reduty. Uwielbiam historię”

  1. patriota said

    To wszystko nieprawda. Bylo tak, jak napisal Mickiewicz a ty jeystes na pewno sam wiesz kto

  2. makowski said

    a jak chciałem w 1981 roku sprzedać do „itd” zdjęcia, znaczy fotoreportaż z WKD „reduta ordona” (na 11 listopada nr) to powiedzieli, że za smutny i zbyt nudny…
    ps.
    blog.zw.com.pl/blog/archives/2820
    (też uwielbiam Historię; ale tylko z Keczupem. Hell Man’s np.)

  3. makowski said

    ps.
    przystanek „reduta ordona” NIE jest na bródnie…
    pl.wikipedia.org/wiki/Warszawa_Reduta_Ordona
    (podobne zresztą jak i Centrum Jego Imienia ;-))

  4. ksantypa said

    patriota:

    Pewnie, mistrz znowu sie czepia. Kto lepiej niz wieszcz mogl wiedziec jak slodko umierac za ojczyzne. Szczesliwie udalo mu sie nie zostac bohaterem, w ktorym to heroicznym czynie entuzjastycznie pomagaly mu panny, wdowy i mezatki gdzies tam w Wielkopolsce, gdzie czekal na swoja kolejke zaszczytnej smierci.
    A Ordon? Kogo obchodziloby to, ze ten 21 letni chlopak dzielnie poczynal sobie w powstaniu, ze dostal nawet Virtuti Militari, gdyby nie zginal z ostatnim okrzykiem na ustach: ku chwale ojczyzny.
    A ci wszyscy, ktorzy byli przeciwni powstaniu, zle przygotowanemu, zle dowodzonemu (jak wszystkie nasze wielkie powstania), byc moze przewidujac skutki takiego zrywu, przeca to zdrajcy. A skutki byly imponujace: stracilismy resztki autonomii, przesladowania, konfiskaty majatkow, likwidacja uniwersytetow, upadek szkolnictwa, wywiezienie zbiorow Towarzystwa Przyjaciół Nauk, znaczne pogorszenie sytuacji gospodarczej, Wielka Emigracja itd., itd.

  5. telemach said

    @makowski: dziękuję, sprawdzę jeszcze raz, ewentualnie porawię. Okazuje się, że wszystko trzeba sprawdzać trzy razy. W trakcie zbierania materiałów do tej historyjnki znalazłem TRZY miejsca urodzenia Ordona. I diwe różne drogi jego emigracji z Polski. Zgroza.

  6. ksantypa said

    To prawdziwa zgroza, po prostu straszne, TRZY miejsca urodzenia. Moze zapodac to do IPN albo innego takiego? Kiedy chlopaki dowiedza sie, ze nie zginal w odpowiednim czasie, juz oni odnajda wszystkie kwity od samej kolebki, a przy okazji ustala ten istotny fakt, gdzie kolebka ta stala.

  7. makowski said

    i chyba coś śp. prof. Kieniewicz (ojciec) pisał o Ordonie… choć on głównie o styczniowym.
    Stefan Kieniewicz, Andrzej Zahorski, Władysław Zajewski,
    Trzy powstania narodowe: kościuszkowskie, listopadowe i styczniowe,
    Warszawa 1994;
    ISBN 83-05-13443-1
    ………………
    i coś czego nie znam:
    Julian Konstanty Ordon w obronie Warszawy 6-7 września 1831 roku
    Tomasz Strzeżek // Studia i Materiały do Historii Wojskowości. – T. 37 (1995), s. 119-136

  8. telemach said

    @makowski: dla mnie ta historia jest symptomatyczna. Pokazuje, że pewne sytuacje mają charakter modelowy. Historia często „robiona jest” nie przez tych którzy urzyźniają sobą glebę lecz przez kupę pętaków wymyślających bzdury i pielęgnujących wygodne mity. Takie refleksje nasunęły mi się na marginesie ostatnich obchodów kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego. Pewne schematy mają chyba charakter ponadczasowy. Pozdrawiam.

  9. Bellatrix said

    Potraktujmy „Redutę Ordona” i jej mit jako wątek „ku pokrzepieniu serc”. Tak jak sławetną Trylogię Sienkiewicza.

  10. ksantypa said

    Bellatrix :

    A krzepi cie smierc?

  11. ksantypa said

    Wodka lepiej ;)

  12. Bellatrix said

    A tam, guarana najlepiej ;p
    A tak serio: każda ideologia zawsze potrzebuje bohaterów.

  13. mal said

    Interesująca historia z tym biedakiem Ordonem, który – gdyby żył dziś – zostałby zapewne okrzyknięty międzynarodowym terrorystą.

  14. makowski said

    krzepiące to jest Powstanie Wielkopolskie; a bo jedyne Zwycieskie. ale jeszcze bardziej – hipolit cegielski; ale kto go zna…
    (podpisano: warsiawiak; od – przynajmniej 3 pokoleń ;-))

    (…) Pomimo doskonale rozwijającego się przedsiębiorstwa Hipolit Cegielski nie zaprzestał pracy naukowej, wydając w 1852 poszerzone wydanie rozprawy „O języku polskim…”. Był też jednym z pierwszych autorów literatury o tematyce technicznej wydając w 1858 roku „Narzędzia i machiny rolnicze”.
    Działalność społeczną Hipolit Cegielski rozpoczął od… (…)
    założył w Poznaniu pierwszy niezależny dziennik (…) został posłem do pruskiego Landtagu, gdzie był członkiem Koła Polskiego…

  15. […] dziennikarz i działacz spoleczny…) – który mi się nasunął, ot, tak – z okazji „reduty ordona” (zabawne są drogi) – doprowadził mnie, choć długo nie szukałem – do Traktorów. no […]

  16. telemach said

    makowski: w Poznaniu jest znany całkiem nieźle. Ten Hipolit.

  17. […] mnie jakoś… zresztą i wczesniej…) Posted by makowski on Wednesday, August 13, 2008, at 11:00. Filed under bajki. Tagged […]

  18. […] Nadęty (i nader głupkowaty) poeta Konstanty Gaszyński (ten co nałgał Mickiewiczowi w sprawie Ordona) rozpoczął swój poemat „Olszyna grochowska” od słów „Witaj, gaju Grochowa, […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: