Banalność zła?

Styczeń 25, 2009

Sformułowana przez Hannah Arendt teza o banalności zła zagnieździła się w naszych głowach nabierając jakości i znaczenia prawdy obiegowej. I zastępując, przynajmniej u większości pretendujących do miana ludzi oczytanych oraz oświeconych, jakże niegdyś rozpowszechnione przeświadczenie o altruiźmie jako niezbywalnej normie kulturowej. A także mniej lub bardziej naiwne wyobrażenia o powszechnie uznawanych atrybutach człowieczeństwa. Zimbardo z Pribramem pomogli na swój sposób, a Konrad Lorenz dostarczył przekonywujących przykładów przerzucając misterny most pomiędzy brzegami neuroetologii i psychologii ewolucyjnej. Począwszy z końcem lat siedemdziesiątych trudno było mieć jeszcze jakiekolwiek złudzenia co do natury i drzemiących w genach naszego gatunku potencjałów. Wnioski – obojętnie jakim dialektycznym łamańcom bądź wygibasom by je nie poddać – były i niestety nadal są uniwersalne, smutne i dla większości niezmiennie trudne do zaakceptowania.
Spóbujmy zatem poszukać pociechy w historii.

Bazyli II Młodszy, chluba Dynastii Macedońskiej, wzór chrześcijańskiego władcy, cesarz zwany przez panegirystów Równym Apostołom, zanim odesłał carowi Samuelowi piętnaście tysięcy Bułgarów, którzy zdali się na jego łaskę po przegranej bitwie pod Kleidion, kazał im wyłupić oczy. Na każdą setkę przypadał jeden jednooki prowadzący 99 ślepców. Gdy ów potworny pochód pietnastu tysięcy, któremu już dawno będzie daleko do tej liczby, dotrze do dalekiej stolicy i przedefiluje przed Samuelem, omdleje on z przerażenia i w dwa dni później umrze obłąkany.

Tak sobie poczyniał chrześcijański monarcha w roku pańskim 1015 z poddanymi innego chrześcijańskiego monarchy. Do historii nasz Bazyli przeszedł jako władca bogobojny i sprawiedliwy, w dzisiejszej Grecji otaczany przez kręgi klerykalno-patriotyczne nadal – mimo upływu lat – estymą i szacunkiem. Zmarł 15 grudnia 1025 roku i został pochowany, jak na dobrotliwego władcę oraz prawego chrześcijanina przystało, w specjalnie dlań wzniesionym mauzoleum leżącym w obrębie Bazyliki pod wezwaniem Sw. Jana Ewangelisty. Mauzoleum stało by pewnie do dzisiaj, gdyby nie zostało w 1204 roku ograbione i doszczętnie zniszczone przez zmierzających do Ziemi Swiętej uczestników IV wyprawy krzyżowej. Niosący zbłąkanym owieczkom saraceńskim znak pokoju i dobrą nowinę rycerze, elita i kwiat chrześcijaństwa, mieli po prostu po drodze.
Teza o banalności zła wydaje się blednąć gdy zanurzamy się w przeszłość.
,

About these ads

Odpowiedzi: 22 to “Banalność zła?”

  1. sensitiva powiedział/a

    „Dopiero na zgniłej, więziennej słomie (…) stopniowo pojąłem, że linia oddzielająca dobro od zła przebiega nie między państwami, nie między klasami, nie między partiami – tylko przecina każde ludzkie serce, nie omijając żadnego.” Archipelag Gułag.

    Banalność zła prezentowana była jakiś czas temu w społecznej kampanii przeciwko przemocy.
    Ile ludzi tyle opinii. Część z nich bardziej, część mniej uniwersalna. Całość kwestią percepcji.

  2. porcelanka powiedział/a

    Wiesz Telemachu, teza o banalności zła i prace Zimbardo uświadomiły ludziom coś, czego być może nie chcieli przyjąć do wiadomości, że każdy jest potencjalnym złem, wystarczą odpowiednie okoliczności. Jesteśmy całkiem twórczymi jednostkami zarówno jeśli chodzi o zło – jak i o dobro. Łatwiej myśleć, że to chodzi i tych „innych”, ONYCH: Niemców, Rosjan, psychopatów, niezidentyfikowanych bliżej potworów z piekła rodem.
    Ale my? My sami?
    Czyż jednak nie jesteśmy zdolni do nienawiści? Do zazdrości? Do wściekłości? Do chciwości? Do pychy? Czy te uczucia nie popychają do zła?

    Ci, co sobie nie uświadamiają swoich przycisków, nawet nie wiedzą, że ktoś za pomocą czegoś może nimi manipulować.

    Ale fakt, może jest i tak, że teza o banalności zła razem z dokonaniami Zimbardo staną się (może już są) częścią myśli kultury masowej, tyleż powszechną, co płytką. Taką wiedzą jak informacja o tym, że ziemia jest okrągła… Grunt, że wiemy, że jest, po co komu wiedzieć, o co chodzi i co to dla oznacza dla konkretnej jednostki. Na co dzień się ta informacja nie przydaje, prawda? ;)

  3. andsol powiedział/a

    Tezy p.Arendt stały mi się znacznie podejrzane gdy uświadomilem sobie, że może szukała po prostu uzasadnień dla zakrętasów ideologicznych swego ukochanego, p. Heideggera, do którego zdumiewająco wróciła po wojnie. Miłość wszystko zwycięży, nieprawda? Nawet wspomnienie ludobójstwa.

    Niestety jest to rozmyte wodolejstwo. Oczywiste stwierdzenia mówiące, że w pewnych okolicznościach z każdego można zrobić mordercę (a bo to tego nie wiemy? Przecież w każdym kraju normalnych młodych ludzi tresuje się na zabójców przy okazji służby wojskowej) nie łapią się za to, co ważne. Podkład ideologiczny. Przyjemność w zabijaniu, torturowaniu, znajdują rzadkie jednostki i zazwyczaj społeczeństwo potrafi je czy to izolować post factum czy to działaniem wychowawczym i koercyjnym wyhamować ich tendencje. Ale jeśli połączyć władzę z ideologią, która dopuszcza jakieś wartości grupy jako wyższe od wartości istnienia jednostek innych grup, teatr śmierci otwiera drzwi. I chrześcijaństwo, ideologia poniżonych, którzy wyszli na swoje, zawsze celowało w tym przedstawieniu. Ale inne religie też całkiem nieźle sobie tu radziły. Najważniejsze to mieć motywacje mówiące jesteśmy lepsi.

  4. nyema powiedział/a

    banalność zła to jego zwyczajność, codzienność, dostępność każdemu… jest takie zło i każdy wie…
    a tutaj mam wrażenie dotknięcia czegoś strasznego, co nawet w tych dziwnych wiekach niewrażliwości (mierzonej naszą miarą) było chyba nie do pojęcia okrutne…

  5. archeopterix powiedział/a

    Braknie słów. A swoją drogą to zdumiewające!!!
    Jakże mało wiemy o tej części naszego europejskiego dziedzictwa, jak łatwo ze zbiorowej pamięci udało się wymazać 1000 lat cesarstwa wschodniorzymskiego.

  6. Abulafia powiedział/a

    Telemach.
    Zaserwowałeś temat, przez który ludzkość z trudem może przebrnąć.
    Religia-zwłaszcza chrześcijaństwo- upraszczając problem przypisała zło grzechowi pierworodnemu i zbudowała na tym swoją ideologię. I basta. Lekceważąc logikę oraz badania naukowe, których nauczania JP II zabronił, nic nie wyjaśniła gmatwając problem mnożeniem pytań w nieskończoność.
    Nauka ma w tej materii więcej do powiedzenia.
    Jesteśmy spadkobiercami tysięcy pokoleń z ich atawistycznymi lękami. Instynkty pierwotne nagromadzone w mózgu (podświadomość)-obok zdroworozsądkowych zdolności-wyznaczają wciąż drogę ewolucji. Drzemie zatem w nas zło i dobro, instynktowność i refleksyjność. Człowiek czyni źle lub dobrze, ale tylko tyle możemy o tym powiedzieć-pisał Steinbeck. Dodam-bez wartościowania i oceny natury ludzkiej.
    Historia oślepiania czy ohydniejszych kar, była w średniowieczu chlebem powszednim. Standard ówczesnego postępowania jurysdykcyjnego. Jesteśmy jednak bogatsi o dziesięć wieków humanizowania życia. Mroki średniowiecza mamy poza sobą, co dowodzi ewoluowania w dobrym kierunku. Jednakże dopóki trawić nas będą atawizmy, a pierwotne instynkty i lęki będą dyskontowane przez szamanów, proces adaptacyjny człowieka wydłuży się. W ostatecznym rozrachunku zdrowy rozsądek zneutralizuje pierwotne złogi lub wyprze je świadomością człowieczeństwa.
    Nie oznacza to bynajmniej przemiany zjadaczy chleba w aniołów-jak chce poeta. Ewolucja stworzy nową jakość i, być może, przyniesie nie mniej problemów niż w przeszłości.
    Póki co walczmy ze złem chociażby w skali mikroskopijnej-w nas samych.

  7. telemach powiedział/a

    Abulafia, obawiam się że temat od czasu do czasu „serwuje się” sam.
    Prezentowany przez Ciebie scenariusz jest scenariuszem optymistycznym. Zakłada, że jako populacja zmierzamy ku światłu. Ze ewolucja zmierza w stronę większej ilości i większego rozpowszechnienia tego co zwykliśmy zwać moralnością, empatią, etyką. Ze podatność na masowe szaleństwo będzie się zmniejszać. Ze proces cywilizacyjny jest rodzajem nieuniknionego continuum. Na czym opierasz tę godną pozazdroszczenia wiarę? Podziel się proszę.

  8. Bellatrix powiedział/a

    Czytam i oczom nie wierzę.
    Telemachu, ów Bazyli podjął idealną decyzję – okaleczył armię przeciwnika. Jakie efekty? Wróg nie ma armii, więc jest bardziej bezbronny. Mało tego, ma armię ślepych mężczyzn, którzy do pracy zdolni nie będą (przynajmniej nie tak, jak zdrowi), a jedynie stanowić będą kolejne gęby do wyżywienia (chyba, że umrą z rąk pobratymców). Krok wręcz genialny, bo osłabił przeciwnika nie tylko fizycznie, ale też i psychicznie. Wzbudził popłoch i strach, taka sama reakcja by była dzisiaj, gdyby do Polski z Iraku wróciło… hm… tak z 3 miliony kalekich mężczyzn w stanie, jaki my kwalifikujemy na 3 grupę inwalidzką.
    Wyrzuciłeś, że chrześcijański władca zrobił to chrześcijańskiemu władcy. Otóż dwie uwagi. Pierwsza: w tamtych czasach brutalny był każdy, a przynajmniej inaczej oceniano pewne sprawy. Wielu świętych (imion chwilowo nie pamiętam) choć uchodziło za pobożnych, będąc władcami kazało rozrywać ludzi na drzewie i stosować inne środki kaźni. Dzieje się tak nie dla czerpania przyjemności z zabijania, ale z konieczności. Władca musiał utrzymywać porządek w państwie, a środkiem odstraszającym były wyrafinowane kary. Kary publicznie wykonywano, by zadowolić gawiedź (która bała się przestępcy, więc cieszyła z jego śmierci), ale dla czerpania rozrywki z czyjejś śmierci, bo to rezerwujemy dla osób z odchyłami psychicznymi.
    Res secunda: władca chrześcijański na władcę chrześcijańskiego… Za bardzo Cię cenię, żeby traktować poważnie ten żart >:) Pytaniem jest raczej, dlaczego Palestyńczycy wojują z Izraelem, kultura zachodnia z Islamem, etc. Dlaczego Ameryka od wieku pcha się we wszystkie wojny, w jakie się da wepchać?

    Mówimy o przemocy, używamy liczb: 10 tysięcy, 100 tysięcy, 2 miliony… Liczby piękne, gładkie, liczby poległych na chwałę wojny. To wszystko blednie, gdy zdamy sobie sprawę z drugiej strony medalu. Wojska idąc, brały jedzenie z gospodarstw, jak nie po dobroci, to siłą; idąc niszczyły pola, zasiewy; nieopłacane brały to, co im się należało. Skóra mi cierpnie nie wtedy, gdy czytam o 15 tysiącach ślepych żołnierzy, ale gdy myślę o tysiącach marznących chłopów w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, gdy obce wojska zimowały w Polsce, rujnując co i rusz wsie. Ile osób umarło z głodu? Ile lat głodowano? Całe mnóstwo. I jestem za każdym razem pełna podziwu dla tych, którzy przeżyli.

    Pozdrawiam!

  9. Logos Amicus powiedział/a

    Telemachu,
    inaczej chyba rozumiemy pojęcie „banalności zła”. To, które przeniknęło do kultury masowej właśnie owo pojęcie banalizuje, niewiele mając wspólnego z tym, jak to rozumiała Arendt.

    Po pierwsze – trzeba przeczytać jej książkę, co wcale nie jest takie łatwe (ja, mimo że szlajam się niemalże nałogowo po księgarniach krajowych i zagranicznych, nigdy nie natrafiłem na „Eichmanna w Jerozolimie”, a znalazłem tę pozycję dopiero – i to przypadkowo – w tzw. „amerykańskiej Częstochowie” w Pennsylwanii (żeby było ciekawiej, kupiłem jeszcze wówczas w tej samej przykościelnej księgarni antologię „U żródeł współczesnego ateizmu” – Neuscha :))

    Twój sarkazm – jeśli chodzi o chrześcijaństwo albo też niezmiennośc atawistycznej ludzkiej natury – jest zrozumiały. Jednak, moim zdaniem, każdy nasz osąd zabarwiony emocjonalnie, tudzież poddany takiej a nie innej opcji intelektualnej, czy charakterologicznej – jest ograniczony.

    Ja wierzę jednak w to, że nasza ludzka natura również ulega ewolucji, podopbnie jak ewolucji ulegają nasze geny – i że następuje w nas coś w rodzaju sprzężenia zwrotnego (tzn. geny mają wpływ na naszą kulturę, ale i nasza kultura zaczęła wpływać na nasze geny.
    Uważam, że jest to nasz ludzki fenomen – i że rzeczywiście czyni on nas czymś wyjątkowym na naszej planecie.

    Innymi słowy: nasz humanizm ewoluuje, stając się chyba bardziej wyrafinowany i humanitarny (a świadczy o tym choćby ta nasza dyskusja :))
    Czy wyobrażcie ją sobie w jaskini człowieka z epoki kamienia łupanego??)

    Coż, nasza kultura – nasze intencje, religie, ideały, wartości – wyprzedzją wlokące się za nami atawizmy. Stąd to poczucie niezmienności (niereformowalności) ludzkiej natury, o drapieżności której przypominają nam nie tylko nasze kły i pazury, ale i cała nowożytna historia Homo sapiens.

    Warto jednak wierzyć, że to jednak my – w dużej mierze – kreujemy naszą rzeczywistość.
    Ja nie tylko w to wierzę, ale i jestem tego (prawie:) pewien.

    PS. Widzę, że symultanicznie poruszyliśmy niemalże ten sam temat:

    http://logosamicus.bloog.pl

  10. Logos Amicus powiedział/a

    Telemachu,
    trudno… napiszę jednak wprost, że zirytował mnie Twój tekst.
    Oto, wyjaśniam pokrótce (wybacz, że także dość pobieżnie), dlaczego:

    - nie widzę związku między tezą Hanny Arendt o banalności zła a „jakże rozpowszechnionym przeświadczeniem o altruiźmie jako niezbywalnej normie kulturowej”, a tym bardziej nie mogę zgodzić się, że ta teza zastąpiła owo przeświadczenie.
    (Zresztą, tak na dobrą sprawę, to przeświadczenie nigdy nie było przeświadczeniem „rozpowszechnionym”.)

    - Co może znaczyć zdanie: „mniej lub bardziej naiwne wyobrażenia o powszechnie uznawanych atrybutach człowieczeństwa”?
    (Żadne „naiwne wyobrażenia” nie mogą przecież dyskredytować „powszechnie uznawanych atrubutów społeczeństwa” – w przeciwieństwie do nich samych.)

    - Bardzo krytycznie podchodzę do eksperymwentów podobnych tym, które przeprowadził np. Zimbardo (to klasyczny przykład tego, jak warunki, okoliczności, intencje, metoda, użyte instrumentarium, tudzież wybór przedmiotów ekpserymentu wpływają na wynik doświadczenia).
    (Są ludzie, którzy nigdy nie staliby się „strażnikami” (w domyśle: zbrodniarzami), bez względu na okoliczności i warunki. Jeśli ktoś twierdzi, że to właściwie sprawa tylko li okoliczności, to jest to po prostu insynuacja).

    - Właśnie kiedy zanurzamy się w przeszłość, teza o banalności zła nabiera wyrazistości, tłumacząc właściwie wszystko.

    Będzie chyba na rzeczy, jeśli przytoczę słowa samej Hanny Arendt (nie będziemy już wtedy tak bujać w obłokach):

    „Uważam, że zło nigdy nie jest ‚radykalne’, a tylko skrajne i że nie posiada ono żadnej głębi ani jakiegokolwiek demonicznego wymiaru. Może ono wypełnić i spustoszyć cały świat, bo rozprzestrzenia się ja grzyb porastający powierzchnię. ‚Urąga myśli’, jak napisałam, gdyż myśl próbuje dotrzeć na pewną głębokość, sięgnąć do korzeni, w momencie zaś gdy zajmie się złem, jałowieje, gdyż dotyka nicości. Na tym polega ‚banalność zła’”.

    (Warto zaznaczyć, ze Arendt słowa „radykalny” użyła w jego pierwotnym znaczniu, czyli „dogłębny” – dotyczący rdzenia, korzenia.)

    Moim zdaniem, jest to właśnie pewna apologia naszej kulturowej ewolucji – atawistyczne zło jest płytkie, wykrywalne tuż pod powierzchnią, dopiero ludzka myśl usiłująca ogarnąć i nazwać Dobro, musi się zapuścić głębiej – sama staje się czymś głębokim.
    Dlatego Dobro nie jest nigdy czymś banalnym.
    Tak to widzę.

  11. annamotreanu powiedział/a

    Telemachu – telepato :), często piszesz o tym, o czym aktualnie rozmyślam.

    Spędzam ostatnio godziny na dyskusjach z moją lepsza połową na temat źródła zła w człowieku. Kiedy już wydaje nam się, że złapaliśmy pana boga za nogi, pojawia sie kolejny aspekt, który mąci w uklepanej na gładko teorii.

    Okrucieństwo jest wszędzie. Okrucieństwo „jest” nadal. Jest to fenoment ponadnarodościowy, ponadkulturowy, ponadczasowy. Nie wiem do końca tylko, czy jest także ponadpłciowy, co samo w sobie jest bardzo intrygująca kwestia badawcza. Ostatnio zastanawiałam się, czy można to jakoś wytłumaczyć odziaływaniem autorytetu (eksperyment Milgrama się kłania), ale uznałam, że może to być zbyt duże uproszczenie, gdyż taka relacja działa w stosunku 1:1 (jeden autorytet na jednego subordynowanego).

    Ostrożnie więc będę mniemać, że zło, okrucieństwo, bestialstwo – nazwijmy to, jak chcemy – jest w nas wszystkich i są jakieś mechanizmy które potrafią je zwyczajnie uruchomić. Wielu z Was wspomina o „jednostkach patologicznych” które jako jedyne czerpia przyjemność z wyrządzania zła – i zastanawiam się: co z całymi zastępami wojaków, rabującymi, gwałcącymi i mordującymi bezbronnych ludzi? I w głowie mi tylko dzwięczy Rwanda, Darfur, Kambodża, Bośnia, Nanking, Kongo, Sierra Leone…

    P.S: Nie pokładałabym takiej nadziei w ewolucję. Co prawda, dziś nikt nie wyśle 15 000 oślepionych żołnierzy w pielgrzmkę – oficjalne prawo tego zabrania. Co nie oznacza, że takie rzeczy sie nie przytrafiają – po prostu robi się je wtedy gdy telewizja ma przerwę na lunch.
    A to, że my dziś dyskutujemy o tej kwestii, nie stanowi dla mnie niestety dowodu na to, że nasz humanizm staje się bardziej wyrafinowany. Raczej wyrachowany :) Wielcy tego świata odkryli, że najbardziej produktywny człowiek to taki, który czuje się bezpiecznie w swoim własnym otoczeniu – dlatego też, zrezygnowali ze straszenia nas okrucieństwem, a zastapili je słodkim konsumpcjonizmem. Czasem tylko coś w TV mignie o jakiejs masakrze w Afryce… i to tylko po to, żeby utwierdzić nas w przekonaniu, że nasze obecne warunki sa najlepsze i trzeba na ich „cześć” pracowć.

    Przepraszam, że tak pesymistycznie.

  12. telemach powiedział/a

    Logosie drogi,

    wpierw ogólnie: przyznam, że wrzucenie do jednego – niezbyt dużego przecież – worka pani Arendt, Konrada Lorenza, Zimbardo i Pribrama jak również 15 tysięcy Bułgarów, zagadnienia ewolucji moralności i empatii ze szczególnym uwzględnieniem tzw. moralności chrześcijańskiej, a na konec podlanie całości pikantnym sosem IV Wyprawy Krzyżowej, otóż przyznam chętnie, że takie postępowanie z mej strony prowadzić może do nieporozumień a na pewno prowadzi do uproszczeń niezamierzonych, lecz mimo to domniemywanych. Jak również do jak najbardziej zamierzonych, ba celowych uproszczeń.

    Logosie – to jest blog, w którym postawiłem sobie za cel pozastanawianie się (wraz z wszystkimi, którzy mają na to czas i ochotę) nad tym, jak funkcjonują w naszych głowach mity, przesądy, przekłamania, stereotypy . Nie esej, nie praca naukowa, nie artykul publicystyczny lecz blog. Blog stawiający pytania, czasem prowokujące, czasem antycypujące rekcje ewentualnych czytelników. I nie roszczący sobie pretensji do sugerowania jedynie słusznych odpowiedzi. Nie jest to również dla mnie platforma służąca prezentowaniu mych poglądów, przekonań, przeczuć i przeżyć. MNie chodzi jedynie – vide tytuł bloga – o refleksję czy znane powszechnie odpowiedzi wynikają z adekwatnych pytań. I co by było gdybyśmy pytania sformułowali inaczej. Wierz mi – to jest ambitny program. Przynajmniej tak mi się jawi – szczególnie gdy uwzględnię moje skromne możliwości.

    A teraz w kwestii formalnej: po zapoznaniu się z wynikami badań dotyczących sposobu percepcji blogów i funkcjonowania blogosfery (np. tuataj: http://www.catalystgroupdesign.com/cofactors/upload/Blog_usability_report.pdf)jak rowniez prowadzac monitoring pierwszych blogów czysto marketingowych przed 10-laty doszedłem do wniosku, że ponad 99% wszystkich blogów tematycznych mimo odnalezienia ich przez potencjalnych czytelników, wcale nie jest czytana. Po prostu autorzy ich, zapatrzeni w „piękno” swego dzieła i „doniosłość” własnych przemyśleń zapominają, że jeśli nie są w stanie przedstawić swego punktu widzenia w obrębie jednej a maksymalnie dwóch odsłon ekranu (przy założeniu przeciętnej rozdzielczości grafiki, naturalnie) to powinni przestać publikować w sieci. Nie dlatego, że mają mało do powiedzenia lecz dlatego, że najzyczajniej nie rozumieją natury medium w którym publikują. Ani tego w jaki sposób funkcjonuje ludzka uwaga w warunkach intensywnej konkurencji bodźców i anonimowości audytorium.

    I dlatego objętość wpisów stara się – nie zawsze skutecznie – nie przekraczać tego, co zmieścić się może na połowie kartki maszynopisu. Czasem się to nie udaje.

    Intelektualna w swych zamierzeniach zabawa na boisku wielkości połowy kartki to akrobacja. Czasem można spaść i się potłuc. Ale sądzę że warto próbować.

  13. telemach powiedział/a

    Logosie (ciąg dalszy)
    Ja nie sugeruję ZADNEJ interpretacji dzieła pani Arendt. (n.b. trudności ze zdobyciem wzmiankowanej książki brzmią egzotycznie, gdy się żyje w niemieckim obszarze językowym, tutaj jest to pozycja standartowa w każdej dobrej księgarni kazdego miasta akademickiego). Mnie zastanawia co i w jaki sposób przyczyniło się do funkcjonowania w naszych głowach stereotypu o powszechności i niemożności uniknięcia zła. I zastąpiły panujące jeszcze w 50-tych i 60-tych latach stereotypy o postępie cywilizacyjnym jako procesie o charakterze imperatywnym, nieodwracalności zdobyczy oświecenia i człowieku – z gruntu dobrej istocie zmierzającej ku światłu.

    Myślę, że z doskonałej aczkolwiek kontrowersyjnej książki H. Arendt w masowej wyobraźni ostał się jeno tytuł. Tytuł świetnie się nadający do podpierania się w rozmyślaniach nacechowanych kulturowym pesymizmem. Podobnie jak ze sztandarowej pozycji Lorenza.

    A skok w przeszłość? Dla mnie konieczny bo uzmysławiający nielinearność procesów ewolucyjnych. Ale to przecież nie jest moim odkryciem, wystarczy sięgnąć do którejkolwiek zajmującej się tą tematyką (ewoluowanie wyobrażeń dotyczących moralności) pozycji z dziedziny antropologii kultury.

    Ale – jak już raz zauważyłem – jest to tylko blog.

    Z wyrazami szacunku
    T.

  14. telemach powiedział/a

    Logosie, na ostatni Twój komentarz nie bede odpowiadał. Uczyniła to za mnie Annamontreanu. Odpowiedzi powieliły by argumenty.
    Ukłon

  15. desde_mona powiedział/a

    @logos:
    Piszesz: „Twój sarkazm – jeśli chodzi o chrześcijaństwo (…) – jest zrozumiały.”
    Ja nie dostrzegłam w tym tekscie sarkazmu. Ani zrozumialego ani niezrozumialego. To, ze „Równy Apostolom” orędownik religii opartej na koncepcji miłosierdzia i miłości bliźniego daje wyłupic oczy bliźnim którzy zdali sie na jego łaske jest faktem historycznym. Prawdopodobnie łaski nie starczylo dla wszystkich. Ale żeby podawanie faktu historycznego nazywać sarkazmem, wybacz…

  16. Logos Amicus powiedział/a

    Telemachu,
    jedna, maximum dwie strony… powiadasz.
    Czyli nikłe są szanse na dyskusję nad tym, jak Hannah Arendt pojmowała „banalność zła”.

  17. joe powiedział/a

    heh- widać… ta „ofiara” była konieczna. A może nawet niezbedna?

  18. Bellatrix powiedział/a

    @Logos Amicus
    „(Są ludzie, którzy nigdy nie staliby się “strażnikami” (w domyśle: zbrodniarzami), bez względu na okoliczności i warunki. Jeśli ktoś twierdzi, że to właściwie sprawa tylko li okoliczności, to jest to po prostu insynuacja)”
    I tu się zgadzam i przeczę jednocześnie. Bo takie osoby są, ale to tylko dwie grupy (a przynajmniej ja tyle naliczyłam): jeszcze naiwne, żyjące według Dekalogu i w Miłości Bożej osoby, a także osoby niezwykle starannie wychowane i wykształcone w patriotyzmie. A zwykły szary człowiek może się stać katem z własnej woli bądź z przymusu – zastraszony, widząc w przemocy jedyne wyjście z sytuacji.
    I że ludzie ewoluują? Owszem, ale nie tak znowu szybko. Agresja jest w nas i szybko nie wyjdzie – najlepszym tego dowodem jest USA i kibice piłki nożnej. A my sami nie łazimy i nie mordujemy, bo nie ma już takiej potrzeby – jesteśmy przejedzeni, mamy wszystkiego, co nam trzeba, ewentualnie dążymy do władzy, ale metodami równie brutalnymi, co wyrafinowanymi. Dzisiaj mamy czas i okazję do tego, by ładnie i pięknie rozmawiać o tych zmianach i osiągnięciach, a 500 lat temu jeśli nie szlibyśmy za pługiem, to przytroczeni do niego, ewentualnie spali w dziurawej szopie i jedli zepsute mięso, nosząc tytuł księcia.

  19. Mag powiedział/a

    :W nas jest raj, piekło i do obu szlaki:

  20. telemach powiedział/a

    @Logos: szanse nie są nikłe. Ten wpis jednak nie jest chyba najlepszym punktem wyjścia do takiej dyskusji. Obawiam sie ponadto, że nie udałoby nam się odkryć istotnych różnic poglądów.

    A na marginesie: ja zbaraniałem, gdy dowiedziałem się kiedy ukazało się polskie tłumaczenie „Eichmanna w Jerozolimie”. Data ta mówi więcej o kondycji umysłowej społeczeństwa, niż wszelkie pozycje socjologiczne razem wzięte.
    Również toczone przez dziesięciolecia w Polsce dyskusje na temat totalitaryzmu odbywały się bez znajomości jej prac na ten temat.

    Ja osobiście za najbardziej interesujące uważam poglądy HA na temat filosemityzmu. No i naturalnie fakt, ze istnieje asteroid pod nazwa „100027 Hannaharendt”. Jaki dziwny ten świat: na świecie nazywa się jej imieniem nie tylko uniwersytety, ulice i ciała niebieskie a w Polsce nigdy nie zasłużyła sobie nawet na skromne „Dzieła wybrane”

    A jesli chodzi o dyskusję? Może jakiś nowy Tread w ramach jednego z forów filozoficznych byłby właściwszym miejscem?

  21. Abulafia powiedział/a

    Telemach.
    Minimum słów-maksimum treści, to zaiste akrobatyczne zadanie. Jednakże warto spróbować tej sztuczki w towarzystwie artystów. Działa inspirująco.
    Patrzymy na świat przez wąskie okienko. Postrzegamy rzeczywistość ukształtowanymi ewolucyjnie zmysłami i receptorami tylko w obrębie naszej egzystencji. Przedział czasowy zawężamy do 2-3 pokoleń, czyli w przybliżeniu jednego wieku.
    Dyskutując o złu formujemy opinie w oparciu o własne przeżycia lub doznania innych, w czasokresie paru pokoleń zdolnym do zapamiętania zdarzeń. Spróbujmy jednak wydłużyć perspektywę oglądu świata.
    Ewolucja biologiczna jest nieuchwytna dla naszych zmysłów. Jednakże z pomocą nagromadzonej wiedzy możemy prześledzić uczłowieczanie nadrzędnych. Przejście od australopiteka, poprzez formy pośrednie, do homo sapiens dowodzą uszlachetnienia gatunku.
    Ewolucja cywilizacyjna z perspektywy dziesiątek tysięcy lat także potwierdza humanizację gatunku. Z troglodytów praktykujących kanibalizm staliśmy się osobnikami kontrolującymi prymitywne instynkty i odruchy pierwotne. Nie widzę przeszkód wstrzymujących kontynuowanie tych procesów.
    Nasze behawioralne i fizyczne cechy nie osiągnęły zadowalającego poziomu. Adaptacyjnie znajdujemy się dopiero w śródświecie-jak określił Dawkins. Dlatego doświadczeni XX-wiecznymi interwałami zlodowacenia, wstrzymującymi na mgnienie oka (w skali czasu kosmicznego) proces ewoluowania, podważą przykładami continuum rozwoju ludzkości. Niezupełnie mają rację. Wyrażą tylko rozczarowanie z perspektywy doświadczeń paru pokoleń. Mutacje genowe w dłuższej perspektywie czasu maja pozytywne następstwa. Zagrażające ewolucji lub pochłaniające zbyt duże zasoby są eliminowane doborem naturalnym. Po mutacjach hitleryzmy czy stalinizmu odnotowujemy jednak postęp w procesie continuum ewolucyjnego. Nawet kataklizmy, jak ów wyniszczający dinozaury służą ewolucji człowieka.
    Powyższe uwagi wypływają z okruchów wiedzy-nie wiary. Przekonaniem, aczkolwiek nie wiarą, mogę uzasadnić ewoluowanie ludzkości w pożądanym przez humanizm kierunku. Co do trwania ewolucji zbędna jest mi nawet wiedza-wystarczą replikatory.

  22. Logos Amicus powiedział/a

    Abulafia.
    Dzięki za arcy-ciekawy komentarz!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 61 other followers

%d bloggers like this: