Lewactwo

Maj 31, 2011

To nie jest śmieszny tekst, będziemy kopać leżącego. Nie sprawia przyjemności, ale co tam. Czasem trzeba.

Trudno powiedzieć, kto pierwszy wprowadził u nas ten żałosny element do pozorów dyskursu. Wiadomo, w jakich kręgach i przy czyjej pomocy ten wypadek przy pracy się upowszechnił. Po 1989 roku spotykamy rozliczne nieporadne próby reanimacji języka, którym mogą (mogłyby) posługiwać się strony w procesie wymiany poglądów nazywanych często frywolnie politycznymi. Zaryzykujmy twierdzenie: ojcem był brak wyobraźni, matką ignorancja. Wyszło – jak często u nas wychodzi – strasznie, głupio i śmiesznie.

Krótka wycieczka w przeszłość.

Cofamy się o 200 lat. Z kawałkiem. Polityczne spektrum z podziałem na „prawo i lewo“ pojawiło się w 1789 roku, bo jakoś trzeba było dokonać uproszczonej publicystycznej wiwisekcji utworzonej (akurat, akurat) paryskiej konstytuanty. Ale już wówczas (z dzisiejszej perspektywy) było zabawnie. Żeby się nie mieszało, feudalizm zasiadł po prawej, a zalążki tworzącego się akurat kapitalizmu, po lewej. To nie pomyłka: kapitalizmu. Burżuazja, zwolennicy akumulacji kapitału, wolnego rynku i takich tam siedzieli z lewej strony. W ten sposób infantylnie uproszczony sposób klasyfikacji poglądów wkroczył na scenę tzw. dziejów i (mimo oczywistej, zacierającej złożoność pozycji/poglądów jedno-wymiarowości) już pozostał. To, co w zamierzeniu miało kibicom wydarzeń ułatwić (przez wprowadzenie zrozumiałego sytemu koordynat) ich zrozumienie, rozpoczęło swój byt samoistny, byt będący długą procesją swobodnych interpretacji, mniej lub bardziej nieporadnych insynuacji i zwykłych pomyłek wypływających z ignorancji. Cały wiek XIX tak było i ciągnęło się aż (nieomal) do przełomu lat 60tych i 70-tych zeszłego stulecia. Nieadekwatność politycznej kartografii opartej o dwie strony zaczęła być oczywista już w okresie dwudziestolecia międzywojennego, gdy nacjonaliści zaczęli epatować socjalizmem, komuniści nacjonalizmem, konserwatyści liberalizmem, a socjaldemokraci odkryli konserwatyzm. Stare przyzwyczajenia mają jednak to do siebie, że nie wymierają wówczas, gdy tracą rację swego istnienia. W prowincjonalnej retoryce terminy potrafią przetrwać również, gdy ich funkcja jest niejasna i służy (zamiast orientacji) zniesławieniu przez rzucanie niezrozumiałych kalumnii. Droga do nowych, uwzględniających zaistniałe zmiany krajobrazu, modeli politycznego spektrum nie była prosta. Zaczął (chyba) w 1963 Pournelle, za nim podążyli w 1968 roku Brysson i McDill („The Political Spectrum: A Bi-Dimensional Approach” w The Rampart Journal of Individualist Thought, 1968). Również z politologiczno-anarchistycznego kącika odezwali się Stuart Christie i Albert Melzer. W 1971, za oceanem zabrzmiał Nolan, a potem, wobec niezliczonej mnogości jedno- i wielowymiarowych modeli, nie tylko politolodzy, lecz nawet gminni działacze partyjni i związkowi przestali używać archaicznej nomenklatury opartej na schemacie lewo-prawo.

Co się stało?

Historia lubi sobie jednak z nas od czasu do czasu zadrwić. Rok 1989 wyrzucił na brzeg sadzawki europejskiej demokracji szereg państw, których obywatele, z przyczyn od siebie niezależnych, przez ponad pół wieku oddzieleni byli nie tylko od korzeni i areny politologicznego dyskursu, lecz również – chcąc, nie chcąc – przespali ewolucję używanego w nim języka. Oznaczało to zmartwychwstanie (głównie w państwach byłego bloku radzieckiego) dawno pogrzebanych trupów lewicowości i prawicowości w publicystyce mającej ambicję uchodzenia za polityczną. Terminy nie opisują co prawda ani zastanej, ani chcianej rzeczywistości, nadają się jednak do obrzucania się zarzutami „o coś” i insynuowania (w zamierzeniu insynuujących kompromitującej) proweniencji konkurenta do  władzy. I tutaj dochodzimy do miejsca, gdzie nader płytko pogrzebany leży pies, o którym jest ten tekst, czyli „lewactwo”.

Jak to działa?

Bez „lewactwa“ trudno sobie wyobrazić mechanizm machania cepem zwany też w Polsce czasem żartobliwie wymianą politycznych poglądów. Lewactwo zadomowiło się w podkorowych obszarach (uważających się za konserwatywnych tytanów myśli) pieniaczy i wydobywa się (przy każdej okazji) na powierzchnię wszechogarniającego bełkotu. „Lewakiem” (podobnie jak Żydem) zostaje się w naszej ojczyźnie w sposób uznaniowy. W uproszczeniu, przyjmując na moment obcą optykę,  można jako lewaka zdefiniować „każdego, posiadającego poglądy odmienne od poglądów uważającego się za strażnika konserwatywnych wartości osobnika, który się tym epitetem mniej lub bardziej nieporadnie posługuje“. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że istotne jest przyporządkowanie rozmówcy definiowalnego zestawu poglądów, lub określonej przynależności. Chodzi raczej o gest maskujący językową bezradność, bezradność, której istotą jest przeświadczenie, że używając określenia obraźliwego, używający może pozwolić sobie na luksus rezygnacji z uzasadniania sensowności swego stanowiska. Luksus, wobec oczywistości intelektualnych niedomagań, oksymoronyczny, bo niezbędny.

Cała sprawa ma jednak niebywale zabawny aspekt, który najwodoczniej umyka tym, którzy się  epitetem na co dzień posługują. I głównie dlatego jest zabawny. „Lewactwo” nie jest wynalazkiem ani konserwatywnych think tanków, ani prawdziwych patriotów. Ojcem chrzestnym (tak potrzebnego konserwatywnym wannabies) pojęcia jest Włodzimierz Uljanow, znany też jako Lenin. To on, jeszcze w 1922 roku w ramach obrony monopartyjnej dyktytury wymyślił,  „lewactwo“ (левизна ) jako zbiorowe określenie na tych, którzy w swej infantylnej oraz naiwnej (lecz jego zdaniem na pewno szkodliwej) ślepocie nie zgadzali się z jego wizją przebudowy społeczeństwa. Sylvia Pankhurst mogłaby na ten temat powiedzieć dużo. I swego czasu powiedziała. Bycie „lewakiem” nie było przyjemne w raju robotników i chłopów. Każdy mógł nim zostać, np. domagając się sprawiedliwości społecznej, powołując się na zaszczytne idały rewolucji lub kwestionując omnipotencję nowej biurokracji. Albo nie robiąc zupełnie nic. Anarchiści, anarchosyndykaliści, związkowcy, feministki, niewygodni krytycy spotykali się (po uzyskaniu etykietki) w tym samym łagrze lub przed tym samym plutonem egzekucyjnym. Po 1945 „lewactwo“ przetrwało w partyjnej nowomowie opierających się reformatorskim tendencjom zachodnich komunistycznych jaczejek (jako leftism lub gauchisme) do ich początku końca, czyli do końca lat 60tych zeszłego stulecia. Ironia losu sprawiła, że po 1989 reanimatorami językowego, leninowskiego trupa, stali się postkomunistyczni kandydaci na konserwatystów.

Finał, czyli co mamy.

Tak więc mamy obecnie to, co mamy. Uważających się za praw(ico)ych publicystów i dyskutantów wymachujących w celach denuncjacyjnych leninowskim dyktatorskim wynalazkiem w przeświadczeniu, że jest to sprytne rozwiązanie. Jak również uważających się ( z jakichś niejasnych powodów)  za lewicowych  publicystów i dyskutantów przejmujących (niejednokrotnie bezmyślnie i bez większego sprzeciwu) język przeciwnika.

Tłumaczenie, że u podstaw stosowanej retoryki nie leży ani znajomość znaczenia, ani świadomość źródłosłowu, ani też jakaś szczególnie wyuzdana koncepcja intelektualna, jest nadaremne i mija się niestety z celem. Lewactwo. Machnijmy ręką.

—-

Wpis ten jest (w swoisty sposób) kontynuacją tego i tego.

About these ads

Odpowiedzi: 74 to “Lewactwo”

  1. krzysztof_nawratek powiedział/a

    ale oczywiście zauważyłeś czudzysłów, a jakim znajduje się słowo „lewactwo” w mojej notce, prawda?

  2. Mona powiedział/a

    Po pierwsze, to chyba za długie. Badania na szympansach dowiodły, ze współczesny czytelnik nie jest w stanie skupić się nad tekstem dłuższym niz 30 linijek.

    A po drugie, to chyba się wszystkim naraziłeś.

  3. globalnysmietnik powiedział/a

    Telemachu:
    Język ewoluuje. Komórka to pomieszczenie na grabie i łopaty ale teraz nie da się ukryć, że również telefon. To, że dane sformułowanie użył pierwszy raz tow. Lenin, nie znaczy, że używanie go w dzisiejszym znaczeniu jest zupełnie bez sensu.

    Czy używanie pojęcia „lewak” jest nie w porządku, jak na przykład pojęcia „bambus” w stosunku do Murzynów? Nie wdaje mi się. Na przykład dr. Benjamina Spocka, tego od wychowania bezstresowego nazwałbym lewakiem.

  4. Mona powiedział/a

    @globalnyśmietnik:
    z faktu, że język ewoluuje, nie musi wynikać, że musi mi się podobać kierunek w jakim ta ewolucja jest uporczywie popychana przez co poniektórych ćmoków.
    A wewogle to jest to niezły mit, że język ewoluuje. To my ewoluujemy. Nasz sposób stosowania i rozumienia pojęć. Język nie.
    BTW: wiem-wiem, że to tylko taka przenośnia, ale ona nie jest dobra. Przykład-porównanie z komórką zupełnie chybione. Bardziej pasującym byłoby np. uporczywe nazywanie przez ateistów religii sektą i przejęcie tego rodzaju retoryki nie tylko przez zwolenników sekularyzacji, ale też przez bezmyślnych wiernych. ;)

  5. globalnysmietnik powiedział/a

    Mono:
    Będę się upierał, że jest coś takiego jak ewolucja języka. Na przykład z audycji dr. K Kłosińskiej w III PR dowiedziałem się, że samogłoski nosowe typu ą i ę majom tendencje do zaniku i za kilkaset lat bendziemy mówić jak w tym zdaniu. Też mi się to nie podoba, ale takie som ponoć fakty. Ewolucja dotyczy zarówno semantyki jak i reguł gramatycznych czy wymowy.

    Przykład z sektą – pierwszorzędny.

  6. andsol powiedział/a

    globalnysmietnik, czy Ty przypadkiem nie użyłeś tu argumentu z rodziny: „skoro jest, to jest dobre”?

  7. globalnysmietnik powiedział/a

    Nie.
    Użyłem argumentu jest jakie jest.
    Kolejny przykład lewactwa – goszyści z 1968.

  8. telemach powiedział/a

    globalnysmietnik:

    Użyłem argumentu jest jakie jest.

    Nie wiem czy mogę się zgodzić. Wrzucasz (obawiam się) do jednego wora ewolucję fonetyki (faktycznie ewoluuje) i nadużywaną manipulację o charakterze denuncjacyjnym dotyczącą znaczeń. I tutaj muszę zaprotestować, bo mi się zapala światełko ostrzegawcze. Nie sądzę abyśmy powinni do manipulacji podchodzić ze stoickim spokojem wskazując na deterministyczne „jest, jak jest”.
    Powiedzmy, że jeśli potraktujemy używających (świadomie) języka podmiotowo, przyznając im prawo do zgody, ale też i niezgody na posługiwanie się językiem w ten lub inny sposób – to wynika z tego pewna odpowiedzialność.

    Taki wybór posiadał np. każdy obywatel II RP – mógł uznać, że język ewoluuje i należy nie tylko się pogodzić z tym, że obywatela o wyznaniu mojżeszowym nazywa się parchem, ale ponieważ jest, jak jest – samemu zacząć używać. Bo parch (na skutek ewolucji) oznacza nie tylko chorobę skóry, lecz również Icka Kacelsona który ma handel futrami na Grodzkiej, i adwokata Bernsztajna i wszystkich innych sąsiadów z trochę odmiennym typem urody.

    Wiesz, z językiem można wyprawiać rozmaite rzeczy, również niegodziwe. Ale to od nas zależy czy się na to godzimy. Podobnie jest też z „przesunięciem się” znaczeń. Staje się ono ostateczne, gdy pogodzimy się. Akceptacja ostatecznie sankcjonuje. Umówmy się, że w celu ratowania wzajemnego szacunku i szansy na dialog – powinniśmy domagać się wzajemnej rzetelności w stosowaniu pojęć.

  9. fren powiedział/a

    Globalnysmietnik, to może zdefiniuj pojęcie „lewactwo”, bo na razie wygląda na to, że Telemach miał rację, dla Ciebie „lewak”, to ktoś z czyimi poglądami się nie zgadzasz i to w rozmaitych dziedzinach.

  10. Torlin powiedział/a

    Powiem Ci szczerze, że jestem zachwycony. Ująłeś cały problem bardzo zgrabnie, dzisiaj lewakiem zostaje się w sposób uznaniowy. Bo kto to jest? Tak jak epitet „prawicowy pies”, a jak się przyjrzeć człowiekowi, to lewactwo (np. ekonomiczno – społeczne)bije w twarz.
    Już od dawna (a IV RP tylko spotęgowała tę tendencję) obraźliwe określenia przestały mieć jakikolwiek związek z daną osobą i z niosącą przez te określenia treścią: każdego można nazwać Żydem,ojca pięciorga dzieci można nazwać pedałem, a każdego księdza pedofilem.
    Mona, muszę Ci powiedzieć, że ja u Telemacha o wiele bardziej wolę takie teksty jak ten, przeczytałem wszystko łącznie z linkami, niż te eseje o różnych Myszkinach czy Krapotkinach, tam mi jest ciężko znaleźć esencję.
    Jak widzisz, trudno wszystkim dogodzić, de gustibus…

  11. globalnysmietnik powiedział/a

    Wiesz, z językiem można wyprawiać rozmaite rzeczy, również niegodziwe. Ale to od nas zależy czy się na to godzimy. Podobnie jest też z „przesunięciem się” znaczeń.

    Pełna zgoda. Dałem przykład „Bambusa”. Nie zgadzam się z tym określeniem, staram się reagować jak ktoś coś takiego powie w moim otoczeniu i tutaj uważam, że ewolucja języka idzie w dobrym kierunku. Coraz rzadziej słyszy się „Bambus” „Parch” „Cygan” – to ostanie jak już to w kontekście takiej twórczości muzycznej pseudoludowej.

    Natomiast słowo lewak wpisuje się w inną kategorie określeń : ciemnogród, oszołom, Mocher (Moher? – jak się to pisze?). Nie wiem, czy całkowita eliminacja takich określeń – pejoratywnych, ale coś tam znaczących jest możliwa i celowa. Oczywiście zawsze będzie problem z ich naużywaniem.

    Globalnysmietnik, to może zdefiniuj pojęcie „lewactwo”, bo na razie wygląda na to, że Telemach miał rację, dla Ciebie „lewak”, to ktoś z czyimi poglądami się nie zgadzasz i to w rozmaitych dziedzinach

    Nie da się ukryć, że nie zgadzam się z poglądami osób, których uważam za lewaków. Wydaje mi się, że to normalne. Jak każdy mam swój bagaż doświadczeń i przemyśleń, mam rodzinę, znajomych, środowisko i byłbym ostatnim szują, gdybym się ze wszystkimi i wszystkim zgadzał. Z drugiej strony staram się nie stawiać sprawy na ostrzy noża i chętnie na ten temat podyskutuję.

    Jak zdefiniować lewaka – przemyślę tę sprawę, jak ubrać to w słowa ale jutro, bo teraz muszę cały dzień pracować i to nierzadko z mocherami (moherami?) i klientami KRUS-u. No co – ktoś to musi robić, bo pójdą z widłami na Warszawkę i pokażą lewakom gdzie raki zimują, poza tym lubię tę pracę.

    Może dla dalszej dyskusji podam kilka następnych przykładów ludzi, których uważam za lewaków: Urlike Meihof moim zdaniem była lewaczką. Czerwony Danny Kuroń-Modzelewski (tak się przedstawiał w sądzie) miał epizod lewacki, ale to był „pożyteczny lewak”. W końcu lat 70-tyvh XXw pełno było w TV relacji z działań młodzieży protestujących przeciwko rakietom Cruise i Pershing, nawołujących do jednostronnego rozbrojenia. To też byli lewacy, ale „źli lewacy” poputczicy tow. Breżniewa. Czy Herbert Marcuse był lewakiem – muszę się zastanowić. Natomiast Beuys – moim zdaniem był. Będąc w Berlinie spędzałem godziny oglądając jego dzieła – stos tablic z zapiskami gegen Kapitalismus, albo taki telewizor, gdzie nadymał policzki i przez kilka minut mówił Bu-Bu-Buuu.

    Ale mi teraz dołożycie…

  12. cyncynat powiedział/a

    I w ten oto sposob powstaja legandy miejskie o Leninie :-D
    Niezjamosc jezyka nkwdzistow? Zbytnie poleganie na lekturach wikipedii? Kto wie, kto wie.

    Lewizna w rosyjskim bynajmniej nie odpowiada lewactwu w polskim. W jezyku rosyjskim doslownymi odpowiednikami lewactwa/lewak sa левачество/левак.

  13. Jubal powiedział/a

    @śmietnik:
    Spock wprawdzie zaprzeczał, a krytycy zwykle jego publikacji nie czytali (typowe), ale jakie znaczenie mają fakty?

    (oraz: moher; zgadnij, kotku, kto użył tego określenia pierwszy – i to w stosunku do własnego elektoratu)

    @mona:
    A jakie są zasadnicze różnice między religią a sektą?

  14. Logos Amicus powiedział/a

    „Machnijmy ręką.”
    Którą?

    XVIII wiek?
    Waldemar Łysiak doszukał się tego, że już w Biblii jest udokumentowano, iż Panu Bogu milsze jest to, co po stronie lewej.

    I tak a propos zdroju wszelkiej myśli wcale nie postronnej:

    http://trzeciswiat.wordpress.com/

    Trochę śmieszne ale i ciekawe.

  15. Logos Amicus powiedział/a

    „Machnijmy ręką.”
    Którą?

    XVIII wiek?
    Waldemar Łysiak doszukał się tego, że już w Biblii jest udokumentowano, iż Panu Bogu milsze jest to, co po stronie lewej.

    I tak a propos zdroju wszelkiej myśli wcale nie postronnej:

    http://trzeciswiat.wordpress.com/

    Trochę śmieszne – ale i ciekawe.

  16. staruszek powiedział/a

    Uwielbiam być poza tematem. Uleczalne, ale jak zęby w USA nie refundowane.
    Mama miała przykurcz prawej dłoni. Stając za mnną swą zdolną do pisania lewą moją lewą zdolną do pisania wiodła ku pisaniu lewą a socrealizm poddał się w swym sprzeciwie wobec tego odchylenia.
    Jestem praworęcznym lewakiem podobnie jak mątwa i sola udającym kogóś lub będacym sobą przy klawiaturze.
    Macham lewą nogą nad sednem czyli ziarnem Telemacha.

    Urzekajacym jest zdolność stawania się tekstów Telemachowych karmą. Zanim doczytamy do linijki niby końcowej przypomina się Benia: chce się jeszcze.

    Też lewizna mi nie pasuje do prawości tłumaczenia.

    Pycha zmusza mnie do podziękowania Telemachowi oraz Bobikowi za poparcie mych mątwopochodnych stwierdzeń o czytaniu.

    Dziękuję Monie za krytykę mego mętniactwa (przepraszam za utrudnienie) i opór wobec samodzielnego bytu języka. Mój język jest mą hańba, mą brednią, mą chwałą maluteńką i dumką.

  17. cmss powiedział/a

    Just… follow the money. :)^:)

  18. mona powiedział/a

    cyncynat:
    „Lewizna w rosyjskim bynajmniej nie odpowiada lewactwu w polskim. W jezyku rosyjskim doslownymi odpowiednikami lewactwa/lewak sa левачество/левак.”
    1. says who?
    2. no to podaj (proszę) polski odpowiednik słowa lewizna
    3. Popatrz na frncuskie tłumaczenie tytułu!

  19. cyncynat powiedział/a

    mona,

    1. slucham? to zwyczajna znajomosc rosyjskiego, nic wiecej.
    2. nie znam takiego. ale co to ma do rzeczy?
    3. rotfl. i co jeszcze? ja tu o rosyjskim rozmawiam.

  20. cyncynat powiedział/a

    mona, nie wyglupiaj sie – nic mnie nie obchodzi francuski.

  21. cyncynat powiedział/a

    Choc nikt nie musi mi wierzyc na slowo, wystarczy zajrzec do slownika. Najwczesniejszy slownik, ktory znalazlem i ktory zawiera oba terminy to: «Толковый словарь русского языка», работа над которым началась в 1928 г., вышел под редакцией Д. Н. Ушакова в 1934—1940 гг. (1-й том был кардинально отредактирован и переиздан в 1935 г.).

    Tam stoi:
    ЛЕВА’ЧЕСТВО, а, мн. нет, ср. (нов. полит.). Образ мыслей и действий, свойственный левакам.

    ЛЕВА’К, а́, м. (полит. нов.). Человек, свои антибольшевистские взгляды и действия маскирующий «левой» фразой.

    ЛЕВИЗНА’, ы́, мн. нет, ж. Левое направление в области политической идеологии или общественного поведения (в буржуазном обществе; см. левый во 2 знач.). Л. убеждений. Л. взглядов. || Показной анархический мелкобуржуазный радикализм (в этом знач. слово левизна употр. в кавычках). Детская болезнь «левизны» в коммунизме. Лнн (заглавие произведения Ленина 1920 г.).

    Co z tego wynika? Ano kilka rzeczy: faktycznie wszystko wskazuje, ze lewizna jako okreslenie na „Показной анархический мелкобуржуазный радикализм” zostala wprowadzona przez Lenina. Choc slownik wyraznie pisze, ze w takim znaczeniu powinno byc brane w cudzyslow. Tak czy inaczej to slowo laczy sie z „lewym”, nie z „lewakiem” – zwyczajnie nie przyjelo sie jako pejoratywne okreslenie na lewicowosc.

    Tymczasem левачество laczy sie z левакем – jako pejoratywne okreslenia na lewicowosc, lewicowca. Tam tez jest oznaczenie (полит. нов.) – co znaczy, ze oba slowa zostaly wprowadzone do obiegu wzglednie pozniej, zdecydowanie pozniej niz 1920.

  22. andsol powiedział/a

    Torlin, co do te eseje o różnych Myszkinach czy Krapotkinach, a jak znosisz brak esencji u takiej, na przykład, Szymborskiej?

  23. cyncynat powiedział/a

    Och kurde, nie doczytalem do konca tekstu Autora, a tam jest taka niesamowita perla autoironizmu: „Tłumaczenie, że u podstaw stosowanej retoryki nie leży ani znajomość znaczenia, ani świadomość źródłosłowu, ani też jakaś szczególnie wyuzdana koncepcja intelektualna, jest nadaremne i mija się niestety z celem. „

  24. mona powiedział/a

    @cyncynat:
    „mona, nie wyglupiaj sie – nic mnie nie obchodzi francuski.

    Nic zapewne nie obchodzi i to jest Twój problem. Bo gdyby Cię obchodził, sprawdziłyś jakie były językowe kwalifikacje tłumacza leninowskiego tytułu z rosyjskiego na francuski :)

    A gdybyś, poza oczywistą ochotą na przypierdo*enie się do czegokolwiek miał w sobie jeszcze trochę pokory, a mniej ignorancji, to poszedłbyś może dalej tym tropem i sprawdził, jak począwszy od 1968 roku brzmiało oficjalne tłumaczenie na polski innej (chociaż w swej wymowie i oddziaływaniu bardzo podobnej) pozycji, w pewnzm sensie riposty autorstwa DC-B.
    Dla ułatwienia: tytuł brzmiał:
    „Gauchisme, remède à la maladie sénile du communisme.”

    Fakt posiadania dostępu do jakiegoś słownika, w połaczeniu z kwalifikacjami informatyka, nawet na antypodycznym zadupiu nie czyni z nikogo lingwisty. Wylądowałeś w obszarze lingwiistyki ludowej pastuszku. A to czyni dyskusję z Tobą dla mnie zupełnie bezcelową.

  25. cyncynat powiedział/a

    Mona, nie mam sile na takie glupoty, sorry. Caly wywod Telemacha polega na niewlasciwym przetlumaczeniu rosyjskiego slowa. Tylko tyle. Choc jesli macie podobne kwalifikacje co do jezyka francuskiego – to klekajcie blogi.
    Do zauwazenia nieprawidlowego tlumaczenia z rosyjskiego nie wymaga sie dyplomu, wystarczy znanie jezyka. Ja go znam, ty i Telemach – najwyrazniej nie znacie. Dodatkowym smaczkiem jest, ze po napisaniu calego wywodu, Telemach nie zajrzal do slownika. Np tego: http://www.ling.pl/p/slownik/rosyjski/ – zobaczylby, jak sie tlumaczy lewactwo na rosyjski. Ty tez do slownika nieznanego jezyka nie zajrzysz, zamiast tego wymachujesz dyplomem i kwalifikacjami – nie wlasnymi – tlumacza rosyjsko-francuskiego. Choc co to ma do rzeczy i jak mozesz oceniac kwalifikacje tlumacza z nieznanego sobie jezyka, to juz nie piszesz. Widac taka wartosc ma Twoj dyplom ;-) Kondolencje.

  26. cyncynat powiedział/a

    „Wylądowałeś w obszarze lingwiistyki ludowej pastuszku. A to czyni dyskusję z Tobą dla mnie zupełnie bezcelową.”

    Ale ja wcale nie uwazam rozmowe z Toba (bo na dyskusje raczej sie to nie kwalifikuje) za bezsensowna – podoba mi sie :-D

    Ja rozumiem: masz DYPLOM z lingwistyki, a tu przychodzi ktos i smie wykazywac nierzetelnosc. I to jakis pastuszek, ktory cos tam o rosyjskim wie, ale nie ma DYPLOMU GOTOWANIA NA GAZIE. Co za bezczelnosc w Internecie! Zaraz go nalezy ustawic na wlasciwe miejsce w hierarchii, odwolujac sie do odpowiednich autorytetow. Kto jest autorytetem w dziedzinie tlumaczenia z rosyjskiego na polski? Tlumacz rosyjsko francuski. A jak tego nie starczy, to powiem pastuszkowi o swoim Dyplomie! Wtedy sie zamknie.

  27. mona powiedział/a

    „Nie da się ukryć, że nie zgadzam się z poglądami osób, których uważam za lewaków. Wydaje mi się, że to normalne.”

    A może jest odwrotnie? Nazywasz lewakami tych, z którymi się nie zgadzasz?

  28. cyncynat powiedział/a

    By the way, jest jedno zwiazane z watkiem zjawisko, ktore mnie fascynuje juz od jakiegos czasu. A wlasciwie dwa :)

    1. Skad u Polakow ten prowincjonalny kompleks jezyka rosyjskiego? Dlaczego tylu udaje ze go zna? I to zaciekle i ambicjonalnie udaje, blazniac sie przy tym niemilosierdnie. Czy jeszcze pamietacie, jak posel Dorn przetlumaczyl wyksztalciucha na nieistniejace rosyjskie slowo интелигенчество? A pozniej pol polskiego Internetu o tym sie wypowiedzialo? Dlaczego Polacy nie moga zgwalcic jakiegos innego jezyka? Np bulgarskiego? Albo czeskiego? Or English, ffs.

    2. Jak jeszcze bylem w Polsce, to zapamietalem takie – trafne jak mi sie wydaje teraz – stwierdzenie. Otoz w nowej Polsce dyplomy zastapily tytuly szlacheckie. Slowo daje, nawet Brytyjczycy tak sie swoimi Pozal-Sie-Boze-Magistrami nie podniecaja co Polacy. I to jeszcze zeby bylo czym podniecac. Nowa szlachta drobnych magistrow? Moze jakis unowoczesniony kodeks Boziewicza o zdolnosci honorowo-dyplomowej nalezy Polakom sprezentowac? Przeciez widac, ze sie mecza bez tego.

  29. Jubal powiedział/a

    @Cyncynat:

    Uwaga zupełnie z boku: ty się strasznie fajnie nadymasz, napinasz i nakręcasz, wiesz? (I niepotrzebnie, jak sądzę, projektujesz bucowate uwagi Mony na ogólne podejście autora tego bloga.)

    Nb. nie jestem szczególnie przekonany, czy ten błąd – jak sam przyznałeś później, nieco mniejszy niż go oceniłeś początkowo, w istotny sposób zmienia wymowę tekstu; nasza dzielna prawica praktycznie przejęła propagandowy język komunistów z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.

  30. cyncynat powiedział/a

    @Jubal

    nie wydaje mi sie, ze przyznalem, ze blad „nieco mniejszy niż go oceniłeś początkowo”. (??)

    Nie wydaje mi sie, ze projektuje dyplomowe uwagi Mony na Telemacha. Sorry, jesli takie sprawia wrazenie to co pisze – nie mialem zamiaru.

    Tekst niejeden ma wymiar. Jedna z podstawowych jednak tez jest leninowskie pochodzenie lewactwa – niesluszne, jak pokazalem. Zwlaszcza, ze ten element (leninowskie) pochodzenie jest uzywany do dissowania np Krzysztofa Nawratka. No i to „( z jakichś niejasnych powodów za lewicowych)” – wg mnie zenada porownywalna do „dyplomowej”.

  31. globalnysmietnik powiedział/a

    Zgodnie z obietnicą pozwalam sobie na jeszcze jeden głos w dyskusji na temat lewactwa (bo mam znów odrzut od blogowania, po zapoznaniu się z wyczynami dyskutantów na Archeowieściach)

    W moim odczuciu nie masz racji sugerując podział lewica-prawica jako przebrzmiały i tylko historyczny. To, że wiele ruchów, ideologii czy doktryn politycznych jak na przykład nazizm trudno jednoznacznie zakwalifikować jako lewicowe czy prawicowe – nie znaczy, że nie istnieją wyznaczniki lewicowości i prawicowości. Ludzie mogą mieć poglądy lewicowe czy prawicowe na różne sprawy, faktem jest, że czasami tworzą z różnych spraw dziwaczny i nieprzemyślany konglomerat, osiągający niekiedy karykaturalny wydźwięk.

    Jako przykład wyznacznika lewicowości i prawicowości podam dość dziwny przykład z dawnych czasów. W latach 80-tych wychodziło takie ciekawe pisemko KOS (Komitet Oporu Społecznego). Przez dłuższy czas było bezpłatne, ale pojawił się problem wyrzucania egzemplarzy przez kolporterów odważnych tylko w gębie. Wprowadzono więc mechanizmy rynkowe i egzemplarze zaczęto sprzedawać. Rozpętała się wtedy zaciekła dyskusja: przeciwnicy odpłatności byli zwolennikami poglądu, iż społeczeństwo „ma prawo” do informacji i rolą przedstawicieli świata prasy jest ją zapewnić. Pogląd odmienny wskazywał na nierealność pomysłu i rolę jednostki w zapewnieniu źródła informacji (zakupu pisma). Komentarz jednego z redaktorów (Konstanty Gebert?) moim zdanie słusznie wskazywał na ten przykład, iż podział na lewicowość i prawicowość jest podziałem realnym.

    Z drugiej strony masz zupełną rację, iż termin „lewactwo” był wiele lat promowany przez propagandę „krajów demokracji ludowej” jako obelga. Oto fragment wyjaśnienia hasła „Lewica” ze słownika „Polska Komunizm Opozycja” Jakuba Karpińskiego: „Dla nazwania lewicy nie cieszącej się sympatią komunistów używa się w propagandzie oficjalnej terminu lewactwo i przymiotnika lewacki.”

    Teraz trzecia strona: Słownik języka polskiego definiuje lewaka jako osobę „Wyznającego poglądy skrajnie lewicowe, domagające się ich realizacji bez względu na sytuację”. Moim zdaniem to dobra definicja i ten termin używany w sposób ostrożny jest dopuszczalny w dyskursie politycznym, chociaż przez słownik klasyfikowany jako pogardliwy. Czy postulaty uznawane za lewicowe są dobre czy złe – rzecz do dyskusji. Natomiast wprowadzanie ich w życie sposobem Urlike Meihof, Sendero Luminoso, Pol Pota czy innych tego typu LEWAKÓW przyniesie korzyść? Na blogu Lemingarnia znalazł się fantastyczny tekst : „Niech Zstąpi duch pozytywizmu i odnowi ziemię”

    http://lemingarnia.blogspot.com/2011/05/niech-zstapi-duch-pozytywizmu-i-odnowi.html

    Nie da się ukryć, że z duchem pozytywizmu powyższe przykłady mało mają wspólnego. Podam jeszcze jeden, tym razem komiczny pokaz lewactwa. Gdzieś na początku lat 90-tych XX w. grupa radykalnych działaczy ochrony zwierząt opanowała oborę pewnego rolnika i wypuściła na wolność uwięzione tam krowy.

    @Mona:
    A może jest odwrotnie? Nazywasz lewakami tych, z którymi się nie zgadzasz?
    Na moją obronę powiem, że nie wszystkich. Na swoim blogu napisałem na przykład tekst o naprotechnologii, zgadzam się, że to nie są lewacy.

  32. fren powiedział/a

    Globalnysmietnik
    Cóż, Słownik języka polskiego ja też posiadam, ciekawa byłam jak Ty definiujesz pojęcie „lewactwo”, bo jak można powiedzieć o Spock’u lewak, albo o Kuroniu i Modzelewskim? Teraz okazuje się, że wrzucasz do tego samego worka terrorystów w i zbrodniarzy, jak Meinhof i Pol Pot. Co można znaleźć wspólnego u Spocka i Pol Pota? Doprawdy nie wiem. Już więcej znalazłabym wspólnego u Pol Pota i Pinocheta, bo skala oczywiście inna, ale metody te same, torturowanie i mordowanie inaczej myślących.
    No i w dalszym ciągu nie bardzo wiem jak zdefiniować lewicę i prawicę. Czy chodzi o gospodarkę i redystrybucję dochodu czy o obyczaje czy o stosunek do religii, a może o coś jeszcze innego?

  33. telemach powiedział/a

    @all: bardzo przeraszam wszystkich, którzy dostali zatrzymani przez filtr anyspamowy, kt’ry oszalał.
    Będąc w drodze, nie mogę wziąć udziału w dyskusji, ale się ustosunkuję.

  34. globalnysmietnik powiedział/a

    @Fren:
    Cóż, Słownik języka polskiego ja też posiadam, ciekawa byłam jak Ty definiujesz pojęcie „lewactwo”, bo jak można powiedzieć o Spock’u lewak, albo o Kuroniu i Modzelewskim? Teraz okazuje się, że wrzucasz do tego samego worka terrorystów w i zbrodniarzy, jak Meinhof i Pol Pot

    Danny Kuroń-Modzelewski to Daniel Cohn-Bendit. Tak przedstawił się w sądzie, jak go zapuszkowano bodajże we Francji po zamieszkach w 68r.

    Lewica, lewicowe poglądy – czy istnieje coś takiego? Warto popytać przedstawicieli środowiska przedstawiającego się jako #ttdnk skupionego wokół blogu blogdebart.pl, w każdym razie oni uważają, że tak, wielu uznaje się za lewicowców., nawet się poprztykali o niedostateczną lewicowość.

    Jak zdefiniować lewice i prawicę – sorry za dydaktyczne przynudzanie, ale za lewicowe uważa się poglądy nawołujące do sprawiedliwej redystrybucji dóbr społecznych i zapewnienia bezpieczeństwa socjalnego poprzez regulacje prawne i działalność instytucji publicznych (państwowych). Poglądy prawicowe głoszą, że nie należy tego robić kosztem ograniczenia wolności jednostki. Druga linia podziału to sprawy światopoglądowe: prawica twierdzi, iż istnieją tradycyjne wartości jak na przykład religia i rodzina, których należy bronić, bo są dobre same w sobie. Lewica wręcz odwrotnie – dąży do zmian, bo tradycyjne wartości na zasadzie „jak są, to są dobre” kłócą się z ich pojęciem sprawiedliwości, racjonalności i wolności jednostki.

    Rzeczywiście, wielu uważa, ten podział za przebrzmiały, pamiętam wykład A. Michnika w 89r, gdzie dowodził, że przyszłe spoty polityczne będą się odbywały pomiędzy zwolennikami społeczeństwa otwartego a społeczeństwa zamkniętego. Niemniej przedstawiłem konkretny spór wewnątrz środowiska związanego z red. Michnikiem, gdzie pomimo deklaracji ujawniły się poglądy lewicowe i prawicowe. Na przykład można dyskutować jak pogodzić redystrybucję dóbr z popperowskim podziałem na otwartych i zamkniętych.

    Lewactwo definiuję tak jak w słowniku. Jak w każdej dziedzinie można znaleźć lewaków zbrodniczych (Pol-Pot) komicznych (ekolodzy uwalniający krowy) i takich sobie (Spock, Beuys), w zależności za jaką dziedzinę się wezmą i jakich środków uzywają do realizacji celów.

    A miałem się nie odzywać…

  35. mona powiedział/a

    @cyncynat: przeczytaj uważnie to co sam znalazłeś w słowniku. A poza tzm to co robisz, to jest taki mechanicznz approach osiadacza słownika biorącego się za głoszenie ewangelii po lekturze książeczki do nabożeństwa.
    Acha, komizm twojego poszukiwania śladów transgresji pojęciowej terminu stosowanego przez nomenklaturę akurat w sowieckim słowniku z lat trzydziestych i traktowanie żródła jako wiarygodne niechybnie dostrzegasz? Komu jak komu ale Tobie nie powinno to umknąć. Zajrzyj do tego samego słownika, może dowiesz się czegoś interesującego o znaczeniu takich pojęć jak „demokracja”, „sprawiedliwość” dziejowa lub „wychowawczy” charakter pracy przy kopaniu kanału. Biełomorskiego najlepiej.

  36. cyncynat powiedział/a

    Мона, мне это надоело. Словарям не веришь, русско-язычным пастухам не веришь. Ничего не поделаю, как-то переживу.

  37. Pistacjowy Kosmita powiedział/a

    Ale się porobiło.

    Przepraszam, czy tu biją?

  38. andsol powiedział/a

    Nie, po prostu cyncynat wyjaśniał, że zna rosyjski.

  39. Pistacjowy Kosmita powiedział/a

    To niebezpieczne. Na wszelki wypadek zejdę do schronu.

  40. andsol powiedział/a

    No… zmieścisz się jeszcze.

  41. cyncynat powiedział/a

    Я знаю русский? Полноте! Меня просто снабдили отличным набором советских словарей и первым изданием Большой Советской Энциклопедии (1926-1947). Время тяжёлое, но обещали прислать банку тушёнки, если буду иметь успехи в борьбе с польскими мелко-буржуазными радикалами.

  42. cmss powiedział/a

    I tropiła go garstka przy użyciu Naparstka,
    Szczując stwora Widelcem lub Pechem,
    Strasząc Życia Utratą albo Dóbr Konfiskatą,
    Wabiąc Mydłem i Wdzięcznym Uśmiechem!

  43. calmy powiedział/a

    @Cyncynat:
    a ja się uczę włoskiego. Bardzo ladny język. I mam słownik, gdyby dyskusja zeszła na pochodzenie faszyzmu, to mogę Ci pożyczyć. Nie będziesz wykluczony.

  44. Pistacjowy Kosmita powiedział/a

    (…) Raz żył pewien Pan w Tasmanii,
    co dzieckiem z kolebki spadł w czajnik;
    a że rósł wszerz i wzdłuż,
    nie wydostał się już.
    I tak został w czajniku w Tasmanii. (…)

  45. cyncynat powiedział/a

    Мечтать не вредно, Calmy. Or so they say ;)

  46. cmss powiedział/a

    Ambitna panienka spod Ełka
    chce fruwać — i wciąż całe dnie łka,
    bo wznieść się w przestworze
    niestety nie może,
    choć ma przy podpasce skrzydełka.

  47. staruszek powiedział/a

    Nawet Andsol dał się zamknąć w przestrzeni ograniczonej.
    Jeśli ciąg komentarzy nie dąży do punktu skupienia, to nie oznacza, że musimy schodzić do piwnicznego schronu.
    Na tornado nie mamy rady, tak samo jak na gejzery. Perswazja jest dobra wobec obiektów sterowalnych.

    Tak zesztywneliśmy w duecie bieli i czerwieni, że nie próbujemy palety wzbogacić o Zielonych i Pomarańczową Alternatywę. A tymczasem najwięcej filmów powstaje na Czarnym Lądzie.

    Gdy słyszę lub czytam o bolszewickich lub nazistowskich pałkarzach, rodzi się we mnie pytanie, czy można obalić w Europie rząd armią botów i śmiertelnym desantem na rządowe serwery.

    A cyncynat niech sobie przetłumaczy wyraz nerd na kilka języków intonacyjnych.

  48. Theodore Weinberger powiedział/a

    Szanowny Panie Cyncynacie,
    z prawdziwym zdumieniem przeczytałem dyskusją i poznałem Pański w niej udział.Jakże mało konstruktywny jest Pana wkład. A przecież z pewnością Panu wiadomo, że słowa nie mają „same przez się” znaczenia. Częstokroć, nie mają również znaczenia takiego jakie jest zawarte w słownikach. Mają znaczenie takie, jakie im nadajemy. W Wielkim Słowniku Języka Polskiego (tzw. „warszawskim”) pod hasłem LEWAK odnajdzie Pan informację, że jest to górnik rąbiący węgiel lewą ręką. Czy jest Pan skłonny wierzyć tej jedynej wykładni? I powoływać się na ten słownik jako źródło wszelkiej wiedzy?

    Myślę, że nieładnie się Pan bawi. Próbuje Pan za wszelką cenę zdyskredytować tekst pana Telemacha, nawet sięgając do wątków pobocznych i, jak zauważył słusznie jeden z dyskutantów, ze śmiesznym nadęciem interpretując (w oparciu o sowieckie słowniki) informacje nie do końca – z punktu widzenia przesłania tekstu – istotne. To takie małe i ja na Pańskim miejscu wstydziłbym się. Szczęśliwie nie jestem na Pańskim miejscu.
    Ukłony
    T.W.

  49. yassa powiedział/a

    Serwusik Telemachu,
    dawno mnie nie było…
    O ile pamięć mnie nie zawodzi kwestię pochodzenia „lewactwa” kiedyś już omawialiśmy?
    Teraz widzę, że nasze opinie jakby nieco się zbliżyły. Cieszy mnie to.

    Jak pisałem wcześniej, pojawienie się „lewactwa” było symptomem odcinania się komunistycznego mainstreamu od nurtów heretyckich lub pobocznych. Zwłaszcza tych szkodzących mainstreamowi w realizacji jego strategicznych celów.
    Świetlanej przyszłości ludzkości.:)

    Nie mam zatem nic nowego do dodania.

    Ubawił mnie natomiast niedoceniony rusycysta – kolega Cyncynat.

    Bywalec lustrzanych miejsc, w których z kolei:
    „bez „prawactwa“ trudno sobie wyobrazić mechanizm machania cepem zwany też w Polsce czasem żartobliwie wymianą politycznych poglądów.”
    Jego reakcja jest więc aż nadto zrozumiała.:)

    Ubawiło mnie zwłaszcza jego pytanie:
    „Czy jeszcze pamietacie, jak posel Dorn przetlumaczyl wyksztalciucha na nieistniejace rosyjskie slowo интелигенчество?”

    Zadziwiające „интелигенчество”? Ludek Dorn był taki zdolny?
    No…no…no…
    Konia z rzędem temu kto to pamięta!

    Ja doskonale pamiętam, że wspominany poseł posłużył się neologizmem Sołżenicyna; „образованщина”.
    W jego zimandowskim tłumaczeniu:”wykształciuchy”.

    Jako ciekawostkę dodam, że tłumaczenie wybrane zostało znakomicie, bowiem wyraźnie zawierało pejoratywne konotacje (komuchy).

    Neutralni „wykształceńcy” prof. Andrzeja Lazariego, to już nie to.
    Brak w nich nieodzownego kolorytu inwektywy.:)

    „Zoologiczny Prawak”(cokolwiek by to znaczyło) serdecznie pozdrawia zgromadzone tu „Lewactwo”(cokolwiek by to znaczyło).:)

  50. cyncynat powiedział/a

    „Jakże mało konstruktywny jest Pana wkład.”

    Zapomnial pan to wykazac.

    „A przecież z pewnością Panu wiadomo, że słowa nie mają „same przez się” znaczenia.”

    What?

    „Częstokroć, nie mają również znaczenia takiego jakie jest zawarte w słownikach.”

    Naprawde? Panska erydycja mnie zdumiewa.

    „Wielkim Słowniku Języka Polskiego (tzw. „warszawskim”) pod hasłem LEWAK odnajdzie Pan informację, że jest to górnik rąbiący węgiel lewą ręką. Czy jest Pan skłonny wierzyć tej jedynej wykładni? I powoływać się na ten słownik jako źródło wszelkiej wiedzy?”

    Ja nie powolywalem sie na zaden slownik jako na „źródło wszelkiej wiedzy”. Panu cos przywidzialo sie.

    „Myślę, że nieładnie się Pan bawi. Próbuje Pan za wszelką cenę zdyskredytować tekst pana Telemacha, ”

    To juz wskazanie na nieprawdziwosc jednego z wywodow nazywa sie „proba dyskredytacji za wszelka cene calego tekstu”?

    „, nawet sięgając do wątków pobocznych i, jak zauważył słusznie jeden z dyskutantów, ze śmiesznym nadęciem interpretując (w oparciu o sowieckie słowniki) informacje nie do końca – z punktu widzenia przesłania tekstu – istotne. ”

    To zdanie jest ponad moje zdolnosci interpretacyjne. Co pan probuje tu powiedziec? Ze nie moge zajmowac sie watkiek uznanym przez pana jako „poboczny”? Ze musze sie zajac „przeslanie tekstu”? Ze nie powinienem cytowac „sowieckie slowniki”?
    No wiec z przykroscia powiem panu, ze bede sie zajmowal tym czym chce, a panskie sugestie niech pan zachowa dla swoich dzieci, zony, psa etc. Nie uwazam tez to za niewazny-poboczny watek. Istotna teza tekstu jest to, ze pochodzenie polskiego „lewactwa” jest leninowskie. Ta mysl jest uzasadniona w tekscie Autora przez niewlasciwe przetlumaczenie slowa lewizna i to wskazalem.
    Co do sowieckich slownikow: jest mi bardzo przykro, ze urazilem panski zoologiczny antykomunizm. Jest to ciezka dolegliwosc psychiczna, ktora wielu osobom uniemozliwia normalne funkcjonowanie i nie powinienem jej lekcywazyc; ale ja nie potrzebuje zadnych slownikow do stwierdzenia, ze lewactwo to nie lewizna. Do tego wystarczy znac rosyjski i polski jezyki. Slownik wyciagnalem jedynie by pokazac, ze lewactwo jako obrazliwe okreslenie pewnej opcji politycznej pojawilo sie prawdopodobnie pozniej niz lewizna.

    „To takie małe i ja na Pańskim miejscu wstydziłbym się.”

    Wskazywanie nieprawdziwosci jednej z tez jest straszna maloscia? By nie byc malym, musialem pewnie polknac calosc i podziekowac. LOL

    ***

    A teraz na powaznie: niestety panski tekst nie pozostawia mi zadnych zludzen, co do panskich zdolnosci intelektualnych. Nie do uslyszenia.

  51. cyncynat powiedział/a

    yassa, Dorn posluzyl sie w wywiadzie z Lichocka slowem „inteligienczestwo”.

    http://www.google.com/search?q=inteligienczestwo

  52. cyncynat powiedział/a

    W wywiadzie udzielonym „Dziennikowi” w sierpniu 2006 roku Dorn powiedział:

    […] pewna wielkomiejska warstwa ludzi z wyższym wykształceniem zasklepiła się w egoizmie społecznym, a jednocześnie w odruchu kulturowej repulsji, obrony przed wszystkim, co inne i demonstruje wzmacniane przez podział polityczny postawy niechęci, lekceważenia, kulturowej agresji wobec całej innej Polski. Na przykład Polski prowincjonalnej. I to jest realny problem, który sprawia, że ze znacznego zasobu potencjału ludzkiego przy przeprowadzaniu przebudowy państwa w ogóle nie możemy korzystać. To mocno ignorancka, egoistyczna, narcystyczna warstwa wykształconych, która nie ma wiele wspólnego z polską inteligencją. Używając słowa Romana Zimanda, który kiedyś przetłumaczył kongenialnie esej Sołżenicyna „Inteligienczestwo” na „Wykształciuchy”, są to właśnie wykształciuchy. Ta znaczna część warstwy wykształconej posiada pewną profesjonalną kompetencję. Natomiast straciła ona kontakt z resztą Polski w gruncie rzeczy na własne życzenie, a na to nałożył się pewien podział polityczny […].

    ***

    I bylo sie wyglupiac, yasso?

  53. cyncynat powiedział/a

    errata: lekcEwazyc. Sorry

  54. telemach powiedział/a

    Jestem z powrotem. Może jednak nie należy udawać się w podróż przez bezinternetowe bezdroża, gdy porusza się temat obarczony pewnym potencjałem polemicznym? Postaram się nadrobić zaległości. Dużo tego.

  55. andsol powiedział/a

    telemachu, moim zdaniem niewiele straciłeś, była tu jakaś dyskusja słownikowa, ukrywająca we mgle mądrze brzmiących terminów sens Twojego wpisu.

  56. telemach powiedział/a

    krzysztof_nawratek:

    ale oczywiście zauważyłeś cudzysłów, w jakim znajduje się słowo „lewactwo” w mojej notce, prawda?

    Naturalnie, że tak. Ale nadal bardzo wątpię, czy zauważył to hipotetyczny adresat twego wpisu (z którego przesłaniem trudno mi się nie zgodzić). j Przejmowanie pojęć z języka, którego siłą sprawczą jest dyskredytacja przeciwnika (a nie podważenie jego argumentów) sprawia, że niechcący legitymizujemy ten język. Podzielam tutaj (bez zastrzeżeń) pogląd wyrażony swego czasu przez nameste

    Rozwinę (abyśmy nie wikłali się w dyskusję na temat „racji” )
    Można naturalnie założyć, że gej wstrząśnie sumieniem homofoba i zwróci uwagę ogółu, gdy swój udział w debacie na temat dyskryminacji mniejszości seksualnych rozpocznie od słów „Ja, jako „pedał”, uważam że (…)”. Ale ja nie podzielam tego założenia. Można również przyjąć, że osoba pochodzenia żydowskiego polemicznie zaciekawi gdy w dyskusji o antysemityzmie sama nazwie się „żydkiem”, „parchem”, „krwiopijcą narodu polskiego” lub „gudłajem”. Ale również w tym przypadku mam poważne wątpliwości, czy jest to dobre rozwiązanie. Analogicznie jest z „lewakiem”. Epitet nie przestaje być epitetem, gdy skierujemy go ku sobie i umieścimy w cudzysłowiu. Sygnalizujemy wówczas zgodę na język, którego istotną funkcją jest deprecjacja przeciwnika za to że jest. Bez konieczności wdawania się w dyskusję na temat tego, o co mu chodzi.

  57. cyncynat powiedział/a

    Ale czy nie wypada najpierw spojrzec na wlasne srodowisko? To srodowisko bez zadnego skrepowania uzywa takich okreslen: buc, katopojeb, psychiatryk, swir, moher itd. Rownie uznaniowo i rownie czesto, co tzw „strona przeciwna”. To jakos nie przeszkadza.

    I alez oczywiscie, ze Zydzi akceptuja jezyk „deprecjacji przeciwnika” (dzizas). Np Sarah Silverman: http://www.youtube.com/watch?v=ReJWp3xstsg

    Ona tez moglaby powiedziec (gdyby przejmowala sie takimi glupotami), ze zartuje sobie.

  58. telemach powiedział/a

    cyncynat:
    mona:
    niezbyt rozumiem jaki sens mają wasze potyczki. Cyncynat kwestionuje leninowski rodowód pojęcia posługując się szeregiem (moim zdaniem) chybotliwych argumentów. Gdyby (zamiast koncentrować się na udowadnianiu, że zna rosyjski – w co nie wątpię) prześledził ewolucję pojęcia na przestrzeni ostatnich 90 lat, doszedłby zapewne do odmiennych wniosków. przy założeniu, naturalnie, że jest zainteresowany dojściem do wniosków, a nie udowodnieniem, że zna rosyjski.

    Krótko: ta rosyjska „lewizna” usamodzielniła się po tym, jak Lenin wziął ją w cudzysłów i przestając być lewicowścią zaczęła funkcjonować – począwszy od 1920 roku – jako pałka aparatu przeciw wszystkim usiłującym (niewygodnie) przypomnieć dyktaturze biurokracji reprezentującej linię o co tak naprawdę w założeniach marksizmu chodziło. Ciekawym eksperymentem jest prześledzenie historii rozpowszechnienia leninowskiej broszury i ewolucji tytułu (i podtytułu) w kolejnych wydaniach. „Dziecięca choroba” została (jeszcze przed opublikowaniem po rosyjsku) przetłumaczona na francuski, niemiecki i angielski i wręczona uczestnikom II światowego zjazdu Kominternu. To właśnie te (pochodzące z sekretariatu Włodzimierza Iliicza) tłumaczenia zadecydowały o tym w jaki sposób z (raczej językowo neutralnej i równoznacznej z lewicowością) „lewizny” zrobiło się (znane nam później) „lewactwo”.
    W zasadzie wystarczy rzut oka na okładki. Angielską:
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:20-lenin-infantilesickness.jpg
    lub francuską:
    http://www.marxists.org/francais/lenin/works/1920/04/gauchisme.htm
    Rozumiem irytację Mony, bo „gauchisme” to był decydujący krok przekraczający linię pomiędzy określeniem, a obraźliwym epitetem. pejoratywny sens wynikał we francuskim nie tylko z równania gauchisme = extrême gauche, ale również z nieuniknionego skojarzenia z działaniem ciemnym, nieuczciwym, podejrzanym (porównaj: Th. Maulnier, Le Sens des mots. Paris, 1976, pp. 99-100).

    Niezależnie od leninowskiej proweniencji, pojęcie zagnieździło się w powojennej polszczyźnie dzięki radosnej twórczości aparatu propagandowego PRL wydymającego pogardliwie wargi na przychodzące z zachodu nowinki z lewa.
    Spostrzeżenie, że kluczowy element języka używanego przez polską „prawicę” jest bękartem wyhodowanym w wydziale propagandy KC PZPR, nie jest moim odkryciem, lecz powszechnie znanym (wszystkim, którzy świadomie przeżyli PRL) i w miarę dobrze udokumentowanym faktem. I sięganie (cyncynat) do radzieckich słowników z czasów stalinizmu nic tu nie zmieni.

  59. telemach powiedział/a

    cynycynat:
    Lubimy (a czasem nawet przepadamy za) Sarah Silverman. Ale ona (w co nie wątpię) nie dałaby sobie rady (w analogiczny sposób i po polsku) z Wildsteinem, Ziemkiewiczem i środowiskiem Gazety Polskiej.

    A do beztroskiego ułatwiania sobie życia przez tzw. środowiska lewicowe (buc = good point) jeszcze z przyjemnością wrócimy.

  60. cyncynat powiedział/a

    Tu nie ma zadnych chybotliwych argumentow. Doslownym i dobrym tlumaczeniem lewak/lewactwo sa левак/левачество. Левизна to inne slowo. Kropka.

    „Niezależnie od leninowskiej proweniencji, pojęcie zagnieździło się w powojennej polszczyźnie dzięki radosnej twórczości aparatu propagandowego PRL wydymającego pogardliwie wargi na przychodzące z zachodu nowinki z lewa.
    Spostrzeżenie, że kluczowy element języka używanego przez polską „prawicę” jest bękartem wyhodowanym w wydziale propagandy KC PZPR, nie jest moim odkryciem, lecz powszechnie znanym (wszystkim, którzy świadomie przeżyli PRL) i w miarę dobrze udokumentowanym faktem. ”

    No wiec tego (prlowski rodowod „lewactwa”) nie pokazales. Moze masz racje, moze nie – ale argumentow na poparcie swojej tezy nie dales. Znaczy dales jeden – nieprawdziwy. Moze masz inne (argumenty), ale je nie ujawniles.

  61. yassa powiedział/a

    Ваше Интелигенчество Cyncynacie,
    spieszę wyjaśnić, iż wielokrotnie słyszałem i czytałem, jak niemiły nam poseł, tłumacząc pochodzenie swego „wykształciucha”, odwoływał się do oryginalnego i prawidłowo brzmiącego tytułu eseju Sołżenicyna.

    Niemniej nie mam powodu, aby nie wierzyć, że w rozmowie z red. Lichocką mogło mu się coś popiórkować.

    Tym bardziej, że nie do końca zgodzę się z Twoim kategorycznym twierdzeniem, że „интелигенчество” w języku rosyjskim nie istnieje.

    Choć przyznaję; rzeczywiście trudno pomylić „интелигенчество” z „образованщинą” – tak pięknie komponującą się z „oпричнинą”.

    Słusznie więc światlejsza część blogosfery zaniosła się chichotem, toż to „cepeliada…chmurka się przejęzyczyła, jaja nie do wytrzymania…”

    Ale mówi się trudno, słowo się rzekło, kobyłka u płota; wiszę ci Konia Polskiego zwanego Baristą.:)

    Sługa uniżony, yassa

  62. telemach powiedział/a

    @globalnysmietnik:
    „W moim odczuciu nie masz racji sugerując podział lewica-prawica jako przebrzmiały i tylko historyczny.”

    W moim odczuciu mam. I pozostanę przy swoimnych bo patrz wyżej. I fakt, że większość publicystyki politycznej w Polsce nie umie się (moim zdaniem nieporadnie) obyć bez tej archaicznej dychotomii nie zmieni mojego nastawienia. Podane przez Ciebie przykłady mają (sorry) charakter wyłącznie anegdotyczny. W Polsce mamy do czynienia z wariatkowem bo ugrupowanie polityczne (o ile rości sobie prawo do miana lewicowego) pewnych rzeczy robić nie może :
    Lewica nie podpisuje konkordatu. Lewica nie uwłaszcza kleru. Lewica nie ustawia się w opozycji do ruchu związkowego, ani nie wspiera interwencji militarnych w imię (domniemanych) korzyści ekonomicznych. Lewica nie jest antyekologiczna, ani antyintelektualna, nie głaszcze niewidzialnej ręki rynku kosztem rencisty, nie wybiera F16 kosztem żłobka, ani procesji kosztem (czym by ta nie była) sprawiedliwości społecznej.

    Jeśli jednak tak robi (a robi), to słowo wypisane na szufladzie traci jakikolwiek sens i przestaje być pomocne. Język, który nie służy porozumieniu, lecz je utrudnia, nie zasługuje na to miano. Udawanie, że tak nie jest i nazywanie kota dalej psem chociaż łapie myszy, miauczy, włazi na drzewo i nie umie ani szczekać, ani warczeć jest naturalnie możliwe – ale do niczego sensownego nie prowadzi. Ufff.

  63. telemach powiedział/a

    Serwus Yasso,
    przyznam, że jak zwykle z dużą przyjemnością witam Twoją wizytę. Niezależnie od lokalizacji w spektrum (co tu ukrywać). Ale czy to oznacza, że ludzie nie mogą ze sobą rozmawiać? Albo grać ze sobą w szachy? Podobno gdy Alechin siedział w celi śmierci w Odessie, to wpadł do niego Trocki, zagrał z nim dwie partie i kazał zwolnić. Pewnie legenda, bo potem przyznawał się do tego też Dymitri Manuilski.

  64. telemach powiedział/a

    @wszyscy:
    muszę się oderwać od niewątpliwej przyjemności rozmowy. Muszę się zająć życiem.
    @cynycynat: byłbym Ci wdzięczny, gdybyś mógł wymieniać poglądy (np. z Theodore W.) bez uciekania się do (moim zdaniem subiektywnej) oceny zdolności intelektualnych innych uczestników dyskusji. Wystarczy zupełnie, jeśli napiszesz, że się z nimi nie zgadzasz.

  65. cyncynat powiedział/a

    Jak napisalem, z TW wymieniac pogladow nie bede. I nie przyjmuje do wiadomosci sugestie, ze mam odpowiadac bardziej grzecznie niz sam TW.

  66. cmss powiedział/a

    Prawy cycuś, lewy cycuś i, oczywiście, cycojebca co to trzyma kasę.
    Buziaczki. :)

    http://www.forumakad.pl/archiwum/2006/12/images/491.jpg

  67. pak4 powiedział/a

    Hm… zbyt dawno mnie nie było, przegapiłem całą dyskusję… :(

    1) „Lewactwa” jako wyrażenia nie lubię, gdyż — choć mogę je rozumieć, tak jak SJP, to jednak z dodatkiem, że a) jest pogardliwe, b) u używających go, występuje bez słowa symetrycznego, jakiegoś ‚prawactwa’.

    2) Dodaję: ciemnogrodu też nie lubię, z podobnych powodów, mimo pięknej historii tego słowa :) Mohery miały być początkowo neutralne, nie stygmatyzujące… Nie zawsze są. W każdym razie, różnicowałbym tu, w zależności od sposobu użycia. Tu warto jednak zauważyć, że są to wszystko słowa bardzo silnie nacechowane poglądami je wypowiadających, a zbiory ich użytkowników są w znacznej mierze rozłączne.

    3) Podział na lewicę i prawicę jest oczywiście skrajnie uproszczony. Niemniej, zwykle następuje podział na dwa zestawy wartości, które mogą przybierać różne formy, w zależności od warunków. Oczywiście, sugerowanie komuś dzisiaj, że jako lewicowiec, czy prawicowiec odwołuje się do poglądów sprzed kilkudziesięciu lat, jest pamiątką po ograniczeniach polskich rozmów o polityce w PRL. Tego dziedzictwem jest też chyba dzisiejsze zamieszanie wokół tych pojęć*. Samych pojęć bym jednak nie negował.


    *) Trafia mi się twierdzić, że w Polsce wszystkie ugrupowania polityczne, są odwrotnością swoich nazw (co oczywiście jest uproszczeniem radykalnym, ale czego się nie robi, by wskazać na takie absurdy, jakimi bywa używanie ‚lewicy’, ale też ‚prawa’, ‚sprawiedliwości’, czy ‚obywatelskości’).

  68. globalnysmietnik powiedział/a

    @telemach
    muszę się oderwać od niewątpliwej przyjemności rozmowy. Muszę się zająć życiem.

    Była kiedyś taka „kampania społeczna” – billboardy (bilbordy? ) czyli wielkie plakaty głoszące ideę „połącz pracę z pasją”. Sponsorem tej kampanii była fundacja dra Jana Kulczyka.

    Było słuchać doktora Kulczyka i połączyć pracę z pasją, a teraz zajęty praca nie potrafię znaleźć paru godzin na pasje i dokończyć notki o hormonach miłości na swoim blogu.

  69. telemach powiedział/a

    globalnysmietnik:

    Było słuchać doktora Kulczyka i połączyć pracę z pasją

    Najlepiej wychodzi łączenie łączenie pracy z obsesją. Jest to dobre, tyle że nie dla pracującego, lecz dla pracodawcy. Kulczykowi bym w ciemno nie ufał.
    A jeśli chodzi o problem braku czasu, to pomocne bywa przedefiniowanie pojęć. Po prostu trzeba uznać przyjemność za obowiązek i odwrotnie. Daje zdumiewające wyniki. Chociaż nie jest wolne od ryzyka.

  70. andsol powiedział/a

    przedefiniowanie pojęć. Wiem, wiem, „pies czyli kot”! Ale kość nadal wabi.

  71. globalnysmietnik powiedział/a

    Kulczykowi bym w ciemno nie ufał.
    Znowu wrócimy do dyskusji na temat lewactwa ale jako obrońca dopuszczalności tego terminu w określonych przypadkach powiem tak:

    Place w Hiszpanii są pełne ludzi, którzy postanowili „połączyć pracę z pasją” i średnio na tym wyszli. Moim zdaniem należy zastanowić się nad połączeniem płacy z pasją. Jedna literka a dużo zmieni. Ciekawe, czy obecne wydarzenia w Hiszpanii zostaną uznane za „lewackie”.

  72. Smarthouse powiedział/a

    Как простая установка системы видеонаблюдения уже завтра вы снизите свои расходы на 31%?

    83% наших клиентов поделились с нами шокирующим секретом: после установки системы видеонаблюдения в своей компании им стало ясно, куда утекает львиная доля их прибыли. Оказалось, что все очень просто – от 20 до 43% уходило на мелкие кражи сотрудников, а так же на безделье персонала!

    Представляете?

    Получается, что в то время, как вы стараетесь наладить дела в вашей фирме, ваши же сотрудники делают все возможное, чтобы этому помешать. Да, не осознанно. Но факт остается фактом: ваши деньги улетают в трубу!

    Установив видеонаблюдения в своей компании сегодня уже завтра вы будете знать, кто „протирает штаны” в вашей компании, а кто старается сделать вас богаче. Вы только представьте себе, как изменится будущее вашего бизнеса, когда сотрудники будут заняты делом на 100%, неся вас к огромным прибылям.

    Как показывает статистика наших клиентов прибыль возрастает от 20 до 43% за первый же месяц, а видеонаблюдение окупается всего за 7 недель!

    А вы готовы увеличить вашу прибыль?

    Тогда закажите прямо сейчас бесплатный расчет видеонаблюдения для вашего бизнеса по телефону: (812) 715-44-11 или 8-800-333-33-24 (бесплатно со всех мобильных) и получите 1 камеру в подарок.

    P.S. Кстати, а мы упоминули про бесплатную демонстрацию видеонаблюдения?

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 61 other followers

%d bloggers like this: